Wigilia vs Puppendienstag

also ein Post mit zwei Beiträgen in zwei Sprachen / jeden wpis ale w dwóch różnych częściach i w dwóch językach

Roman Brodowski

Wieczerza

Stary kalendarz wiszący na ścianie,
Wypełniony naszym doświadczeniem
Przypomina, że święta nadchodzą,
Czas rodzinny – Boże Narodzenie.

Stół nakryty już białym obrusem,
Pod nim sianko skoszone jesienią
I potrawy matczyne, dwanaście…
Zapachniało w domu polską ziemią.

Pod choinką, w gościnnym pokoju
Ozdobioną szklanymi bombkami.
Leżą w worku prezenty świąteczne
Które przywiózł mikołaj…, saniami.

Jeszcze tylko święcony opłatek
Jeszcze tylko modlitwa, życzenia,
I możemy zasiadać do stołu,
W czas jedności, miłości, spełnienia.

Niech za oknem, na bezkresie nieba
Jak co roku, właśnie o tej porze
Śpiewa gwiazda zwiastowania,
Że się w stajni rodzi Dziecię Boże.

Gertraud Pohl ging diesmal mit Christine im Gepäck ins Museum für Völkerkunde und den Markt der Kulturen besucht. So sind ihre Fotos für den Weihnachtsabend entstanden.

DSC09540.webpodwojne2malawigilijnaDSC09535.webDSC09539.webpodwojne1

Z życzeniami

Krystyna Koziewicz

„Z pierwszą na niebie gwiazdą
Bóg w waszym domu zasiędzie.
Sercem Go przyjąć gorącym,
Na ścieżaj otworzyć wrota-
Oto co czynić Wam każe
Miłość, największa cnota…”
JAN KASPROWICZ

…I PRZYCHODZI CZAS, BY ZASIĄŚĆ PRZY WIGILIJNYM STOLE…

mikolaj-kadeweNa całym świecie grudzień jest najbardziej świątecznym w kalendarzu miesiącem, w którym rozpoczyna się nieustające święto zakupów. Pierwszy etap zaczyna się od kupowania prezentów na Mikołaja, którego postać kojarzona jest z brodatym staruszkiem, z torbą wypełnioną prezentami. Ów staruszek, wedle legendy z XV wieku, przemierza świat w saniach zaprzężonych w renifery, wchodzi do domu przez komin i wypełnia dziecięce skarpety zabawkami i słodyczami.
Po pierwszym etapie przychodzi drugi – to pogoń za prezentami „pod choinkę”. To dalszy ciąg zwyczaju wzajemnego obdarowywania się, moment spełniania najskrytszych marzeń… A marzenia ludzie mają przeróżne… Na przykład wnuczka Asia pisze w liście do „Gwiazdki”, że chce, by „babcia wyzdrowiała po ciężkiej chorobie raka…” Kolega z klasy Asi chciałby, aby wszystkie prezenty zostały wysłane do Domu Dziecka… Tylko pozazdrościć rodzicom, że mają dzieci o tak wielkim sercu. To wielki dar od losu! Bo DAJĄC – uszczęśliwiamy samych siebie, bo właśnie w dzieleniu się z innymi odnajdujemy radość. To taki rodzaj dziwnej arytmetyki, w której nie ubywa nam z tego, co mamy, mimo że się tym dzielimy. Przy okazji, niejako, wzbogacamy samych siebie, bo otrzymujemy w zamian coś znacznie droższego, coś, czego nie można kupić za żadne pieniądze świata, czyli – RADOŚĆ osoby obdarowanej, jej UŚMIECH i SERCE.

W wielu domach te oczekiwane cudeńka spoczywają pod choinką. Bywa, że jakieś ciekawskie oczy zajrzą do środka i CZAR niespodzianki gdzieś pryska, generalnie jednak każdy chce dotrwać „pierwszej gwiazdki”, by tradycji stało się zadość. Nawet dorośli z drżeniem serca oczekują tej magicznej wręcz chwili i cieszą się, jak dzieci, gdy wreszcie nadejdzie…

W okresie przedświątecznym wielką radością jest też odświętne dekorowanie całego domu. Czarowne są te wszystkie fantazyjnie migocące światełka, kolorowe ozdoby choinkowe oraz pieczenie ciast różnej maści, a potem także gotowanie wigilijnych potraw. Co jak co, ale nie da się uciec od tego wszystkiego, co stało się już odwiecznym rytuałem i wciąż trwa. Bo to magiczny i pełen wzruszeń czas. W tę niezwykłość, jaką są Święta Bożego Narodzenia, wpisane są cudowne aromaty, których pełno snuje się po kątach wypucowanego mieszkania Któż oprze się egzotycznym zapachom cynamonu, kardamonu, gorących pierników, gotowanych uszek z grzybkami, smażonego karpia, którego zapach mile łechce nasze zmysły…? Na to wszystko nakłada się pachnące igliwie choinki i cieszący oczy widok palących się świec. Świąteczna krzątanina udziela się wszystkim i szczęśliwy jest ten, kto nie musi myśleć, z kim zasiądzie do wigilijnego stołu.
Nietrudno jest więc zgadnąć, z czym kojarzą się Polakowi Święta Bożego Narodzenia. To przede wszystkim bliskie spotkania przy stole, dzielenie się opłatkiem,”pierwsza gwiazdka”, prezenty pod choinką, kolędnicy, pasterka i… zapachy, zapachy i jeszcze raz zapachy, które pamięta się przez całe życie i do których się niezmiennie tęskni.

