Federico Garcia Lorca (reblog i nie tylko)

Zginął zabity przez siepaczy frankistowskich. Był jedną z pierwszych ofiar reżimu, który właśnie doszedł do władzy. Moja Mama, Irena Kuran-Bogucka, tłumaczka jego wierszy na polski, autorka grafik do najsłynniejszego cyklu jego poezji – Romancero cygańskie – napisała we wstępie do wydania jego dzieł wybranych (Gdańsk, Wydawnictwo Morskie 1982):

19 sierpnia 1936 roku został zamordowany największy współczesny poeta Hiszpanii – Federico Garcia Lorca.
Zginął mając lat 38, w pełni twórczego rozkwitu. Pozostawił ogromny dorobek: pięć słynnych dramatów, kilka mniej znanych i szereg mniejszych utworów scenicznych, prozę poetycką, teksty krytyczno-literackie oraz przeszło 500 wierszy. Był jednym z tych poetów, których wiersze “zbłądziły pod strzechy” i to od razu, jeszcze za jego życia. Popularne od pierwszych lat swego istnienia, przetrwały tragiczną śmierć Lorki, zakazy publikacji, okres frankistowskich represji. Znane w całej Hiszpanii i Ameryce Łacińskiej, publikowane, recytowane, śpiewane, a także tłumaczone na liczn języki obce, trwają nadal, wciąż żywe, silniejsze niż śmierć.

(…)

Poeta, jak zwykle latem pojechał do Granady, aby spędzić wakacje z rodzicami. Nazajutrz, 17 lipca 1936 roku, rozpoczął się frankistowski przewrót. Nastąpiły represje, terror, masowe egzekucje. W Granadzie i jej okolicach zamordowano owego lata ponad 20 tysięcy osób. Przyjaciele doradzali poecie jak najszybszą ucieczkę na północ kraju czy nawet za granicę. Lorca uciekać nie chciał, nie rozumiał też, co mogłoby mu grozić. Nie był działaczem politycznym; nie pojmował, że sława, która go otaczała, a także społeczna wymowa jego dzieł staną się dla niego wyrokiem śmierci. Nie potrafił zresztą uwierzyć, żeby ktokolwiek był zdolny do zamordowania poety.

Został aresztowany 18 sierpnia i zaraz nazajutrz o świcie rozstrzelany w wąwozie Viznar pod Granadą. Nie miał pogrzebu i nie ma grobu. Stało się tak, jak kiedyś napisał:

Kiedy ja umrę
z gotarą mnie pochowajcie
w suchym piachu.

A kiedy minęło 80 lat:

Niekochany bohater Grenady

Nie ma grobu i nie doczekał się muzeum na miarę swej sławy i wielkości. Co więcej, w 80 lat po swojej śmierci Federico García Lorca został bohaterem kolejnego dramatu – tym razem korupcyjnego.

Rodzina Lorki walczy z urzędnikami o kontrolę nad nowym, kosztującym 25 mln dol. centrum w Grenadzie zbudowanym ku pamięci dramatopisarza i poety straconego przez pluton egzekucyjny podczas hiszpańskiej wojny domowej. Otwarte latem ubiegłego roku centrum miało pomieścić olbrzymie archiwum składające się z blisko 20 tys. przedmiotów – rękopisów, rysunków, dzieł sztuki, których łączną wartość wyceniono na 22 mln dol. A jednak eksponaty te dotąd do muzeum nie dotarły. Rodzina Lorki oraz fundacja jego imienia nie zgadzają się przenieść zbiorów z magazynu w Madrycie do grenadyjskiego centrum, póki miejscowe władze nie zagwarantują im tego, co już im podobno obiecały: nadzoru nad działalnością muzeum.

– Od samego początku instytucje rządowe nie podchodziły do tego projektu z entuzjazmem – twierdzi Laura García Lorca, siostrzenica poety i kierowniczka fundacji, urodzona w Nowym Jorku, na wygnaniu, gdzie udała się cała rodzina po egzekucji słynnego grenadyjczyka z rąk nacjonalistów w sierpniu 1936 roku.

Otwarte przed rokiem w pobliżu renesansowej katedry centrum miało dodać Grenadzie literackiego blasku. Władze planowały organizować specjalne wycieczki śladami poety po jego rodzinnej Andaluzji. W odległości spaceru od muzeum mieści się letni dom Lorki, ten sam, w którym napisał on przy prostym drewnianym biurku “Krwawe gody”, klasyczną sztukę z 1932 roku o miłości, chciwości i zbrodni. Z powodu korupcyjnych oskarżeń dziś samo muzeum uwikłane jest w dramat.

Obiektowi nadal brakuje dyrektora. Ponieważ rodzina odmawia wydania archiwów, trzeba było odwołać niemal roczny program imprez z udziałem uznanych na świecie pisarzy, poetów i artystów, w tym Patti Smith mającej wziąć udział w lipcowej inauguracji. Jakby tego jeszcze było mało, byłemu konsultantowi fundacji postawiono zarzut sprzeniewierzenia kwoty powyżej 2,75 mld dol. z pożyczki zaciągniętej na budowę centrum.

W kwietniu hiszpańskie ministerstwo kultury objęło archiwum Lorki specjalną ochroną uniemożliwiającą ewentualne próby wywiezienia kolekcji za granicę. Urzędnicy uzasadnili tę decyzję obawami o rozsprzedanie części zbiorów, by pokryć długi centrum, mimo że członkowie rodziny poety wcześniej wykluczyli taką ewentualność.

Nowy burmistrz Grenady, Francisco Cuenca, szuka sposobu na pogodzenie zwaśnionych stron: fundacji, lokalnych i krajowych władz, których przedstawiciele wchodzą w skład konsorcjum mającego nadzorować centrum i łożyć na jego utrzymanie. Nie udało się dotąd rozwiązać punktów spornych, w tym rozstrzygnąć kwestii odpowiedzialności za utratę środków.

– Przez długie lata poeta należał do czołowych miejskich dóbr kultury, o których słyszał cały świat – zauważa Christopher Maurer, profesor literatury hiszpańskiej z Uniwersytetu w Bostonie specjalizujący się twórczości Lorki. Co nie zmienia faktu, że dziedzictwo poety budziło w jego rodzinnym mieście “niewątpliwy opór i niechęć”.

Konflikt trwa od dziesięcioleci. García Lorca został pochowany gdzieś na przedmieściach Grenady, na polu, gdzie stracono go w wieku lat 38. Grobu poety nie udało się dotąd zlokalizować. Badacze chcieliby zorganizować teraz trzecią rundę poszukiwań, czemu jednak sprzeciwia się rodzina zmarłego, w tym sześcioro jego siostrzenic i siostrzeńców. Z policyjnego raportu, który wypłynął w 1965 roku, wiadomo, że Lorkę stracono na rozkaz władz wojskowych, które gardziły poetą za jego homoseksualizm i przynależność dla masonerii. – Nadal budzi sprzeczne uczucia – mówi o sławnym wuju jego siostrzenica Laura García Lorca. – Może mieć to związek z poczuciem winy i współodpowiedzialności za to, co się kiedyś stało.

