Eliza & Wilhelm. Film.

Wpis na przemian po polsku i po niemiecku.  / Ein Beitrag abwechselnd auf Deutsch und Polnisch.

Am 18.09.2016 fand in der Robert-Jungk-Oberschule in Berlin die Filmpremiere des Filmes über die Liebe von Eliza Radziwiłł und Wilhelm von Hohenzollern, dem späteren Kaiser Wilhelm I statt. Die Geschichte basiert auf dem Buch von Dagmar von Gersdorff “Auf der ganzen Welt nur sie”, in der Übersetzung in die polnische Sprache von Frau Grażyna Prawda.

Im ersten Halbjahr 2016 erarbeiteten die SchülerInnen der Klasse 11.4, sowie ein Schüler und eine Schülerin aus der Katharina-Heinroth-Grundschule, die Realisierung dieses Projektes. Sowohl Szenario, Charakterisierung, Regie und Montage wurden von den SchülerInnen übernommen, natürlich von zwei Lehrerinnen betreut.

wilhelmeliza1dr Daria Smoczyńska-Reiner i Agnieszka Bernegg

Opis projektu „ Zakazana miłość”

Kiedy tłumaczka książki autorstwa Dagmar von Gersdorff – pani Grażyna Prawda zaproponowała nam w zeszłym roku przeprowadzenie w naszej szkole projektu, którego treścią miała być historia niespełnionej miłości Wilhelma Pruskiego do Elizy Radziwiłł, trudno nam było w pierwszej chwili podjąć się tego zadania. Miałyśmy obawy, jak zdołamy zainteresować uczniów dawną, romantyczną i tak odbiegającą od realiów naszych czasów historią dziewiętnastowiecznej pary. Pełne sceptycyzmu i obaw o to, że usłyszymy: „kogo interesują wydarzenia, które rozegrały się tak dawno? Jakie to ma dla dzisiejszego świata znaczenie?, postanowiłyśmy jednak zaryzykować. Założyłyśmy, że ponieważ głównym tematem książki, a zatem i planowanego projektu jest miłość dwojga młodych ludzi, to niezależnie od tego, jaki okres będzie przedmiotem naszych zainteresowań – mamy pewne szanse.

7-listopadaNa wszelki wypadek unikając słowa „ projekt” przedstawiłyśmy uczniom 11 kl. naszą propozycję. Dalej wydarzenia potoczyły się już wartko. Młodzież częściowo w domu, częściowo zaś w ramach zająć szkolnych zapoznała się z obszernymi fragmentami książki, jednocześnie przystąpiłyśmy do omawiania podczas lekcji różnych związanych z treścią książki zagadnień, które zostały podzielone na dwie ścieżki tematyczne.

Pierwsza z nich obejmowała problematykę aranżowania małżeństw. Poruszone zostały tu różne zagadnienia, które omówiono na przykładach znanych z historii lub literatury (historia Romea i Julii, małżeństwo królowej Jadwigi z Władysławem Jagiełłą, małżeństwo Jagny z Boryną w „ Chłopach” W. Reymonta). W ramach zajęć historii omawiane były zagadnienia odwołujące się do historii dziewiętnastowiecznych kontaktów Polaków i Niemców na terenie Prus, a później zjednoczonych Niemiec.

Znaczna część z wymienionych zagadnień została przygotowana przez uczniów naszej szkoły wspólnie z młodzieżą z XX Liceum Ogólnokształcącego w Poznaniu w Poznaniu w ramach wymiany międzyszkolnej. Opracowane przez grupy składające się z uczniów obu szkół tematy zaprezentowano następnie podczas spotkania z tłumaczką książki – panią Grażyną Prawdą, które odbyło się w marcu.

17579Najwyraźniej nie mogąc poprzestać na tych działaniach, rozpoczęliśmy także pracę nad krótkim filmem, w którym chcieliśmy przedstawić historię miłości Wilhelma i Elizy. Wraz z uczniami przystąpiliśmy do pisania scenariusza filmu, który ulegał następnie wielokrotnym zmianom, tak aby możliwe stało się jego powstanie przy skromnych środkach, jakimi dysponowaliśmy. Zaplanowana początkowo z wielkim rozmachem fabuła musiała zostać ograniczona i zastąpiona tekstem narracji, tak aby nagrane sceny można było połączyć w spójną całość. Prawdziwym wyzwaniem stało się zdobycie kostiumów, które organizowaliśmy na wszelkie możliwe sposoby, nie rezygnując z sięgania po stare szpargały i pamiątki rodzinne. Dekoracje i rekwizyty stanowiły dla nas głównie prywatne zasoby naszych mieszkań, jak i skarby udostępnione przez uczniów i ich rodziny. Wielce pomocna okazała się wreszcie uroda niektórych zakątków Berlina oraz sprzyjająca aura. Dzięki tym dobrodziejstwom nakręciliśmy niemal wszystkie nasze „plenery”stanowiące chyba jeden z atutów filmu.

Film został w całości zmontowany i udźwiękowiony (początkowo w polskiej wersji językowej) przez uczniów, którzy w ramach odbywających siȩ w naszej szkole zajęć w zakresie montażu filmowego zdobyli w poprzednich latach niezbędną w tym zakresie wiedzę. Kolejnym wyzwaniem było przygotowanie wersji niemieckiej, którą zrealizowaliśmy dzięki opracowanemu przez uczniów przekładowi, zastępując narrację w jȩz. polskim narracją niemiecką i umieszczając niemieckie napisy w scenach obejmujących dialogi.

Die deutsche Version des Filmes wurde im 2. Schulhalbjahr 2016 hergestellt.

Uwaga z roku 2025 / Anmerkung vom 2025: Der Film ist leider nicht mehr zu sehen / Niestety nie można już obejrzeć tego filmu

Reblog. Odkrycia w sieci.

Znalazłam ten film przypadkiem, zamieściła go osoba używająca nicka Domowa Kostiumologia.

Spodobał mi się ten awatar, i tak to się zaczęło…

A story of a young 1950’s typist that notices something rather unusual about her machine.

Lucy and Lucys costumes Gosia Zebrowska. The rest Karolina Zebrowska.

Poszukałam dalej. To ona – Domowa Kostiumologia!

I następne, piękne filmy, zaskakujące i prawdziwe. Przesłanie tego filmu poniżej brzmi:

Please, don’t forget the real women

To ona, a jak klikniecie na zdjęcie, to wejdziecie na jej blog…

PS. Szkoda tylko, że ta piękna kobieta w pięknych kostiumach, które sama nader pięknie projektuje, robi niepiękne błędy w polszczyźnie, sukienki się u niej ubiera, a nie wkłada, a to ubranie, rodzaj jak najbardziej nijaki, jest rodzaju męskiego czyli “ubiera się tego ubrania”. Przeszkadza mi to, ale z kolei – ja umiem pisać bez błędów i jest to właściwie wszystko, co umiem, a za to ona umie robić takie wspaniałe stroje, zachwycające stylizacje, świetne filmy i naprawdę zna się na tym, o czym pisze… 🙂

Postdeutsches Stettin

Beata Kozak

Feministin, Chefredakteurin der Frauenzeitschrift Zadra, wuchs in Stettin auf. In ein paar Tagen wird sie aus dem unveröffentlichten Manuskript in der Regenbogenfabrik lesen.

