Imponderabilia


Policja / Polizei

Imponderabilia


Policja / Polizei

Brawo Bogusław Fleck i cała ekipa UTP czyli Uniwersytetu Trzech Pokoleń!
Szanowni Państwo, drodzy Przyjaciele,
zapraszamy na kolejny wykład UTP, 15 marca 2019, godz. 18.00, w sali 2094, Uniwersytet Humboldtów, Unter den Linden 6.
Wykład wygłosi Jerzy Owsiak, obserwator rzeczy ulotnych i dziwnych. Witrażysta, dziennikarz radiowy i telewizyjny, podróżnik.
Założyciel i prezes Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, pomysłodawca
i organizator corocznego Finału WOŚP oraz Przystanku Woodstock
– od zeszłego roku pod nazwą Pol’and’Rock.
Temat wystąpienia: Jerzy Owsiak powie na przykładzie Orkiestry jak łączyć, a nie dzielić. Jak być razem, jak tworzyć wspólnie piękne rzeczy z wielkim efektem w postaci zbiórki,
która na przestrzeni ostatnich 27 lat zasiliła polską medycynę kwotą ponad miliarda złotych!
To zasługa wielu osób, także Polaków mieszkających za granicą, zwanych przez Jurka podróżnikami i ambasadorami Polski.
Moderacja: prof. UAM dr hab. Brygida Helbig-Mischewski
Z uwagi na dużą ilość zainteresowanych prosimy zgłaszać swoje przybycie na adres: utp@utp.berlin
W pierwszej kolejności będą wchodziły osoby z listy.
Prosimy o dużo wcześniejsze przybycie!
Po wykładzie ok. godz. 19.30
w ramch Galerii UTP swoje prace fotograficzne przedstawi Camilla Lobo
Wprowadzenie: dr Piotr Olszówka
Po wykładzie będzie okazja do rozmów przy lampce wina i preclach.
Życzymy dużo przyjemności.
Rada Programowa UTP

I dodatkowe informacje, jakie otrzymałam 5 marca:
Szanowni Państwo, z uwagi na szczególną sytuację, ogromne zainteresowanie spotkaniem z Panem Jerzym Owsiakiem przesyłam następujące informacje osobom zainteresowanym:
– spotkanie odbędzie się w większej sali 3035, 2 piętro. Droga będzie oznaczona.
– wszyscy, którzy zgłosili swoją obecność i nie dostali ode mnie żadnej wiadomości są wpisani na listę, czyli bez problemu wejdą na salę
– te osoby, którym odpisałem, że nie ma miejsc wpisałem na listę rezerwową. Są to zgłoszenia wysłane do 2 marca (proszę sprawdzić datę wysłania maila). Mimo, że mamy do dyspozycji dużo większą salę wiem, że wszyscy się nie zmieszczą. Największą szanse mają ci, którzy przyjdą wcześniej.
– Wernisaż i spotkanie powykładowe odbędzie się tam gdzie zawsze, obok sali 2094
Wszystkich bardzo proszę o dużo wcześniejsze przybycie.
Dziękujemy za wyrozumiałość.
Serdecznie pozdrawiam
Bogusław Flec
I po imprezie. Ela Kargol:
Jurek Owsiak,
Mały wielki człowiek,
Człowiek w biało-czerwonych okularach,
Człowiek z motylem i dużym sercem,
Człowiek, który przegadał pana Olszówkę,
Człowiek, który założył Towarzystwo Przyjaciół Chińskich Ręczników,
Człowiek, który zna piosenki Demisa Roussosa po niemiecku,
Człowiek od rzeczy ulotnych i dziwnych,
Człowiek, z którym każdy chciał mieć dzisiaj zdjęcie,
Człowiek, z którym każdy ma dzisiaj zdjęcie,
Człowiek, który podpisał moją torbę,
Człowiek w Berlinie, na Uniwersytetcie Humboldtów,
Czlowiek, który chce i może,
Czlowiek, który, gdy upadnie zaraz się podnosi,
Człowiek, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych,
Człowiek, który gra do końca świata i o jeden dzień dłużej,
Człowiek orkiestra,
Dziękuję.