W tym andaluzyjskim mieście o 236 tys. mieszkańców do niedawna w galerii portretów przedstawiających kolejnych burmistrzów brakowało wizerunku szwagra poety, socjalisty straconego w 1936 roku przez nacjonalistów w parę dni po swojej nominacji. Dopiero tego lata nowy burmistrz Cuenca – socjalista, który zastąpił na czele władz miejskich skłóconego z rodziną Lorki urzędnika – kazał umieścić portret zamordowanego na poczesnym miejscu.

Cuenca twierdzi, że chciałby jeszcze w tym roku sprowadzić do centrum archiwa i udostępnić je zwiedzającym. – García Lorca jest dla Grenady najlepszą marką – zapewnił, przechadzając się po historycznej części miasta. – Turyści na całym świecie znają Grenadę z Alhambry, lecz to raczej miasto kreatywności i poetów.

Najpierw jednak centrum musi zaradzić poważnym problemom finansowym. W marcu były sekretarz fundacji, Juan Tomás Martin, wziął na siebie odpowiedzialność za część długów, podając, że niefortunnie zainwestował pieniądze w projekty edukacyjne w Ameryce Południowej. Kłopoty fundacji skłoniły sekretarza stanu ds. kultury José Maríę Lassalle do nałożenia restrykcji na posiadane przez nią archiwa. W osobnym wywiadzie Lassalle przyznał, że nic nie wie o planach sprzedaży zbiorów przez fundację. Hiszpańskie media spekulowały, że zainteresowanie ich kupnem wyraziło University of Texas w Austin, jednak rzecznik uczelni odmówił komentarza w tej sprawie. – Fundacja dotychczas była efektywną strukturą i nie zamierzam kwestionować jej możliwości sprawowania ochrony nad archiwum – stwierdził urzędnik. – Uważam jednak, że odpowiedzialni politycy powinni zapewnić najwyższy poziom ochrony.

Rodzina Lorki, która fundację jego imienia stworzyła w 1984 roku ze środków uzyskanych ze sprzedaży kilku prac Salvadora Dalí, już wcześniej musiała stawiać czoła przeciwnościom losu. W połowie lat 70 krewni poety stoczyli zwycięski bój z władzami miasta, które z powodu planów budowy autostrady zażądały wyburzenia letniego domu rodu Lorca. W latach 80 rodzina skutecznie walczyła z projektem wzniesienia stadionu w miejscu, gdzie mogły znajdować się masowe mogiły, w tym grób poety.

Ostatnio fundacji udało się dojść do wstępnego porozumienia z bankiem La Caixa gotowym umorzyć część zadłużenia, w zamian za co instytucja ta mieniłaby się odtąd głównym sponsorem centrum. Trwają rozmowy ze stroną rządową w sprawie dalszej roli fundacji w całym przedsięwzięciu. (…) Niektórzy jednak tracą cierpliwość, na próżno czekając na ukończenie projektu zaplanowanego przez fundację jeszcze w roku 2004. Laura García Lorca żartuje, że czuje się jak tytułowa Doña Rosita, stara panna z jednego z dramatów Lorki, przez lata próżno czekająca na powrót narzeczonego. – Budują nowe domy, śpiewają nowe piosenki, a ja wciąż taka sama, równie roztrzęsiona – parafrazuje słowa głównej bohaterki.

***

Dziękuję Kindze Szpuler za przysłanie mi tego artykułu.

Kinga Szpuler, germanistka i hispanistka, obroniła w czerwcu tego roku pracę magisterską (już drugą – pierwsza była z germanistyki) o tłumaczeniach Ireny Kuran-Boguckiej. Od przyszłego tygodnia będę tu zamieszczała fragmenty tej pracy. Po hiszpańsku!

przerywnik-kobieta-patrzyMężatka niewierna. Grafika Ireny Kuran-Boguckiej (tak zwany przerywnik w przeciwieństwie do dużych grafik ilustracyjnych) do wiersza Lorki pod tym samym tytułem.

Sierpień

Dziś kolejny tekst o Powstaniu Warszawskim

Andrzej Rejman  

Dzwony Pokoju

ruiny_Warszawy_fot_St_Doktorowicz_Hrebnicki_ze_zbiorow_r

Ruiny Warszawy. Fot. Stanisław Doktorowicz-Hrebnicki, (ok 1947) ze zbiorów rodzinnych – oryginał przekazany dla Narodowego Archwium Cyfrowego

Tekst napisany 1 sierpnia…

Dziś kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.

Od rana pada silny deszcz. Może do godziny “W” się wypogodzi, jak wcześniej bywało?

Jeśli nie – oznacza to jakąś kolejną zmianę, której doświadczyć musimy.

Mimo ciągłych zmian, które nadają dynamikę światu, zawsze warto jest przypominać rzeczy podstawowe, wręcz banalne. Choćby to, że najcenniejszy, ale też najtrudniejszy do utrzymania, jest pokój między ludźmi.

Ktoś porównał wczoraj atmosferę podczas Światowych Dni Młodzieży 2016 w Krakowie do V Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów, który odbył się w Warszawie w 1955 roku. Różnice są oczywiste, jednak z pewnością atmosfera wśród młodzieży była podobna – radość, entuzjazm, chęć poznania się, pragnienie wolności i pokoju…

Zebrani na obu, oddalonych od siebie o ponad 60 lat, wydarzeniach młodzi ludzie, mieli za sobą świeże doświadczenie wojny w swoim regionie. Spotkali się ze swoimi rówieśnikami, którzy żyli od lat w pokoju i wojnę znali tylko z lektur…

***

Południe. Przejaśnia się. Jest jakaś nadzieja.

Wracam do bohaterów Powstania Warszawskiego.

Antoni Baniewicz – ps. “Wilczyński”, nazywany “Promykiem Plutonu”, poległ ostatniego dnia Powstania na Żoliborzu.

To jemu matka przez następne lata pisze wiersze, przywołując go w nieustannym apelu poległych…

Jeden z wierszy – zawsze aktualny.

DZWONY POKOJU            

Salina Baniewicz

Hej, rozkołyszcie się dzwony pokoju,
Ogłoście światu z mocą,
Że już nie chcemy umierać w boju,
Nie chcemy walczyć z przemocą.

Nie chcemy, by bohaterskie orlęta
Znowu daremnie ginęły
Wszak wojnę niedawna każdy pamięta,
Gdy domy i lasy płonęły.

Zgliszcza i gruzy z miast pozostały,
Szerzyło się widmo głodu,
w obozach śmierci miliony konały
Niewinnie, bez powodu.

Porozrzucane na polach kości,
Ziemia – krwią nasiąknięta…
Te barbarzyństwa i potworności –
– Każdy chyba pamięta.

Wiec rozkołyszcie się dzwony pokoju,
Całemu światu donieście:
Nie chcemy być ofiarami podboju,
Pragniemy spokoju wreszcie.

Pragniemy gorliwie z zapałem pracować
Dla dobra własnej Ojczyzny;
Pragniemy żyć, by tworzyć, budować
I leczyć bolesne blizny.