Kochani, ŚWIĘTA zbliżają się milowymi krokami… Już są za progiem…Więc…

„ZATRZYMAJCIE SIĘ NA CHWILĘ W GONITWIE CODZIENNYCH SPRAW.
UCISZCIE MYŚLI.
JEŚLI UDA WAM SIĘ WSŁUCHAĆ W CISZĘ SWEJ DUSZY, TO NA PEWNO USŁYSZYCIE PUKANIE DO DRZWI.
TO BÓG PRZYNOSI WAM SWEGO SYNA, ABYŚCIE GO PRZYJĘLI.
ZAPALCIE ŚWIECĘ, USIĄDŹCIE PRZY WIGILIJNYM STOLE, PODZIELCIE SIĘ OPŁATKIEM I ŚWIĘTUJCIE, ŚWIĘTUJCIE, ŚWIĘTUJCIE…”

MAŁGORZATA STOLARSKA

Poesie / August von Platen

Weihnachten bei Avantgardisten. 1914

Dr. Lidia Głuchowska, unsere Fachfrau für Kunst überhaupt und für Kunst der Moderne und der Avantgarde insbesondere, stellt uns die Zeitschrift Die Aktion vor, eine von Franz Pfemfert von 1911 bis 1932 herausgegebene literarische und politische Zeitschrift, die dem Expressionismus zum Durchbruch verhalf und für eine undogmatische linke Politik stand. Die Aktion bereitete immer spezielle Weihnachtsseiten für jeweilige Dezemberausgabe vor. Mit viel moderner Graphik und Dichtung. 

In der Ausgabe vom Dezember 1914 finden wir unter anderem das Gedicht Christnacht von August von Platen (1796 – 1835),  der in Polen von allen wegen seiner Polenlieder sehr bekannt ist.

1914-3
1914-4
Christnacht

Der Engel der Verkündigung:

Seraphimsche Heere,
Schwingt das Goldgefieder
Gott dem Herrn zur Ehre,
Schwebt vom Himmelsthrone
Durchs Gewölk hernieder,
Süße Wiegenlieder
Singt dem Menschensohne!

Ein Hirte:

Was seh’ ich? Umgaukelt mich Schwindel und Traum?
Ein leuchtender Saum
Durchwebt den azurnen, ewigen Raum,
Es schreiten die Sterne des Himmels entlang,
Mit leisem Gesang,
Der seligen Scharen musikalischer Gang.

Chor der Hirten:

Die Engel schweben singend
Und spielend durch die Lüfte,
Und spenden süße Düfte,
Die Lilienstäbe schwingend.

Chor der Seraphim:

Wohlauf, ihr Hirtenknaben,
Es gilt dem Herrn zu dienen,
Es ist ein Stern erschienen,
Ob aller Welt erhaben.

Chor der Hirten:

Wie aus des Himmels Toren
Sie tief herab sich neigen!

Chor der Seraphim:

Lasst Eigentriebe schweigen,
Die Liebe ward geboren!

Der Engel der Verkündigung:

Fromme Glut entfache
Jedes Herz gelind,
Eilt nach jenem Dache,
Betet an das Kind!

Jener heißerflehte
Hort der Menschen lebt,
Der euch im Gebete
Lange vorgeschwebt.

Traun! Die Macht des Bösen
Sinkt nun fort und fort,
Jener wird erlösen
Durch das Eine Wort.

Chor der Hirten:

Preis dem Geborenen
Bringen wir dar,
Preis der erkorenen
Gläubigen Schar.

Engel mit Lilien
Stehn im Azur,
Fromme Vigilien
Singt die Natur.

Der den kristallenen
Himmel vergaß,
Bringt zu Gefallenen
Ewiges Maß!

Der Engel der Verkündigung:

Schon les’ ich in den Weiten
Des künft’gen Tages bang,
Ich höre Völker schreiten,
Sie atmen Untergang.

Es naht der müden Erde
Ein frischer Morgen sich,
Auf dieses Kindes “Werde”
Erblüht sie jugendlich.

Chor der Seraphim:

Vergesst der Schmerzen jeden,
Vergesst den tiefen Fall,
Und lebt mit uns im Eden,
Und lebt mit uns im All!

Stare papiery 6: Wigilia mojego dzieciństwa

Regina Mikielewicz z berlińskiego miesięcznika “Akcenty” poprosiła mnie o kilka słów na temat “mojej Wigilii”. Napisałam, wyszło trochę więcej niż kilka słów.

Ewa Maria Slaska o Irenie Kuran-Boguckiej i Dariuszu Boguckim (Wpis ze zdjęciem prawie ślubnym)

Wigilia u mnie to praktycznie rzecz biorąc wigilia z mojego dzieciństwa, czyli wigilia Boguckich, bo Mama chyba do tradycji wigilijnej nic nie wniosła. Tradycje ustaliła Mama mojego Ojca, Babcia Mita Krynicka, a Ojciec ją tylko z kawalersko-żeglarską fantazją urozmaicił eksperymentami w zakresie tworzenia mazurków wigilijnych. Dokładnie tak: mazurki wigilijne. To był niewątpliwie hit kulinarno-cukierniczy, a wyższość świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy polegała na tym, że w mazurkach wigilijnych więcej było orzechów i czekolady, czyli było to dokładnie to, “co tygrysy lubią najbardziej”.

rodzice-rocznica-slubuRodzice, 10 rocznica ślubu czyli święta Bożego Narodzenia 1958
zdjęcie zrobione w jakimś obcym mieszkaniu, bo My…
My mieliśmy kaloryfery. I od jakichś dawnych czasów – telefon, ale nie wiem, czy już wtedy.

Tak poza tym – potraw było dwanaście, o sianie pod obrusem nikt najczęściej nie pamiętał, na stole stał pusty talerz dla zdrożonego wędrowca, a na choince wisiały czarodziejskie ozdoby, jakich w żadnym innym domu nigdy nie widziałam – kryształy z poniemieckich kandelabrów. Poniemieckich – w końcu mieszkaliśmy w Gdańsku.

