Muzyka i wiersze

Andrzej Rejman i inni

Muzyka Andrzej Rejman, słowa Tadeusz Sadowski

***

Muzyka: Andrzej Rejman, wiersz: Teresa Bogusławska (1929-1945), wykonanie, nagranie i zdjęcie: A. Rejman

***

Music improvised by Mehdi Gholami and Andrzej Rejman, recorded and mixed by Raf Smoliński, video by Piotr Cieślik 2016 Warsaw, location: Quality Studio Warsaw

***

Music by Mehdi Gholami and Andrzej Rejman, artwork by Monika Szambelan Althamer all rights reserved 2013-2016

***

Słowa: Krystyna Wożniak

Boisz się głosu ulicy,
wciśnięta w ścianę chowasz głowę,
fotel i biel obrusa nie wznowią pamięci.

Kiedy rozczesuję Ci włosy,
chowasz kromkę chleba do kieszeni,
mówisz: jestem głodna.

Dzisiaj płakałaś po stracie nieistniejącego psa,
słyszałam, jak rozmawiasz z lalką,
która została pod gruzami stolicy.
Codziennie topnieje twoja twarz.

Nadal nie wiesz, że masz córkę.

Wartości ponadczasowe

Dźwięk kamienia
Wydawnictwo Norbertinum, Lublin, 2016

projekt okładki: Renata Mozołowska

Joanna Szubstarska

Głos

Spięta obręcz lat,
dotyk na twardej skórze,
dojrzałość zastygła,
bursztyn lat pracy nad ego.
Tylko głos pnie się
naśladuje ptaka
rozrywa przestrzeń
topnieje w sanktuariach
w tunelach rozpaczy
rwie ścięgna powietrza
drgający nocną nutą.
O brzasku zbudzony
wylewa krople tchnień
rozciąga linię życia.
Płonie życiem.

Kalejdoskop akcji
zmieniające się klatki nocy i dni
zapełnione pojemniki znaczeń
sensy rozgrzebane w żarze ogniska;
bolące ręce
-świadkowie dźwigania idei,
gdy dzień schyla się ku upojności.

Jak zamknąć dzień
gdy obręcz dwóch naszych światów
nie dopina się,
obydwa zanurzone w półśnie
oczekiwań i płochych spojrzeń.

Jesteśmy ludźmi akcji
układanych w stos dokumentów
kliknięć i treningów.
Omija nas prawda przemijania,
a trwanie nie przyjęło się.
Żyjemy wiadomościami
ze świata i regionu,
nasz byt zasypany cudzym.

Skupienie
napięcie
nacięcie przechodzącej chwili
rozszerzonymi źrenicami.
Przykrycie
płaszczem wahania
uprowadzonych momentów.
Łapanie
oddechów
przebitych troską o byt.
Pochylił się
wobec mojego głosu,
chciał uchwycić mowę,
związać węzłem zrozumienia.
Znaczenie zdania
napotkało na prąd pragnienia.
Zawirowanie sensów i intencji
odepchnęło uwagę,
zwyczajność przeszła korytarzem.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxDla E.
Wzywam Imienia
dla niej
odosobnionej, matki.
Nie patrzy w oczy,
obok,
nie poznaje swojego.
Zastyga w budowaniu
myśli,
nie rozwiąże znaków teraźniejszości.
W trudnej symbiozie
z siostrą
w głębinach świata bezwolne.
Woal dnia wydaje
się pasować
do jej pewnego gestu.
Właśnie wskazała
na przyjaźń,
odległą przestrzeń.
Jutro wstanie
ze snu
i kamień obróci w siłę.

Ze śpiewnika patriotycznego

Roman Brodowski

Słowa Roman Brodowski / Muzyka & wokal Andrzej Klukowski

Ojczyzno

1. Nie oddajmy naszej Polski Kaczyńskiemu
Nie oddajmy Kaczyńskiemu naszych praw
Nie prowokuj Jarosławie swych rodaków
„By nie ostał ci się jeno sznur lub staw”

Między Moskwą a Brukselą jest Warszawa
W której żyją ludu sorty wrogie dwa
Jedni nie chcą dyktatury Jarosława
Drugim dyktatura jego „pasie, Gra”

2. Rządy PiS-u wiodą naród do upadku
Wiodą suwerena nad przepaści skraj
Dobry Boże nie zasypiaj, daj im mądrość
A nam siłę i odwagę ojcze daj.

Byśmy mogli swą Ojczyznę uratować
Od faszyzmu, dyktatury, krwawych dni
Byśmy mogli suwerenność swą zachować
Byśmy nadal w wolnym kraju mogli żyć.

3. Mały poseł wraz ze świtą mu poddaną
Niszczy wszystko co się demokracją zwie
Najpierw TK, teraz sądów niezawisłość
Czego ten szaleniec od rodaków chce.

Nie pozwólmy na kolejne zniewolenie
Rozsiewanie nienawiści pośród nas
Nie pozwólmy aby przyszłe pokolenie
Otrzymało w spadku utracony czas.

4. Nie oddajmy naszej Polski Kaczyńskiemu
Nie oddajmy Kaczyńskiemu naszych praw
Nie prowokuj Jarosławie swych rodaków
„By nie ostał ci się jeno sznur lub staw”

BROM – Berlin 20.07.2017

Andrzej Klukowski

Tekst. Muzyka. Wykonanie: Autor

Nasz rok leśmianowski

Plakat wystawy o Bolesławie Leśmianie w Zamościu

„Poeta i Notariusz Bolesław Leśmian w Zamościu”.
Muzeum Zamojskie we współpracy z Archiwum Państwowym w Zamościu
Wernisaż – piątek, 4 sierpnia o godz. 17.00
w Galerii Rzeźby prof. Mariana Koniecznego w Zamościu, przy ul. Łukasińskiego 2b

