Nad Niemnem

Roman Brodowski przysłał, jak to sam określił, “na szybko napisany kresowy wiersz jesienny”, co umożliwiło tradycjonalistom, przyzwyczajonym do tego, że nasz kresowy filozofujący poeta zapewnia nam lekturę na pierwszy piątek miesiąca, bez stresu skonfrontować się z tym dniem.

Kresowa jesień

W tym roku inaczej
Śpiewają wody Niemna.
Jesienna Pora nadeszła
Niby złodziej czasu, ciszą

Stare drzewa w pokłonie
Oddają resztę przepychu
Czekającej karmy, ziemi
Pozostając w nagości.

Wystrojone w złotoczerwień
Spadających wiatrem liści,
Nadniemeńske nabrzeża
Szykują zimowe posłanie.

Ptaki żegnają przestrzeń
Szybując niby kluczami
Po bezkresie szarego nieba
Do nowej przystani spokoju.

Na chlebnych polach chłopi
Zbierają ostatnie plony,
Ostatnie dary bożej łaski
Na czas długiego snu.

I tylko łosie beztrosko
Stąpają po nadniemeńskich
Bujnych w zieleń mokradłach
Witając jesienny czas nostalgii
Na dalekich kresach.

Berlin, 02.10. 2013

Niemen-11.10.2011jpgNiemen w Birsztanach, zdjęcie wykonane 8 października 2011 roku przez autora pod pseudonimem Joergsam (Wikipedia Commons)

Poetry – Poezja – Poesie / Ralph Waldo Emerson

Brahma

IF the red slayer think he slays,
Or if the slain think he is slain,
They know not well the subtle ways
I keep, and pass, and turn again.

Far or forgot to me is near;
Shadow and sunlight are the same;
The vanished gods to me appear;
And one to me are shame and fame.

They reckon ill who leave me out;
When me they fly, I am the wings;
I am the doubter and the doubt,
And I the hymn the Brahmin sings.

The strong gods pine for my abode,
And pine in vain the sacred Seven;
But thou, meek lover of the good!
Find me, and turn thy back on heaven.

***
And a parody of Emerson:

Terry Pratchett
Hymne an Pedestriana, Goddess of football

(„Unseen Academicals”, Doubleday 2009)

If the striker thinks he scores
Or if the keeper cries in shame
They understand not the crowd’s applause
I make, and hear and earn again

For I am the crowd and I am the ball
I am the triumph and the blame
I am the turf, the pies, the All
Always and ever, I am the Game.

It matters not who won or lost
Nothing is the score you made
Fame is a petal that curls in the frost
But I will remember how you played.

***
Brahma

Jeśli zabójca sądzi, że zabija
Lub zabijany – że pada zabity,
Jeden i drugi nie przeniknął, czyja
Dłoń im nadaje ruch i sens ukryty.

Dal i niepamięć są mi bliską jawą,
Cień w moich oczach płonie słońca zniczem,
Kto szczezł bez wieści – bogom równy sławą;
Hańba i chwalba nie różnią się niczem.

Źle liczy, kto mnie nie uwzględnia w cenie;
Gdy chce mi się uciec – jestem mu skrzydłami;
Jam jest wątpiący i jego zwątpienie,
Mną hymny wiernych są – i wierni sami.

Daremnie ufa, że mu drzwi otworzę,
Mocarz-bóg, mędrzec, zwykły zjadacz chleba;
Lecz ty, co dobro miłujesz w pokorze;
Znajdź mnie – i nie troszcz się o wstęp do nieba.

Przeł. Stanisław Barańczak

Przekład został mi uprzejmie dostarczony przez pana Arkadiusza Bagłajewskiego, redaktora lubelskiego kwartalnika kulturalnego Kresy, gdzie się ukazał w numerze 8 (rok 1991). Dziękuję serdecznie.
***

Der rote Schläger denkt, daß er schlüge,
und der Erschlagene denkt, er sei erschlagen:
Sie wissen nicht, wie heimlich ich es füge,
daß alle Dinge mich im Innern tragen.

Für mich ist nah, was ferne und versunken;
Sonne und Schatten geben sich nichts nach;
Götter erscheinen mir, die längst entschwunden;
ein und dasselbe sind mir Ruhm und Schmach.

Wer mich verleugnet, kennt nicht seine Lage:
Wenn er mich flieht, bin ich, was ihn beschwingt;
ich bin der Fragesteller und die Frage;
ich bin das Lied, das der Brahmane singt.

Die Götter sehnen sich nach meinen Gründen,
den Heiligen Sieben laß’ ich keine Ruh;
du, Liebender des Guten, wirst mich finden
und kehrst dem Himmel deinen Rücken zu.

Ralph Waldo Emerson (1803 – 1882), US-amerikanischer Geistlicher, Lehrer, Philosoph und Essayist

Zagadka – Rätsel – Riddle

kopertaI got that photos some days ago in Berlin. I did know, who made them, where and when? Now I know everything. Try to find all the answers. If you do it, you can get these pics in their original enevelope as a price.

Dostałam te zdjęcia kilka dni temu w Berlinie. W tej właśnie kopercie. Autor nieznany, miejsce nieznane, nieznany rok wykonania. Spróbujcie zgadnąć. Ja już wiem wszystko. W nagrodę, jeśli wyrazi się takie życzenie, mogą być te właśnie foty w tej właśnie kopercie.

