Z domowego aresztu (6)

Zbigniew Milewicz

Szlakiem kadrówki

Kończąc poprzedni odcinek, odczuwałem pewien niedosyt. Po pierwsze Sprawa Cywińskiego miała swoje polityczne tło, które pominąłem, a po drugie niewiele napisałem o jej głównych postaciach, koncentrując się na relacji ze zdarzenia i jego prawnych konsekwencjach.

Sytuacja polityczna w Polsce po zamachu majowym w 1926 roku przypominała z grubsza współczesną*, rządząca Sanacja, skupiona wokół Józefa Piłsudskiego, miała zaciekłych wrogów, przede wszystkim w obozie Narodowej Demokracji. Za jej trzyletnie rządy (1923 – 1926), kiedy to sekowani byli piłsudczycy, władza umiała się zemścić. Za nieprawomyślność, nawet z błahego powodu można było trafić do Twierdzy Brzeskiej, lub obozu koncentracyjnego w Berezie Kartuskiej, założonego w 1934 roku, według niemieckiego, nazistowskiego wzorca. Można się było tam dostać nawet na podstawie decyzji administracyjnej. Narodowcy padali również ofiarami zabójstw ze strony przedstawicieli władz, ale to już odrębny temat.
Natalia Olszewska, w artykule p.t. Trzecia władza w obronie Marszałka, zamieszczonym w pierwszym numerze Wiadomości Historycznych z 2018 roku, pisze m.in.:

Pojawił się nawet pomysł, aby umieścić Cywińskiego w Berezie Kartuskiej. Ostatecznie nie trafił do Berezy, a do aresztu śledczego, gdzie poczekał na proces sądowy w związku z oskarżeniem o obrazę Narodu. Władysław Studnicki, kontrowersyjny międzywojenny publicysta i polityk, miał pisać w liście do Edwarda Rydza-Śmigłego: „przeciwko Cywińskiemu […] ma być wytoczony proces o obrazę Narodu, proces bez należytych podstaw prawnych, bo trzeba chyba bizantyjskiego służalstwa sądu, aby uznać że obraza pamięci Piłsudskiego, jeżeli nawet miała miejsce, jest obrazą Narodu Polskiego”. Żadne słowa ani protesty nie mogły uchronić Cywińskiego przed odpowiedzialnością karną. Formą nacisku na sędziego była permanentna obecność na sali rozpraw wileńskich oficerów. Zresztą jak pisał w swoich wspomnieniach Stefan Glaser, sędzia Przybyłowski nie potrzebował żadnych form nacisku. Traktował docenta Cywińskiego, którego stan zdrowia był opłakany, w sposób wprost ohydny. Podobnie nieprzyzwoicie odnosił się do obrońców, mówiąc do nich zawsze podniesionym głosem i co chwila odbierając im głos. Zwłaszcza nie wolno było wspomnieć o fakcie bicia oskarżonych.

