Z prezentów gwiazdkowych 2018 (1)

Z podziękowaniem, mojej siostrze Kasi, która wybrała mi tak piękny prezent. Miłośnicy kotów: koniecznie kupcie sobie tę książkę, jest niezwykła. A wydawnictwo zapowiada, że jest to początek nowej serii – o kotach! O tak!

Champfleury, Koty. Historia, zwyczaje, obserwacje, anegdoty
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria 2018 (wydanie oryginalne Paryż 1869)
Przełożyła Krystyna Belaid
Opracowanie i posłowie Tomasz Stróżyński

Ponieważ książkę wydało słynne wydawnictwo, a na portalu granice.pl ukazała się jej solidna recenzja, klawiatury (dawniej: pióra) Magdaleny Galiczek-Krempy, nie będę się powtarzała i recenzowała tej przemiłej książki, lecz zajmę się tylko jednym jej fragmentem, poświęconym pewnemu artyście, rozdział ten bowiem dowodzi, że autor, skrywający się za pseudonimem Kwietnego Pola (Champfleury), jest moją bratnią duszą nie tylko w sympatii do kotów, ale i w sposobie pracy i osobistym w nią zaangażowaniu. Ale “o tem potem”. Najpierw ów rozdział (tu i ówdzie leciuchno skrócony lub, och, poprawiony).

Apendyx

Rozdział XIV. Malarz Burbanck (s. 246-251)

Spotykamy czasem w muzeach na prowincji i w kolekcjach prywatnych zbijające z tropu dzieła sztuki, które nie należą do żadnej ze znanych szkół. (…) Przed paru laty widziałem u rzeźbiarza Dantana młodszego cudowną akwarelę przedstawiającą głowę kota naturalnej wielkości. W tym obrazie namalowanym wodnymi farbami stapiały się ze sobą zalety, które cechują kogoś takiego, jak Holbein, bądź też cierpliwy zegarmistrz (…).
Nie warto nawet próbować opisać oczu zwierzęcia zwróconych bezpośrednio w stronę widza. Pióro musiałoby skapitulować wobec magicznych barw tych oczu. A przecież znalazł się malarz, który potrafił oddać za pomocą pędzla niesamowitość tych spojrzeń. Gdyby dagerotyp wynaleziono w czasach, gdy artysta namalował tę głowę (zapewne w latach 1828-1830), oskarżono by go najpewniej o to, że posiłkował się tym mechanicznym środkiem, by wiernie odtworzyć tak osobliwe oblicze zwierzęcia; lecz maszyna nie byłaby w stanie dać odczuć miękkości sierści porastającej czaszkę, oddać grupy płowych cętek i pasiastych zygzaków, które (…) ciągną się od kącików oczu aż do uszu. Nie, kot nigdy nie raczył trwać w ten sposób nieruchomo i wlepiać oczu w jeden stały punkt przez tych kilka sekund, których słońce wymaga, by wykonać swą pracę.
Ten obraz wyniknął ze spojrzenia obserwatora (…). Malarz musiał pozostać chłodny, a przez chłód rozumiem nadmierną staranność, jaką zdradza jego dzieło. Chłodny, pewny swego i dokładny. Tymczasem antyzaletą dokładności jest to, że gasi płomień w artyście. Chłodny i poprawny, namiętny i niepoprawny. Tak mało jest ludzi wolnych od niedostatków! Mimo przesadnej poprawności, każde pociągnięcie pędzla zdradzało, że malarz wnikliwie studiował koty; musiał je mieć zapewne w swojej pracowni.
Na ramie niepodpisanej akwareli widniał napis: BURBANCK.
Nazwisko to utrwaliło mi się, zarówno przez pamięć o arcydziele (…), jak i ze względu na jego obce brzmienie.
Dwie duże litografie Marin-Lavigne’a, wg tegoż Burbancka i również przedstawiające koty, świadczą, że artysta upodobał sobie przedstawienie pięknych kotów dachowców, z których kastracja uczyniła zwierzęta salonowe i których głównym zajęciem jest nadawanie połysku swoim futerkom. Taki gatunek wybrał Anglik najdoskonalej przedstawiający istoty, z którymi pozostawał w nieustannej łączności. Jedna z tych litografii nosi tytuł Łakomczuch. Jest to kociak, który chłepce mleko. Druga zatytułowana jest Zabawa. Kotek baraszkuje na parkiecie w salonie, trzymając w łapkach splątany motek wełny. (…) Obie grafiki należy traktować tylko jako wskazówkę. Marin-Lavigne, jeden z pierwszych, aż nazbyt zdolnych litografów, daje jedynie mgliste wyobrażenie o obrazach mistrza i trzeba zobaczyć akwarelę z gabinetu Dantana, aby sobie wyobrazić, jak musiały wyglądać oryginały.

Aby wyjaśnić, dlaczego przypisuję Burbanckowi tak wielkie znaczenie, dodam, że gdyby głowa kota znajdowała się pośród dawnych rysunków w Luwrze, to nie tylko zajmowałaby tam honorowe miejsce, lecz skupiałaby na sobie również spojrzenia tych, których fascynuje interpretowanie prawdy.

Dopiero, gdy Dantan w swej uprzejmości zgodził się rozstać na pewien czas ze swoim cackiem, po to, bym mógł zlecić sporządzenie jego kopii, ukazała mi się cała precyzja artysty. To, co zrazu wydawało się wyraźne, było w wykonaniu nadzwyczaj skomplikowane – nie ma w sztuce nic bardziej skomplikowanego niż prostota. Oczy kota ujawniały kopiście całe światy maźnięć pądzla. Sporządzenie kopii wymagało miesiąca; wzywany co chwilę, by ocenić doskonałość warsztatu imitatora, odczuwałem coraz większy zachwyt wobec tej przejmującej realności.

Niewdzięcznością byłoby z mojej strony, nie zainteresować się życiem Burbancka; kiedy traci się czas, bawiąc się w sędziego śledczego, nagrodą bywa jakieś drobne odkrycie.

Portret został podarowany Dantanowi młodszemu w roku 1833, jako rzadki obraz, przez słynnego marszanda rycin, Colnaghiego, w podzięce za popiersie Dantana ojca, które wykonał Dantan syn.

W tym samym czasie poprosiłem o zamieszczenie w piśmie “Notes and Queries” następujących pytań:

Kim jest angielski malarz Burbanck, znany jako autor dwóch ważnych studiów kotów, opublikowanych przez Marin-Lavigne’a u wydawcy Gihaut?
W jakim okresie żył Burbanck?
Czy angielskie słowniki biograficzne podają jakieś szczegóły dotyczące mistrza, który – jak się wydaje – uczynił z przedstawień kotów swoją specjalność?
Czy Burbanck zazwyczaj wykonywał swoje studia kotów techniką akwarelową?
Czy w angielskich muzeach i kolekcjach prywatnych znajdują się jakieś dzieła mistrza?
Choć zwyczajem Anglików jest odpowiadać na podobne pytania, ogłoszenie zamieszczone w “Notes and Queries” nie doczekało się żadnej odpowiedzi.

Na szczęście dyrektor pisma “Art-Journal”, pan Dafforne, poznał Burbancka, który około roku 1839 udzielał w Londynie prywatnych lekcji rysunku i wystawiał w Akademii Królewskiej studia zwierząt, ptaków, psów etc.

Na tym kończą się informacje. Ich ubóstwo aż nadto świadczy o tym, że ów Burbanck, zmuszony udzielać lekcji, był biedny, że Anglicy postrzegali go (zapewne tak jak on postrzegał sam siebie) jako rysownika okazów historii naturalnej (ale jakże wspaniałego rysownika!), że znawcy sztuki ani trochę nie interesowali się jego pracami i że z tego powodu żaden biograf nie zajął się życiem i twórczością tego skromnego, nieznanego i ledwo wiążącego koniec z końcem artysty.


Co mnie w tym tekście wzruszyło, to jego niezwykła empatia autora, nie tylko do kotów, choć to właśnie o kotach jest jego książka, lecz do tego wielkiego, niedocenionego, przymierającego głodem artysty w, jak wiemy skąd inąd, zimnym i bezwzględnym Londynie.
Jestem wnuczką malarza, który, mam nadzieję, w swych peregrynacjach nie przymierał głodem, ale jednak wiąkszość swego dorosłego życia spędził wędrując z jednego prowincjonalnego kościoła do innego, gdzie malował a może tylko poprawiał malowidła ścienne. Nigdy nie wiedziałam o nim zbyt wiele, a chyba wszystko, co wiedziałam, zapisałam na tym blogu w poście Dziadek. Ale to zapewne przez to rodzinne dziedzictwo z takim wzruszeniem przeczytałam kilka lat temu piękną książkę Stefana Hertmansa Wojna i terpentyna, której jednym z bohaterów jest przymierający głodem malarz, wędrujący przed I wojną światową po flamandzkich kościołach. Wydaje mi się, że dopiero dzięki Hertmansowi zrozumiałam, jak ciężkie to było życie. A teraz, też dzięki niemu, umiem wczuć się w życie zapoznanego akwarelisty, malującego psy, koty i ptaki.

Z Champfleury łączy mnie też dociekliwość, którą on porównuje do zadań sędziego śledczego. Co chwila jakaś myśl, słowo, obraz, terytorium prowadzi mnie na nowe tereny. Pamiętam, jak jeszcze całkiem niedawno, bo nawet kilkanaście lat temu, podczas inteligentnej rozmowy z inteligentnym rozmówcą gromadziliśmy wokół foteli sterty książek, w których szukaliśmy potwierdzenia naszych tez, odpowiedzi na pytania lub po prostu ilustracji tego, o czym mówimy. Jeśli tego, czego potrzebowaliśmy nie dało się znaleźć w książkach z domowej biblioteki, trzeba było w najbliższych dniach udać się do instytucji publicznej. Jeśli i tam nie było tego, czego szukaliśmy, składaliśmy w bibliotece wnioski o sprowadzenie z innej biblioteki, czasem z innego miasta lub kraju, albo wręcz zakup potrzebnego nam dzieła.

Zdobywanie wiadomości było żmudnym zajęciem i pyszną zabawą. Teraz oczywiście poszukiwania zaczyna się od internetu, często nawet jeśli wiemy (lub nie wiemy), że mamy w domu potrzebną książkę. Poszukiwania po półkach trwało bowiem dłużej, niż wpisanie w google’a na przykład nazwiska Burbanck. Mniej więcej dziesięć lat temu ludzie o umyśle takim jak Przekrój (tak mnie kiedyś określił jeden z moich wykładowców na Uniwersytecie) poczuli, że świat doszedł do etapu, na którym spełniają się wszystkie ich marzenia o raju poszukiwaczy. Niestety, choć wciąż jeszcze wdzięczna jestem cioci Wikipedii i wujkowi Guglowi za pomoc, jakiej nam udzielają, stwierdzam, że złote czasy poszukiwaczy wiadomości przeminęły. Świat wirtualny został zalany taką masą informacji na każdy temat, że uniemożliwiły i bezpośrednie poszukiwanie, i zacieśnianie tematyki poszukiwań przy pomocy używanych dawniej instrumentów. Aktualne wiadomości, reklamy, plotki, pudelki, memy i selfies zdominowały przestrzenie, które jeszcze niedawno były kopalnią wiedzy. Tego się nie da już zmienić. I nawet nie wiem, czy uda się nam wrócić do bibliotek publicznych i domowych, bo w międzyczasie wszyscy pozbyli się książek, nawet biblioteki!

Ostatnio kilka razy nie udało mi się znaleźć tego, czego szukałam.

Nie znalazłam książki o chłopcu, który w Tel Avivie znalazł słonia. Nie ma informacji o tym, dlaczego Nana de Berlin, mała rzeźba Niki de Saint Phalle nazywa się “berlińska” (odpowiedzi udzieliła mi dopiero instytucja roztaczająca pieczę nad spuścizną artystki, do której napisałam), nie ma wyjaśnienia co to jest refraktura, jeśli wiem, że jest to coś innego niż zmiana podmiotu otrzymującego fakturę, ale nie wiem – co? Tego wszystkiego poszukiwałam, żeby stworzyć wpis o dwóch rzeźbach na cmentarzu Montparnasse, który ukaże się za dwa dni.

Nie znalazłam ilustracji pokazującej jak błękitna planeta Ziemia w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat zmieni się w brązowy, przypalony skwarek i musiałam użyć grafiki, która pokazuje to samo (ale wcale nie aż tak dramatycznie!) za lat… tysiąc! A wiem, że taki obrazek przetoczył się przez Facebooka zaledwie kilka tygodni temu. Przetoczył się i zniknął. Niemożność znalezienia tego obrazka osłabiła wymowę wpisu, jaki zamieściłam TU.
I nie znalazłam tego Burbancka. Znalazłam innych, ale TEGO nie.
To spis niepowodzeń z kilku ostatnich dni.
Może muszę napisać do czasopisma Notes and Queries.

2222

To wpis numer 2222. Postanowiłam zacytować tu dziś to, co znajdę w książce na stronie z tym numerem. W grę wchodzi właściwie tylko Księga a nie książka czyli Biblia, i tylko jeśli Stary i Nowy Testament znajdują się w jednym foliale.

