Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (08). Dobrzyńska

Anna Dobrzyńska

Perfumy

Pośród najdroższych perfum na świecie,
Tych od Chanel, Gucciego, Armani,
Najpiękniej pachnie czerwcowe powietrze,
Kwitnącą akacją, rumiankiem, łąkami.
Trawą wyrosłą i białą pokrzywą,
Bzem czarnym, kwitnącym z przekorą na biało,
Drobnymi, jasnymi, kwiatkami derenia,
I drzewem jaśminu, co w biel się ubrało.
Białym olejkiem do opalania,
Co w kiosku, na rogu, za grosze kupiony,
Bałtyku powiewem, różową meduzą,
I zamkiem, co wyrósł z piasku sklejony,
Oscypkiem góralskim, wędzonym na słońcu,
I podawanym wśród gór, z żurawiną,
I białą wełną owcy z Podhala,
Co dzwonkiem dzwoni, ze śmieszną miną.

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (07). Gołąb

Sylwester Gołąb

7

moja myśl pierwsza opada z wolna na twoje lastryko
w które ubraliśmy cię z matką
moja myśl druga tworzy spiralną falę u wybrzeży Kalifornii
i zagraża każdej produkcji
w której nie bierze udziału moja ulubiona gwiazdka porno
moja myśl trzecia dostrzega biedronkę w brzuchu B naszego nazwiska
i nie wie co z nią począć
gdzie jej kazać pójść w pizdu z poświęconego miejsca
moja myśl czwarta wbiega w przyosiedlowy las i szuka Jasia wisielca
moja myśl piąta rozmawia z księżycem jak z bogiem a on się nieźle podszywa
moja myśl szósta wspomina Józia i Stasia jak młócili zboże pod krzyżem
moja myśl siódma krzywi się z goryczy gdy usta połykają słowa

Barataria 121. Różne Don Kichoty / Codziennie jeden wiersz (06). Jakubauskas

Dla A

A przysłał w międzyczasie kilka różnych Don Kichotów i naśladownictw, a ja odpowiadałam, mam, było, zobacz na blogu… Zeźlił się więc i przysłał to.

A ja na to – nic, bo nie (rozpo)znałam. Ale wiedziałam, że A ma rację, Don Kichot jak żywy, choć gruby, Sancho Pansa też jak żywy, choć z lancą, obaj przyodziani w czapy z futrzanym obramieniem. Jak przestałam już (choć nie nadaremno – patrz niżej) szukać w różnych językach pod hasłem Don Kichot i Sancho Pansa, rysunek, czarno-biały, tatarski, mongolski i Dżyngiz Chan, to zaproponowałam A grę w 20 pytań. Zużyłam pięć pytań – pierwsze brzmiało, czy to Mongołowie? – i wiem. Jeśli nie wiecie, to zobaczcie TU.

A ja tymczasem podzielę się z Wami nietypowymi informacjami i obrazkami, które znalazłam podczas poszukiwań. Myślę, że nie muszę tłumaczyć, jaki ciąg skojarzeń doprowadził mnie od Dżingis Chana tu (a potem i tam – patrz punkt 2):

1. Putin

Mały to Miedwiediew, duży to oczywiście Putin. Przyznacie, że podobni? Autorem rysunku jest taki rosyjski Mleczko. Autor bloga przegląddziennikarski pisze we wpisie Car rosyjskich snów:

Karykaturzysta Siergiej Jołkin (rocznik 1962) znany jest na Zachodzie (Sergey Elkin) oraz w Rosji, ale nie w Polsce, choć jego prześmiewcze rysunki są wobec rzeczywistości rosyjskiej nie mniej krytyczne. Urodził się w Workucie, mieście łagrów.
W 1984 r. ukończył architekturę i do upadku ZSRR pracował w wyuczonym zawodzie. W latach 90 zajął się dziennikarstwem, był redaktorem naczelnym prowincjonalnej gazety. Kryzys 1998 roku sprawił, że utracił pracę. Zaczął więc rozsyłać swoje rysunki i szybko stał się cenionym karykaturzystą w pismach „Izwiestija”, „Rossijskaja gazieta, „The Moscow Times”, „Wiedomosti”, „The Guardian”, „Economist” itp. Od kilku lat publikuje swoje prace przede wszystkim w internecie na łamach pism opozycyjnych wobec władz kremlowskich. Putin jest najważniejszym bohaterem jego twórczości.