Ich habe Sabrina Musadiq in einem Wohnheim für Geflüchtete kennengelernt. Sie kam mit ihrer kleinen Familie, Mama und jüngerer Bruder, aus Afganisthan. Unsere Bekanntschaft begann mit einem Streit um einen verlorengegangenen Brief und ich dachte, och, was für eine starke Frau! Und so ist es. Inzwischen hat sie Deutsch gelernt und Studienzulassung für Medizin in Hamburg bekommen.
Bravo, Sabrina! Ich bin stolz auf dich!
Auf Facebook schrieb sie:
Ich wünschte mir, dass ich eine malerin wäre. Diese habe ich gemalt. Dafür bekomme ich wie viel Punkte von euch!?😄😉
I wish that I would be a painter. I did these, so what do you think, can I be a painter in future?
Anna Dobrzyńska

O Rafci, która się stała staruszką
Teraz – jakoś tak ciszej do domu przychodzisz,
Właściwie pojawiasz się niespodziewanie,
Bardzo się cieszę gdy stajesz tuż za mną,
Po prostu patrzę co jest na ścianie.
Wieczorem na dworze jest jakoś zbyt szaro,
I to co jest blisko, to jakby jest dalej,
A to co po prawej, jakby po lewej,
…Jednak już wolę w domu się znaleźć.
Niespodziewanie na mojej drodze – pojawia się
miska, co stała pod ścianą,
Chyba złośliwie mi wpada pod nogi,
Chyba się prosi by być zdeptaną.
Ale jak na dwór wybiegnę ochoczo!
Niech wiedzą, że rządzę i szczekam złowrogo!
Czemu mnie karcisz? Czemu uciszasz?
Mówisz, że nie ma tutaj nikogo?
A czasem, to co powinno na dworze się zdarzać,
Tak jakoś się dzieje, że zdarza się w domu,
Tak bardzo mi głupio wtedy i przykro,
Proszę cię tylko – nie mów nikomu.
Jak milczymy to przyzwalamy, jak psykujemy – jesteśmy jędzami. Każdy ma problem z tym, kiedy pyskować i protestować, ale wydaje mi się, że kobiety mają z tym dylematem o deczko gorzej niż druga płeć (co do trzeciej myślę, że zapewne jest im jeszcze gorzej niż nam).
Krystyna Koziewicz
Milczeć, nie milczeć?
Czy warto trzymać język za zębami dla świętego spokoju? W niektórych sytuacjach na pewno tak, jednak dobrze jest, jeśli język trzymamy w stałym pogotowiu. Powszechnie mówi się, że milczenie jest „złotem”, oznaką zgody, ale czy powinno się milczeć, jeśli działania innych ludzi mają znamiona społecznej szkodliwości, uwłaczają ludzkiej godności czy zagrażają bezpieczeństwu?
W Niemczech obrażanie jest karalne, zwłaszcza w przestrzeni publicznej. Każdy kto zostanie obrażony, niewinnie pomówiony, może to zgłosić na policję. Dlatego warto reagować, zwłaszcza w czasach powszechnego obrażania, braku tolerancji, mowy nienawiści, tak by w żadnym wypadku nie dawać przyzwolenia na poniżanie i obrażanie drugiego człowieka. Warto w tym miejscu wspomnieć o jednym przesłaniu Związku Polaków w Niemczech spod Znaku Rodła – „Polak Polakowi bratem”, czy przykazaniu religijnym „Miłuj bliźniego jak siebie samego”!
W przypadkach drażliwych, jeśli nie reagujemy, działamy świadomie przeciw samym sobie. I tak to czasem bywa w naszym polskim „piekiełku”. Opisze parę przykładów z życia wziętych, które uznałam za godne piętnowania.