Codex Egberti, Trewir, 980-993, Skryptorium klasztoru w Reichenau

Uzdrowienie opętanego z Gerazy, Ewangelia wg św. Marka, 5, 1-20

Potem przybili do brzegu, do krainy Gerazeńczyków. Kiedy wychodził z łodzi, nagle wybiegł Mu naprzeciw z grobów człowiek opętany przez ducha nieczystego. Mieszkał on
w grobach i nikt nie mógł go już związać, nawet za pomocą łańcucha. Wiele razy wiązano go bowiem powrozami
i łańcuchami, ale rozrywał łańcuchy i zrzucał z siebie powrozy,
i nikt nie był w stanie go poskromić. Całymi nocami i dniami przebywał w grobach i na górach, krzyczał i uderzał w siebie kamieniami.
Widząc Jezusa z daleka, przybiegł i oddał Mu pokłon. Krzyczał donośnym głosem: „Co mam z Tobą wspólnego, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię na Boga, nie dręcz mnie!” Mówił mu bowiem: „Duchu nieczysty, wyjdź z tego człowieka”. Zapytał go: „Jak ci na imię?”. Odpowiedział: „Na imię mi Legion, bo jest nas wielu”. I prosił Go usilnie, aby ich nie wypędzał z tej krainy. A pasła się tam na zboczu gór wielka trzoda świń. Błagały Go duchy nieczyste: „Poślij nas w te świnie, abyśmy mogli w nie wejść”.
I zgodził się. Wtedy duchy nieczyste opuściły człowieka i weszły w świnie. A trzoda licząca około dwóch tysięcy sztuk ruszyła po urwistym zboczu w dół do jeziora i utonęła w jeziorze.
Ci, którzy paśli świnie, uciekli i opowiedzieli o tym w mieście
i po wioskach. Ludzie przyszli więc zobaczyć, co się stało. Kiedy przybyli do Jezusa, zobaczyli, że opętany, który miał w sobie Legion, siedzi w ubraniu i jest przy zdrowych zmysłach.
I ogarnął ich lęk. Wtedy naoczni świadkowie opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Zaczęli Go więc błagać, aby odszedł z ich krainy. Gdy wsiadał do łodzi, ten, który był opętany, prosił Go, aby mógł przy Nim zostać. Lecz On się nie zgodził. Powiedział do niego: „Wracaj do domu, do swoich,
i opowiadaj im, co Pan ci uczynił i jak się nad tobą zmiłował”. Odszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu o tym, co Jezus dla niego uczynił, a wszyscy się dziwili.


Geraza to dzisiejszy Dżarasz (arab. جرش, także Jerash, Jerasz, Dżerasz) – miasto w Jordanii, ośrodek administracyjny muhafazy Dżarasz. Odległe ok. 50 km na północ od Ammanu. Na zdjęciu Cardo – czyli aleja kolumnowa.

Geraza jest jednym z najlepiej zachowanych starożytnych miast rzymskich na świecie.

Wikipedia podaje, że miasto zostało założone najprawdopodobniej w IV wieku p.n.e. przez Aleksandra Wielkiego lub jego generała Perdikkasa. (…) Pod koniec II wieku p.n.e. wcielone przez Machabeuszów do Judy, w 63 p.n.e. zostało zajęte przez rzymskie wojska Pompejusza. Rozkwit miasta przypadł na okres panowania cesarza Trajana (II wiek). Pochodził stamtąd m.in. neopitagorejski filozof Nikomachos z Gerazy. W VI w. za panowania bizantyjskiego Justyniana w mieście wzniesiono co najmniej siedem kościołów. W 614 Gerazę zdobyli Sasanidzi, a w 636 Arabowie. W 749 miasto uległo zniszczeniu wskutek trzęsienia ziemi.


Ruiny Gerazy odkrył w roku 1806 Ulrich Jasper Seetzen, niemiecki podróżnik i odkrywca, palestynolog-arabista.

Jego życie byłoby dobrym scenariuszem pasjonującego filmu przygodowego.

W lecie 1802 wyruszył wraz z towarzyszem Jacobsenem Dunajem na wyprawę na Bliski Wschód. Zatrzymał się sześć miesięcy w Konstantynopolu. Następnie pojechał do Smyrny, skąd dotarł do Aleppo. Mieszkał tu przez dwa lata i nauczył się arabskiego. Pisał dziennik podróży po Palestynie, Synaju i Egipcie. Samotnie, w przebraniu żebraka, odbył podróż wokół Morza Martwego. Z Egiptu przez morze dostał się do Dżuddy, a następnie w październiku 1809 w przebraniu pielgrzyma dotarł do Mekki. Stąd powędrował do Lahak i  Mocha w Jemenie, skąd w listopadzie 1810 roku wysłał ostatni list do Europy. We wrześniu 1811 roku opuścił Mocha, chcąc dotrzeć do Maskatu w Omanie. Znaleziono go otrutego.

Trasy jego wypraw znane są z drukowanego dziennika i opublikowanych listów. Zachowana korespondencja i część manuskryptów przechowywana jest w muzeum w Gocie.


Dodam jeszcze na zakończenie, że uśmiercenia dwóch tysiący świń po to, by uzdrowić człowieka, budzi współcześnie zrozumiałe niezrozumienie. Również problem społeczny
(a i ekonomiczny) – pozbawienia pasterzy ich zwierząt, czy też zwierząt, za które byli odpowiedzialni – nie jest dziś łatwy do wytłumaczenia. Ponieważ jednak Holden Caulfield, bohater Buszującego w zbożu Salingera, lubi opętańca z Gerazy, pedagodzy zalecają opowiadanie uczniom o tym biedaku wraz z analizą tej jednej z najsłynniejszych powieści amerykańskich:

W końcu jednak rozebrałem się i położyłem. Kiedy już leżałem w łóżku, miałem ochotę pomodlić się czy coś w tym rodzaju, ale nie mogłem. Nie zawsze mogę się modlić, nawet jeśli mam ochotę. Po pierwsze jestem na swój sposób ateuszem. Chrystusa uznaję, ale nie bardzo mi się podobają różne historie w Biblii. Na przykład apostołowie. Jeśli mam być szczery, cholernie mnie irytują. Po śmierci Jezusa zachowywali się jak należy, w porządku, ale za jego życia tyle mu pomogli, co piąte koło u wozu. Niemal wszystkie inne osoby opisane w Biblii wolę od tych uczniów. Żeby powiedzieć całą prawdę, najbardziej lubię – po Chrystusie – tego opętańca, który mieszkał w grobowcach i kaleczył się o kamienie. Tego biedaka dziesięć razy bardziej lubię niż uczniów.

Rosa Luxemburg & Paweł Adamowicz

Sie ist vor Hundert Jahre gestorben. Eine Jüdin, eine Polin, eine Frau, eine Geh-Behinderte. In der Tat viermal behindert. Oder gar fünf, sie war doch noch eine Linke.

In meinem Land verhasst wie die Pest. In Deutschland respektiert, viel mehr als in ihrem Heimatsland. Man hatte letztens ihre Gedenktafel vom ihren Haus in Zamość entfernt.
Geboren 1871, ermordet am 15. Januar 1919 in Berlin.

August Bebel Institur lädt heute, am Di 15. Januar um 18–22 Uhr zu einem Film & Diskussion ein.

Rosa Luxemburg – 100 Jahre danach

Die Person Rosa Luxemburgs bewegt ein Jahrhundert nach ihrem Tod noch immer die Gemüter. Der Film Margarethe von Trottas aus dem Jahr 1986 bringt sie uns nahe. Aber wie authentisch ist der Film? Was hat sie politisch vertreten und was hat sie uns heute noch zu sagen?
Mit: Ernst Piper (Historiker, Luxemburg-Biograf) und Franziska Drohsel (Juristin, ehem. Juso-Bundesvorsitzende)

Ort und Kooperationspartner: Moviemento Kino, Kottbusser Damm 22 (U Schönleinstr.), www.moviemento.de l Eintritt: 5 €, Reservierung: Tel. (030) 692 47 8


Paweł Adamowicz – 1 Tag danach

Geboren 1965 in Gdańsk, am 13. Januar 2019 mit einem Messer während einer Wohltätigkeitsveranstaltung (Das Große Orchester der Weihnachtshilfe) ebenda niedergestochen; gestorben am 14. Januar 2019.

Adamowicz war von 1998 bis zu seinem Tod der Stadtpräsident von Danzig. Bis 2015 gehörte er der Bürgerplattform (Platforma Obywatelska) an, seitdem parteilos; gründete eine Wählervereinigung „Alles für Danzig“.

Seine Stadt verabschiedete sich von ihm am Abend seines Todestages (siehe Foto). Ähnliche Veranstaltungen fanden in vielen Städten in Polen statt, aber auch im Ausland, in Berlin, Budapest…

In Berlin gab es zuerst eine Schweigen-Zeremonie vor dem Brandenburger Tor und danach gingen wir (informell und illegal) zum Reichstag. Dort steht ein Fragment der Werftmauer aus Danzig mit einer Tafel zur Ehre der Solidarność. Sie wurde seiner Zeit von Paweł Adamowicz enthüllt.

Es war eine schöne Idee von polnischer Journalistin, Dorota Danielewicz (und auch ihr Foto unten), dass wir dorthin gehen. Und sogar die Berliner Polizei hat die Verlegung der Gedächtnisversammlung anerkannt.

Fragment der Danziger Werftmauer an der Rückseite des Deutschen Bundestags (Reichstag) wurde am 17. Juni 2009 von Paweł Adamowicz enthüllt


Znałam go, tak jak znało go wielu ludzi z Gdańska.
Chodził do tej samej szkoły, do której i ja (wcześniej, wcześniej) chodziłam (i do której uczęszczał też Donald Tusk) – I Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika, tuż koło bramy Stoczni Gdańskiej. Kilkakrotnie, gdy już mieszkałam w Niemczech, przyjeżdżałam na spotkania z nim. Omawialiśmy różne projekty polsko-niemieckie, które odbywały się (lub miały się odbyć i nie zostały zrealizowane) w Gdańsku i Berlinie. Kiedyś rozmawialiśmy o podobieństwach między tymi miastami, o ich osobnej pozycji, o roli, jaką odegrały w historii Niemiec, Polski, Europy i świata. Raz czy drugi widzieliśmy się w Berlinie, ostatnio podczas spotkania miast partnerskich w niemieckim Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.

Ale może najmilsze wrażenie zostawił mi podczas pewnej niemal-że rodzinnej uroczystości w Ratuszu Gdańskim. Był 24 czerwca 2016 roku. Moi przyjaciele obchodzili 50 rocznicę ślubu. Oni i kilkanaście innych starych dobrych małżeństw. Ceremonię prowadził właśnie Paweł Adamowicz. Zachowywał się świetnie, swobodnie, serdecznie. Przemawiał, gratulował, ściskał, obejmował, całował w rękę lub w policzki, a potem, gdy nadeszła pora tańców –  tańczył. I nie był to taniec gwiazd, tylko serdeczna wspólnota prezydenta
i obywateli miasta, którym rządził (Foto Kasia Bogdanowicz).

Na pożegnanie z Panem Pawłem Adamowiczem przyleciał Donald Tusk.

Barataria 100 Chaconna (auch auf Deutsch)

Für Deutsch – bitte nach unten scrollen!

Chaconna Bacha

Od Bacha i Chaconny się zaczęło 100 odcinków temu. Dziś fragment nt Chaconny z książki Wolfa Wondratschka Mara. Tłumaczenie własne, co oznacza, że nie znalazłam książki po polsku. Zatem po raz kolejny znakomita propozycja – jakby jakieś wydawnictwo się zainteresowało, to jest to świetna książka, inna niż wszystko, co dotychczas czytaliśmy (czytaliście) o muzyce. I chętnie ją przetłumaczę! Na przykład taki WAB – Beato, mam wrażenie, że czekasz na tę książkę, tylko jeszcze tego nie wiesz…

Kto nie chce cierpieć, twierdził Starkie, powinien zadowolić się graniem muzyki tanecznej, to w końcu też jest coś dobrego, ale niech się trzyma z daleka od wielkich partytur, które wszak nie są niczym więcej jak dowodami nieogarnionych cierpień. Palce wykręcone artretyzmem, zanik kości, zapalenia, ołów we krwi, napady niepoczytalności, nieodwzajemniona miłość, wywołany kiłą paraliż postępowy, a właściwie, nie warto tego przecież ukrywać, po prostu syfilis, alkoholizm, ataki serca, ależ, panowie, proszę – do woli, wszystko, dla klawesynistów, pierwszych skrzpków, celistów, poerkusistów, trębaczy. Potworność!

– Proszę spojrzeć na pierwszy lepszy życiorys. Jeden bardziej nieśmiertelny niż drugi. Bellini śmiertelnie chory przez własną niepohamowaną porywczość, Chopin – gruźlica płuc, co pozwala podejrzewać, że preludium kropli deszczu w istocie oznacza krople opium. (Schönberg, mój miły Starkie, skomponował muzykę do własnego ataku serca – 1946, trio smyczkowe, op. 45), Johann Sebastian Bach komponuje dźwięczące nagrobki… spojrzał na swych studentów. Gdzie na przykład?

– Chaconne, część piąta, partitaD-Moll na skrzypce solo.

– (…) Tak jest. I dlaczego nagrobki?

– (…) Bo umarła mu żona.

– Nieprzyjemna sprawa, czyż nie? zwłaszcza, jeśli założymy, że ją kochał. Nie było go, jak umarła. Udał się w Podróż z Księciem Panem i jeszcze nie wrócił, jak składano jej szczątki pod ziemię. A gdzie był?

– W Karlsbadzie (Karlovych Varach)

– W całej Chaconnie (…) zawarł wszystko, co było wyryte na nagrobku, wszystkie liczby i litery, daty urodzin i śmierci, litery jej imienia – wszystko stało się systemem według którego skomponował Chaconnę.

I cóż to oznacza? Czy nie był smutny, czy nie płakał? W końcu w tym grobie leży też kilkoro jego dzieci. Ich daty urodzin i śmierci, i imiona też weszły w skład kompozycji. I cóż to znaczy? No cóż, powiedziałbym, iż znaczy to, że był genialny.


Und über dasselbe Thema auf Deutsch

Reblog dla optymistów w potrzebie

Nie jest łatwo być optymistą. USA opuszczają Syrię i zamierzają wycofać się z Afganistanu. Rośnie ilość krajów, gdzie do władzy doszły (lub według prognoz dojdą) siły antydemokratyczne, zazwyczaj nastawione również antyekologicznie. Mnożą się relacje o antyszczepionkowcach. Wycinamy drzewa, będziemy zabijać dziki. A chyba najgorszym ciosem, który spotyka optymistów są takie ilustracje:

2kule

Ta druga to niby dopiero za tysiąc lat, ale będzie to gorące tysiąclecie, a nie każdy lubi.

Blog, z którego pożyczam sobie 99 pociech dla zdesperowanych optymistów nazywa się “dobre wiadomości”.

99 dobrych wiadomości 2018 roku, o których prawdopodobnie nic nie słyszeliście, bo media tego nie nagłaśniały

Przez ostatnie 12 miesięcy światowe media koncentrowały się głównie na dramatach i wielu złych wiadomościach. Jednak zdarzały się tam również inne rzeczy – sukcesy w dziedzinie ochrony środowiska, znaczące wydarzenia w dziedzinie zdrowia, więcej pokoju i tolerancji, mniej wojen i przemocy, rosnące standardy życia, kamienie milowe w dziedzinie czystej energii oraz cichy zwrot fali w walce z plastikiem.