2. Don Kichot i Sancho Pansa po polsku

To oczywiście na odwrót niż u przyjaciół Moskali – mały jest duży, a duży mały. Ale też podobni. To nie ja wymyśliłam. Tak niejaka LadyBergamoth podpisała to zdjęcie Sławomira Kamińskiego z roku 2005, umieszczając je na stronie sadistic.pl (uwaga treści polityczne, erotyczne i inne obscena – zaglądamy na własną odpowiedzialność).

3. Jeden wiersz (jak to tego lata u mnie nagminnie)

Adas Jakubauskas

Muzie

Kim byłbym bez ciebie?
Ziarnkiem piasku
W nieskończonym świecie,
Marzącym o bliskiej,
Kochanej duszy.
Pojawiłaś się ty w kaszmirowej sukience
I zostałem niewolnikiem u twych stóp.
Co zobaczyłaś we mnie?
Towarzyszko mojej
Tęsknoty,
W rozpaczliwej i zagubionej
Ciemności,
W Don Kichocie bez zbroi?
Potulnym, czujnym, zwyczajnym.
Dziękuję ci za czas
Spędzony ze mną,
Za delikatność twoich rąk,
Moja poezja to twoja
Zasługa.
Dzięki, ukochana i przyjacielu,
Ze mną – a jakże –
Nie będzie ci słodko…
Jestem cały w wierszach
I w nich płonę,
Zapłaczesz nieraz
Ukradkiem.

1987–2014

Tłumaczenie: Selim Mirza Chazbijewicz

Adas Jakubauskas, litewski przedsiębiorca, polski naukowiec i poeta tatarski, pisał ten wiersz 27 lat. Ciekawe dlaczego skończył?

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (05). Wiśniewski

Radosław Wiśniewski

M.I.A.

„Nagi mężczyzna w oknie hotelu Piast”
(Karol Maliszewski w nieistniejącym już wierszu o tym samym tytule)
Nie ma tamtego wiersza i nie ma Hotelu “Piast”,
przy ulicy Piastowskiej. Hotel zamieniono na
dom spokojnej starości w mieście, w którym
burmistrz bez litości wyrżnął poniemieckie
drzewa odbierając im prawo do godnej jesieni.
A trzeba wiedzieć, że apetyt na rżnięcie rośnie
w miarę rżnięcia. Nagi mężczyzna w oknie Hotelu
“Piast” tyle zostało z wiersza, którego nie czytałem.
Karol mówił, że pisał w jakimś ciemnym uniesieniu,
że go wyśle, bo to taki ślad po poecie. I po mieście
którym obecnie rządzi burmistrz o nazwisku Wrębiak.
Co wiele wyjaśnia jeżeli chodzi los drzew. Został
jeden wers, jak kikut pozostawiony w skrajni drogi
wojewódzkiej na znak, że zaszła drobna zmiana.
Chciałbym go jeszcze raz przeczytać. Tak jakby coś
żyło we mnie z tamtej nocy, kiedy nagi mężczyzna
stanął w oknie Hotelu “Piast”. Pewnie palił papierosa,
bo wtedy w wierszach wszyscy palili. Ale równie dobrze
mógł palić papiery wygrzebane przez ostatni rocznik
prowadzony do wojska. Być może nawet były tam
jakieś wiersze. Na przykład o tym, że nagi mężczyzna
stoi w oknie Hotelu “Piast”. W pokoju za nim czuć było
potem, może tam spała naga kobieta, albo nagi mężczyzna.
W restauracji dwa piętra niżej przygrywał do Koheleta człowiek
– orkiestra na wielkim klawiszu z napisem „Korg” od czoła.
Mam ten wiersz na końcu języka, jak obce słowo,
które oznacza coś znajomego. Przede mną
ściana bez okien. Stoję oparty o nią czołem
i czuję się
nagi.