Byłam świadkiem, jak znany berliński działacz prawicowy przybył z grupą ludzi na uroczystość związaną z ważną rocznicą Rodła. Było to trzy lata temu. Na liście zgłoszeń nie figurowały nazwiska osób towarzyszących, nie mogły więc od razu zostać wpuszczone na salę. Koleżanka sympatycznym facetom grzecznie wytłumaczyła procedury udziału w imprezie, a panowie szybko zrozumieli, o co chodzi? Usunęli się na pobocze, czekając, aż się zwolni miejsce. Agresywny szef nie dawał jednak za wygraną, był innego zdania, wg filozofii Jegomościa nie obowiązywały żadne procedury w myśl zasady, że „pani nie wie, kim ja jestem”. Chcąc się jeszcze popisać przed kolegami, z oburzeniem przyjął informację, zagotował się do czerwoności, grożąc koleżance:
– Takich jak Ty niedługo będziemy wieszać.
Początkowo sądziłam, iż się przesłyszałam, ponieważ rzeczywiście były problemy z wieszaniem garderoby. Po upewnieniu się, że faktycznie była to groźba pod jej adresem, doznałam szoku. Dziwiłam się, że znajoma nie zareagowała i nie zadzwoniła na policję. Powiedziała mi potem, że uznała, iż nie należy pozostałym uczestnikom psuć ważnej imprezy z udziałem polityków i dyplomacji. Sprawa pozostała bez echa, jednym słowem upiekło się agresywnemu typkowi, co uznałam za niedopuszczalne. Incydent nie pozostanie bez echa, na razie został medialnie nagłośniony.
Drugi przypadek, tu też będzie mowa o tym samym mężczyźnie.
Wprawdzie nie byłam świadkiem, ale zdarzenie obserwowali inni. Kobieta wychodząca z mszy w kościele polskim, gdy zobaczyła transparent z obraźliwymi hasłami politycznymi, odruchowo zaczęła go usuwać… Oczywiście reakcja autora baneru była natychmiastowa, tym razem nie słowem, a czynem. Po prostu pozwolił sobie na przemoc, używając siły wobec protestującej. Ta jednak nie dała za wygraną i zadzwoniła na policję. Wiem tyle, że został spisany protokół, a człowiek, który dopuścił się rękoczynu, został ukarany grzywną i zakazem korzystania z miejsca. No i proszę, pod kościołem nie ma więcej takich akcji,
a i on z tego miejsca zniknął na amen.
Ostatnie wydarzenie miało miejsce tydzień temu, też pod polskim kościołem. Facet sprawiający dziwne wrażenie, natrętnie wciskał do rąk karteczki, wzywające do podpisywania petycji do Donalda Trumpa w sprawie żądań reparacji wojennych od Niemiec i Rosji. Kolporter oznajmił wszem i wobec, że Trump jest największym przyjacielem Polski, bo jest katolikiem, biblijnym Bogiem. Bogiem! Tak go gość określił. Gadał nakręcony jak katarynka, ludzi dawali gestem znaki, że ich to nie interesuje, niektórzy wdawali się w głośne pyskówki, atmosfera stawała się nieprzyjemna. Wierni po mszy świętej, wychodząc z kościoła, są raczej skupieni, nie lubią być atakowanym, zwłaszcza hasłami politycznymi. To wiem!
Obserwując zamieszanie i nieprzyjemną atmosferę, podeszłam do rozrabiaki z grzeczną uwagą, że „pod kościołem nie wolno prowadzić żadnej agitacji politycznej”. Wyjaśniłam, iż osobiście słyszałam od policji, która tydzień później po incydencie z krewkim działaczem sprawdzała gazety, szukając złowrogich treści politycznych.
To właśnie wtedy od policji dowiedziałam się, że nie wolno bez zezwolenia rozpowszechniać treści politycznych. Tłumaczyłam nawiedzonemu ideologicznie człowiekowi, który o dziwo wysłuchał nawet z uwagą. Nie dawał jednak za wygraną, kwitując, że „wolno mi, bo żyję w wolnym kraju”. Pożyczyłam mu miłego dnia i poszłam dalej rozdawać Kontakty.
