Nasz rok leśmianowski 4

W tekście autor czyni admince przytyki, że nie kultywuje roku leśmianowskiego, a tymczasem na dziś oto był zaplanowany nasz redakcyjny tekst o Leśmianie, i zostanie  przesunięty na jutro (TU), bo dziś…

Julian Odstępowicz

Dawid zbuntowany alias Dziejba Lesmanów

Wróciłem z Zamościa! Jak to się stało, że dotarłem tam po raz pierwszy tak późno, w podeszłym wieku? Dlaczego dopiero teraz zawiódł mnie tam gzygzakowaty życia sznur? Trudno orzec. Tak wyszło. Od dawna marzyłem o tej wizycie, szykowałem się do niej, wyobrażałem sobie cuda niewidy. I się nie zawiodłem. Zamość to moja nowa i namiętna miłość.

Ale opowiadać z zachwytem o wędrówce po tutejszej starówce byłoby zbyt oczywisto i banalnie. Toteż nie opowiem. Znajduję ławeczkę na rawelinie przed Nową Bramą Lubelską. I spoglądam, nieco melancholijnie, na Pomnik Dawida Psalmisty, wzniesiony ku pamięci zamojskich Żydów rękoma mistrza co się zowie: Gustawa Zemły.

Widziałem już kiedyś inną statuę, syna Jessego, grającego na harfie. A nawet ją sfotografowałem: zajmuje niszę zewnętrznego muru kościoła klasztornego dawnego opactwa cystersów w Lubiążu.

Ale śląski Dawid to król radosny, który pląsał przed Arką Przymierza z całej siły, przy dźwiękach pieśni i gry na cytrach, harfach, bębnach, grzechotkach i cymbałach, ten, który tańczył z całym zapałem w obecności Pana, a ubrany był w lniany efod. Dawid z Lubelszczyzny siedzi (tak mi się przynajmniej wydaje) smutny i zamyślony. Bo on już zobaczył zagładę swego ludu. Na cokole pomnika umieszczono słowa: Pan światłością moją i zbawieniem moim (Psalm 27). Ale może bardziej pasowałyby te: Zmęczyłem się moim jękiem, płaczem obmywam co noc moje łoże, posłanie moje skrapiam łzami (Psalm 6)? Albo te: Moje oko słabnie od nieszczęścia, codziennie wołam do Ciebie Panie, do Ciebie ręce wyciągam (Psalm 88)? Zresztą, czy ja wiem…

Ponoć Dawid posturą nie imponował, podobno był niski (nie tylko w zestawieniu z Goliatem, ale tak w ogóle, obiektywnie) i rudy. Co nie przeszkodziło mu zostać największym królem Izraela. Tutaj, w Zamościu, trzy tysiące lat później żył taki jeden, rodak Dawida: też mikrego wzrostu, też rudawy (przynajmniej dopóty, dopóki miał włosy), małostkowego – bywało – charakteru, a przy tym fatalnie wywiązujący się z obowiązków miejscowego notariusza. A też był królem mocarnym. Monarchą słowa. Gdy umarł, pewien krytyk literacki, którego nazwisko przez litość pominę, spłodził tekst zatytułowany Dziejba Lesmanów; swoją drogą: co za wdzięk skojarzeń, co za wyrafinowana gra słów. Klękajcie narody! A w dziełku owym takie znajdujemy słowa: Leśmian był Żydem. (…) Wiersze Żydów w języku polskim nie należą do rdzennej, czystej poezji polskiej. Nie należą także do rdzennej żydowskiej literatury narodowej. Stanowią formację pośrednią między jednym a drugim ogniskiem krystalizacyjnym. Są – (i taka jest też twórczość Leśmiana) – produktem asymilacji drugorzędnych cech kultury polskiej. Co napisał krytyk pierwszorzędny, któremu nieczysta poezja Leśmiana z pewnością czosnkiem i cebulą wionęła. Jego nazwisko przywołuje się dziś właściwie wyłącznie wtedy, gdy mówi się o Leśmianie. Bez Leśmiana pamięć o krytyku dawno by już sczezła. Tak, jak pogrążą się w niepamięci – póki co bowiem tkwią po uszy w hańbie – senatorzy, którzy utrącili uchwałę o tym, by ogłosić annus Domini 2017 Rokiem Leśmianowskim. Słowo senator pochodzi, jak wiadomo, od łacińskiego senex, czyli stary. Oni z przymiotów starości raczej nie mądrość wzięli, lecz sklerozę. Bo co im w Poecie przeszkadzało? Czosnek? Bezbożnictwo? Rozwiązłość w malinowym chróśniaku? I tak stworzyli poetę wyklętego. No żesz kurwa jego mać!

Administratorka zarzekała się, że my – gorszy sort, tutaj, na blogu, urządzimy własny Rok Leśmiana. I co? Czekam, czekam. Nic. Sam więc w końcu chwyciłem za klawiaturę. A przecież powinni to uczynić bieglejsi w sztuce słowa. Nie tacy zmanierowani starcy, jak ja.

Król Dawid nie tracił ducha.

Z głębokości wołam do Ciebie, Panie,
o Panie, wysłuchaj głosu mego!
Nakłoń swoich uszu
Ku głośnemu błaganiu mojemu!