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (04). Karbowska

Ewa Karbowska

OKULISTYCZNIE – ZNACZY NA OKO – SIĘ DZIWIĆ

zdumienie
co wcale nie dziwne
ma oczy zielone lub piwne
*
szeroko otwarte
za karę?
spłoszone że mocno szare
*
bezradnie
bezbarwnie spłakane
nad sobą – przeważnie nad ranem
*
z zaspania wyrwane
nagle
po fakcie albo po diable?
*
bystrości w miłości nabiera
od wczoraj
najdalej od teraz
*
w przelocie
zdziwienia po twarzy
by resztę? – do końca domarzyć

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (03). Rubinroth

Agnieszka Rachela Rubinroth

pamięć ciała kobiety


aż zrozumiałam
że miednica w moim ciele
w której nosiłam
zalążki moich dzieci
nie jest moja

to biała kość miedniczna
poniewierająca się
wśród popiołów

nosiła
przedtem
zalążki jej
dziewięciorga dzieci

boże
którego nie było
którego
wciąż jeszcze nie ma
otul w płócienny całun
z jedwabną nicią

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (01). Dobrzyńska

Anna Dobrzyńska

Jak psa
Dla fanów motoryzacji

Tyle dróg wspólnych, tyle lat razem,
Berlin, Bruksela, Londyn, Warszawa,
Ruch lewostronny, ronda angielskie,
Calais – Dover, promem przeprawa.

„Mój jest i basta” – wiedziałam od razu,
Piękny i zgrabny, zadbany i zwinny,
Wyrywny, mocny, sprawny, roztropny,
Z klasą, z luksusem – ten! Żaden inny.

Zestarzał się w końcu i urok swój stracił,
Współpracy odmawiał, w kłopoty wpędził,
Stał się grymaśny, nieprzejednany,
wciąż potrzebował kolejnych pieniędzy.

Gdy zostawiałam go w dzień gradowy,
Jak stał na chłodzie, przez szybę widziałam,
On – jakby patrzył się na mnie oczami,
Czułam – tak jakbym ja psa oddawała…

Przez okno widzę, parking pod domem,
Rząd samochodów, pośrodku z wrębem,
Równy, kompletny, uporządkowany,
Jak szczęka z wyrwanym na przedzie zębem (!)

30 lat temu upadł Mur Berliński (1)

Joanna Trümner
Tekst
Ela Kargol
Zdjęcia

W listopadzie minie trzydzieści lat od upadku berlińskiego muru. Moja przyjaciółka Ela Kargol od dawna nosiła się z pomysłem przejścia lub przejechania rowerem kolejnych etapów liczącej 160 km „trasy muru”. Przekonała mnie, bym dołączyła do tego projektu, wspólnie zadecydowałyśmy, że wybierzemy kilka uważanych za nas za najciekawsze fragmentów trasy i opowiemy historię tych miejsc. Nie tę znaną z podręczników i filmów dokumentalnych historię, lecz historie ludzi żyjących po obydwu stronach muru oraz ciekawostki związane z tym jedynym tego rodzaju miejscem na świecie. Niektóre z wybranych przez nas miejsc są prawdziwymi magnesami dla turystów z całego świata, niektóre są mało znane, o niektórych do niedawna nie wiedziałyśmy nic.

East Side Gallery

Przyglądam się tłumom turystów podążającym w kierunku największej na świecie galerii pod gołym niebem, East Side Gallery. Myślę o tym, że to dziwny zbieg okoliczności, że po raz drugi w ciągu miesiąca znalazłam się w tej części miasta. Dzielnicy, która jeszcze przez wiele lat po upadku muru była dla mnie „Wschodem”, jedną z „białych plam” na mapie miasta, częścią niewidzialnego muru, który przez lata spędzone w Komunie powstawał w wielu polskich głowach.

Na początku miesiąca mijałam East Side Gallery w drodze na koncert do pobliskiej hali widowiskowej, Mercedez Benz Arena. W przerwie koncertu wyszliśmy ze znajomymi na taras z widokiem na plac przed areną. W miejscu, w którym przed dwoma laty znajdował się wielki plac budowy, powstało pięknie podświetlone centrum handlowe z kinem, restauracjami, hotelami, sklepami, mieszkaniami. „Tutaj nawet mur jest elegancki”, myślałam patrząc na ten wielkomiejski pejzaż. Nie wiedziałam jeszcze, że po po gruntownym odnowieniu tej części muru w 2009 r. „galeria” jest nieustannie konserwowana, ulepszana i chroniona przed zniszczeniem.

Pomiędzy Oberbaumbrücke a Ostbahnhof do 1976 r. granicę wewnątrzberlińską chronił drut kolczasty i pas śmierci. „Obrońcy systemu” uważali widocznie Szprewę dzielącą wschodnią dzielnicę Friedrichshain od zachodniej dzielnicy Kreuzberg za wystarczające zabezpieczenie przed ucieczkami. Mimo to w tym miejscu aż 16 osób poniosło śmierć podczas próby przekroczenia granicy. Wśród nich znalazło się siedem ofiar z Berlina Zachodniego, w tym piątka dzieci, które wpadły do Szprewy na zachodnim brzegu, na Kreuzbergu, w miejscu, w którym rzeka była terenem Niemieckiej Republiki Demokratycznej.