  1. Plemię Kofan z Sinangoe, w ekwadorskiej Amazonii, wygrało przełomową bitwę prawną o ochronę wód głównych rzeki Aguarico, unieważniając 52 koncesje górnicze i uwalniając ponad 32.000 hektarów pierwotnego lasu deszczowego. Amazonka Frontlines
  2. Po wprowadzeniu w ubiegłym roku przez Chiny zakazu dotyczącego kości słoniowej, gdzie 90% Chińczyków popiera ten proces, popyt na kość słoniową spadł o prawie połowę, a wskaźniki kłusownictwa wyraźnie spadają w takich miejscach jak Kenia. WWF
  3. Populacja dzikich tygrysów w Nepalu wzrosła prawie dwukrotnie w ciągu ostatnich dziewięciu lat, dzięki wysiłkom ekologów i zwiększonemu finansowaniu obszarów chronionych. Independent
  4. Zanikani lasów w Indonezji zmniejszyło się o 60% w wyniku zakazu usuwania torfowisk, nowych kampanii edukacyjnych i lepszego egzekwowania prawa. Ecowatch
  5. Organizacja Narodów Zjednoczonych stwierdziła, że dziura ozonowa zostanie w pełni zasklepiona nad Arktyką i półkulą północną do 2030 roku, a w pozostałej części świata do 2060 roku. Gizmodo

  6. 10 miliardów dolarów (największa kwota, jaką kiedykolwiek przeznaczono na ochronę oceanów) zostało przeznaczonych w tym roku na Bali na ochronę 14 milionów kilometrów kwadratowych oceanów świata. MongaBay
  7. W Kalifornii najmniejszy lis na świecie został wykreślony z listy gatunków zagrożonych wyginięciem, co było najszybszym odzyskaniem zagrożonego gatunku. Conservaca
  8. W 2018 r. po ponad dziesięciu latach debaty, 140 państw zgodziło się rozpocząć negocjacje w sprawie historycznego „Porozumienia paryskiego na rzecz Oceanu”, pierwszego w historii międzynarodowego traktatu mającego na celu powstrzymanie przełowienia i ochronę życia na pełnym morzu. National Geographic
  9. Niger ujawnił, że w ciągu trzech dekad zasadził 200 milionów nowych drzew, co jest największą pozytywną transformacją środowiska w historii Afryki. Guardian
  10. Hiszpania stwierdziła, że stworzy nowy rezerwat przyrody morskiej dla migracji wielorybów i delfinów w Morzu Śródziemnym i zabroni wszelkich przyszłych poszukiwań paliw kopalnych na tym obszarze. Associated Press
  11. Po wręcz „wizjonerskich” krokach Belize, UNESCO usunęło rafę koralową Belize, drugą co do wielkości rafę koralową na świecie, z listy obiektów światowego dziedzictwa kulturowego zagrożonych wyginięciem. BBC
  12. Kolumbia oficjalnie rozszerzyła Serranía de Chiribiquete (znaną również jako The Cosmic Village of the Jaguars) do 4,3 mln hektarów, co czyni z niej największy chroniony tropikalny park narodowy lasów deszczowych na świecie. WWF
  13. Meksyk oświadczył, że jego populacja dzikich jaguarów, największego kota w obu Amerykach, wzrosła o 20% w ciągu ostatnich ośmiu lat, a 14 krajów Ameryki Łacińskiej podpisało porozumienie w sprawie wdrożenia regionalnego programu ochrony dużych kotów do 2030 roku. Phys.org
  14. W lasach Afryki Środkowej, populacja goryli górskich, jednego z najbardziej zagrożonych gatunków na świecie, wzrosła o 25% od 2010 roku, do ponad 1000 osobników. Reuters
  15. Kanada podpisała kolejną umowę o ochronie przyrody z tamtejszymi Indianami, tworząc największy chroniony las borealny (o obszarze dwukrotnie większym niż Belgia) na naszej planecie. BBC

  16. Chile przyjęło nową ustawę chroniącą wody przybrzeżne, tworząc dziewięć nowych rezerwatów morskich i zwiększając powierzchnię oceanu pod ochroną państwa z 4,3% do 42,4% BBC
  17. Seszele utworzyły nowy 130.000 km2 rezerwat morski na Oceanie Indyjskim, chroniąc swoje wody przed nielegalnymi połowami dla przyszłych pokoleń. National Geographic
  18. Nowa Kaledonia zgodziła się objąć ochroną 28 000 kilometrów kwadratowych swoich wód oceanicznych, w tym niektóre z najbardziej dziewiczych raf koralowych na świecie. Forbes
  19. Kalifornia zdecydowanie jest najbardziej ekologicznym stanem w USA. Na początku roku wypowiedziała wojnę jednorazowym słomkom. Tamtejsze restauracje czy kawiarnie mają teraz nie traktować słomki do napojów jako opcji domyślnej i dawać ją klientowi tylko wtedy, gdy o nią poprosi. Z kolei Los Angeles wprowadziło niedawno zakaz sprzedaży i produkcji futer, który może stać się inspiracją dla całego stanu i kraju. Teraz Kalifornia robi kolejny krok i zakazuje testowania kosmetyków na zwierzętach.
  20. Francja ujawniła gwałtowny spadek liczby palaczy – w ubiegłym roku zapalono o milion mniej papierosów, a zużycie papierosów wśród Amerykanów spadło do najniższego poziomu od czasu, gdy The Centers for Disease Control and Prevention zaczęły zbierać dane w 1965 roku.
  21. Rwanda stała się pierwszym krajem o niskim budżecie, który zapewnił powszechną opiekę okulistyczną wszystkim swoim obywatelom, szkoląc 3 000 pielęgniarek w ponad 500 klinikach zdrowia. Global Citizen
  22. Indie odnotowały 22% spadek śmiertelności o można obecnie codziennie ocalić… o 30 więcej niż jeszcze pięć lat temu. The Wire
  23. Ghana stała się pierwszym krajem w Afryce subsaharyjskiej, który wyeliminował trachomę (jaglicę). W 2000 r. zagrażała ona ślepotą 2,8 mln ludzi (15% populacji). Devex
  24. Światowa Organizacja Zdrowia ujawniła, że spożycie alkoholu wśród nastolatków spadło w całej Europie – na kontynencie o najwyższym wskaźniku spożycia alkoholu na świecie. Kraj o największym spadku? Wielka Brytania. CNN
  25. Od 2010 r. wskaźnik zakażeń HIV/AIDS na świecie spadł o 16% u dorosłych i o 35% u dzieci. Większość krajów jest obecnie na dobrej drodze do wyeliminowania zakażeń do 2030 r. Undar
  26. W 2018 r. Nowy Jork i Wirginia stały się pierwszymi dwoma stanami USA, które wprowadziły przepisy wymagające edukacji w zakresie zdrowia psychicznego w szkołach. CNN
  27. Malezja stała się pierwszym krajem na Zachodnim Pacyfiku, który ograniczył przenoszenie HIV i syfilii z matki na dziecko. Malaymail
  28. Południowa Afryka, ojczyzna największej na świecie populacji ludzi żyjących z HIV, wstrząsnęła urzędnikami służby zdrowia, ujawniając 44% spadek liczby nowych zakażeń od 2012 roku. Telegraf
  29. Po pięciu udanych, rocznych rundach odrobaczania przeprowadzonego na dużą skalę w szkołach w całej Kenii, choroby związane z pasożytami spadły z 33,4% w 2012 r. do 3% obecnie. Evidence action
  30. Rosjanie piją i palą mniej niż w jakimkolwiek innym momencie od czasu upadku Związku Radzieckiego, przy czym konsumpcja tytoniu spadła o 20% od 2009 roku, a alkoholu o 20% od 2012 roku. Straits Times
  31. Tanzania ujawniła, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat zmniejszyła wskaźnik umieralności na malarię o 50% u dorosłych i 53% u dzieci. Borgen
  32. WHO potwierdziła, że Paragwaj całkowicie wyeliminował malarię, pierwszy kraj w obu Amerykach, który otrzymał ten status od czasu Kuby w 1973 roku.
  33. Nowe badania wykazały, że w ciągu ostatnich dwóch dekad okaleczanie żeńskich narządów płciowych spadło z 57,7% do 14,1% w Afryce Północnej, z 73,6% do 25,4% w Afryce Zachodniej i z 71,4% do 8% w Afryce Wschodniej. Independent
  34. Nowa Zelandia chce posadzić milliard drzew, żeby walczyć ze zmianami klimatu. Rząd przeznaczył na ten projekt dodatkowe 240 mln dolarów, co w ciągu najbliższych trzech lat zwiększy jego całkowity budżet do 485 mln dolarów. Global Citizen
  35. Islandia zakazuje wszystkich plastikowych przedmiotów jednorazowego użytku, w tym sztućców i toreb na zakupy. 1 stycznia 2020 r. zakazana zostanie sprzedaż plastikowych sztućców, kubków, naczyń i słomek do picia, a 1 stycznia 2021 r. wyjdzie zakaz stosowania plastikowych toreb na zakupy. Icelandmag
  36. Maroko przyjęło przełomową ustawę, która uznaje przemoc wobec kobiet za przestępstwo i nakłada surowe kary na sprawców. Albawaba
  37. Rwanda bije rekord świata – obecnie ma blisko 68% kobiet w parlamencie. Kobiety zajmują obecnie 54 miejsca na 80, co stanowi 67,5%. Taarifa
  38. Nowa Zelandia stała się drugim krajem na świecie (po Filipinach), który przyjął przepisy przyznające ofiarom przemocy domowej 10 dni płatnego urlopu. Independent
  39. Szkocja stała się pierwszym krajem na świecie, który zagwarantował wszystkim studentom bezpłatne produkty sanitarne, a indyjskie ministerstwo finansów ogłosiło, że zlikwiduje 12% podatku VAT na wszystkie produkty sanitarne. Guartz
  40. Kanada stała się drugim krajem na świecie, który zalegalizował marihuanę. To wspaniały moment dla fanów podejmowania decyzji w oparciu o dowody wszędzie. BBC
  41. Kamieniem milowym na temat praw człowieka na Bliskim Wschodzie jest wyrok sądu w Libanie, który orzekł, że homoseksualizm nie jest przestępstwem. Bejrut
  42. Portugalia zakazała wykorzystywania dzikich zwierząt w cyrkach. Do roku 2024 zwierzęta wykorzystywane dotychczas w pokazach cyrkowych mają trafić do schronisk dla zwierząt w Portugalii lub za granicą. Phys.org
  43. Tunezja stała się pierwszym krajem arabskim, który uchwalił prawo dające kobietom i mężczyznom równe dziedzictwo, odrzucając stary przepis szariackiego prawa islamskiego. Dhaka Tribune
  44. Parlament Europejski zaakceptował nowe regulacje dotyczące ograniczania używania antybiotyków w rolnictwie. Celem regulacji jest utrzymanie odpornych na leki bakterii z dala od żywności.
  45. Od 1 listopada w Wielkiej Brytanii specjalnie wyszkoleni lekarze będą mogli legalnie wydawać recepty na leki na bazie konopi. Ustawa wprowadzona 11 października przez parlament Wielkiej Brytanii utoruje drogę dla jednego z największych rynków medycznej marihuany w Europie.
  46. Nepal stał się 54. krajem na świecie i pierwszym krajem w Azji Południowej, który przyjął ustawę zakazującą kar cielesnych dla dzieci. End Corporal Punishment
  47. Cicho i niezapowiedzianie, ludzkość przekroczyła w tym roku naprawdę niesamowity prog. Po raz pierwszy, odkąd cywilizacja rolnicza rozpoczęła się 10 000 lat temu, większość ludzkości nie jest już biedna ani podatna na popadnięcie w ubóstwo. Brookings
  48. The Economist ujawnił, że globalne wskaźniki samobójstw spadły o 38% od 1994 r. oszczędzając tym samym cztery miliony istnień ludzkich, cztery razy więcej niż liczba zabitych w walce w tym samym czasie.
  49. UNDP opublikowało nowy raport pokazujący, że 271 milionów ludzi w Indiach wyszło z ubóstwa od 2005 r., co oznacza, że w ciągu jednej dekady wskaźnik ubóstwa w tym kraju spadł prawie o połowę. Times of India
  50. Indie kontynuowały największą akcję sanitarną wszechczasów. Szacuje się, że od 2014 roku zbudowano tam ponad 80 milionów toalet. Arkansas Democrat Gazette
  51. Międzynarodowa Agencja Energii ogłosiła, że w ubiegłym roku 120 milionów osób uzyskało dostęp do energii elektrycznej. Oznacza to, że po raz pierwszy od uruchomienia sieci elektrycznej (1882 r.) bez prądu pozostaje mniej niż miliard ludzi na świecie. (International Energy Agency)
  52. Obecnie na Pacyfiku znajduje się gigantyczna 600-metrowa konstrukcja, która wykorzystuje siły oceaniczne do oczyszczania wody z plastiku, tu można śledzić postępy pracy tego projektu. Mimo wcześniejszych niepowodzeń, zespół stojący za nim jest przekonany, że w ciągu najbliższych siedmiu lat może wyciągnąć połowę śmieci z Pacyfiku. (Ocean Cleanup)
  53. Bangladesz ujawnił, że od 1990 r. wskaźnik umieralności dzieci obniżył się w tym kraju o 78%, co stanowi największy spadek spośród wszystkich regionów na świecie. (Kinder-World)
  54. W 2017 roku światowe media prześcigały się w informowaniu o kryzysie w Kapsztadzie, podając „dzień zero”, w którym zapasy wody całkowicie się tam wyczerpią. O dziwo, w 2018 roku w mediach nastała na ten temat zupełna cisza, nie wspomniano także, że miasto poradziło sobie z tym problemem.  (Apolitical)