No i wreszcie, jakie to były wigilijne potrawy? Przede wszystkim – żadnych śledzi ani, Boże uchowaj, sałatek z majonezem. Barszcz, w najdawniejszym dzieciństwie – z ziemniakami, potem, gdy ja już też z Ojcem gotowałam, z uszkami. Barszcz gotowała Mama, ale na pewno nigdy nie kleiła żadnych pierogów, ani dużych, ani małych.

Czyli po kolei:

1/ Barszcz z uszkami
2/ Kapusta wigilijna z grzybami
3/ Karp pieczony
4/ Karp gotowany, polany masłem i posypany posiekanym jajkiem na twardo
5/ Ryba w galarecie (chyba dorsz)
6/ Kulebiak z ciasta kruchego z kapustą

Wtedy następowała przerwa na wręczanie prezentów, co było zajęciem bardzo długim, bo prezentów przygotowywaliśmy mnóstwo, wszyscy dla wszystkich, dużo z nich było albo własnoręcznie wykonanych albo odznaczało się jakimś pomysłem lub dowcipem. Na przykład trzy gumowe maty na biurko – podkładki pod maszyny do pisania – podarowane przez Tatę Eryce, Olimpii i Remingtonowi czyli trzem naszym maszynom do pisania. Zawieszki na prezenty też wykonywaliśmy sami i nawet ja przed świętami potrafiłam się wykazać talentem do rysunku. Na każdym prezencie musiał być dowcipny opis osoby obdarowywanej, czasem zagadka, od kogo, dla kogo, często wierszyki, które mistrzowsko układała Mama. Jeden z nich przeczytać można TU.

Po przerwie lub, ewentualnie już podczas rozdawania prezentów, następowały potrawy na słodko.

7/ Kompot wigilijny
8/ Mak z miodem i bakaliami (bez klusek, ciastek, kaszy i innej paszy objętościowej!)
9/ Sernik
10 – 11/ Mazurki wigilijne
12/ Bakalie, czekoladki, pierniczki

Czy muszę dodawać, że ani mak, ani barszcz, ani kompot wigilijny nie smakują dziś tak, jak smakowały ponad pół wieku temu? I to chyba nie tylko dlatego że wszystko we wspomnieniach jest lepsze od rzeczywistości. Po prostu, obiektywnie rzecz biorąc, jedzenie nie smakuje dziś tak jak kiedyś. Podobno ćwierć wieku temu rocznie zjadaliśmy w pożywieniu 3 kilogramy środków chemicznych, a dziś zjadamy 25 kilo.

W następną sobotę drugi odcinek opowieści o archiwum – oszczędność papieru

Narodowe Święto Niepodległości

Krystyna Koziewicz

Dzień 11 listopada został ustanowiony świętem państwowym w 1937 roku. W latach 1939-44 podczas okupacji hitlerowskiej oraz w okresie od 1945 do 1989 roku, w czasie rządów komunistycznych, obchody święta były zakazane. Dopiero w roku 1989, ustawą Sejmu, przywrócono to święto i od tego roku Święto Niepodległości jest najważniejszym świętem państwowym.

Jak co roku świętujemy rocznicę odzyskania niepodległości także wśród Polaków za granicą. Dla wielu to być może to dzień mądrej refleksji nad patriotyzmem, narodem, państwowością, może to być dzień radości z bycia Polakiem. W Polsce obchody Niepodległości jeszcze nie doczekały się charakteru wesołego świętowania, jak to bywa w Niemczech czy Stanach Zjednoczonych.  Choć…. już zaczyna się coś zmieniać. Gdy Bronisław Komorowski został prezydentem, zapoczątkował akcję z biało czerwonymi kotylionami, które w tym dniu nosi coraz więcej ludzi. Idea zdaje się być trafiona w dziesiątkę. Z kolei w tym roku z inicjatywy kustosza Muzeum Józefa Piłsudskiego z Sulejówka zainicjowano akcję wysyłania kartek „Mamy Niepodległą”. Dobrze się stało, że to sympatyczny gest ma sprawić, że udzie zapamiętają nazwisko wielkiego wodza w walce o Niepodległość Polski.

pilsudski1Tu uwaga na marginesie – muzeum w Sulejówku znajduje się w stanie wymagającym natychmiastowego remontu. Doprawdy wierzyć się nie chce, że do tej pory nie znalazła się żadna opcja polityczna, która by godnie uhonorowała miejsce pamięci bohatera Polski Niepodległej. A tylu przecież mamy polityków, którzy deklarują się jako patrioci i następcy wielkiego wodza.

pilsudskiWróćmy jednak do sprawy obchodów, bo jakoś mnie żywo ten problem obchodzi. Na Zachodzie z okazji świąt państwowych przedstawiciele rządu i parlamentu rytualnie składają wieńce pod pomnikami, oddając hołd bohaterom oraz poległym w wojnie żołnierzom i cywilom. Odbywają się uroczyste msze, koncerty muzyki klasycznej narodowych kompozytorów, ale po tej części oficjalnej organizuje się dla społeczeństwa – na koszt państwa! – festyny uliczne z muzyką i to wysokiej klasy. W tym roku w Berlinie pod Bramą Brandenburską odbywał się wielki festyn z okazji Pojednania Niemiec. Jego częścią był koncert dla miliona berlińczyków. Na scenie występował znany austriacki wokalista Udo Jürgens. W przerwach pomiędzy piosenkami opowiadał publiczności rewelacje o pani kanclerz Niemiec. I co się okazało? Pani kanclerz osobiście zadzwoniła do artysty z prośbą o udział w koncercie. Artysta myślał, że ktoś sobie żartuje, a telefon okazał się prawdziwy. Podana informacja wzbudziła wielkie zaskoczenie i radość, że na najwyższych szczeblach władzy myśli się o zwykłym człowieku.