Bolesław Leśmian

Sen wiejski

Z tomu Dziejba leśna

Śni mi się czasem wieś, którą, wbrew losom,
Wysiłkiem marzeń przymuszam do trwania,
Czując, jak przymus co chwila jej wzbrania
Zniknąć, gdy właśnie zmyślonym niebiosom
Oczyma ledwo naznaczyłem w próżni
Miejsce spotkania snu mego z błękitem.
Drzewa mię nęcą naocznym rozkwitem –
Czasem się tylko jakiś liść opóźni
Lub gałąź, nic tak zjawiona, przez szpary
Snu w mrok wybiegnie ponad snu zamiary…
A zresztą – wieczór żmudny, nieustanny,
Z pola znużone wracają dziewczęta,
Wadząc spódnicą o złote dziewanny,
O których sen mój, że śnią się, pamięta.
A kroki dziewcząt – uparte, bezgłośne
I jednoczesne, i dziwnie nieznośne,
Jakby szły po to, by mi tylko dowieść,
Że idą, dbałe o pył, co się zrywa
Spod stóp ku zorzy. I jak we śnie bywa,
Gdy życie wkracza we własną opowieść,
Wiem o nich wszystko… A one mą wiedzę
Zgadują na wskroś, że nic ta i pusta,
I dalej idą, wypełniając miedzę
I umiejętnie rozchylając usta
jakby do śpiewu. Choć śpiewu nie słyszę,
Wiem, że śpiewają – i wsłuchany w ciszę
Ich warg, niemotą drętwych beznadziejną,
Te słowa chwytam na pozór kolejno:
“Czy kto nas wyśnił? I skąd nasza dola?
I czy to prawda, że wracamy z pola?
I czy to prawda, że my w sobie – żywe?
Śnijmy się nadal – zgodne i cierpliwe!”
Choć słów tych nic ma, lecz słyszę je w chwili,
Kiedy pomyślę, że tak być powinno.
Zorza ku głębiom strumieni się chyli,
Ściekając złotem i purpurą płynną,
Bieleją brzozy, krwawią się czereśnie –
Wszystko to we śnie.

Włodzimierz Przerwa Tetmajer, “Żniwa”, 1902

Wszystko to we śnie. Gdy chylę w sen głowę,
Dziewczęta chylą tak samo swe skronie…
Przechodzą teraz przez nagłą dąbrowę,
Której nic było, a która ustronie
Wprzód upatrzywszy, w sieć snu siebie chwyta
I na spotkanie idącym rozkwita,
Szumiąc zieleni zaklętą pierwszyzną,
Nieprzewidzianą, a bujną i żyzną,
Wśród której życic, przemieszane z zorzą,
Przeświecające wraz z niebem przez liście,
Purpurowieje mętnie i cieniście.
Na widnokręgu obłoki się mnożą.
Od dziewcząt cienie padają ukośne
I jednoczesne, i dziwnie nieznośne,
Jak gdyby po to wysnuły się drogą,
Aby mi dowieść, że mają od kogo
I na co upaść… I błędne motyle
Na pokaz, z trudem swój kształt w zorzy trwałą.
Teraz chcę zliczyć tłum dziewcząt, co falą
Płynie po kwiatach – jest tyle a tyle,
To wszystko – liczby określić nie umiem,
Ale ją na wskroś i żywcem rozumiem,
Jak gdyby była nic liczbą, lecz spadem
Ciał w głąb na oścież rozwartego ducha.
Już czerwiec, skrząc się, biegnie moim sadem,
A w chacie mojej – noc lipcowa, głucha,
A w polu wieczór dogasa sierpniowy.
jakiż to miesiąc zmącił sny mej głowy?
Mijają Lipce i Sierpnie, i Wrześnie…
Wszystko to we śnie.

Kazimierz Sichulski, Pasterz (Hucuł z owcami), 1906

Wszystko to we śnie! I wszystko przemija,
Nie przemijając. I trwa wieś niczyja
I wieczór, złotą znakowany smugą.
O, jakże znikąd i jakże już długo
Idą te z pola znużone dziewczęta!
I ja wraz z nimi! Bo i mnie też peta
Żądza przebycia nad strumieni wodą
Nagłego lasu, co złudnie sie spiętrza,
Ale nie mogę wejść cały do wnętrza
Mego snu: jestem sam sobie przegrodą.
Choć w nim się błąkam, choć dłońmi obiema
Dotykam kwiatów, wiem, że mnie tam nie ma.
Dziewczęta wzajem poprzez mgieł błękitność
Wskazują sobie moją tam niebytność
I sad, gdzie mogłem w cieniu grusz i śliwek
Czekać na przyjście ich wśród drzew bezładu,
I popod płotem tego właśnie sadu
Siadają rzędem na wspólny przyśniwek
O tym, co serce niewoli do bicia –
Czy pozyskanie, czyli strata życia?
I o tym jeszcze, co słodsze dla ciała –
Sen, który gaśnic, czy jawa, co pała?
I o tym jeszcze, skąd przyszła ich dola?
I czy to prawda, że wracają z pola?
I czy to prawda, że zjawiona w ciszy,
Pierś ich tym żyje, że swój oddech słyszy?
I tak śnią chórem chciwie, pracowicie,
Dłonią w swych piersiach przytrzymując życie,
A która dośni do końca – ta gaśnie.
Gasną kolejno, bez żalu. Już właśnie
W ostatniej tli się snu reszta ostatnia,
Która się w zorzy jeszcze wyszkarłatnia,
A i ta z wolna do śmierci nawyka
l w mgle samochcąc bez śladu zanika,
W tej mgle, co w dal się rozwiewa bezkreśnie…
Wszystko to we śnie.

Alfred Wierusz-Kowalski, Dożynki, 1880-1890

Wtorek 1 sierpnia godzina 17

Andrzej Rejman

prezentuje dziś głosy dwóch poetek napisane w przededniu godziny W

Julia Doktorowicz-Hrebnicka

Wołania lipcowe 1944      

Wróg słabość swą kryje pod łuską pancerną,
Z dnia na dzień ucieka zeń życie.
Komendancie – już czeka drużyna Twa wierna
Daj hasło – wyjdziemy z ukrycia.

Zatrutym zębem kąsaliśmy cicho,
Rdza sabotażu wroga pracę żarła…
Czy słyszysz? Bestia już ledwo oddycha…
Daj hasło – skoczymy do gardła!

Świętość celu uzbraja nam ręce,
Krzywda – serca zakuła w żelazo,
Kto mówi żeśmy słabi? My w męce
Niewoli
Twardsi jesteśmy od głazu.

Nitem przysięgi skułeś nas w szeregi
Cudu szukamy w każdym Twym słowie
Czekają na nas uwięzieni bracia
Komendancie!
Meldujemy posłusznie: Jesteśmy gotowi.

(lipiec 1944)

_____________________________________________________________

Pierwszy Sierpnia jest dla mnie jednym z najważniejszych dni w roku.

To okres przełamania lata, gdy słońce robi się bardziej żółte, a niebo bardziej niebieskie. Te dni nastrajają mnie (mimo wszystko) optymistycznie.

Optymistką do końca była też moja matka, uczestniczka Powstania Warszawskiego, rocznik 1915.

