Jagielski vs Handke

…tej powieści nie da się przeczytać, ewo kochana, napisał Tibor na temat wpisu o utraconych obrazach, czyli powieści Petera Handke, zasypiam po trzech stronach; ale lubię jego pierwsze rzeczy, też próbowałem pisać o sporcie, np w 2006 roku.

Uwaga Adminki: Autor wcale nie pisze o sporcie, tylko o życiu codziennym w Niemczech 14 lat temu podczas organizowanych przez Niemcy mistrzostw świata w piłkę nożną. Sama też oglądałam te mistrzostwa, nierzadko w strefie kibica między Bramą Brandenburską a Kolumną Zwycięstwa, i zapamiętałam je zupełnie inaczej niż autor, czyli jako wesoły ruchomy uliczny festyn, który sprawił, że młodzi Niemcy mogli wreszcie bez wyrzutów sumienia poczuć się tak samo jak młodzi Francuzi czy młodzi Szwedzi, bo radosne święto młodej wieloetnicznej drużyny niemieckiej pozwoliło im odetchnąć i zapomnieć, że dźwigają na grzbiecie ciężar potwornej odpowiedzialności za to, co było. 

Tibor Jagielski

1

Jens Lehman z Arsenalu Londyn zapytany przez dziennikarzy, co myśli o czerwonej kartce w finale Ligi Mistrzów, zaśmiał się krótko i rzekł, że w ogole o tym nie myśli, bo nie ma czasu, gdyż zajęty jest przygotowaniami do mistrzostw świata; machnął jeszcze ręką i poleciał do Genewy, aby dołączyć do drużyny niemieckiej, gdzie jest pierwszym bramkarzem, po detronizacji, przez trenera Jürgena Klinsmanna, Olivera Kahna, co wywołało niemałą burzę w bundesrepublikańskim świecie piłkarskim.

Najbardziej wściekli się bawarczycy i ludzie z nimi związani; posypały się gromy na zbyt „amerykański“ styl pracy Klinsmana – „co on tam robi w tym San Francisco? Niemiec mu mało?“, a gdy na dodatek „Cesarz“ Franz Beckenbauer, po wymianie raczej delikatnych epitetów, obraził się i ostentancyjnie nabrał wody w usta, to spadły – o zgrozo! – akcje Adidasa.

Młody trener, nazywany zdrobniale “Klinsi“, jest jednak konsekwentny i nie daje sobie dmuchać w kaszę. Wyrzucił nawet gwiazdę (tak, to smutne, dziewczyny) Kuranyi’ego, który od pozowania przed kamerami zapomniał ostatnio, gdzie znajduje się bramka.

Tak więc powoli krystalizuje się jedenastka, z którą Niemcy wystapią na organizowanym przez nich turnieju. Bardzo możliwe, że na spotkanie z Costa Ricą wybiegną dwaj piłkarze pochodzenia polskiego, napastnicy, Lucas Podolski i Miroslav Klose.

Mózgiem drużyny jest niepodzielnie Michael Ballack z FC Bayern München – tegorocznego mistrza Bundesligi. O niebo inteligentniejszy od Kuranyi´ego, potrafił pogodzić intratne umowy reklamowe z zawodem piłkarza. Jest wielką nadzieją trenera Klinsmanna, mistrza świata z roku 1990. Last but not least: do obrony wrócił 33-letni weteran Jens Novotny i ma ustabilizować stosunkowo młodych i – uwaga – często ofensywnych obrońców.

Krótko mówiąc, Jürgenowi Klinsmanowi udało się zebrać ciekawą drużynę, którą bookmacherzy stawiają zaraz za Brazylią; bo gospodarzowi, jak wiemy, pomagają i ściany.

2

W Niemczech trwa dyskusja nad “no go areas”. Jedni ostrzegają – “aj, waj, u nas biją murzynów”, drudzy się oburzają – “a sam sobie winien, po co tu przyjeżdżał?”; jedni potakują, drudzy zaprzeczają. O co “biega”? Po prostu są okolice, miasteczka, czy dzielnice miast, gdzie pobyt osobom o innym kolorze skóry lub sposobie bycia, niż ogolone na łyso lub ostrzyżone na szczoteczke zakapiory – nie jest, mówiąc eufemistycznie, wskazany.

Wśród 1,5 miliona spodziewanych kibiców i turystów z niemałą ciekawością oczekuje się przybycia dwóch do trzech tysięcy polskich chuliganów.

Zwłaszcza minister spraw wewnętrznych, Wolfgang Schäuble, szukający już od dawna pretekstu do wprowadzenia Bundeswehry w kompetencje policyjne, liczy na to, że Prawdziwie Polscy Polacy i Niesamowicie Niemieccy Niemcy, zbratają się w znaku pałki i butelki, i tak dadzą ochroniarzom, oraz gliniarzom po dupie, że Angeli Merkel, kanclerzowi (kanclerce? kanclerzynie?) RFN nie pozostanie nic innego, jak wezwać na pomoc dywizję spadochronową.

Jak powiedział Gerhard Schröder, były piłkarz i kanclerz, a obecny specjalista od ruskich pierogów i rurociągów?: “piłka to nie jest zawód, to jest powołanie”.

W Berlinie przemalowano na piłkę nawet kopułę wieży telwizyjnej. Co ciekawe, nie na czarno-, tylko fioletowo-biało.

Dlaczego wybrano kolor fioletowy, było przedmiotem wielu rozmów i dyskusji wśród, i nie jedynie, mieszkanców niemieckiej stolicy.

Również design oficjalnej piłki tegorocznych mistrzostw wzbudził ożywioną wymianę myśli i opnii, nie tylko w piwnych ogródkach. Mianowicie: kawałki skóry, z których zszyty jest Najwiekszy Fetysz Kibica, przypominają ksztaltem… damskie podpaski.

Kardynalska purpura i higiena osobista?

Tak, powiedzmy otwarcie, dzis piłka wtargnęła wszędzie – do sypialni i do konfesjonału.

3

Dystrybutor oficjalnej maskotki mistrzostw “Goleo” (nawiasem mówiąc, bardziej przypominającej osła z ostatnich filmów Disneya niż lwa) wylądował w areszcie śledczym.

Powód? Defraudacja 20 milionów euro, z hakiem. Ma zresztą chłopak szczęście, że akurat papież jest w Polsce, bo prasa by go rozszarpała; a tak wylądował na drugich stronach tabloidów, koło prognoz pogody i horoskopów, co przeważnie oznacza, że dolepią mu z zawieszeniem.

Jedyna dzielnica w Berlinie rządzona obecnie przez purytanów, Reinickendorf (nawiasem mówiąc połową Berlina na poziomie komunalnym i w ogóle całym Berlinem, rządzą nadal – w koalicji z socjaldemokratami – postkomuniści) zabroniła transmisji meczów w stylu open air.