My również mamy powody do radości, bo oto nasz obecny ambasador Jerzy Margański, a wcześniej jego poprzednicy także kroczą drogą pani Merkel i z okazji świąt narodowych organizują dla Polaków zamieszkałych za granicą koncerty, gdzie można posłuchać polskich kompozytorów w wykonaniu najlepszych muzyków. W tym roku, 15 listopada z okazji Święta Niepodległości w godzinach wieczornych Ambasada RP w Berlinie zaprasza Polonię na koncert muzyki klasycznej w wykonaniu Fair Play Quartet, który wykona utwory Bacha, Mozarta, Rachmaninowa, Bacewicz, Chopina, Lutosławskiego i Panufnika. Koncert odbędzie się historycznej auli radia RBB.

Natomiast w przeddzień święta Niepodległości w Deutsche Oper Berlin Ambasada Polska w Berlinie oraz Fundacja Fryderyka Chopina organizują uroczysty koncert chopinowski w wykonaniu pianistki Agnieszki Przemyk-Bryła i wiolonczelisty Tomasza Strahla.

Po koncercie, tradycyjnie odbędą się rauty, na których na pewno nie zabraknie zapalczywych dyskusji Polsce, Polakach, Polonii, Niemczech, rodzinie i wydarzeniach z ostatniego okresu. Ot, zwykłe Polaków rozmowy.

A tymczasem, a tymczasem w Polsce…

10 listopada w Warszawie PiS połączy comiesięczny marsz pamięci ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej z uczczeniem 95 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. W Krakowie z kolei po mszy odbędzie się przemarsz z Wawelu przed Krzyż Katyński. Gorzów: godz.12.20 – 13.00 formowanie kolumny i przemarsz uczestników Mszy z Katedry pod pomnik Józefa Piłsudskiego. W Bochni o godz. 15.30 nastąpi przemarsz pod Pomnik “Poległym za wolność 1914-1920″, gdzie zostanie odśpiewany hymn państwowy, zostaną wygłoszone okolicznościowe przemówienia, zostaną złożone kwiaty oraz odbędzie się Apel Poległych. Na koniec ok godz. 17.00 w paradnym przemarszu uczestnicy obchodów przejdą do Państwowej Szkoły Muzycznej w Bochni na Wspólne Bochnian Śpiewanie “Na patriotyczną nutę”. Co w Piszu nie ma co opowiadać, bo wystarczy zdjęcie…

img-1467-192780Oczywiście nie wszędzie w Polsce tak jest. W Poznaniu głównym tematem obchodów będzie święty Marcin i słynne marcińskie rogale. W Warszawie zostanie między innymi zorganizowana rockowa jazda harleyów, a w Gdańsku parada przebierańców. To prawda, jest coraz lepiej, bo różnorodnie, ale mimo to wciąż jeszcze królują w Polsce marsze, przemarsze, parady (te na poważnie) i defilady (również na poważnie). Tak jakby czas się zatrzymał, jakbyśmy nie weszli w wiek XXI, albo jakbyśmy przenieśli się na Wschód, bo to tam spotkać jeszcze można pochody i przemarsze. W Chinach, w Rosji, w Korei.

No i w Polsce.

Zaduszki

zaduszki4 Roman Brodowski

Zaduszki

Szarojesienny, wilgotny wiatr
Tańczący w alejkach cmentarnej,
Zamkniętej ludzką historią,
Unoszonej zapachem niebytu, ciszy

Krzyże wpatrzone w płonące znicze
Biało-żółte kwiecie chryzantem,
Świeżo zerwane gałązki świerku
I ledwo słyszalny głos przemijania.

Melancholia stojąca przy grobach
Zmarznięte dłonie splecione pokorą
I modlitwa za spokojny sen bliźnich
Wysłana nadzieją zmartwychwstania.zaduszki1

I Oni, – przywołani mrokiem pamięci,
Powracający jesienną mgłą tęsknoty,
By odejść z nastaniem chłodnej nocy

– Jak dobrze mieć wspomnienia –

Berlin, 28.10.2012

Lekcja historii

Pośród zmurszałych drzew
W zapomnianej przestrzeni
Leżą otulone wiatrem historii
Świadkowie epoki – krzyże

Na pokrytym mchem granicie
Wyryty ledwo widoczny napis                  zaduszki2
I jakieś cyfry, tajemnicza data,
Na której rozłożyły się ślimaki.

I nikt by nie wiedział o śpiącej
Wiecznym snem przeszłości
Gdyby nie płonące znicze
Na zielonych gałązkach świerku.

Gdyby nie dzieci stojące obok.
Patrzące pokorą ciepłych serc
Na przytulone do chłodu ziemi
Tajemnice wiecznego przemijania.

Berlin, 29.10.2013

Mateńko

Drzwi do raju jeszcze daleko.zaduszki3
Moja historia nadal płynie,
A ja już czekam Mateńko
Kiedy obudzisz się ze snu.

Pamiętasz?

Przytulony do twojej piersi
Do twojej matczynej miłości
Karmiłem się mlekiem prawdy
Płynącym z twojego wnętrza

A gdy wyrosły mi skrzydła
Wyfrunąłem w bezkres świata
W celu poznania sensu bytu,
Poznania drogi przeznaczenia

Pamiętasz?

Dałaś mi palto na pożegnaniezaduszki5
Uszyte siłą twojej wiary,
Talizman na ciężkie chwile
By chronił moje zwątpienie.

Błądziłem po nieboskłonie
Szukając przystani na wieczność.
Pływałem po morzach bezsensu
Po dogmatycznych tajemnicach…

Pamiętasz?

