A ta Slaska tylko o małpach…

No tak, to prawda. Jak nie o kotach…

Ewa Maria SlaskaCamille Alaphilippe1874-1934 La Femme au singe2 Camille Alaphilippe1874-1934 La Femme au singe1

Ale jak nie pisać
o małpach w obliczu TAKIEJ sztuki. Oczywiście, nawet nie warto dodawać, sztuki nadesłanej przez
Marynę Over.


Camille Alaphilippe

X

Kobieta z małpką. Jaka kobieta, jaka suknia, jaka fryzura! Tylko ta małpka trochę mizerna, malutka, chudziutka i na dodatek na smyczy.

Nie znalazłam w sieci niczego na temat pani i jej małpki, oprócz tego, że to rzeźba z roku 1908 znajdująca się w zbiorach Petite Palaise w Paryżu, a i na temat samego artysty znajdzie się w sieci doprawdy niewiele. To znaczy, jak to zawsze w sieci, jest dużo, ale w kółko to samo. Wiadomo, że urodził się w roku 1874 we Francji, ale jego śmierć jest już niewiadomą. Wikipedia podaje, że zmarł po roku 1934 w Algierii. Po roku 1934! I co?

Alaphilippe studiował w Szkole Sztuk Pięknych w Paryżu. Gdy miał lat 24, a więc zaraz po studiach, otrzymał prestiżową francuską nagrodę zwaną Prix de Rome za rzeźbę zatytułowaną Kain po śmierci Abla ścigany przez pomstę niebieską czy też: Kain po śmierci Abla wysłuchuje wieczystej klątwy. Nota bene nagroda nazywa(ła) się rzymska, bo łączyła się ze stypendium na pobyt w Rzymie i to ni mniej ni więcej, tylko w willi Medici.

Céramic Hôtel, wikipedia commons

Gdyby człowiek wiedział, co ogląda, to by wiedział, że jeśli był w Paryżu dłużej niż jeden dzień, to widział najsłynniejsze dzieło artysty czyli tzw. Céramic Hôtel na avenue de Wagram 34. Budynek, jeden z najbardziej typowych przykładów Art Nouveau, został wzniesiony w roku 1904 przez architekta Julesa Lavirotte. Wspaniały ceramiczny wystrój budynku stworzyli rzeźbiarze Alexandre Bigot i nasz Camille Alaphilippe.

Pomnik poległych w Philippeville / wkipedia commons

Po zakończeniu Wielkiej Wojny Camille, chory i zrujnowany, przenosi się, właściwie już na stałe, do Algierii, gdzie w roku 1926 zostało odsłonięte jego wielkie dzieło, Pomnik Poległych w Philippeville (dziś Sukajkida), przeniesiony w roku 1969, po zakończeniu wojny algiersko-francuskiej, do Tuluzy. Pomnik upamiętnia żołnierzy poległych podczas Wielkiej Wojny w latach 1914-1918, nie tylko w Philippeville, ale także w Aïn Témouchent, Batna, Béjaïa (Bougie), Bordj Bou Arréridj, Bordj el kiffan,Guelma, Mostaganem, Saïda, Tebessa, Tipaza…

Pomnik w Algierii; do Tuluzy przeniesiono tylko rzeźby brązowe, cokół i nadbudowa pozostały na miejscu.

Na zakończenie ponawiam pytanie, które zadałam już powyżej: jakie były losy Alaphilippa w Algierii i dlaczego nie wiemy, gdzie, kiedy i jak umarł?

Małpy

Ewa Maria Slaska

Przywołała je Powsinoga we wpisie o japońskich kotach w Nikko, trzy słynne azjatyckie małpki, jedna nie widzi, druga nie słyszy, trzecia nie mówi. Według Kopalińskiego symbolizują one “mądrość zapewniającą spokojne życie”.

Nikko-monkeysthreeHidari Jingoro (około 1596-1644) wykonał tę rzeźbę dla kompleksu świątyń z mauzoleami szogunów rodu Tokugawa w Nikko. Jego proste rzeźby (najsłyniejszy to Nemuri neko – śpiący kot, o którym pisała Powsinoga), zdecydowanie inne od  rozbuchanej, kapiącej od złota stylistyki epoki Edo, ustanowiły w Japonii nową epokę artystyczną.