Powód? Zorganizowany protest mieszkańców, obawiających się brudu, smrodu i hałasu.

Podobno protest podpisali głównie Turcy, którzy porażki w kwalfikacjąch nie mogą jeszcze przeboleć.

Otworzono właśnie DEN GRÖSSTEN HAUPTBAHNHOF DER WELT (największy kolejowy dworzec centralny świata). Gdzie? W 25-milionowym Pekinie? W 15-milionowym Sao Paulo? W 12-milionowym Karaczi? A może w 10-milionowym Londynie? Nie: w 3,5-milionowym Berlinie; niezbyt skorzy do żartów mieszkańcy ochrzcili zaraz ten projekt imieniem BAHNHOF GRÖSSENWAHN (dworzec manii wielkości).

ACHTUNG! ACHTUNG!UWAGA! UWAGA! Kibice piłkarscy przybywający do stolicy RFN! Dobra rada. Wysiadajcie już na dworcu wschodnim i bierzcie taksówkę. Koniec zapowiedzi.Ende der Durchsage.

Natomiast turystom przybywającym tutaj w celach rekreacyjno-atletycznych dworzec centralny gorąco polecam. Bo na jakich to innym peronach tego świata można ciagnąć za sobą walizki dwa i pół kilometra, aż do nastepnego połączenia?

Dodam jeszcze, że architekt tego cudu strasznie się ostatnio zdenerwował i podał, co ciekawe, egipskie kierownictwo budowy, do sądu.

Przyczyna? Drobiazg. Obiekt wygląda inaczej niż projekt.

***
Co robią Brazylijczycy w Szwajcarii, każdy głupi wie.
Natomiast, że pierwsza drużyną, która przybyła do republiki federalnej jest Ghana – nie.
Pytają zawodnika, co ledwo wyszedł z samolotu, jak mu się w Niemczech podoba
(a leje właśnie i termometr wskazuje 12° C)? Zimno, odpowiada; dziennikarze potakują.

4

“Nigdy nie szpiegowałem kolegów”, zaręcza wytrawny reporter Wilhelm Dietl, który robił karierę agenta w enerdowskiej bezpiece (STASI) od 1982 do 1989 roku, a po roku przerwy do namysłu, kontynuuje ją od 1991 roku w erefenowskiej (BND) do dzisiaj. “Poza tym nie denuncjuję, tylko pracuję z calych sił dla dobra Ojczyzny”, podkreśla z naciskiem, głosem pękającym od patosu, łysawy i otyły mężczyzna pod czterdziestkę. Wzruszona tym patriotyzmem specjalna komisja parlamentarna decyduje się w swoim, już gotowym, raporcie donosy Dietla zaczernić, czyli utajnić. Samo życie.

Afera szpiegowska w świecie dziennikarskim (która, mówiąc nawiasem, w nawale ważniejszych wydarzeń, jak ciąża Angeliny Jolie, czy amok stolecznego wyrostka, który poranił nożem kilkadziesiąt osób w dziesięć minut – wylądowała podobnie jak autor Goleo, na dalszych stronach prasy) wykazała jedno: donosicieli nie brakuje.
“Często jesteśmy przepracowani z powodu nawału otrzymywanych informacji” przyznał szczerze przed kamerami Dietrich Urlau, szef Federalnej Służby Wywiadowczej.

***
Pojechałem do knajpy na na piwo.
Na ekranie (6 x 3 m) Niemcy trenują z Luksemburgiem (7 : 0).
A komu ja tak w ogóle kciuki trzymam, pyta jakiś ciekawski?
Meksyk, odpowiadam. Skrzywił się, jakbym mu piołunu do kufla wrzucil, a ja dalej, że mogą dojść do półfinału, na co on się jeszcze bardziej krzywi, bo nie może pojąć, że można kibicować drużynie niejako z drugiej ligi i na dodatek nie własnej; chwyta kufel i wędruje, klnąc pod nosem “scheiss Pollacke” (zasrany Polaczek), na przeciwległą stronę baru.

W drodze powrotnej o mało nie dochodzi do wypadku. Cztero- czy pięcioletni brzdąc wjeżdża mi swoim, napędzanym silnikiem elektrycznym, pojazdem prosto pod koło – hamulce do dechy, uff… udało się. Oburzona babcia wymachuje parasolką (na krótko przestało padać) i wrzeszczy po niemiecku z rosyjskim akcentem, “ihr verdammten Fahrradfahrer (przeklęci rowerzyści)!”

Tłumaczyć, że droga rowerowa nie jest piaskownicą, byłym mieszkańcom Karagandy, Kujbyszewa czy Nowosybirska przestałem już dawno. Rzucam tylko „Paszla won, bljad prakljata!“ Naciskam pedały i zmykam.

Jeśli pogoda się utrzyma –  stawiam na Anglików.

5

Najważniejsze obecnie pytanie: czy, ostatnio lekko kontuzjowany, Michael Ballack wybiegnie dzisiaj na mecz sparringowy z Japonią i strzeli goru*? Tylko trzy pozycje w drużynie niemieckiej – Lehmann w bramce, Podolski i Klose w ataku – są obecnie bezdyskusyjne; o inne trwa nadal walka.

W spotkaniu z Luksemburgiem dobrze zagrał w pomocy Sebastian, zwany poufale “Schweini” (świnka) Schweinsteiger. Także Oliver Neuville, który po paru latach przerwy wrócił do reprezentacji, nieźle odgrał rolę reżysera i uwieńczył ją dwoma bramkami.

Tymczasem, na zakąskę, oglądam dwa mecze na raz, Czesi – Kostaryka, no i… zgadnij kto koteczku**?

Jak powiedział Chrystian Skrzyposzek***? Słynny mecz Kolumbia – Jamajka  zakończył się po dziesięciu minutach; Kolumbijczycy wciągnęli wszystkie linie, a Jamajkańczycy wypalili całą trawę, he, he. Kto tak się śmiał? Jasne, Stachu…

Ale tu już minut dziewięćdziesiąt. Wszystkim mnie żal. Oj, to nie dobrze! Porażka i to jaka. Patrzę na zegar: 91 minuta.

Nawet Chicquita**** zaczyna przepraszać, że kibicuje Kolumbii, nalewa sobie Coca-Colę, demonstracyjnie podrzuca “wielkie, niebieskie oczy” i dodaje, że zaraz “strzelimy” trzeciego.

Touché.

Zamawiam drugie piwo*****, odwracam oczy na ekran – bramka.

Czuje wzrok na karku: Chicquita zezuje w moim kierunku. A ty małpiszonie, ty deskorolko, cholero jedna, mówię sobie w myślach, a głośno – sauber******.

Piję strzemiennego i wracam do domu na tarczy*******.

