Ein Abend, drei Stücke. Erzählt, gespielt und geflüstert von Volker Meyer-Dabisch, dazu das Cello von Patrick Reerink, das auch flüsternd erzählt, aufwühlt und begleitet.

Ein Abend, drei Stücke. Erzählt, gespielt und geflüstert von Volker Meyer-Dabisch, dazu das Cello von Patrick Reerink, das auch flüsternd erzählt, aufwühlt und begleitet.

Teresa Rudolf
Rok temu, tuż za ścianą
Czegoś słuchałam
bezradnie,
nie dowierzałam
do końca…
nie wierzyłam,
trzymałam rękę
jeszcze
na pulsie
tego dnia,
przekładając
ją już
na noc,
zagadkę
dla świata.
I ta noc
czarnozłota,
odezwała
się o poranku
krzykiem
milionów ludzi
z twarzami,
jakby z obrazu
Muncha…
Boję się
Boję się
OGNIA
palącego
Ukrainę
tę ofiarę,
złożoną
Europie…
bo inflacja, bo gaz,
bo ropa, bo “dość
po pandemii”, bo
“stop wojnie”, bo…
boję się słów
krzyczanych
w imię “pokoju”
zabijających…
sens śmierci
tych,
których już
nie ma
za wolność,
Ukrainy,
za wolność
pokoleń…
zabijających
wszystko
co było
spontanicznie
ludzkie
w ludziach,
w imię
TWOICH
sloganów!!!
Hej
Ty tam,
Ty, tak
TY i TY,
przeciw
pomocy
zbrojnej
Ukrainie…
skończ, skończ,
zanim znów
będzie za późno,
a słowa staną
się jutrem…
Urszula Usakowska-Wolff
Die Rache der Fledermaus an der Komischen Oper Berlin (Reblog)
Das Taschenformat der Operette von Johann Strauss (Sohn) in der Inszenierung von Stefan Hubert an der Komischen Oper ist ein wahrer Genuss.
Die am 5. April 1874 im Theater an der Wien uraufgeführte «Fledermaus» von Johann Strauss (Sohn), ist die wohl bekannteste, meist gespielte und geistreichste Operette der Welt, ein musikalisches und sprachliches Meisterwerk der goldenen Operetten-Ära, das immer noch Millionen begeistert, Champagnerlaune versprüht und deshalb zu Silvester und Karneval gern gespielt wird. Obwohl dem Libretto ein französisches Lustspiel zugrunde liegt, gilt diese Operette als Inbegriff des Wiener Schmäh. Das kommt vor allem in der Sprechrolle des Gefängniswächters Frosch zum Ausdruck, weil sie viel Platz für Improvisation und Anspielungen auf aktuelle Ereignisse bietet. Da die «Fledermaus» eine Satire ist, sind die Figuren überspitzt; sie bedienen brillant und amüsant Klischees über die feine und weniger feine Gesellschaft, die bürgerliche Ehe, die Doppelmoral und andere Probleme, die Weib, Wein und Gesang anrichten. Die Handlung der Operette dreht sich um ein Qui pro quo, das seinen Höhepunkt auf dem Kostümball erreicht. Am Ende fliegt die Maskerade auf, doch alles geht gut aus, denn «Champagner hat’s verschuldet, tralalalala».
Continue reading “Bravo fürs Qui pro quo!”Dziękuję Monice Wrzosek-Müller za podsunięcie mi tego tekstu.
Dziękuję programowi deepl za ogromny udział w zadaniu przetłumaczenia tego artykułu.