Ja szukałem Boga pośród ludzi,
Szukałem w ludziach Jego światła,
A gdy nie znalazłem, odszedłem
Niespełniony jak syn marnotrawny…

Tyle już czasu minęło Mateńko
A ja nadal nie pojmuję nadziei,
Codziennie modlę się o wczoraj.
Codziennie szukam Cię wśród zniczy

Berlin, 30.10. 2011                                                                                                Fotos: Ania

Reblog: Ciasteczka św. Jadwigi

257px-Hedwig_von_andechsWczoraj miała imieniny, ale dziś też. Kościół obchodzi jej święto przez dwa dni.  Jadwiga! Pisałam o niej dokładnie rok temu na blogu QRA czyli Nowa Kura, kuchnia i kultura. W zarozumiałości swej uważam po roku, że wpis był ciekawy, a ponieważ mam nowych czytelników pozwalam go sobie tutaj zreblogować, a też i uzupełnić.

Jadwiga czyli Hedwig jest patronką Berlina. Dlatego też patronuje największej świątyni katolickiej w tym mieście. Sankt Hedwig Kathedrale – katedra św. Jadwigi w Berlinie leży w samym centrum miasta, na Bebelplatz (tu palono książki w 1933 roku), na przeciwko Uniwersytetu przy ulicy Unter den Linden. Główny kościół katolicki Berlina, od roku 1927 biskupstwo, od roku 1972 – siedziba arcybiskupa, a przy tym świątynia, która wielorako wiąże się z Polską.

Patronką katedry jest Jadwiga Śląska (1174 – 1243), księżniczka niemiecka z Andechs, żona Henryka Brodatego i matka Henryka Pobożnego. Była, jak wiele średniowiecznych księżniczek, prawdziwą Chrześcijanką. Ufundowała liczne kościoły i klasztory, w tym pierwszy polski klasztor kobiecy w Trzebnicy, ale przede wszystkim słynna była z umartwień i pomocy, jaką niosła chorym i biednym. Zmarła w roku 1243, w roku 1267 została kanonizowana. Czczona jako patronka Polski i Śląska.

Nota bene “nasza” święta Jadwiga czyli Królowa, żona Władysława Jagiełły, otrzymała imię po księżniczce z Andechs.

800px-Sankt_Hedwigskathedrale_Bebelplatz_2Król Prus Fryderyk II Wielki ufundował katedrę berlińską pod jej wezwaniem, co nie było działaniem ot takim sobie. Fryderyk przeprowadził w ciągu swego panowania trzy wojny śląskie, które doprowadziły do przyłączenia Śląska do Prus. Jednakże oderwany od Królestwa Czeskiego czyli Austrii Śląsk nie był zachwycony nową przynależnością państwową. Zgoda na budowę kościoła katolickiego w protestanckim mieście i lokalna śląska patronka miały pozytywnie nastroić niechętnych śląskich katolików do protestanckiej władzy. W latach 1747 – 1773 zbudowano wielki kościół, a Jadwigę ogłoszono patronką całego miasta. Budowa trwała długo, bo prawie trzydzieści lat, a to dlatego, że wciąż brakowało pieniędzy. W całych Niemczech zbierano datki, miała się też odbyć loteria fantowa w celu pozyskania funduszy. W pewnym momencie berlińscy Żydzi zaproponowali nawet królowi, że odkupią budowlę i zamienią ją w synagogę.

Świątynia została wzniesiona na wzór rzymskiego Panteonu czyli w stylu klasycystycznym, a konsekrował ją 1 listopada 1773 roku zaprzyjaźniony z królem Fryderykiem arcybiskup gnieźnieński, Ignacy Krasicki. Tak, ten sam, nasz wielki książę poetów… Nie obyło się zresztą bez głosów krytyki, że co Polakowi do katedry w Berlinie… Gdy umarł, został tu pochowany, a ciało jego przeniesiono do Gniezna dopiero w roku 1829.

Zgodnie z informacjami portalu Kocham historię w katedrze odbyła się msza żałobna z okazji śmierci Piłsudskiego. Marszałek zmarł 12 maja 1935 roku. W kilka dni później człowieka, którego widać na zdjęciu (mam wrażenie, że każdy z nas bez trudu rozpoznaje tego człowieka), zażyczył sobie, żeby i w Berlinie zorganizować mszę żałobną. Trumna na zdjęciu ma charakter symboliczny.

Ciekawe, że mszę zorganizowano w kościele katolickim, mimo iż Piłsudski, urodzony w rodzinie katolickiej, był formalnie ewangelikiem. Na stronie Apostazja.info czytamy: Piłsudski przeszedł z religii katolickiej na luteranizm 24 maja 1899 roku w parafii w Łomży, a powodem były plany matrymonialne. Marszałek mógł się dzięki temu ożenić z Marią Juszkiewiczową – rozwódką wyznania ewangelicko-augsburgskiego. Inne fakty z późniejszego życia marszałka mogą (ale nie muszą, gdyż nie jest znany żaden ważny kanonicznie akt rekonwersji) świadczyć o tym, że marszałek wrócił na łono Kościoła rzymskokatolickiego (ślub z drugą żoną w 1921 roku odbył się w rycie katolickim, Piłsudski otrzymał też katolickie ostatnie namaszczenie).

Podczas wojny katedra została zniszczona, po wojnie odbudowana. W krypcie znajduje się grób bł. Bernharda Lichtenberga, tutejszego proboszcza w latach 1938-1941 – obrońcy Żydów. Lichtenberg został aresztowany w październiku 1941 roku, w maju 1942 roku skazano go na dwa lata więzienia. Zmarł w drodze do obozu w Dachau, 5 listopada 1943. W dniu 23 czerwca 1996 roku na stadionie olimpijskim w Berlinie papież Jan Paweł II dokonał jego beatyfikacji.