Zastanawiam się dlaczego władze komunistyczne tak długo czekały z postawieniem „prawdziwego” betonowego muru. Przecież Mühlenstrasse była jedną z głównych tras przejazdu zagranicznych delegacji z lotniska na Schonefeld do centrum miasta. Może w sąsiednich budynkach mieszkali wyłącznie „sprawdzeni” ludzie, którym przez głowę nie przeszłoby ani przez chwilę protestowanie przeciwko państwu chłopów i robotników? Jeszcze bardziej zaskakuje mnie fakt, że na terenie pasa śmierci znajdował się czynny przez wiele lat spichlerz zboża (Speichermühle). Obrońcy systemu dzielili budkę wartowniczą na terenie pasa śmierci z pracownikami spichlerza. Budka, w której dzisiaj znajduje się kiosk z pamiątkami, przedzielona była wewnątrz ścianą, pracownicy spichlerza nie mieli więc okazji zobaczyć twarzy żołnierzy pilnujących muru.

Ta największa galeria pod gołym niebem na świecie (1316 metrów) nie powstałaby bez wielkiego zaangażowania wielu osób. Pierwszą z nich był pomysłodawca i realizator galerii, artysta Dave Monty. Pod koniec września 1989 udało mu się po wielu spotkaniach z władzami odpowiedzialnymi za ten odcinek graniczny uzyskać zgodę na stworzenie East Side Gallery. W kilka miesięcy po zniesieniu muru, wiosną 1990 roku, 118 artystów z 21 państw przybyło na prośbę ambasad swoich krajów do Berlina, aby upiększyć obrazami wschodnią część muru. Zarówno Coca Cola jak i Mc Donalds gotowe były przejąć finansowanie projektu, po wielu gorących dyskusjach artyści wybrali niezależność sztuki i odrzucili oferty wielkich koncernów. Artyści pracowali nad obrazami od lutego do września 1990 r. Uroczyste otwarcie East Side Gallery odbyło się na statku na Szprewie 28 września 1990 roku.

Jeszcze przed otwarciem, latem 1990 roku ambasada Japonii zaproponowała przetransportowanie całej galerii po jej ukończeniu do Japonii na teren wystawy światowej EXPO 85. Do transakcji nie doszło ze względu na niewyjaśnione kwestie prawne.

Najbardziej znanym obrazem galerii jest braterski pocałunek Leonida Breżniewa i Ericha Honeckera, namalowany przez nieznanego studenta Akademii Sztuk Pięknych w Moskwie, Dimitrego Wrubla. Obraz noszący tytuł „Boże, pomóż mi przeżyć tą śmiertelną miłość” stał się symbolem East Side Gallery, a artysta zdobył światowy rozgłos.


Chociaż galeria w roku 1991 nabyła prawa obiektu stojącego pod ochroną zabytku na obrazach coraz bardziej widoczne stawały się wpływy warunków atmosferycznych i zniszczenia będące skutkiem masowego turyzmu. W sześć lat po powstaniu galerii mieszkający w Berlinie irański malarz Kani Alavi założył stowarzyszenie Verein Künstlerinitiative East Side Gallery, mające na celu zachowanie tego jedynego w swoim rodzaju dzieła sztuki pod gołym niebem dla przyszłych pokoleń. W październiku 2008 roku rozpoczęło się restaurowanie East Side Gallery. Akcja ta kosztowała 2,2 miliona Euro.

Mur został rozebrany, a stalowe wzmocnienia wewnątrz muru odsłonięte i poddane zabezpieczeniu antykorozyjnemu. Wymagało to częściowego lub całkowitego usunięcia obrazów. Nie wszyscy artyści zgadzali się na konserwację, z żyjących jeszcze 115 osób 87 przyjechało do miasta, żeby odtworzyć swoje dzieła. Każdy z nich otrzymał 3.000 € i zwrot kosztów pobytu. W ten sposób odtworzono 100 obrazów. Twórcy East Side Gallery do dzisiaj mają pretensje o pieniądze, które inni zarabiają na zdjęciach ich obrazów. Jim Avignion podpisał swój obraz na murze słowami „moneymachine”. Ośmiu malarzy nie zgodziło się na ponowne namalowanie swoich obrazów z roku 1990 na murze, uważając je za plagiaty. Krytykowali oni niewysokie wynagrodzenie i utratę praw autorskich do własnych dzieł.