Na biurku kładę Jej odznaczenia – Krzyż Armii Krajowej tzw “Londyński”, Warszawski Krzyż Powstańczy oraz Order Virtuti Militari. Brakuje tylko Krzyża Walecznych, który został włożony do trumny, zgodnie z wolą zmarłej.

Pamiętam jak w latach 60, każdego roku w sierpniu, mama z zainteresowaniem czytała nieliczne jeszcze wtedy rocznicowe artykuły o Powstaniu Warszawskim, ukazujące się w niektórych pismach i dziennikach (“Stolica”, “Tygodnik Powszechny”, “Życie Warszawy”).

Opowiadała o pięknym współdziałaniu żołnierzy różnych formacji, o ofiarności ludności cywilnej, o czynach bohaterów tamtych dni.

Nie mówiła jednak zbyt wiele. Wspomnienia były nazbyt swieże.

Potem doczytałem, że ludzie Powstania walcząc o wolność i godność człowieka, wznosili się ponad swe poglądy polityczne, łącząc różne wizje ustroju Polski w jeden idealistyczny obraz Ojczyzny wolnej, demokratycznej i sprawiedliwej.

Dziś, gdy każdy może powiedzieć rzecz dowolną, mówiąc całemu światu w globalnej sieci – że “oto właśnie walczę o prawdę” – niezmienną wartością pozostaje rozumna mądrość nakazująca współdziałanie i solidarność w obliczu wyznaczonych zadań i możliwych do spełnienia marzeń.

Gdy w ostatnim czasie tempo zmian społecznych i politycznych w Polsce przyspieszyło – warto znów odwołać się do wartości Powstania Warszawskiego, które, jakkolwiek nie osiągnęło swych celów, jednak wzmocniło wiarę i nadzieję, że nie wszystko stracone.

Znów trzeba połączyć siły, okiełznać emocje i wspólnie zająć się pracą u podstaw. Wtedy wiele naszych marzeń spełni się.

I przede wszystkim rozmawiać, dochodząc do wspólnej prawdy, wspólnych wniosków, łącząc niejako odrębne światy, które każdy z nas nosi w sobie.

Połączyć TY i JA – tak jak połączone są sylaby w słowie KONSTYTUCJA – i wzywać do wspólnego zastanowienia się, co można zrobić razem, dla siebie i dla Polski.

Warszawa, koniec lipca 2017 roku

***

Zapowiadając dalsze wpis, wspomnienie o młodej poetce okupacyjnej i powstańczej – Teresie Bogusławskiej (1929-1945) przypominam dwa jej wiersze napisane jeszcze przed Powstaniem Warszawskim.

Teresa Bogusławska

Noc idzie        

Już słońce za ciemny schowało się bór
I niebo w zachodu purpurze,
Już ptaków po gniazdach wieczorny zmilkł chór,
W ogrodzie posnęły już róże …

Noc idzie i ciszę rozsiewa wśród pól
I gwiazdy zapala na niebie …
Noc idzie i może ukoi łzy, ból
I ześle sny jasne dla ciebie …

(1942)

moja wersja muzyczna tego wiersza –

Warszawie

Rozciągnęła nad Tobą noc skrzydła,
Rozciągnęły się mgły ponad Tobą,
W burz wichrów spętanaś wędzidła
I płomienie Ci ognia ozdobą

Rozpętały nad Tobą się burze,
Zaświeciły Ci łuną łez krwawą…
Lecz Tyś wyższa, Tyś wzrosła ku górze,
O męczeńska! O, święta Warszawo!

Gdy Ci grały szatańsko szrapnele,
Gdy Ci bomby pękały wśród ognia,
W Tobie wzrosło wielkości tak wiele,
Że nie zmogła jej siła i zbrodnia.

Zhartowałaś się we krwi i ogniu
I moc swoją zachowasz na wieki,
Moc, co w każdym już żyje przechodniu,
Tętni w murach, gra w nurtach tej rzeki…

Takaś dumna, wyniosła i żywa,
Takaś cała promienna i krwawa…
Dzwon się głuchy z oddali odzywa…
… Klękam w prochu przed Tobą, Warszawo…

(1943)

________

Teresa Maria Bogusławska, ps. „Tereska” (ur. 13 lipca 1929 w Warszawie, zm. 1 lutego 1945 w Zakopanem). Córka Antoniego Bogusławskiego oficera WP i poety oraz lekarki Marii Wolszczan. Mieszkała przy ul. Mazowieckiej w Warszawie.

Podczas okupacji hitlerowskiej uczyła się na tajnych kompletach w warszawskim Gimnazjum im. Cecylii Plater-Zybek. Jesienią 1941 wstąpiła do konspiracji – należała do 6. Warszawskiej Żeńskiej Drużyny Harcerskiej Szarych Szeregów. Została aresztowana przez Gestapo w lutym 1944 podczas akcji naklejania na niemiecki afisz z listą rozstrzelanych kartek papieru z hasłami patriotycznymi. Osadzona w więzieniu na Pawiaku, torturowana na przesłuchaniach, nabawiła się gruźlicy. Zwolniona, chora na gruźlicę, do lipca leczyła się w otwockim sanatorium.

Podczas powstania warszawskiego szyła mundury i opaski powstańcze. Tworzyła także ryngrafy z wizerunkiem Matki Boskiej. Po kapitulacji znalazła się w Zakopanem. Zmarła na gruźlicze zapalenie opon mózgowych w lutym 1945 roku.

W 1946 ukazał się tomik jej poezji pt. Mogiłom i cieniom. W 1979 Józef Szczypka opracował antologię Wołanie z nocy. Wiersze najmłodszej poetki warszawskiej czasu wojny.

Summer day in Berlin

Ewa Maria Slaska

Poetry on flea market Boxhagener Platz

We have about half a hundred flea markets in Berlin and every week it is some more of them. After a party in one of more or less thousand clubs and nearby to breakfast (till 5 pm!) and making photos together in photo booth, maybe even better  than going to the beach cafe in a big noisy city, is shopping tour in a flea market a new must have been done while visiting German Metropole. For us people living here it is a reason for not doing it at all. It is so touristic… But sometimes while not having better idea for spending some hours alone but among many we go there anyway…

I am coming to the flea market Boxhagener Platz. It is a big square surrounded by maybe hundred of booths. In the middle of it there are two playgrounds for children and a big lawn for laying or picnicking.

Flea market is not only looking, buying, selling. It is a lot of life around. Street food of course, coffee in paper cups, meeting friends, finding things lost or left, street art of any kind.

I see him seating on the street with his small yellow typewriter already by coming to the square.