20161122_vortrag_beata_kozak_netz

Poster Dorota Kot

Hier ein Prosafragment:

Wenn man das Wort „poniemieckie” bei Google eingibt, erscheinen verschiedene Vorschläge: postdeutsche, das heißt ehemals deutsche Häuser, postdeutsche Geheimfächer, Schätze, Bunker. Auf das Wort „Postdeutschsein” (poniemieckość) reagiert die Suchmaschine, als ob sie einen Fehler korrigieren würde. Sie ignoriert die Vorsilbe „post” und schlägt einfach das Deutschsein vor, konkret das Deutschsein der DDR, von Wrocław (Breslau), von Śląsk (Schlesien),von Gdańsk (Danzig). Aber was für eine Ahnung kann diese amerikanische Erfindung von der Realität der polnischen Westgebiete haben? Mehr weiß darüber das „Wörterbuch der Polnischen Sprache”, das das Adjektiv „postdeutsch” erklärt als „erstmalig gebraucht nach dem Zweiten Weltkrieg: von den Deutschen, auch von den deutschen Besatzern, übriggeblieben; früher den Deutschen gehörend”. An einer anderen Stelle präzisiert das Wörterbuch, dass man so „das Vermögen, die Gebiete, die von den Deutschen geblieben sind, [bezeichnet], welche bis zum Zweiten Weltkrieg in den westlichen Gebieten des heutigen Polens lebten”. Interessant ist, dass es in der polnischen Sprache eine ähnliche Verbindung des Präfixes „post” (po) mit einer Nationalitätenbezeichnung nur noch in der Form „postjüdisch” (pożydowski) gibt, wobei das Wort „postjüdisch” am ehesten mit Gold, Vermögen und Immobilien kombiniert wird. Die Geschichte hinterließ in der Sprache eine tiefe Spur.

Das Wort „postdeutsch” (poniemiecki) besteht im Polnischen aus vier Silben. Nur die erste, „po”, bezieht sich darauf, was später stattfand, nachher, danach. Dazu sieht diese erste Silbe zufällig wie eine Abkürzung des Wortes „polnisch” aus, was ihr, im Zusammenhang mit dem gesamten Wort „po-niemiecki”, eine zusätzliche Bedeutung verleiht. So ist eben das Postdeutsche: ein kurzes Jetzt, das die Last der Vergangenheit hinter sich herschleppt.

Die ersten zwanzig Jahre meines Lebens war ich, ähnlich wie alle meine Altersgenossen, vom Postdeutschen umgeben. Das ehemals Deutsche war in Städten wie Stettin allerorten vorhanden, es war ein Teil der Wirklichkeit. Ich besuchte postdeutsche Schulen in postdeutschen Städten und wohnte in Wohnungen in postdeutschen Häusern, in denen moderne Hochglanzschrankwände neben den postdeutschen Möbeln standen. Das Postdeutsche bedeutete etwas Großes, Erdrückendes, Dunkles, Düsteres, Bedrohliches, was in modrigen Kellern und in Dachböden lauerte. Es lauerte in finsteren gotischen Buchstaben, die unter dem Verputz an den Hauswänden hervorlugten, oder in Form schwerer Kredenzen und Deckenlampen in den Wohnungen. Postdeutsch waren auch kleine, bunte Fensterscheiben in den Treppenhäusern und der Stuck an den Zimmerdecken der Mietshäuser, der aber weiss gestrichen war und dadurch leicht wirkte. Postdeutsch waren auch Gehsteigplatten und kleine eiserne Schlitze in den schweren Wohnungstüren mit der Aufschrift „Briefe &Zeitungen”, durch die der deutsche Briefträger einst Briefe und Zeitungen hineingeworfen hatte. Auf all dieses Postdeutsche legte sich ein Jahr nach dem anderen, eine Dekade nach der anderen, eine dünne Schicht der Gegenwart. Aber das polnische Jetzt stand, ging und lief bis zu den Knien im Postdeutschen umher. Diejenigen, die in den Städten und Städtchen mit dem doppeltem Boden, mit den eisernen Türschlitzen „Briefe & Zeitungen” geboren wurden und heranwuchsen, trugen und tragen ein mehr oder weniger bewusstes Gefühl in sich, das Gefühl nämlich einer fehlenden Eindeutigkeit und Sicherheit gegenüber allem, was sie umgibt.

Es war – und ist – nichts, was aus all denen, die seit 1945 in Stettin lebten, psychiatrische Patienten machen würde. Und trotzdem empfand ich einen grossen Unterschied zwischen der Atmosphäre in Stettin, wo ich in die Grundschule und ins Gymnasium ging, und derjenigen in Krakau, wo ich nach dem Studium in Deutschland wohnte. Am deutlichsten spürte ich es an einem Sommerabend, als ich auf dem Weg vom Krakauer Bahnhof, wo ich mit einem Nachtzug aus Stettin angekommen war, über die Sławkowska Strasse, über den Markt und die Planty nach Hause ging. In den sogenannten Wiedergewonnenen Gebieten war alles doppelt, uneindeutig, kompliziert. Keine Stadt, kein Städtchen, kein Dorf hatte schon immer so geheißen, wie es jetzt hieß, jede Strasse und jeder Platz trug einen neuen Namen, der von Beamten oder von zu diesem Zweck angeheuerten Dichtern ausgedacht worden war. Auf dem Lande gab es keine traditionellen Trachten oder Volkstänze, in den Wäldern und in den Vorstädten wimmelte es von Bunkern und unterirdischen Durchgängen, die wer weiß wohin führten. Die Menschen lebten in diesen Gebieten wie Kiefern im flachen Sand. Alles, was man sah, warf einen beunruhigenden Schatten, hatte einen doppelten Umriss, vielleicht, so spürte man untergründig, war nichts so, wie es aussah. Im Vergleich dazu schien Krakau ruhig und selbstsicher, es strahlte ein ungebrochenes Selbstwertgefühl aus. Die Tuchhallen, Sukiennice, hießen nie anders, Wawel war nicht ein slawischer Name, der künstlich konstruiert werden musste, um den vorherigen deutschen Namen zu überdecken. Alles war hier authentisch und in sich ruhend, die Stadt gaukelte nichts vor, nervöse Diskussionen über Identität waren überflüssig. Die Stettiner aber, die der jahrelangen Propaganda über die piastischen, urpolnischen Gebiete, der ständig wiederholten Slogans über die historische, gerechte Rückkehr der Stadt zum polnischen Mutterland überdrüssig geworden waren, lachten schließlich darüber in privaten Gesprächen. So lautete eine ironische Antwort auf die übliche Begrüßung „schön, dass ihr gekommen seid”: „wir sind nicht hierher gekommen, wir sind hierher zurückgekehrt”.