Ich habe diese Fotos vor ein paar Tagen in Berlin bekommen, ohne zu wissen, wer sie machte, wo oder wann? Versuch den Ort und die Zeit zu bestimmen. Es ist möglich, es gab Menschen, die es nach dem ersten Foto schon wussten. Ich selber habe schon alles entdeckt. Als Preis kann man diese Images im Original bekommen.

zagadka4-5
zagadka6-7zagadka8zagadka9zagadka10zagadka11zagadka11zagadka12zagadka14-15-16-17
zagadka18zagadka19zagadka20-21zagadka22A tu odpowiedź (zagadkę rozwiązał na Facebooku Piotr Pawłowski) / Antwort von Piotr Pawłowski via Facebook / Answer: Katowice – czasy mniej więcej współczesne/ +/- heutzutage / apr. recent times.

odpow2 odpow1odpow3Autor: Waldemar Kompała
Dziękuję / Danke / Thanks

Kapoor po raz drugi

2.anish_kapoor-kleinO Kapoorze w Berlinie już pisałam, ale był to klasyczny tekst informacyjny. Tym razem Urszula Usakowska-Wolff udostępniła nam pełnowymiarową recencję. Czytajmy i przyjeżdżajmy do Berlina. Wystawa trwa do 24 listopada, czyli wciąż jeszcze spokojnie zdążymy.

Wzniosłość i męka
Anish Kapoor w Berlinie

Pokryty szklaną kopułą dziedziniec muzeum Martin-Gropius-Bau w Berlinie wygląda obecnie jak kopalnia odkrywkowa. Ustawione tam w niesymetrycznych odstępach cztery wąskie taśmociągi bardzo powoli i niezbyt głośno przesuwają się do góry. Co jakiś czas pojawiają się na nich pojedyncze bloczki w kolorze buraczków. Po dotarciu do krawędzi taśmy zatrzymują się na chwilę, jakby wahały się, czy skoczyć w przepaść. Następnie spadają z hukiem, tworząc na pokrytej szarą folią posadzce cztery coraz większe bordowe kupki. Nad tą przemysłową scenerią góruje wielka amarantowa tarcza. Ponieważ stoi na metalowym rusztowaniu, trochę przypomina antenę paraboliczną.

33.anish_kapoor_dzwon-klein
Kopalnia sztuki

Czarne taśmociągi, bloczki z buraczków, tarcza i kupki pod kopułą są, jak się nietrudno domyślić, prawdziwą kopalnią sztuki. To wieloczęściowe dzieło z metalu i wosku nazywa się Symphony for a Beloved Sun (Symfonia ukachanego słońca) i jest największym, bo zajmującym powierzchnię 600 metrów kwadratowych, ale nie najgłośniejszym dziełem Anisha Kapoora na parterze Martin-Gropius-Bau. Jego pierwsza, tak pokaźna wystawa w stolicy Niemiec nazywa się skromnie Kapoor w Berlinie i gromadzi 70 obiektów i instalacji, które najsłynniejszy rzeźbiarz brytyjski stworzył w ostatnim trzydziestoleciu. Nie jest to retrospektywa, bo podobno ponad połowa eksponatów została wyprodukowana specjalnie na tę ekspozycję. Wyprodukowana, ponieważ Anish Kapoor jest przedsiębiorcą zatrudniającym w swojej art factory na południu Londynu 20 asystentów, którzy w kombinezonach ochronnych i maskach przeciwgazowych zamieniają pomysły maestro w widowiskowe formy ze stali szlachetnej, wosku, wazeliny, poliestru, włókna szklanego, wapnienia, pigmentów, drewna i innych mniej lub bardzie sztucznych tworzyw artystycznych.

Kapoor i Kant

Pokaz kreatywności Kapoora i technicznych umiejętności jego asystentów w 14 salach o powierzchni 3.000 metrów kwadratowych jest pokazem podwójnego monumentalizmu: na pozór bardzo nowoczesna sztuka z dość egzotycznych materiałów, często w bardzo dostojnych odcieniach czerwieni, robi w monumentalnych wnętrzach budynku z końca XIX w. przytłaczające wrażenie. Wielkość jest jednym z wielu języków rzeźby, których nie należy się bać, mówił Anish Kapoor na konferencji prasowej, która odbyła się 17 maja, w przeddzień otwarcia jego wystawy. Boimy się wielkości, może dlatego, że jest nieśmiertelna, jak ją definiował Kant. Natomiast skala jest czymś tajemniczym. Jeżeli jest właściwa, to nie wiadomo dlaczego. Skala jest mieszanką wielkości i znaczenia. Wielkość jest sensowna, kiedy jest tajemnicza. Ta właśnie tajemniczość rzeźb Kapoora, które wyglądają, jakby pochodziły nie z tego świata, sprawiła, że wcześnie zwrócił na siebie uwagę instytucji, decydujących o sukcesie na rynku sztuki. W 1979 r. wieloczęściowa instalacja 1000 Names, złożona ze stojących na podłodze niewielkich form z pigmentu w kolorach czerwonym, żółtym, błękitnym i czarnym przyniosła mu międzynarodową sławę.