(Psalm 130)

A Odwieczny usłyszał i zesłał promień krzepiącej nadziei. O, taki właśnie:

Można i tak. Ale można inaczej. Zamojskiego psalmisty już nie stać na nadzieję. Nie woła z głębokości. Rzuca Najwyższemu wyzwanie, choć wie, że przegra. Ale gdyby się nie postawił, nie byłby sobą. Zostaje mu, jak to człowiekowi, tylko dumna rozpacz i beznadziejny bunt. Bo chyba o to tu chodzi, czyż nie?

W czas zmartwychwstania Boża moc
Trafi na opór nagłych zdarzeń.
Nie wszystko stanie się w tę noc
Według niebieskich wyobrażeń.

Są takie gardła, których zew
Umilkł w mogile – bezpowrotnie.
Jest taka krew – przelana krew.
Której nie przelał nikt – dwukrotnie.

Jest takie próchno, co już dość
Zaznało zgrozy w swym konaniu!
Jest taka dumna w ziemi kość,
Co się sprzeciwi – zmartwychwstaniu!

I cóż, że surma w niebie gra.
By nowym bytem – świat odurzyć?
Nie każdy śmiech się zbudzić da!
Nie każda łza się da powtórzyć!

Której z dwóch harf wolicie posłuchać? Ja – już wybrałem i wiem, że razem z poetą, w obliczu Stworzyciela – gniewny, nim się duch mój z prochem utożsami, Bedę tupał na Niego tymi trupięgami! Zaś wam życzę dobrego – ale aż do trzewi waszego! – wyboru.

Uhhh, mrokiem i zimnem powiało. Nie godzi się tak kończyć, w takiej otchłani pozostawiać czytelnika. Coś lżejszego na deser: miała być dziejba Lesmanów (zważmy na pluralis), przeto dorzucimy jeszcze jednego. Może ten drugi Lesman, lotem strzały brzechwą ustabilizowanej, podczas którejś z wizyt u kuzyna notariusza odwiedził sąsiedzki Zamościowi Szczebrzeszyn? Może tej wizycie zawdzięczamy wiersz o chrząszczu, co brzmi w trzcinie? W Szczebrzeszynie, a jakże, też byłem. Chrząszcza widziałem.

 

Choć na mój gust to raczej konik polny. Ale entomolog ze mnie żaden, więc się nie upieram. Miłego dnia!

***

No, też myślę, że konik polny – adminka

Stuart słucha muzyki 6

Ewa Maria Slaska i Joanna Trümner

słuchają piosenek, które otwierają kolejne rozdziały Stuarta.

Rozdział 17 czyli paskudny Nowy Rok. Co gorsza, Stuart nie ma nic, ale to poprostu nic na swoje usprawiedliwienie.  Może tylko to, że każdy dzień bez Meg jest tak potwornie długi.

REM: Sometimes everybody hurts

When your day is long
And the night, the night is yours alone
When you’re sure you’ve had enough
Of this life, well hang on
Don’t let yourself go
‚Cause everybody cries
And everybody hurts sometimes

Kiedy dzień jest potwornie długi
A nocą, nocą jesteś zupełnie sam
Kiedy jesteś pewien, że masz już dosyć tego życia
Nie poddawaj się, nie rezygnuj
Bo każdy czasami płacze i każdy czasami rani

Rozdział 18. Meg wreszcie przyjechała, czemu jednak w tekście nie towarzyszy żadna piosenka. Muzyka pojawi się dopiero, gdy w małym szczęśliwym świecie Stuarta pojawi się prawdziwe nieszczęście. Umiera dziecko przyjaciela, a Stuart nie ma pojęcia, jak w ogóle mógłby mu pomóc. Po pogrzebie Stuart podszedł do przyjaciela i kładąc mu rękę na ramieniu powiedział: „Gdybyś kiedykolwiek chciał się po prostu wygadać, to możesz na mnie liczyć”. W momencie, kiedy usłyszał jak te słowa wychodzą z jego ust, zdał sobie sprawę z tego, że były to najbardziej banalne i niepotrzebne słowa, jakich kiedykolwiek użył. Patrząc na Iana obiecał sobie w duchu, że napisze piosenkę dedykowaną małemu Leo – piosenkę o chłopcu, który nie dowiedział się, jak bardzo był kochany i potrzebny.

Daughtry: Gone too soon

Like a shooting star flying across the room
So fast so far, you were gone too soon
You’re a part of me and I’ll never be the same here without you
You were gone too soon

Jak spadająca gwiazda, która przelatuje przez pokój
– Taka szybka i taka daleka, odszedłeś zbyt szybko
Jesteś częścią mnie i bez ciebie nigdy już nie będę sobą
Zbyt szybko odszedłeś

Rozdział 19

Meg i Stuart żyją w swym małym szczęśliwym światku swoje małe szczęśliwe życie. Nudne. No tak, ale przecież wszyscy wiemy, że the book of love is long and boring…

 Peter Gabriel: The book of love

The book of love is long and boring, no one can lift the damn thing
It’s full of charts and facts, some figures and instructions for dancing
But I, I love it when you read to me.
And you, you can read me anything.