Prace nad „nowym” murem trwały ponad rok. Część artystów zamieszkała na ten czas w przyczepach kampingowych na terenie byłego pasa śmierci, w kilka miesięcy po rozpoczęciu prac powstało na tym terenie prawdziwe osiedle, alternatywne miasto kochających wolność ludzi w miejscu, które do niedawna było symbolem niewoli i przemocy. Do dzisiaj na terenie połączonej dzielnicy Friedrichshain-Kreuzberg, więc blisko centrum miasta, znajduje się sześć tego typu osiedli.

Mieszkańcy „miasteczka” wybili drzwi w murze, żeby móc szybciej przedostawać się na jego drugą stronę. Zrobione przez Elę zdjęcie świetnie komentuje stan muru po wschodniej i po zachodniej stronie. Na zachodniej stronie mur jest pobazgrany graffiti i zapuszczony, po wschodniej stał się dziełem sztuki, na zdjęciu widać najdłuższy, liczący ponad czterdzieści metrów, obraz namalowany przez tatarskiego malarza mieszkającego od 1983 roku w Berlinie Schamila Gimajewa.

Lista twórców galerii umieszczona jest w internecie, nie znalazłam wśród nich polskich nazwisk. Wiele z obrazów opowiada o życiu dysydentów po wschodniej stronie muru. Jedną z ciekawszych historii jest historia pisarza i malarza Thomasa Klingensteina. W czasie Niemieckiej Republiki Demokratycznej był on aktywnym działaczem opozycji. Od najwcześniejszych lat fascynowała go Japonia, niestety krytyczne poglądy na system uniemożliwiły mu studiowanie japanologii. Po maturze Klingenstein podjął pracę jako strażnik w Dziale Wschodniej Azji muzeum Pergamon. W lutym 1981 r. został w wyniku protestów (m. innymi Heinricha Bölla i Güntera Grassa) wydalony do Zachodnich Niemiec. Od 1984 r. do połowy lat 90-tych żył w Japonii. Tam zastał go upadek muru. W 1990 Klingenstein przyjechał do Berlina i namalował w East Side Gallery obraz „Droga okrężna do japońskiego sektora” (Umleitung in den japanischen Sektor).


“Maski” Vyatcheslava Schlyakhova były pierwszym zrekonstuowanym obrazem, który odsłonięto w marcu 2009 roku. Ponowne otwarcie „nowego” muru odbyło się 6 listopada 2009 roku.

W międzyczasie nad powstającą na nowo galerią zaczęły się zbierać czarne chmury, 30. czerwca 2008 miasto udzieliło inwestorowi zgody na budowę osiedla mieszkalnego na terenie East Side Gallery oraz na przesunięcie części East Side Gallery w celu zrobienia miejsca na odbudowę zniszczonego pod koniec wojny mostu Brommybrücke, łączącego Kreuzberg z Friedrichshainen. Ale o tym w następnych odcinkach…

Więcej zdjęć TU

Barataria 120. Don Kichot ze Skolwina

Ela Kargol, Marek Maj

Szczeciński Don Kichot zamieszkał na Skolwinie z dala od centrum, zgiełku, zamku i wiatraka. Wybrał „obrzeża i skraje”, jak w wierszu Marka Maja, poety związanego sercem i pracą ze Skolwinem. Odwiedziłam Don Kichota w majową, słoneczną, leniwą niedzielę.

Mural z błędnym rycerzem i jego towarzyszem Sancho Pansą powstał na ścianie budynku przychodni, obok skolwińskiego Domu Kultury, przy ul. Stołczyńskiej 161 w ramach miejskich projektów pt. „Niwelacja błędów infrastrukturalnych poprzez sztukę ulicy – Street Art” oraz „Poprawa estetyki przestrzeni Miasta Szczecin”. Jego autorem jest znany polski malarz scenograf, plakacista (twórca plakatów do filmów Edi i Mój Nikifor), performer Dariusz Miliński.