He offers to write a poem for you after giving him some key words. My words are Anton, grandson, cat, Berlin, love, summer. And it is what comes:

Berlin is a purring cat
free to roam,
but whenever she comes by
watching me with ever-changing faces,

I caress it behind the
ears with curious questions
Berlin is a purring cat
capricious, but always there
when you need a nudge

Always new, Berlin
follows me through the years
its fur as colorful as
decades ago;
Berlin is a purring cat,
and my grandson will learn
to take care of her too

Vinski Valos
– the sidewalk scribe
Berlin July 16. – 17

 

 

He is from Finland, 24 years, living in Friedrichshain als let say it like that: poetry worker. His fanpage on Facebook is full of surprises from the very begin: bespoke poetry and wordy workshops. OK, OK, bespoke poetry, typewriter poet,  sidewalk scribe (all him). He organises workshops and teach you to learn one unknown or forgotten English word per day called Vinski’s WotD. The WotD 13 is WHIRLIGIG. And when you are sure, he just invented it, he informs you:

whirligig, noun

  1. Anything (often a toy) that spins or whirls around, as a top, pinwheel or windmill
  2. One of the winged seed pods of certain trees, such as the maple, which hover down in a whirly manner. (Also called samaras)
  3. A process or an event characterized by restlessness and constant change…And so on and so on…

He also has his own Homepage, with blog, prose and poems.

The first example of his writing, without looking for anything special:

“Kalervo’s fingers traced unswervingly the contours of the body, stroking the skin, not straying before the wounds.”

Scroll down or die

You see, what I mean.

***
I buy some yummy cookies by children flea market. It is a very nice summer Berlin custom, the children selling their old toys and books at the beginning of vacation. The things are chip and you know, even if they are already growed off, they had times of being loved. You simply see it. The cookies were backed by a Mom.

***
Strolling soon I find another piece of poetry, in a both of old photos. The woman on the pic looks pleased, she smiles a bit and her gaze comes directly to us. But somebody gave her picture a poem cutted off from a daily. Maybe she herself, who knows…

Alone

I go alone
through the streets
in the sea of houses
without hearts
Alone and lost
I hunt down
memories.
I seemed happy
I seemed pleased
on a play of my time.
A circle which closed
itself,
only vacuum ist bigger.
A tear which is here
still
runs into infinity.
I feel like being a tree
around which everything
breaks.
It is like a nightmare
which promises itself
something good.
So I am living
just living further
like a beaten child.
I ask who am I?
With no future
and with no sense,
I keep to my dreams
and look for something
what I never find
never find…

***

Of course at home I try to find an author of that poem in internet, but no, no way… I find the verses, o yeah, once or twice, somebody knew them and used them to express their own feelings, but no, he or she didn’t notice who had wrote them…

I know, there is the name just beneath a poem, directly under the frame. Making photos I did not see it, but now I know, it is there. Tomorrow is sunday again, I go to the flea market to see, if I still find the photo…

Have a nice weekend if you are from happy new world of UE :-), have a lot of power if you are in Poland or Turkey, we send it to you…

Chwalmy Pana

Ewa Maria Slaska

Hashem Meleh

Y Studs a capella

Prosta żydowska piosenka religijna, jest od kilku lat przebojem, również na youtube. W mojej ulubionej wersji wykonuje ją zespół Y czyli studenci z Uniwersytetu Jeshiwa (Yeshiva University), ale śpiewali ją już Gad i Beni Elbaz (pięć i pół miliona odtworzeń na you tubie), którzy z kolei przerobili oryginalny utwór Khaleda, C’est la vie.

Śpiewa się ją wszędzie. Tu flash mob w Chicago – Elliot Dvorak i Key Tov Orchester

Hashem Melech to religijne wezwanie, Chwalmy Pana. Chwalmy Pana. Zawsze mnie zaskakuje, jak wesoło chwalą Pana wyznawcy religii mojżeszowej. Jak można się bawić jak dzieci, podskakując jak król Dawid, jak można było być starymi brodatymi Żydami i wstawać od stołu i ksiąg, by w szubach i lisich czapach tańczyć ad maiorem Dei Gloria (pamiętacie taką wspaniałą scenę z Austerii Kawalerowicza?)

I wtedy przypomina mi się, że w początkach chrześcijaństwa też się tańczyło w kościele chwaląc Pana, aż przyszło surowe Średniowiecze, pańskie psy – Dominikanie, fanatyczna Inkwizycja, i wygnano z kościołów tańczące korowody wiernych.  

ה’ מלך

ה’ מֶלֶךְ, ה’ מָלַךְ, ה’ יִמְלוֹךְ לְעוֹלָם וָעֵד
ה’ מֶלֶךְ, ה’ מָלַךְ, ה’ יִמְלוֹךְ לְעוֹלָם וָעֵד
ה’ מֶלֶךְ, ה’ מָלַךְ, ה’ יִמְלוֹךְ לְעוֹלָם וָעֵד

ה’ מֶלֶךְ, ה’ מָלַךְ, ה’ יִמְלוֹךְ לְעוֹלָם וָעֵד
אהלל ה’ אלוקים ואגדלנו בתודה
אהלל ה’ אלוקים ואגדלנו בתודה

י — ה — ו –ה ה’ אלוקינו ה’ אחד
י — ה — ו –ה ה’ אלוקינו ה’ אחד

ה’ מֶלֶךְ, ה’ מָלַךְ, ה’ יִמְלוֹךְ לְעוֹלָם וָעֵד
ה’ מֶלֶךְ, ה’ מָלַךְ, ה’ יִמְלוֹךְ לְעוֹלָם וָעֵד
ה’ מֶלֶךְ, ה’ מָלַךְ, ה’ יִמְלוֹךְ לְעוֹלָם וָעֵד

ה’ מֶלֶךְ, ה’ מָלַךְ, ה’ יִמְלוֹךְ לְעוֹלָם וָעֵד
אהלל ה’ אלוקים ואגדלנו בתודה
אהלל ה’ אלוקים ואגדלנו בתודה

י — ה — ו –ה ה’ אלוקינו ה’ אחד
י — ה — ו –ה ה’ אלוקינו ה’ אחד

ה’ מֶלֶךְ, ה’ מָלַךְ, ה’ יִמְלוֹךְ לְעוֹלָם וָעֵד
ה’ מֶלֶךְ, ה’ מָלַךְ, ה’ יִמְלוֹךְ לְעוֹלָם וָעֵד
ה’ מֶלֶךְ, ה’ מָלַךְ, ה’ יִמְלוֹךְ לְעוֹלָם וָעֵד
ה’ מֶלֶךְ, ה’ מָלַךְ, ה’ יִמְלוֹךְ לְעוֹלָם וָעֵד

Gad i Beni Elbaz

The lord is king

The Lord is King, the Lord was King,
the Lord will be King forever and ever.
The Lord will be King

Praise and thank G-d
Praise and thank G-d

Jehova, our Lord and G-d is one
Jehova our Lord and G-d is one.