Zachwycająca dziura

Kariera urodzonego 12 marca 1954 r. w Bombaju syna hinduskiego inżyniera i matki, pochodzącej z żydowskiej rodziny w Iraku, jest pasmem niekończących się sukcesów. W wieku 16 lat Anish wyjeżdża do Izraela, mieszka w kibucu i zaczyna studia elektrotechniki. Postanawia jednak zostać artystą. W 1973 podejmuje decyzję, mającą dalekosiężne skutki dla jego przyszłości. Wyjeżdża do Londynu, gdzie studiuje na renomowanych akademiach sztuki Hornsey College of Art i Chelsea College of Art. W 1990 r. reprezentuje Wielką Brytanie na Biennale w Wenecji, gdzie otrzymuje Premio Duemila, przyznawane najlepszym młodym artystom. Rok później uhonorowany zostaje Nagrodą im. Turnera. W 1992 r. uczestniczy w documenta IX w Kassel, gdzie pokazuje Descent into Limbo: czarną dziurę w betonowym pawilonie, obiekt zarówno kosmiczny jak i być może mitologiczne zejście do piekła. Ta minimalistyczna instalacja, dająca duże pole do interpretacji, zachwyca świat sztuki, ponieważ zaciera granice między rzeźbą i malarstwem. Zyskuje opinię twórcy, który umożliwia publiczności, dzięki obcowaniu z jego coraz bardziej spektakularnymi formami przestrzennymi, odpłynięcie w przestrzeń czystej duchowości. Jednak chwilowa transcendencja, którą przeżyć można w zetknięciu ze sztuką Kapoora, nie może być, jego często cytowanym zdaniem, namiastką doświadczeń religijnych. W 1996 r. komitet odbudowy zniszczonego w czasie II. Wojny światowej barokowego Kościoła Mariackiego w Dreźnie zamawia niego ołtarz. Zostaje on wykonany z czarnego irlandzkiego wapienia i ustawiony w podziemiach świątyni.

Nie do ogarnięcia wzrokiem

Anish Kapoor został uznany za rzeźbiarza, tworzącego dzieła, które spełniały potrzeby duchowe konsumentów sztuki. Pisano, że łączy w nich duchowe tradycje Wschodu z ideą sublimacji tradycji kulturowej Zachodu, że przenikają przestrzeń fizyczną i spirytualną. Im częściej powtarzał, że jako artysta nie musi przekazywać żadnych treści, że interesuje go głównie związek między formą i kolorem, mianowicie, kiedy forma staje się kolorem, a kolor formą, tym bardziej postrzegano go jako demiurga sztuki. Prawdziwą gwiazdą pop kultury stał się jednak w na początku XXI w. Jako trzeci artysta (po Louise Bourgeois w 2000 i Juanie Muňoz w 2001 roku) otrzymał w 2002 roku zlecenie na wykonanie instalacji w gigantycznej hali turbin (155 m długości, 23 m szerokości i 35 m wysokości) londyńskiej Tate Modern. Do pokazywanego tam przez rok Marsjasza zainspirował go krwawy obraz Tycjana Apollo i Marsjasz (1575-1576), przedstawiający obdarcie ze skóry wiszącego do góry nogami na drzewie satyra przez boga światła, muzyki i śpiewu. Marsjasza Kapoora, dwa rozpostarte ramiona w krwistym kolorze i w kształcie podobnym do podwójnej trąby powietrznej, zajęły całą przestrzeń hali. Nie można ich było w całości ogarnąć wzrokiem.

Pomniki dla władców świata

W 2004 r. na zlecenie firmy należącej do koncernu telekomunikacyjnego AT&T Kapoor zaprojektował monumentalną rzeźbę Cloud Gate w Millenium Park w Chicago. Ta ważąca ponad 110 ton Brama chmur z nierdzewnej polerowanej na lustro stali (koszt 23 miliony dolarów), która z daleka wygląda jak gigantyczne nasiono fasoli, jest jedną z atrakcji położonego na Placu AT&T, głównego sponsora parku, powstałego w dzielnicy handlowej na terenie byłego dworca kolejowego w centrum Chicago. W 2009 r. Royal Academy of Arts zorganizowała rzeźbiarzowi wystawę, którą odwiedziło 300.000 osób. W 2011 r. zadziwił Kapoor nie tylko Paryż: w ramach corocznego cyklu Monumenta zainstalował w Grand Palais Lewiatana, do którego zainspirowała go powieść Thomasa Hobbesa. Trzy ważące 12 ton nadmuchane i połączone ze sobą plastykowe balony o rozmiarach 100 x 100 x 34 m, które można było zwiedzać z zewnątrz i wewnątrz, zadedykowane były słynnemu artyście Ai Weiwei, aresztowanym w kwietniu 2011 r. przez władze chińskie i przetrzymywanym w nieznanym miejscu. Z okazji Letnich Igrzysk Olimpijskich w Londynie Kapoor zaprojektował 114-metrową wieżę widokową w pobliżu Stadionu Olimpijskiego, wyższą o 22 metry od Statuy Wolności w Nowym Jorku. Na cześć głównego sponsora, stalowego barona Mittala i jego koncernu Arcelor, wieża nazwana została ArcelorMittal Orbit. Praca na obstalunek i za pieniądze dzisiejszych władców świata, którzy stawiają sobie kosztowne, monumentalne i dość bezgustowne pomniki w przestrzeni publicznej, się opłaca. Anish Kapoor zaliczany jest obecnie do najbogatszych artystów na świecie.