Mocodawca napadu na dziennikarzy, gen. Stefan Dąb-Biernacki, nie był wilniukiem. Pochodził spod Warszawy, z ziemiańskiej rodziny i miał rolnicze wykształcenie. Na studiach związał się z ruchem niepodległościowym, należał do Polskich Drużyn Strzeleckich, później była podchorążówka, zdobył odznakę oficerską, tzw. Parasol i poszedł na wojnę. Można powiedzieć, typowy początek kariery wojskowej legionisty. W I Brygadzie Legionów Polskich, walczących po stronie Austro-Węgier, dowodził kompanią, później batalionem 1 a następnie 3 pułku piechoty, I wojnę światową ukończył w stopniu kapitana. Od listopada 1918 roku służył w Wojsku Polskim; w wojnie polsko-bolszewickiej wykazał się dużą odwagą, miał sporo żołnierskiego szczęścia i wygrywał na polu walki, zyskiwał więc coraz wyższe uznanie w oczach przełożonych. Wojnę ukończył w randze pułkownika, na stanowisku dowódcy 1 Dywizji Piechoty Legionów. Za udział w walkach otrzymał Order Wojenny Virtuti Militari III, IV i V klasy, Krzyż Kawalerski i Krzyż Złoty. W ślad za tym przyszły następne awanse; po odbyciu kursu wyższych dowódców, w wieku 33 lat, został mianowany generałem brygady a po zamachu majowym Piłsudskiego w 1926 roku, w którym czynnie uczestniczył ze swoją dywizją, przeniesiono go do Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych w Warszawie. Marszałek musiał pozytywnie ocenić jego stołeczną służbę , skoro w styczniu 1931 roku awansował go do stopnia generała dywizji i powierzył funkcję inspektora armii z siedzibą w Wilnie.
W GISZ generał Dąb-Biernacki miał wiele do powiedzenia m.in. w sprawie modernizacji polskiej armii. Ponieważ był zaciekłym wrogiem wszelkich nowinek z Zachodu, często skutecznie torpedował plany zakupu i produkcji nowoczesnych broni, nieodmiennie powtarzając, że polska piechota i kawaleria poradzą sobie z każdym wrogiem.
Po śmierci Józefa Piłsudskiego w 1935 roku, Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych został generał, a później Marszałek Edward Rydz-Śmigły, który o wojskowych kwalifikacjach Biernackiego musiał mieć równie dobre zdanie, co jego poprzednik, ponieważ latem 1939 roku powierzył mu największy i najważniejszy polski odwód – armię Prusy, liczącą 7 dywizji piechoty i 1 brygadę kawalerii. We wrześniu 1939 roku, na skutek nieudolnego dowództwa została ona szybko rozbita przez Niemców, a Dąb-Biernacki rejterował się ucieczką z pola walki, co miało miejsce 5 września pod Piotrkowem Trybunalskim. Dotarł do kwatery naczelnego wodza i przekonał go, że klęska nastąpiła nie z jego winy, a żołnierza, który …nie chciał się bić. Marszałek Rydz-Śmigły uwierzył mu i zlecił następne, odpowiedzialne zadanie, dowództwo Frontu Północnego, nowo powołanego związku operacyjnego. Decyzja ta była prawdziwym zaskoczeniem dla członków sztabu, uważali, że taki dowódca nie powinien dalej pełnić funkcji, tym bardziej na wyższym stanowisku, ale naczelny wódz postanowił inaczej. W dniach od 22 do 27 września miała miejsce bitwa pod Tomaszowem Lubelskim, w której Front Północny załamał się pod wspólnym natarciem wojsk niemieckich i sowieckich, a wróg wymusił kapitulację. Generał ponownie porzucił walczące oddziały, podpisanie kapitulacji zlecił jednemu z dowódców podległych mu armii, a sam w cywilnym przebraniu uciekł w stronę węgierskiej granicy.
Udało mu się przedostać do Francji, jednak generał Władysław Sikorski odsunął go, jak większość piłsudczyków, od wszelkich funkcji w Armii Polskiej na Zachodzie. Został umieszczony w obozie oficerskim w Cerizay, dla „nieprawomyślnych” i „sprawców klęski wrześniowej”, skąd po upadku Francji delikwenci ewakuowali się na własną rękę do Anglii. Umieszczono ich tam na wysepce Bute, u zachodnich wybrzeży Szkocji, w Samodzielnym Obozie Rothesay, który miał wśród wojskowych opinię karnego. W obozie agitowano przeciw generałowi Sikorskiemu, a przewodniczył spiskowi Dąb-Biernacki, za co w październiku 1940 r. stanął przed polskim Sądem Polowym w Londynie. Został uznany winnym popełnienia zbrodni kierowania spiskiem antyrządowym, za co zdegradowano go do stopnia szeregowca i skazano na cztery lata pozbawienia wolności… w brytyjskim więzieniu. Ze względu na rzekomy zły stan zdrowia po roku wyszedł na wolność i zajął się pszczelarstwem w Irlandii, później miał farmę w Walii, czyli wrócił do wyuczonego zawodu, na którym się pewnie lepiej znał niż na wojskowości. Zmarł w 1959 roku w Londynie i tam został pochowany.
W generalicji II RP miał na ogół złe opinie, acz nie negowano jego dużych zasług z wojny polsko-bolszewickiej, zarzucano mu jednak, że był bezwzględny i brutalny wobec podwładnych, zarozumiały i nadmiernie pewny siebie. Pycha i tupet szły w parze z zawziętością w zwalczaniu ludzi myślących inaczej, czym narobił dużo szkody w wojsku, bo usuwał z armii bardzo wartościowych oficerów. Nie był lubiany w wojsku, nierówny w stosunkach służbowych i nietaktowny, chętnie wykorzystywał stanowisko dla osiągnięcia korzyści materialnych.