The Lord is King, the Lord was King,
the Lord will be King forever and ever.
The Lord will be King

Praise and thank G-d
Praise and thank G-d

Jehova, our Lord and G-d is one
Jehova our Lord and G-d is one

Khaled

Gad Elbez i Nissim

W angielskiej wersji językowej brak zachęty do tańca, a z komentarzy w internecie wynika, że w oryginale jest wezwanie, by tańczyć na chwałę Pana. Zresztą wystarczy obejrzeć filmiki na youtubie. Ach jak oni tańczą, chwaląc Pana. Zaprawdę, gdy Boży duch ogarnie mnie, jak Dawid tańczyć chcę, jak Dawid, jak Dawid, jak Dawid tańczyć chcę… To piosenka, jak stworzona dla raperów i do break dance.

Hashem meleh jest w sieci w różnych językach, nawet po wietnamsku. Szukałam po polsku, nie znalazłam, ale może ktoś coś wie, zna, słyszał…

No i chwalmy Pana. Wszak niedziela, Dzień Pański, a teraz to i tak już tylko On może nam pomóc, bo nawet gdyby Pan PAD NIE podpisał ustawy (a przecież wiemy, że podpisze), to i tak… ech, przegwizdaliśmy…

Liu Xiaobo and Liu Xia

Wczoraj przygotowałam ten wpis, i wczoraj Liu Xiaobo umarł
I prepared that post yesterday. Yesterday Liu Xiaobo died.
Ich habe diesen Beitrag gestern vorbereitet. Gestern ist Liu Xiaobo gestorben.

R.I.P.

Aufruf an die Chinesische Regierung bezüglich Liu Xiaobo und seiner Frau Liu Xia

Appeal to the Chinese government concerning Liu Xiaobo and his wife Liu Xia

Nobel Peace Prize Laureat Liu Xiaobo has been diagnosed with liver cancer. His wife, Liu Xia, who has been under house arrest for several years, is also gravely ill. They have the wish to travel to Germany so they can receive medical care. Their wish to leave China is so strong that Liu Xiaobo has stated that – if he is to die – he does not want to do so on Chinese soil. Liu Xia also no longer wishes to live there. Time is running. We urge the Chinese government to grant Liu Xiaobo and Liu Xia the freedom to leave the country!

Der Friedensnobelpreisträger Liu Xiaobo ist an Leberkrebs erkrankt. Er und seine Frau Liu Xia haben hat den Wunsch geäussert, nach Deutschland auszureisen, um medizinische Hilfe für beide zu bekommen – denn auch Liu Xia, die seit Jahren unter Hausarrest steht, ist schwer erkrankt. Der Wunsch der beiden geht soweit, dass Liu Xiaobo sagt, er möchte – selbst wenn er sterben muss – nicht in China sterben. Und Liu Xia sagt, dass sie nicht länger in China leben möchte. Die Zeit ist knapp. Wir appellieren dringend an die chinesische Regierung: geben sie diesen beiden Menschen die Freiheit, das Land zu verlassen!

The poem “You Wait for Me with Dust” by Liu Xiaobo in Chines, English, German and Polish. Other languages (Afrikaans, Arabic, Bosnian, Dutch, Finnish, French, Hebrew, Kurdish, Komi,  Portuguese, Romanian, Russian, Slovenian, Spanish, Swedish, Welsh) you find here.

和灰尘一起等我–给终日等待的妻

你一无所有,只能
和家里的灰尘一起等我
它们一层层
积满了所有角落
你不愿拉开窗帘
让阳光惊扰它们的安宁

 

 

书架上的字迹被灰尘掩埋
地毯的图案吸满了灰尘
你喜欢在给我写信时
笔尖吸住几粒灰尘
让我的眼睛有些刺痛

 

你终日端坐
不想随意走动
生怕自己的脚踩痛了灰尘
你尽量平稳地呼吸
用沉默编写一个故事
在这令人窒息的岁月
灰尘们献出仅有的忠诚

 

灰尘浸满了
你的目光、呼吸、时间
在你的灵魂深处
日复一日的修筑坟墓
从脚底一寸寸堆积
直到胸口直到喉咙

 

你知道,坟墓
是你最好的归宿
在那里等我
不会有任何惊扰
你就是对灰尘情有独衷
在黑暗中在安静中在窒息中
等我等我

 

和灰尘一起等我
拒绝阳光和空气的流动
让灰尘彻底埋葬自己
让自己在灰尘中睡去
直到我回来
你才苏醒
揩净皮肤和灵魂的灰尘
如同死而复活的奇迹

晓波1999.4.9

You Wait for Me with Dust

nothing remains in your name, nothing
but to wait for me, together with the dust of our home
those layers
amassed, overflowing, in every corner
you’re unwilling to pull apart the curtains
and let the light disturb their stillness

over the bookshelf, the handwritten label is covered in dust
on the carpet the pattern inhales the dust
when you are writing a letter to me
and love that the nib’s tipped with dust
my eyes are stabbed with pain

you sit there all day long
not daring to move
for fear that your footsteps will trample the dust
you try to control your breathing
using silence to write a story.
At times like this
the suffocating dust
offers the only loyalty

your vision, breath and time
permeate the dust
in the depth of your soul
the tomb inch by inch is
piled up from the feet
reaching the chest
reaching the throat

you know that the tomb
is your best resting place
waiting for me there
with no source of fear or alarm
this is why you prefer dust
in the dark, in calm suffocation
waiting, waiting for me
you wait for me with dust

refusing the sunlight and movement of air
just let the dust bury you altogether
just let yourself fall asleep in the dust
until I return
and you come awake
wiping the dust from your skin and your soul.
What a miracle – back from the dead.


April 9th 1999

translated by Zheng Danyi, Shirley Lee and Martin Alexander

Warte auf mich mit dem Staub

Es bleibt dir nichts übrig,
als mit dem Staub auf mich zu warten.
Schicht um Schicht füllt er die Ecken.
Du lässt die Vorhänge zu,
Die Sonne soll den Staub nicht stören.