Już wtedy, w maju, gdy Powsinoga pisała dla nas o nemuri neko, wiedziałam, że te małpki będą musiały jeszcze wrócić, bo prędzej czy później sięgnę przecież po temat małp w sztuce. Zacznijmy od Berlina.

Anna Krenz, Monkey and Jacek as African King, 2008
acryl on canvas
from “Monkeys” series

affe_1_krenz_jacek_africanKing_krenz_150Poniżej: Zygmunt Menkes, Autoportret z małpką
reprodukcja nadesłana przez Marynę Over

Ciekawe, że na obrazie małpka zachowuje się poważniej niż jej właściciel.

Zygmunt Menkes autoportret-z-malpka

Istnieje też namalowany przez Menkesa Autoportret z sową, 1930, zbiory Muzeum Narodowego w Warszawie

mpw816Maryna Over wie wszystko o wszystkich artystach polskich i prawie wszystko o prawie wszystkich artystach światowych. Zawstydza tym każdego, oczywiście również mnie. Gdy przysłała mi na Facebooka ten obraz, zawstydziłam się więc, nie po raz pierwszy zresztą, bo nigdy nie słyszałam o Zygmuncie Menkesie, a tymczasem… Zresztą sami sobie poczytajcie, co Maryna o nim pisze. TU. Na potrzeby wpisu niech nam wystarczy, że żył w latach 1896-1986, urodził się we Lwowie, zmarł w Riverdale koło Nowego Jorku, był polskim malarzem i rzeźbiarzem pochodzenia żydowskiego i większość życia spędził za granicą, a gdy zmarł, jego prochy zostały rozsypane nad Izraelem.

***

Tę średniowieczną małpkę francuską, która pociesza psa, też przysłała mi Maryna Over.

malpy France1412 - 1415To fragment miniatury przedstawiającej Jana bez Trwogi. Władca planuje właśnie zamach na wuja, Ludwika Orleańskiego, sprawującego regencję w imieniu nieobliczalnego króla Karola Szalonego. Zamach się udał, a Jan poprosił doktorów Sorbony o oświadczenie, że Ludwika trzeba było zabić, bo był tyranem. Zaświadczenie niewiele mu pomogło, w kilka lat później, 10 września 1419 roku na moście w Montereau książę został zabity przez dworaka zamordowanego tyrana. Książę spotkał się na moście z delfinem Karolem, by po raz drugi potwierdzić chęć zawarcia pokoju. Jan rządził już Paryżem, od lat trwała wojna Anglii z Francją, znana potem jako wojna stuletnia (1337-1453), spotkanie na moście mogło było obrócić losy Europy. Tak się nie stało.
Pewien mnich miał ponoć wskazać na dziurę w głowie księcia Jana i powiedzieć, że “to jest właśnie dziura, przez którą Anglicy weszli do Paryża”.
Jan bez Trwogi nie żył, Karol w trzy lata później został królem, a Anglicy w roku 1431 spalili Joannę d’Arc.

copie_85W tym kontekście pies i małpka są zapewne zwierzętami symbolicznymi. Nasz niezastąpiony Kopaliński twierdzi, że w sztuce średniowiecznej pies oznacza “kuszenie do złego, zawiść, gniew; wierność i wiara; biały pies zwykle przedstawia dobro i pobożność osoby, przy której nogach się pojawia”, czyli obraz ma przedstawiać to samo, o czym zaświadczać miał certyfikat uczonych doktorów z Sorbony – niewinność człowieka, który zabił tyrana. Ale jest przecież i owa małpa, która “w chrześcijańskiej literaturze i sztuce (…) jest przeważnie emblematem grzechu, występku, upadku duchowego, chytrości, chciwości, chuci, złości, gnuśności,  ślepoty duchowej.”

Oj!