Chcemy się cieszyć rodzimą przyrodą,
Hojnie darzącą nas chlebem,
Radować się odzyskaną swobodą,
Pod naszym, polskim niebem.

Żeby swe dzieci wychować bezpiecznie,
Na zdrowych, uczciwych ludzi;
Trzeba nienawiść zgnieść ostatecznie,
Sumienie w człowieku obudzić.

Rozkołysane dzwony pokoju,
Niech światu obwieszczą donośnie;
Że z naszej pracy, trudu i znoju,
Pogodna przyszłość wyrośnie

1951

 

Warszawa w sierpniu

Anna Dobrzyńska

Kapliczki

Fenomen warszawskich podwórek. Liche, budowane na prędce, wśród huku spadających bomb… Dawały nadzieję, siłę, ocalenie, poczucie wspólnoty.

kapliczkiKapliczka przy ul. Ząbkowskiej 12. Napis na tabliczce: „O Maryjo, niepokalanie poczęta, módl się za nami”. 1 VIII 1943. Fot. Anna Dobrzyńska

 

 

 

Jak powstawały? Spontanicznie. W obliczu zagrożenia. Były improwizowane. Najwięcej z nich powstawało w czasie okupacji niemieckiej i Powstania Warszawskiego.

kapliczki (5)

Podwórkowa kapliczka, sierpień 1944. Fot. Tadeusz Bukowski / MHW. Zdjęcie pochodzące z broszury „Mieszkańcy Warszawy w czasie Powstania 1944″. http://www.dsh.waw.pl/pl/4_1870

…”Ktoś wystawił stolik, ktoś ustawił obraz Matki Boskiej”… W czasie okupacji samo wyjście na ulicę było niebezpieczne, a każdy kto żegnał, wychodzącego do pracy czy sklepu, bliskiego, liczył się z tym, że widzi go po raz ostatni. Gdy nie wracały do domu dzieci, mężowie, żony, matki, ojcowie, w obliczu godziny policyjnej, ulicznych łapanek i egzekucji, podczas bombardowań – bliscy wraz z sąsiadami gromadzili się wokół obrazu i modlili się. Z czasem prowizoryczne ustawienie obrazu zamieniali na figurę Matki Boskiej. W czasie Powstania Warszawskiego kapliczki pełniły funkcję kościołów. Na podwórka znoszono ciała martwych powstańców i modlono się. Odprawiano Msze Święte, organizowano ceremonie pogrzebowe. W późniejszych dniach powstania już na to nie było ani czasu ani możliwości. Zakopywano ciała jak popadło. Przy kapliczkach ludzie spowiadali się. W obliczu śmierci chcieli, być może ostatni, a być może pierwszy raz, pojednać się z Bogiem. Podwórkowe ołtarzyki były też częstym miejscem udzielania – tzw. ślubów powstańczych. Zadziwiający był fakt, że w sercu szalejącej śmierci i przemocy ludzie się kochali i przysięgali sobie być razem – “dopóki śmierć nas nie rozłączy”. Takich ślubów było około pięciuset.

Jak wspominają te chwile ci, którzy przeżyli? …“Nastrój podczas tych uroczystości był podniosły ale i zarazem smutny. Jedni ginęli od razu po ślubie, drudzy za chwilę ale zdarzali się też tacy co przeżyli…” Jedna panna młoda, która ocalała wspomina, że największe wrażenie zrobiły na niej czerwone róże, które owego dnia dostała od kolegi. …“Ich widok, pośród ruin i śmierci był zadziwiający”… A najbardziej znane “małżeństwo powstańcze” – Państwo Biega – do dziś przechowuje z sentymentem kółeczka odcięte od firanek, które posłużyły im jako obrączki. Obecnie dzięwięćdziesięciolatkowie, mieszkają w Stanach Zjednoczonych i w miarę możliwości zdrowotnych odwiedzają Polskę w czasie obchodów rocznicy wybuchu powstania.

kapliczki (4)Gdy ustawały odgłosy bombardowań i ostrzału artylerii często okazywało się, że kapliczki były nielicznymi miejscami, które ocalały, a ci którzy się modlili przeżyli, podczas gdy cały dom został zniszczony – jak np.: dom przy ulicy Narbutta 52 czy Żurawiej. Niektóre ocalały nawet z trwającej trzy miesiące, akcji wypalania i wyburzania Warszawy(!).

Zachowana kapliczka na tle zburzonego domu przy ulicy Żurawiej. http://www.se.pl/wiadomosci/polska/warszawa/chca-odkryc-tajemnice-kapliczki-z-woli_388559.html

Nie trudno się dziwić zatem, że gdy po wojnie mieszkańcy wracali do Warszawy i pośród ruin odnajdywali nietkniętą figurę Matki Boskiej, czy obraz, otaczali je szczególnym sentymentem i kultem. Wtedy powstawały “bardziej zaawansowane formy architektoniczne”. Budowano podmurówkę, daszek, płotek. A zwyczaj wspólnych modlitw przetrwał także po wojnie mimo narzuconego systemu komunistycznego.

kapliczki (3)

A gdy mówimy o „cudownych ocaleniach kapliczek” nie sposób nie wspomnieć o budynku przy ulicy Marszałkowskiej 60. W piwnicy na suficie znajduje się wizerunek twarzy Jezusa Chrystusa. Autorem tego wyjątkowego dzieła jest znany artysta żydowski – profesor Perec Willenberg, który w czasie wojny ukrywał się pod fałszywym nazwiskiem – Karol Baltazar Pękosławski. Ażeby nie zdradzić się żydowskim akcentem – udawał niemowę.

Obraz Jezusa Chrystusa, w piwnicy domu przy ul. Marszałkowskiej 60.
Autor Perec Willenberg. Fot. J. Sielicka.

Podczas jednego z bombardowań zszedł z sąsiadami do piwnicy, zaczął mówić i węglem rysować Zbawiciela dodając napis: „Jezu, ufam Tobie”. Syn profesora – Samuel Willenberg, uciekinier z Treblinki i żołnierz Powstania Warszawskiego, wspomina: „Mieszkańcy wierzyli, że święta głowa Jezusa będzie ich chronić przed niebezpieczeństwem”. Dom ten jako jeden z kilku budynków przy ulicy Marszałkowskiej nie został nawet draśnięty przez pociski, uniknął wyburzenia i rozszabrowania, a dawni mieszkańcy wrócili do swoich mieszkań tuż po wojnie.

Ale – początek powstawania kapliczek to nie II wojna światowa. Zwyczaj ten pojawił się dużo wcześniej – już w czasie zaborów. Pierwsza kapliczka została zbudowana w XVIII wieku w czasie „Rzezi Pragi” – 1794, kolejne w czasie Powstania Listopadowego – 1830-31.

Obecnie najwięcej z nich – około 100 – znajduje się po prawej stronie Wisły. To dlatego, że Praga nie została wyburzona. Ale zagłębiając się w podwórka lewobrzeżnej Warszawy też znajdziemy cenne okazy.

kapliczki (2)A kto dba o te wyjątkowe zabytki?
Niestety – kapliczki powstawały w atmosferze zagrożenia i ta atmosfera im towarzyszy również dzisiaj. W świetle prawa – nie istnieją. O ile władze komunistyczne „przymykały oko” na to zjawisko, to nowi właściciele przejmujący i odrestauro-wujący kamienice nie zawsze są nimi zainteresowani. Zdarzają się piękne przykłady pozostawienia figury na tle odnowionej kamienicy, ale zdarzają się też przypadki, gdy kapliczki się
po prostu wyburza.