Auf den Bücherregalen verschwinden die Zeichen im Staub,
die Muster im Teppich, vom Staub vollgesogen.
Wenn du mir schreibst, tauchst du den Stift gern in den Staub,
die Staubkörner stechen dann in meinen Augen.

Du sitzt den ganzen Tag da und willst nicht umhergehen,
damit deine Füße den Staub nicht verletzen.
Du atmest ganz ruhig, schreibst mit deinem Schweigen
eine Geschichte in dieser erstickenden Zeit.
Nur der Staub bleibt dir noch treu.

Der Staub erfüllt dir den Blick,
den Atem, die Zeit.
In deiner Seele baut er Tag um Tag ein Grab,
Zoll um Zoll, angefangen bei den Füßen
bis zur Brust und bis zur Kehle

Du weißt, das Grab ist deine beste Zuflucht.
Niemand stört dich, wenn du dort auf ich wartest.
Du hast eben eine besondere Beziehung zum Staub
der Dunkelheit in der erstickenden Stille, warte,
bitte wart auf mich.

Warte auf mich mit dem Staub
verweigre die Sonne, die Strömung der Luft,
bis der Staub dich ganz begräbt.
Lass dich einschlafen im Staub bis du erwachst,
wenn ich zurück bin,
wischt du den Staub von der Haut,
von der Seele und stehst auf
wie durch ein Wunder.

ÜbersetzungxMartinxWinter

Czekaj mnie w kurzu

cała jesteś tylko czekaniem na mnie
czekaniem w kurzu naszego domu
gdy jego warstwy gromadzą się
narastam w każdym kącie
czekasz niezdolna odsunąć zasłony
i pozwolić światłu by wygnało kurz

na półkach z książkami
porastają kurzem notatki wzory dywanu
wchłaniają kurz gdy piszesz do mnie list
dobrze, że stalówka jest nieoczyszczona
bo moje oczy dźga ból

cały dzień siedzisz
nie mogąc się ruszyć ze strachu
by twoje kroki nie wznieciły kurzu
starasz się płytko oddychać
gdy korzystając z ciszy piszesz
w takich chwilach duszący pył
jest zadziwiająco wierny

X

twoje spojrzenie, oddech i czas pozwalają
bym prochem wrastał po trochu coraz głębiej
w głąb duszy dusząc rósł od stóp do gardła

X
ty wiesz, że w tym grobie
można najlepiej wypocząć
czekając na mnie bez lęku
i nie niepokojona
dlatego pył jest dobry
w ciemności cicho dusi czekając,
czekając na mnie

X

czekasz przykryta kurzem
bez słońca i bez powietrza
pozwalasz by pochował cię pył
zasypiasz przyprószona zanim powrócę
i przebudzisz się
otrząśniesz proch ze skóry i duszy
cóż za cud – powstać ze zmarłych

9.04.1999

przełożyła Anna Nasiłowska

Trzy wiersze znalezione i jedna nadesłana piosenka

Ani

Te trzy wiersze i jedna posenka, przeczytane ostatnio raczej przez przypadek, zrobiły na mnie duże wrażenie i uderzyły aktualnością. Postanowiłam więc podzielić się nimi.

Icchok Lejbusz Perec
1852-1915

Wiersz jest pomieszczony w Antologii poezji żydowskiej, podarowanej mi niedawno przez moją przyjaciółkę Anię, która tę książkę znalazła porządkując bibliotekę rodziców w Gdańsku. Antologię wydał PIW w roku 1986, pod redakcją i ze słowem wstępnym Arnolda Słuckiego. Wydawnictwo powołuje się przy tym na prawa autorskie z roku 1983. Jakie jednak, skoro autor wyjechał z Polski ze słynnym biletem w jedną stronę w roku 1968, a w roku 1972 umarł w Berlinie Zachodnim? Wiem, bo chodzimy z Anią co roku na jego grób.

Foto Anna Kuzio

Nie myśl

Nie myśl, że świat jest karczmą – stworzony,
Ażeby przepychać się w nim do szynkwasu
Pięściami, pazurami i zachlać się, żreć, kiedy
Inni patrzą, i mdlejąc, i połykając ślinę
Wciągając żołądek miotany przez skurcze! –
O, nie myśl, że świat jest karczmą!

Nie myśl, że świat jest giełdą – stworzony,
By silny do woli mógł kupczyć słabymi,
Kupować młodych dziewcząt niewinność,
Mleko z piersi kobiet, szpik z kości
Mężczyznom i dzieciom odbierać ich uśmiech,
Rzadkiego gościa na zżółkłych twarzyczkach –
O, nie myśl, że świat jest giełdą!

Nie myśl, że świat jest dżunglą – stworzony
Dla wilków i lisów, łgarstwa i żeru;
Niebo – zasłoną przed widokiem Boga;
Mgła – by nikt tu nie patrzał na ręce;
Wiatr – by zagłuszyć dzikie okrzyki;
Ziemia, ażeby krew ofiar wessała –
O, nie myśl, że świat jest dżunglą!

Świat nie jest karczmą, giełdą ni dżunglą,
Wszystko się liczy i kładzie na wagę!
Ni łza, ni kropla krwi nie przemija,
Na próżno nie gasną ni oko, ni iskry!
Łzy rosną w rzeki, a rzeki w morza,
Z mórz wzbiera potop, z iskry jest piorun –
O, nie myśl, że umarło już prawo!

tłum. Arnold Słucki

***
Wiersz Herberta przytoczył na Facebooku Andrzej Saramonowicz, który prowadzi tam sobie taką własną rubrykę – co dzień jeden wiersz. Oczywiście Saramonowicz, chwała mu za to, musiał nam ten wiersz po prostu przypomnieć, przecież czytaliśmy go ongi bez końca i stał się chyba hymnem inteligenta lat 80, a jego tytuł stał się tak powszechną formułą, że do dziś się na nią powołujemy. Patrzymy na profesor Pawłowicz zajadającą w sejmie kebaba i myślimy, że to jednak jest kwestia smaku i naprawdę nie chodzi nam (tylko) o to, czy to kebab wegetariański czy z mięsem.