Kostaryka skóry Czechom nie sprzedała tanio. Wyglada na to, że drużyna niemiecka będzie się musiała napracować, ale jak powiedział Klinsi********, ten orzech jest do zgryzienia! /muszę przerwać, bo zaczyna się mecz Niemcy – Japonia*********.

To be continued

—————————————————————————————————————–

*) jap. bramka, gol

**) Polska – Kolumbia 1:2

***) Jeden z najlepszych, po Przybyszewskim i Gombrowiczu, pisarzy polskich w Berlinie XX wieku; patrz też: Tibor Jagielski “Od Przybyszewskiego do Skrzyposzka. Pisarze polscy w Niemczech współczesnych”, 2003, Berlin.

****) wlaścicielka knajpy z teleścianą Sony (szaleństwo!)

*****)”Schultheiss”, berliński pilzner, 0,33 litra, zaw. 4,9% alk; najmniejsza i najtańsza butelka w knajpie (bo moja rodzina pochodzi z polskiego Glasgow, Poznania, stolicy Wielkiejpolski).

******) niem. czysto.

*******) tym razem na piechote.

********) przed miesiącem w San Francisco, Kalifornia, U.S.A.

*********) wynik 2: 2; pomogły gwizdy po zero dwa, no i kondycja Japończyków.

6

“Ciągle pada! Asfalt ulic jest już mokry jak brzuch ryby”, śpiewały Czerwone Gitary, gdy polska jedenastka odnosila sukcesy w Niemczech, dawno, dawno temu, w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Gadocha, Szarmach, Lato! Dejna, Kacperczak! Gorgon i Szymanowski, Tomaszewski. No i o wielu innych, a przede wszystkim, przez nas wszystkich kochany czarodziej piłki, Włodzimierz Lubański.

Monachium, 1972 i Lipsk 1981* – to byly mecze graniczne pewnej futbolowej epoki. Rozmarzyłem się. Jak mówił Adam Asnyk**? Daremne żale, próżny trud… minionych czasów żaden cud nie wróci do istnienia.

W Prusach pada, a w Holandii natomiast leje się strumieniami jenever, bo rozpoczął się sezon śledziowy, wielkie święto ludowe. Przyslowiowa potencja zawodników Oranje w tej skromnej i niepozornej rybce ma podobno swe źródło.

Najpierw szklanka piwa, nóż naostrzyć, śledzia sprawić***, do tego tylko cebula, szczypta soli, pieprzu i … niebo w gębie! A na deser kieliszek kminkówki.

Franz „Cesarz“ Beckenbauer w wywiadzie dla berlińkieego Tagesspiegel stwierdza, że Niemcy są kwitnącym krajem, tylko niestety piłka nożna rozwija się nie w tym co trzeba kierunku. Poza tym apeluje dyskretnie do holów i zakapiorów, aby przynajmniej w okresie mistrzostw nie bili murzynów, bo to by było mu nie bardzo na rękę.

***
W sprawie dystrybucji biletów:

Wszystkie miejsca zajęte! – B.Z.
Na trybunach będą luki – tagesspiegel
Stadiony będą puste – tageszeitung

Zobaczymy.

___________________________________________________________________________

*) Polska – Wegry 2:0; NRD – Polska  2:4

**) bardzo ceniony w Wielkiejpolsce, a w innych częściach kraju przez nudziarzy, pisarz

***) jak sprawić śledzia, patrz: Tibor Jagielski „Mleczak i inni. Kuchnia mórz i oceanów. Od Szczecina do Szanghaju.”; roz. VII Śledzie, Dziwnówek, 1999

7

W Düsseldorfie legalna demonstracja NPD (partii neonazistowskiej); 300 neonazi przeciwko 3000 kontras; pomiędzy 1000 policjantów, a dookoła dwa razy tyle. No i… zaczyna się: kogoś pałują, lecą butelki i kamienie; falanga rusza, jak wilki u Jacka Londona na stado karibu; ze setka ludzi ląduje w sukach; niektórzy (i niektóre) mogą iść do domu – sześćdziesięciu wiozą do aresztu.
Sceny myśliwskie z Nadrenii-Westfalii.

Niemcy spodziewają się 150 tysięcy kibiców z Polski, w tym dwa do trzech tysięcy skorych do rozróby. Jesteśmy gotowi, oświadczył Hans-Jürgen Mörke, dyrektor brandenburskiej policji, każdego naszego chuligana mamy pod okiem, a jedyną niewiadomą są chuligani zagraniczni, nie tylko, ale glównie z Polski. Powolano wszystkie rezerwy i podwojono stan osobowy.
Specjalnie do zadan związanych z mistrzostwami świata przydzielono 1500 policjantów i 4 plutony oddziałów szybkiego reagowania. W każdej chwili możemy te liczbe podwoic, stwierdza w Poczdamie spokojny i pewny siebie Mörke,  a poza tym, dodaje, jestyśmy tylko krajem tranzytowym na drodze do zaglebia Ruhry.

Wyglada na to, że 14 czerwca w Dortmundzie  w bramkach będą stali Lehman i Boruc. drużyna niemiecka pokazała w meczu z Kolumbią (3:0), że też jest gotowa na przyjęcie gości, podczas gdy Polacy w meczu z Chorwacją(1:0) ciężko poprawiali nadszarganą reputację.

Leje i zimno; dla rozgrzewki obserwuję olimpiadę szachową w Turynie. Wygrywa Armenia; na trzy rundy przed końcem Ormianie pokonali największego konkurenta, Chiny( 2,5: 1,5 ) i wyprzedzają go o dwa punkty.

A tymczasem utonął, podczas regat Ocean Race dookoła Wielkiej Brytanii, 32-letni Holender Hans Horfevoest, wielka legenda żeglarska. Fala zmiotła go za burtę (a nie miał nawet kamizelki ratunkowej), sterowanego komputerem, wysokiego na 21 metrów monstrum z tworzyw sztucznych i stali; tego jachtu-potwora, który sunął z szybkością trzydziestu węzłów i zaczął zawracać dopiero po dziesięciu minutach; w każdym razie za późno…

Pozostawił żonę przy nadziei i córkę.

Sport to mord.

Też.

***
Podobno Aztecy mieli takiego fisia na tle piłki, że grali nawet jak Hiszpanie stali już u wrót Tenochtitlanu (dziś Mexico City), a drużynie, która ten mecz przegrała – z całą pompą na ołtarzu na szczycie piramidy wyrwano serca. Zdarza się.

W telewziji niemieckiej wywiad z dziarskim młodzieńcem wszechpolskim: “Naszym celem jest rekatolizacja Europy” ogłasza na tle monstrualnego, płonącego w czerwonawym świetle reflektorów, krzyża ten nasz nowy, już rodzimy Cortez, czy Pizarro.
Laboga! Znowu krucjata! Wracają stosy? Auto da fe? Hiszpańskie buty?
A może ogniem i mieczem?
A może… by tak te zapędy konkwistadorskie skierować, na przyklad, na murawę?
Smolarkowi przydałby się jeszcze kto do pomocy.