6 stycznia 2023 roku ukazał się w tygodniku Spiegel tekst Yuvala Noaha Harariego, izraelskiego historyka o napaści Putina na Ukrainę i wojnie. Z reguły rebloguję takie teksty w języku oryginału, ale tym razem postanowiłam przetłumaczyć go na polski, ponieważ przeżywam już od dawna wciąż zaskoczenie (i grozę!), że otóż my, Polacy, przejęliśmy niemiecką narrację o tym, że:
1. nie wolno irytować Putina
2. wysyłanie czołgów nie zakończy wojny
3. pacyfizm jest dobrem najwyższym i nie podlegającym debacie
4. Ukraińcy powinni się poddać i zakończyć wreszcie tę bezsensowną wojnę, oddając Putinowi wszystko, co chce sobie zabrać
5. Upór Ukraińców zagraża pokojowi na świecie
6. Ukraińcy będą odpowiedzialni za światową klęskę głodu
7. Przecież Niemcy nie mogą przyjąć wszystkich uciekinierów z Ukrainy
Wszystkie te wypowiedzi tak naprawdę oznaczają, że trzeba zakończyć tę wojnę, bo zakłóca ona wygodne niemieckie życie w dostatku i zagraża niemieckiemu stanowi posiadania. Skrywają egoizm i chciwość.
Dyskusja wzmogła się ostatnio, gdyż dwie znane kobiety niemieckie – polityczka lewicy Sahra Wagenknecht i ongiś wielce zasłużona feministka, Alice Schwarzer 10 lutego ogłosiły manifest, w którym żądają od kanclerza Olafa Scholza zaniechania dostaw broni na Ukrainę. Trzecia znana niemiecka kobieta, biskupka ewangelicka Margaret Käßmann, jako jedna z pierwszych go podpisała, po czym do grona sygnatariuszy dołączyły różne ważne osoby, w tym politycy z prawicowej partii AfD (Alternatywefür Deutschland). Pod manifestem podpisało się już milion ludzi.
W dyskusjach z Polakami na temat poddania się Ukrainy z reguły pytam, czy moi rodacy mówili by to samo, gdyby Rosjanie stali pod Olsztynem, Krakowem, Kaliszem i Szczecinem?
Co wrażliwszym przypominam, że Niemcy tego może nie wiedzą, ale my – tak, my wiemy dokładnie, co oznacza, że Ukraina się podda? Jaki terror tam zapanuje? Na jakie cierpienia narażeni zostaną mieszkańcy tych oddanych Putinowi terenów? Bo my z historii wiemy, co mogą zrobić Sowieci.
Ale właściwie nie mam siły na rozmowy o tej wojnie, ani z Niemcami, ani z Polakami, którzy przyjęli niemiecki punkt widzenia. Nie mam siły, bo nikt nie słucha argumentów i nie dopuszcza dyskusji, bo znaleźliśmy się w narcystycznym świecie, w którym każdy ma swój punkt widzenia i przenigdy od niego nie odstąpi. Oddaję więc głos Harariemu, bo w świecie bez dyskusji liczy się jeszcze tylko głos uznanego celebryty. Wagenknecht, Schwarzer, Käßmann i Chomsky opowiedzieli się za narracją prosowiecką, Yuval Noah Harari – przeciw.
I chwała mu za to.
I jeszcze jedna uwaga: zdaniem Harariego Polska miała swój udział w przygotowaniu do tej wojny, podobnie jak USA i Wielka Brytania.
Continue reading “Napaść Putina. Rocznica i “Manifest dla Pokoju”.”
– …spocznij!… aaa… co wy tam czytacie?
– pożegnanie z bronią, towarzyszu kapitanie
– nie podlizujcie się i tak wam to nic nie pomoże,
znowu jagielski o dywersji czytacie, co?
– nie, obywatelu sierżancie, romans
– a… ha, ha, ha… no i jak tam, ta bronia,
duże niebieskie oczy, he, he?”
– …spocznij! aaa… co wy tutaj znowu knujecie jagielski?
– tak jest! pilnuję ekwipunku kompanii, obywatelu sierżancie, na rozkaz!
– nie walcie kopytami i nie róbcie z siebie małpy jagielski
i tak widzę, że znowu pijecie…
– ale to tylko kompot morelowy, na rozkaz!
– pokażcie!… brrr!!!… rzeczywiście!
– spocznij! dlaczego wy tyle pijecie, jagielski?
– bo moj dziadek był strażakiem, towarzyszu kapitanie.
– trzy dni koszarniaka! za towarzysza, kapitana i kłamstwo!
– ależ to szczera prawda, obywatelu sierżancie,
w warszawie wisi nawet tablica, zginął w 44, w powstaniu.