 

Andreas Schlüter

Ewa Maria Slaska

Działał w Gdańsku, Warszawie i Berlinie, w Wiedniu i Sankt Petersburgu. Jako młoda panna na życzenie Mamy oprowadzałam po Gdańsku jej zagranicznych gości i zapamiętałam Schlütera jako twórcę Kaplicy Królewskiej w Gdańsku i ołtarza w Katedrze Oliwskiej. Teraz podobno te wszystkie tzw. atrybucje zostały podważone, co uczenie udowadnia pan Michał Wardzyński w eseju opublikowanym na stronie internetowej Pałacu w Wilanowie.

Andreas Schlüter młodszy (ur. 1659 lub 1660, zm. 1714)

Artysta urodził się najprawdopodobniej w 1659 lub 1660 r. w Gdańsku jako syn miejscowego stolarza i snycerza cechowego Andreasa Schlütera starszego i Catheriny; jego bratem był zapewne rzeźbiarz Ernst Schlüter (zm. 1700), działający w Berlinie. Żonaty z Anną Elisabethą Spangenberg Andreas młodszy doczekał się czworga dzieci, z których tylko najstarszy syn David (ur. 1693, zm. po 1717) wybrał zawód inżyniera i architekta. Jego niezwykły talent oraz wszechstronne rzeźbiarskie i architektoniczne zdolności zostały docenione kolejno na dworze warszawskim Jana III (1688/89–1694), berlińskim elektora (króla) Friedricha III (I) von Hohenzollerna (1694–1713)  i rosyjskim cara Piotra I Wielkiego (1713–1714). Zmarł w 1714 r. w Moskwie po opuszczeniu Sankt Petersburga, gdzie wcześniej skradziono mu projekty i plany urbanistyczne i architektoniczne dotyczące budowy nowej stolicy Rosji. Schlüter jest zgodnie uznawany za najwybitniejszego twórcę rzeźby doby dojrzałego baroku w Europie Środkowej, a jego tylko w części udokumentowana twórczość doczekała się od 1861 r. wielu wszechstronnych analiz (…)

Czas i okoliczności edukacji artysty pozostają właściwie nierozpoznane, przy czym we wcześniejszych badaniach ścierały się dwie generalne hipotezy wskazujące na Francję i Włochy jako dwa alternatywne miejsca praktyki zawodowej, dopiero ostatnio zaczęto rozważać dłuższy pobyt w Holandii i Niderlandach Hiszpańskich. Niewiele też wiadomo o początkach samodzielniej działalności Schlütera po powrocie do Gdańska, a przyjmowany dotąd katalog atrybuowanych prac w świetle najnowszych badań źródłowych i interpretacji materiału zabytkowego wymaga jeszcze weryfikacji.

Zapoznałam się z tym tekstem, bo w Bode Museum Berlinie trwa jeszcze do 13 lipca  wystawa o Schlüterze, zatytułowana Schloßbaumeister – Budowniczy Zamku.

Schlüter to jedna z takich wspaniałych europejskich postaci, jakie dziś chętnie mianujemy patronami i symbolami zjednoczonej Europy, międzynarodowych artystów, których sztuka jak pieśni śpiew, nie znała granic i kordonów.

Teaser_637x311pxUniwersytet Techniczny organizuje właśnie poświęconą Wielkiemu Budowniczemu konferencję. W niedzielę 6 lipca można w towarzystwie znawców zwiedzić wystawę i obejrzeć budowle  Schlütera, a 7 – wysłuchać na uniwersytecie  referatów. schlueterkolloquium

W konferencji weźmie udział cała paleta ważnych znawców sztuki barokowej, w tym również liczni Polacy, w tym również pan Wardziński. Będzie mowa o tym, co Schlüter zdziałał w Gdańsku, Warszawie, Wiedniu i Berlinie, ale, ciekawe, nie będzie mowy o tym, co tak mimochodem znaleźć można w każdej biografii artysty:

W Sankt Petersburgu skradziono mu projekty i plany urbanistyczne i architektoniczne dotyczące budowy nowej stolicy Rosji.

Afera jak w Brzuchu architekta Petera Greenawaya.