Zbigniew Herbert
1924-1988

Potęga smaku

Pani Profesor Izydorze Dąmbskiej

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku

w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia
Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe płaskie jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jakie
mokry dół zaułek morderców barak
nazwany pałacem sprawiedliwości
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach

Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy
dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu

Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie
Zanim zgłosimy akces trzeba pilnie badać
kształt architektury rytm bębnów i piszczałek
kolory oficjalne nikczemny rytuał pogrzebów

Nasze oczy i uszy odmówiły posłuchu
książęta naszych zmysłów wybrały dumne wygnanie
To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku

który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa

Z tomu Raport z oblężonego miasta, Paryż Kultura 1983

***

Tenże Andrzej Saramonowicz w tej samej rubryce przytoczył 8 czerwca wiersz, który wszystkimi synapsami wessał się w moje własne życie. Bo oto miałam na balkonie białą różę, co więcej, posadziłam ją zanim Krzysztof Łoziński przypomniał światu o incjatywie Białych Róż, zachęcającej, byśmy zaczęli organizować anty-miesięcznice antysmoleńskie każdego dziesiątego każdego miesiąca i byśmy przychodzili z białymi różami, które są symbolem pokoju, co tak rozzłościło suwerena Bonaparstka, że dokonując nadzwyczajnego skrótu myślowego, poinformował miasto i świat, iż biała róża jest symbolem nienawiści. I stało się to oczywiście zanim świat obiegły zdjęcia z kontr-miesięcznicy czerwcowej, pokazujące policję, która wynosi z manifestacji Frasyniuka czy Magdę Lempert z białymi różami w rękach.

Podlewałam tę różę jak najstaranniej, ale przyszło mi wyjechać na cztery dni, i zdarzyło się, że tego zimnego i mokrego lata nastały dwa dni potwornych upałów, w słońcu sięgających niemal 50 stopni (pokazał mi to mój nader mądry zegar) i wszystkie moje rośliny balkonowe przetrwały ten pustynny kataklizm, tylko róża… Róża postradała wszystkie kwiaty i uschła, a ja ją teraz próbuję odchuchać i namówić do życia, bo nie mam sumienia jej po prostu wyrzucić na śmietnik. I nawet już niektóre gałązki mojej róży zaczynają wyglądać jak gałązki róży…

No a ta stara pani… Oczywiście, jest o pokolenie starsza, ale czy to ma znaczenie?

CODZIENNIE JEDEN WIERSZ (773)

Kamil Wajer

* * * (moje rośliny na balkonie umarły)

moje rośliny na balkonie umarły
zbiegam na dół po fajki i w tym suchym powietrzu
spotykam sąsiadkę Irenę
Irena ma 86 lat i też coś przebąkuje o wyprawie na drugą stronę świata
wczepia się we mnie kurczowo prosi: pomóż mi wybrać listy
razem wchodzimy w cień schodowej klatki
Irena pokazuje laską która to skrzynka
a gdy wybieram
patrzy na mnie swymi wielkimi błękitnymi oczami
mówi „eh-eh… miałam takiego na wojnie…”
spoglądam na Irenę
stoi i lekko się trzęsie
jest suchutka jak letnie powietrze
cała siwo-niebieska jak izraelski domek lub ocean
wręczam jej listy całuję jej ręce mówię:
Pani uważa Pani Ireno, wyprawy, na tamten świat czy w rejony tego… po prostu czasem nie warto
czasem nie warto ruszać się z domu
w domu gra radio i jest kot
na oknie stoi kwiat miło trzeszczą ściany
dom to pewna i dobra planeta… niech się Pani nigdzie nie wybiera…
Irena śmieje się mówi: tamten to nie miał tak gadane…

cały rok kochałem się w Irenie
aż opatulili ją w coś białego i wynieśli następnym latem
stałem na klatce mówiłem: ja udzielę informacji ja znam tę Panią
powiedzieli tylko: odsuń się Pan tu już nie ma nic do roboty
więc zbiegłem na dół po fajki w tym suchym powietrzu
moje rośliny na balkonie umarły

***

Kamil Wajer wydał w roku 2015 tomik wierszy Noc nad Europą, wyd. Eperons-Ostrogi

***

Jutro następna kontr-miesięcznica… Róża wciąż jeszcze nie zakwitła, ale odżyła i wydaje mi się, że ma już pączki. Andrzej Klukowski ułożył piosenkę

To już od roku siódmego
Jak co miesiąc dziesiątego
Zbiera tłum się pod pałacem
Różańce, krzyże i modlitwy
Z ust pobożnych płyną klątwy
I już ciżba garnie się do bitwy

Prawda stoi tuż za rogiem
A tej prawdy nikt nie szuka
Taki to już polski teatr
taka to ci nasza sztuka
Jak co miesiąc 10
Naczelnik krzyczy do ludu swego
Frazy brzydkie pełne nienawiści
Komuniści i złodzieje
i że naród z nas się śmieje

Z drugiej strony rżną czarnego walca
coraz więcej mundurowych
coraz więcej białych róż
kto zapłaci za to widowisko
zaczynamy mieć nadzieję
ta drabinka się zachwieje naczelniku.

ty zapłacisz za to wszystko
coraz więcej jest teorii
coraz więcej nowych kłamstw
Nad zmarłymi czoła nikt nie chyli
Polityczne ekshumacje
nie nękajcie biednych dusz
dajcie spocząć już

Mówi prawda jest już blisko
Już za miesiąc, może dwa
W ludzkich głowach kartoflisko
Inni plują na to wszystko.
On tę prawdę dobrze zna
Lecz on do niej się nie przyzna
Do cholery! Niech wykrwawi się ojczyzna

Prawda czasem mgłą osnuta.
I choć dzisiaj jeszcze zatruta
To nawet gęste opary
Znikną, i to nie są żadne czary.
Prawda sama się obroni.
I nie jedno nam wyłoni.
A za oknem chicho płacze brzoza

Jeszcze Sara Teasdale

Andrzej Rejman
i gościnnie Anna Ciciszwili

“Cała nadzieja w literaturze” – czytam w jednym z “dobrych” tygodników – to reklama Festiwalu “Stolica Języka Polskiego”, który odbędzie się w sierpniu b.r. w Szczebrzeszynie.

Tak. Cała nadzieja w literaturze, ale też w sztukach wizualnych, w muzyce i w poezji, cała nadzieja w kreatywności człowieka. To skuteczna przeciwwaga dla powierzchowności, zniechęcenia, monotonii, to skuteczna terapia dla społeczeństw ogarniętych rywalizacją, i dla jednostek dotkniętych depresją, wynikającą czasem z niemożności znalezienia swojego miejsca na świecie.

***

Anna Ciciszwili, poetka, tłumaczka, napisała kilka słów o Sarze Teasdale, jako kontynuację mojego poprzedniego wpisu.