  55. Śmiertelność z powodu chorób układu oddechowego w Chinach od 1990 r. spadła o 70%. Stało się tak dzięki rosnącym dochodom, czystszym paliwom używanym w gospodarstwach domowych i lepszej opiece zdrowotnej w tym kraju. (Twitter)
  56. Odsetek  czarnych mężczyzn żyjących w ubóstwie w Stanach Zjednoczonych spadł z 41% w 1960 r. do 18% obecnie, w tym samym czasie ich udział w klasie średniej wzrósł z 38% do 57%. (CNN)
  57. Nowy raport pokazuje, że demokracja jest bardziej rozpowszechniona niż kiedykolwiek wcześniej. Obecnie w sześciu na dziesięć krajów na świecie panuje ustrój demokratyczny – jest to najlepszy wynik od czasów drugiej wojny światowej. (Pew Research)
  58. Według nowego, globalnego badania dotyczącego młodzieży, młodzi ludzie we wszystkich krajach są bardziej optymistycznie nastawieni do życia niż dorośli. Dziewięciu na dziesięciu nastolatków w Kenii, Meksyku, Chinach, Nigerii i Indiach zapewniło o pozytywnym nastawieniu do swojej przyszłości. (Guardian)
  59. Moc wszystkich słonecznych i wiatrowych elektrowni na świecie przekroczyła w tym roku 1 000 GW. 10 lat temu suma mocy czystych elektrowni wynosiła mniej niż 8 GW. (Future Crunch)
  60. Źródła odnawialne odnotowują stały spadek kosztów produkcji energii. W drugiej połowie 2018 r. koszt produkcji energii słonecznej spadł o 14%, a wiatrowej o 6%. W wielu częściach świata tańsze jest teraz budowanie nowych, ekologicznych elektrowni niż utrzymywanie starych, zanieczyszczających środowisko obiektów. (BNEF)
  61. Allianz– największa na świecie pod względem aktywów firma ubezpieczeniowa, poinformowała, że przestanie ubezpieczać elektrownie węglowe i kopalnie węgla. Maersk– największe na świecie przedsiębiorstwo żeglugi morskiej zapowiedziało, że do 2050 zrezygnuje całkowicie z paliw kopalnych.
  62. Firma Repsol  jest pierwszym dużym producentem paliw kopalnych, który zapowiedział, że nie będzie już zwiększał produkcji ze złóż ropy i gazu. (Bloomberg)
  63. Kalifornia ujawniła najbardziej ambitny cel klimatyczny wszechczasów, zobowiązując się do uczynienia piątej, co do wielkości, gospodarki świata jako wolnej od emisji dwutlenku węgla, od 2045 r. (NBC)
  64. Chiny, największy światowy konsument energii, zobowiązały się do zapewnienia do 2030 r. 35% czystej energii. (Engadget)
  65. Chile od 2013 r. zdołało czterokrotnie zwiększyć własne, czyste źródła energii, co spowodowało spadek średnich kosztów energii elektrycznej o 75%. (IPS News)
  66. Stany Zjednoczone ustanowiły w tym roku nowy rekord w zamykaniu elektrowni węglowych – wyłączone zostały 22 obiekty w 14 stanach, o łącznej mocy 15,4 GW. (Clean Technica)
  67. 11 państw europejskich wycofuje się z węgla, albo zapowiada że wycofa się w najbliższych latach: Francja do 2023 r., Włochy i Wielka Brytania do 2025 r., a Dania i Holandia od 2030 r.
  68. Przedstawiciele największych światowych funduszy inwestycyjnych zapowiedzieli, że będą inwestować tylko w firmy, które w swoich strategiach uwzględniają ryzyko klimatyczne. (UNFCCC)
  69. Indie po raz kolejny zwiększyły swoje, i tak już ogromne, cele dotyczące czystej energii, o 28%. Do 2022 r. kraj ten zamierza zwiększyć o 150 GW produkcję energii wiatrowej i słonecznej. (Clean Technica)
  70. Irlandia stała się pierwszym na świecie krajem, który zrezygnował z paliw kopalnych, ustawę poparły wszystkie partie w niższej izbie parlamentu. (Guardian)
  71. Hiszpania zobowiązała się do zamknięcia większości swoich kopalń węgla do końca roku, po tym jak rząd zgodził się na wcześniejsze emerytury dla górników, przekwalifikowanie i rekultywację środowiska. (Guardian)
  72. Jak podaje Journal of Peace Research, liczba zgonów spowodowanych konfliktami między państwami zmniejsza się trzeci rok z rzędu i jest obecnie o 32% niższa niż w 2014 r.
  73. Po dziesięciu latach starań, obszar Herat, najbardziej zaminowana prowincja Afganistanu, została uznana za wolną od ładunków wybuchowych. Aktualnie, prawie 80% kraju jest wolne od min. (Reuters)
  74. Po upadku ISIS, liczba ofiar śmiertelnych wśród ludności cywilnej w Iraku znacząco zmalała. W pierwszych pięciu miesiącach 2018 r. zginęło o 80% mniej Irakijczyków w porównaniu z rokiem ubiegłym. (Anti-War)
  75. Etiopia i Erytrea podpisały traktat pokojowy, oznaczający koniec wojny trwającej 20 lat. Tysiące rodzin mogą znowu być razem. (BBC )
  76. Malezja całkowicie zniosła karę śmierci i wstrzymała wszystkie oczekujące egzekucje,  jest to wielki sukces azjatyckich związków, walczących o prawa człowieka. (SMH)
  77. W 2012 roku Honduras miał najwyższy wskaźnik zabójstw na świecie. Od tamtego czasu, liczba morderstw zmniejszyła się o połowę, jest to największy spadek, spośród wszystkich krajów. (Ozy)
  78. Wskaźnik przestępczości i zabójstw spadł w 30 największych miastach Stanów Zjednoczonych, w 2018 roku był niższy o 7,6% niższy niż w 2017. (Vox)
  79. Liczba zgłoszonych przestępstw w Niemczech spadła o 10%, jest to najniższy poziom od 30 lat. (Washington Post)
  80. Przestępczość wśród młodzieży w australijskim stanie Nowa Południowa Walia w ciągu ostatnich 20 lat znacząco spadła. Kradzież pojazdów zmalała o 59%, kradzież mienia o 59%, a jazda pod wpływem alkoholu o 49%. (ANU)
  81. W ciągu ostatniego pokolenia, liczba aresztowań kalifornijskich obywateli poniżej 20 roku życia spadła o 80 procent, liczba morderstw o 85 procent, zabójstw z użyciem broni palnej o 75 procent, wyroków pozbawienia wolności o 88 procent. Liczba nastoletnich matek zmniejszyła się o 75 procent, a ilość osób przedwcześnie przerywających naukę szkolną zmalała o ponad połowę. Liczba osób, które zapisały się na studia wzrosła o 45 procent. (Sacbee)
  82. Według nowych danych Departamentu Sprawiedliwości, odsetek osób osadzonych w więzieniach w Stanach Zjednoczonych spadł do najniższego poziomu od 20 lat. (Pew Research)
  83. Nowy raport ujawnił, że dzięki zmianie zwyczajów kulinarnych wśród tych, którzy urodzili się po 1980 r., 70% światowej populacji zmniejszyło spożycie mięsa, lub całkowicie je odstawiło. (Forbes)
  84. Niemcy ogłosiły jeden z najbardziej ambitnych programów gospodarki odpadami w historii. Rząd planuje w ciągu najbliższych czterech lat poddać recyklingowi 63% wszystkich odpadów, co oznacza wzrost z obecnego poziomu o 36%. ( DW)
  85. Rząd Malezji ogłosił, że nie zezwoli na dalszą ekspansję plantacji palm olejowych, zamierzając utrzymać pokrycie leśne na poziomie 50%. (Malaymail)
  86. Dania dołączyła do krajów, które ogłosiły zakaz stosowania silników spalinowych. Obecnie istnieje 16 krajów z zakazami, które wejdą w życie przed 2040 r. – w tym Chiny i Indie, dwa największe rynki samochodowe na świecie. (Bloomberg)
  87. W 2018 r. liczba pojazdów elektrycznych na świecie przekroczyła 4 miliony. Na największym na świecie rynku samochodowym, w Chinach, samochody elektryczne osiągnęły 5% sprzedaży. Aktualnie, chiński rynek samochodów spalinowych stoi w miejscu, a cały wzrost jest obecnie pochłaniany przez pojazdy elektryczne. (Bloomberg)
  88. Firma Adidas przewiduje w tym roku sprzedaż 5 milionów par butów, wykonanych z tworzyw sztucznych odzyskanych z oceanów. Producent zobowiązał się, że do 2024 roku będzie wykorzystywał wyłącznie tworzywa pochodzące z recyklingu. (CNN)
  89. Cztery lata temu Chiny ogłosiły, że będą walczyć z zanieczyszczeniami środowiska. Skutki są bardzo pozytywne. Chińskie miasta obniżyły przeciętnie stężenie drobnych cząstek stałych w powietrzu o 32%. (New York Times)
  90. Dzięki zaostrzeniu ograniczeń, Wielka Brytania od 2012 r. odnotowała 12% spadek emisji zanieczyszczeń pochodzących z pojazdów, a także znaczny ogólny spadek zanieczyszczeń powietrza. (BBC)
  91. 250 największych światowych marek, w tym Coca Cola, Kellogs i Nestle, zapewniło, że do 2025 r. 100% ich opakowań z tworzyw sztucznych zostanie ponownie wykorzystane, poddane recyklingowi lub rozkładowi. (BBC)
  92. Parlament Europejski uchwalił całkowity zakaz stosowania tworzyw sztucznych jednorazowego użytku, które według szacunków stanowią ponad 70% odpadów morskich. Zarządzenie wejdzie w życie w 2021 roku. (Good-news.center)
  93. Pod koniec 2018 r., co najmniej 32 kraje na całym świecie wprowadziły zakazy dotyczące toreb foliowych, prawie połowa z nich znajduje się w Afryce. (Quartz)
  94. Chiny ogłosiły, że od czasu wprowadzenia zakazu z 2008 r. zmniejszyły zużycie plastikowych toreb o 66%, co daje około 40 miliardów sztuk. (Earth Day)
  95. Drugi pod względem liczby ludności indyjski stan Maharasztra, w którym mieszka 116 milionów ludzi, 23 czerwca 2018 roku zakazał wszelkiego, jednorazowego użytku tworzyw sztucznych (w tym opakowań). (Indian Express)
  96. Minister środowiska Indii ogłosił również, że do 2022 r. kraj ten wyeliminuje wszystkie tworzywa sztuczne jednorazowego użytku. Od 2019 roku, Indie wprowadziły również obowiązek stosowania odpadów z tworzyw sztucznych w budownictwie drogowym, obecnie w tym kraju znajduje się 100 000 km dróg wykonanych ze „zrecyklingowanych” tworzyw sztucznych.
  97. Cztery lata po wprowadzeniu opłaty 5p w Wielkiej Brytanii, stwierdzono, że zużyto o 9 miliardów mniej plastikowych toreb, a liczba plastikowych odpadów znajdowanych na dnie morskim gwałtownie zmalała. (Independent)
  98. Po wprowadzeniu zakazu przez dwa największe sklepy w Australii, zużycie plastikowych toreb w tym kraju zmniejszyło się o 80% w ciągu trzech miesięcy, co stanowi liczbę 1,5 miliarda sztuk. (NY Post)
  99. Po wprowadzeniu w życie najostrzejszego na świecie zakazu stosowania plastikowych worków, Kenia poinformowała, że jej ulice są dużo czystsze, a środowisko mniej zanieczyszczone. (Guardian)

Vergessene Texte 3

Ewa Maria Slaska

Nicht nur die Kirchen

Fortsetzung

In Templin

Nie im Leben habe ich mit so vielen Priestern geredet, wie jetzt, als ich den Text über Ulitzka schreibe. Nicht mal zwei Wochen nach meinem Besuch in Biesenthal fahre ich nach Templin, wo ich mich mit Pfarrer Beier treffe. “Haben Sie ihn gekannt?” stelle ich noch am Telefon meine übliche Frage. “Nein, das nicht, aber sein Wirken war in der Gemeinde immer wichtig“.

Unterwegs vom Bahnhof zu seiner Wohnung besuchen wir noch eine Kirche, wieder eine Herz-Jesu-Kirche, eine katholische Kirche in Templin, wo Pfarrer Beier trotz seiner 86 Jahre jeden zweiten Sonntag die heilige Messe zelebriert. An den Wechselsonntagen ist er in Zehdenick. “Sport hält fit”, lacht er, “in meiner Studienzeit spielte ich Fußball, dann ganzes Leben lang bin ich viel geschwommen bis noch vor zwei Jahren, und ich fahre immer noch Rad”.

Als ich die kleine Wohnung in der Am-Eulen-Turm-Straße in Templin betrete, die Pfarrer Baier seit seiner Emeritierung bewohnt, wartet schon eine Sammlung von Büchern und Ordnern auf mich, die er auf seinem Wohnzimmersofa gestapelt hat. Sein Ulitzka-Fundus. Das Buch von Guido Hitze gibt’s gleich zweimal – die normale Ausgabe, die ich ja auch (aus der Bibliothek geliehen) habe, außerdem aber auch ein umfangreiches maschinengeschriebenes Manuskript mit persönlicher Widmung des Autors.

“Der war mal einen Tag lang in Bernau”, meint Pfarrer Beier, “sonst hat man sich auch woanders oft getroffen. Ich hatte ihm viel zu zeigen und zu erzählen. Das ganze Archiv.”

Wir reden und reden, und reden. Ich fotografiere. Wir reden. Nicht nur über Ulitzka. Dann gehen wir essen und spazieren. Dann begleitet er mich noch zum Bahnhof. Ich komme nach Berlin mit dem Gefühl, einen den schönsten Tage in meinem beruflichen Leben erlebt zu haben. Ich würde gern wiederkommen, in diese schöne kleine Stadt, zu diesem Menschen, mit dem man sich so gut unterhalten kann.

Die Politik

Im März 1910 verließ Ulitzka Bernau und kehrte nach Oberschlesien zurück, wo er dreißig Jahre, bis 1939 Pfarrer in Ratibor-Altendorf war.

Nach dem Ende des Ersten Weltkrieges war Ulitzka Zentrumsabgeordneter Oberschlesiens in der Weimarer Nationalversammlung, und anschließend von 1920 bis 1933 Zentrumsabgeordneter im Reichstag.

Solange er als Politiker in Berlin zu weilen hatte, wohnte er im Hospital der Grauenschwester in der Niederwallstr. 8-9 im Bezirk Stadtmitte. Die Schwestern führten ihr Krankenhaus bis 1993. Heute ist es Sitz des Erzbischöflichen Ordinariats Berlin.

