Z wolnej stopy 11

Zbigniew Milewicz

Krzipista na wierzbie

Fizycznie stanowili dokładnie swoje przeciwieństwo. Pokrzywdzony, Marcin B., przez dawnych kolegów szkolnych nazwany krupniokiem, z racji zawsze zaczerwienionej twarzy i krępej budowy ciała siedział naprzeciw chudego jak tyka, znacznie wyższego od siebie Józefa S., który miał być rzekomym sprawcą jego nieszczęścia. Pan mecenas Berezowski, o którym już TU wspominałem, próbował ich pogodzić, ale Marcin B. pragnął tylko jednego – zemsty.

Obydwaj przyjaźnili się od najmłodszych lat. Mieszkali w jednej ze wsi pod Mikołowem koło Katowic, razem chodzili do szkoły podstawowej, później Józek, bardziej znany jako Zefel, poszedł się uczyć na elektryka, a Marcin został na gospodarstwie, żeby pomagać ojcu. Łączyła ich miłość do muzyki, Zefel miał po swoim dziadku skrzypce i uczył się na nich grać w miejscowym domu kultury, Marcinowi rodzice kupili na urodziny akordeon, miał dobry słuch, ale brakowało mu cierpliwości do nauki. Instruktor w domu kultury robił, co mógł, żeby go do niej zachęcić, jednak uczeń był wyjątkowo oporny, więc w końcu odpuścili sobie obaj. Zefel natomiast, jak zaczęła się moda na regionalne kapele na Śląsku, wstąpił do jednej z nich i zaczął występować na różnych estradach, koncertach, weselach, jakieś pieniądze z tego były, stał się ulubieńcem dziewczyn w całej wsi i okolicach. Marcina z zazdrości o mało szlag nie trafił, ale w końcu jakoś się z tym pogodził. Tym bardziej, że Józek prywatnie pozostał sobą, skromnym, życzliwym chłopakiem, który nie wywyższał się nad innymi z tej racji, że został muzykantem. Na podtrzymanie starej przyjaźni podarował nawet Marcinowi taśmę magnetofonową z nagraniami śląskich pieśniczek w wykonaniu jego zespołu i ten chętnie jej słuchał.

Feralnego dnia nic nie układało mu się, jak należy. Wyjechał w pole traktorem, żeby przygotować kartoflisko do zbioru i zepsuła mu się maszyna. Jak ją naprawił, przyszła matka z wiadomością, że iluś tam ludzi odmówiło pomocy na polu. Wsiedli więc do ich rodzinnej Syrenki, żeby poszukać innych pomocników, ale był już tak zmęczony, że tylko jakaś dobra muzyka mogła go ożywić. Wsunął więc do radiomagnetofonu w pulpicie taśmę kapeli. Bezrobotni go ożywili, Na Ślonsk przijechali gorole jak zwykle rozśmieszyli, ale później zabrzmiała ta nieszczęsna Niedzieliczka… Była taka smętna, a te skrzypce Zefla tak zawodziły, że w momencie zasnął. Obudziło go mocne uderzenie w pień przydrożnej wierzby, jak spojrzał w górę, to wydało mu się, że krzipista Zefel siedzi na gałęzi i śpiewa: wczoraj była niedzieliczka, dziś jest smutny dzień, zabolała mnie głowiczka na cały tydzień, głowiczka mnie zabolała, oczkam sobie wypłakała, matusiu moja… Ale to był tylko szok pourazowy. Ani matka, ani on nie zapięli pasów, na szczęście jechali bardzo wolno, ze względu na wyboje w drodze i skończyło się na poobijanych głowach i kończynach, ale przód auta był zmiażdżony. Całą winę za wypadek Marcin przypisywał Zeflowi i chociaż najbliższa rodzina mu to odradzała, za podszeptem konkurencyjnej kapeli, postanowił wytoczyć mu sprawę sądową z powództwa cywilnego o odszkodowanie.