Weiter am Dienstag in der Regenbogenfabrik!

Hermann Stöhr i Stanisław Kubicki

EMS: O Stanisławie Kubickim pisaliśmy tu już wielokrotnie, przede wszystkim dr Lidia Głuchowska, niestrudzona badaczka jego życia i twórczości i propagatorka jego dzieł w Polsce, w Niemczech, w Europie i na świecie. Hermann Stöhr pojawia się na tym blogu po raz pierwszy, natomiast już od wielu lat jego biografią zajmuje się znana berlińska instytucja, związana z Domem Demokracji (Haus der Demokratie), a mianowicie Friedensbibliothek / Antikriegsmuseum. Biblioteka Pokojowa przygotowała i wciąż aktualizuje wystawę o nim. Pierwszą wersję tej wystawy prezentowały w Szczecinie Biblioteka Pokoju w Berlinie, Dom im. Dietricha Boenhoffera w Szczecinie, oraz Stowarzyszenie (któremu od roku przewodniczę) Städtepartner Stettin – Partnerstwo Szczecin – Friedrichshain/ Kreuzberg. Dziś z inicjatywy tego Stowarzyszenia otwarta zostanie dwuczęściowa wystawa o tych dwóch niezwykłych ludziach, którzy się nigdy nie poznali i których pozornie wszystko dzieliło – narodowość, religia i profesja, a jednak łączyło ich zaangażowanie społeczne, działanie na pograniczu polsko-niemieckim i głęboki pacyfizm, a najbardziej dramatycznym znakiem równania między nimi stała się męczeńska śmierć z rąk nazistów. Hermann Stöhr był pierwszym Niemcem straconym za odmowę służby wojskowej, Stanisław Kubicki, działacz AK, został zamęczony na śmierć w więzieniu Pawiak w Warszawie.

stoehr-kubicki-zapr

Bogdan Twardochleb, dziennikarz Kuriera Szczecińskiego pisze na stronie Książnicy:

Książnica Pomorska – Wydarzenia

 Data: 28 października – 25 listopada 2016

Miejsce: Hol przy Czytelni Głównej, wenisaż: 28.10, godz. 12.00

28 października 2016 r. o godz. 12.00 otwarte zostaną dwie paralelne wystawy: Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie” – Stanisław Kubicki (1889-1942) i polska awangarda w Niemczech oraz NIE, które na pewno NIE znaczy” – Hermann Stöhr  (1898-1940).

Hermann Stöhr  urodził się 4 stycznia 1898 r. w Szczecinie – został stracony przez hitlerowców 21 czerwca 1940 r. w Berlinie-Plötzensee. Był protestanckim teologiem, publicystą, wydawcą, doktorem nauk o państwie, działaczem niemieckich i międzynarodowych ruchów społecznych i pomocowych, pacyfistą. W Szczecinie mieszkał najpierw przy dzisiejszej ul. Unisławy 7, później przy ul. Juliana Tuwima 12. W sierpniu 1939 r. odmówił stawienia się do armii i nie przyjął karty mobilizacyjnej. 31 sierpnia 1939 r. został aresztowany i po procesach skazany na śmierć „za osłabianie siły bojowej państwa”.

Stanisław Kubicki urodził się w polskiej rodzinie w dniu 20 stycznia 1889 r. w Ziegenhain (Hesja) – został zamęczony na śmierć przez hitlerowców w czerwcu  1942 r. w więzieniu gestapo na Pawiaku. Nie jest znana ani data śmierci, ani miejsce pochówku.

Był malarzem i poetą, ekspresjonistą, członkiem grup Bunt i Zdrój, mieszkał w Berlinie i Poznaniu, w czasie wojny działał w AK, wypełniał misje między Warszawą a Berlinem. Gestapo aresztowało go w Warszawie, gdy przyszedł na pogrzeb przyjaciela, poety ze „Zdroju”, żołnierza AK, Jerzego Hulewicza.

Hermann Stöhr i Stanisław Kubicki prawdopodobnie się nie znali i nigdy nie spotkali. W ich życiorysach i losach jest jednak wiele znaczących wątków wspólnych. Ma to rangę symbolu.

Obaj angażowali się na rzecz na rzecz ludzi biednych i wykluczonych, bliski był im pacyfizm, byli głęboko religijni w duchu chrześcijańskim, występowali na rzecz porozumienia polsko-niemieckiego, czynnie przeciwstawili się nazizmowi, za co zapłacili życiem.

W Berlinie jest pl. Hermanna Stöhra i stoi kamień, który go upamiętnia. Kamień pamięci (Stolperstein) umieszczono przed berlińskim domem Stanisława Kubickiego. Inicjatorami byli uczniowie jednej ze szkół w dzielnicy Neukölln.

Wystawę o Hermannie Stöhrze przygotowała berlińska Friedensbibliothek (Antikriegsmuseum), a wystawę o Stanisławie Kubickim – Uniwersytet Zielonogórski. Kuratorem pierwszej jest Jochen Schmidt z Friedensbibliothek, który odnalazł wiele materiałów, związanych z Hermannem Stöhrem i pamiątek po nim, drugiej – dr Lidia Głuchowska, autorka głównych opracowań o Stanisławie Kubickim.

Inicjatorem wspólnego zaprezentowania obu wystaw w Szczecinie jest Städtepartner Stettin e.V., stowarzyszenie partnerskie Szczecina, działające w Berlinie (Friedrichshain-Kreuzberg). Na otwarcie przyjadą członkowie stowarzyszenia z jego przewodniczącą, Ewą Marią Slaską.

EMS: Nasze Stowarzyszenie zamierza kontynuować te działania. W maju 2017 roku podwójna wystawa o Hermanie Stöhrze i Stanisławie Kubickim zostanie zaprezentowana w pomieszczeniach Ratusza Kreuzberg w Berlinie. Z tej okazji ma również powstać film o działaniach Hermanna Stöhra, zorganizowane zostaną otwarte dla publiczności spacery śladami obu naszych bohaterów w Szczecinie i Berlinie. Docelowo Stowarzyszenie chciałoby uzyskać upamiętnienie ich obu w nazwach ulic
w obu miastach.

Parasolki Umbrellas Regenschirme

Wir protestieren heute wieder!

We do protest today again!

Protestujemy! Znowu!

23.10.2016 13:00-15:00 Warschauer Brücke Berlin

Bring your (black) umbrellas! Przynieście (czarne) parasolki! Bringt eure (schwarze) Regenschirme mit!

black-clip-umbrella
Schreibt euren Spruch drauf! Write your slogan! Napiszcie swoje hasło!
Zeichne eure Skizze! Namalujcie coś! Make your own picture!