Man erzählt, dass er seinerzeit als Politiker fast jeden Samstagabend in Berlin den Nachtzug nach Schlesien nahm und im Zug schlief, um in Ratibor in „seiner“ Nikolai-Kirche um 9.15 Uhr die heilige Messe zu halten. Oft auf Polnisch! 14 Jahre lang, von 1919 bis 1933. Der Biograf nennt es sogar das „Doppelleben“ des Geistlichen. Möglich war es, schreieb er, dank der außergewöhnlichen Glaubenstiefe, eiserner Disziplin, großem Fleiß und einem beachtlichen Organisationstalent.

1939 wurde Ulitzka wegen seines Eintretens für den Gebrauch der polnischen Sprache in der katholischen Kirche aus Schlesien ausgewiesen und wurde Krankenhausseelsorger im St. Antonius-Hospital in Berlin-Karlshorst.

Er beschloss, sich nicht mehr politisch zu engagieren. Die Politik wollte es aber anders. Am 28. Oktober 1944 wurde Ulitzka von der Gestapo verhaftet und am 21. November 1944 in das Konzentrationslager Dachau verbracht. Nach der Entlassung aus Dachau am 29. März 19455 ging er zuerst ins Pfarrhaus von Kösching bei Ingolstadt, wo er bei den Pfarrer Landgraf  wohnte, den er im KZ kennengelernt hat. Erst am 22. Juni begann seine  mühselige und gefahrvolle Reise nach Berlin und von dort weiter nach Schlesien. Er kam am 5. August 1945 in Ratibor an, im kommunistischen Polen! Er wollte sein Pfarramt in Ratibor zurück bekommen. Bereits am 12. August 1945 musste er Ratibor fluchtartig wieder verlassen, nachdem ihm von den Polen Morddrohungen zugingen.

Es ist die Ironie des Schicksals, dass ihn die beiden totalitären Systeme des 20. Jahrhunderts verfolgt und in seiner Wirkung gehindert haben. Vielleicht kann man sagen, dass es ihnen gelungen war, den politisch engagierten Menschen aus der Politik zu verbannen. Der Geistliche ist er aber geblieben. In seinen letzten Lebensjahren war er der Krankenhausseelsorger in den Hospitälen.

St. Antonius-Krankenhaus in Karlshorst

Köpenicker Allee 39
10318 Berlin

Heute Katholische Hochschule für Sozialwesen

Das Krankenhaus wurde von der Breslauer Kongregation der Marienschwestern von der allerseligsten und unbefleckten Jungfrau Maria gebaut. Insgesamt hatte die Kongregation circa 100 Krankenhäuser in Deutschland. Das St. Antonius-Hospital wurde 1930 eröffnet. Der Architekt Felix Angelo Pollak aus Wien ließ es im Bauhaus-Stil errichten. Er hat in seinem einfachen, im schlichten Stil gebauten Krankenhaus, die Figur des Heiligen Antonius, Patrons des Hospitals, eingebaut.

Mit den Schwestern verband Ulitzka eine innige Beziehung, die schon 1897 begann. Ulitzka war am 21. Juni dieses Jahres zum Priester geweiht und seine Primiz – die erste von einem angehenden Priester zelebrierte Messe – durfte er im Orden der Marienschwester in Breslau feiern. Als er, aus Ratibor verbannt, 1939 nach Berlin kam, wandte er sich wie selbstverständlich an die Schwestern und bekam die Stelle im Krankenhaus.

Das Krankenhaus galt seinerzeit als die modernste Hospitalanlage Deutschlands und verfügte über 350 Betten (später – 375) für Innere Medizin (besonders Tuberkulose), Geburtsheilkunde und Chirurgie. Es gab eigene Wäscherei, Fleischerei, Bäckerei, eigene Stromversorgung, eigenes Wasserwerk (Tiefbrunnen im Garten).

In einem Referat von Professorin Angelika Pleger sind folgende Eigenschaften des Krankenhauses aufgelistet:
• Parkähnliche Gartenanlagen („Kurklinik“)
• Verbindung der Architektur und Natur
• Von der Individualmedizin zur Sozialmedizin
• „Ganzheitliche“ Medizin
• Patientenfunk, Radio und Kopfhörer am Patientenbett
• Hygienische Vorlesungen für die Patienten
• Schwesternausbildung
• Dachliegeterrassen auch für Nachtaufenthalte geeignet
• 150 Diäten im Angebot
• Therapiebegleitende Frischluftgymnastik auf dem großen Gartengelände
• Therapien: Hydrotherapie, Elektrotherapie, „Lichtkuren mit Höhensonne“ sowie Radium-Tiefentherapie

Die Kapelle des St. Antonius-Hospitals wurde mit gestauchten Spitzbögen gebaut – eine sehr expressionistische Formensprache. Man hielt sehr viel von dem besonderen Licht – „gelbes Licht“ – das die Kapelle durchströmte. Die Schwestern verfügten auch über einen nahezu abgeschlossenen Innenhof, konzipiert in Anlehnung an mittelalterliche Kreuzganggestaltungen, wo sich Klausur und Wohntrakt befanden. Die Kapelle fungiert heute als eine Aula, den Kreuzgang gibt es nicht mehr.

Hier, in einer kleinen separaten Wohnung lebte Ulitzka bis zu seiner Inhaftierung. Schwester Bernhildis führte seinen Haushalt. Später wird mir Schwester Walburga erzählen, die mit Schwester Bernhildis befreundet war, dass Ulitzka große Stücke von Bernhildis hielt und sich sein Leben ohne sie gar nicht vorstellen konnte. Das Schicksal wollte es zwar anders, aber als Ulitzka tatsächlich nach der Inhaftierung und einem misslungenen Versuch, sich in Ratibor niederzulassen, zurück kam, übernahm Bernhildis wieder ihre Dienste. Sie ist 1919 geboren, dh. sie war erst 20 als Ulitzka 70 jährig nach Karlshorst kam, und 30 als er starb.

Nach 1945 änderte sich dramatisch die Nutzung des Hauses und des ganzen Bezirks. Die Sowjets kamen in die Stadt. Als Sieger und Befreier, aber auch als Besatzer. Am 7. Mai 1945, also noch vor dem offiziellen Kriegsende, wurde das Krankenhaus geräumt – der Bezirk wurde zum sowjetischen Sperrgebiet erklärt. Nachdem die Sowjets 1964 das Haus verlassen hatten, wurde es vom Ministerium für Land-, Forst- und Nahrungsgüterwirtschaft der DDR benutzt. Nach der Wende wurde das Haus wieder den Marienschwestern rückübertragen. Man erwartete, dass sie das Hospital wiederaufbauen würden. Sie haben sich aber anders entschieden, das Haus wurde verpachtet und 1991 wurde hier die Katholische Hochschule für Sozialwesen eröffnet, die sich sehr gut entwickelt und jährlich ca. 1400 Studenten immatrikuliert.

Interessant, dass weder die Sowjets noch die DDR-Funktionäre die religiösen Symbole des Krankenhauses zerstört hatten. Die Figur des heiligen Antonius an der Außenwand wurde nur umhüllt, die Kapelle wurde mit provisorischen Wänden verdeckt, und lediglich der Altarbogen wurde umgebaut, um für eine kleine Bühne Platz zu machen. Überhaupt ging man mit der Bausubstanz sehr sorgsam um. Es blieben aus der Gründerzeit noch gebogene Wände, alte Fenster und farbige Fußbodenkacheln im Bauhausstil.

Das Krankenhaus in Müggelsee

Josef-Nawrockistraße 34 (ehem. Waldowstr. 8/9)
12587 Berlin

Heute Wohnhäuser im Bau

Das Krankenhaus zog im Mai 1945 aus Karlshorst zunächst in das Restaurant „Wilhelmshallen“ im Hirschgarten um. Als Prälat Ulitzka aus Ratibor zwangsweise ausgesiedelt wurde und im August 1945 wieder nach Berlin kam, ging er zu den Schwestern in den Hirschgarten.

Am 1. September zogen die Schwestern, die Kranken, die Ärzte und der Prälat in ihr neues Domizil: Ehemaliges Etablissement „Hotel Bellevue“ in Friedrichshagen, direkt am Müggelsee. Es war vor dem Kriege ein legendärer Ort für Reiche und Neureiche gewesen. Im Tanzsaal gab es eine Rosendiele, statt der es jetzt einen großen Hospitalsaal für 50 Mann gab. Ulitzka bekam ein kleines Zimmer zugewiesen, mit Blick auf den Müggelsee. Es sollte für die nächsten acht Jahre sein Zuhause werden. Eines änderte sich jedoch nicht: Schwester Bernhildis führte auch in Friedrichshagen seinen Haushalt und kümmerte sich um seinen Hund Frigga. Hitze hat noch 1994 mit Bernhildis über Ulitzka sprechen können. Sie starb 1999 und liegt auf dem Schwestergrabfeld auf dem katholischen Friedhof Tempelhof.

 

 

 

Ehrw. Schwester Bernhildis Kawalle, geb. 13.1.1919, gest. 1.6.199914. Ebenso wie Schwester Walburga, war auch Bernhildis Zeitlang die Oberin der Marienschwester-Kongregation in Berlin.

Ulitzka war mit über 70 Jahren, als er nach Friedrichshagen kam, immer noch aktiv. Er kümmerte sich nicht nur um seine Patienten und seine Friedrichshagener Gemeinde, sondern auch um seine Landsleute, die aus der Heimat ausgesiedelten Oberschlesier. Er schrieb über sie: Wer sind denn die, die heimatlos und obdachlos geworden, ausgeplündert, abgehärmt und ausgehungert, oft krank, ja nicht selten sterbend an die Türen ihrer Volksgenossen im Reich klopfen? Er half als Seelsorger, als Vorsprecher und Verfasser unzähliger Artikel und Schriften, aber auch als Sozialarbeiter. Er versuchte für seine Landsmänner Arbeit zu finden, brachte notwendige Kontakte zustande und half mit Sach- oder Gelspenden aus, oft aus der eigenen Tasche. Vor allem aber, so Hitze, schrieb er Zeugnisse für seine Gemeindemitglieder aus Ratibor.

Sein Alltag war genau geregelt. Um 6:00 Uhr zelebrierte er die Frühmesse, um 7:00 gab es Frühstück, dann die Büroarbeit bis 10:00 und anschließend Zeit für eine Tasse Kaffee und eine Zigarre. Dann schrieb er seine Predigten, Texte, Artikel, Manifeste, manchmal auch Gedichte. Um 12:00 Uhr gab es ein Mittagessen, bis 14:00 Uhr die Mittagsruhe; ab 14:00 Uhr Spaziergänge (mit Hund), Krankenbesuche, Religion-Unterricht für Schwesterschülerinnen, und um 18:00 Uhr das Abendessen. Was die Patienten an ihm schätzten, und zwar auch konfessionsunabhängig, waren Ulitzkas Sinn für Humor und die Bereitschaft, über durchaus profane Themen zu sprechen.

1947 feierte Ulitzka das 50-jährige Jubiläum seiner Priesterweihe. Man versuchte, leider vergeblich, eine Feier auch in Ratibor zu organisieren. Die Schwestern machten für ihn eine große Feier im Krankenhaus.

Am 24. September 1953 wurde Ulitzka 80 Jahre. Diesmal feierte man im Konvikt der Marienschwestern in Berlin-Lankwitz. Er war schon sehr krank, vielleicht sogar teilweise gelähmt. Es kamen wieder massenweise Gäste, auch aus der Politik, und tonnenweise schriftliche Glückswünsche, von Konrad Adenauer etwa oder Ernst Reuter, oder von Papst Pius XII. In einer Tischrede beim feierlichen Essen spottete Ulitzka, dass ihm diese Feierlichkeiten wie eine Generalprobe zu seinem Begräbnis vorkommen. Ein paar Wochen später starb er.

Das Krankenhaus am Müggelsee existierte bis 2001, 2013 wurden die Häuser abgerissen, jetzt sind da neue Wohnblocks in der Entstehung. Als ich dort war, um den Ort zu sehen, wo Ulitzka seine letzten Lebensjahre verbrachte, fotografierte ich die Baustelle und eine schöne Stadtvilla nebenan. Aus einer Baracke kam ein Wächter und sagte, ich dürfe erst fotografieren, wenn ich die Genehmigung vom Bauherren habe. Er zeigte mir die Bauinfotafel. “Ja, natürlich”, sagte ich. “Auf Wiedersehen”.

Marienschwester in Lankwitz

Maria Trost Krankenhaus
Galwitzallee 115
12249 Lankwitz

Heute Parkplatz des neuen Krankenhauses Galwitzallee 123-143.
Die Schwester wohnen jetzt im benachbarten Kloster St. Augustinus in der Galwitzallee 143.

Müggelsee und Karlshort, das war zuerst die Sowjetische Besatzungszone und danach die DDR. Lankwitz lag im Westen. Man muss es sich in Erinnerung rufen – sie wohnten im Ostteil der Stadt, durften aber noch ungehindert zwischen verschiedenen Zonen verkehren. Die Mauer wurde erst Jahre später errichtet.

Ich versuche das Konvikt in Berlin-Lankwitz anzurufen. Sie haben eine Handynummer, aber man bekommt nur eine Ansage zu hören: Der gewählte Gesprächspartner wünscht keine Gespräche, bitte haben Sie Verständnis dafür.

Ich fahre trotzdem hin. Haltestelle Marienkrankenhaus. Schneller Blick ins Internet sagt mir, dass der Träger des St. Marien-Krankenhauses Berlin Kongregation der Marienschwestern v.d.U.E. ist.
Ich weiß nicht, was “v.d.U.E.” bedeutet. Vor Ort erst lese ich auf einer Infotafel, dass es die Kongregation der Marienschwestern von der Unbefleckten Empfängnis ist, die Mitte des 19. Jahrhunderts von Pfarrer Johannes Schneider, einem Breslauer Diözesanpriester, gegründet wurde. Der Auftrag lautete damals – wie auch heute noch – für junge Frauen in Not da zu sein und sie auf vielfältige Art zu unterstützen.
Ja, also diese Schwestern sind es, die man aus Bildern, der Literatur und den Filmen kennt, die sich für „gefallene Mädchen“ einsetzen. Es sieht heue natürlich anders aus. Um gefallene Mädchen kümmert sich eh der eingetragene Hydra-Verein oder Sozialamt als ein Schwesternorden. Darüber kam über die Jahre die Arbeit mit Kranken und alten Menschen.