Stefan Dąb-Biernacki miał dwoje dzieci, Zofię i Józefa. W czasie II wojny światowej obydwoje walczyli w szeregach Armii Krajowej. Zofia, ps. „Jagienka”, przeżyła okupację, „Józek“ poległ 8 sierpnia 1944 roku na Woli. Nie zawsze jabłka padają blisko jabłoni, jedni powiedzą, że szkoda, inni, na szczęście.

Wikipedia, Stanisław Cywiński opuszcza gmach sądu po rozprawie

O ofiarach Stefana Dąb-Biernackiego wiemy dużo mniej. Stanisław Cat-Mackiewicz, prawnik, pisarz i redaktor dziennika Słowo w Wilnie tak mówił o Stanisławie Cywińskim:

To był jeden z najszlachetniejszych i najbardziej krystalicznych ludzi, jakich znałem w życiu. […] Poznałem go, gdy byłem uczniem w gimnazjum Winogradowa w Wilnie, a on nauczycielem języka polskiego. Było to w roku 1911. Cywiński był niezdolny do żadnego kłamstwa. Był on hiperentuzjastycznie nastrojony do swej pracy, do swoich obowiązków patriotycznych. Pamiętam, jak kiedyś rozpłakał się na lekcji, gdy myślał, żeśmy nie docenili znaczenia nauki języka polskiego w gimnazjum rosyjskim.

W czasie wielkiej wojny, gdy Wilno znalazło się pod okupacją niemiecką, Cywiński pracował po 17 godzin dziennie. Był wtedy zastępcą dyrektora polskiego gimnazjum, prócz tego wykładał na zorganizowanych wyższych kursach. […] Wtedy Cywiński miał poglądy tzw. niepodległościowe i był zwolennikiem Piłsudskiego i Legionów. Pod koniec wojny jednak zmienił poglądy. Od czasu zamachu majowego stał się wyraźnym wrogiem Piłsudskiego.