PiS-Off

cupzgmaxyaartez

parasolkix

paniirenkaparasolkakl

parasolki6 parasolki1 parasolki2 parasolki3 parasolki4

klukos

black-clip-umbrellaKto się boi czarnej baby? piosenka /ein Protestsong (auf Polnisch) / Polish Protestsong

black-clip-umbrella

parasolki5

W mużakowskich ogrodach / In Muskauer Gärten

Only_Graphic_RGB_InternetkleinO Mużakowie czyli niemieckim Bad Muskau pisał już nasz Viator czyli Tomasz Fetzki, i to nawet kilkakrotnie. Za pięć dni, a ściślej – 1 września 2016 roku w Nowym Zamku w Parku Mużakowskim zostanie otwarta… 

Wystawa Ogrody  

Zorganizowana we współpracy Uniwersytetu Zielonogórskiego i Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze z fundacją „Park Księcia Pücklera Bad Muskau” wystawa Ogrody jest trzecią już ekspozycją w ramach cyklu Topografia polskiej sztuki współczesnej. Jednocześnie inauguruje ona obchody 25-lecia istnienia Instytutu Sztuk Wizualnych Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Patronat nad wystawą objęli prof. dr hab. inż. Tadeusz Kuczyński, Rektor Uniwersytetu Zielonogórskiego oraz Hansjörg König, Przewodniczący Rady Fundacji, Sekretarz Stanu Ministerstwie Finansów Saksonii.

Einladung revers PLklein

Park krajobrazowy czy ogród angielski – taki jak Park Mużakowski – to przestrzeń z pogranicza natury i kultury. To forma, symbol i marzenie wpisane w ciąg asocjacji nie tylko estetycznych, lecz również erotycznych czy religijnych. Ewokowane przez ogród konotacje hasłowo wyznaczają choćby Raj, ogrody islamu oraz biblijny hortus conclusus – alegoria czystości Marii.

Zarówno przestrzeń tego odwiecznego mitu, jak i geograficzno- historyczne status quo parku stworzonego przez „Goethego sztuki ogrodowej” – księcia Hermanna Ludwiga Heinricha von Pückler-Muskau – stały się inspiracją dla kolekcji dzieł artystów z Zielonej Góry. Wykreowana na potrzeby jednorazowej ekspozycji w Nowym Zamku, jest ona sama w sobie symbolicznym ogrodem ich twórczych możliwości.

Ta polifoniczna i multimedialna prezentacja obejmuje blisko 70 prac dwudziestu artystów – obrazów, grafik, fotografii, filmów oraz instalacji i mebli, ukazując szerokie spektrum sposobów interpretacji pojęcia Ogrody – w sensie topograficzno-ekologicznym, estetycznym i filozoficzno-poznawczym. Wystawa dokumentuje zarówno klasyczne, jak i najnowsze tendencje we współczesnym krajobrazie sztuk wizualnych, stając się jednocześnie formą wielokierunkowej artystycznej refleksji inspirowanej przez jedyne transgraniczne założenie ogrodowo-parkowe w Europie oraz przyczynkiem do międzynarodowego dialogu na temat historii i współczesności stosunków polsko-niemieckich, subiektywnej „kultury wspomnień” oraz fenomenu migracji i „zakorzeniania się“ w nowym miejscu.

W artystycznym dyskursie o Ogrodach twórcy z Zielonej Góry wskazują na ukryte za kulisami świata postindustrialnych miejskich krajobrazów enklawy harmonii człowieka i natury. Analizują paralele między rozwojem twórczym a istotą ogrodu, którego kształt na równi zależny jest od potencjału ogrodnika i rytmu natury. Odnoszą  się zarówno do odwiecznego cyklu wegetacyjnego, jak i do rytuału transgresji – obumierania starego i narodzin nowego w naturze i psychice ludzkiej oraz do poszukiwania mentalnej i etnicznej genealogii, której symbolem są korzenie drzew. Ogród to związek przypadku i planu – flora absolutnie naturalna, a jednak przez człowieka okiełznana. Twórczość plastyczna posiada te same cechy – naturalność i aranżację, a surowa symetria ogrodów francuskich odpowiada zasadom sztuki geometrycznej.

W pierwszej publikacji na temat Parku Mużakowskiego, przygotowanej przed ponad dziesięciu laty przez artystów i humanistów z Zielonej Góry, został on określony jako Przestrzeń pamięci i pojednania. Obecna wystawa i towarzyszący jej katalog ukazują Ogrody przede wszystkim jako poetycką metaforę – eksterytorialną, mentalną przestrzeń czasu, wspomnień, poznania i sztuki.

Czas trwania: 1 września – 31 października 2016

Kuratorzy wystawy: Leszek Kania, Paulina Komorowska-Birger, Zielona Góra
Kierownictwo naukowe: Lidia Głuchowska, Zielona Góra
Koordynacja: Regina Barufke, Bad Muskau
Plakat: Piotr Czech
W projekcie plakatu wykorzystano fragmenty ekolinowego obrazu Basi Bańdy Sadzonki (2013).

http://www.muskauer-park.de    http://www.mzl.zgora.pl               http://www.wa.uz.zgora.pl           http://www.isw.uz.zgora.pl

Plakate_17_08_fragment_RGB_Internet-klein

Ausstellung Gärten im Neuen Schloss im Fürst-Pückler-Park Bad Muskau

… bereits in fünf Tagen …

Am 1. September 2016 öffnet die Ausstellung Gärten im Neuen Schloss im Fürst-Pückler-Park Bad Muskau an der deutsch-polnischen Grenze ihre Türen. Sie entstand als Kooperation der Universität Zielona Góra und des Lebuser Landesmuseums in Zielona Góra mit der Stiftung „Fürst-Pückler-Park Bad Muskau“ und ist bereits die dritte Ausstellung der Reihe Topografie der polnischen Gegenwartskunst.

Gleichzeitig bildet sie den Auftakt zu den Jubiläumsfeierlichkeiten anlässlich des 25-jährigen Bestehens, welches das Institut für Visuelle Künste an der Kunstfakultät der Universität Zielona Góra in diesem Jahr begeht.

Die Schirmherrschaft über die Ausstellung übernahmen der Rektor der Universität Zielona Góra Prof. Dr.-Ing. habil. Tadeusz Kuczyński sowie der Vorsitzende des Stiftungsrats und Staatssekretär im Sächsischen Staatsministerium der Finanzen Hansjörg König.

Einladung Gaerten revers DE-kleinDer Landschaftspark bzw. der englische Garten – der Muskauer Park ist ein Beispiel – stellt einen Raum an der Grenze zwischen Natur und Kultur dar. Er ist eine Form,ein Symbol und ein Traum, untrennbar eingeschrieben in den Assoziationsstrom nicht nur ästhetischer, sondern auch erotischer und religiöser Vorstellungen. Die davon evozierten Konnotationen werden etwa durch Stichwörter wie das Paradies, die Gärten des Islam oder schließlich der biblische hortus conclusus – eine Allegorie auf die Reinheit Marias – hervorgerufen. Sowohl der Echoraum dieses uralten Mythos als auch der geographisch-historische status quo und die Topografie des durch den „Goethe der Gartenkunst“, also den Fürsten Hermann Ludwig Heinrich von Pückler-Muskau, geschaffenen Parks – wurden zur Inspiration für eine Sammlung von Werken.