Und überhaupt das Dogma von der unbefleckten Empfängnis, eines der vielen Missverständnisse in der katholischen Religion: Fast jeder, auch ein gestandener Intellektueller, wird schwören, es handle sich darum, dass Maria Jungfrau war, als sie Jesus gebar. Kaum jemand weiß, dass es um die Geburt Marias selber geht, die ohne Makel der Erbsünde auf die Welt kam. Es ist ein Dogma sehr neuen Datums: Erst am 8. Dezember 1854 verkündet.

Auf der Webseite der Marienschwestern gibt es noch eine Handynummer, die ich jetzt wähle. Diesmal ist sofort Schwester Walburga am Telefon. Ich erzähle die Geschichte meiner Recherche, die mit jedem Tag länger wird. Schwester Walburga reagiert wie alle, denen ich sage, dass ich über Ulitzka schreibe: “Ach ja“. „Der Name sagt Ihnen etwas?” frage ich. “Natürlich.” “Pfarrer Beier meinte, ich sollte mit Ihnen sprechen”, sage ich. “Selbstverständlich”.

Am Nachmittag fahre ich zum Kloster, um erst pünktlich um 15 Uhr von der Schwester Pförtnerin zu erfahren, dass ich mich in Lankwitz befinde und Schwester Walburga auf mich im Seniorenstift in Karlshorst wartet. Nichts desto trotz ist auch diese Fahrt im tropisch heißen Berlin nicht umsonst. Ich frage Schwester Pförtnerin, ob sie mir den Saal zeigen könnte, wo Ulitzka seinen 80. Geburtstag feierte. Nein, sagt die Schwester, es muss im Krankenhaus Marias Trost gewesen sein, hier ist doch alles neu, das Kloster und das Krankenhaus. Die alten Gebäude sind alle abgerissen.

Im Internet finde ich eine Postkarte aus den 1970er Jahren und die Adresse von Maria Trost: Galwitzallee 115. Ich glaube das Haus unterwegs gesehen zu haben. Ich fahre nochmals hin. Aber nein, da wo das alte Krankenhaus stand, gibt es jetzt nur einen ummauerten Parkplatz, nun, an der Straße sehen viele Häuser so wie Maria Trost mal ausgesehen hat – graue, einstöckige Häuserreihen, Polizei, Apotheke, Wohnhäuser.

Schwester Walburga

Seniorenstift St. Antonius
Rheinpfalzallee 46-66
10318 Berlin

Dem Plan kann man entnehmen, dass der Stift ein Bestandteil der alten Krankenhausanlage St.-Antonius ist. Zwei Schritte trennen ihn von der Katholischen Hochschule, ein paar Hundert Meter von dem Eingang zum Friedhof. Der Kreis schließt sich. Das Pflegeheim in Berlin-Karlshorst bietet sowohl stationäre Pflege als auch betreutes Wohnen an. Das Heim ist auf Demenz, Wachkomapatienten und Palliativpflege spezialisiert. Zudem wird zusätzlich Ergo- und Physiotherapie angeboten.

Schwester Walburga ist nicht viel älter als ich, sie ist 1946 geboren, ich drei Jahre später. Ich finde sie auf Anhieb sympathisch. Nein, sie kannte Ulitzka persönlich nicht, aber er hat sie immer interessiert. Teilweise, weil Schwester Bernhildis ihr von ihm erzählt hatte. Er war ein charismatischer Mann und zog die Menschen in seinen Bann. Einfach so. Daher sammelte sie sehr vieles über ihn, Bücher, Fotos und Zeitungsausschnitte. Auch ein Büchlein von Jendryssek ist darunter. Schwester Walburga erzählt mir von den Versuchen Jendrysseks, Ulitzkas Leiche nach Ratibor zu überführen. Sie hat in den letzten Jahren den Neffen von Ulitzka kennengelernt, der entschieden gegen die Umbettung ist. Ich bekomme seine Visitenkarte. Ein Abgeordneter der CDU aus Bonn. Er wird es nie erlauben, meint Schwester Walburga, solange er lebt. Ich versuche es selber von ihm zu erfahren, aber er geht nie an keine von seinen vier Telefone und antwortet auch nicht an die Mails.

Der Friedhof

Friedhof “Zur frohen Botschaft”
Robert-Siewert-Str. 67 (ehem. Warmbader Straße)
10318 Berlin-Lichtenberg (Karlshorst)

Der Besuch am Grabe war der erste Schritt meiner Reise auf den Spuren Ulitzkas in Berlin und Umgebung. Im Text kommt er aber nun zuletzt. Carl Ulitzka starb am 12. Oktober 1953 in Berlin Friedrichshagen.

Ich rufe bei der Friedhofsverwaltung an. Ja, es gibt immer noch „unseren Prälat Ulitzka“, ja, ich könne kommen, das Grab sehen, eine kleine Ausstellung besichtigen und mit Herrn Thürling sprechen, dem Friedhofsdirektor, der sich für die „Sache Ulitzka“ einsetzt.

Die Ausstellung über die wichtigsten Persönlichkeiten und Personengruppen, die dort beigesetzt sind, darunter Pfarrer Ulitzka und die Marienschwester, gibt es auf dem Friedhof Karlshorst gleich zweimal – im Friedhofsgebäude und dann in einem Glaspavillon mitten im Friedhof.

Carl Ulitzka wurde hier am 19. Oktober 1953 zu Grabe getragen. Die Totenmesse zelebrierte man in der katholischen Pfarrkirche St. Marien der Unbefleckten Empfängnis in der Gundelfinger Straße in Karlshorst. Es ist ein denkmalgeschützter Kirchenbau, errichtet 1935-1937 im Stil der Neoromanik. Die Kirche diente nach 1945 vorübergehend als Depot und wurde erst seit 1949 wieder als Gotteshaus genutzt.

Die Totenmesse zelebrierte Kapitelsvikar Oskar Golombek. In Anschluss am Requiem setzte sich ein langer Trauerzug mit über 60 Geistlichen und 180 Ordensschwestern in Richtung der Grabstätte der Marienschwestern in Bewegung. (…) Im märkischen Sand bestattet, wurde dem Grab Ulitzkas seinem Wunsch entsprechend Erde aus seiner oberschlesischen Heimat beigegeben; Erde, die Ulitzka selbst vor seiner Flucht aus Ratibor im August 1945 dem Grab seiner Eltern auf dem Altendorfer Friedhof entnommen hatte.

Die Totenmesse fand um 9 Uhr statt, die Beisetzung um 10.30 Uhr. Von der Kirche zum Friedhof geht es 1,5 Kilometer zu Fuß, dazu vielleicht noch 800 Meter auf dem Friedhof selbst. Wurde der Sarg getragen oder gefahren? Der Trauerzug ging zu Fuß, dessen bin ich mir sicher.

Das Grab

Auch Herr Thürling erzählt mir, dass es eine Anfrage aus Ratibor gegeben hat (oder gibt es sie noch?), ob man das Grab Ulitzkas nach Polen umbetten dürfte. Das soll er sich selbst gewünscht haben. Herr Thürling meint jedoch, dass man die Leichen, so weit wie möglich, in Ruhe lassen soll. Er möchte nicht, dass der Leichnam Ulitzkas verlegt wird. Um jedoch dem polnischen Antragsteller nicht sofort „nein“ sagen zu müssen, antwortet man ihm zugleich diplomatisch und wahrheitsgetreu, dass man eigentlich nicht weiß, wo sich die sterblichen Überreste von Ulitzka genau befinden. Sicherlich nicht da, wo jetzt der Grabstein zu sehen ist. Die Grabanlage wurde im Laufe der letzten 60 Jahre zigmal verschoben und umgestaltet worden. Ich habe selber im Abstand von nicht Mal zehn Jahren zwei verschieden aussehende Grabanlagen gesehen, wo Ulitzka begraben liegt. Nicht nur der Ort, auch die Ausgestaltung des Grabes hat sich geändert. Am Anfang stand das Grab quasi allein. Heute sieht es so aus, als ob Ulitzka im Quartier der Marienschwestern begraben liegt, ein einziger Mann unter 19 Nonnen aus dem Krankenhaus St. Antonius: …gebenedeit unter den Frauen.

Barataria 99 Rok Malczewskiego

Patronami roku będą oficjalnie Gustaw Herling-Grudziński, Anna Walentynowicz, Stanisław Moniuszko. Nie są to źli patroni, ale oczywiście można by wybrać innych. Facebook proponuje Marka Edelmana (1919-2009), ja osobiście dodaję jeszcze Malczewskiego. Urodził się 14 lipca 1854 roku, zmarł 8 października roku 1929.

Ewa Maria Slaska

Ja, Don Kichot w białej koszuli

Jacek Malczewski jest autorem największej liczby autoportretów w dziejach sztuki polskiej. To twierdzenie powtarza się w sieci kilkadziesiąt razy. Arysta chętnie się przebierał i portretował w różnych postaciach. Podkpiwano sobie z jego megalomaństwa i kostiumerstwa. Podejrzewano o tranwestytyzm. Zarzucano egotyzm. Był aż do śmierci wierny pasji przebierania się – gdy umarł, pochowano go, zgodnie z jego wolą, w habicie tercjarskim. W szopce „Zielonego Balonika” w Jamie Michalikowej Boy tak to skomentował (Słówka, Kuplet Jacka Symbolewskiego):

Ni to pies, ni to bies,
Raz po razu zmieniam stan,
To w pirogu, to znów bez,
To profesor, to znów pan.
Na Zwierzyńcu czy też w Tyńcu,
Husarz, dziwka, krowa, chłop,
Wszędzie golę me symbole,
A ty zgaduj alboś czop!

Czy to sierć, czy to frak,
Zawsze poznać zacny stan,
Czy strój jest, czy stroju brak,
Zawsze jestem grecki Pan.
To w sweterze przy panterze,
To z ogonem, to znów bez;
To ze skrzypką, to znów z rybką,
Zgadnij, bracie, kto to jest?
To ze skrzypką, to znów z rybką,
Zgadnij, bracie, kto to jest?

Zgaduję.

Ani chybi Don Kichot:

Ten namalowany w roku 1914 Autoportret w białym stroju (obecnie w Muzeum Narodowym w Krakowie), przedstawia artystę z pędzlem w ręce, a plamy na koszuli jeśli nie są sugestią krwi przelanej w boju, to jednak są po prostu farbą, tym niemniej bufiaste rękawy koszuli, fantyzyjny kołnierz-stójka, kapelusz-czapa, szeroki skórzany pas, a przede wszystkim szczupła acetyczna twarz z bródką – wszystko przypomina rycerza o smętnym obliczu.

Szukam w sieci, czy moje domniemania są słuszne. Muzealniczka, Wacława Milewska, pisze, że ta biała koszula to damska bluzka i że wiązanie pod szyją zapięte jest złotą spinką. Szeroki skórzany pas to element odświętnego stroju góralskiego, a pod spodem widać jeszcze pas tkany. Czapa na głowie określona jest jako beret z ciasno otaczającym głowę czerwonym otokiem. Ciekawe jest połączenie w kostiumie elementów damskich i męskich, szlacheckich i ludowych, i dodanie im cech całkiem fantazyjnych. Kolory są metaforyczne – biel jest boska, świetlista, kobieca, czerwień – męska. Autoportret może być wyrazem androgynizacji. Ogólne wrażenie ma być groteskowe.

Leszek Lubicki na blogu Obrazowo rzecz ujmując pisze, że to nakrycie głowy to kucharska czapa.

Nie zgadzam się z przedmówcami w żadnej kwestii! Z kolei wydaje mi się, że Lubicki ma rację, gdy twierdzi, że Malczewski na wszystkich autoportretach ma taką samą twarz, która właściwie nie jest twarzą, lecz nieruchomo wpatrzoną w widza maską. Ale to by znaczyło, że… wszędzie jest Don Kichotem. Często w białej bluzce. W czapce jakuckiej, w zbroi i habicie, a raz nawet z tortownicą na głowie, co jest jeszcze bardziej groteskowe niż blaszana miska Don Kichota.

Kilka lat później. Autoportret w białej bluzie, rok 1912. Bluza jest tu już jednak nader porządna, a twarz wcale nie panakichotowa. Raczej dobrze prosperujący, inteligenty urzędnik Rady Miasta, wieczorami zachodzący do Jamy Michalikowej.

Jeśli nawet była to damska bluzka, to artysta nie pożyczył jej od żony, tylko miał ją w pracowni i ciągle używał. Tu jest pod fartuchem:

A tu co? Biała bluzka, stójka-wiązadło, złota spinka, a przecież udaje się ją wepchnąć pod kamizelkę i marynarkę jak z munduru urzędnika w starostwie.

W dwadzieścia lat po Autoportrecie w białym stroju artysta wciąż jeszcze portretuje się w tej samej białej koszuli:

Kolejny autoportret w renesansowej koszuli, ale obok kto? Muza, śmierć, żona, Dulcynea, Księżna? Zapewne Maria Balowa, kochanka artysty od roku 1900. Przeróbkę znalazłam na Facebooku na stronie Butelka Laudanum (Intertekstualna i immersyjna rozrywka postartystyczna. No to chlup!) Malczewski jako Mirmił, szef wojów słowiańskich Kajko i Kokosza… No cóż, piewca słowiańszczyzny, jeden z pierwszych. Pansłowianie chętnie by się na niego powoływali, ale cóż – artystę zajmowały też mity judeo-chrześcijańskie, a to go dyskredytuje jako artystą uznawanego przez kulturnatywistów…

Zapewne rysy Don Kichota nadaje artyście hiszpańska bródka. Poniżej też ją widać, nieco z boku.


To obraz zatytułowany Don Kichot i Sancho Pansa. Dwie smutne postacie podążają przed siebie błotnistym brzegiem morza czy też jeziora. Don Kichot ma tu znacznie mniej z Don Kichota niż wspaniały mężczyzna w białej koszuli i czapie…

Z tekstów wyrzuconych

Tak, wyrzuconych. Ale ponieważ w komputerze nic nie ginie tak naprawdę, tekst wychynął z niebytu w puste dni. Przyjrzałam mu się i mnie zdziwił. Ale widocznie dziesięć lat temu bohaterka tego tekstu tak się właśnie czuła.