Niestety kościół św. Jadwigi ma, jak każda instytucja, również niechlubne karty na swym koncie, które, jak dotąd, skrzętnie przemilcza. Gdy w roku 1941 parafie berlińskie postanowiły, nie przymuszane przez nikogo, wspólnie zorganizować obóz pracy dla robotników przymusowych z Rosji i Ukrainy, w inicjatywę zaangażowało się 39 parafii ewangelickich i trzy katolickie, w tym również parafia katedry św. Jadwigi. W kościelnym obozie pracy przetrzymywano 100 robotników, wykorzystywanych do wykonywania ciężkich prac na cmentarzach, w tym przeprowadzania szybkich pochówków ofiar bombardowań. Jeżeli gdzieś na berlińskich cmentarzach zobaczymy takie szeregi grobów, to mogło się zdarzyć, że wykopali je niewolnicy pracujący dla kościoła chrześcijańskiego.

kriegsgraeberWięcej na temat kościelnego obozu pracy TU.
Kościół św. Jadwigi to jedno z niewielu miejsc w Berlinie, gdzie katolik może wziąć udział w typowych obrzędach, nieznanych ewangelikom. Organizuje się tu na przykład procesje z okazji Bożego Ciała. Na zdjęciu taka procesja w roku 1929.

procesja
148938-bigfix-omas-hedwigs-hefekekseA tu już wreszcie tytułowe ciasteczka świętej Jadwigi, jeden z wypieków, jakich ongiś wiele było w kościołach – nazywały się rogale świętego Marcina, ciastka migdałowe świętego Jana, herbatniki Mikołaja, ciastka świętej Łucji lub chleb świętej Agaty. Pieczono je w klasztorach i w dzień wspominania świętego patrona rozdawano biednym.

Ciastka Jadwigi w dniu 15 i 16 października.

319px-Hedwig_Cella_Bad_Zell_ATCiasteczka te noszą też nazwę Hedwigssohlen czyli… podeszwy Jadwigi i taki też powinny mieć kształt – kształt stópek. Owe bose stopy świętej Jadwigi – to część jej legendy. Księżna umartwiała się i nie nosiła butów nawet w najgorsze mrozy. Książę małżonek miał być ponoć niezadowolony z tego, że jego żona chodzi boso i wymógł na niej obietnicę, że będzie nosiła buty. Jadwiga przyrzekła i odtąd zawsze nosiła buty w ręku lub przewieszone na sznurku przez ramię. Na wizerunkach przedstawia się ją boso, często z butem w ręku.

ciasto
125 ml letniego mleka
4 łyżki cukru
1 łyżeczka drożdży suszonych
1 cytryna
250 g mąki
4 łyżki masła
1/2 łyżeczki soli
1 jajko

polewa
2 łyżki śmietany
1 żółtko
cukier kryształ

Wymieszać mleko z łyżką cukru i drożdżami, odstawić na około pół godziny. Mieszanina powinna tworzyć bąble.

Otrzeć skórkę z połowy cytryny. Dodać wszystkie składniki ciasta do masy drożdżowej i zagnieść lekkie ciasto. W razie potrzeby dodać trochę letniej wody, jeśli ciasto jest za gęste lub trochę mąki, jeśli wydaje się nam zbyt płynne.

Ciasto odstawić do wyrośnięcia na 45 minut w ciepłym miejscu. Podzielić ciasto na 16 kawałków, rozwałkować na grubość pół centymetra, uformować w kształt stopy.

Stópki ułożyć na blasze i pozwolić im odpocząć przez 20 minut. Piec w nagrzanym piekarniku w temperaturze 200° C przez 15 minut. W tym momencie stópki powinny już być pięknie złociste. Posmarować ciastka śmietaną wymieszaną z żółtkiem, posypać cukrem i piec jeszcze przez 5 minut.

Smacznego.

Uwaga – dla Niemców dzisiejszy dzień wiąże się z Bitwą Narodów czyli zwycięstwem nad Napoleonem. W tym roku jest to 200 rocznica i hucznie się ją obchodzi. Bitwa trwała kilka dni, zaczęła się 16 października i zakończyła 19, przy czym miało wtedy też miejsce zdarzenie ważne – co najmniej symbolicznie – dla historii Polski i polskiej mitologii.  Zajmiemy się tym tematem w stosownym czasie, czyli 19 października. A na razie ci co mają ochotę, mogą odpowiedzieć, o jakim zdarzeniu tu myślę – na pytanie odpowiedziała Julita: chodzi o śmierć księcia Józefa Poniatowskiego w nurtach Elstery.

Nota bene dla Polaków dzień ten też ma w tym roku jeszcze dodatkowe znaczenie – 16 października 1978 roku, 35 lat temu, Karol Wojtyła został wybrany na papieża i przybrał imię Jana Pawła II.  

Urorurodziny

Dorota Cygan

Lista możliwych prezentów na urodziny Ewy

uzupełniona przez Ewę Marię Slaską
o możliwy (jeden, ale ważny) prezent na urodziny Doroty

– A może tak MAŁA PODRĘCZNA KOPARKA? (na wykopaliska pamięci radosnej i zakopaliska smutków i afrontów). Uwaga: możliwe zastosowanie niestandardowe: do kopania w tyłek niespiesznych gratulantów

narz3-bagger– A może tak PŁUG spulchniający poletko zawodowe? Alternatywnie można użyć NAS jako robaczków – naturalnych spulchniaczy

– A może tak GRABIE do przeczesania starych zleżałych znajomości – może niespodziewanie pod skorupą suchych frazesów kwitnie coś nowego?

narz1– A może tak MŁOTEK wielofunkcyjny na czarownice? Lub gumowy do postukania się w głowę przed podjęciem kolejnego bezpłatnego zlecenia na przedwczoraj? Lub też do zgadnięcia cytatu z klasyki (”a gdybym był młotkowym?”). Lub też do uzupełnienia zaimprowizowanej flagi ZSRR w ramach lekcji poglądowej dla Najmłodszego?