8

Dziewiąta; poniedziałek; i na dodatek zielone świątki – dzień w Niemczech wolny od pracy; pięć dni do rozpoczęcia mistrzostw.

Wyciągnąłem z lodówki sledzia i butelkę jeeneveru.

Za tych co na morzach i oceanach.

Ledwo strzeliłem w kopyto – wyszło slońce! Zakąszam – biją dzwony!

Włączam stację StarFM; najczęstsze wypadki przy seksie? Zwichnięcie nadgarstka, he, he.

Na warszawską paradę równości udają się również byli ministrowie rządu Claudia Roth i Wolfgang Beck, Joanna d´Arc i Ulrich von Jungingen zielonej sceny politycznej.

Mimo ciężkiej porażki na Placu Czerwonym Wielki Mistrz Beck nie poprzestaje na podstępnych knowaniach i kreciej robocie, tylko wsiada na motocykl i mówi, nach Warschau! A za nim zmotoryzowana chorągiew odzianych w skóry i łańcuchy Krzyżaków.

Po ptasiej grypie – inwazja na Warszawę lesbijek i gejów z Niemiec!
Nic Wszechpolakom, nic Purchawkom, nic Kaczorom nie będzie oszczędzone.

Polska, kiepska tragedia jest jednocześnie niezłą komedią; trafimy znowu do telewizji w programie nocnym, pocieszam się, piję na drugą nogę, gaszę radio, otwieram drzwi na balkon i słyszę walca.

Oj, mocny ten jeenever, myślę zrazu, ale nie, muzyka leci do mnie, to ślepa dziewczynka z katarynką, grająca stare piosenki berlińskie, ustawila instrument pod lipą, a jej młodszy brat z napięciem patrzy w okna. Troche się rozmarzyłem (jeenever?), ale jak to idylla? Nie trwa długo.

Nagle: „Scheisse!“ – jeb! łubudu! trzask!

To  Niesamowicie Niemiecki Niemiec, sąsiad z dołu, zaczyna wrzeszczeć i trzaskać oknem. Myślałem już, że to z mojego powodu, ale to tylko muzykanci (mały gra czasem na organkach), zakłócili jego spokój.
Ciekawy typ patologii; regularnie szpieguje i denuncjuje.
Na balkonie ma umocowany karmnik; a słowika, który siadał na brzozie, przepędził, bo mu spać nie dawał.

Arbeit macht frei.

***

Pod Berlinem powstaje mały, złożony z kontenerów, obóz koncetracyjny, a Burkhard Hirsch z FDP (wolni demokraci) obawia się głośno, czy aby on tam już na zawsze nie pozostanie. Szykuje się tam również specjalne klatki dla opornych wladzy wykonawczej, tudzież autobusy, które transportować bedą te klatki (a w nich tych, którzy „mieli pecha nie mieć” obywatelstwa niemieckiego), w trybie ekspresowym do granicy lub na lotnisko.

Ordnung muss sein.

Po poł godzinie słońce znika; znów 10-12° C.
Ekwadorczycy kazali sobie przyslać z Quito specjalne kombinezony termostatyczne.
A drużyna niemiecka zajęła siedzibę w zamożnej dzielnicy willowej zachodniej części Berlina, Grunewaldzie; co ciekawe – jedyną drużyną, która obozuje na terenie bylego enerde jest Ukraina (sic!) w Poczdamie (sic!). Zabawnie to na mapie wygląda.

Jedem das seine.

9

Na mecz otwarcia mistrzostw z Kostaryką nie wybiegnie, lekko kontuzjowany w łydkę, Michael Ballack tylko Tim Borowski. Jak powiedział napastnik drużyny, tak, niemieckiej. Lukas Podolski? Podczas meczu z Polską porozumiewamy się tylko po niemiecku.
Count down; w bloku naprzeciwko wisi pięć flag niemieckich i jedna rosyjska (na 60 mieszkań); zobaczymy jak się sytuacja rozwinie.

Zastanawiam się, co ja mógłbym powiesić, gdybym już wieszać musiał?

Raz, dawno, dawno temu, na pierwszego maja w Szczecinie niosłem w pochodzie chorągiewkę węgierską, którą zrobiłem sam podczas zajęć praktyczno-technicznych klasy IV b w szkole podstawowej (nomen-omen) 69 na Niebuszewie, hm…
Dziadka w Wehrmachcie miałem, więc mógłbym rozwinąć i niemiecką, hm…
Mesykańskiej nie wywieszę, bo to mój konik, a o takich sprawach się milczy, hm…

Trynidad i Tobago!

Cool & megageil, a sąsiadka zzielenieje z zazdrości.

Kto tym razem na murawie poszarżuje, pomiesza szyki?

Może Ghana? Albo Ekwador, he, he.

Z innej beczki: świętuje się zabicie zakapiora-terrorysty Zarkawiego, natomiast fakt, że Mogadiszu, a tym samym cała południowa Somalia, wpadła w ręce islamistów, przemilcza. A tymczasem opanowali oni teren wielkości Polski i zmusili do ucieczki sprzymierzonych ostatnio z koalicją antyterrorystyczną, warlords (chrześcijan i animistów) gdzie pieprz rosnie.

Oj, chyba tę wojnę przegramy, boys!
Bo to Wietnam do kwadratu.

***

Ballak zagra jednak w meczu z Kostaryką. Wyszedł wściekły przed kamery i kazał się dziennikarzom od łydki odczepic.
Statystycznie na jednego piłkarza wypada dziesięciu dziennikarzy, a na jednego kibica dwóch stróżów ładu i porządku.
Cztery godziny przed meczem, blok naprzeciwko; przybyły dwie nowe flagi niemieckie (łącznie 7) i jedna… holenderska.

Arriba muchachos!!!

10

Niemcy – Kostaryka dwa jeden do przerwy; mecz, jak na otwarcie, nawet niezły.

Sąsiad z dołu, NNN, wystrzelił cały magazynek rakiet świetlnych; dobrze, że żaden helikopter nie leciał – mieszkamy mianowicie przy lotnisku.

W niektórych oknach bloku naprzeciwko są nawet dwie flagi; prym wiodą Niemcy z Syberii, którzy między staranie pielegnowanym geranium umieścili ze dwa tuziny chorągiewek, a dwa czarno-czerwono-złote sztandary flankują ten festiwal patriotyzmu.

Loggie tureckie są puste i nieme; zawzięty to naród, nadal przeboleć nie mogą porażki w eliminacjach.

Kismet.