Figura w podwórku zrewitalizowanej kamienicy przy ul. Ząbkowskiej 5. Fot. Anna Dobrzyńska

Opiekę nad nimi sprawują mieszkańcy, zwykle potomkowie powstańców lub po prostu ludzie wrażliwi, artyści. Podejmują próby wpisania ich na listę zabytków, lecz konserwatorzy nie są temu przychylni, a prawni właściciele – gminy – umywają ręce.

kapliczki (1)

Kapliczka przy ul. Ząbkowskiej 11 oraz przy ul. Brzeskiej 9. Fot. Anna Dobrzyńska

…Pozostaje jedynie zapalić światełka, pomalować farbą, ustawić kwiatki i – ufać – że skoro tyle przetrwały – przetrwają.

Gen. Stefan Rowecki Grot

Roman Brodowski

Preambuła

rowecki-pomnik1Kolejny sierpień. Kolejny miesiąc pamięci, obfitujący w wiele jakże dla naszego narodu tragicznych wydarzeń, poczynając od dnia pierwszego, czyli wybuchu Powstania Warszawskiego, a zaraz potem trzeci sierpnia, dzień, kiedy prawdopodobnie wykonano wyrok śmierci na gen. Stefanie „Grocie” Roweckim w oranienburskim obozie zagłady – Sachsenhausen, nieopodal Berlina.

Przypomnę tu mój artykuł, opublikowany w ubiegłym roku na portalu „Polonia Viva” w którym starałem się w skrócie przypomnieć, lub nieco przybliżyć, postać tego wielkiego, (zdradzonego przez „Polaków”) polskiego patrioty jakim był gen „Grot”.

Dlaczego proponuję konkretnie ten, odgrzewany niby kotlet, a nie inny tekst? Dlaczego nie piszę czegoś nowego, inaczej, bogaciej? – Mądre pytania, które sam bym zadał autorowi, będąc na waszym miejscu. I jako autor, chętnie na nie odpowiem, rozważając dwa aspektów, mające wspólny mianownik – wyrażam bowiem sprzeciw i dezaprobatę dla tego, co od pewnego czasu dzieje się w sferze nauki historii, zwłaszcza naszej, będącej nie tylko dziedzictwem polskiego społeczeństwa, ale najważniejszym budulcem narodowej wspólnoty. Od zawsze, nie tylko jako Polak, ale przede wszystkim jako człowiek, traktowałem obowiązek pamięci jak sacrum. Dla ludzi mojego pokolenia a i dla pokoleń wcześniejszych szacunek oraz pamięć dla historycznych zdarzeń, które miały miejsce na przestrzeni wieków w naszej ojczyźnie, dla bohaterów naszego narodu, którzy swoją osobą złożyli siebie i swoje życie na ołtarzu honoru i patriotyzmu, jak też pamięć o naszych przodkach, jest i pozostanie obowiązkiem. Jest podstawą etyczno- moralnej i religijnej tożsamości w stosunku do nas samych.

Obelisk poświęcony pamięci gen. Stefana „Grota” Roweckiego przy obozie w Sachsenhausen

Nie zgadzam się na fałszowanie naszej historii, na poddawanie jej obróbce dla potrzeb tych, którzy nasz historyczno-kulturowy dorobek powoli zamieniają wedle szowinistyczno-nihilistycznych zachcianek swojego dyktatora.

Prawdą jest, że naszą historię od co najmniej zakończenia drugiej wojny światowej tworzyło się zgodnie z filozoficzno-politycznym nurtem czasu. Prawdą jest, że tworzyło się ją dla potrzeb ideologicznych i indoktrynacyjnych. Prawdą jest także i to, że w poprzednim systemie (delikatnie mówiąc) zrobiono wszystko, by nasze społeczeństwo znało historyczne tło tylko tego, co ten system i jego bohaterów gloryfikowało, wprowadzając do niego wiele nieprawdy, często fałszując fakty, ignorując, a nawet negując „innych” , którzy za swoją postawę powinni zająć miejsce w panteonie zasłużonych dla Ojczyzny.

Oczywiście IPN oraz inne instytucje powinny ujawnić prawdę i przekazać ją zgodnie z faktami społeczeństwu, nie wylewając przy okazji rewizji naszej historii , przysłowiowego „dziecka z kąpielą”.

Niestety, istota problemu tkwi w tym, że dzisiaj działania dużej części tzw. zideologizowanych i upartyjnionych historyków, oraz podległe rządowi instytucje

badawcze, z IPN włącznie, zamiast bezstronnie w rzetelny sposób, zgodnie z zasadami apolityczności, edukować nasz naród, przekazując prawdziwy obraz rzeczywistości historycznej, jak ich poprzednicy, niszczą wszelkie świadectwa minionej epoki.

Obawiam się, że to co dla mojego pokolenia przedstawiało i przedstawia pozytywną wartość historyczną, na naszych oczach, w dużej mierze zastąpywane zostaje nową symboliką, symboliką epoki „kaczyzmu” z jego ideologią włącznie.

Tak – doświadczenie niczego nas nie nauczyło, a wprost przeciwnie. Co niektórzy       (będący dzisiaj na fali) tzw. historycy nowej generacji, z pomocą wielu pseudodziennikarzy i polityków, popychają naród z jednej skrajności w drugą. Potwierdzają się słowa znanego niemieckiego filozofa Fryderyka Hegla , że

„Z historii narodów możemy się nauczyć, że narody niczego nie nauczyły się z historii , i dotyczą … również nas.

Wracając do meritum mojego artykułu to – gen. Stefan Rowecki ps. „Grot” – jak na razie, jeszcze ma swoje miejsce w naszej pamięci, jeszcze nie został poddany ponownej weryfikacji i dlatego by zachować pamięć o Nim, pragnę przybliżyć jego sylwetkę , zwłaszcza że zbliża się kolejna rocznic jego tragicznej, męczeńskiej śmierci

Pod obeliskiem

Wraz z przyjaciółmi składamy kwiaty w imieniu Polaków przy obelisku gen. Stefana „ Grot” Roweckiego znajdującym się przy wejściu do obozu, w rocznicę (prawdopodobnego) dnia jego śmierci – 3 sierpnia.

Generał Stefan „Grot” Rowecki

Dla wielu historyków był on postacią tak barwną i ważną w historii naszego kraju, że co jakiś czas podejmują wezwanie napisania kolejnej jego biografii. I tak też powinno być. Należy on bowiem do tych osób, o których naród nasz nigdy nie powinien zapomnieć. Ten Wielki Polski Patriota całe swoje życie poświęcił walce o suwerenność, wolność i niepodległość naszej Najjaśniejszej.