Kolejna odsłona

O tym, że jego majątek szacowany jest na ponad 45 milionów Euro, a jedną z jego aluminiowych rzeźb dom aukcyjny Sotheby’s w Nowym Jorku sprzedał w ubiegłym roku za 1,2 miliona Euro, berlińskie i ogólnoniemieckie gazety, łącznie za tabloidami, informowały na długo przed rozpoczęciem wystawy Kapoor w Berlinie. Trudno się dziwić, że wzbudziła i wzbudza nadal wielkie zainteresowanie medialne, tym bardziej, że kuratorem pokazu jednego z najważniejszych artystów współczesnych jest Sir Norman Rosenthal, jeden z najbardziej znanych kuratorów i krytyków sztuki na świecie. Słynny kurator porównał słynnego rzeźbiarza do innych słynnych mistrzów, którzy na trwałe zajęli miejsce w historii sztuki i literatury: do Vermeera, Malewicza, Lissitzkiego, Tatlina, Rothko, Newmana, Pollocka, Beuysa, Goethego, Ibsena, żeby wymienić tylko kilku z nich. Przekonywał, że podstawą istniejącego od ponad trzech dziesięcioleci teatru rzeźby Anisha Kapoora, którego kolejną, znaczącą odsłoną jest berlińska wystawa, są zarówno estetyka przytłaczania jak i estetyka wzniosłości i ciszy. Fascynują poprzez specyficzny dualizm: porządek i chaos, równość i nierówność, pustkę i gęstość, ciszę i hałas, niewypowiedzianą seksualność i ascezę. A kolor jego jest czerwony, bo to symbol niekończących się możliwości, począwszy od wzniosłości i męki aż do podniosłości i triumfu. Jak w Fontannie krwi z Kwiatów zła Baudelaire’a. Krwi, która wszystkie barwy w przyrodzie w czerwoną zmienia. Wow!

Męczące odcienie czerwieni

Z niektórymi słowami Normana Rosenthala można się zgodzić. Teatr rzeźby Kapoora składa się z rekwizytów, które przytłaczają. Rozmiarami, odczuwalnym fizycznie ciężarem, pretensjonalnymi tytułami, które, jak na przykład Rana (1988), Gethsemane (2013), Apokalipsa i milenium (2013), Krwawe lustro IV (2013) i śmierć Lewiatana (2011-2013) sugerują, że artysta chce nas uczulić na sprawy bolesne, doniosłe, że jest świadomy zagrożeń politycznych, społecznych i ekologicznych w zglobalizowanym świecie. Nic z tych rzeczy. Jego sztuka jest przede wszystkim sztuka triumfalnej męskości, może też jakichś ukrytych lęków kastracyjnych, bo w fallicznych obiektach tkwią kawałki drewna, podobne do noża. Wokół wielkiego fallusa z wosku i farby olejnej (Bez tytułu, 2010) bardzo powoli obraca się jeszcze większa płyta z metalu, zdzierając z niego kolejne warstwy. Męcząca, chwilami wręcz nieznośna jest agresywna wszechobecność czerwieni w przygnębiających odcieniach, przed która nie sposób uciec. Po przebrnięciu i dokładnym obejrzeniu masy eksponatów nie da się ukryć, że Sir Anish Kapoor, pasowany w czerwcu przez królową na rycerza, jest przede wszystkim designerem, stale powielającym te same pomysły: czarne dziury, cały ten wosk i plastyk. Nawet zwłoki Lewiatana, z którego po paryskim mega pokazie asystenci wypuścili powietrze, pokazywane są w Berlinie w dwóch pomieszczeniach, które wyglądają jak magazyn zużytych worków na śmieci. Są wprawdzie sale, w których można by się trochę pośmiać i rozerwać, bo wiszą tam słynne kapoorowskie wklęsłe i wypukłe lustra, zabawnie deformujące sylwetki i stawiające ludzi na głowie, ale…

18.anish_kapoor_vertigo-kleinObszary niebezpieczeństwa

… ale na tej wystawie prawie wszystko jest zabronione, bo może zaszkodzić sztuce lub zdrowiu. Przy kasie biletowej i wejściu na Kapoora w Berlinie wiszą trójkąty ostrzegawcze, które ogólnie proszą drogich zwiedzających o przestrzeganie zakazu wejścia na obszary niebezpieczeństwa. W salach z lustrami ściany oblepione są trójkątami z prośbą o zachowanie szczególnej ostrożności. Niezwykłe odblaski światła z lustrzanych rzeźb mogą państwa oślepić lub zakłócić zmysł orientacji. Eksponatów w żadnym wypadku nie wolno dotykać. Istnieje niebezpieczeństwo, że przez dotyk ich niezwykle delikatne powierzchnie ulegną uszkodzeniu. Prosimy o zachowanie należytej odległości od obiektów i nie przekraczania czarnej linii. Niewskazane jest też zbyt intensywne obcowanie z rzeźbami z żywicy, prosimy o wyrozumiałość, bo wydzielają one ostry zapach, mogący spowodować podrażnienie dróg oddechowych. Wymiana powietrza gwarantuje, że pobyt w pomieszczeniach wystawowych nie daje powodów do obaw. Istnieje też niebezpieczeństwo pobrudzenia się czerwonym woskiem. Prosimy o unikanie kontaktu z nim. Natomiast w salce z armatką, z której co jakiś czas młody mężczyzna strzela czerwoną kulą z wosku do kąta (stąd też ta już pokazywana często w innych miejscach głośnia instalacja z 2008-2009 r. nazywa się Shooting into the Corner), nawet obowiązek założenia nauszników ochronnych nie zmniejsza ryzyka utraty słuchu. Podczas wystrzału kuli występuje wysoka intensywność dźwięku. Osobom wrażliwym na wysokie ciśnienie akustyczne zaleca się opuszczenie pomieszczenia przed jej wystrzałem.

38.anish_kapoor_shooting+into+the+corner-kleinJeśli jeszcze raz miałabym się wybrać na wystawę tej ryzykownej sztuki, to przedtem kupię sobie biały kombinezon ochronny z maską przeciwgazową. W stylu odzieży roboczej asystentów Anisha Kapoora.

