Teresa Rudolf
Liść jesienny
I znów w ręku
liść jesienny
jak co roku,
…zwinięty
w rulon…
To list do mnie?
Skąd przyleciał?
A co w nim dziś?
Strach, czy radość?
Otwierać, nie otwierać?
Zamykam dziś oczy…
pod palcami czytam;
potwory ludzkie szaleją,
bez wytchnienia piszą
historię zagłady świata…
Otwieram oczy…
patrzę, jeżyk mały
przechodzi koło nogi,
patrzy, patrzy ciekawy,
bezwarunkowo mi ufając.
Zamykam oczy
i dalej czytam:
co możesz,
zmień,
a jeśli się nie daje,
to zostań jeżem,
zaufaj temu
co musisz…
a jest tutaj
pod ręką…
Już po słonecznikach
I znów przychodzi
ten smutek jesienny,
zostawia ciepły uśmiech
za tym, co już przeminęło.
Za dzień, za dwa, trzy,
zacznę znowu popychać
zielonozłote liście w parku,
nie depcząc, by gdzieś uleciały…
Niech lęcą, lecą,
w daleki świat,
wysoko, kolorowo,
jak ptaki piękne,
ciche i bezśpiewne.