Urodził się 25 grudnia 1895 roku w Piotrkowie Trybunalskim. Jako jedenastoletni chłopiec rozpoczął edukację gimnazjalną. Już 1911 roku dał się poznać jako dobry organizator i prawdziwy patriota, współtworząc pierwszą w tym mieście, tajną organizację skautów. W lipcu 1914, a więc w miesiącu rozpoczęcia pierwszej wojny światowej, rozpoczął kurs oficerski w Nowym Sączu, a po jego ukończeniu, pod koniec tegoż roku wstąpił do Legionów Polskich dowodzonych przez Piłsudskiego. Do sierpnia 1917 walczył w Pierwszej Brygadzie Legionów.

Internowany w obozie dla oficerów Legionów w Beniaminowie za odmowę złożenia przysięgi na wierność Cesarza Wilhelma II, doczekał  tam zakończenia wojny. W listopadzie 1918, po  utworzoniu niepodległego państwa polskiego, uczestniczył w rozbrajaniu okupantów niemieckich. Walczył w wojnie z bolszewikami, był szefem Oddziału II Frontu Południowo-Wschodniego i Grupy Uderzeniowej gen. Edwarda Rydza-Śmigłego.

Od 1918 roku porucznik Rowecki odbył wiele kursów oficerskich oraz pełnił ważne funkcje w strukturach wojskowych. Druga wojna światowa zastała go w Warszawie, gdzie pełnił służbę jako dowódca Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej. W Kampanii Wrześniowej, podporządkowany Armii Lublin, dowodził brygadą w obronie środkowej Wisły oraz w walkach pod Tomaszowem Lubelskim.

Po kapitulacji powrócił do Warszawy, gdzie rozpoczął działalność konspiracyjną jako zastępca Komendanta S.Z.P. W maju 1940 awansowany do stopnia generała dywizji. W tym samym roku został komendantem Okręgu Warszawskiego Z.W.Z  a następnie całego obszaru okupowanej Polski. Jako szczególnie groźny wróg III Rzeszy był intensywnie poszukiwany przez wywiad, SS oraz Gestapo. Na liście poszukiwanych był numerem jeden. Wykryty przez polskich agentów wywiadu radzieckiego, a następnie przez nich zdradzony, został wydany Niemcom przez agentów Gestapo działających w strukturach AK. Aresztowano go i osadzono w Alei Szucha 30 czerwca 1943 roku.

W połowie lipca 1943 roku przewieziony został do Berlina, gdzie stanowczo odrzucił niemiecką propozycję podjęcia współpracy na rzecz współdziałania przeciwko wrogom Rzeszy, między innymi Rosjanom. Za odmowę uwięziony został w obozie  koncentracyjnym  w  Sachsenhausen – jako więzień szczególny.

Ostatnie miesiące swojego życia spędził w całkowitej izolacji, w podobozie obozu, wybudowanym dla tak zwanych „gości honorowych” , noszącym niechlubne miano „miejsca kaźni”. Na rozkaz Himmlera (prawdopodobnie  z zemsty za rozpoczęte w Warszawie Powstanie), został zamordowany w nocy pomiędzy 2 a 5 sierpnia 1944 roku.

Prochy jego rozsypane i wymieszane z tysiącami innych zamordowanych w tym obozie, stały się dla niego grobem – Polskim Grobem na Niemieckiej ziemi.

Moi Synowie z polskimi przyjaciółmi przy obelisku poświęconemu zamordowanym księżom katolickim w obozie Sachsenhausen, podczas składania kwiatów podczas Dnia Zmarłych. Obelisk znajduje się 20 metrów obok obelisku poświęconego Stefanowi „Grot” Roweckiemu

Uwaga: Spotykamy się dziś o 12.30 na stacji S-Bahn Oranienburg

Flucht-Ucieczka

Wagony towarowe były otwarte z obu stron. Moja sąsiadka i ciotka, które były wysiedlane, stały z jednej strony otwartego wagonu. Moja siostra miała wtedy jedenaście miesięcy. Wziął ją Niemiec i po prostu wrzucił, tak że przeleciała przez cały wagon. Ciotka, która stała po drugiej stronie, ją złapała. (Świadek z Gdyni)

https://vimeo.com/174810835

Spektakl dokumentalny w wagonach towarowych
Polsko-niemiecka koprodukcja teatru Das Letzte Kleinod i Teatru Gdynia Główna

Historie o przesiedleniu, migracji, a w końcu o ucieczce przed frontami II wojny światowej stanowią główny kontekst dokumentalnego projektu teatralnego „Ucieczka-Flucht”, realizowanego w wagonach towarowych na dziesięciu dworcach na terenie Polski i Niemiec.

Teatr Gdynia Główna oraz Das Letzte Kleinod, podróżując przez Rosję, Polskę i Niemcy, odnalazły osoby, którzy jako dzieci przeżyli wysiedlenie w czasie II wojny światowej. Na podstawie ich osobistych historii, często opowiedzianych po raz pierwszy, został opracowany scenariusz sztuki teatralnej pt. „Ucieczka-Flucht”, która 6 i 7 sierpnia będzie prezentowana w Berlinie.

Miejsce i czas prezentacji:
Bahnhof Havelländische Eisenbahn, Schönwalder Allee 51a, 13587 Berlin-Spandau
6 lipca godz. 19:00 i 20:30
7 lipca godz. 19:00 i 20:30

Reżyseria: Jens-Erwin Siemssen (Niemcy) / Dramaturgia: Zindi Hausmann (Niemcy) / Aktorzy: Matylda Magdalena Roźniakowska (Polska), Katja Tannert (Niemcy), Margarita Wiesner (Rosja), Wlada Vladislava (Rosja), Iwo Bochat (Polska), Radosław Smużny (Polska)/ Muzyka: Szymon Jabłoński (Polska), Marcin Kozioł (Polska)

Ticket: https://www.konzertkasse.de/product/flucht-ucieczka-dokumentartheater-in-gueterwaggons-tickets-berlin.html

Pomnik Kościuszkowców – cz.3

Anna Dobrzyńska

Prawy brzeg ostatnią deską ratunku…

Krążyły łodzie wysyłane przez gen. Berlinga dla ratowania tych, dla których ratunku już nie było, lecz było ich za mało i pływały za rzadko. Łącznie udało się przetransportować 293 żołnierzy. Wobec ciągłych meldunków o opóźnieniu łodzi, żołnierze podejmowali próby przedostania się na prawy brzeg na własną rękę. Niektórzy próbowali się ratować przechodząc przez przęsła wysadzonego mostu Poniatowskiego. „Nieprzytomnymi oczami łapiemy zarysy żelaza, bezsilnymi rękami chwytamy się jego zimnych krawędzi i brniemy dalej… naprzód! W głowie się kręci, szumi, dzwoni”– wspomina Stanisław Lechmirowicz “Czart” z batalionu “Zośka”. Inni podejmowali próby przepłynięcia Wisły wpław. Chwytano wszystko. Deski, drzwi, baniaki – byle sobie wspomóc przeprawę. Dla niektórych i tego zabrakło – płynęli skazani jedynie na własne siły. Jednakże byli mocno wycieńczeni, głodni, bez snu… prąd mocny a Wisła szeroka… Nielicznym się to udało.