Tekst i zdjęcia © Urszula Usakowska-Wolff

Tekst ukazał się Kwartalniku Rzeźby Polskiej Orońsko 2 (91) 2013. Publikacja na blogu za zgodą autorki.

www.berlinerfestspiele.de

Katalog: Anish Kapoor
Symphony for a Beloved Sun
Verlag Walther König, 2013
po niemiecku i angielsku
34 Euro w kasie muzeum
48 Euro w księgarni

Apel Clean Clothes Polska

bonnie-and-kleidGodna płaca to fundamentalne prawo. W całej Azji, pracownicy i pracownice sektora odzieżowego już teraz walczą o prawo do godnej płacy. Teraz czas na nas. Musimy im pomóc i zacząć działać. Nosząc ich ubrania, wesprzyjmy ich starania o godną płacę.

Podpisz apel i przyłącz się do międzynarodowego ruchu dążącego do wprowadzenia godnej płacy w przemyśle odzieżowym >>

Dlaczego powinniśmy im pomóc?

Ponieważ wszyscy jesteśmy pracownikami/pracownicami. Staramy się znaleźć godną pracę, która pozwoli nam – bez brania morderczych nadgodzin – zapewnić sobie dach nad głową, kupić jedzenie, ubrania, pójść do lekarza, do szkoły, wyjechać za miasto, otrzymać świadczenia socjalne. Czy zgodzilibyśmy się na ciężką pracę w zamian za życie w nędzy? Nie. Dlatego nie gódźmy się na takie życie dla innych.
Wymagajmy godnej płacy dla wszystkich.

Ponieważ wszyscy jesteśmy konsumentami/konsumentkami. Tylko ułamek ceny noszonych przez nas ubrań trafia do ludzi, którzy je uszyli. Gdybyśmy zapłacili o złotówkę więcej za sztukę odzieży, życie szwaczek i szwaczy znacznie by się polepszyło. Czy chcemy tanich ciuchów za cenę pozbawienia godności szyjących je ludzi? Nie. To nie do zaakceptowania. Wymagajmy, aby globalne marki odzieżowe zawarły w kosztach zamówień zlecanych fabrykom godne pensje dla pracowników.

Ponieważ wszyscy jesteśmy obywatelami/obywatelkami. Mamy dziś globalną świadomość i wiemy co łączy nas z osobami oddalonymi o dziesiątki tysiące kilometrów. Te powiązania materializują się w postaci pijanej przez nas kawy, cyny obecnej w naszych telefonach, zjadanych przez nas owoców, kupowanych zabawek. No i ubrań. Wiemy, że dążenia tamtych ludzi są także naszymi. Wiemy, że wyzysk, podobnie jak społeczna niesprawiedliwość z łatwością przekraczają granice państw. Czy nasze poczucie solidarności może więc zawężać się do granic państw, podczas gdy nasze ubrania przemierzają pół świata? Nie. Sprawiedliwość społeczna nie może zatrzymywać się na granicy danego kraju. Naciskajmy na rządy, aby płace minimalne zrównały się z godnymi, wystarczającymi na życie płacami. Wymagajmy od korporacji, aby wprowadziły godne płace w swoich łańcuchach dostaw.

Zaangażuj się w działania na rzecz wdrożenia godnej płacy w sektorze odzieżowym:
Podpisz apel na stronie cleanclothes.pl
Przekaż go znajomym i rodzinie;
Zapytaj ulubioną markę o wysokość wynagrodzeń w fabrykach;
Przekonuj polityków i polityczki, aby podjęli stosowne działania.

Na stronie cleanclothes.pl znajdziesz więcej informacji i materiałów na temat kampanii Godna Płaca dla Wszystkich. Kampania odbywa się równolegle w 17 krajach europejskich oraz kilku krajach azjatyckich za pośrednictwem Clean Clothes Campaign oraz Asia Floor Wage Alliance.

Apele i informacje kampanii społecznościowej Clean Clothes Polska publikowałam już na blogu: https://ewamaria2013texts.wordpress.com/2013/05/15/polska-zielona-siec/
oraz https://ewamaria2013texts.wordpress.com/2013/05/29/cropp/

Bardzo wspieram ich akcje, ale powiedzmy sobie uczciwie: nie jest łatwo. Na zdjęciu sprzed kilku tygodni: ja, moja sukienka, moja marynarka, moje buty, moje rajstopy, moje (rodzinne) perły, moje szale i moje zasłony. Również moje kwiaty. Każda z tych rzeczy mogła zostać wyprodukowana w nieludzkich warunkach, również ta, która została mi sprzedana za drogie pieniądze a nie za grosze. Jedyny element tego zdjęcia, którego nie muszę się wstydzić i nad którym nie muszę się zastanawiać, to tekst, który czytam. Napisałam go bowiem sama i jest na pewno również moralnie mój i OK.

Homer, Odyseja

Co to za historia? Pewna panna jedzie z praniem nad morze i spotyka tam nagiego mężczyznę…

Oczywiście! Odyseja!

nauzykaa-mama

Irena Kuran-Bogucka, Nauzykaa, linoryt z cyklu Odyseja

Odyseja znana jest w Polsce w kilku tłumaczeniach. Pierwszym przekładem była Odyssea Homerowska ku czci Ulissa Laertowicza z Itaki z 1815 roku – Jacka Idziego Przybylskiego. Najpopularniejszy jest chyba do dziś przekład Lucjana Siemieńskiego z roku 1873, ale był jeszcze kilkakrotnie poprawiany przekład Józefa Wittlina z roku 1924 i w końcu tłumaczenie na prozę poetycką Jana Parandowskiego z roku 1953. Czy któraś wersja jest lepsza? Ja wyrastałam z tłumaczeniem Parandowskiego, wydaje mi się więc, że nie ma nic lepszego. A najpiękniejszą historią opowiedzianą w Odysei jest

Pieśń VI. Nauzykaa

Nauzykaa chwyciła bicz i cugle błyszczące, smagnęła muły. Ruszyły z hałasem i bez wytchnienia ciągnęły wóz z bielizną i dziewczyną, a za nim szły służące. Tak przybyły do rzeki o pięknym wód biegu. Były tam zbiorniki zawsze pełne.