Gestaltet durch Künstler aus Zielona Góra und geschaffen für eine einmalige Ausstellung im Neuen Schloss, stellt die Sammlung zugleich selbst einen symbolischen Garten ihrer schöpferischen Möglichkeiten dar.

In der polyphonen und multimedialen Ausstellung werden beinahe 70 Werke von zwanzig Künstlern präsentiert – Gemälde, Grafiken, Fotografien, Filme und Installationen sowie Möbelstücke – die ein breites Interpretationsspektrum des Begriffs Gärten aufzeigen, sowohl im topografisch-ökologischen als auch im künstlerischen und philosophisch-kognitiven Sinne. Darin sind sowohl klassische als auch neueste Tendenzen der Kunst vertreten, was eine Plattform zur vielseitigen ästhetischen Reflexion bildet, die vom einzigen grenzüberschreitenden Landschaftspark Europas inspiriert wird.

Die Ausstellung fungiert als Ausgangspunkt für einen internationalen Dialog über die Geschichte und Gegenwart der deutsch-polnischen Beziehungen, subjektive „Erinnerungskulturen“ sowie das Phänomen der Migration und der „Verwurzelung“ am neuen Ort.

Im künstlerischen Diskurs über Gärten weisen die Ausstellungsteilnehmer aus Zielona Góra auf die Enklaven einer Harmonie von Mensch und Natur hin, versteckt hinter den Kulissen der postindustriellen städtischen Landschaften. Sie analysieren Parallelen zwischen der schöpferischen Entwicklung und dem Wesen des Gartens, dessen Gestalt gleichfalls von den Möglichkeiten des Gärtners und dem Rhythmus der Natur abhängt. Sie nehmen Bezug sowohl zum ewigen Vegetationszyklus als auch zum Ritual der Transgression – dem Absterben des Alten und der Geburt des Neuen in der Natur und in der menschlichen Psyche sowie auf die Suche nach einer mentalen und ethnischen Genealogie, welche durch die Baumwurzel symbolisiert wird.

Der Garten ist eine Verbindung von Zufall und Planmäßigkeit – die Flora ist absolut natürlich, und doch durch den Menschen gebändigt. Die bildnerische Gestaltung der ausstellenden Künstler hat dieselben Merkmale – Natürlichkeit und Arrangement wie z. B. die strenge Symmetrie französischer Gärten entsprechend den Regeln der geometrischen Kunst.

In einer ersten Publikation, die die Künstler und Geisteswissenschaftler aus Zielona Góra dem Muskauer Park gewidmet hatten – vor über zehn Jahren entstanden – ist dieser Park als Erinnerungs- und Versöhnungsraum bezeichnet worden. In der aktuellen Ausstellung und dem sie begleitenden Katalog erweisen sich die Gärten vor allem als poetische Metapher – als exterritorialer, mentaler Raum der Zeit, der Erinnerung,der Erkenntnis und der Kunst.

Ausstellungsdauer: 1. Sept. – 31. Okt. 2016
Ausstellungskuratoren: Leszek Kania, Paulina Komorowska-Birger, Zielona Góra
Wissenschaftliche Leitung: Lidia Głuchowska, Zielona Góra
Koordination: Regina Barufke, Bad Muskau
Plakat: Piotr Czech
Für das Plakat wurden Fragmente des Ecoline-Bildes von Basia Bańda Setzlinge (2013) verwendet.

http://www.muskauer-park.de    http://www.mzl.zgora.pl               http://www.wa.uz.zgora.pl           http://www.isw.uz.zgora.pl

Reblog: Wardzia

Krzysztof Nodar Ciemnołoński. To jego blog. Pisze o sobie, że jest PolakoGruzinem, jest związany z Kaukazem i zajmuje się turystyką. Nie pytajcie, dlaczego “zaprzyjaźniliśmy się” na Facebooku, bo nie wiem. Coś mnie zainteresowało, może on sam i to wspaniałe nazwisko, może coś, o czym akurat napisał a FB mi akurat podsunął pod nos, a może jednak jest to ta Azja, która, jak już pisałam, od jakiegoś czasu “chodzi za mną” i nie daje spać. Tatarskie dziedzictwo po ojcu, po prababci…

ვარძია czyli Wardzia – najważniejszy zabytek Gruzji

Muszę się publicznie przyznać, że uwielbiam program „Starożytni Kosmici” emitowany m.in. w stacji History. Wieczorami po skończonej pracy odpalam serię odcinków na Youtube, z pełną premedytacją oglądam i w końcu od nagromadzenia zbitek słownych, w stylu „niektórzy wierzą…”, „niektórzy sądzą…”, „zdaniem zwolenników teorii o starożytnych astronautach….”, dramatycznie akcentowanych przez lektora z zatkanym nosem jak najlepsze mantry… zasypiam.

To moja idealna dobranocka, która sprawdza się pod każdą szerokością geograficzną, wszędzie tam, gdzie jestem, zawsze tam gdzie bywam.

Dzięki tej fascynującej produkcji dowiedziałem się o istnieniu Derinkuyu, ukrytego pod ziemią skalnego miasta w Kapadocji, na terenie dzisiejszej Turcji, które, według badaczy natchnionych wizją prehistorycznych ufoludków, powstało przed Zlodowaceniem. Świadczyłoby to, że jesteśmy na tej planecie dłużej niż dotychczas sądzono. Jeśli nie ludzie to kto je zbudował, jakoś trudno mi wyobrazić sobie przodków dzisiejszych Turków?

Narracja wiesza się w kosmicznym suspensie, następuje przerwa na reklamę albo ładuje mi się internet w jakimś hotelu w Gruzji… i wtedy na ekranie pojawia się TEN Grek.

I-am-not-sayingWedług klasycznej nauki Derinkuyu zostało wydrążone w miękkich tufowych skałach w VIII wieku p.n.e. W odległej od Kapadocji centralnej Gruzji nieco później, bo w V wieku p.n.e powstało opisywane już przeze mnie Uplisciche, które w przeciwieństwie do tureckiego wzoru stworzono na powierzchni niewielkiego masywu górskiego. Kolejnym skalnym arcydziełem jest położony w Gruzji Wschodniej na styku Gruzji i Azerbejdżanu kompleks klasztorów Dawid Garedża z VI wieku n.e. Każdy z tych oszałamiających zabytków od Kapadocji aż po gruzińską półpustynię na pewno wpłynął na zbudowaną na przełomie XII i XIII wieku Wardzię, którą śmiało można nazwać najważniejszym zabytkiem w kraju.