Książka miłości jest długa i nudna, nikt nie potrafi unieść tej cholernej książki
Pełno w niej faktów i tabelek, kilka liczb i instrukcji dotyczących tańca.
Ale ja uwielbiam, kiedy mi ją czytasz
Bo ty, ty możesz mi czytać cokolwiek

To niezwykła rzecz ta miłość, nawet Nick Cave znajduje sposób, by dać jej wyraz…

Nick Cave and The Bad Seed, Into my Arms

I don’t believe in an interventionist God
But I know, darling, that you do
But if I did I would kneel down and ask Him
Not to intervene when it came to you
Not to touch a hair on your head
To leave you as you are

Nie wierzę w Boga, który interweniuje,
Ale wiem, kochanie, że Ty w niego wierzysz,
Gdybym wierzył, klęknąłbym i poprosił
Żeby niczego w Tobie nie zmieniał
Nie doknął włosa na Twej głowie
Zostawił Cię taką, jaka jesteś

Miłość, najważniejsze, co nas w życiu może spotkać…

Stuart słucha muzyki 5

Ewa Maria Slaska i Joanna Trümner

słuchają piosenek, które otwierają kolejne rozdziały Stuarta. Rozdział 14. Stuart kocha Meg, ale wie, że czas rozstania jest bliski. Meg jeszcze nie może jechać z nim do Australii, on nie może już dłużej odkładać powrotu do Australii. A rozstanie zawsze niesie ze sobą niepewność.

Carole King, Will you still love me tomorrow?

jedna z najsłynniejszych kompozytorek współczesnych, dziewczyna, która komponowała dla Beatlesów i Arethy Franklin. To jej własna piosenka.

Tonight you’re mine, completely, you give your soul so sweetly
Tonight the light of love is in your eyes, but will you love me tomorrow?

Dzisiaj cała należysz do mnie, tak słodko oddajesz mi swą duszę
Dzisiaj światło miłości rozświetla twe oczy, ale czy będziesz kochać mnie jutro?

Rozdział 15. Stuart wraca do Australii. Nie jest to dobry powrót, czeka go marna praca, odejście przyjaciela do świata bogaczy i własna zdrada. Zaczyna się ciężki czas. Należałoby się modlić, ale czy Stuart to wie?

The Fray: How to save a life

Let him know that you know best ‘cause after all you do know best
Try to slip past his defense without granting innocence
Lay down a list of what is wrong the things you’ve told him all along
And pray to God he hears you, and pray to God he hears you

Daj mu znać że wiesz najlepiej, bo naprawdę wiesz najlepiej
spróbuj wyminąć jego obronę, nie uznając niewinności
zostaw listę tego, co jest nie tak – rzeczy, o których mu ciągle mówiłeś
i módl się do Boga, by Cię wysłuchał i módl się do Boga, by Cię wysłuchał

Stuart 16.

Jedyną jaśniejszą chwilą w życiu Stuarta jest krótka wizyta Meg w Australii. I Stuart wie, że jest to najlepsze, co mogło go spotkać w życiu. Miłość, Meg, wspólne życie aż do starości.  Beatlesi też mieli taką piosenkę, pamiętacie? Will you still need me, will you still feed me, when I am sixty four? 

Tom Odell: Grow Old with Me

Grow old with me, let us share what we see
And all the best it could be – Just you and I

And our hands they might age and our bodies will change
But we’ll still be the same as we are

Zestarzej się ze mną, podzielmy się tym, co widzimy
Oraz tym, czym mogłoby się stać – tylko ty i ja

Nasze ręce pewnie się zestarzeją i zmienią się nasze ciała
Ale my będziemy ciągle tacy sami jak jesteśmy teraz

Ciąg dalszy za dwa tygodnie

Z szuflady Andrzeja Rejmana 1

Andrzej Rejman

Modlitwa Araba w “Okruszynach z Poniemunia”

Sięgam do szuflady i wyciągam:
kopertę z tajemniczym napisem “Okruszyny z Poniemunia”, a w niej wśród zdjęć, a właściwie ich resztek, wiersz p.t. Modlitwa Araba”, podpisany – Kowno 1925 Zyg. Ugiański.

MODLITWA ARABA

Allah, twe imię na ustach mych gości,
……….kiedy pozdrawiam pierwsze blaski zorzy,
……….ono udziela spokoju, radości,
……….gdy mię nieznana przyszłość dziś dnia trwoży.

Allah, twe imię jest dla mnie ochłodą,
……….pośród skwarnego południa pustyni,
……….ono w upale rzeźwiącą jest wodą,
……….ono mi znojną pracę łatwą czyni.

Allah, twe imię, gdy blaski zachodu
……….krwawią horyzont łuną purpurową,
……….dla ostatniego już potomka rodu
……….bywa modlitwą codzienną a nową,

Allah, twe imię, gdy niebo usiane
……….gwiazd milionami nade mną migoce
……….koi me serce burzami sterane,
……….dając sen cichy w cudne nasze noce.

Allah, twe imię wypełnia pustynię
……….życia mojego porosłą ostami,
……….biegnie czas-potok, młodość szybko minie,
……….ono z niej tylko pókim żyw zostanie.