Schlueter_2To najsłynniejsze dzieło Schlütera – barokowa przebudowa średniowiecznego zamku w Berlinie. Mistrz przeżył jednak przy tym i porażkę, bo w roku 1702 trzeba było rozebrać grożącą zawaleniem Wieżę Menniczą. Nie była to jego wina. Berlin to miasto zbudowane na podmywanym wodą gruntową piasku i w owym czasie niełatwo było sobie z tym poradzić. Niestety w dwa lata później przydarzyła się Schlüterowi kolejna katastrofa budowlana – w królewskim pałacyku w Freienwalde pod Berlinem. Architekt został odsunięty od realizowania monarszych zleceń i przeżył załamanie nerwowe.Według propagandowego filmu hitlerowskiego z roku 1942 Schlüter został za karę uwięziony i ułaskawiony tylko dzięki interwencji wiernej i kochającej żony. Film został wyreżyserowany przez Herberta Maischa, a artystę zagrał ulubieniec publiczności – Heinrich George.

Czy tak było? Nie wiadomo. Na pewno jednak to berlińskie porażki były powodem, iż architekt przyjął zaproszenie cara Piotra I i pojechał budować Sankt Petersburg. Pracował tam nad rzeźbiarskim wystrojem dwóch budowli – Pałacu Letniego oraz zespołu rezydencjonalnego w Peterhofie.

Co jednak zdarzyło się tam z jego planami urbanizacyjnymi dla stolicy Rosji? Kto je wykradł i dlaczego? Czy po to, żeby ktoś inny mógł je zrealizować pod swoim nazwiskiem czy po to, żeby to Schlüter nie mógł ich zrealizować?

Niezwykłe życie, pełne dramatycznych zakrętów i tajemnic, życie godne niezwykłego twórcy.

schlueter_gr_1Niestety, szukałam informacji o tym, co przydarzyło się artyście w St. Petersburgu. Szukałam i nie znalazłam, może jednak znajdzie się ktoś, kto nam o tym opowie.

I zobaczyłem niewiastę

Katarzyna Kulikowska

Dziś Dzień św. Jana czyli Dzień Autora Apokalipsy. Uważny czytelnik zauważył już, że obie nasze poetki, Katarzyna Krenz i Katarzyna Kulikowska, nie tylko piszą wiersze, ale i uprawiają sztukę – Katarzyna Krenz akwarele, Katarzyna Kulikowska grafikę. Przez trzy ostatnie wpisy, gdy publikowałam wiersze Kasi Kulikowskiej z tomiku Bomba emocji, towarzyszyły im grafiki – ilustracje do Apokalipsy. Dziś pokażę je wspólnie, tak jak artystka zaplanowała swoją wystawę. Cykl był jej pracą dyplomową.

Kasia nadesłała też krótki opis cyklu – po polsku i po angielsku.
Underneath a short text of author about her works in English.

apokalipsa (7) apokalipsa

Moja praca dyplomowa nosi tytuł „Królestwo otchłani”. Inspiracją do powstania tych prac był dla mnie tekst z Apokalipsy Św. Jana. Tekst ten umieściłam też na moich grafikach, co stanowi pewnego rodzaju dopełnienie. Grafiki wykonałam w technice miękkiego werniksu. Drukowałam na kalce technicznej w celu uzyskania widocznej transparentności. Moje prace eksponowałam bezpośrednim rysunkiem na ścianie aby uzyskać w ten sposób efekt monumentalności. Zainteresował mnie poetycko-katastroficzny wymiar tekstów z Apokalipsy. To właśnie chciałam podkreślić i zobrazować w moich grafikach.

apokalipsa (1) apokalipsa (2)My dissertation is entitled ‘The Kingdom of Limbo’ since it has been inspired by the Book of Revelation. Some fragments of the Apocalypse text have been put on my graphics to complete them. My works have been made in the soft varnish technique on tracing paper. My dissertation combines graphics with wall drawings in order to express monumentality and completeness as well as transparency of my art work. Within the Apocalypse text, the aspect that intrigued me the most was this of its poetic and catastrophic nature. This is what I intended to emphasize and picture in my works.

apokalipsa (3) apokalipsa (4) apokalipsa (5) apokalipsa (6)

Samotny myśliwy 7

Katarzyna Krenz

KK-Gotland55x
Akwarela Gotland Katarzyna Krenz

7. Bezimienność

Obudził się o świcie.

