Jeden fioletowy kwiatek

Wpis miał się nazywać Alcalá de Henares, bo chciałam pisać o rocznicy urodzin Cervantesa, a pisarz się tu właśnie urodził, w tej najpiękniejszej części starego Madrytu (na zdjęciu Casa de Cervantes). Od co najmniej trzech miesięcy było zapisane w kalendarzu, że dziś będzie wpis na ten temat. Niestety zniosło mnie na manowce…

Ewa Maria Slaska

28 września 1547. Urodziny Cervantesa. Dobrze liczę? 470 lat? Nie ufam sama sobie, ale excel, który szybciej liczy niż kalkulatory, potwierdza. 470 lat temu urodził się jeden z najsłynniejszych pisarzy na świecie.

To się tak łatwo mówi. Najsłynniejsi pisarze na świecie. Tacy naprawdę najsłynniejsi… Już o tym TU kiedyś pisałam. Zresztą TU też. Najwyraźniej to jakiś mój problem, ten światowy kanon lektur i lista najważniejszych pisarzy.

Zdumiewa mnie zawsze, jak jest ich niewielu w tej pierwszej dziesiątce, która się nam automatycznie nasuwa, chyba nie ma ich nawet dziesięciu. Homer jakieś 2800 lat temu, plus minus, nie bądźmy drobiazgowi. Cervantes. Szekspir urodzony w roku 1564, małe pokolenie później niż wielki Hiszpan. Dante, 1265, trzysta lat przed Szekspirem, Goethe, Proust, Tołstoj, Joyce… to już całkiem niedawno, prawie nasi rówieśnicy… Ośmiu. Jeśli zacznę teraz dodawać innych, to będą oni z innej półki, i równie dobrze mogę zacząć robić listę ośmiuset.

Ilu z nich jeszcze tak naprawdę czytamy? Ilu z nich ja tak naprawdę czytam? Wyrwana ze snu, odpowiedziałabym, że lubię Homera, ale tylko Odyseję, bo Iliady nie lubię. Odyseję w tłumaczeniu Parandowskiego czyli prozą. Czytałam ją wiele razy. Ale kiedy ostatni raz? Dziesięć lat temu, jak sądzę, a przecież mam książkę w domu, pod ręką i uważam, że jest świetnie przetłumaczona.

Dante? Tu gorzej. Pewnie tak naprawdę jakieś 30 lat temu, a może nawet 40. Oczywiście pomijam kartkowanie w poszukiwaniu cytatu, co mi się zdarza często, zwłaszcza nieustannie szukam tych nieszczęsnych Niemców, którym się od Dantego oberwało i nazwał ich żarłocznymi – Tedeschi lurchi (znowu musiałam poszukać!), ale nie czytam, bo tłumaczenie jest okropne, staroświeckie, niezrozumiałe… Za to wciąż namawiam różnych młodych zdolnych, żeby studiowali włoski (starowłoski) i przetłumaczyli Dantego na miarę naszych czasów.

Szekspir. No tu przynajmniej mogę z ręką na sercu powiedzieć, że jego to czytam co i raz. Przede wszystkim dlatego, że w Berlinie są dwie świetne grupy teatralne, specjalizujące się w Szekspirze, wystawiające jego sztuki w plenerze, i to jakim! W ruinach średniowiecznego klasztoru, w zamienionych na park pustkach poprzemysłowych, w drewnianym okrągłym teatrze, który jako żywo bardziej przypomina szekspirowski Globe niż nazywający się szekspirowskim teatr w GdańskuSzekspir w Berlinie jest ostatnio tak znakomity, że właściwie nie wyobrażam już sobie lata bez Snu nocy letniej, a zimy bez Opowieści zimowej i Wieczoru Trzech Króli. A jak się już idzie do teatru, to się jednak sięgnie i po tekst… Coś sprawdzić, coś sobie przypomnieć… No i jednak wciąż wyciągam z półki, oglądam i czytam, stare wydanie Burzy, które dostałam od Mamy, i które jest jednym z niewielu moich prawdziwych skarbów… Mama też ciągle czytała Szekspira i był dla niej miarą poziomu, do którego nikt z nas nie dosięgnie.

Jak dotąd nienajgorzej, ale dalej to już zpełna klęska. Cervantes… teraz oczywiście, z uwagi na publikowany tu co poniedziałek, meandrowo wędrujący po świecie cykl Barataria, którego pomysł wywodzi się od samego mistrza, czytam go właściwie bez przerwy. Ale przedtem, wstyd się przyznać. Czytałam go tak dawno, że właściwie nieprawda, i jeszcze wcale go nie lubiłam…

Tołstoj, zresztą tylko Anna Karenina, ostatni raz co najmniej dziesięć lat temu i to tylko z uwagi na to niezwykłe zdanie rozpoczynające tę powieść: Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.