Kowno, 1925
Zygmunt Ugiański
__________
Sprawdzam najpierw kim był Zygmunt Ugiański, bo o Poniemuniu wiem nieco więcej z opowiadań cioci Stankiewiczowej.

Zygmunt Ugiański, ps. “Redaktor”, działacz korporacyjny, społeczny i polityczny. Urodzony 9 lipca 1906 roku w Olicie n. Niemnem, zmarł 18 marca 1972 roku w Warszawie. Absolwent Gimnazjum w Kownie, od 1925 roku student Uniwersytetu Litewskiego w Kownie, student Wyższej Szkoły Dziennikarskiej w Warszawie 1930/31, współzałożyciel oraz przewodniczący Zjednoczenia Studentów Polaków Uniwersytetu Litewskiego w Kownie oraz Związku Polskiej Młodzieży Akademickiej Litwy, współzałożyciel i redaktor miesięcznika studenckiego “Iskry”, publicysta dziennika “Dzień Kowieński”, redaktor naczelny pisma mniejszości polskiej na Litwie kowieńskiej “Chata Rodzinna” 1937-40. W czasie II wojny światowej Szef Oddziału Propagandy i Prasy dowództwa Podokręgu Kowno ZWZ-AK, później “Inspektorat E” Okręgu AK Wilno (ps. “Redaktor”), w roku 1946 aresztowany i wywieziony w głąb ZSRR, w latach 1946-48 więzień poprawczego obozu pracy, w 1955 roku zwolniony, przyjechał do Polski, pracownik wydawnictwa PAN w Warszawie, pochowany na cmentarzu bródnowskim w Warszawie, odznaczony przez Prezydenta RP na wychodźstwie Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami.
(na podstawie)

Zygmunt Ugiański (stoi, pierwszy z prawej) i inni członkowie
korporacji “LAUDA” (żródło: www.archiwumkorporacyjne.pl)

Z dat wynika, że Zygmunt Ugiański był kolegą szkolnym Heleny z Zanów Stankiewiczowej, z Polskiego Gimnazjum w Kownie. Stąd pewnie miała ona ten wiersz w swych archiwach.

Okruszyny z Poniemunia – babcia Jadwiga z Fergissów-Zanów

A w Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich (Tom VIII, nakł. Filipa Sulimierskiego i Władysława Walewskiego, 1880-1914 str. 770) czytamy:

Poniemuń, zwany Poniemuniem Fergissa, wieś i dobra nad Niemnem, powiat władysławowski, gmina Światoszyn, parafia Poniemuń, odl. od Władysławowa 50 wiorst, od Kowna 35 wiorst, posiada kościół parafialny, folwark, … Józef Chrząstowski, starosta rossieński, z żoną Anną z Siponiewiczów, sprzedają Poniemuń w 1677 Andrzejowi Kazimierzowi Giełgudowi, pisarzowi Wlk Księstwa Litewskiego. W 1727 Antonina de Walsztein Sapieżyna, wojewodzina wileńska, primo voto Andrzejowa Giełgudowa, czyni zapis wieczysty ks. Michałowi Czartoryskiemu, jego żonie, a swej synowicy Eleonorze de Walsztein na dobrach Giełgudyszki, i Poniemóń….
Następnie dobra Poniemunia przeszły drogą kupna do Białozorów, w posagu Ewy, córki Jerzego Białozora, stolnika upickiego Poniemuń przeszedł do Tyszkiewiczów w drugiej połowie XVIII wieku. Następnie został własnością rodziny Fergissów. Dziś należy do Jadwigi z Fergissów Zanowej…”

No tak – dziś ruiny dworu można obejrzeć sobie w mapach “online”.

“Okruszyny z Poniemunia”

Piątek, fabryka, wiersze, muzyka

21 czerwca odbywa się na całym świecie Fete de la musique, słynny festiwal bezpłatnej muzyki, której słuchać można wszędzie. Od 21 lat odbywa się też w Berlinie. Od jakiegoś czasu Christine Ziegler z Regenbogenfabrik i ja zabiegamy o to, by główni organizatorzy tej imprezy (gremium szacowne i surowe) pozwolili Fabryce na zorganizowanie w tym roku koncertu na fabrycznym podwórku.

To podwórko jest słynne i ma, jak cała fabryka, piękną historię. W fabryce kiedyś produkowano środki chemiczne, a potem stała pusta, dopóki 35 lat temu nie zasiedlili jej berlińscy squaterzy. Podwórko przez kilkadziesiąt lat podlewane wodą po myciu kotłów fabrycznych wyglądało jak popękana betonowa pustynia, mimo iż nie był to beton tylko coś, co kiedyś było glebą. Nic tu więc nie rosło, a squaterzy przez kilka lat wymieniali ziemię i sadzili drzewa.

Potem z kolei na środku podwórka pojawiła się i trwała właściwie “zawsze” przeogromna i przegłęboka kałuża, a podwórkowe życie – pogawędki dorosłych, zabawy dzieci, flirty młodzieńcze – toczyło się wokół niej.

Dziś na klepisku bujnie krzewi się zieleń i kwitną kwiaty, w miejscu kałuży jest piaskownica, a z podwórka wchodzi się do różnych części Fabryki Tęczowej czyli Domu Sąsiedzkiego: pracowni artystycznej, recepcji hotelowej, kina, warsztatu rowerowego, stolarni, hostelu, stołówki i pomieszczeń seminaryjnych. Pod jedną ze ścian stoi ustawiona wspólnymi siłami polsko-bułgarsko-niemieckimi biblioteka dla każdego (outdoor library).