– A może tak ŁAWKOWIEC? Do pomalowania szybko ławki, na której przysiadł się nieproszony gość i zakłóca ciszę myśli (malować należy oba boki, by nie przysiadł się z drugiej strony). Lub do wytapetowania sypialni cytatami z marzeń sennych wolnych od freudowskich uprzedzeń. Lub dla lepszego wyobrażenia sobie, co czuł Tom Sawyer, gdy miał malować płot (= do przyjęcia jego strategii, najlepiej natychmiast)

– A może tak WIERTARKA? By dowiercić się sensu życia. Lub się bronić, gdy inni wiercą dziurę w brzuchu. Albo by wywiercić w drzwiach judasza i nie wpuszczać stada głodnych wilków, a jedynie pojedyncze pokorne owieczki (najedzone!)

– A może tak KLUCZ ANGIELSKI? Pomocny przy precyzyjnym dopasowywaniu słów w tekstach, przydatny również do scrabble’a.

narz2– A może tak SITO archeologiczne / budowlane do odsiewu zdrowych i mniej zdrowych znajomości, myśli, czynności i wiadomości, tudzież nonsensownych życzeń urodzinowych i wyławiania okruchów sensu, z których da się skleić stabilny gmach tak zwanego światopoglądu, w którym bezpiecznie skryła się jedyna sensowna zasada na świecie, dla Ewy niestety szkodliwa: miłość bliźniego, do której pewnie niedługo zapukam znów, pytając, czy się nie nudzi i ma przypadkiem nadmiar czasu.

Po co ten wywód? Żeby Ci przekazać najważniejszą mądrość cygańską: że całe nasze skomplikowane życie można obrobić używając NARZĘDZI PROSTYCH. Zatem spośród nich dostajesz w prezencie jedno, na które daje się znaleźć uzasadnienie  e m o c j o n a l n e: HECKENSCHERE do Twojego projektu uczuciowego pt. OGRÓD. Zatem życzę Ci viel SPASS – SPIEL – ÜBERRASCHUNG (dla mnie) razem z Najmłodszym, licząc, że efekt Waszej pracy pozwolicie mi czasem obejrzeć.

malysmiley

Serdeczności cygańskie

narz-4Takie życzenia, napisane odręcznie, otrzymałam na urodziny wraz z dużymi NOŻYCAMI DO CIĘCIA ŻYWOPŁOTÓW i innych krzy i haszczy.

A ponieważ my wszystkie, Lidia, ja i Dorota, jak widać z wpisów i wypisów, w tej właśnie kolejności, jesteśmy istotami ze znaku Panny, Dorota też ma panieńskie urodziny i to dziś. Pomyślałam sobie, że skoro nasza dzisiejsza solenizantka już napisała takie piękne życzenia, które należy upowszechnić, by zastąpiły kotki w różowych koszyczkach, urocze dzieci z balonikami i bukiety kwiecia polnego, ogrodowego i szklarniowego… Otóż więc, skoro Dorota już napisała takie piękne życzenia, to je jej w jej urodziny odrzucę jak piłeczkę ping pongową, dodając jednakże od siebie jeszcze jedno narzędzie nie tylko proste ale po prostu najprostsze, zaliczające się do tzw. maszyn filozoficznych wg Terry Pratchetta, do których należą, jeśli dobrze pamiętam klasykę, drąg czyli dźwignia oraz równia pochyła. Podobno wymyślili je filozofowie greccy i poinformowali, że działanie wszystkich innych maszyn, w tym korby, przekładni, śruby i nanorobota, można wyjaśnić, posługując się zasadą działania drąga i równi pochyłej. A drąg to przecież KIJ.

erdmann1Zatem Doroto, a może tak KIJ, urządzenie wielofunkcyjne, oczywiście przede wszystkim do zawracania Wisły, do popychania łodzi płaskodennej na tejżeż, do młocki oraz bicia tych i owych, ewentualnie również pałką, do podpierania się, połykania w celu uzyskania sztywności kręgosłupa, by się nie kłaniać byle komu, sięgania po orzech kokosowy tam, gdzie wzrok nie sięga, wykorzystania jako trzonka do grabi, łopaty i kilofa, a nawet przecież młotka, mierzenia i wymierzania, zamierzania się na zamierzenia, wymachiwania nad głową, noszenia flagi lub transparentu, zwłaszcza typu „PRECZ”, co może być wielce pomocne przy opędzaniu się od pijawek. Czego Ci najserdeczniej życzymy:
Cała Redakcja
Twoje zagorzałe wielbicielki z Fan Clubu Doroty Cygan
Filozofowie (na pewno)
Oraz
Reszta Świata (nie pytana o zdanie)

Reblog: Jom Kippur

10. Tischrei 5773 / 13.-14. September 2013

Dieser Tag ist der heiligste Tag im jüdischen Jahr. Im Buch von Meike Winnemuth fand ich die Beschreibung des Tages 2011. Es war so. 2010 gewann Meike bei Günter Jauch eine Halbe Million Euro und flog (fast) gleich los. Ihr Projekt für 2011 war: 12 Städte in 12 Monaten. Sydney, Buenos Aires, Mumbai… Im Oktober war sie in Tel Aviv.

Gegen drei bin ich endlich aus dem Haus gekommen, ich musste noch was fertigschreiben. Morgen ist Jom Kippur, jetzt besser schnell noch was einkaufen, dachte ich. Und stand dann mit offenem Mund auf einer menschenleeren Straße vor verschlossenen Geschäften. Auf der Straße, denn Autos fuhren zu diesem Zeitpunkt in etwa so viele wie sonst gegen drei Uhr nachts.