Anna Ciciszwili

Z poezją Sary Teasdale, amerykańskiej poetki przełomu XIX i XX wieku, zetknęłam się dzięki mojemu przyjacielowi Andrzejowi Rejmanowi, który wyciągnął ja z mroków zapomnienia. Dziś zapomniana w Stanach Zjednoczonych, (była jedną z najpopularniejszych poetek w swojej epoce – w 1917 roku otrzymała Poetycką Nagrodę Pulitzera) – i prawie nieznana w Polsce.

Sara Teasdale pisała właściwie pieśni, wiersze znakomicie nadające się do ułożenia melodii, wiersze dla dzieci, teksty charakteryzujące się wyczuwalną melodyjnością, wiersze rymowane, samoistnie układające się w muzykę.

Andrzej Rejman skomponował w ciągu ostatnich kilkunastu lat wiele utworów do tekstów Sary Teasdale, część piosenek powstało we współautorstwie z Ewą Górską, Karoliną Jankowską, Rafałem Smolińskim i innymi.

Słuchając tej muzyki odkryłam Sarę…

W jej poezji – na pozór prostej, o nieskomplikowanych, wpadających w ucho rymach – odkryłam ponadczasowe przesłanie, głęboki mistycyzm i wolność. Sara doskonale odnajdywała siebie we wszechświecie, opisując to w prostych słowach wierszy.

Sara Teasdale

Thoughts

When I can make my thoughts come forth
To walk like ladies up and down,
Each one puts on before the glass
Her most becoming hat and gown.

But oh, the shy and eager thoughts
That hide and will not get them dressed,
Why is it that they always seem
So much more lovely than the rest?

z tomiku „ Rivers to the Sea” 1915

Myśli

Gdybym swoje myśli puściła z polotem,
Żeby jak modelki roztaczały wdzięki,
To każda z nich nosić miałaby ochotę,
Twarzowy kapelusz i modne sukienki.

Ale moje myśli ukrywają twarze,
Nie lubią się stroić w sukienki wspaniałe.
Dlaczego tak jest, że zdają się zawsze
O wiele wspanialsze, niż te pozostałe?

tłumaczenie Anna Ciciszwili

Autumn Dusk

I saw above a sea of hills
A solitary planet shine,
And there was no one, near or far,
to keep the world from being mine.

z tomiku „Dark of the Moon” 1926

Jesienny zmierzch

Widziałam ponad morzem wzgórz
Samotnych planet złoty rój,
Nie ma nikogo tam, czy tu,
Kto wstrzyma świat, by nie był mój.

tłumaczenie Anna Ciciszwili

Wiele wierszy Sara pisała pod wpływem wszechogarniającej ją miłości. Biegała w sandałach uszytych z wiatru i płomienia. Przeżywając rozczarowanie stawała się spokojnym jeziorem. Tak pisała o miłości.

Enough

It is enough for me by day
To walk the same bright earth with him;
Enough that over us by night
The same great roof of stars is dim.

I do not hope to bind the wind
Or set a fetter on the sea —
It is enough to feel his love
Blow by like music over me.

z tomiku „ Rivers to the Sea” 1915

Wystarczy

Dla mnie wystarczy, że w dzień
Stąpam z nim po tej samej ziemi:
Nocą wystarczy ten sam
Dach rozgwieżdżony nad nami.

Nie skuję wiatru w kajdany,
Nie zwiążę morza w rzemienie —
By czuć jego miłość wystarczy,
Że płynie muzyką przeze mnie.

tłumaczenie Anna Ciciszwili

Potrafiła cieszyć się życiem, wydobyć z każdej chwili piękno i ukryty sens, jednocześnie doskonale rozumiała przemijalność wszelkich ziemskich spraw i nieśmiertelność uczuć i duszy.

If I Must Go

If I must go to heaven’s end
Climbing the ages like a stair,
Be near me and forever bend
With the same eyes above me there;

Time will fly past us like leaves flying,
We shall not heed, for we shall be
Beyond living, beyond dying,
Knowing and known unchangeably.

z tomiku „Flame and Shadow” 1920

Jeśli mam iść

Jeśli mam iść na kraniec nieba,
Pokonując epoki jak schody,
Bądź zawsze przy mnie, nade mną,
Chcę widzieć wciąż twoje oczy;

Czas przemknie nad nami lekko
Jak liście – będziemy bowiem

Poza życiem i poza śmiercią
Wiedzący i wiecznie wiadomi.

tłumaczenie Anna Ciciszwili

W poezji Sary Teasdale wątki radości życia przeplatają się z projekcją śmierci, i zgody na nią.

W niektórych utworach Autorka wydaje się zapowiadać swą przedwczesną śmierć.

I Shall Not Care

When I am dead and over me bright April
Shakes out her rain-drenched hair,
Though you should lean above me broken-hearted,
I shall not care.

I shall have peace, as leafy trees are peaceful
When rain bends down the bough,
And I shall be more silent and cold-hearted
Than you are now.

z tomiku „ Rivers to the Sea” 1915

To nic

Gdy odejdę i jasny kwiecień nade mną
Potrząśnie włosy spływające deszczem,
Choć to ty łzę mógłbyś uronić niejedną
Ja się nie przejmę.

Będę spokojna jak drzewo, które nie drgnie
Kiedy deszcz do ziemi ugina gałęzie,
I będę bardziej milcząca zimnym sercem
Niż teraz jesteś.

Tłumaczenie Anna Ciciszwili

A Little While

A little while when I am gone
My life will live in music after me,
As spun foam lifted and borne on
After the wave is lost in the full sea.

A while these nights and days will burn
In song with the bright frailty of foam,
Living in light before they turn
Back to the nothingness that is their home.

z tomiku „Flame and Shadow” 1920

Krótka chwila

To krótka chwila i mnie już nie będzie,
Żyć będę tam, gdzie żyją pieśni moje,
Jak krucha piana wznosi się i przędzie
Z odejściem fali, która w morzu tonie.

Przez krótka chwilę jeszcze płonąć będą
Te dni i noce w pianie napuszonej,
Żyjąc światłością zanim nie odejdą,
By wrócić w nicość, która jest ich domem.

tłumaczenie Anna Ciciszwili

Mam nadzieję, ze wkrótce będę mogła udostępnić czytelnikom w Polsce tę wspaniałą poezję kobiecą w moim zbiorze przekładów, przygotowywanym do wydania.

Anna Ciciszwili, lipiec 2017

***

Dziękuję, Aniu – swą pracą przyczyniasz się do uspokojenia tego świata!
A to jedno z najważniejszych zadań człowieka.

A.R.

Rainbow Gold – wiersze dla chłopców i dziewcząt wybrane przez Sarę Teasdale, ilustracje Dugald Walker – Macmillan Company, New York, 1924