Zwiedzanie Wardzii

Z Achalciche trasa prowadzi wzdłuż życiodajnej rzeki Mtkwari. Największa rzeka w Gruzji bierze swój początek na Wyżynie Armeńskiej w Turcji, prowadzi przez Gruzję i Azerbejdżan do Morza Kaspijskiego. Na jej trasie jest tyle do obejrzenia, że można napisać przewodnik „szlakiem Mtkwari”.

Droga jest niezwykle malownicza, zaczyna się zaraz za Achalciche, mijam pola gdzie rosną najlepsze gruzińskie ziemniaki a później banner z czołgiem. To znak, że w pobliżu stacjonują jednostki zmechanizowane. Stąd można odbić do zespołu klasztornego i pałacowego Sapara. Jesteśmy na pograniczu, jak zwykle na Kaukazie. Niby wielki region ale taki maleńki, 20 km do Turcji, 80 do Armenii. W zamierzchłych czasach przewalały się tędy armie perskie, mongolskie i tureckie a pobliską twierdzę Chertwisi (II w p.n.e), zgodnie z legendą, zdobył Aleksander Macedoński. Ogromny obiekt militarny pomimo długoletnich starań o objęcie ochroną przez UNESCO jest pozostawiony sam sobie, za murami porządku strzegą krowy, osły i jeden dochodzący mnich, który opiekuje się lokalną kapliczką.

Twierdza ChertwisiPrzyjeżdżam tu od 8 lat i nic się nie zmieniło. „Zamczysko” jak straszyło tak dalej straszy pustką i zaniedbaniem ale wiem, że przyjdzie dzień, w którym władze przypomną sobie o potencjale tego miejsca. Podobnie było z twierdzą Udżarma w Kachetii, gdzie wreszcie od roku płaci się za wejście a miejsce przyciąga kolejnych turystów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W ogóle strasznie mnie denerwuje gdy czytam opinie turystów-ekspertów, którzy po siedmiu dniach w Gruzji twierdzą, że jest już zadeptana. To nieprawda, jest jeszcze od cholery miejsc, których nikt nie widział, mnóstwo pomijanych czy niesłusznie uważanych za nieatrakcyjne. Zresztą wystarczy sobie porównać Kaukaz z typowym wakacyjnym & masowym kierunkiem. Świat i ludzie! Turystyka to jedyna szansa dla mojego ukochanego kraju a szufladkowanie jeszcze nikomu nie wyszło na dobre. Oczywiście nie tylko Gruzja boryka się z podobnymi schematami myślowymi, jest tyle pięknych miejsc do obejrzenia, że chyba zostanę wyznawcą jakiegoś modelu religijnego, który uznaje reinkarnację.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No dobrze, od 2007 roku jest kilka zmian na tej trasie. Drogę w całości pokryto asfaltem i 60 kilometrów od Achalciche do Wardzii pokonuje się już w dopuszczalnym czasie. Na trasie gruzińsko-tureckimi siłami wybudowano również nową elektrownię wodną. Widziałem postępy od pierwszego dnia budowy. W miasteczku Aspindza, typowej gruzińskiej przelotówce, która słynie tylko ze średniowiecznej bitwy, przez całą długość poprowadzono płot z otoczaków okraszony okrągłymi lampkami. Ładnie to wygląda.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPo drodze mijam jeszcze zniszczony plac, przed którym wiele lat temu widniała tabliczka, że był to Targ Niewolników. Naprzeciwko dzisiaj jest szkoła. Ciekawa korelacja

Wreszcie wzdłuż masywu górskiego widać coraz więcej wydrążonych w skale jam. Zwykle jadę tędy około 9 rano. Nie dogania mnie żaden autokar z wycieczką z Polski ponieważ większość biur lokuje swoich klientów w górskim Bakuriani obok Bordżomi. Stamtąd jest około dwie godziny do Wardzii. Daleko.

Na parkingu przed restauracją jak zwykle do południa będą pustki. W 80% przypadków zwiedzanie zaczynamy jako pierwsi, nie ma tam nikogo poza moimi grupami i dopiero po przerwie na kawę do mety dobijają inne firmy. Pozdrawiamy się z pilotami i kierowcami z konkurencji. To mały światek, znamy się i (raczej) lubimy nawzajem. Prawda?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERAWardzia wygląda jak mrowisko albo kopiec termitów w przekroju z podręcznika do biologii. Wrażenie jest piorunujące, tym bardziej jeśli porównamy to, co widzimy na przykład z egipskimi piramidami. Ogromnym zaskoczeniem dla odwiedzających jest fakt, że korytarze i pomieszczenia zostały wydrążone wewnątrz zbocza górskiego Eruszeli. W związku z tym, że tego typu budowle były bardzo popularne od Kapadocji aż po Gruzję znowu napomknę o tym, że dziwne jest, że te dzieła powstały przy pomocy ludzkich rąk. Musieli w tym maczać palce starożytni astronauci from the outer space! Budowę rozpoczęto za panowania króla Jerzego III w 1184 roku a ukończono w 1213 roku za czasów legendarnej królowej Tamar, najwybitniejszej władczyni na Kaukazie, otoczonej „od zawsze” religijnym kultem. Przez kolejne 80 lat miasto było niewidoczne z zewnątrz i dawało schronienie nawet 60 tysiącom ludzi jednocześnie! Wśród labiryntu ponad 3000 sal, na 13 piętrach, funkcjonowały szkoła, szpital, spichlerze i winiarnie (podstawa handlu), znajdowały się tu także sale mieszkalne, stajnie i oczywiście klasztor oraz sala tronowa. Wardzia była samowystarczalnym ośrodkiem miejskim, z rozbudowanym system nawadniania dzięki poprowadzonym wewnątrz rynnom i sąsiedztwu rzeki Mtkwari.

ucry9Trzęsienie ziemi w 1293 roku spowodowało osunięcie się naruszonej warstwy skał jakby ktoś odkroił wielkie plastry i ujawniło istnienie miasta. Ostateczny cios spadł w 1551 roku podczas najazdu Persów, gdy wyrżnięto w pień mieszkających w Wardzii mnichów i wywieziono wszystkie kosztowności. Później terenami Gruzji Południowej zawładnęli Turcy i zasiedzieli się praktycznie aż do wojny turecko-rosyjskiej w 1829 roku.

Dopiero w latach 70 ubiegłego wieku do Wardzii powrócili mnisi i dziś tylko oni żyją tutaj i czasem widać ich snujących się po okolicy jak cienie.

W cerkwi obowiązują surowe zasady – kobiety zakrywają głowę i biodra a mężczyźni muszą mieć długie spodnie. Należy także pamiętać, by nie fotografować mnichów bo zwyczajnie sobie tego nie życzą.