Jednym z nich był Tadeusz Targoński, który tak wspomina moment zanim zaczął płynąć:

Gdy po raz ostatni obejrzałem się na dopalający się Czerniaków, jakoś tak same łzy jak groch potoczyły się po policzkach – może od snującego się dymu, a może od tych przelatujących myśli, że wszystkie nasze ofiary i całe tak ogromne poświęcenie poszły na marne.

kosciuszkowcy1b

Tadeusz Targoński po lewej w stopniu ppor., maj 1945, po prawej – w stopniu płk.dypl. w st. spocz., na tle sztandaru 3 DP, w siedzibie Ogólnopolskiego Klubu Kombatanckiego 3 Pomorskiej Dywizji Piechoty im. Romualda Traugutta w Warszawie – 26.03.2004 r.( zdj. Sz. Nowak) http://szymonnowak.historia.org.pl/2015/10/15/zolnierze-przyczolka-czerniakowskiego-cz-1-tadeusz-targonski/

Wielka polityka…

Polscy żołnierze od początku czuli coś podejrzanego. Przecież widzieli bierność Rosjan. Widzieli ogrom rosyjskiego wsparcia, które nie zostało użyte. Oburzeni byli, że pomoc to tylko Czerniaków. Wiedzieli, że można zrobić więcej. Akcja czerniakowska była po to aby sfabrykować dowód, że nie było możliwości wsparcia Warszawy. Stanowiła alibi – dla którego umyślnie posłano ludzi na śmierć – mówi Władysław Tykociński na antenie Radia Wolna Europa. 

kosciuszkowcy2bTo samo miejsce – 40 lat później…

Dokładnie 17 stycznia 1985 r., w rocznicę wyzwolenia Warszawy, władze ludowe dokonały uroczystego odsłonięcia pomnika. Pomnik powstał z inicjatywy Związku Kombatantów Wojska Polskiego i Klubu Kościuszkowca. Przewodniczącym społecznego komitetu budowy był Włodzimierz Sokorski. Akt erekcyjny wbudowano 7 października 1983 roku w rocznicę w powstania Ludowego Wojska Polskiego. Rzeźba została wykonana z 300 elementów w Zakładach Mechanicznych im. Marcelego Nowotki. Waży 48 ton i mierzy 16 metrów. Pomnik miał być ustawiony w 1980 roku lecz plany pokrzyżował zryw „Solidarności” i stan wojenny. Projekt został wybrany spośród 30 prac nadesłanych na konkurs pt.: ”ale najpiękniejszy jest naszej Wisły brzeg”.

Odsłonięcie pomnika. Fot. Chris Niedenthal. Album 1973 Wybrane Fotografie.

Pomnik jest przez warszawiaków zwany żartobliwie – „pięć piw proszę” lub „Obserwatorów Powstania Warszawskiego”.

Letni wiatr

Andrzej Rejman

na początku miał być tytuł “letni niespokojny wiatr”
chciałem uniknąć słowa samego w sobie niespokojnego…
jednak w tym wietrze było coś, jakieś echo wydarzeń…

tyle się dzieje, że nie sposób nawet komentować…
spojrzałem więc w chmury – bo człowiek chyba jednak powinien szukać spokoju…
może to kwestia wieku zresztą, albo jakichś cech wrodzonych?
są ludzie, którzy poszukują niepokoju – i może dlatego wybuchają wojny?

a może są czasy wojny i czasy pokoju?

Pomniki (2)

Anna Dobrzyńska

POMNIK KOŚCIUSZKOWCÓW – cz.2

PRAWY BRZEG…

Po roku od wyruszenia na front z nad Oki, przemierzeniu ponad półtora tysiąca kilometrów, dwudniowym starciu z Niemcami pod Lenino i licznych starciach o mniejszym zasięgu, ci którzy przeżyli, dotarli do Warszawy na prawy brzeg Wisły. Po drugiej stronie rzeki zobaczyli walczące miasto w płomieniach.

kosciuszkowcy 1a

Wyzwolenie Pragi przez wojska polskie i radzieckie we wrześniu 1944
Wikimedia Commons

Żołnierze byli mocno zdezorientowani tym, co się działo. I o ile zwykle byli informowani przez oficerów, poinstruowanych przez sztaby, o bieżącej sytuacji, tym razem było – milczenie. „Góra była zażenowana, zakłopotana, nie wiedzieli jak reagować” – wspomina Władysław Tykociński, wówczas podporucznik Armii Berlinga.

W końcu zaczęto urządzać pogadanki. Mówiono o „polskich powstaniach narodowych wzniecanych przez siły dążące do przemian społecznych przy oporze hamujących grup wstecznych” – mało konkretnie jednym słowem. Tak też przedstawiano Powstanie Warszawskie. Podkreślano natomiast bardzo mocno i wyraźnie, że „jedyną siłą przeciwną Niemcom jest Armia Ludowa, bo Armię Krajową interesują tylko rozgrywki polityczne”. Polacy nie dowierzali tej dwulicowości propagandy, ale wtedy jeszcze nie zdawali sobie sprawy, jak potężna będzie ona w skutkach.   Polacy rwali się do walki lecz… nie było rozkazu.

PRZEPRAWA PRZEZ WISŁĘ…

W końcu padł rozkaz przeprawy przez Wisłę. Od 16 do 19 września, w ramach 4 nocnych akcji, przez rzekę przeprawiało się łącznie – 1873 żołnierzy /3 DP przy wsparciu artylerii i 2 Pułku Nocnych Bom­bowców „Kraków”/.
Dla Niemców strategicznym punktem było zatrzymanie przeprawy przez Wisłę gdyż bali się rosyjskiej potęgi stojącej na drugim brzegu – jak historia pokazuje, zupełnie niesłusznie. Przy trzeciej przeprawie oświetlali już Wisłę i jej prawy brzeg, wobec czego generał Berling rozkazał użyć zasłony dymnej. 

kosciuszkowcy 2a

Forsowanie przeszkody wodnej.
http://www.sppw1944.org/index.html?http://www.sppw1944.org/powstanie/przyczolek.html

„Po chwili wiosła poszły w ruch i popłynęliśmy, nic przed sobą nie widząc, bo Wisła była zadymiona. Ponton co pewien czas wchodził na mieliznę i wtedy wskakiwaliśmy do wody, by go przeciągnąć. Wszystko to odbywało się pod silnym ogniem niemieckiej broni maszynowej, moździerzy i artylerii. Niemcy widząc zadymiony odcinek, byli pewni, że coś się tam dzieje, i pokryli go silnym ogniem. W wyniku tego ognia już przy wsiadaniu były straty. Został zabity szef kompanii” – opowiada Adam Czyżkowski, który był w jednym z pontonów.

Żołnierze polscy z niepokojem i zdumieniem przypatrywali się Armii Czerwonej. „Myśleliśmy, że otrzymamy pełne wsparcie ze strony Rosjan (…) ale artyleria tylko czasem się odzywała, jakby dla demonstracji, a nad miastem tylko czasem się pojawiały kukuruźniki do zrzutów, to robiło przygnębiające wrażenie” – wspomina weteran Tykociński.