(Odkąd za posłanie miał kłąb mchu na nagiej ziemi,
sypiał krótko i budził się wcześnie.)

Wstał bez słowa i obmył twarz w chłodnym
strumieniu. Tak, woda w strumieniu była
chłodna, bystra i klarowna. Lecz on odrzucił
te atrybuty, gdyż były możliwe tylko dzięki
słowom. On zaś od przybycia na wyspę milczał.

Nawet więcej: trwał w bezsłownym milczeniu.

Surowa ryba, miąższ papai i niedojrzałej cytryny
smakowały obco i bezimiennie – zjadł je, lecz
nie mógł nic na ich temat powiedzieć. Komu?
Potem zszedł na plażę. Chciał spojrzeć w oczy
morzu, w zetknięciu z jego bezkresem poczuć
głębię swej samotności, a może nawet oburzyć się
na okrucieństwo sytuacji, w jakiej się znalazł.
Ach, dlaczego nie utonął wraz z całą załogą?
I teraz cierpiał, odrzucony przez żywioły.

Jak obce ciało!

I jeszcze zszedł na brzeg, ponieważ zapragnął być sam.
Sam na sam – ze sobą. Lecz nie wiedział, jak to zrobić.
Jak zrobić to bez słów! Bez słów nie wiedział jak.

Samotny myśliwy 6

Katarzyna Krenz

KK-Gotland1xAkwarela Gotland Katarzyna Krenz

6. In statu usucapiendi

Stary Poeta rozejrzał się wokół.

Pierwsza myśl przeraziła go nie na żarty:
będzie musiał zacząć wszystko od początku.
Przywołać ptaki. Narysować mapy. Wytyczyć
cardo et decumanus, co już samo w sobie
było zadaniem ponad siły. A wiedział, że
tym razem Bóg, który kiedyś był osią i
ziarnem wszystkiego, już mu nie pomoże.

Albowiem bogowie żyją w nas i
wraz z nami odchodzą.

Zapragnął ukryć się, zapomnieć
o swoim nowym miejscu na ziemi
pośrodku pustego świata.

Uciec, gdyby tylko mógł uciec!

Nagi i drżący, wyruszył w głąb wyspy.
Na wydmach zebrał suche trawy,
z których splótł skrzydła. Znalazł
w dziewiczym lesie gałęzie na szałas
i kilka garści mchu na posłanie. Po wielu
nieudanych próbach skrzesał ogień – dym
sypnął iskrami przeszłości i przypomnienia.

Czyż nie tak było na początku i nie tak
miało pozostać do końca?

Zapłakał z rozpaczy. To prawda,
skrzydła szumiały natchnieniem,
szałas dawał schronienie, a ogień –
ciepło i nadzieję. Lecz przecież on,
pozbawiony świadectwa źródeł pisanych,
mógł się pomylić: pamięć bywa ulotna,
a on był samotny, porzucony

na wyspie milczenia. Ocalony.

22/23 listopada 2010

Frauen auf dem Seidenpapier

13_stille_post_40x120cmmtlw_2Karin Weber über Gudrun Trendafilov

Augen, Sterne, Gewitterblitze und Perlen funkeln uns entgegen. Der Titel der Ausstellung „Gefunkel“ klingt wie ein Versprechen, einem Leuchten folgen zu können, um schließlich einen Schatz zu finden in diesem wandelbaren Blau von samtenem Schwarz bis schillerndem Türkis, in dem die figürlichen Eingebungen von Gudrun Trendafilov eingebettet sind.

Mit Stift und Blatt, Farbe und Leinwand versinkt sie in eine andere Welt, die die äußere nicht missachtet. Diese ist ihr Gerüst, wie ihre Poesie Füllstoff ist und sie taucht in einen Zustand der Ort- und Zeitlosigkeit ein, um eins zu werden mit ihrer Bildwelt.