– ach… hm… a co wy tam dzisiaj pijecie?”
“…spocznij! widzę, że chcecie przepustkę na piątek i…”
– tak jest! obywatelu sierżancie!
– nie przerywać! i co wyście tam znowu wysmażyli w tym waszym podaniu,
wizyta w synagodze??!
– tak jest, słynny kantor jest przejazdem i chciałbym go koniecznie posłuchać…
– wiecie co jagielski? ja tam się przez was sprowokować nie dam…”
– ale to szczera prawda, obywatelu sierżancie, od dziecka chodzę na koncerty,
czasami nawet razem z waldorfem, zna go pan? serio…
– nie wymądrzajcie się! i tak wiem co zamierzacie…
hm… bierzcie przepustkę… i wypijcie za moje zdrowie!

und Deutschlands „Lehren aus der Geschichte“
Michael G. Müller (Historiker)
Es liegt nahe, dass die Deutschen, wenn es um ihre Einstellung zum Krieg in der Ukraine geht, darüber nachdenken, was ihre historischen Erfahrungen bzw. die der Ukrainer und der Russen ihnen an Orientierung geben sollten. Eher überraschend ist dagegen, dass sich eher nicht die Befürworter einer entschlossenen Unterstützung der Ukraine in diesem Krieg auf die „Lehren aus der Geschichte“ berufen, sondern – lautstark – die Skeptiker gegenüber dem Engagement der Bundesrepublik und der NATO, die unbeirrbar Friedensbewegten, die sofortige Friedensverhandlungen verlangen, sei es mit, sei es gegen den Willen der Ukrainer.
Aber welche Lehren wollen sie aus welchen historischen Erfahrungen ziehen? Geht es ihnen darum, im Sinn der deutschen Verantwortung dafür zu handeln, dass in dem deutschen Eroberungs- und Vernichtungskrieg in Osteuropa zwischen 1941 und 1944 etwa 5 Millionen Ukrainer, Soldaten und Zivilisten, ums Leben kamen, dass mehr als 2 Millionen Ukrainer als Zwangsarbeiter verschleppt und vielfach dem Tod überantwortet wurden? Eher nicht, denn von dieser historischen Verantwortung spricht in Deutschland heute erstaunlicher Weise so gut wie niemand. Was sind also die „historischen“ Argumente der Friedensbewegten? Hier einige Beispiele.
Continue reading “Russlands Krieg gegen die Ukraine”Brigitte von Ungern-Sternberg
Es jährt sich der russische Überfall auf die Ukraine, der Kriegszustand ist ein dauerhafter geworden mit allen Begleiterscheinungen weit über die Ukraine hinaus.
Im gedanklichen Austausch mit einem ‚Putinversteher‘ habe ich angefangen, ein paar Überlegungen anzustellen, die sich mit weiter zurück liegenden geschichtlichen Entwicklungen befassen.
Continue reading “Imperien – Imperialismus – Russland heute”Monika Wrzosek-Müller
Der Film Banshees of Inisherin
Lange war ich nicht im Kino gewesen, in Berlin eigentlich zuletzt vor der Pandemie, also vor drei Jahren. Der Genuss, etwas auf der großen Leinwand zu sehen, ist schon beeindruckend, besonders bei einem Film, der visuell so fesselt. Der Film, aufgehängt zwischen einem weiten, dramatischen Himmel und der sehr schweren, von Steinmauern durchzogenen Erde, den wunderschönen grünen Wiesen, ist für mich ein Meisterstück. Die Pracht der Bilder strengt fast an, macht beinahe abhängig, alles wirkt wie ein Märchen, der Betrachter ist leicht benebelt. Zwar wissen wir, dass drüben auf der großen Insel ein Kampf im Gange ist, in den zwanziger Jahren des 20. Jahrhunderts, genauer es handelt sich um den irischen Bürgerkrieg von 1922-1923, doch auf der kleinen Insel wird darüber wenig gesprochen, man ist kaum davon betroffen. Für das alltägliche Leben bleibt jämmerlich wenig Platz, Einsamkeit, Not und Armut sind erdrückend. Die Chance auf eine gute, interessante Neuigkeit dagegen gering; es passiert einfach zu wenig, nur der Himmel wechselt ständig sein Kleid. Die Menschen tragen immer dieselben alten, eher lumpigen Klamotten – außer der Schwester eines der beiden Haupthelden; sie ist überhaupt die kluge und schöne Prinzessin des Films.