NA LEWYM BRZEGU…

Tych, którym udało się przeprawić – przywitało piekło. „Berlingowcy” w dużej mierze byli Kresowiakami. Nie brakowało im odwagi i woli walki, ale nie potrafili walczyć w zabudowanym terenie miasta, którego wcześniej nigdy nie widzieli. Ginęli jeden po drugim, nie pojedynczy żołnierze, ale całe drużyny.  “Nasi z nawyku próbują na zajętych pozycjach okopywać się, a tu wszędzie bruk i asfalt. Powstańcy śmieją się i dziwują, że nie umiemy walczyć w mieście tak jak oni. (…) Chłopcy ze Wschodu gubią się w zajętych domostwach i nie potrafią się sprawnie po nich poruszać. Początkowo miotają się to tu, to tam w panicznym podnieceniu, gdyż wróg jest wszędzie, a tu trudno trafić tam, gdzie trzeba. Plątanina pokoi, klatek schodowych, piwnic i strychów oraz różnych dobudówek i nadbudówek stanowi nowość dla ludzi przywykłych walczyć zgodnie z regulaminami wojskowymi na otwartej przestrzeni” – wspomina Tadeusz Targoński, żołnierz 3 batalionu 9 pp.

Nadzieja wstąpiła w żołnierzy, gdy niebo pokryło się amerykańskimi samolotami. Przez blisko pół godziny nad Czerniakowem przelatywało 107 B-17 zwanych „Latającymi Fortecami”. Myślano, że to długo oczekiwanie wsparcie „Polskiej Brygady Spadochronowej” – ale – to były zrzuty żywności, które nie po raz pierwszy spadły na tereny zajęte przez Niemców… Znów nadzieja zgasła.

kosciuszkowcy 3a

„Berlingowcy” w niewoli
https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com/2015/09/15/na-pomoc-powstanczej-warszawie-desant-berlingowcow/

Ci, którzy nie zostali zabici od razu, dostawali się do niewoli. Jednych rozstrzeliwali SS-mani, drudzy, którzy mieli więcej szczęścia, zachowali należny im statut – jeńca. Były próby przebicia się do Śródmieścia, w większości skazane na porażkę, wobec czego jedyną szansą dla żołnierzy było wycofanie się z powrotem na prawy brzeg.

c.d.n.

Reblog: Anhalter Bahnhof

Erinnerung in einem Klavierabend
Die vergessenen Künstler

1943 wird einer der begabtesten deutschen Nachwuchs-Virtuosen wegen “Wehrkraftzersetzung” hingerichtet. Im Rahmen des “Ungespielten Konzert” des Pianisten Florian Heinisch soll nun an ihn erinnert werden.

in der Rubrik Anhalter Bahnhof (Tagesspiegel 24.06.2016)

Am 3. Mai 1943 ist in Heidelberg ein Klavierabend angekündigt. Karlrobert Kreiten, ein Jungstar der deutschen Pianistenszene, soll Werke von Bach und Chopin, Mozart, Beethoven und Liszt spielen. Doch am Abend bleibt das Podium leer. Kreiten ist am Nachmittag verhaftet worden. Vier Monate später wird er zum Tode verurteilt. Sein Verbrechen: „Wehrkraftzersetzung“. „Ein solcher Mann hat sich für immer ehrlos gemacht“, heißt es in dem vom Präsidenten des Volksgerichtshofes, Roland Freisler, unterzeichneten Urteil. „Er ist in unserem jetzigen Ringen – trotz aller beruflicher Leistungen als Künstler – eine Gefahr für unseren Sieg.“

Am 7. September 1943 wird einer der begabtesten deutschen Nachwuchs-Virtuosen hingerichtet – weil er einer Jugendfreundin seiner Mutter gegenüber keinen Hehl daraus gemacht hat, wie sehr er die Nazis und ihren Vernichtungskrieg verachtet. Was der 27-Jährige nicht ahnte: Er saß einer „gläubigen Nationalsozialistin“ gegenüber, wie es im Urteil heißt – die es für ihre politisch-patriotische Pflicht hielt, ihren Gast bei der Geheimen Staatspolizei zu denunzieren. Von Heidelberg wird Karlrobert Kreiten direkt nach Berlin gebracht, ins Gestapo-Gefängnis unweit des Anhalter Bahnhofs, also an jenen Ort, an dem heute die „Topographie des Terrors“ über die Verbrechen informiert, die hier begangen wurden.

63 Jahre nach der Verhaftung des für seine leidenschaftliche Ausdruckskraft gefeierten Pianisten, der es wagte, verbal gegen den „totalen Krieg“ aufzubegehren, ist nun der 25-jährige Pianist Florian Heinisch aufgebrochen, um das Programm, das Karlrobert Kreiten damals nicht mehr spielen konnte, endlich zum Klingen zu bringen. Die Idee zu diesem „Ungespielten Konzert“ stammt vom Hamburger Kinderarzt Moritz von Bredow, der sich sowohl für die Nachwuchsförderung einsetzt wie auch für vergessene Künstler. An diesem Sonntag, dem 100. Geburtstag Kreitens, wird Heinisch in Heidelberg auftreten, am 30. Juni endet die Tournee dann im Berliner Konzerthaus am Gendarmenmarkt. Der legendäre „Frühschoppen“-Moderator Werner Höfer, NSDAP-Mitglied seit 1933, hatte damals im „Berliner 12-Uhr-Blatt“ über Kreitens Verurteilung geschrieben: „Es dürfte niemand Verständnis dafür haben, wenn einem Künstler, der fehlte, eher verziehen würde als dem letzten gestrauchelten Volksgenossen.“ Als ihm die Urheberschaft des Textes – die Höfer bis zuletzt bestritt – 1987 nachgewiesen werden konnte, war er seinen Job bei der ARD los.

***

Infos

Das ungespielte Konzert – Zum 100. Geburtstag des 1943 vom NS-Regime hingerichteten Pianisten Karlrobert Kreiten: Florian Heinis

Programm   Bach: Präludium und Fuge für Orgel D-Dur; Chopin: Drei Etüden aus op. 25, Nr. 6 gis-Moll, Nr. 7 cis-Moll und Nr. 10 h-Moll, Drei Etüden aus op. 10, Nr. 2 a-Moll, Nr. 8 F-Dur und Nr. 12 c-Moll; Beethoven: Sonate f-Moll op. 57 “Appassionata”; Mozart: Sonate C-Dur; Liszt: Rhapsodie espagnole
Do
30.06
20:00

Konzerthaus Berlin

Gendarmenmarkt
10117 Berlin (Mitte)

Florian Heinisch

 Florian Heinisch Foto: promo

Pomniki

Anna Dobrzyńska

POMNIK KOŚCIUSZKOWCÓW – cz.1

pomnik-k-1Wyrywa się z kamienia lecz kamień mocno trzyma. Wola, trud i wysiłek – to za mało by ruszyć z miejsca, by znaleźć się tam gdzie sięga wzrok, by pomóc walczącym współbraciom.