11mondnacht80x100mtlw_v_kathrinrichterradebeulDie Künstlerin malt, wie man träumt. Man kann sich regelrecht vorstellen, wie sie sich in ihre Bildwelt hinein träumt, sich treiben lässt von äußeren und inneren Impulsen, denen sie Gestalt gibt, als Reisende zwischen Raum und Zeit.
„Pech mit dem Wetter“, auf diesem Bild regnet es tatsächlich Pech vom Himmel bei Gewitterstimmung am Meer, wo zwei nackte Schönheiten mit geflochtener Haarpracht, sich dem Ereignis zu erwehren haben.
Vor einem funkelndem Nachthimmel beäugt uns ernsthaft eine Frau, einer Norne gleich, die den roten Lebensfaden in den Haaren trägt. „Stille Post“ ein schwarzer Kater wandelt mit funkelnden Augen zwischen zwei Frauen auf verflochtenen Zöpfen hin und her.

13gefunkel60x80cmmtlw_vGudrun Trendafilov’s Kunst lebt vom Finden und Erfinden, von der Freude, die Wirklichkeit spielerisch zu verwandeln. Es scheint so, als ob die äußere Welt an der ihren zuweilen mit einem Winken vorüber gezogen wäre, um die Zerbrechlichkeit und Entfaltung ihrer Personnage nicht zu stören.
Sie zeigt uns auch, wie brüchig die täglichen Wahrheiten sind und schenkt uns etwas Wunderbares: Stille und Poesie, die uns berühren, verwirren und unsere Sinne wecken, Unbekanntes wahrzunehmen, einfach nur zu meditieren, ohne Eile, ohne Zwang zur Deutung. Sprachlich kann man es kaum erfassen, was man zu sehen glaubt, eine Zuversicht in der Ungewissheit, vielleicht.

11erster_schnee38x45mtlw
Die Arbeiten stiften eine in sich geschlossene, eigene, dauerhafte, nahezu ideale Realität, in der nicht Vernunft regiert, sondern im Gegenteil Innerlichkeit die Bildinhalte durchtränken.
Manchmal denke ich, Gudrun Trendafilov hat das Leben durchschaut und ein Maß an Tiefe erreicht, das den Betrachter mit suggestiver Kraft trifft. Man glaubt, dass das Wesen des Seins erfasst wird, wenngleich man nicht beschreiben könnte, was das ist, das Wesen, das Wesentliche. Es ist nur eine Ahnung, die die Ewigkeit berührt. Und diese Ahnung lässt mich manchmal erschauern, da ich spüre, was man immer wieder verdrängen möchte, dass man doch oft vor sich selbst auf der Flucht bleibt.
Alles ist der Zeit enthoben und dem Raum gegeben. Schönheit ist hier Schicksal und die Ewigkeit scheint sich mit der irdischen Endlichkeit zu verschwistern.
Eine Frau kauert wartend mit geschlossenen Augen neben einem Raben im Schutzraum ihrer Haarpracht, in den Händen einen Apfel haltend. Wird sie ihn teilen? Wird sie ihn alleine essen? Wird sie dann wissen, was wir nicht wissen? Wer weiß? Vielleicht morgen…