Jasna woda płynęła ze skał, było czym zmyć największe brudy. Wyprzęgnięto muły i puszczono nad zakręty rzeki, by się pasły słodką jak miód trawą. Z wozu zdjęto szaty i -zniesiono do wody bijącej z ciemnych źródeł. Dziewczęta weszły do zbiorników i bieliznę ubijały nogami na wyścigi. Skoro z niej wypłukały i zmyły wszystek brud, rozłożyły ją rzędem na wybrzeżu, gdzie morze nieraz występuje na ląd i obmywa kamyki. Zaczem same się wykąpały i szczodrze natarły oliwą, i zasiadły do śniadania na wysokim brzegu rzeki, a tymczasem szatki schły w blasku słońca. Nacieszywszy się jedzeniem, zrzuciły zasłony i bawiły się piłką: białoramienna Nauzykaa prowadziła grę. Jak Artemida łucznica biega po górach, czy to w Tajgecie rozległym, czy w Erymancie, igrając wśród dzików i rączych jeleni, a przy niej skaczą nimfy polne, córki Dzeusa Egidodzierżcy, raduje się sercem Leto na widok córki o głowę przewyższającej towarzyszki – łatwo ją poznać, choć wszystkie są piękne – tak wśród dworek wyróżniała się ta nie znająca więzów panna. A kiedy już pora była jechać z powrotem do domu, zaprzęgać muły i składać bieliznę, wtedy jasnooka Atena pomyślała, by Odys się zbudził i zobaczył piękną dziewczynę, która go zaprowadzi do miasta Feaków.

Właśnie królewna rzuciła piłkę do jednej z dworek, chybiła i piłka wpadła do rzeki – dziewczęta głośno krzyknęły. Zbudził się boski Odys, usiadł. Poruszyły się myśli i serce: – Biada! Do jakiego znów ludu przybyłem? Czy żyje tu plemię zuchwałe, dzikie i niesprawiedliwe, czy gościnne i bogobojne? Jakby mnie doleciał niewieści krzyk dziewcząt, może nimf mieszkających na szczytach gór i w źródłach rzek, i w trawach łąk wilgotnych? Czy są tu gdzieś ludzie mówiący zrozumiałym językiem? Sam się przekonam i zobaczę. To mówiąc wynurzył się z zarośli boski Odys. Silną dłonią urwał gałąź liściastą, by zakryć męski srom swojego ciała. Jak lew, syn gór, ufny w swą moc, idzie w deszcz i wiatr, a ślepia mu płoną, idzie na woły i owce, i leśne jelenie, gotów za głosem brzucha zapuścić się aż do obronnej zagrody, tak Odys, wiedziony koniecznością, zbliżył się do dziewcząt o pięknych warkoczach, mimo że był nagi. Straszny im się wydał, zżarty słonym morzem. W popłochu rozpierzchły się aż po krańce wybrzeża. Tylko córka Alkinoosa została, gdyż Atena wlała w jej serce odwagę i kolanom odjęła lęk. Stała naprzeciw idącego, a on wahał się, czy ma podjąć pięknolicą dziewczynę za kolana, czy tylko z daleka miłym słowem prosić, by go przyodziała i wskazała drogę do miasta. Po namyśle wydało mu się lepsze z daleka prosić gładkimi słowami – bał się rozgniewać dziewczynę, gdyby ją podjął za kolana. I powiedział taką oto gładką i roztropną rzecz: – Do kolan tobie się chylę, pani, czy boginią jesteś, czy śmiertelną. Jeśliś jest z bogów, co władają niebem szerokim, najbliżej wydajesz mi się podobna Artemidzie, córce wielkiego Dzeusa, z urody, wzrostu, postawy. Jeśli zaś jesteś z ludzi mieszkających na ziemi, trzykroć szczęśliwi twój ojciec i czcigodna matka, trzykroć szczęśliwi bracia. Zawsze im serca radością rozgrzewasz, gdy widzą, jak ich latorośl idzie w tan. Lecz z całej duszy najszczęśliwszy ten, kto cię wprowadzi do swojego domu, gdy jego wiano przeważy. Nigdy moje oczy nie widziały takiej urody wśród śmiertelnych ani u męża, ani u niewiasty – zbożny lęk przejmuje, gdy patrzę. Widziałem kiedyś na Delos przy ołtarzu Apollona, młodą palmę wysokopienną – bo i tam zawędrowałem, a szły za mną wielkie tłumy i było to w drodze, na której miały mnie spotkać srogie niedole. Podobnie jak na owo drzewo patrzyłem długo w zdumieniu, albowiem nigdy jeszcze takie z ziemi nie wyrosło, tak ciebie, niewiasto, podziwiam całą duszą i lękam się podjąć za kolana. Ciężkie zmartwienie mnie trapi. Wczoraj, po dwudziestu dniach, wyrwałem się morzu ciemnemu jak wino, a przez cały ten czas niosła mnie fala, i nawałnica od wyspy Ogigii. Teraz rzuciło mnie tutaj bóstwo, może znów na jakąś niedolę, bo nie sądzę, żeby to już był koniec: z pewnością jeszcze niejedno bogowie mają w zanadrzu. Lecz ulituj się, pani! Do ciebie pierwszej przychodzę po tylu mozołach, nie znam nikogo z ludzi, co zamieszkują to miasto i ten kraj. Pokaż mi gród, daj łachman jaki, bym się przyodział – może idąc tutaj wzięłaś zbędne zawijadło. Niechaj bogowie dadzą ci wszystko, czego w sercu zapragniesz: męża i dom, i zgodność uczuć doskonałą. Albowiem nie masz nic lepszego ani bardziej cennego nad dom, w którym mąż i żona są we wszystkim jednej myśli – wielka zgryzota dla zazdrośników, dla życzliwych radość, a dla nich samych szczęście największe.