Co ciekawe, nie minęła może minuta, a facet cichcem odwrócił się na pięcie i poszedł w czorta. Szedł szybko, aż się za nim kurzyło. Obserwatorzy tego zdarzenia byli mocno zdumieni, że pewnie miał coś na sumieniu, skoro w takim tempie dał dyla. Nieźle go postraszyłam? Ponoć już od trzech tygodni ludziom wychodzących z kościoła uprzykrzał życie, nawet perswazje księdza nie pomagały. A więc, trzeba reagować!
Kolejny przypadek to nieco lżejszy kaliber. Otóż, co roku zgłaszam się po akredytację na ITB czyli Międzynarodowe Targi Turystyczne. Za każdym razem muszę udowodnić trzema artykułami, że rozpowszechniam i promuję targi
w mediach społecznościowych (jako blogerka, prowadzę dwa portale, a na trzech innych zamieszczam informacje). Zatem w obręcie polskiej społeczności zasięg mam dość duży. Do tego trzeba zawsze dołączyć kopię legitymacji prasowej. Wszystko zrobiłam i odsłałam wniosek. Tym razem dość długo czekałam na akceptację, z niecierpliwości napisałam maila z prośbą o wyjaśnienie, ponieważ termin targów się zbliżał.
Po dwóch dniach otrzymałam odpowiedź odmowną – jakoby brakowało wystarczającej ilości aktualnych informacji, co przecież nie było prawdą.
W odpowiedzi odpisałam, że nie będę więcej na moich blogach zamieszczać reklamy ITB i serdecznie pozdrowiłam organizatorów. Nie minął dzień,
a w poczcie elektronicznej pojawił się mail głoszący radosną nowinę, że akredytacja została mi przyznana. Mail zawierał też przeprosiny!
A więc, tak sobie myślę, że milczenie wcale nie jest azylem dla prawdy. Kiedy milczeć, a kiedy reagować? – to pytanie, na które każdy musi sobie odpowiedzieć.
Po polsku poniżej
Günter Grass
Pan Kiehote
Ich sag es immer, Polen sind begabt.
Sind zu begabt, wozu begabt,
begabt mit Händen, Küssen mit dem Mund,
begabt auch darin: Schwermut, Kavallerie;
kam Don Quichotte, ein hochbegabter Pole,
der stand bei Kutno auf dem Hügel,
hielt hinter sich das Abendrot
und senkte die weißrotbegabte Lanze
und ritt den unbegabten Tieren,
die auf Motore angewiesen,
direkt ins Feldgrau, in die Flanke …
Da brach begabt, da küßten unbegabt
– ich weiß nicht, war’n es Schafe Mühlen
Panzer
die küßten Pan Kiehot die Hände,
der schämte sich, errötete begabt;
mir fällt kein Wort ein – Polen sind begabt.
1960
Blechtrommel
Oh, du irrsinnige Kavallerie! – Auf Pferden nach Blaubeeren süchtig. Mit Lanzen, weißrot bewimpelt. Schwadronen Schwermut und Tradition. Attacken aus Bilderbüchern. Über Felder bei Lodz und Kutno. Modlin, die Festung entsetzend. Oh, so begabt galoppierend. Immer auf Abendrot wartend. Erst dann greift die Kavallerie an, wenn Vorder- und Hintergrund prächtig, denn malerisch ist die Schlacht, der Tod ein Modell für die Maler, auf Standbein und Spielbein stehend, dann stürzend, Blaubeeren naschend, die Hagebutten, sie kollern und platzen, ergeben den Juckreiz, ohne den springt die Kavallerie nicht. Ulanen, es juckt sie schon wieder, sie wenden, wo Strohmieten stehen – auch das gibt ein Bild –, ihre Pferde und sammeln sich hinter einem, in Spanien er Don