Pomnik Kościuszkowców.
Fot. Anna Dobrzyńska

Tak metaforycznie Andrzej Kasten przedstawił żołnierzy 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, którzy mimo chęci i prób wspomożenia, wykrwawiającej się już wówczas powstańczej Warszawy, nie zdołali pomóc.

Jak rzeczywiście wyglądało niesienie pomocy? W jakich okolicznościach powstawała armia? I kim byli ci, których przedstawia, odlany w brązie pomnik? 

„…SZUMI, SZUMI OKA, JAK WISŁA SZEROKA…”

…Potomkowie zesłańców syberyjskich, wysiedleńcy 1940 roku, więźniowie gułagów – to Polacy, zamieszkujący teren Związku Radzieckiego. Gdy w 1943 roku Stalin zadecydował, że Polska będzie formalnie – „niepodległym” – państwem a nie słynną „siedemnastą republiką”, zapadła również decyzja o stworzeniu armii polskiej. Ci, którzy ze wspomnianej grupy nie zostali zrekrutowani dwa lata wcześniej do Armii gen. Andersa, zasilili szeregi nowotworzonej armii, na czele której stanął gen. Berling. Formowanie Dywizji odbywało się na terenie obozu wojskowego w Sielcach nad Oką. 

PROPAGANDA

Pierwsza Dywizja miała również szczególną misję do spełnienia. Była to misja polityczna. Wraz z wkraczającą do Polski armią rosyjską miały wejść polskie oddziały, głoszące braterstwo z sowietami i stanowiące zalążek pierwszych władz komunistycznych. Z kadr Pierwszej Dywizji stworzono przecież władze lubelskie. Armia polityczna musiała mieć zatem pozory armii polskiej. Już od samego początku zatem formującej się armii towarzyszyła propaganda. Mówiło się o wyzwoleniu Polski spod hitlerowskiego jarzma, ale kwestie ustrojowe, granic, własności i relacji polsko-radzieckich już traktowano ogólnikowo lub zbywano milczeniem. Ponadto, ażeby przekonać Polaków, że armia jest ponadpartyjna, a jej jedynym celem jest – wolna Polska, odwoływano się do haseł patriotycznych i polskich symboli narodowych. I tak żołnierze nosili polskie mundury z orzełkami na guzikach, obowiązywały spolszczone regulaminy walki, a radzieccy przełożeni wydawali komendy w języku polskim. Stalin osobiście był zaangażowany w tworzenie takiego właśnie charakteru wojska. Kiedy Berling zameldował Stalinowi o stanie tworzonej armii, ten zapytał: „czy macie księdza?” Po chwili konsternacji i pytaniu – „a po co?” – Stalin stanowczo stwierdził: „polska armia zawsze miała kapelanów i jeżeli ich nie będzie w nowotworzonym wojsku, nikt z Polaków nie uwierzy, że to wojsko polskie”. 

AKCJA „ZORGANIZOWANIA” KSIĘDZA

W ciągu kilku dni przyszła odpowiedź od Pantelejmona Ponomarienki – pierwszego sekretarza KC Komunistycznej Partii Białorusi, że wśród partyzantów jest także polski, katolicki ksiądz. Najbliższej nocy został wysłany samolot z oficerami NKWD, którzy mieli przywieźć księdza. A że na podmokłych łąkach samolot nie mógł wylądować, musiano skorzystać z lotniska odległego o 200 km. Ksiądz w eskorcie 15 partyzantów, którzy „głową odpowiadali za jego życie”, przemierzał tę odległość pieszo po terenie okupowanym przez Niemców. W końcu po kilku dniach i nocach marszu bezpiecznie dotarł do samolotu a następnie do Moskwy i do Sielc. Szaty i naczynia liturgiczne zostały na prędce uszyte a także dostarczone z Muzeum Ateizmu… I w ten sposób ksiądz Franciszek Kubsz został kapelanem Armii gen. Berlinga. 

pomnik-k-1 (3)

Ks. Franciszek Kubsz w otoczeniu żołnierzy 1 Dywizji
http://www.kosciuszkowcy.info.pl

ROZBUDZANIE UCZUĆ PATRIOTYCZNYCH 

Zaprzysiężenie armii miało miejsce w rocznicę bitwy pod Grunwaldem – 15 lipca. Uroczystość miała polską oprawę i podniosły charakter, co chwyciło za serca Polaków. Na obszernej polanie, przed kaplicą zgromadziła się cała Dywizja. Podczas odprawianej Mszy św. śpiewano polskie pieśni patriotyczne przy akompaniamencie dobrze wyćwiczonej orkiestry dętej. 

pomnik-k-1 (2)

Zaprzysiężenie 1 Dywizji im. Tadeusza Kościuszki 15 lipca 1943 roku.
https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com/tag/sielce-nad-oka

Za wystrój kaplicy, przerobionej z dawnego domku letniskowego, odpowiadali dwaj artyści rosyjscy: Tober i Puzerwski oraz polski inżynier Józef Sigalin – późniejszy szef Biura Odbudowy Stolicy. W centralnej części ołtarza znajdował się obraz Matki Boskiej na tle Orła Białego, po prawej – scena martyrologii narodu, po lewej – wizja wskrzeszenia Polski /grób pod strażą żołnierzy, sztandar narodowy i unoszący się nad grobem Zmartwychwstały Chrystus./  
„…Wszystko to sprawiło, że żołnierze szlochali…”

W takim klimacie żołnierze powtórzyli słowa przysięgi zobowiązującej m.in. do “dochowania wierności sojuszniczej Związkowi Radzieckiemu i dochowania braterstwa broni sojuszniczej Czerwonej Armii”.

Dodatkowym „elementem patriotycznym” były huczne obchody 150 rocznicy Insurekcji Kościuszkowskiej i nadania Dywizji właśnie takiego imienia. 

GŁÓD, STRACH, ZESŁANIE… 

A jak wspominają służbę w armii Berlinga żołnierze polscy?

Propaganda działała mocno lecz – „Wystarczyło jednak zobaczyć tych żołnierzy, żeby zrozumieć jakie żywili naprawdę uczucia wobec sowietów. (…) Do armii gen. Berlinga zgłaszali się ludzie obdarci i wynędzniali. Ich droga wiodła przez niezliczone łagry, więzienia, posiołki. Przychodzili z piętnem cierpienia na twarzy, pełni niepokoju i lęku o to, co powie komisja wojskowa. Czy nie odeśle ich z powrotem? Znowu do łagrów? (…) Przychodzili głodni, spragnieni ciepłej strawy z żołnierskiego kotła. I nade wszystko pragnienie nasycenia tego głodu, który walił z nóg i zaciągał mgłą oczy. (…) To było decydujące. Pragnienie wydostania się z tego przeklętego kraju. Wszystko jedno czy żywym czy umarłym”– wspominała na antenie Radia Wolna Europa Irena Born, żołnierz 1. Armii Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Berlinga. 

pomnik-k-1 (1)Formowanie 1 Dywizji im. Tadeusza Kościuszki https://historiamniejznanaizapomniana.wordpress.com/2015/05/07/formowanie-1-dywizji-kosciuszkowskiej/

ciąg dalszy nastąpi