Ewa Maria Slaska

Miłość wyżarła jej trzustkę

Jest po ciężkiej operacji. Rzeźnickiej jak określił jeden z jej lekarzy, który grzecznie zapytał, czy mógłby obejrzeć bliznę. Miała w brzuchu węzeł, który nie chciał się rozpuścić. Wściekle bolał. Nie mogła się ruszać, cierpiała. Lekarze (niemieccy) mówili, że przejdzie, a jak do jesieni nie przejdzie (była wiosna!), to będzie trzeba zoperować bliznę. Polski lekarz w sanatorium zaaplikował jej zastrzyki, sprawił, że ból minął niemal natychmiast, a ona, jak ciemna baba z ludu, gotowa była paść na klęczki i wielbić lekarza cudotwórcę boga. Ale to później. Na razie leży w szpitalu po operacji i oświadcza: Nie dam się już więcej operować. Jeden zabieg za drugim. Nie chcę. Żyć a potem umrzeć. Żółta krowa uratowała mi życie.

(Dopisek autorki z roku 2019: Informuję Czytelników, że nie wiem, o co mi chodziło z tą krową. O Kandinsky’ego?)

Dopiero jak przestaje boleć, jest w stanie zacząć normalnie myśleć. Sęp wyżera mi nie wątrobę jak Prometeuszowi, lecz trzustkę, pomyślała. Porobił w niej dziury. Dlatego trzeba ją było wyciąć. Za karę. Nie wolno kochać aż do samozatraty. Za to bogowie ukarali Prometeusza. Nie za to, że zabrał im ogień, lecz za to, że kochał jak bogowie bez oglądania się na konsekwencje. Oni mogli, byli w końcu bogami. On nie. Był człowiekiem (a tak naprawdę – był człowiekiem?) I został ukarany. Gdzie jest ta skała, do której go przykuto? Kaukaz, prawda? Można ją obejrzeć jak się jedzie koleją transsyberyjską?

(Oczywiście – nie! Dziesięć lat temu Autorka nawet się nie pofatygowała, żeby to sprawdzić!)

To ten potrójny celtycki Biały Jeleń w Trzech Koronach urodzony w dniu Trzech Króli wyżarł jej trzustkę i zostawił brzuchu węzeł. Mógł być królem i symbolem, a był tylko głodnym facetem. Wiedziała to, a przecież nie mogła się ruszyć, nie mogła odejść. Nie mogła się oderwać od spektaklu, jaki jej zafundowali bogowie. Patrzeć jak królewicz z bajki w swej prawdziwej postaci węszy po mrocznych zakamarkach, szukając żeru. Nie powinno jej to było dotykać. Oficjalnie byli tylko zaprzyjaźnieni.

Z książek sączą się wzniosłe mądrości. Na przykład – przyjaźń to miłość dwóch niezależnych duchów. To się naprawdę Mallarmemu udało. Facetowi, który zakochał się w otyłej, utlenionej utrzymance (skąd ja to wiem? pyta autorka) w guście dzisiejszej polskiej fryzjerki na emigracji.

W każdym razie, dopiero, gdy lekarz w sanatorium rozbił węzeł, uświadomiła sobie, że to wróci. Jak nie dziurami w trzustce, która się sama wyżera, to węzłem nierozsupłanych nici w brzuchu lub guzem w gardle. Wróci zawsze i będzie wracało, dopóki się go nie pozbędzie.

Lekarz twierdził, że jest wojowniczką i że z trzustką w garści wygrała walkę ze śmiercią. Ale ona wie, że po kilku latach beznadziejnych zmagań wreszcie wygrała walkę z królewiczem z bajki, który przecież był tylko głodną zmorą. On był królewiczem, ona królową elfów, która się zakochała w głowie osła.

Reblog: polski Don Kichot

Kochani Czytelnicy, ostatnio nagromadziło się tyle tematów baratarystycznych, że od
1 stycznia 2019 roku wprowadzam materiały dodatkowe poza numeracją poniedziałkową, a przy okazji wszystkie Baratarie (te z numerem i te bez) otrzymają tag Barataria.

Dariusz Sobala
30 grudnia 2018 roku

reblog z Facebooka

W drodze do Polski, tuż za Wiedniem, stoją wiatraki generujące prąd. Jest ich tyle, że nudzi się liczyć.
A u nas wciąż nie wiadomo, czy dają prąd, czy wirują dzięki kopalni Bełchatów. Dlatego lepiej je rozebrać.
Tako rzecze pis.

Ostatnim, który walczył z wiatrakami był Don Kichot z Manczy, nazywany Rycerzem Smętnego Oblicza.
Don Kichot wywodził się z warstwy hidalgów, niegdyś wiele znaczącej w życiu publicznym Hiszpanii, ale w XVI wieku już znacznie podupadłej, zarówno pod względem znaczenia, jak i majątku. Bezczynność i odosobnienie spowodowały, że uległ wpływom literackim
i postanowił wcielić w życie ideał średniowiecznego rycerza. Wyobraźnia sprawia, że rzeczy codzienne i zwykłe przybierają dla niego fantastyczne formy – np. karczma staje się zamkiem, a wiatrak wydaje mu się olbrzymem. Jest przede wszystkim naturą czynną – szuka nieustannie okazji do działania, nie poświęca czasu na zrozumienie sytuacji.

Jest również megalomanem – chełpi się swoją wielkością i znaczeniem swoich czynów, nieustannie poszukuje sposobności, aby dowieść swojej odwagi i siły. Potrafi jednak okazywać wdzięczność tym, którzy mu pomogli, oburzać się na bezprawie i krzywdę, jest zdolny do hojności i bezinteresowności, bywa cierpliwy i serdeczny. Potrafi myśleć logicznie i udzielać praktycznych rad, jest inteligentny. W sposób prosty i zrozumiały wyjaśnia Sanchowi wiele problemów nurtujących ówczesną Hiszpanię. Bohater zmienia się w toku akcji – coraz mocniej przejmuje się niepowodzeniami i popada w coraz większy smutek, który ustępuje dopiero przed śmiercią.

A teraz przeanalizujcie jeszcze raz opis Don Kichota i podstawcie pod tę postać Kaczyńskiego, zmieńcie Hiszpanię na Polskę i szybko zasuwajcie na grób Cervantesa, by go uczciwie skląć, bo kacza dupa wraz z pisem to jego pomysł.


Komentarz Adminki:


Farma wiatrowa w miejscowości Tymień k. Koszalina (DAMIAN KRAMSKI) – http://www.tokfm.pl z 28.11.2018

Data pod podpisem jest ważna. Tego dnia radio TOKFM podało, że podobno jednak Polska oszczędzi wiatraki.

W piątek zaprezentowano rządową strategię energetyczną na najbliższe kilkanaście lat. Według niej Ministerstwo Energii w projekcie zapowiedziało rezygnację z rozbudowy wiatraków na lądzie – ma je zastąpić fotowoltaika, a od 2026 r. – offshore, czyli wiatraki morskie. Rezygnację z onshore minister Krzysztof Tchórzewski tłumaczył sprzeciwami społecznymi i realizacją wyborczych obietnic PiS.

Tymczasem w środę wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski tłumaczył, że stanowisko resortu zostało źle zinterpretowane,
a o losie wiatraków zdecyduje w przyszłości rynek.

Ale oczywiście te enuncjacje, które i tak są podobno bez sensu i były obliczone tylko na uspokojenie górników, niczego nie zmieniają w analizie postawy PiS i Prezesa.


W Niemczech też toczy się współczesna walka z wiatrakami i ją też, siłą rzeczy, przyrównano do walki don Kichota. Z perspektywy niemieckiej społeczna słuszność jest ewidentnie po stronie przeciwników wiatraków: TU.

Vergessene Texte 2

Ewa Maria Slaska

Auf der Spurensuche nach “unseren Prälat” Ulitzka in Berlin

Fortsetzung

Ich wohne in Berlin, meine Spurensuche umfasst bewusst nur Berlin und Umgebung. Ulitzka war auch jahrelang in Ratibor tätig, aber ich bleibe bei meinem Leisten.

Ich finde Verschiedenes, auch etwas, was die Wissenschaftler, wie ich vermute, nicht gefunden haben. Darüber aber später. Zuerst zur Chronologie. Ulitzka in Berlin – das sind drei Zeitspannen: seine ersten Priesterjahre in Brandenburg (1901-1910), die Zeit nach seiner Ausweisung aus Schlesien bis zur Inhaftierung (1939-1944) sowie seine letzten Lebensjahre von 1945 bis 1953. Seit November 1939 war er ein Seelsorger im katholischen St. Antonius Krankenhaus in Karlshorst und anschließend in Friedrichshagen. Natürlich war er zwischen 1919 bis 1933 gefühlte Tausendmale als Abgeordneter der katholischen Zentrumspartei (Volkspartei) in Berlin.

Es war zuerst sein Name, der mein Interesse weckte. Das Wort Ulitzka: uliczka, eine kleine Straße. Eine Frage der Herkunft: Ulitzka ist selbstverständlich ein Deutscher gewesen, aber natürlich kommt mir dabei ein Satz aus dem Buch von Anna Poniatowska in den Sinn: Die ältesten Adressbücher oder Telefonbücher Berlins enthalten auf jeder Seite mehrere polnische Namen. Nicht alle Namensinhaber sind der Meinung, sie seien Polen, aber ihre Ahnen und Urahnen kamen aus dem Gebiet Polens hierher.

Und im Falle Ulitzka werde ich ergänzen: oder aus Tschechien. Das heißt, auch wenn Carl Ulitzka zweifellos in einer deutschen Familie in Oberschlesien geboren worden war, waren seine Ahnen und Urahnen Tschechen oder Polen. Der Historiker Guido Hitze, Autor einer umfassender Biografie des Prälats, schreibt, die Familie stamme aus dem Tschechisch-Mährischen her.

Das ist aber eigentlich unwichtig. Denn unabhängig davon, welche nationale Abstammung seine Familie vorweist, situierte er sich selbst im Grenzgebiet zwischen Deutschland und Polen. Er sprach beide Sprachen (Polnisch erlernte er während seines Theologiestudiums) und setzte sich für seine Landsleute ein, unabhängig von deren Muttersprache, selbst wenn es unbequem oder gar gefährlich war. Mein Freund Engelbert Kremser, der selber aus Ratibor stammt, meint die polnische und die deutsche Sprache waren in der Umgebung gründlich gemischt, „wie in einem Streuselkuchen – ein Streusel sprach Deutsch, ein anderer, gleich nebenan – Polnisch“. Und das Polnische war oft uralt, eine Sprache, die selbst die Polen in Polen seit Jahrhunderten nicht mehr sprachen, eine Sprache aus den Zeiten von Kochanowski (1530-1584), eines Renaissance Dichter, der als erster die Gedichte auf Polnisch schrieb. Bis dahin schrieben alle Wortmenschen Polens Latein .

Sicher ist eins: Ulitzka war ein Oberschlesier und baute um Berlin herum mehrere Kirchen.

Die Kirche in Bernau

Katholische Herz-Jesu-Kirche
Börnicker Str. 12 (Pfarramt) / Ulitzka Straße / Bahnhofstr. 9 (Hauptportal)
16321 Bernau bei Berlin

Die katholische Gemeinde in Bernau wurde 1849 gegründet. Ulitzka kam 1901 hierher. Jung, gerade erst 28 geworden, gutaussehend, groß. Ausdrucksvoller Profil, Gesicht mit prägnanter Knochenstruktur. Ein kluger Mensch, intelligent, charismatisch. Ein katholischer Seelsorger wie geschaffen fürs vorwiegend protestantische Umfeld. Die Gemeinde war arm, hatte keine Kirche und nutzte die Bonifatiuskapelle im Missionshaus in der Tuchmacherstraße als Gotteshaus. Dort bewahrte man das sog. Mariahilf-Bild auf, das später in die Kirche übernommen wurde.

Übrigens: Wegen des Bildes pilgerte man seit 1869 aus Berlin dorthin. Eine Idee von rebellierenden Pfarrer Eduard Müller, dem man die älteste Wahlfahrt des Erzbistums Berlin verdanke.

Schon früh kam Ulitzka in den Sinn, dass man hier eine Kirche bauen muss. In jeder Stadt, wo die Katholiken und Protestanten miteinander oder nebeneinander wohnen, hat man mindestens zwei Kirche. So wollte es Ulitzka auch in Bernau haben und später überall, wo er als Priester tätig war. Dies ist jedoch nicht so einfach, eine Kirche zu bauen. Erst müssen bürokratische Hürden überwunden werden, oft, wie es der Fall in Bernau war, politische, und dann auch finanzielle. Man braucht viel Geld – und dieses muss vorerst gesammelt werden, bevor man mit der Grundsteinlegung beginnt. Der ehemalige Pfarrer der Herz-Jesu-Kirche, Peter Beier, der 33 Jahre Gemeindepfarrer in Bernau war, erzählte mir, dass er zwar Ulitzka persönlich nicht kannte, aber seinerzeit in Bernau Johannes Lipinski, einen Mitarbeiter von Ulitzka, getroffen habe. Seine Aufgabe war es, in der heißen Phase des Geldsammelns, die ‘Bettelbriefe’ per Hand zu kopieren. Er erinnerte sich, man habe sich dabei die Finger wundgeschrieben!

Mit dem Bau begann man 1907. Die Kirche wurde am 13. September 1908 feierlich eingeweiht. Georg Kardinal Kopp kam aus Breslau zu diesem Anlass nach Bernau! Interessant ist, dass praktisch zu gleicher Zeit Ulitzka zuerst eine Kapelle für eine Arbeiterkolonie des Pastors Friedrich von Bodelschwingh in Lobetal bauen wollte und mit dem Bau einer anderen Kirche in der Gemeinde, der Maria-Verkündigungs-Kirche in Biesenthal, begann.

Pfarrer Kort organisierte 2007 Feierlichkeiten zum 100-jährigen Jubiläum des Kirchenbaus. Die Schulkinder spielten dabei ein Theaterstück über Ulitzka und seinen Vorhaben. Der Junge, der Ulitzka gespielt hatte, ist danach selber Priester geworden und bat darum, seine Primiz in Bernau feiern zu dürfen.

1998 (90 Jahre Kirchenweihe, 125. Geburtstag und 45. Todestag des Prälaten) hat Pfarrer Beier erreicht, dass ein kleiner Abschnitt der Breitscheidstraße, zwischen der Börnicker Straße und der Bahnhofstraße, genau dort, wo die Kirche steht, in die Ulitzka-Straße umbenannt wurde.