Jednoosobowa komisja właśnie wyszła i wydała zgodę. Zapraszamy więc 21 czerwca na Fete de la musique i występy szczecińskiego zespołu Sklep z ptasimi piórami. Panie i Panowie…

Marek Maj i Ryszard Leoszewski!


Sklep z ptasimi piórami

Pierwszy koncert Sklepu z Ptasimi Piórami zapowiadał odręcznie wymalowany plakat w nakładzie jednego egzemplarza. Dedykowany był koleżankom z Nauczania Początkowego WSP w Szczecinie i odbył sie 8 marca 1978 roku w klubie uczelnianym Atut. Wobec ogromnego zainteresowania miesiąc później zespół wystąpił po raz drugi, a potem… zaczęły sie wyjazdy na festiwale: do Świnoujścia na Famę, do Szklarskiej Poręby i Krakowa na kultowy Studencki Festiwal Piosenki, gdzie był kilkakrotnie wyróżniany. Dziś zespół dawno już przekroczył granice kultury studenckiej, stając się wizytówka kulturalna Szczecina.

Największym wydarzeniem artystycznym dla Sklepu z Ptasimi Piórami był bez wątpienia koncert z fenomenalnym wokalistą jazzowym – Bobbym McFerrinem w 2005 roku w Szczecinie.

Dyskografia

Ryszard Leoszewski

Lider zespołu Sklep z ptasimi piórami jest autorem projektów muzyczno poetyckich jak “Ballady grudniowe” (anonimowa poezja ze strajku stoczniowców w roku 1970 w Szczecinie), „Ulica Mandelsztama” (piosenki skomponowane w stanie wojennym do kultowego spektaklu Teatru Kana „Księga o życiu Osipa Mandelsztama”) czy “Leoszewski Majem” (piosenki krytyczno-społeczne do wierszy Marka Maja).

Z wykształcenia jest pedagogiem, z zamiłowania kompozytorem, piosenkarzem, autorem tekstów, twórcą audycji radiowych i telewizyjnych. Już w szkole średniej związał się z teatrem. Był jednym z pierwszych aktorów Teatru Kana, gdzie w 1982 r. skomponował muzykę do spektaklu “Księga o Życiu, Śmierci i Twórczości Osipa Mandelsztama”. W 1978 roku założył zespół Sklep z Ptasimi Piórami, który do dziś należy do czołówki swojego gatunku. Na płycie “Gitarą i piórem”, wydanej w 2001 r. przez Program III Polskiego Radia, znalazła się jego  pieśń “Ochroń nas Boże” do tekstu Leszka Aleksandra Moczulskiego. W 1987 r. założyłem dziecięcą grupę artystyczną ARFIK. W 2002 roku otrzymał Nagrodę Artystyczną Miasta Szczecina, w 2004 r. został Ambasadorem Szczecina, a w 2012 roku otrzymał “Medal Zasłużony Kulturze GLORIA ARTIS”.

Marek Maj

Urodził się w 1962 roku w Szczecinie. Jest poetą i reżyserem sztuk teatralnych i spektakli poetyckich, laureatem Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego Malowanie słowem (1999) oraz Konkursu Literackiego O Bursztynowe Pióro (2003).

Wydał tom poetycki Obrzeża i skraje, jest autorem wierszy śpiewanych przez Ryszarda Leoszewskiego w programie Wiem jak nie jest czyli Leoszewski Majem. Pisze tradycyjną poezję, często z rymami.

Sam ze sobą poszymborzę,
Poszymborzę, pomiłoszę,
Groch zapachnie mi, jak groszek.
Osobiście potuwimię,
Ulechonię swoje imię,
Przypadkowo pobarańczę,
Poleśmianię i zatańczę,
Przeherbercę jakiś cytat.

Regenbogenfabrik czyli Fabryka Tęczowa

– Współpraca z polskimi instytucjami jest bardzo ciężka. Alternatywna kultura, którą ja nazywam odjazdową, ich nie interesuje. Oni wolą żeby przyjechał sobie pianista i grał Chopina. To co my robimy uważają za wulgarne i ohydne, dla nich to nie jest polska kultura –  twierdzi Jakub Paczkowski z berlińskiej Grupy Artystycznej “Karton”.

“Karton” to tylko jeden w wielu elementów Centrum Sąsiedztwa “Tęczowa Fabryka” działającego w berlińskiej dzielnicy Kreuzberg. W jednej z niepozornych bram, kryje się instytucja realizująca na swój sposób międzykulturowe poznanie. W tej części Berlina mieszkają głównie obcokrajowcy. Ludzie uważani często za obywateli drugiej kategorii stworzyli tu własny instytut kultury – tyle, że alternatywnej. Najpierw byli tzw. squotersi, którzy na początku lat 80 nielegalnie zajęli opuszczony budynek z przylegającym do niego tartakiem. Uregulowali status prawny nieruchomości i wyremontowali pomieszczenia. Poźniej pojawił się pomysł wspólnego działania.