Quijote heißt, doch der, Pan Kiehot ist sein Name, ein reingebürtiger Pole von traurig edler Gestalt, der allen seinen Ulanen den Handkuss beibrachte zu Pferde, so dass sie nun immer wieder dem Tod – als wär’ der ’ne Dame – die Hände anständig küssen, doch vorher sammeln sie sich, die Abendröte im Rücken – denn Stimmung heißt ihre Reserve –, die deutschen Panzer von vorne, die Hengste aus den Gestüten der Krupp von Bohlen und Halbach, was Edleres ward nie geritten. Doch jener, halb spanisch, halb polnisch, ins Sterben verstiegene Ritter – begabt Pan Kiehot, zu begabt! –, der senkt die Lanze bewimpelt, weißrot lädt zum Handkuss Euch ein, und ruft, daß die Abendröte, weißrot klappern Störche auf Dächern, daß Kirschen die Kerne ausspucken, ruft er der Kavallerie zu: ›Ihr edlen Polen zu Pferde, das sind keine stählernen Panzer, sind Windmühlen nur oder Schafe, ich lade zum Handkuß Euch ein!‹ Und also ritten Schwadronen dem Stahl in die feldgraue Flanke und gaben der Abendröte noch etwas mehr rötlichen Schein. – Man mag Oskar diesen Schlussreim verzeihen und gleichfalls das Poemhafte dieser Feldschlachtbeschreibung. Es wäre vielleicht richtiger, führte ich die Verlustzahlen der polnischen Kavallerie auf und gäbe hier eine Statistik, die eindringlich trocken des sogenannten Polenfeldzuges gedächte. Auf Verlangen aber könnte ich hier ein Sternchen machen, eine Fußnote ankündigen und das Poem dennoch stehen lassen.
1959
Fragment Blaszanego bębenka o kampanii wrześniowej po polsku: szalona kawaleria
Wiersz został sześć razy przetłumaczony na polski; tłumaczyli go Jan Koprowski, Krzysztof Karasek, Bolesław Fac, Zdzisław Jaskuła, Wojciech Woźniak
i Ryszard Sobieszczański; Blaszany bębenek został przetłumaczony tylko raz – przez Sławomira Błauta. Jan Trepczyk przetłumaczył oba teksty na kaszubski.
Günter Grass i polski Pan Kichot to praca zbiorowa pod red. Marii Janion.
Wiersz Pan Kiehote w kilku przekładach ukazał się pod redakcją Bolesława Faca w tomie Günter Grass, Wiersze wybrane, wydanym przez Wydawnictwo Morskie w roku 1986. Dwa wiersze (ale inne) w tym tomie zostały przetłumaczone przez moją Mamę, Irenę Kuran-Bogucką, która dopisała też pod jednym z tłumaczeń wiersza Die Polnische Fahne – Polski sztandar, swoją własną wersję tłumaczenia.
W dedykacji
Mama napisała, że daje mi tę książkę
z mieszanymi uczuciami, ale że ona osobiście jest odpowiedzialna zaledwie za 3% pomieszczonych tu wierszy.
Pan Kichot
Ciągle to mówię: Polacy są zdolni,
nazbyt zdolni, do czego zdolni,
o zdolnych rękach, ustach do całowania,
zdolni także w melancholii, w kawalerii.
Przyszedł Pan Kichot, bardzo zdolny Polak,
stanął pod Kutnem na wzgórzu,
za sobą zorzę wieczorną zatrzymał,
opuścił biało-czerwoną-utalentowaną lancę,
runął przeciw niezdolnym zwierzętom,
skazanym na motory w szarość mundurów
z flanki…
Załamał się talent, cwałowały niezdolnie
– nie wiem: owce, młyny czy tanki –
całowały ręce pana Kichota,
który się wstydził, rumienił z talentem…
Nie znajduję innego słowa: Polacy są zdolni.