Odpowiedziała mu białoramienna Nauzykaa: Gościu, nie wyglądasz na złego ani głupiego człowieka, wiesz zatem, że szczęście sam Dzeus Olimpijski ludziom rozdziela, zarówno dobrym, jak złym, każdemu wedle swej woli. To, co dał tobie, trzeba znosić- mimo wszystko. A teraz przybywasz do naszego miasta i kraju. Nie zabraknie tobie u nas odzienia ani innych rzeczy, jakie godzi się dać temu, co wiele doświadczył i zastąpił nam drogę swą prośbą. Gród pokażę i powiem nazwę ludu. Feakowie posiadają to miasto i tę ziemię, ja zaś jestem córką wielkodusznego Alkinoosa, w którego ręku siła i moc Feaków.

I to samo u Siemieńskiego:

Ot! już wzięła wodze,
Biczem klasła w powietrzu. Z turkotem po drodze
Pokłusowały muły, ciągnąc ciężar z panią,
Wżdy nie samą: i dziewki siedziały tuż za nią.
Owoż gdy przyjechały nad brzeg ślicznej rzéki,
Gdzie w cembrzyny kamienne sączą się poniki
Wód nieprzebranych, miejsca dla praczek wygodne,
Prędko muły wyprzęgą i puszczą swobodne
Na paszę w słodką trawę, co z taką rozkoszą
Wyściela brzegi rzeki. Potem z woza znoszą
Bieliznę i po sztuce w ocembrzone wody
Kładą, depcąc nogami piorą na wyprzody.
Wypłukawszy do plamki wszystko jak należy,
Rozpościerają rzędem wzdłuż ciepłych wybrzeży
Nad morzem, kędy fale gładki żwirek ścielą.
Skończywszy, wraz się chłodzą zdroistą kąpielą,
Oliwą maszczą członki, potem na trawniku
Siądą do smacznej strawy, a szatki w wietrzyku
Niech schną tymczasem. Gdy tak spożyły łakotki,
Staną do piłki, z głowy odrzucą namiotki.
Pustującym piosenkę zaśpiewa królewna,
Rzekłbyś, że z Artemidą-łowczynią pokrewna,
Co przez bór Erymantu lub Tajget ugania
Rada, gdy z rąk jej padnie odyniec lub łania;
A nimfy, pól mieszkanki, pod pani swej bokiem
Pustują wkoło; Leto cieszy się widokiem,
Że nad wszystkie celuje wzrostem i obliczém,
I snadno poznać, czym jest w orszaku dziewiczym:
Owo tak rej wśród swoich królewna prowadzi.
Lecz kiedy o powrocie do dom już coś radzi,
Zaprzęga muły, suche już składa odzieże,
Wtedy Pallas-Atene ma sposób się bierze,
By Odysej się zbudził, zobaczył dziewicę
I przez nią był wprowadzon w Feaków stolicę.
Więc ku dziewkom rzucona piłka z rąk Nausyki
Leci, cel swój omija i pada w głąb rzéki,
A one w śmiech i wrzaski. Odys ze snu rwie się,
Usiadł, strwożone serce te myśli mu niesie:
»Biada mi! Do jakichże dostałem się krajów?
Między dzicz nieochajną i kupę hultajów,
Czy też między gościnny lud do cnót nałożon?
A toż co za niewieści wrzask? Niby dziwożon,
Co rade zamieszkują skał wierzchy wyniosłe
I źródła rzek, i łęgi trawami zarosłe.
Blisko gdzieś tu żyć muszą mówiące istoty:
Dalej! Zobaczmyż tedy, skąd one chichoty?«
To powiedziawszy Odys wypełznął na raku
Z gęstwi, silną prawicą z najgrubszego krzaku
Liściastą gałąź udarł, by nią okryć ciało.
I tak sunął jak górski lew, kiedy zuchwało
Dni bowiem tyle rwał mię prąd, a wicher chłostał
Wciąż od wyspy Ogygii, aż z demoniej psoty
Wyrzuconym jest tutaj na nowe kłopoty.
Dużo jeszcze mam cierpieć, dużo z bogów woli!
A choć ty się ulituj! Po długiej niedoli
Ciebie pierwszą spotykam; wszak i duszy żywéj
Nie znam, zamieszkującej ten gród i te niwy.
Wskaż mi drogę do miasta; okryj nagie ciało,
Choćby płachtą z bielizny! i to by się zdało
A bogi cię najmilszą opatrzą nagrodą:
Dadzą-ć męża i domek, przenajświętszą zgodą
Pobłogosławią! Skarb to najcenniejszy w świecie,
Gdy małżonka z małżonką zgodna miłość splecie,
Duch jeden włada domem; wróg na to się krzywi,
Cieszą druhy! A oni nad wszystkich szczęśliwi!«.
Białoramienna panna w te ozwie się słowa:
»Widno, żeś człek niepodły ani miałka głowa.
Darmo! Woli Zeusowej nikt się nie wybiega,
I czy pan, czy chudzina losowi podlega;
Od niego padł i tobie; znoś z pokorą brzemię!
A teraz, kiedyś nogą wstąpił w nasze ziemie,
Okryjem cię, niczego-ć nie będzie brakować,
Co tylko obcy tułacz może potrzebować,
Do miasta wskażę drogę, dam ludu nazwisko:
My, Feaki, tę ziemię zamieszkujem wszystką,
Jam córka Alkinoja, wyższego tu nié ma:
On władzy i potęgi w ręku berło trzyma!»