– Centrum to tylko “parasol”, pod którym realizujemy różne projekty. Działamy na rzecz kultury i dobrego sąsiedztwa – tłumaczy Aloyz Ebner z “Tęczowej Fabryki”. W ramach tego niecodziennego zakładu funkcjonuje m.in. przedszkole, świetlica dla dzieci, kawiarnia, kantyna, schronisko turystyczne, stolarnia i warsztat rowerowy. Kilka lat temu, na gruncie partnerstwa pomiędzy Szczecinem a Kreuzbergiem powstała też polsko-niemiecka inicjatywa – Deutsch-Polnische Bewegung.

– Nie obyło się bez protestów. W prasie szczecińskiej pojawiły się nawet teksty, że w Kreuzbergu mieszkają same żule i dlaczego porządny Szczecin ma z takim miejscem współpracować – komentuje w swoim stylu Jakub.

To stary tekst, ale nadal aktualny. Więcej TU.

Fete de la musique

Stuart słucha muzyki 4

Ewa Maria Slaska i Joanna Trümner

przesłuchują piosenki, które otwierają kolejne rozdziały sequela Stuart.

W rozdziale 12 umiera ojciec Stuarta i pojawia się Wielka Miłość, zapowiadana aż przez dwie piosenki – śpiewają Bob Dylan i Norah Jones.

Gdy zaproponowałam Joannie, że podczas jej nieobecności zastąpię rozdziały Stuarta muzyką, która pojawia się w prawie każdym wpisie, odpowiedziała mi, że szuka tej muzyki godzinami, lub może raczej powinna powiedzieć, że godzinami słucha takiej właśnie muzyki i wtedy coś, czego właśnie słuchała, dopasowuje się do tego, co właśnie pisze.

Bob Dylan

My love she speaks like silence, without ideals or violence
She doesn’t have to say she’s faithful, yet she’s true, like ice, like fire
People carry roses and make promises by the hours
My love she laughs like the flowers Valentines can’t buy her.

Moja miłość mówi tak, jak mówi cisza – bez ideałów, bez przemocy,
Ona nie musi mówić, że jest wierna, ona jest tak prawdziwa jak lód i jak ogień
Ludzie przynoszą róże i obecują co godzinę co innego.
Moja miłość śmieje się tak jak kwiaty, których nie dostaniesz na Walentynki.

Norah Jones

What am I to you tell me darling true
To me you are the sea vast as you can be
And deep the shade of blue
When you’re feeling low
To whom else do you go?

Kochanie, powiedz mi prawdę – kim dla Ciebie jestem?
Dla mnie ty jesteś głębokim morzem
I głębokim odcieniem błękitu.
Do kogo innego możesz przyjść, kiedy jest Ci źle?

Ci co czytają Stuarta regularnie wiedzą, że ta miłość okaże się trwalsza niż wszystkie poprzednie i Meg przyjedzie na stałe do Stuarta do Australii.

Oto piosenka dla Meg (Stuart 13)

Van Morrison: Someone like you (a właściwie someone exactly like you!)

I’ve been searching a long time for someone exactly like you
I’ve been traveling all around the world
Waiting for you to come through

Długo szukałem kogoś właśnie takiego jak ty
Wędrowałem po całym świecie
Czekając aż się zjawisz

Ale przed nimi jeszcze długa droga i, jak to w bajce i w życiu, dużo przeszkód. Po pierwsze w rozdziale 13 ta zła siostra, Eve (Kate jest tą dobrą siostrą), po drugie czas, po trzecie odległość, po czwarte – sam Stuart. Ale, jak to w bajce, amor omnis vincit.

Kacey Musgraves: Merry Go `Round

If you ain’t got two kids by 21, you’re probably gonna die alone
At least that’s what tradition told you.
And it don’t matter if you don’t believe, come Sunday morning you best be there
In the front row, like you’re s’posed to.

Jeżeli w wieku 21 lat nie masz dwójki dzieci, to prawdopodobnie umrzesz samotnie
Tego nauczyła cię tradycja
To nieważne, czy wierzysz czy nie wierzysz, w niedzielę rano przyjdziesz do kościoła
I zajmiesz miejsce w pierwszym rzędzie, tego się od ciebie oczekuje

Ciąg dalszy za dwa tygodnie

Dzień poezji

Andrzej Rejman

Z okazji Światowego Dnia Poezji (21 marca) warto przytoczyć wiersz…

Maryla Wolska

Nie wiem

Nie wiem, jaki tam będzie świat wtóry,
Jakie grzesznych radości ominą;
W moim niebie będą lasy i góry
Moje niebo musi pachnieć świerczyną,
I rzeka tam szumieć powinna,
Ta jedna jedyna, ona
Jak żadna inna
Zielona…

Maryla Wolska, Nie wiem… wiersz z tomiku “Dzbanek malin” wyd. Biblioteka Medycka 1929

Tak! Dobrze byłoby, aby w przyszłym świecie było choć nieco zieleni…

Autorka pisze w swym marzeniu o Rzece Zielonej, a rzeka taka spokojnie sobie płynie przez podwarszawskie Piaseczno… zresztą nie tylko, jest jeszcze jedna Zielona – dopływ Oławy.