Mural robi wrażenie. Postacie trochę jak z Bruegla, a przelatujący bocian jak z Chełmońskiego. Szkoda tylko, że nikt za bocianem nie wodzi wzrokiem. Ani Don Kichot, ani Sancho Pansa, a tym bardziej dzieci zamknięte w skorupie, zajęte swoimi wirtualnymi pojedynkami. One, jak Don Kichot, walczą z wyimaginowanymi olbrzymami, rycerzami, rozbójnikami, z tą różnicą, że nie dostrzegają świata wokół. Książki leżą nieprzeczytane gdzieś obok, tak jak zabawki, którymi nikt się nie bawi i instrumenty, na których nikt nie zagra.

Wiatrak na muralu artysta umieścił prawie na ostatnim planie.

Jedyny szczeciński wiatrak, który znam, jest dość daleko od Skolwina, bo aż na Gumieńcach. Stoi na Cmentarzu Centralnym, przy dawnej ulicy Berlińskiej. Kiedyś mełł zboże na mąkę. Teraz zamienił się w sklep oferujący „znicze i słodycze”. Siostrzeniec właściciela wiatraka opowiadał mi o swoim dziadku, którego staraniem wiatrak odremontowano. Dziadek chciał koniecznie przywrócić wiatrakowi skrzydła. Zamówił je nawet w stoczni. Ale ponieważ wiatrak stoi na cmentarzu, urząd miasta lub inny nie wyraził na to zgody, obawiając się zakłócania spokoju zmarłym. Teraz, gdy o tym piszę, myślę sobie, że ten bliżej nieokreślony urząd obawiał się być może Don Kichota.

Plac zabaw już poza muralem świeci pustkami.

Dom Kultury oferuje bogaty program. Oby trafił do jak największego grona odbiorców!

Można by pomyśleć, że czas na Skolwinie zatrzymał się w miejscu, jak na zegarze z placu zabaw, ale to tylko iluzja, bo czas pędzi i postęp, który ze sobą niesie, zastawia pułapki na nieuważnych.

Marek Maj mówi o muralu:

Don Kichot od 2018 roku jest w logo Domu Kultury “Klub Skolwin”. Wpadłem na ten pomysł, bo jest on jedną z najbardziej charakterystycznych, pojemnych znaczeniowo, kulturowo postaci. I nie chodziło mi o donkichoterię, o tragiczny, beznadziejny, graniczący ze śmiesznością czy żenadą romantyzm, ale raczej o romantyzm, który potrafi sobie stawiać cele niewidoczne dla innych, pozornie wyimaginowane, nieosiągalne. Praca w kulturze, zwłaszcza w takim miejscu jak Skolwin, może nieco przypominać “walkę z wiatrakami”. Takim wiatrakiem może być wszytsko – każde przeciwieństwo ożywione i nieożywione, spodziewane i i nieprzewidywalne, znajome i zupełnie obce. A Don Kichot – mniej lub bardziej udanie – podejmuje walkę z przeciwieństwami: tymi konkretnymi, namacalnymi jak i trudno uchwytnymi… Trafiłem w Gazecie Wyborczej na tekst o muralu w Szczecinku. Był to… Don Kichot w wyobrażeniu i autorstwa Dariusza Milińskiego, dotarłem więc do artysty, opowiedziałem co nieco i w ten oto sposób powstał skolwiński mural z Don Kichotem, który zdąża na odsiecz kulturze przegrywającej walkę (zwłaszcza wśród dzieci) z łatwymi, często prymitywnymi uciechami, pojawiającymi się wraz z internetem i jego narzędziami. Te dzieci siedzą, jak w kukułczym jajku, bo współczesne “zabawki” często są niejakmi pułapkami, podrzutkami, z których nie wiadomo co wyniknie.

Skolwin, prowincja w obrębie miasta albo, jak o niej mówi Marek Maj, „teren wiejski na obszarze metropolitalnym”, urzeka małymi sklepikami, praniem na sznurku, nieczynnym już maglem, przydomowymi ogródkami, zapachem anemonów, a nawet odrapaną klatką schodową, której majowe słońce dodaje uroku.

Marek Maj, wiersz Prowincje, który dość dobrze oddaje te skolwińskie klimaty.

PROWINCJE

– Gdzie zieleń poważa się w trawie,
Gdzie słowo z dotyku jest rzeczy,
A licho przy swoim tkwiąc prawie
Śpi mało i zapał niweczy.

– A szumy się szumią z niczego,
A cisze sprawują się cicho,
Rzeczułki pokorne są brzegom,
Klamoty należą się strychom.

– Skąd bliżej na płoty jest kotom,
Gdzie miesiąc rachują ołówkiem,
A wielkie miłości piechotą
Codziennie wędrują na dniówkę.