***
Miro Klose strzela drugiego gola; Niemcy prowadzą w 62 minucie 3:1.

Tylko jedna rakieta z dołu – chyba magazynek się skończył.

Między Bramą Brandenburską a Kolumną Zwyciestwa w centrum Berlina – 10 tysięcy ludzi; skromnie.

Trzech podpitych Anglików chce wziąć taksówkę – taksówka ich nie chce.

Koniec końców lądują w areszcie; sędzia już czeka.

Wynik? Remisowy; mogą iść do hotelu, ale mają zakaz wstępu na stadiony i tzw. eventy. Na dodatek aresztowano pięciu kieszonkowców z Albanii i już siedzą w klatkach. A tymczasem Czope strzela bramkę kontaktową.

Arrribaaa!!!

Nie, 4:2; ładny strzał Schweinsteigera, który, wraz z Timem Borowskim, przejął w tym meczu rolę Ballacka (nawiasem mówiąc, Maradona który robi za eksperta w kabinie telewizji argentyńskiej, zamówił dwie kawy z… kofeiną!) Dzisiaj wieczorem w Gelsenkirchen, w Nadrenii-Westfalii, gra Polska z Ekwadorem, a jutro maszerują tam neofaszyści. Co ciekawe – mimo sprzeciwu burmistrza, policji, i wielu innych organizacji, Sąd Najwyższy Republiki Federalnej zezwolił na tę demonstrację dziwnej ligi Niesamowicie Niemieckich Rodzin.

Wot, diemakracja; pożywiom – posmotrim.

Banzai!

P.S.

A  może wywieszę jaką flagę?

P.S. P.S.

Umarł, w wieku lat sześćdziesięciu, Drafi Deutscher, niezły szansonista niemiecki („Marmor, Stein und Eisen bricht, nur unsere Liebe nicht…“)

Zdarza się.

P.S.P.S.P.S.

Wykrakałem, Ekwador górą!

11

Hiszpanie nieźle dali popalić Ukrainie; 4:0.

Godzina przed meczem Niemcy – Polska.

33° C; dwadzieścia więcej, niż przed tygodniem; pięciu owiniętych we flagi wsiada do autobusu; co ciekawe – w bloku naprzeciwko zniknęła w ostatnich dniach większość chorągwi niemieckich. Dlaczego? Strach tchórzów NNN przed tchórzami PPP ( zdanie bardzo prywatne). Zostały na balkonach (brawo za odwagę Niemcy z Syberii)  tylko dwie.

No i ta jedna, rosyjska – ten wspaniały znak kontynuacji na naszym (i nie tylko) kontynencie: Lenin-Stalin-Putin…

Hiszpański sędzia gwiżdże – zaczęło się.

Sąsiad z dołu oczywiście też flagę zwinął (sic!), ale już po pierwszym strzale Miro Klose rzucił petardę; znak dla swoich towarzyszy (przedwczoraj faszyści, wczoraj komuniści, a dzisiaj… jak ich nazwać? Po prostu sukinsyny?) z naprzeciwka.

40 minuta; mecz kiepski, brutalny.

Przerwa; strzelają pistolety, lecą petardy; ale skromnie.

W centrum Berlina, przed ekranami pomiędzy Bramą Brandenburską a Kolumną Zwycięstwa, 150 tysiecy kibiców, czyli dwa razy tyle, co na stadionie w Dortmundzie.

65 minuta; Ballack fauluje Jelenia; dwie minuty później – Bak fauluje Ballacka; remis, w brutalności.

78 min.; czerwona kartka dla zawodnika polskiego; rakiety szybują w niebo; NNN z dołu rzuca jedną petardę, zaraz drugą…

94 min…

Jutro – wetten das? – dziesięć flag.

Przed meczem, po i w trakcie?

Zwyczajne sceny myśliwskie, te, które dzieją się w obecnie Nadrenii-Westfalii już opisałem; a co z tego wyniknie, też.

Rezultat? Tymczasowy? 2006/6/14 godz. 23:07?

Dwustu aresztowanych Polaków tylko w Dortmundzie i pięćdziesięciu w ucieczce przed policją, która depcze im po piętach. Jak mawiał Heinrich Heine?

Denk ich an Deutschland in der Nacht,
da bin ich um den Schlaf gebracht.

Jedna dziewczyna spadła z balkonu (5 pietro), ale żyje, bo na drzewo.

12

Pan Bóg ulitował się nad naszą, ludzką, głupotą i zesłał burzę na Dortmund, która skuteczniej rozgoniła stojący krótko przed ogólną bijatyką tłum, niźli wszelkie policyjne kohorty razem wzięte.

Trzeba przyznać, że Wszechpsychiatra naszemu gatunkowi łaski, od lat już tysięcy, nie skąpi; obojetnie jaka monstrualna zbrodnię lub głupotę byśmy popełnili, obojetnie na jaki szalony pomysł byśmy nie wpadli – ON uśmiecha się tylko dobrotliwie i niczym Święty Mikołaj wyciąga kolejną szansę ze swojego, bezdennego zda się, worka historii.

Niespodziewanie słaby występ Ukrainy znalazł swoją przyczynę: żaby i komary. Potomkom narodu Bohdana Chmielnickiego, który niegdys znad Donu na czajkach docierał do Złotego Rogu (i to nie tylko w celach handlowych) rechot kradnie sen, a brzęk – forme.

Zapytano kiedys radio Erewań, czy jest jakiś sposób na pluskwy?
Tak – polubić.

Swoją drogą wielu ludzi narzeka w tym roku na komary i trochę się nawet z tego nabijałem, dopóki nie dopadł mnie jeden taki osobnik – uslyszalem tylko krótkie zzzzt i … bestia wbiła mi się w policzek! Wyrwałem gościa – komar, nie komar. Wracam do domu, wkladam bandytę pod mikroskop (ruski, na pchlim targu za 10 złotych) – komar, ale jakiś inny, zagraniczny. Taki komar turbo; a nasze, o krwia mać!, do niego, to jak fiacik do merca.

A flagi przestałem liczyć.

Arriba!

13

Powoli zbliża się francuskie Tour de Tortur.
W tym roku już bez Lance’a Armstronga, ale nadal z Janem Ulrichem.
Niestety, kolarstwo tak jak i piłka, zdają się słabnąć z roku na rok.

Tymczasem niedźwiedź brunatny zwany Bruno, który od pół roku wędrował bez paszportu przez kraje przyalpejskie, Słowenię, Włochy, Austrię i Niemcy, został (po dwumiesięcznym pościgu) zastrzelony.

„Odetchnęliśmy z ulgą” mówi burmistrz (burmistrzowa? burmisterka?) Hermenegilde Müller, mieszkanka Bawarii, która wynajmuje pokoje alpinistom, narciarzom i zwykłym śmiertelnikom z całego świata. Straty wynikłe z całej hecy tylko w jej gminie ocenia na pół miliona $, “przede wszystkim rodziny z małymi dziećmi skasowały urlopy”, dodaje, ocierając pot z czoła, zażywna pięćdziesięciolatka przy kości.