Spróbowałem zaśpiewać ten wiersz – w rezultacie powstało takie nagranie:

Ale sen o zielonym świecie nie może trwać długo, należy wiec przytoczyć inny, całkiem odmienny wiersz. Oba wiersze łączy jednak to samo pragnienie ciszy, troska o wartość samą w sobie – o spokojny byt.

Maria Hrebnicka, rękopis zapisków z lat 1910-1917

Wiersz, który znalazłem w archiwach rodzinnych na Litwie, napisała podczas I wojny światowej Maria Hrebnicka.

Maria Hrebnicka

(Piotrogród 1915, Jesień, Akademia Sztuk Pięknych*)

Widocznie Tobie Panie trzeba było
Jeszcze krwi naszej i naszej ofiary
I oto wszystko stanęło, co żyło
W bólu bez końca, w cierpieniach bez miary

Panie, przed Tobą płoną nasze domy
Przed Tobą pola wojną poniszczone
Na ziemi naszej tworzą znak widomy
Czarne mogiły krwią i łzą zroszone

Panie, przyjmij ból nasz i nasze cierpienia
Jak odkupienie dla najświętszej sprawy
Panie, na przyszłe ześlij pokolenia
Los przychylniejszy, los nie taki krwawy.

Boże, daj dzieciom za ojców męczarnie
Kąt ziemi własnej na tej ziemi czarnej
Wśród własnej ziemi, wśród własnej przyrody
Żyliśmy dotąd, chociaż bez swobody…

Wszak ziemia nasza piękną była Panie…

Na pola poniszczone, na spalone domy
Do wdowich serc rozbitych
Ześlij nam anioła
Wśród promieni jutrzenki
daj anioła ciszy.

Maria Hrebnicka (1891-1969), córka profesora Adama Doktorowicz-Hrebnickiego ukończyła malarstwo w petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Większość jej obrazów olejnych, które przetrwały do dziś, znajduje się w muzeum Adama Hrebnickiego w Raju (Rojus), w północno-wschodnim zakątku Litwy. Tu dwa, zatytułowane przeze mnie (A.R.) Wieś spokojna

 

Maria Hrebnicka zdjęcie z początku XX w.

Stuart słucha muzyki 3

Ewa Maria Slaska i Joanna Trümner

przesłuchują piosenki, które otwierają kolejne rozdziały sequela Stuart. W dzisiejszym wpisie only love, love, love…

Stuart 9

Rozdział 9 to opowieść o dwóch ważnych kobietach w życiu Stuarta w Wellington. Obie mają tak samo na imię. Najpierw do Stuarta przyjeżdża jego siostra Kate, potem pojawia się Catherine, koleżanka tancerka, przez jakiś czas jego dziewczyna. Siostra nie dostaje swojego muzycznego interludium, ale Catherine owszem. Piosenka jest oskarżeniem, ale Catherine zasłużyła na nie.

City girls just seem to find out early how to open doors with just a smile
A rich old man and she won’t have to worry, she’ll dress up all in lace and go in style
Late at night a big old house gets lonely, I guess ev’ry form of refuge has its price
And it breaks her heart to think her love is only given to a man with hands as cold as ice

Dziewczęta z miasta szybko uczą się otwierać drzwi swym uśmiechem,
Stary, bogaty mężczyzna i już nie będzie musiała się martwić
Zacznie nosić koronkowe sukienki i najmodniejsze ubrania.
Późną nocą wielki, stary dom pustoszeje, myślę, że ucieczka zawsze ma swoją cenę,
Na myśl o tym, że daje miłość mężczyźnie o rękach zimnych jak lód
Pęka jej serce

The Eagles „You cannot hide your lying eyes”

W rozdziale 10 to też nie siostra dostaje piosenkę od autorki, lecz dziewczyna Stuarta – Iris.

Nina Simone

I wish I knew how it would feel to be free
I wish I could break all the chains holding me
I wish I could say all the things that I should say
Say ’em loud, say ’em clear for the whole round world to hear

Tak bardzo chciałabym wiedzieć, jak czuć się wolnym
Tak bardzo chciałabym zerwać łańcuchy, które mnie skuwają
Tak bardzo chciałabym powiedzieć wszystko to, co trzeba powiedzieć
Powiedzieć to głośno, powiedzieć to jasno, tak żeby usłyszał to cały świat

Iris nie zdołała zerwać łańcuchów, które ją skuwają i to sprawiło, że rozpadł się kolejny związek Stuarta z interesującą młodą kobietą. Bo to ona w tym rozdziale śoiewa te pełne rezygnacji słowa: I wish I knew how it would fell to be free…

W rozdziale 11 Iris odjeżdża i już nie wróci. It must have been love but it’s over now śpiewa  Roxette.