13nacht50x100cmmtlw
Es sind Bilder, denen wir hier begegnen, die uns aus dem prosaischen, reglementierten Alltag entreißen und uns fühlen lassen, das was Gudrun Trendafilov eigentlich mit dem Wort „Gefunkel“ meint und was Joachim Ringelnatz in folgendes Versmaß faßte:
„… mich lockt ein fernstes Gefunkel, mich lockt ein raunendes Dunkel, ins nebelhafte Vielleicht…“
Der Blick wird angezogen, ja geschärft, durch eine verwirrende Vertrautheit mit dem Intimen. Die Farbe durchläuft eine Tonleiter wohl abgewogener Intervalle, die sich wie Teile einer lebendigen Empfindung behaupten. Das ist Malerei. Nicht die Linie wird mehr mit Farbe gesättigt auf den Leinwänden, nicht aus dem Tuschfleck heraus entwickelt Gudrun Trendafilov ihre Kompositionen, es handelt sich nicht mehr um Farbflächen, sondern um Farbräume, in denen die Figurationen sich dem Ungewissen fügen.
Gudrun Trendafilov entwirft auch eine Lichtatmosphäre, die geheimnisvoll ist, da die Lichtquelle nicht erkennbar ist.
Man denkt zuweilen an Kerzenlicht, an den Widerschein einer Gaslaterne. Es ist eine Atmosphäre, die die Natürlichkeit der Handlungen unterstreicht, die mit ihnen entsteht. Der Raum ist die Geschichte, in der Farben leben und Farbtöne miteinander spielen, sich an Körper schmiegen und diese ausformulieren.
Das für sich lebende, glühende Blau drückt besser als jegliche Physiognomie, die Hingabe an Träume aus, die im Bild zu Realitäten werden.
Die Malereien von Gudrun Trendafilov sind klarer und entschiedener geworden. Das Neue erscheint mir aber wiederum wie eine Kondensation des Früheren.
Neben der Farbe ist Gudrun Trendafilov vor allem der Zeichnung vepflichtet. Sie dient der Linie. Die Vollkommenheit der Zeichnung berauscht zuweilen. Sie zeichnet einen Hauch von Wahrnehmung und in dieser Zartheit scheint all das vereint, was je die Kunst der Linie auszeichnete. Sie ist tief empfunden im Zwielicht zwischen Heute und Morgen.
Viele Algrafien druckt sie auch auf Seidenpapiere, diese werden dann zerschnitten und in neuen Zusammenhängen collagiert, überzeichnet und übermalt.
Angesichts der Arbeiten von Gudrun Trendafilov wird das aus dem Sprachschatz verloren geglaubte Wort Demut wieder mit Leben erfüllt.

Bomba emocji 3

krolotchlani IX poprawkaKatarzyna Kulikowska
Kolejne wiersze z tomiku “Bomba emocji”

Wiatr
M.P.

Ty jesteś jak wiatr
Rozsiewasz we mnie słowa
Niczym nasiona kwiatów
Słowa zakwitają
Pachną spełnieniem
Zmieniasz mnie w rajski ogród
Zjawiasz się tu na chwilę
Potem uciekasz na skrzydłach ważek
W przestrzeń

Wspomnienie

Widzę Cię we wspomnieniach
Niczym w morskiej głębi
Czuję jak pachniesz morzem
Rozsypuję muszelki wokół Ciebie
Układam z nich ramkę
Patrzę
Dotykam
Ale rozmywa się jak cień
Znów cię nie ma

Dziękuję za uśmiech lasu bursztynów
Za czas spacerów morskimi brzegami
Za śpiew naszych marzeń które śpią w gitarze
Dziękuję ziarnkom piasku
Za chwile zakopane w zamku
Za morze zamknięte
w muszli

Uśmiech wiosnykrolochlani XI poprawka

Mech się raduje
Szyszki skaczą
Gałęzie śpiewają
Liście tańczą sambę
Nad jeziorem niebo się rumieni
To wiosna uśmiecha się w lesie

Piosenka

W kącie domu śpią cisze
Tam, przy biurku siedzi ona
Wiersz na kartce pisze
Jest taka zamyślona

Chce ulecieć niczym mewa
W słów ocean głęboki
Gdzie wyobraźnia śpiewa
Metafory malują widoki

Ona otwiera światy
Kryje się w poezji
Pośród marzeń skrzydlatych
Staje się zapachem frezji

Akwarela księżyca

Śpij, niech księżyc otuli cię
kocykiem swego blasku
Zamknij w oczach jego
akwarele
Otwórz drzwi słońcu
Zaśnij i ogrzej noc
ciepłem serduszka
Nasłuchaj się bajek
zaniosą ciebie nad
zatokę tęcz
gdzie możesz spotkać
siebie

Członkom SJŻPkrolotchlani XII poprawka

Jola ustawia papier do porządku niczym
wojsko
Władek zatrzymuje ptaki w locie
na niebie z papieru
Uczy sikorki czytać książki
Teresa zaprzyjaźniła się z latem
Rozdaje uśmiechy jak słoneczniki
Sylwia chce nauczyć maszynę
do pisania czytać ale ona milczy
Żar podpala powietrze
Ja stoję w płomieniach dnia
szukając cienia w gazecie
I nie znalazłam Kasi