Słowo o królowej Tamar (თამარ მეფე)

Queen_Tamar_(crop)Legendarna Tamar (1160-1216), prawnuczka króla Dawida Budowniczego, który zapoczątkował gruziński Złoty Wiek, rządziła Gruzją od 1184 roku. Była pierwszą i w zasadzie ostatnią (jej córka nie zdążyła specjalnie porządzić…) królową w historii kraju, która władała samodzielnie. Nazywano ją „królem królów i królową królowych” – Tamar Mepe (Mefe). By ukrócić naciski arystokracji, której nie podobało się, że najważniejsze stanowisko w państwie piastuje kobieta, wyszła za mąż za księcia Jerzego Rusina (Jurija Bogolubskiego). Małżeństwo nie układało się i Tamar doprowadziła do rozwodu. Kolejnym wybrankiem był książę Davit Soslan z osetyńskiej linii Bagrationich, z którym również nie podzieliła się władzą. W wyniku działań wojennych na terytorium północnej Persji około 1210 roku Gruzja powiększyła swój zasięg terytorialny o setki kilometrów. Również za czasów królowej Tamar Gruzja pomogła utworzyć zależne Cesarstwo Trapezuntu, funkcjonujące aż do drugiej połowy XV wieku na terytorium dzisiejszej Turcji, w rejonie miasta Trabzon.

Badacze twierdzą, że królowa Tamar ukochała Wardzię i spędzała tu czas jak zwykła mniszka według surowych reguł zakonnych, przechadzając się boso po korytarzach i śpiąc na kamieniach.

Według legendy najwybitniejszy gruziński wieszcz narodowy i skarbnik na dworze królewskim Shota Rustaveli, autor najważniejszego poematu epickiego „Rycerz w tygrysiej skórze” był beznadziejnie zakochany w królowej. Czy z wzajemnością, tego nie wiadomo, ale w różnych okresach snuto wiele domysłów. Druga legenda dotyczy śmierci władczyni. Zgodnie z nią Tamar została pochowana w trumnie wypełnionej miodem i żeby zmylić wrogów wyruszyło w różnych kierunkach dwanaście orszaków pogrzebowych. Kolejna legenda wskazuje miejsce pochówku w pobliżu Davita Budowniczego w klasztorze Gelati. Jak jest dokładnie, gdzie kończą się fakty a zaczyna mit, tego do dzisiaj nie rozstrzygnięto.

Idziemy na skraj a niebo jest tuż (Siekiera)

Wejście kosztuje 3 gel (6 zł) za osobę a za dodatkowe 1 gel (2 zł) można podjechać część trasy marszrutką. Potem zaczynają się schody, którymi dochodzi się do dobudowanego na zewnątrz portalu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERAWystarczy spojrzeć na drugą stronę i wyobrazić sobie, że w XII wieku tak właśnie wyglądała z zewnątrz Wardzia. Armie ciągnące wzdłuż rzeki pewnie niejednokrotnie mijały terytorium miasta w ogóle nie wiedząc o jego istnieniu.

Dopiero później odsłoniła się widoczna poniżej pasieka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAMiasto pokonuje się w poprzek od lewej do prawej. Wchodzimy przez portal, zaglądamy do kolejnych sal, potem po schodach przeskakujemy na wyższe piętro gdzie zachowały się przepiękne freski i tutaj znajduje się cerkiew Wniebowstąpienia Matki Boskiej, w której namalowano postacie fundatorów Wardzii – króla Jerzego III i jego córki Tamar. Następnie wejściem po lewej stronie zapuszczamy się do tunelu, który prowadzi nas jakieś dwa piętra do góry.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAPięknie wprawione okienko w części, w której mieszkają mnisi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERATunelem przed siebie, panie przodem :).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
I już jesteśmy po drugiej stronie skąd schodzi się tunelem do wyjścia przy rzece.

OLYMPUS DIGITAL CAMERADobrze jest na wycieczkę do Wardzii zabrać dobre buty a nie marne klapeczki. Schody przy zejściu są mało bezpieczne i słabo zabezpieczone zresztą jak cały teren kompleksu. Tym bardziej jeśli chcecie poświęcić więcej czasu na zwiedzanie niż standardową godzinę i zapuścić się do większej ilości sal gdzie nie ma żadnych barierek.

Przez kilka lat sugerowałem nawet, by brać latarki, bo w środku światła jest zdecydowanie za mało.

I jeszcze jedna uwaga – uważajcie na głowę. Miałem kiedyś na wycieczce pana, który cały wyjazd nie pił, trzymał się na uboczu, nie bawił „po gruzińsku”. Gdy w Wardzii uderzył się w głowę, coś mu się przestawiło na właściwe tory i od tego dnia pił, palił i podszczypywał dziewczyny!

DSC_0295

Ostatni rzut oka z oddali… Opcje przejazdu w stronę Tbilisi są dwie więc jeszcze tutaj zawitamy. Tym razem wracamy tą samą drogą, przez Achalciche i Bordżomi, dalej autostradą do Gori, wieczorem kolacja w Mcchecie, gdzie czekać będzie pikantna zupa fasolowa Lobio, którą je się z dodatkiem ostrej papryki i sera, do tego kukurydziane placki mczadi oraz pierożki chinkali, do których najlepsze jest piwo, ale i tak skończy się na kilku dzbanach czerwonego wina. Tak to się robi w Gruzji.


Reblog d. przedruk: Porada życiowa!

Wszyscy czytajcie! I to po wielokroć! Dawno nie czytałam tak mądrego tekstu o tym, jak sobie radzić w życiu codziennym! A mianowicie

jak się nie kłócić!

kurszcze

Podstawowy błąd atrybucji

Podstawowy błąd atrybucji
Data publikacji: 24 czerwca 2016

Artur Giza-Zwierzchowski, terapeuta par i małżeństw
Pracownia Psychoedukacji
przy ul. Jagiellońskiej w Szczecinie

Psychologia społeczna niejednokrotnie wyświadcza swoją dziedziną nieocenione usługi. Dzieje się tak dzięki badaniom prowadzącym do wyjaśniania pewnych prawidłowości ludzkich zachowań. Jedno z jej odkryć, pochodzących jeszcze z lat 70 ub. wieku, wciąż pozostaje zbyt mało nagłośnione, tym bardziej, że może przyczynić się do obniżenia poziomu napięcia w związkach.