Prowadzenie sprawy powierzył mecenasowi Berezowskiemu, którego znałem, jako radcę prawnego w handlowym przedsiębiorstwie, w którym pracowała moja ś.p. mama. Prowadziła tam dział organizacyjno-prawny, a ponieważ było to dosłownie kilka kroków od gmachu prasy w katowickim rynku, zaglądałem do niej często. Któregoś dnia dowiedziałem się od Pana Mecenasa, o ile się nie mylę, nosił imię Maksymilian, że miałby dla mnie ciekawą obyczajowo sprawę i jeżeli chcę, to mogę w niej uczestniczyć. W ciemno kupiłem temat i poszedłem z nim do zespołu adwokackiego. Zaniedługo zjawili się Marcin B., alias Krupniok i Józef S., pseudo Zefel.

– Bez to, że tyn krzipista tak smyntnie groł, to żech zasnoł za kierownicom i dupnoł w drzewo i teroz jest mi winien za cało reperatura auta – powtórzył swój zarzut Marcin B.
Niedzieliczka opowiada o smutnym losie dziewczyny, która skarży się swojej mamie, że wyszła za mąż za pijaka i sadystę, który trwoni każdy grosz, takiej piosenki nie da się grać skocznie i wesoło, mógł jej nie słuchać, jak był zmęczony – odparł czystą polszczyzną Józef S.

Żadna strona nie dawała za wygraną. W tej sytuacji Pan Mecenas Berezowski zaproponował, żeby Józef S. odegrał na żywo ów utwór, abyśmy wszyscy słuchacze doświadczyli, jak on na nas oddziaływuje. Muzyk miał skrzypce ze sobą. Skinął głową i proszę sobie wyobrazić, że słuchając chyba dziesięciu smutnych zwrotek Niedzieliczki sam prawie nie zasnąłem, podobnie inni słuchacze. Zefel sprawnie posługiwał się instrumentem i śpiewał niezgorzej, ale jakoś tak zawodząco, że nic tylko płakać nad losem biednej dziewczyny, albo właśnie zasnąć. Poza powodem, pozwanym, Panem Mecenasem i mną, w tym całkowicie nieformalnym spotkaniu brało udział jeszcze kilku kolegów z zespołu. Jeden z nich, będąc po małym koniaczku, po odsłuchaniu utworu opowiedział nam następującą anegdotę:

Przychodzi skrzypek do lekarza internisty i narzeka, że kiedy gra na swoim instrumencie, to doznaje erekcji. Pyta, dlaczego tak się dzieje, medyk mówi, żeby zagrał i… stwierdza, że zauważa u siebie podobne objawy, ale powodów nie jest w stanie podać. Następują wizyty pacjenta u seksuologa i muzykologa, wszędzie koncertuje i wszędzie kończy się tym samym, ale dopiero muzykolog doznaje olśnienia i na pytanie „dlaczego”, wykrzykuje: wiem, bo pan grasz, jak pi…

Gruchnęliśmy zdrowym, żołnierskim śmiechem. Najgłośniej rżał krupniok, tylko Zefel sprawiał wrażenie jakby trochę urażonego, ale jak jego kompan w pewnym momencie oświadczył, że idzie z nim na ugodę, pod warunkiem, że ten go od czasu do czasu zabierze ze sobą na występy za kulisy, to lody stopniały. Pan Mecenas Berezowski był dobrym specjalistą prawa cywilnego i prywatnie dobrym człowiekiem, lubił godzić powaśnionych ze sobą ludzi, jeżeli widział, że jest ku temu szansa, choć finansowo często źle na tym wychodził. Jego zawodowi rywale zarzucali mu, że lubi posługiwać się w swojej pracy różnymi nieformalnymi metodami, ale czyż dobry cel nie uświęca środków?

Ilustracja pochodzi z utworu Wilhelma Ratuszyńskiego “Skrzypek”, zamieszczonego w Magazynie Twórczym “Polska Canada”.

2 thoughts on “Z wolnej stopy 11”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.