“Zastrzelimy strzelca!”, odgrażają się Zażarci Zwolennicy Zwierząt na swoich forach internetowych, zapomniawszy na krótko o delfinach, fokach i wielorybach.

No cóż, niejedna poduszka nastolatki była tej nocy mokra od łez, a ja – przyznać muszę – miałem sen koszmar. Śniło mi się, że jestem w raju. Słonko świeci, pszczoły brzęczą, zioła pachną, leżę sobie na polanie i studiuję chmury. A tu nagle cień na mnie jakiś dziwny pada i widzę, że zbliza się do mnie niedźwiedź, staje na tylnych łapach, paszczę otwiera i mówi:
„Ukraina, po finałowym zwycięstwie nad Hiszpanią, zostanie mistrzem świata i Blochin ogoli się na łyso, a wkrótce po tym, zostanie prezydentem, wypowie wojnę Polsce i ją wygra. Tobie wlepią 48 za jeżdżenie bez dzwonka, a murzyna, którego skatowali na Kurfürstendamm policjanci, za to że przeszedł ulicę na czerwonym świetle, powieszą publicznie przed Reichstagiem, podczas gdy Wolfgang Thierse na znak protestu zgoli brodę“.

W oddali słyszę jakby helikopter.
Niedźwiedź wyciąga łapy, chwyta mnie za ramiona, zaczyna trząść, a jego pełna klów morda zbliża się do mojej twarzy:
„ Wstawaj psiawiaro!“

Budzę się zlany potem; siódma; zaczęli strzyc trawę pod blokiem.
Biorę prysznic i zjeżdżam na dół po gazetę.

Malarze przy pracy (jeżeli to można pracą nazwać to ich certolenie się z pedzelkami po kątach, picie piwa w kiosku, przerwy na niezwykle ważne rozmowy telefoniczne, tudzież dyskusje nad każdym metrem zamalowanej powierzchni – w czwórkę (sic!) pomalowali wczoraj korytarz o powierzchni 40 m² – jak za komuny!), a Niesamowicie Niemiecka Niemka o włosach w kolorze gallenschwarz-hämatomrot-pissgelb, przechodzi obok mnie w pogardliwym milczeniu i zadzierając nosa. Na prawym ramieniu ma wytatuowany drut kolczasty, a na lewym ma bliznę, charakterystyczną dla amatorek tatuażu zawiedzionych uczuciowo; malarze witają ją wylewnie i rubasznie; ogólne zbratanie.
Podobno jest to patriotyzm.

14

Wracam z zakupów do domu i przechodzę obok placu zabaw.

– Spóźniłaś się o jedną minutę – mówi Niesamowicie Niemiecki Turek z dzieckiem na ramieniu do swojej żony, która biegła od przystanku autobusowego, a wiatr targał ją za wlosy, jakby ją chciał zatrzymać na miejscu. Starannie przystrzyżony wąs, wypomadowane włosy, Rolex na ręce, Opel na parkingu (z lewej choragiewka turecka, z prawej niemiecka), na balkonie wielka flaga (niemiecka).

No comments.

Muszę przyznać, że założyłem dzisiaj czarne spodnie, czerwony sweter i narzuciłem żółtą kurtkę rybacką, bo popaduje. I tak, chcąc-nie chcąc, stalem się żywą flagą republikańską, co pojąłem dopiero, kiedy, obficie oflagowane auto, wymijając mnie, krótko zatrąbiło, a sąsiad z dołu na mój widok zzieleniał i zatrzasnął drzwi balkonowe.

15

Deutschland – Rest der Welt 8:2.
Teraz kolej na Argentynę.
Spotkany przypadkowo, znajomy Niemiec pyta:
„Czy jesteście źli, że z nami przegraliście?”
Poczatkowo nie rozumiem, o co mu chodzi, ale powoli świta mi w głowie (choć od meczu Beckenbauer – Listkiewicz minęły już dwa tygodnie) – pluralis majestatis!
Wolfgang (tlum. pol. Wilczy Krok), bo tak ma na imię, chorągiewek co prawda nie wiesza, ale z dumy to prawie pęka.

Pierwsza polowa dogrywki; Argentyna rozpoczyna; Julio Cross zostaje po 10 sekundach skoszony; mecz jak się zaczął, tak się kończy; nieźle się walą po kościach ci nasi bohaterowie murawy. Postanowilem nie pojechać do Chicquity na piwo. Głównie z powodów alkoholowo-patriotycznych.

Wyglada na rzuty karne; w ciągu całego meczu Argentyna miała dwie dobre minuty

PRZERAŻAJĄCE!!!

Niemcy nie lepsi.

Nawiasem mówiąc, wybuchła sensacja i Jan Ulrich nie pojedzie tegorocznego Tour de France. Elektroniczni władcy stadniny zareagowali na hiszpańską aferę dopingową i wycofali niemieckiego zawodnika (razem z jego kolegą, Ivanem Basso) z wyścigu pięć minut przed dwunastą.

N.N., siedmioboistka enerdowska, mówi w wywiadzie,  jak zrobili z niej mężczyznę i jeszcze jej wmówili, że to fajne, jak jej wyrośnie mały kutas.

Stachanowcy strzykawki, bękarty z Sachsehhausen i Ravensbrück, ich hiszpańscy, ba, brazylijscy, czy czort wie go kumple – ONI, bo o nich mówi, nadal piastują wysokie funkcje, bo są świetnymi fachowcami w sprawie dopingu, a ich kolejne ofiary wegetują jako wraki na krawedzi spoleczeństwa, ogarnięte zmową milczenia.

Nietety i w Niemczech pachnie czasem dziwnie z doniczek na balkonie, o czym obszernie pisał np Heine, który znad Elby przeniosł się nad Sekwanę. Grunt to wygrać – olimpiadę zimową, mistrzostwa świata Formuły 1; zwycięstwo, Nike, która nas prowadzi na szczyty ekstazy, vae victis?

I tak to, wraz z sukcesami drużyny niemieckiej w tym turnieju rośnie w Niemczech patriotyzm, a Angela ”Angie” Merkel, zasiadając na trybunach stadionów, zbija punkty na następne wybory do Bundestagu.

Natomiast Franz “Cesarz” Beckenbauer” w helikopterze w drodze z Lipska do Frankfurtu, podpisuje kolejną umowę reklamową za mierne dwieście tysięcy zielonych.

16

Natomiast pani Beckham była bardzo zmartwiona; to koniec pewnej ery i pozostanie jej tylko pisanie dalszych ksiażek, nadal nie przeczytawszy jednej do końca.