Przełożył Jan Koprowski
***
Pan Kichot
Ja mówię zawsze: Polacy są tak zdolni,
za bardzo zdolni, do czego zdolni,
talent mają w rękach, całują ustami,
zdolni także w tym: konnica, melancholia;
szedł Don Quichotte, ten bardzo zdolny Polak,
pod Kutnem stanął na wzgórzu,
za sobą miał wieczorne zorze,
i zniżył biało-czerwoną zdolną lancę,
i jechał na niezdolne bestie,
skazane na motory,
prosto w feldgrau, od flanki…
Tam załamał się zdolnie, cwałowali nieudolnie
– nie wiem, były to owce, młyny czołgi –
całują panu Kichotowi dłonie,
ten wstydził się, zaczerwienił się zdolnie…
nic mi innego nie wpada do głowy: Polacy są tak zdolni.
Przełożył Bolesław Fac
***
Pan Kichot
Zawsze to mówiłem: Polacy są zręczni,
są zbyt zręczni, zręczni w czym,
zręczni w rękach, całują – jak wszyscy – ustami,
zręczni też w smutku i w kawalerii:
zjawił się Don Quichotte, pewien arcyzręczny Polak,
stanął na wzgórzu, pod Kutnem,
za sobą miał zachód słońca,
i pochylił zręczną biało-czerwoną lancę,
i ruszył galopem naprzeciw tępym zwierzętom,
i na bezmyślne motory,
wprost w szarość polnych mundurów, na skrzydło…
I spadł zręcznie z konia, niezręcznie zaczęły go całować
– nie wiadomo już kto, owce, wiatrak czy czołg –
całowały panu Kichotowi ręce,
ten się zawstydził, zręcznie spłonił…
nie mam na to słów: Polacy są zręczni.
Przełożył Krzysztof Karasek
***
Pan Kichot
Powtarzam ciągle: mają dar Polacy,
Nawet nadmierny. W czym im się nie darzy,
mają dar w rękach i dar całowania,
i nie na darmo: smutki, kawaleria;
przydarzył się Don Quichotte, wielce wydarzony Polak,
stanął pod Kutnem na wzgórzu,
w odwodzie miał wieczorną zorzę,
pochylił lancę obdarzoną bielą i czerwienią,
i runął na te niezdarzone zwierzęta,
zdane na motory,
w polu szarym od mundurów, na skrzydło…
Przedarł się i niezdarnie całowały
– nie wiem, czy owce wiatraki czołgi –
całowały ręce panu Kichotowi,
on zawstydził się, poczerwieniał…
darujcie, brak mi słów – mają dar Polacy
Przełożył Zdzisław Jaskuła
***
Pan Kichot
Jȏ to wiedno gȏdóm: Polȏsze są pochwȏtny,
Są za pochwȏtny, do czego pochwȏtny,
pochwȏtny rękama, kuszkanim gębą,
pochwȏtny też w jiscenim, kawaleriji:
przëszed Don Quichotte, baro pochwȏtny Polȏch,
ten ustanął kol Kutna,
slȏde se trzimȏł wieczorną gornię,
i zniżeł biȏło-czerzwiony bogatą lancę,
i nëkoł nym niepochwȏtnym zwiérzętȏm,
co le na motore spuszczony,
prosto w szari uniforme, we flankę…
Tej pochwȏtne zmȏłk, tej niepochwȏtno kuszkałe,
– jȏ nie wiém, bëłe to owce, młine, tanczi –
kuszkałe Panowi Kichotowi ręce,
nen sę sromȏł zażȏleł, pochwȏtno,
nie pȏdȏ niżódno słowo: Polȏsze są pochwȏtny.
Przełożył na kaszubski Jan Trepczyk
A treaz jeszcze ja, Ewa Maria Slaska
Pan Kiehot
Zawsze to mówię, Polacy są cwani.
Cwani tak, że wszystko wycwanią,
ręce mają cwane, gęby cwane całują,
cwane smutasy cwałują na kawaleryjskich koniach;
Nadciągnął Don Quichotte, cwane Polaczysko,
stanął na wzgórzu pod Kutnem,
a za nim czerwieniał zachód słońca,
zniżył cwaną biało-czerwoną lancę
i pognał ku zwierzętom, co nie były cwane,
lecz zdane tylko ciężko na swe motory,
pognał z flanki na te szare jak pole mundury…
Cwane cwałowanie, a tu całkiem niecwane całowanie
u rąk – owce, a może wiatraki to,
a może nawet czołgi,
zawstydził się Pan Kichot, ręce schował,
na licu pokraśniał – cwanie,
nie ma co gadać: Polacy są cwani
Berlin, luty 2019
Maria Janion i skupieni wokół niej badacze w cytowanej powyżej książce wcale nie za wiele zajmują się Don Kichotem, no ale coś tam się przecież udaje znaleźć.