Joyce! O ten, to jest dopiero miara klęski! Stosunkowo niedawno, dostałam Finneganów tren w tłumaczeniu Krzysztofa Bartnickiego, i próbowałam go czytać… Naprawdę próbowałam, raz, drugi, trzeci, potem stwierdziłam, że nie mogę go czytać w łóżku (a tak przecież wszyscy czytamy – badania to potwierdzają), bo natychmiast zasypiam, ale czytanie na fotelu też nam (Joyce’owi, tłumaczowi i mnie) niewiele pomogło. W końcu, jeśli czytam, to tylko Ulissesa, ale, z ręką na sercu, cała ta lektura sprowadza się zawsze i nieodmiennie do monologu Molly i dwóch irlandzkich śniadań. A przecież wciąż jeszcze mi się marzy wyjazd do Dublina na 16 czerwca, żeby przejść trasę, jaką tego dnia w roku 1904 przebył Leopold Bloom.

Goethe… No Goethe jak Szekspir, jest wciąż obecny, zresztą nawet na stole. Z Schillerem.

Pieprzniczka i solniczka. Na pytanie, który z dwóch poetów soli, a który pieprzy, odpowiadam nieodmiennie, że zgodnie z tytułem filmu (już zresztą trzeciego z kolei) Fack ju Göhte, pieprzy Goethe. Ale szczerze powiem, wiersze pisał fajne, i często je sobie czytam (choć wolę Heinego), natomiast Faust jest, moim zdaniem, mocno przereklamowany, a nawet – w gruncie rzeczy wstrętny.

No i zostaje Proust, intelektualne wyzwanie XX (a i XXI) wieku, wciąż czytany, i na pewno najbardziej z nich wszystkich kochany, ale… Czytany. Schmidt czyta Prousta. Koperski czyta Prousta. Milewski czyta Prousta. Ja też czytam Prousta. Czytałam go w życiu swoim co najmniej dwadzieścia razy, najpierw od początku do końca, od pierwszego tomu do siódmego, potem, nawet nie wiem, kiedy to się stało, chyba już w Niemczech (choć czytam oczywiście po polsku! oczywiście!), zaczęłam, jak Mama, czytać tylko trzy pierwsze tomy, potem już tylko pierwszy, potem już tylko W stronę Swanna, bo Miłość Swanna zaczęła mnie potwornie irytować, aż wreszcie zdarzyło się kiedyś, że zniechęcona odłożyłam proustowską magdalenkę, wywołującą dalekie piękne dzieciństwo narratora w Combray, i jak dotąd jeszcze do niej nie wróciłam. Odkryłam nie tyle, że już mnie owa kraina przestała interesować, ile – że znam ją zbyt dobrze. Nie muszę jej czytać. Jest ze mną zawsze, dostarcza mi rozwiązań i przemyśleń na każdą okazję. Gdy wracamy z wnukiem do domu i zaczyna padać, podaję mu swój szal i opowiadam o tym, jak słynny pisarz, gdy był małym chłopcem, wychodził w Combray na spacer podczas ulewnych deszczy, owijając się w gruby koc…

Zagadka – z jaką sceną z I tomu Prousta może się kojarzyć to zdjęcie? Podpowiem, że jest tu jeden fioletowy kwiatek. Będzie nagroda!

7 thoughts on “Jeden fioletowy kwiatek”

  1. Ewo, przereklamowałaś mnie wspominając o czytelnikach Prousta.
    Przyznaję, czytałem W poszukiwaniu straconego czasu, ale jakoś przeleciało przeze mnie bez śladu.
    Z wymienionej przez Ciebie Wielkiej Ósemki, tak naprawdę to przeczytałem ze skupieniem tylko kilka sztuk, plus sonety, Szekspira. Reszta, to tylko fragmenty, albo jak w przypadku Homera, skrócone i uproszczone wersje.
    Don Quixote Cervantesa łatwiej znaleźć w kategorii książek dla dzieci i młodzieży. Podobny los spotkał Przygody Robinsona i Podróże Guliwera a obie te książki powstały w celu poruszenia poważnych problemów społecznych i politycznych i tak były odbieane przez długie lata.
    Jeśli chodzi o Guliwera, to mocno zastanawiam się, czy jego przygody, a również droga zyciowa autora, nie kwalifikują się to Baratariologii.

  2. Oczywiście. Metoda jak najbardziej wskazana. Tom pierwszy, wygooglować, cytat zapisać, przysłać, skasować nagrodę. Ale nie, to nie TEN cytat! Też dobre, ale u mnie to ten kwiatek fioletowy to kwiatek zastępczy. U niego, Autora znaczy się, o różowe kwiecie chodzi, I oto, że ono kwiecie całe białe jest jak nie przymierzając u mnie na balkonie i wśród tych bieli… no! no! no, kochanieńki, co tam wśród tych bieli?

    1. Białe kwiecie – żywopłot z głogu, cały biały, ale dziadek Swanna pokazuje mu jeden – różowy, piękniejszy niż te białe.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.