Continue reading “Frauenblick auf Inisherin”Ela Kargol
Czy język ojczysty jest językiem ojca?
Języka ojczystego uczyła mnie babcia, mama, potem dopiero ojciec na równi z dziadkiem.
Język ojczysty, dlaczego nie matczyny? Babciny?
Polska to kraj ojców. Matki rodzą, tulą, do snu kołyszą, chcąc nie chcąc, uczą pierwszych słów. Ojcowie, jak jest wojna, idą na wojnę, w czasie pokoju chodzą do pracy. O ojcowiznę dbają żony, matki, dzieci.
A więc dlaczego ojczyzna? Dlaczego język ojczysty?
Ojcowie znaczyło kiedyś tyle co rodzice. Ale rodzic, to ten, co rodzi. Rodzicielką zawsze jest matka.
Dlaczego rada języka nie mogłaby zatwierdzić nowego słowa: “język matczyny”? Mógłby funkcjonować na równi z “językiem ojczystym”, z “językiem rodzimym”.
Dla moich wnuków językiem ojczystym jest język niemiecki, jak na ironię nazwany Muttersprache. Językiem pierwszym, matczynym, wyssanym z mlekiem matki jest język polski. A więc dwa języki ojczyste? Moim językiem matczyno – babcinym, ojczysto – dziadkowym stał się język polski i jest nim nadal z całym dobrodziejstwem słów i zwrotów regionalnych, przejętych i zasłyszanych u mamy, babci, taty, dziadka, cioć, wujków, kuzynostwa… Niski stołek moje wnuki nazywają “ryczką”, w “tytkę” pakuję im “sznytki” do szkoły. Ale na pytanie “kielo macie godzin?”, nie umìeją odpowiedzieć. I wcale nie dlatego że nie znają się na zegarku, ale dlatego że wpływy mojego ojca, górala z południa Polski na zasób mojego słownictwa były dużo mniejsze niż wpływy wielkopolskiej mamy, babci i dziadka.
Z kim przebywasz, takim się stajesz i takim językiem się posługujesz.
Krystyna Koziewicz
Bądź z serca pozdrowiona,
Ojczysta święta mowo!
Niby łańcuchem złotym
Wiąże nas twoje słowo.
W tobie ostoja nasza,
Wieczna odnowy siła,
Tyś znowu ziemię śląską
Ojczyźnie powróciła.
Twój dźwięk przez góry, morza
Łączy i w jedność splata.
Wychodźców polskich rzesze
We wszystkich częściach świata.
Tyś nasza twierdza, tarcza,
Opieka i obrona,
Ojczysta święta mowo,
Bądź z serca pozdrowiona!
Leopold Staff, Mowa ojczysta
Powiadają, że język ojczysty jest nie tylko składnikiem kultury, ale zarazem najlepszym odbiciem kultury danego narodu. Jestem Polką, mam zatem wielki szacunek do mowy polskiej zarówno w mowie, jak i piśmie. Oznacza to, że tym samym wyrażam szacunek do innych i siebie. Niestety, naszą mowę ojczystą traktuje się dziś lekceważąco, zwłaszcza urzędnicy, politycy, którzy w mediach, Sejmie, Senacie popisują językiem nie godnym stanowiska państwowego. Takie osoby nie zasługują na mój respekt i szacunek. Wielka szkoda, że jesteśmy obojętni na daleko posuniętą swobodę w posługiwaniu się mową nienawiści. Na szczęście piękną polszczyznę czerpiemy, czytając książki, poezje, chodząc do teatru, spotykając się ludźmi o bogatym wnętrzu i kulturze osobistej. Jedyne dobro, jakie każdy Polak ma, to język ojczysty. Nasza tożsamość, nasze ja!