Straßen leer, Geschäfte zu, Restaurants geschlossen, selbst der Strand war verlassen – über diesem Freitagnachmittag, dem Vorabend zum höchsten jüdischen Feiertag, lag eine Stimmung wie frischgefallener Schnee. Die Welt ist wie ausgeknipst und in Watte gepackt, so leise. Ich glaube, ich hatte zuletzt 1973, am autofreien Sonntag während der Ölkrise, ein ähnlich entrücktes Gefühl mitten in einer Stadt.

Zu Jom Kippur hält das Land den Atem an. Selbst normalerweise nicht so Strenggläubige fasten für 25 Stunden und trinken nicht mal Wasser, es fahren keine Busse und Bahnen, das israelische Fernsehen stellt seinen Sendebetrieb ein, es ist der Tag der Ruhe und Reue, und er beginnt mit dem heutigen Sonnenuntergang. Weitere Regeln: kein Sex, keine Lederschuhe, weiße Kleidung. Der Tag wird in der Synagoge verbracht, mit einer Unterbrechung am Nachmittag für ein kleines Nickerchen.

Schon am normalen Sabbat befolgen viele das Gebot, am siebten Tag zu ruhen und nicht zu arbeiten. Gar nicht. Das bedeutete unter anderem früher: kein Feuer anzuzünden. Heute: kein Auto zu fahren (der Zündfunke), kein Licht anzumachen, nicht zu kochen. Ob Elektrizität erlaubt ist oder nicht, ob man einen Kühlschrank öffnen oder den Aufzug nehmen darf, also um alle Probleme, die alte Lehre in das moderne Leben zu übersetzen, darum gibt es viele – und viele lustvolle – Debatten.

Doch wie immer, wenn der offizielle Betrieb ruht, beginnt ein geheimes zweites Leben. Heute, am Vorabend von Jom Kippur, drangen Kinderrufe hoch in meine Wohnung. Irgendwas war auf der Straße los. Ich ging noch einmal hinunter. Und tatsächlich: Die Kinder erobern sich an diesem Abend auf Fahrrädern, Skateboards, Inlineskates die leeren Straßen zurück so wie wir damals die verlassenen Straßen von 1973. (Übrigens dem Jahr des Jom-Kippur-Kriegs, als Ägypten und Syrien die Feiertagsruhe nutzten, um Israel zu überfallen – aber das ist eine andere Geschichte.) Es ist die entspannte, verspielte, übermütige und überhaupt nicht leise, sondern lebensfrohe Variante von Ruhe, wie ich sie so liebe. Ich habe gerade gegoogelt, ob man am Sabbat eigentlich joggen darf, und die Antwort war: solange es ein Vergnügen ist und keine Anstrengung – ja. Eine Auslegung, mit der ich leben kann.

los-meikewinnemuthMehr über das Projekt von Meike Winnemuth: HIER
Und das Buch (Fragment einer Buchkritik):

Meike schreibt so enthusiastisch, humorvoll und unprätentiös, dass man sofort total mit hineingerissen wird in ihre Geschichten: Ausgelassenes Ukulele-Spielen in Sydney, demotivierender Tango in Buenos Aires, „Take That“ in San Francisco, Totes Meer in Tel Aviv. Von allem bekommt der Leser ein schmackhaftes Stück ab.

Es gibt so viele Stellen, an denen man der Autorin das pure Glück formlich „anliest“ – und auch einige, an denen man ihre Enttäuschung mitfühlt. Doch immer beschreibt sie diesen einen Grundgedanken: Dass jedem von uns die Welt mit all ihren Möglichkeiten offensteht, wenn wir uns nur trauen loszugehen. Und dazu muss man gar nicht bei „Wer wird Millionär?“ gewinnen, denn Meike stellte fest, dass sie die Reise auch ohne das Geld hätte machen können. Sie sei nur nicht mutig genug gewesen, es ohne dieses verrückte finanzielle Sicherheitsnetz zu wagen.

Und noch dazu

Jom Kippur: David Daor, tenor, modli się o przebaczenie / Gebet um Vergebung / Prayer for forgiveness

5774

Schanah towah! Shanah Tovah & Hag sameach!Gutes neues Jahr! Good Year! Gut Johr!
Schanah towah umetukah! Gutes und süßes neues Jahr!
A Good and Sweet Year.
Radosnego i spokojnego świętowania!

Leschana towa tikatewu!
Möget ihr eingeschrieben werden (ins Buch des Lebens) für ein gutes Jahr!
May you be inscribed (in the Book of Life) for a good year.
Abyście byli zapisani na dobry rok

5770

Mascha Kaléko, Kadisz

Krwawy krzyk wznoszą maki nad Polski zielony step
W czerni leśnych ostępów Polski czai się śmierć.
Pożółkłe stogi gniją,
Ci, co je siali, nie żyją,
Bledną matki tułacze,
Dzieci wołają z płaczem
O chleb

Ze swych gniazd wygnane ptaki umilkły, żaden nie śpiewa.
Wznosząc w górę gałęzie lamentują drzewa,
A gdy ku Wiśle się chylą z szeptem i szelestem
Na wschód wicher unosi ich rozpaczliwą pieśń,
Z brodatych Żydów modlitewnym gestem.
Drżą rozległe, krwią nasiąkłe ziemie,
Płaczą kamienie.

Kto w tym roku dąć będzie w szofar, jak każe prawo,
Zamilkłym błagalnikom, pod zwiędłą murawą,
Setkom tysięcy, co imion nie mają na grobie,
A tylko Bóg jedyny wie, jak kto się zowie.
Siadłszy na sądzie, trwa z niezłomną mocą,
Aby każdego z Księgi Życia skreślić.
Panie, niech drzew wołanie do ciebie doleci.
Ostatnie światło zapalmy dziś nocą.

Tłumaczyła Irena Kuran-Bogucka

Gierymski_Feast_of_trumpets_IAleksander Gierymski, Święto trąbek I (1884), Muzeum Narodowe w Warszawie