Ciekawe, czy Podolski kopnie Zidane w jaja, jak odgrażają się blokersi na boisku koło jeziora, gdzie przed ćwierćwiekiem obroniłem wszystkie strzały i na dodatek sam strzelilem jednego gola – sic transit gloria mundi! Dzisiaj nie kuśtykam jeszcze o lasce, ale po paru minutach huśtawki ze szczeniakami mam schnauzevoll.

Jaki tytuł pojawi się na frontpages naszych ukochanych mediów?

Wir sind Weltmeister!?

Kurczę blade! To chyba najnudniejsze mistrzostwa świata mojego życia; przyznam szczerze, że parę razy zasnąłem, pomimo tytanicznych wysiłków, przed telewizorem, a raz miałem dziwny sen, że Ameryka Poludniowa się obudzila – ale to ja budzę się i co widzę? że szkopy i żabojady betonują i ani samba, ni tango, tylko czasami ordynarne mordobicie.

Mecz się skończył, a na boisku? Wojna; w mordę i nożem, gdyby był…

Czego tu wymagać od fanów, holów, zakapiorów?

Poszedłem kupić karpia i kawałek suma w hali targowej i ułożyłem wiersz:

Ryba od głowy śmierdzieć zaczyna.
Podobno u Polaka ta sama przyczyna,
że najpierw dostaje umysłowej sraczki,
A potem wybiera na przywodców kaczki.

Skandal w turynskim Juwentusie? HE, HE, HE…

Podobno Włosi tacy honorowi, a Ukraina gra tylko dla forsy, usłyszałem od jednego, ubranego w trykot drużyny niemieckiej firmy adidasa (ca. 50 euro), młodego idioty, który ciągle zapomina, gdzie postawił samochód. Pycha narodowa kłębi mu się dosłownie z porów, a zatacza kółko w poszukiwaniu swojego pojazdu. Tę scenę trzeba by sfilmować.

Natychmiast po powrocie znad jeziora, gdzie złapałem parę płotek i karasi na jutrzejszą zupę wegierską halasle, rzuciłem się w wir robót kuchennych: placek drożdżowy z owocami, kapuśniak po krzyżacku, łosoś atlantycki saute, ser harzeński po grecku, ogórki na małosolne nastawić, wystarczy?
Piwo i wino schłodzić, wódeczkę zamrozić i palce lizać.

W ten, i tylko w ten sposob postanowiłem wytrzymać do końca tych mistrzostw.

Bis zum bitteren Ende.

Czasami wiatr przynosi zapach lip i włączam pieśni Schuberta; czy wiecie, że mam pokój z widokiem na więzienie? Bywa.

17

Za piętnaście minut rozpocznie się w Dortmundzie mecz Niemcy – Włochy; połowa balkonów oflagowana, no proszę.
Włączam radio.

Ulice puste, czasami przemknie autobus, a w nim parę zagubionych postaci.
Między Bramą Brandenburską a Kolumną Zwyciestwa hymn z prawie miliona gardeł.
Berlin dzisiaj, wieczór czwartego lipca i miliardy modlą się do obrazu ze stadionu na całym świecie.

Kult! Kult! Kult!

Dwudziesta druga minuta – Podolski strzela piętnaście metrów ponad bramką.
A Włosi już pięć razy na spalonym, no ładnie – tunel panowie!
“Schneider! Mach dein Tor, mein Junge!“ woła rozentuzjazmowany komentator Deutschlandfunk….
Nie, do przerwy zero – zero.
Tak, tym razem nos mnie nie zawiódł.
Materazzi! Takiego nazwiska wymyśleć nie zdołasz, Lahm!
Kulawy na materacu, he, he, he.
Na brodę Proroka! München – Allah!

W przerwie układam wiersz:

Ostry atak satyry

Pan Kaczor był chory i leżał na worku.
I przyszedł pan doktor – Co ci jest kaczorku?
– Ach! Trójkąt weimarski w gardle ością stoi
A szwabski humor zołądek rozstroił.

Oj, biedny kaczorek, wśród orłów i sępów,
Rekinów politycznych, kagebeagentów!
Przestraszył się Angeli, przestraszył Chiraca
– dostał rozwolnienia, poci się i zwraca.

Ostry atak satyry, orzekł doktor madry
I zalecił pół litra i wędzone flądry.
Poza tym polecił nie opuszczać stawu,
A ten wiersz natychmiast skończyć.

Wrócę jednak do prozy – stało się, Niemcy za burtą legendy, trawestuję tu tytuł pewnej powieści.
Nad Berlinem wisi niesamowita cisza – es ist aus, vorbei.
Berneński cud się nie powtórzy; ogólny płacz i zgrzytanie zębów, vae victis!
Pozostał pojedynek pokonanych.

Włosi mistrzem świata? Kto by pomyślał, że tak daleko, tak przecież przeciętni, makaroniarze zawędrują.
Wyznam szczerze, że piłki nożnej mam po dziurki w nosie.
Przede wszystkim tej, którą widziałem na tym turnieju.
Chyba ustąpię ze stanowiska szpiega murawy i poświęcę więcej uwagi szachom.

18

Miesiąc Dziecka w Dorosłym dobiega końca.
Powoli czas na bilans.
Mistrzostwa te były pod wieloma względami rekordowe:

1)      ilość kibiców wszelkiej maści
2)       kompletny brak nowych talentów oraz idei w grze
3)      wysoki poziom piłkarzy w kopaniu osób i przedmiotów za wyjątkiem piłki
4)      zarobków mafii, którą nazywają FIFA.

Ruszyły one trochę Niemców, którzy są z natury raczej sztywni i, nie obrażając, kwadratowi.
W pizerii, której właścicielem jest Turek, wybito okno; ale ogólnie jest elegancja francja i restauracje włoskie otrzymują tylko telefony z pogróżkami, na których się kończy.

Dziewczyna, która spadła na drzewo, nabawiła się tylko siniaków, bo miała, szczęście w nieszczęściu, nieźle w czubie. Natomiast menadżer Juventusu przy skoku przez okno tyle szczęścia nie miał i zamiast za kratki, trafił do szpitala.
Denuncjator Dietl zarabia nadal kapusiowaniem, dzień w dzień, miesiąc w miesiąc, rok w rok, na nastepny milion $.

Niedźwiedzia Bruno wypycha się właśnie, aby postawić w muzeum (tylko jeszcze nie wiadomo jakim, bo, tak, Włosi zgłaszają pretensje).

Właśnie informują, że śledź atlantycki jest na wymarciu, a kraby z Kamczatki opanowały pół Norwegii; podobno nawet smaczne, ale mi nie przechodzą jakoś przez gardło.