Maria Janion, Bardzo zdolny Pan Kichot (str. 72-74)
Don Kichot to postać mityczna, którą Grass umieścił w samym centrum swojego obrazu polskości. Don Quichotte, ten bardzo zdolny, rodowity Polak o smutnej i szlachetnej postaci. Zdolny, co oznacza podziw dla wierności ideałom, nawet gdy przeczy im cała rzeczywistość, zdolny, ale jednocześnie szlachetny maniak, na poły Hiszpan, na poły Polak, zbłąkany w umieraniu rycerz. Pani profesor dodaje jeszcze, że Grass nie znosi niemieckiego idealizmu, podziwia jednak polski. Bo niemiecki idealizm jest filozoficzny, heglowski, wydumany i uczony, polski tymczasem, naznaczony romantycznym kultem indywidualności, oryginalny i malowniczy. Zdaniem Grassa piękno śmierci to najwspanialsza cecha tych zdolnych Polaków, no ale w końcu tylko śmierć jest nieśmiertelna.
Do postaci Don Kichota nawiązuje jeszcze Wacław B. Maksymowicz, jeden z uczniów i asystentów Marii Janion, w rozdziale Polskie oko Güntera Grassa (str 248). Kim jest Oskar?, pyta Maksymowicz i odpowiada: Jest okiem Grassa zostawionym w Gdańsku, jego szczególnym gdańskim sposobem postrzegania świata, przy czym z czasem słowo gdański przestanie oznaczać miasto Gdańsk, a stanie się synonimem polskości, a niemiecki pisarz postrzegając świat przez pryzmat słowa “gdański” dostrzeże, że wszystko jest polskie, nawet Don Kichot.

Hair Salon Painting – Barber Shop With Cats And Apes, circa 1655, oil on canvas by Abraham Teniers [Belgium 1629-1670]
Ewa Maria Slaska
Cat’s Museum
Some days ago I get that link on Facebook, a BBC story about cat’s museum in Amsterdam.
Felines have fascinated and inspired artists for centuries; worshipped in Ancient Egypt and made Instagram famous in the 21st Century. For many, the cat has been a companion worthy of immortalising in art.
Bob Meijer founded Amsterdam’s KattenKabinet (Cat Cabinet) in memory of his beloved pet John Pierpont Morgan, which he owned as a student. The museum features depictions of cats in film, posters, photography, sculptures and music. It’s also home to two young cats, who are popular with the visitors.
“The character of artists and cats are very close to each other because a cat is a very independent creature, he doesn’t listen to his master. An artist is also very independent, and that is why most artists love cats and not dogs,” says Meijer.
Watch the video above to find out more.
I did. And I found, BBC sent it as one of world’s strangest museums.
And I thought, oh jeemine, IT IS NOT TRUE!
I do not make any research, I just write about cats, because (everybody knows it) I like them. But I am sure, there are many cat’s museums in the world. I myself wrote already twice about cat’s museums – one in Berlin and one in Moscow. The Berlin Museum has even similar story as the Amsterdam’s one – it goes back to that what the owner did (had) as a young boy. I translate from my post:
Helmut Glantz, a very nice older man, collects since 40 years all about cats – figurines, pictures, china, everyday items and selected objects for collectors. Mass products and precious uniques. Everything started with a small white china cat, which he bought for some marks being the pupil… Now all that cats got over the whole flat, the owner and his family (nowadays the wife only, the children growned up and moved away) and, of course, cats are living in another flat in the same house. Here is no place for living beings, here rule the reificated cat.