Podstawowy błąd atrybucji – o nim właśnie mowa – jest rodzajem zniekształcenia poznawczego, którego doświadczamy bardzo często analizując zachowania innych ludzi. Niestety niejednokrotnie dotyczy to także naszych najbliższych. W swej istocie podstawowy błąd atrybucji polega na tym, że oceniane przez nas zachowanie innych osób tłumaczymy jako wynik wewnętrznych cech charakteru tych osób. W przeciwieństwie do własnych zachowań, dla których zwykle bez najmniejszej trudności jesteśmy w stanie znaleźć wytłumaczenie w postaci zewnętrznych uwarunkowań niezwiązanych z naszymi cechami charakteru. Na przykład jeśli znajomy spóźnia się na spotkanie, to najprawdopodobniej jest spóźnialskim, niezwracającym uwagi na innych wokół siebie. Lecz jeśli to my nie jesteśmy punktualni, to z pewnością jest to wynikiem tego, że spóźnił się autobus, lub auto nie było zatankowane i musieliśmy jeszcze czekać w kolejce do dystrybutora. Czyż nie brzmi to znajomo w odniesieniu do przeróżnych sytuacji z życia związków? Ileż to razy podczas konfliktów w relacji mamy okazję usłyszeć z ust najbliższych dogłębną i bezlitosną ocenę naszych cech wewnętrznych niejednokrotnie wspartą dodatkowo teorią o dziedziczeniu biologicznym lub społecznym. “Jesteś leniem i bałaganiarzem i nic dziwnego, skoro rodzice cię nie nauczyli porządku, ale ja mam już tego dosyć.” W chwili takiej nie będzie miało najmniejszego znaczenia to, że regularnie odkurzacie, myjecie naczynia, rozwieszacie pranie i robicie zakupy. Nie zostanie także zauważone to, że mieliście akurat gorszy dzień w pracy, rozchorowało się dziecko lub domowe zwierzęta przedsięwzięły spisek przeciwko domowemu ładowi. To wszystko na nic. Na nic także próby wyjaśniania i argumentowania, prowadzą one tylko do dalszych konstatacji waszego wewnętrznego ustroju charakterologicznego. Usłyszycie więc najprawdopodobniej: „No tak, oczywiście ty zawsze jesteś taki święty, nigdy nie przyznasz się do winy zawsze znajdziesz wymówkę”. Co właściwie stawia was na z gruntu przegranej pozycji, albo nadal będziecie się tłumaczyć, potwierdzając powyższą tezę, albo zamilkniecie niemo przyznając rację interlokutorowi. Cóż, zatem pozostaje nam łagodna próba upowszechniania wiedzy na temat podstawowego błędu atrybucji, najlepiej w chwilach wolnych od obciążeń stanem konfliktu, podyskutować na ten temat bez zbędnych emocji. Dzięki temu w momencie, kiedy mimowolnie sięgniemy po ten sprawdzony mechanizm, będziemy mieli szansę uświadomienia sobie tego faktu i zastosowania racjonalnej korekty naszego postrzegania i reagowania. Nawet jeśli nie od razu się uda, to strategia taka powtarzana kilkukrotnie przyniesie w końcu pożądany skutek.

Masz pytanie do terapeuty par i małżeństw? Prześlij je pocztą na adres redakcja@kurier.szczecin.pl.

Fot. Robert Wojciechowski, Ryszard Pakieser

Reblog: Anhalter Bahnhof

Erinnerung in einem Klavierabend
Die vergessenen Künstler

1943 wird einer der begabtesten deutschen Nachwuchs-Virtuosen wegen “Wehrkraftzersetzung” hingerichtet. Im Rahmen des “Ungespielten Konzert” des Pianisten Florian Heinisch soll nun an ihn erinnert werden.

in der Rubrik Anhalter Bahnhof (Tagesspiegel 24.06.2016)

Am 3. Mai 1943 ist in Heidelberg ein Klavierabend angekündigt. Karlrobert Kreiten, ein Jungstar der deutschen Pianistenszene, soll Werke von Bach und Chopin, Mozart, Beethoven und Liszt spielen. Doch am Abend bleibt das Podium leer. Kreiten ist am Nachmittag verhaftet worden. Vier Monate später wird er zum Tode verurteilt. Sein Verbrechen: „Wehrkraftzersetzung“. „Ein solcher Mann hat sich für immer ehrlos gemacht“, heißt es in dem vom Präsidenten des Volksgerichtshofes, Roland Freisler, unterzeichneten Urteil. „Er ist in unserem jetzigen Ringen – trotz aller beruflicher Leistungen als Künstler – eine Gefahr für unseren Sieg.“

Am 7. September 1943 wird einer der begabtesten deutschen Nachwuchs-Virtuosen hingerichtet – weil er einer Jugendfreundin seiner Mutter gegenüber keinen Hehl daraus gemacht hat, wie sehr er die Nazis und ihren Vernichtungskrieg verachtet. Was der 27-Jährige nicht ahnte: Er saß einer „gläubigen Nationalsozialistin“ gegenüber, wie es im Urteil heißt – die es für ihre politisch-patriotische Pflicht hielt, ihren Gast bei der Geheimen Staatspolizei zu denunzieren. Von Heidelberg wird Karlrobert Kreiten direkt nach Berlin gebracht, ins Gestapo-Gefängnis unweit des Anhalter Bahnhofs, also an jenen Ort, an dem heute die „Topographie des Terrors“ über die Verbrechen informiert, die hier begangen wurden.

63 Jahre nach der Verhaftung des für seine leidenschaftliche Ausdruckskraft gefeierten Pianisten, der es wagte, verbal gegen den „totalen Krieg“ aufzubegehren, ist nun der 25-jährige Pianist Florian Heinisch aufgebrochen, um das Programm, das Karlrobert Kreiten damals nicht mehr spielen konnte, endlich zum Klingen zu bringen. Die Idee zu diesem „Ungespielten Konzert“ stammt vom Hamburger Kinderarzt Moritz von Bredow, der sich sowohl für die Nachwuchsförderung einsetzt wie auch für vergessene Künstler. An diesem Sonntag, dem 100. Geburtstag Kreitens, wird Heinisch in Heidelberg auftreten, am 30. Juni endet die Tournee dann im Berliner Konzerthaus am Gendarmenmarkt. Der legendäre „Frühschoppen“-Moderator Werner Höfer, NSDAP-Mitglied seit 1933, hatte damals im „Berliner 12-Uhr-Blatt“ über Kreitens Verurteilung geschrieben: „Es dürfte niemand Verständnis dafür haben, wenn einem Künstler, der fehlte, eher verziehen würde als dem letzten gestrauchelten Volksgenossen.“ Als ihm die Urheberschaft des Textes – die Höfer bis zuletzt bestritt – 1987 nachgewiesen werden konnte, war er seinen Job bei der ARD los.

***

Infos

Das ungespielte Konzert – Zum 100. Geburtstag des 1943 vom NS-Regime hingerichteten Pianisten Karlrobert Kreiten: Florian Heinis

Programm   Bach: Präludium und Fuge für Orgel D-Dur; Chopin: Drei Etüden aus op. 25, Nr. 6 gis-Moll, Nr. 7 cis-Moll und Nr. 10 h-Moll, Drei Etüden aus op. 10, Nr. 2 a-Moll, Nr. 8 F-Dur und Nr. 12 c-Moll; Beethoven: Sonate f-Moll op. 57 “Appassionata”; Mozart: Sonate C-Dur; Liszt: Rhapsodie espagnole
Do
30.06
20:00

Konzerthaus Berlin

Gendarmenmarkt
10117 Berlin (Mitte)

Florian Heinisch

 Florian Heinisch Foto: promo