Dla nauczycieli

Dziś słońce pisze list złotym piórem
Promienie ślą życzenia
Kwiaty się kłaniają
Jedwabne skrzydła nieba łagodnie falująkrolotchlani XIII poprawka
Powietrze śpiewa
Małe aniołki się uśmiechają
Chciałyby powiedzieć tak wiele
Mówią tylko
Dziękujemy wam nauczyciele

Mamie
Kiedy mama przychodzi do domu
Sufit zmienia się w niebo
Ściany pokoi w las
Na podłodze rosną konwalie
Przylatują leśne ptaki, echo i wiatr
Dom kwitnie i śpiewa
Echo uśmiecha się do mamy
Mama tańczy w aureoli z chmur
niczym ptak

Grafika: Katarzyna Kulikowska, ilustracje do Apokalipsy

Samotny myśliwy 5

Katarzyna Krenz

Kk-Gotland2Akwarela Gotland Katarzyna Krenz

5. Tempus fugit

Zegarek stanął. Z rozbitym szkłem i
strzaskanym werkiem zatrzymał się na chwili,
gdy nastąpił koniec starego świata, a nowy –
ukazał się nagi i cichy. Pusty. Bez pamięci.

Świat przepowiedni, z którego Stary Poeta
został tak nagle wyrwany, mimo wszystko
był miejscem szczęśliwym, ponieważ
przepowiednia o jego końcu
była jeszcze tylko tym, czym była –
przepowiednią. Zapowiedzią. Mieczem
nad głowami milionów takich jak on
Ślepych Wędrowców. Słowem groźnym, lecz
tylko słowem. Mane. Tekel. Fares. Policzone,
zważone, rozdzielone. Jeszcze nie.

Rzeczy tamtego świata, niespełnione i takie
niepewne, wciąż trwały na swoim tragicznym
miejscu: wstrząsane drgawkami śmiertelnej choroby,
miały jednak korzeń, były na swoim miejscu.
A choć wszyscy błądzili, w tłumie było im raźniej.
Nikt nie pytał – po prostu szli. Spętani, krok za
krokiem posuwali się ku przyszłości,
ku zagładzie, niosąc ciężar nieszczęśliwych
przypadków, grzechów i pomyłek, powiewając
sztandarem pokuty i mądrości pokoleń.
Mimo wszystko wciąż była to mądrość.

W szalonym tańcu wewnętrznie sprzecznych
minut (krótkich a długich jak wieczność,
traconych bez sensu a bezpowrotnie), nie tylko
konie i drzewa umierały, stojąc. I dopóki
ostatnie drzewo nie padło i nie umarł
ostatni koń – żadna minuta nie była ostatnia.
I zawsze ktoś powstał i rzekł: chodźmy!
Jeszcze mamy czas. Dopóki nie stanął zegarek.

Samotny myśliwy 4

Katarzyna Krenz

KK-Gotland2xAkwarela Gotland Katarzyna Krenz

4. Samotny myśliwy

Z kim się związać,
dopóki śmierć nas nie rozłączy –

Komu zaufać, a kogo jak ognia
strzec się o szarej godzinie przed świtem –

Kogo zdradzić z nudów, a kogo
dla zysku oszukać, z przekupnej natury –

Komu zaśpiewać pieśń Schuberta,
pięknie, jak dotąd nikt tego nie uczynił –

Kogo uleczyć, ocalić, pouczyć, gdy drogę
zgubi, a komu w biedzie rękę podać –

Do kogo zawołać: bracie, wrogu,
miłości moja, nie czekaj na mnie!

*

Przyłożył dłonie do ust i zawołał:
Hop, hop, czy ktoś mnie słyszy? Lecz
jego głos zamarł, zdmuchnięty wiatrem.

Pomyślał:

Niepotrzebnie pytam, znam odpowiedź.
Pozbawiony drugiego głosu, nasz głos
jest martwy jak popiół, rozwiewa go wiatr.

Dotknął lewego żebra w miejscu,
gdzie biło mu serce –

Oszalałe. Zrozpaczone. Samotne.