Kurz danach, am 20. August 1999 ging Pfarrer Beier in Ruhestand und somit nach Templin.

Es gab einen weiteren Versuch, an den Kirchenerbauer zu erinnern, diesmal von einem Gemeindemitglied vorgeschlagen: An der Giebelseite des Pfarrhauses der Herz-Jesu-Kirche sollte ein Porträt des Kirchenerbauers angebracht werden. Der Vorschlag fand jedoch keine breite Zustimmung und letztlich ganz fallen gelassen wurde.

Die Kirche kann man schon von der S-Bahn aus sehen. Ich bin um 12 Uhr mit Pfarrer Eberhard Kort verabredet, gehe aber zuerst um die Kirche herum. Eine schöne neugotische Kirche, mit einem blau-weißem Schild des Denkmalschutzes. Und das seit 1977, d.h. seit der DDR-Zeit! Als Erklärung dazu findet man nur einen Satz, der doch keine Erklärung liefert: Die Kirche wurde in den Jahren 1907/1908 nach Plänen des Charlottenburger Architekten Paul Ueberholz als einschiffige Hallenkirche im Stil norddeutscher Backsteingotik erbaut.

Ich vermute, dass es der Turm ist, der dem Denkmalschutz so gut gefallen hat. 66 Meter hoch! Und sehr schön. Pfarrer Baier wird mir später erzählen, Ulitzka wollte den Turm noch höher haben, damit er die evangelische Kirche überragt. Oh, du fromme Bescheidenheit!

Ich fotografiere fleißig. Neogotische Kirchen sind mir vertraut wie keine anderen. Ich wuchs im Danziger Stadtteil Langfuhr auf, wo alle Kirchen das Prädikat „neo“ tragen. Meine – Herz Jesu Kirche, wie die in Bernau und Templin – ist ebenfalls neogotisch.

Pfarrer Kort zeigt mir seine Kirche, die seit Ulitzkas Zeiten intensiv umgebaut wurde. Einfluss darauf hat das Jahr 1965, meint Pfarrer Kort, das 2. Vatikanische Konzil, die Änderung der Liturgie, die Entstehung der Volkskirche. Der Gemeindehirt kommt den Menschen näher. Die Kanzel wird nicht mehr benutzt, der Priester steht den Gläubigen zugewandt hinter einem schlichten Tisch oder – beim Vorlesen – am Pult. Jede katholische Kirche in der Welt wurde nach diesem Muster umgebaut.

Die Umgestaltung der Kirche in Bernau, die 1964-1966 unter Pfarrer Alfons Schneider erfolgte, ist nicht besonders gelungen. Zuständig für den Umbau war Herr Architekt Gottfried Zawadski aus Kamenz. Ende April 1966 war die Weihe des neuen Altares. Pfarrer Beier wurde kurz danach, am 19. Juni eingeführt. „Ich war nicht gerade glücklich über die völlig umgestaltete Kirche. Der Tabernakel auf einer Stelle und das Relief am Ambo stammen von Herrn Schötschel. Die große Herz-Jesu-Figur kam erst einige Jahre später in den Altarraum zurück. Zum 100-Jahr-Feier werden noch einige Dinge verändert, u.a. kamen die Platten in den Altarraum. Das Abendmahl-Relief, seitlich von Tabernakel, stammt aus dem einstigen Hochaltar und fand dort seinen Platz in Erinnerung an früher.“

Ja, ich bin auch der Meinung, dass man mit dem, was gemacht wurde, nicht besonders glücklich sein kann. Die auseinandergenommenen Teile des alten Altars, 1968 von schon erwähnten Friedrich Schötschel neu gemacht, sind sehr schön, aber unvorteilhaft platziert. Das Tabernakel steht auf einem kleinen Tisch rechts vom Altar, der Lesepult – links. Vorne an der Apsis-Wand sind drei Altarteile in Form eines Tryptychons angebracht, schmucklose Spanplatten, auf der mittleren die alte Christus-Figur aus der Entstehungszeit. Merkwürdig. Originell, aber merkwürdig. Genauso merkwürdig scheint mir der kleine, irdene Weihwasserbehälter, der wie ein polnischer Gurkentopf aussieht. Oder gar einer ist. Bevor ich mit meinen Recherchen fertig werde, werde ich noch ein paar solche bescheidenen Behälter sehen. Wir sind in der Uckermark, es ist ein armes Land. Gewesen.

Seelsorge in Hoffnungstaler Anstalten

Bevor Ulitzka mit dem nächsten Kirchenbau – Katholisches Pfarramt St. Marien in Biesenthal – richtig anfangen konnte, fand er 1905 die nächste wichtige Aufgabe, als in seinem Pfarrgebiet die Hoffnungstaler Anstalten Lobetal durch Pastor Friedrich von Bodelschwingh gegründet wurden.

Bodelschwingh, 1905 schon ein alter Mensch, hatte damals bereits die Verwirklichung mehrerer sozialer Projekte hinter sich, die allesamt nach dem Motto Arbeit statt Almosen organisiert wurden. Eine seiner letzten Gründungen lag in der Umgebung Berlins. In dem heute 15 km nördlich gelegenen „Hoffnungstal“ ließ er eine Arbeiterkolonie anlegen – eine Zufluchtsstätte und Herberge für die Obdachlosen der Hauptstadt. Die Arbeiterkolonie umfasste drei Dörfer: Rüdnitz, das alteingesessene Dorf, und zwei neu gegründete Dörfer, Lobetal und Hoffnungstal. (Sehr passende Namen. Lobe den Herren, meine Seele, lobe und verliere niemals die Hoffnung).

Unter den Bewohnern der Anstalt befanden sich sowohl Menschen evangelischen Glaubens als auch Katholiken. Ulitzka besprach die Lage mit dem Pastor von Bodelschwingh und übernahm die Seelsorge seiner in der Arbeiterkolonie weilenden Glaubensbrüder, unter denen auch viele Polen zu finden waren.

In Lobetal gab es ein kirchenähnliches Gebäude (heute: Verwaltungshaus), das zuerst eine provisorische Kirche in Berlin gewesen war, die Pastor Bodelschwingh nach Lobetal kommen ließ.

Dieses Haus diente vor allem als Ess-Saal, man hielt dort aber Gottesdienste ab und bei Bedarf wurde es auch als Leichenhalle benutzt. Dort zelebrierte Ulitzka einmal im Monat die katholischen Messen, bei großer Nachfrage auch auf Polnisch. Danach, als die neue evangelische Kirche gebaut wurde, fanden dort auch die katholischen Messen statt.

Die zweite Gelegenheit der Betreuung der Katholiken aus den Hoffnungstaler Anstalten bot sich auf dem Gut der Begründer der Bekleidungskette Peek & Cloppenburg. Sie stellten einen Pferdestall als provisorische katholische Kapelle zur Verfügung.

Alles schien bestens geregelt zu sein. Aber nein, ein unermüdlicher Kirchenbauer wie Ulitzka konnte nicht umhin, hier eine Kirche oder mindestens eine Kapelle bauen zu wollen. Er wollte, nein, er musste sie bauen! Das Geld wurde zusammengebettelt, auch Pastor Friedrich von Bodelschwingh spendete eine erhebliche Summe. Man wählte für den Neubau ein Stückchen Wald zwischen Rüdnitz und Hoffnungstal. Es gab bereits eine Baugenehmigung und man hat schon Bäume gefällt. Auf tausend Quadratmetern ragten nur Baumstümpfe empor. Es sah wie eine Wartehalle in einem Bahnhof aus, daher wurde es unter den Koloniebewohnern katholischer Bahnhof genannt.

Guido Hitze schreibt, dass Ulitzka hier seinen zweiten Kirchenbau errichtete. Der Text ist merkwürdig vage und irgendwie unwissenschaftlich, es fehlen genaue Angaben, wo und wann die Hoffnungstaler-Kirche gebaut werden sollte. Es gibt auch keine Fotos und keine Berichte über die Gottesdienste, die dort angeblich stattgefunden haben. Ich schrieb Frau Elisabeth Kruse an, die Pastorin der Lobetaler Kirche an und stellte die Frage: Gibt es eine katholische Kirche in den Anstalten? Hat es sie je gegeben? Am nächsten Tag rief sie zurück. Nein, eine katholische Kirche oder eine Kapelle ist in den Hoffnungstaler Anstalten NIE gebaut worden! Ich soll nach Lobetal kommen und mit Herrn Andreas Buntrock reden. Der würde es mir alles genau erzählen. Am nächsten Tag bin ich nach Lobetal gefahren. Ich habe mit Herrn Buntrock, dem emeritierten Diakon der Hoffnungstaler Anstalten und Kenner der Geschichte dieser Ortschaft, gesprochen. Ja, sagte er, Ulitzka wollte hier bauen, und von Bodelschwingh wollte es auch. Und trotzdem ist es nie dazu gekommen. Wieso? Das weißt man heute nicht mehr.

In der Chronik der katholischen Kirche in Biesenthal finde ich einen interessanten Eintrag: April 1985: Wiederaufforstung unseres Waldgrundstückes in Rüdnitz. Ob damit der katholische Bahnhof gemeint ist? Herr Buntrock sagte mir, dass es die alte Waldlichtung nicht mehr gibt.

Und so habe ich erfahren, dass eine Journalistin, die lediglich mit Menschen redet, manchmal mehr erfahren kann als ein Wissenschaftler mit ungehindertem Zugang zu allen möglichen Archiven und Bibliotheken.

Kirche in Biesenthal

Katholisches Pfarramt St. Marien
Bahnhofstraße 162
16359 Biesenthal

Eine wunderschöne Kirche, ruhig, schlicht, elegant. Auch sie ein Baudenkmal wie die Kirche in Bernau. Den Bau dieser Kirche begründete Ulitzka somit, dass in der Sommerzeit ca. 100 katholische Schnitter aus Polen in die Gemeinde kommen, um bei der Ernte zu arbeiten. Sie hatten Anspruch an einen würdigen Gottesdienst, den er, Ulitzka, ihnen doch auf Polnisch halten kann.

Pfarrer Horst Pietralla von Biesenthal erzählte mir, dass man Ulitzkas Spendenaufrufe für seine Kirchen nicht mehr hören wollte. Dann kam er auf eine erfolgreiche Idee. Ich werde, sagte er, eine barocke Kirche bauen. Dies hat geholfen, zumal seine Geldgeber und Spender aus dem Bayrischen stammten, wo man große Stücke von der barocken Kirchenarchitektur hielt. In Windeseile hat derselbe Architekt, Paul Überholz, der bereits in Bernau tätig war, eine neue Kirche entworfen und gebaut, eine der ganz wenigen barocken Kirchenbauten im Erzbistum Berlin. Pfarrer Beier sagte mir, dass die Salvator Kirche in Lichtenrade ebenfalls barocke Züge vorweist.

Die Biesenthaler Kirche wurde am 10. Oktober 1910 eingeweiht. Die Bänke, die Fußbodenplatten, die Farbgebung sind authentisch, aus der Bauzeit also. Dh. im Gegensatz zu der Kirche in Bernau ähnelt die Kirche sehr dem, wie sie zu Zeiten ihres Stifters ausgesehen hat. Sie ist auch sehr gepflegt und sehr gut besucht. Leider ist Pfarrer Pietralla, der kurz vor dem Kriege geboren ist und 1953 sein Abitur machte, der letzte Pfarrer in der Gemeinde. Ist er weg, wird die Kirche geschlossen. Schade, weil sie sehr gut besucht ist. Es kommen ca. 80 Personen zu Hochmessen, darunter etwa 20 Kinder. Es gibt 15 Ministranten (mehr Mädchen als Jungs!) und eine achtköpfige Blaskapelle, deren Chef Biesenthals Bürgermeister ist. Im wunderbar gepflegten Garten steht eine Campanile mit einer Glocke, die noch zu Ulitzkas Zeiten aus Hildesheim geliefert wurde, zuerst nach Bernau, dann nach Biesenthal. Da der Glockenturm aber für drei Glocken gebaut wurde, hat sich Pfarrer Pietralla um den Erwerb zwei weiterer Glocken bemüht. Mit Erfolg. Neue Glocken werden noch im Jahre 2015 eingesetzt. Sie waren nicht teuer, erklärt mir Pfarrer Pietralla, die kleinere kostete 3000 Euro, die größere – 5000. Mehr wird das Bestimmen der Glocken kosten, zumal sie auch mit den Glocken in der evangelischen Kirche abgestimmt werden. Pfarrer Pietralla betont dabei, dass die dafür ausgegebenen Gelder nicht für soziale Zwecke vorgesehen waren. Ich brauche diese Erklärung überhaupt nicht, sie ist für Kritiker gedacht.

In der Kirche gibt es einen wunderbaren Altartisch, der ebenfalls von Friedrich Schötschel angefertigt wurde. Seine Werke (u.a. Tabernakel und Taufbeckendeckel) hatte ich bereits in Bernau gesehen. In Biesenthal war er lange Zeit zwischen 1969 und 1986 tätig. Aus seiner Hand stammten nicht nur der Altartisch im schlichten Barockstil, der gut mit der Kirche harmoniert, sondern auch ein Vortragekreuz und das Kirchenportal. Auf der Innenseite des Portals sind Verse von Gertrud von le Fort und Rainer Maria Rilke in Kupfer eingearbeitet.

Pfarrer Pietralla stellt mir die Kirchenchronik zur Verfügung. Was wirklich rührt ist der erste Eintrag der Chronik: 25.3.1902: Am Fest Maria Verkündigung hält der Pfarrer von Bernau, Carl Ulitzka, den ersten katholischen Gottesdienst seit der Reformation in Biesenthal in einer Notkapelle. Als Notkapelle dient das Gartenhäuschen des Herrn Neumann in Biesenthal, Schulstraße 28. Die Laube bestand aus Stube und Küche. Der Trennwand wurde entfernt und so entstand ein Raum von 9 m Lange und 3 m Breite. Die Höhe betrug 1,9 m. Dies hat ein Maler festgehalten und das Motiv wurde als Postkarte und zugleich Bittbrief gedruckt:

Leider reichen die vorhandenen Mittel nicht aus, schrieb Ulitzka. Ich muß daher betteln, obgleich ich weiß, wie schwer es ist, und dass weite Kreise des Gebens müde geworden sind.

Der letzte Teil in ein paar Tagen