And HERE. Nine cat’s museums in the whole world – the Amsterdam one is on the list, my two – even not. On the list below there are some further museums.

HERE the link to Cat’s Museum in Warsaw and HERE – in San Francisco. And so on, and so on…
Really BBC, please, some modesty! Katten Kabinet in Amsterdam is a very fine thing, but it is NOT one of the strangest museums in a world! Only because you do not have cat’s museum in London you must not decide such a museum is strange… Two years ago there was a special cat exibition in Museum of London. And see, what was showed there:

Guess, what it is? A mummified rat and cat, late 19th century; found together in a London sugar warehouse.
Isn’t it nice?
Kupuj, jedz, tańcz… Kauf, tanze, esse…



Kräuter (oben) und Stickereien (unten) / Na górze zioła, na dole haftowane sukienki



Koktajle z kaktusa / Kakteen-Coctails


Iguanasuppe (oben) und Gürteltiersuppe (unten) / Zupa z iguany (u góry) i z pancernika (poniżej)
A na cmentarzu w niedzielę o 8 rano je się tacos z podrobami / Auf dem Friedhof
um 8 Uhr (früh!) ist man Tacos mit Innereien


Foto Tanja & Joasia
Monika Wrzosek-Müller
Auf der Insel
Der Regenbogen über der Insel schließt sie ganz ein, breitet sich über den weiten Horizont aus. Die Insel ist auch rund, mit einem kleinen Zipfel im Norden, wo sich auch die Hauptstadt befindet.
Drei Klimazonen durchqueren die Insel: im Norden herrschen mäßige Temperaturen, doch mit relativ vielen Regenfällen und bunter, üppiger Vegetation (prachtvoll die Bougainvilleas in allen Farben), auch vielen Palmen mit Terrassenfeldern, auf denen Bananenplantagen angelegt sind und manchmal Wein angebaut wird, westlich und östlich kommen mehr Sonnentage dazu, der Süden dagegen ist mit seinen sommerlichen Temperaturen und so gut wie keinem Regen eine Stein- und Touristenwüste, die aufgeschütteten Sandstrände und das relativ warme Meerwasser machen den Süden zur Touristenattraktion pur. Doch in einem Ort, wo sich tausende Touristen tummeln, gibt es eine unheimliche Dünenlandschaft, die sich über Kilometer erstreckt.
In der Mitte der Insel thronen mehrere Vulkane, von denen manche fast 2000 m erreichen, man kann angeblich auch Krater sehen. Sie eignen sich hervorragend zum Wandern.
Columbus landete hier mindestens drei Mal, bevor er nach Amerika aufbrach. Es gibt ein „Columbus-Haus“, ein wunderschönes Kolonialbauwerk in der Hauptstadt der Insel, wo einem die Geschichte seiner Reisen buchstäblich vor die Augen geführt wird. Auch ein Modell seines Schiffes Santa Maria kann man da bewundern – oder eher sich wundern, dass er und die Crew auf so einer Nussschale die große Reise über den Atlantik wagten.
Die Menschen, die auf der Insel wohnen, sprechen zwar spanisch, aber sie bezeichnen sich als Insulaner und schimpfen über die reichen Spanier, die Hotel- und Restaurantketten oder Golfplätze einrichten und die Infrastruktur der Insel missachten. Sonst sind sie sehr freundlich, fast herzlich, hilfsbereit und nett.
Das Klima ist über das ganze Jahr mild, Temperaturen sommerlich warm, das Meerwasser erfrischend; kein Wunder, dass sie Tausende von Touristen anzieht.
Um welche Insel handelt es sich?
Ein Film über Frauenemanzipation in Polen vor 100 Jahren. Im Programm Treffen mit den Autoren des Films: Marta Dzido und Piotr Śliwowski. Bitte, komm’ verkleidet.
Film auf Polnisch mit deutschen Untertiteln.
Film o emancypacji Polek przed stu laty. W programie spotkanie z autorami filmu – Martą Dzido i Piotrem Śliwowskim. Przebierzcie się za emancypantki!