Ewa Maria Slaska
Dla mojej Mamy, Ireny Kuran-Boguckiej, artystki graficzki i tłumaczki, od zawsze było jasne i mi również wpoiła to przekonanie, że język jest wprawdzie ojczysty, podobnie jak ziemia, na której się mieszka, ale port jest zawsze macierzysty.

Stąd się wypływa i tu się wraca.
Mieszkaliśmy w Gdańsku. Dla kogoś, kto nie mieszka nad morzem, pływanie na statku, to być może statek Białej Floty, prom z Gdańska do Szwecji, a może wielki statek wycieczkowy z basenami, dansingami i orkiestrą, ale dla ludzi, którzy tu mieszkają na morze się wypływa do pracy a nie dla rozrywki, a praca na morzu zawsze może być niebezpieczna. To praca dla mężczyzn. Jeśli jesteś rybakiem, marynarzem, odkrywcą, żeglarzem, czy piratem, zawsze możesz nie wrócić. A twoja rodzina będzie nadaremno czekała w porcie.
Kobiety czekające w porcie. Kobiety wypatrujące przez okno. Matki, żony, córki, siostry, narzeczone. Opowiadano mi o pewnym kaszubskim domu rybackim, w którym pokolenia kobiet wydeptały na polepie w kuchni koleiny od pieca do okna. Męska rzecz być daleko, a kobieca wiernie czekać, czytamy w Odysei.
Mama była żoną żeglarza, i to żeglarza polarnego, a żeglarstwo polarne to bardzo niebezpieczny sposób kontaktu z morzem lub oceanem.
Zawsze czekała. Ojca nie było, a ona czekała i tworzyła. Nasz dom był naszym portem macierzystym i tu uczyłyśmy się języka macierzystego, który był twórczy, a posługiwał się w równym stopniu obrazem, co słowem.
Gdy miałam siedem lat, po raz pierwszy przeczytałam Odyseję. Dał mi ją do czytania Ojciec. Oczywiście, wiem, Odyseję napisał Homer, ale dla mnie jej autorem był Jan Parandowski, tłumacz. Mniej więcej w tym samym czasie Mama dała mi do czytania inną publikację Parandowskiego, jego książkę o języku, takim jaki potrzebny jest pisarzowi i pisarce: Alchemia słowa.
Ojciec i Mama słowami tego samego pisarza ustalili topografię mojego dzieciństwa, tego świata, w którym ojciec płynie na morze, a matka tworzy sztukę, w którym miłość, język i port są macierzyste, a niepokój, lęk, czekanie i tęsknota – ojczyste.
Historia każdej literatury, napisał Parandowski, zaczyna się od poezji. To bowiem, co najpierw wyniosło się ponad potoczną mowę, to był wiersz i często zdobywał on już doskonałość, zanim postawiono pierwsze nieśmiałe zdania artystycznej prozy. Jej subtelny mechanizm składał się bardzo powoli i ten sam proces dojrzewania prozy – w ogromnym skrócie, oczywiście – powtarza się u wszystkich pisarzy. Prawie wszyscy zaczynają od poezji, jakby dla potwierdzenia prawa ewolucji, czasem długo nie uświadamiają sobie swego przeznaczenia i zanim zdecydują się na prozę, wydają tomiki wierszy (…) Pisarz wypełnia powszechną tęsknotę, by wyrazić siebie i swój świat, i w tym ulega przyrodzonemu impulsowi natury ludzkiej, lecz zarazem staje się niejako rzecznikiem tych, którzy nie mogą i nie umieją się wypowiedzieć. Kto wiele przeżył – pisze.
To robimy. Piszemy.
Teresa Rudolf
***
Na twej
ręce
pozostają
linie
papilarne
mojej
bliskości.
***
Oczy;
czasem
flirtem
zagadką
zabawą
przygodą
żałobą.
***
Usta;
szepcą
kochają
śpiewają,
okłamują
manipulują
zdumiewają.
***
Miłość;
dar losu
szczęście,
szaleństwo
gorycz życia
doświadczenie
gorzkie winogrona.
***
Zdrada;
sprzedaż
miłości
nadziei
wiary…
…za 30
srebników.
***
Zdrowie;
luksus
wygoda
cielesna,
naiwność
stabilności
oczywistości.