It must have been love but it’s over now
It must have been good but I lost it somehow
It must have been love but it’s over now
From the moment we touched till the time had run out

To musiała być miłość, ale już się skończyła
I musiała być dobra, ale gdzieś się zgubiła
To musiała być miłość, ale już się skończyła
Od chwili, kiedy się dotknęliśmy, do chwili, kiedy przeminął jej czas

Ciąg dalszy za dwa tygodnie

Stuart słucha muzyki 2

Ewa Maria Slaska i Joanna Trümner czytają Stuarta

Czasem co środę, czasem co drugę środę prezentuję tu muzykę cytowaną przez Joannę w jej sequeleu Stuart. Stuart numer 6 rozpoczyna się od cytatu muzycznego z festiwalu The sound of music. O piosence jest też mowa w tekście i, o dziwo, dowiadujemy się, że bohater serialu wcale jej nie lubi, wydaje mu się patetyczna i egzaltowana. Gdy odsłuchacie piosenki (soundtrack z filmu), będziecie musieli się z nim zgodzić. Ta historia z lat 30 jest do dziś poruszająca, ale musical z roku 1959 i film z roku 1965 są jak na nasz gust okropnie staroświeckie. Muzyka Richard Rodgers, tekst Oscar Hammerstein.

Climb every mountain, ford every stream,
Follow every rainbow,’ till you find your dream.
A dream that will need all the love you can give,
Every day of your life for as long as you live.

Wspinaj się na każdą górę, pokonuj każdy potok,
Idź za każdą tęczą, dopóki nie znajdziesz swojego marzenia
Marzenia, które będzie potrzebowało całej twojej miłości,
Każdego dnia w życiu, tak długo, jak będziesz żył.

Również muzyczne motto Stuarta numer 7 jest nie tylko cytatem, lecz wiąże się z treścią odcinka. Stuart gra bowiem w Wellington główną rolę w musicalu Jesus Christ Super Star (Andrew Lloyd Webber, 1971).

Every time I look at you I don’t understand
Why you let the things you did get so out of hand
You’d have managed better
if had it planned
Why’d you choose such a back ward time
and such a strange land?

Za każdym razem, kiedy na ciebie patrzę
Nie potrafię zrozumieć
Dlaczego pozwoliłeś, by rzeczy, które robiłeś
Tak bardzo wymknęły ci się spod kontroli
Lepiej byś temu podołał, gdybyś postępował według planu
Dlaczego zdecydowałeś się wybrać tak odległy czas i taki dziwny kraj?

To wersja filmowa z lat 70. Judasza gra Carl Anderson, Jezusa – Ted Neeley. A to Judasz po polsku, w innej piosence z Jesus Christ Super Star (Haeven on their mind):

Stuart się ciągle przeprowadza, a lotnisko pojawia się niemal w każdym odcinku. Numer 8 zaczyna się od pytania Roda Stewarta: So far away

Doesn’t anybody stay in one place anymore
It will be so fine to see your face at my door
And it doesn’t help to know you’re so far away

Czy nikt nie zostaje w tym samym miejscu?
Tak dobrze byłoby zobaczyć cię w drzwiach
To, że wiem, że jesteś daleko, wcale mi nie pomaga

Ciąg dalszy za dwa tygodnie

Boże kamieni polnych…

Irena Sulewska-Zagrodzka

Modlitwa

Boże kamieni polnych i dymów płynących z komina,
samotnych grusz na miedzach i mórz bezdennej głębi –
Ty, co z czarnego krzyża nad wioską ramiona rozpinasz
i błogosławisz mrówkom, kierujesz lotem gołębi –

Boże uśpionych wulkanów i wysp dalekich na morzach,
co hukiem maszyn przemawiasz – i szumem palm na pustyni,
Ty, co stworzyłeś pioruny i wiatr na polnych bezdrożach,
i niezabudki siejesz u brzegów leśnych krynic –

Pod kary Twojej wymiarem, jak kłosy zgięte w czas burzy,
czekamy na znak Twej łaski, miłości i przebaczenia.
Dzień za dniem w smutku przechodzi, dzień za dniem w smutku się dłuży,
praca już nie jest radością i noc nie daje wytchnienia.

Ty, co kazałeś się kochać kamieniom i polnym głazom,
co ptakom gniazda wić każesz pod drzew cienistą opieką –
spraw byśmy byli posłuszni miłości świętym nakazom,
zabij w nas serca jastrzębie, stwórz w nas Dobrego Człowieka.

Po chwilach męki i trwogi, po dniach rozpaczy i klęski,
po czarnych latach niewoli i łzach, co płyną bez końca –
Boże kwitnących jabłoni! po wszystkie wieki zwycięski,
ześlij nam słońce…

Wiersz podał do druku Andrzej Rejman, opatrując go taką uwagą:

Wiersz znaleziony wśród notatek w zeszytach dzienników lektury Małgorzaty Hrebnickiej –
napisany prawdopodobnie podczas okupacji. Nie mam żadnych danych o autorce wiersza. Wiersz przytaczam, jako tekst budzący silną refleksję właśnie w tych czasach, gdy zmienia się nazwę Akademii Obrony Narodowej na Akademię Sztuki Wojennej, i gdy powszechnie gloryfikuje się walkę, jako najważniejszy element doświadczenia historycznego. Mam wrażenie, że im więcej lat upływa od czasów mrocznych, jak określa je m.in. Hanna Arendt, czyli im dłużej świeci wymodlone wtedy słońce – tym bardziej znudzeni są trwaniem w bezczynności niektórzy…

wiersz_modlitwa_ireny_sulewskiej_zagrodzkiej_1

wiersz_modlitwa_ireny_sulewskiej_zagrodzkiej_2