W wyniku napadu kadrówki Stanisław Cywiński stracił lewe oko i miał połamane żebra. Wileński intelektualista, który poza pracą naukową na Uniwersytecie im. Stefana Batorego, zajmował się publicystyką, zasiadł na ławie oskarżonych obok Aleksandra Zwierzyńskiego, naczelnego redaktora i wydawcy Dziennika Wileńskiego. Niestety, nie udało mi się dociec, który Sąd Okręgowy rozpatrywał tę sprawę, jedne źródła podają, że warszawski, inne optują za wileńskim. Trzeci z pobitych, dr Zygmunt Fedorowicz, zastępca naczelnego, uniknął sądu, po dwóch dniach pobytu w więziennym szpitalu został zwolniony do domu. Zwierzyński był znaną osobą, poza działalnością wydawniczą wcześniej, przez trzy kadencje zasiadał w loży poselskiej, piastował funkcję wicemarszałka Sejmu i należał do ścisłego kierownictwa Stronnictwa Narodowego. Podobnie Zygmunt Fedorowicz, w okresie tzw. Litwy Środkowej lud Wileńszczyzny wybrał go do Sejmu Wileńskiego. Został jego wicemarszałkiem i to przede wszystkim dzięki jego usilnym zabiegom ziemia wileńska, bez żadnych dodatkowych warunków została włączona w skład Państwa Polskiego. Był również dyrektorem Gimnazjum Zygmunta Augusta i kuratorem oświaty oraz radnym z ramienia Stronnictwa Narodowego.
Naczelny redaktor Dziennika Wileńskiego otrzymał wyrok uniewinniający od zarzutu zniewagi narodu polskiego, Stanisław Cywiński odsiedział podobno w sumie tylko pięć miesięcy z zasądzonych osiemnastu, ale niedługo cieszył się wolnością. Po zajęciu Wilna przez Armię Czerwoną w 1939 roku został aresztowany, po kilku dniach NKWD wypuściło go zmaltretowanego na wolność, po czym bolszewicy zabrali go ponownie. Był wtedy już w podeszłym wieku i mocno schorowany, zmarł w szpitalu więziennym w Kirowie, w marcu 1941 roku. Daleko do hodowli pszczół mieli także dwaj pozostali. Aleksander Zwierzyński – jeden z przywódców polskiego państwa podziemnego w czasach okupacji – był sądzony i skazany w moskiewskim procesie szesnastu, który odbył się w czerwcu 1945 roku. Po odbyciu kary wrócił do Polski i żył w wielkiej biedzie. Zmarł w 1958 roku. Natomiast Zygmunt Fedorowicz był podczas okupacji delegatem okręgowym rządu na kraj w Wilnie. W 1944 roku, po powtórnym zajęciu miasta przez bolszewików, został aresztowany i wywieziony do łagrów, spędził w nich wiele lat, ale przeżył. Wrócił do Polski w 1955 roku.


* Czytelników zainteresowanych porównaniem sanacji i obozu dobrej zmiany zapraszam do ciekawego artykułu Daniela Patrejki, z 31 marca b.r. w portalu Publicystyczny.pl: A czemu nie okólnik?

5 thoughts on “Z domowego aresztu (6)”

  1. A ja o pandemii. Statystyka zachorowań (i śmierci) w Niemczech pokazuje, że na tzw. Wschodzie jest znacznie mniej przypadków corony. Badacze wiją się jak piskorze, próbując wytłumaczyć, dlaczego tak jest, nie mówiąc tego, co każdy z nas, zwykłych ludzi wie natychmiast: bo mieszkańcy tzw. Wschodu są biedniejsi, nie jeżdżą więc na narty, nie kłębią się na alpejskich stokach i w barach, a zatem nie przywlekli pandemii, którą, nie wiadomo, może wyprodukowali, a może tylko spowodowali Chińczycy, ale, jak wszyscy wiemy, po Europie rozwlekli narciarze, a więc wcale jeszcze nie tak starzy przedstawiciele klasy zamożnej.

    1. “ale, jak wszyscy wiemy, po Europie rozwlekli narciarze”
      no, nie wszyscy, ale turystyka i rekreacja niezle sluza temu niezwykle inteligentnemu (patrz: ilosc mutacji) wirusowi;
      dobrym przykladem jest tu los hotelu na wodzie pod nazwa diamond princess, takiego aresztu zycze tylko moim wrogom;

  2. Wielkie dzięki za komplement tiborowi, a admince za wytarganie za uszy młodych narciarzy, jako stary narciarz, korzystający jeszcze z nart Pana Bujaka z 1934 roku, czekam od kilkudziesięciu lat na możliwość zjazdu z Gubałówki, ale póki co wszyscy mnie wyprzedzają 😉

  3. O aktualnej sytuacji w kraju, w którym za Komuny było możliwe to, co dziś (6 maja 2020 roku) jest niemożliwe:
    Opis zdarzenia znalazłam na FB u Danusi Starzyńskiej Rosieckiej:

    21 stycznia 1967 roku ulicami Warszawy na trasie między urzędem pocztowym przy ulicy Ordynackiej a Galerią Foksal przeszedł niecodzienny pochód. Ośmiu listonoszy w mundurach pocztowych w eskorcie milicji niosło ogromny 14-metrowy list zaadresowany do Galerii Foksal. Autorem happeningu “List” był Tadeusz Kantor, uczestnikami (oprócz wymienionych listonoszy i milicji) artyści i krytycy galerii: Zbigniew Gostomski, Edward Krasiński, Wiesław Borowski, Mariusz Tchorek, Maria Stangret i Anka Ptaszkowska.