W mojej dzielnicy Berlina, Reinickendorf, gdzie powstały ostatnio dwa meczety, jest już obecnie trzeci w budowie; natomiast zlikwidowano dwie fontanny (w tym jedną przed samym ratuszem) i zamknięto jeden (ostatni) sex shop; zamiast sklepu rowerowego mam teraz studio tatuażu; jak zapalę przez nieuwagę na ławce fajkę, to gonią mnie przez pół miasta świeżo upieczone służby ochroniarskie firmy T&S, uzbrojonej tylko (na razie?) w pałko-latarki i kajdanki, jak Steve’a McQueena w “Alcatraz”; jeśli włączę głośniej muzykę, to zaraz przyjeżdża na światłach i syrenie policyjne Überfallkomando, natomiast jeśli molo w porcie nad jeziorem płonie przez pół nocy, albo komuś poderżną gardło – to nikt nic nie wie. Czeski film.
Najlepsi policjanci świata, bo za takich się Niemcy uważają, szykują się teraz do Konga.
Wymarzone pole dla satyry?

10 thoughts on “Jagielski vs Handke”

  1. Tiborze, przed chwila dziabnal mnie komar, taki jakis “dukacik austro-wegierski”, dosc spory!
    I tu musze zacytowac Ciebie, gdyz ubawilam sie setnie Twym opisem, mysle, ze wiadomo juz tez skad on, bo chyba to ten sam, (jesli go wtedy nie utlukles):
    “Wracam do domu, wkladam bandytę pod mikroskop (ruski, na pchlim targu za 10 złotych) – komar, ale jakiś inny, zagraniczny. Taki komar turbo; a nasze, o krwia mać!, do niego, to jak fiacik do merca”.
    Super!
    No i juz mi nic wiecej nie pozostalo, by sobie ten globetrotter wreszcie ode mnie odpuscil, jak zacytowac znow tylko Ciebie:
    “Paszla won, bljad prakljata!“
    No, a jesli juz idzie o pilke, to
    jest okragla i sie strasznie kreci,
    i tyle jej w Twym wpisie tu bylo, ze zakrecilo mi sie w glowie, mysle, ze doczolgam sie jednak jakos do lozka.
    Wiadomo…”baba”.
    T.Ru
    🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣

  2. merci, ale jak mozna twierdzić, że sie demonstruje pokojowo, jesli sie przy tym depcze mrówki (i nie tylko), kochana tereso?
    to byl jeden z moich pierwszych wpisów na żywo na polskim blogu, ktory, niestety wyladowal w jakiejs czarnej dziurze na amen;
    znajomy, daleki, opowiadał kiedys, że był na sympozjum poetyckim (hotel z widokiem na adriatyk, pito ostro) w byłej jugosławii i zorientował sie po pewnym czasie, ze jest jedynym, ktory nie posiada pistoletu, co nawet doprowadzilo do kpin (“co to za poeta bez pistoleta”); on jednakze nie dał sie wyprowadzić z równowagi i odparł, ze od kiedy ma obstawe, to przestał pisać;

  3. No zatem te komary, te, mrówki, te pistolety poetów, te nasze wizyty w instytucjach, które z ducha pisowskie, a zatem be i fuj, a my tam jednak idziemy, bo… Ta nasza niezbywalna obłuda intelektualistów, którzy wszystko potrafią zracjonalizować… O naszym współuczestnictwie i jednoczesnym strojeniu się w piórka niezłomnego opozycjonisty. O tym chcę pisać we wpisie na czwartek. Czyli jeśli macie przemyślenia lub przykłady, to piszcie natentychmiast… Będziemy ich wszystkich szarpać. I nas samych też.

    1. Jednak nie w czwartek, tylko zapewne sobotę albo w niedzielę, ale zaniedlugo wejdą na tapetę intelektualna obłuda i hipokryzja, czyjaś i własna, oj, jak własna…

      1. no, nasza,, ta domowa i ta nabyta w niewidzialnych miastach;

        BELO DUGME I CZARNE DZIURY

        Co zbroiłem nie pamietam, bo wpadł w szał i prawie mnie zabił;
        wielokrotnie starałem sie sobie przypomiec,
        co takiego nabroiłem ( a przyznam, broiłem niezle),
        ale nie jestem w stanie.
        Szok musiał byc silny i wymazał mi pamiec.
        Nie wiedziałem co sie dzieje, tak jakbym wypadł z czasu, czarna dziura.
        Miałem tez cholerne szczescie, bo wtedy wielu z mojego pokolenia zabito tak sobie
        ( nauczycielki zabijały uczniow, ojcowie synow, niemowlaki wylewano z kapiela i.t.d.)
        Trwały straszne saturnalia konca lat 60 – tych.,
        czasu kiedy wieszano i za kradzież kiełbasy,
        a cena jej byla 40-ci i cztery.
        Co mnie trzymało przy życiu?
        Chyba tylko piosenki,.żyłem od przeboju do przeboju.

  4. Oj Kochani, ogolnie biorac, dobrze mi z Wami
    na tym blogu…
    Dziekuje.😍😍😍
    Badzmy ze soba, i niech miedzy nami bedzie dobrze, cieplo, nawet, jesli ktos mialby o czyms inne zdanie.
    A te ciezkie czasy, ciagle
    “z innym widokiem na to samo morze”, chyba nie opuszcza nas, jako narodu nigdy…
    Czlowiek w tym “krotkim dniu zycia”, jakos juz tak ma, ze albo sie ciagle najwiekszym absurdom (np.teraz jak i wczesniej za czasow PZPR) poporzadkowuje, albo jesli tylko moze i umie, to walczy, lub nie robiac nic, ciagle narzeka.
    Czyli mamy takie opcje do wyboru, bylaby tez czwarta, moze tzw. tolerancja, ale to juz inna bajka…
    Oj, nielatwa to sprawa, bo kazdy na swoj sposob na zycie,
    czesto zadziwiajac innych,
    wlasnie ta swoja innoscia..
    (w kazdym tego slowa znaczeniu).
    Sciskam Was bardzo serdecznie.
    Teresa

  5. Tiborze,
    ciezko po przeczytaniu,
    podziwiam wiec Twe poczucie humoru, czesto dosc swoiste, ale jakze naogol rafne..
    Dziekuje..
    T.Ru😉😉😉

    1. wer einmal aus dem blechnapf frass…, droga tereso,
      niebuszewo, dzielnica szczecinska w ktorej wyrastalem, byla niezlym tyglem spolecznym i kulturowym, przy czym poczatkowo duza role odgrywali polacy pochodzenia zydowskiego (n.p. na swieto szalasow zbijano na moim podworku
      szope w ktorej swietowano uroczyscie, ale skromnie,po 1968 to zniklo,
      tak jak znikl wtedy wrobelek elemelek);
      za rogiem byly dzikie pola, zarosniete gruzy zmiecionej z powierzchni ziemi dzielnicy, koniec cywilizacji;

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.