    “Partytura opierała się na sztuce zaprzyjaźnionego z Kantorem francuskiego dramaturga Henri Galy-Carlesa pt.„L’enveloppe” [„Koperta”], „sztuki w jednym akcie, na podstawie dzieła plastycznego Tadeusza Kantora”. W galerii, pomalowanej na czarno i ledwo oświetlonej oczekiwali zgromadzeni widzowie. Co pewien czas odczytywano przez megafon (napisane wcześniej) komunikaty reporterów, zdających sprawozdanie z przebiegu pochodu. Kiedy listonosze wnieśli list do galerii, z magnetofonu odtworzono taśmę z głosem Galy-Carlesa czytającego swoją sztukę. Był to monolog zrozpaczonego bohatera, który otrzymał tajemniczą kopertę. Ta z niewiadomych przyczyn rosła na jego oczach, wzmagając w nim poczucie nieokreślonego zagrożenia i przyprawiając go na koniec o szaleństwo. W tym czasie zgromadzony w galerii tłum rzucił się na list i rozszarpał go na strzępy.

    Zgodnie ze swoją koncepcją sztuki Kantor użył w tym happeningu „gotowych elementów”, obejmujących przedmioty (list), ludzi (milicjanci, listonosze), procedury i rzeczywiste sytuacje (doręczanie i odbiór listu). Pozbawił je neutralnego charakteru, powiększając jeden z elementów – list – do nienormalnych rozmiarów. „Koperta”, podobnie jak inne opakowania: torby, paczki to przedmioty szczególnie nurtujące Kantora, związane z koncepcją „ambalażu”. Można w happeningu znaleźć też echa idei „wystawy na poczcie”, w której Kantora interesowało istnienie przekazu w stanie zawieszenia, pomiędzy nadawcą a odbiorcą.

    Wywrotowy charakter tego wydarzenia, jak i innych działań Galerii Foksal, polegał nie na wypowiadaniu konkretnych treści politycznych, ale na tworzeniu sytuacji niejednoznacznych, za przyzwoleniem władzy, która zdezorientowana, traciła kontrolę nad przekazem. Chociaż Kantor unikał jawnych treści politycznych, w ówczesnej sytuacji ogromny list eskortowany przez policjantów i listonoszy, kojarzył się z cenzurą. Było to pierwsze działanie Galerii Foksal, które odbyło się częściowo poza murami galerii, w przestrzeni publicznej”.

    Powyższy opis akcji Kantora pochodzi ze strony internetowej Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

    Akcję odtworzyła w 2011 r. Gosha Macuga. U Macugi gigantyczny list, niesiony przez ośmiu listonoszy był zaadresowany do Galerii Zachęta.

    6 maja 2020 r. rekonstrukcji akcji Kantora dokonała grupa artystów: Marta Czyż, Magda Drągowska, Michał Frydrych, Karolina Grzywnowicz, Kuba Rudziński, Julia Minasewicz, Jan Możdzyński, Yulia Krivich, Weronika Zalewska oraz Paweł Żukowski. List był adresowany do Sejmu.

    Według uczestników cała akcja została skonstruowana in lege artis z obowiązującą ustawą epidemiologiczną. Wszyscy uczestnicy nosili maseczki, byli rozstawieni w odstępach większych niż 2 metry. Byli w trakcie wykonywania czynności zawodowych, wykonując odtworzenie performance’u w oparciu o oświadczenie dostarczone przez Fundację Bęc Zmiana. Sanepid nałożył na dwójkę artystów administracyjne kary finansowe w wysokości 10 tys. złotych na osobę.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.