Und dasselbe auf Deutsch:

Gesang 6.

Und Nausikaa nahm die Geißel und purpurnen Zügel;
Treibend schwang sie die Geißel: und hurtig mit lautem Gepolter
Trabten die Mäuler dahin, und zogen die Wäsch’ und die Jungfrau,
Nicht sie allein, sie wurde von ihren Mägden begleitet.

Als sie nun das Gestade des herrlichen Stromes erreichten,
Wo sich in rinnende Spülen die nimmerversiegende Fülle
Schöner Gewässer ergoss, die schmutzigsten Flecken zu säubern;
Spannten die Jungfraun schnell von des Wagens Deichsel die Mäuler,
Ließen sie an dem Gestade des silberwirbelnden Stromes

Weiden im süßen Klee, und nahmen vom Wagen die Kleidung,
Trugen sie Stück für Stück in der Gruben dunkles Gewässer,
Stampften sie drein mit den Füßen, und eiferten untereinander.
Als sie ihr Zeug nun gewaschen und alle Flecken gereinigt,
Breiteten sie’s in Reihen am warmen Ufer des Meeres,

Wo die Woge den Strand mit glatten Kieseln bespület.
Und nachdem sie gebadet und sich mit Öle gesalbet,
Setzten sie sich zum Mahl am grünen Gestade des Stromes,
Harrend, bis ihre Gewand’ am Strahle der Sonne getrocknet.
Als sich Nausikaa jetzt und die Dirnen mit Speise gesättigt,

Spieleten sie mit dem Ball, und nahmen die Schleier vom Haupte.
Unter den Fröhlichen hob die schöne Fürstin ein Lied an.
Wie die Göttin der Jagd durch Erymanthos’ Gebüsche
Oder Taygetos’ Höhn mit Köcher und Bogen einhergeht,
Und sich ergötzt, die Eber und schnellen Hirsche zu fällen;

Um sie spielen die Nymphen, Bewohnerinnen der Felder,
Töchter des furchtbaren Zeus; und herzlich freuet sich Leto;
Denn vor allen erhebt sie ihr Haupt und herzliches Antlitz,
Und ist leicht zu erkennen im ganzen schönen Gefolge:
Also ragte vor allen die hohe blühende Jungfrau.

Aber da sie nunmehr sich rüstete, wieder zur Heimfahrt
Anzuspannen die Mäuler, und ihre Gewande zu falten;
Da ratschlagete Zeus’ blauäugige Tochter Athene,
Wie Odysseus erwachte, und sähe die liebliche Jungfrau,
Dass sie den Weg ihn führte zur Stadt der phaiakischen Männer.

Und Nausikaa warf den Ball auf eine der Dirnen;
Dieser verfehlte die Dirn’, und fiel in die wirbelnde Tiefe;
Und laut kreischten sie auf. Da erwachte der edle Odysseus,
Sitzend dacht’ er umher im zweifelnden Herzen, und sagte:
Weh mir! zu welchem Volke bin ich nun wieder gekommen?

Sind’s unmenschliche Räuber und sittenlose Barbaren;
Oder Diener der Götter, und Freunde des heiligen Gastrechts?
Eben umtönte mich ein Weibergekreisch, wie der Nymphen,
Welche die steilen Häupter der Felsengebirge bewohnen,
Und die Quellen der Flüsse und grasbewachsenen Täler!

Bin ich hier etwa nahe bei redenden Menschenkindern?
Auf! ich selber will hin, und zusehn, was es bedeute!
Also sprach er, und kroch aus dem Dickicht, der edle Odysseus,
Brach mit der starken Faust sich aus dem dichten Gebüsche
Einen laubigen Zweig, des Mannes Blöße zu decken;

Ging dann einher, wie ein Leu des Gebirgs, voll Kühnheit und Stärke,
Welcher durch Regen und Sturm hinwandelt; die Augen im Haupte
Brennen ihm; furchtbar geht er zu Rindern oder zu Schafen,
Oder zu flüchtigen Hirschen des Waldes; ihn spornet der Hunger
Selbst in verschlossene Höf’, ein kleines Vieh zu erhaschen:

Also ging der Held, in den Kreis schönlockiger Jungfraun
Sich zu mischen, so nackend er war; ihn spornte die Not an.
Furchtbar erschien er den Mädchen, vom Schlamm des Meeres besudelt;
Hiehin und dorthin entflohn sie, und bargen sich hinter die Hügel.
Nur Nausikaa blieb. Ihr hatte Pallas Athene

Mut in die Seele gehaucht, und die Furcht den Gliedern entnommen.
Und sie stand, und erwartete ihn. Da zweifelt’ Odysseus:
Ob er flehend umfasste die Kniee der reizenden Jungfrau,
Oder, so wie er war, von ferne mit schmeichelnden Worten
Bäte, dass sie die Stadt ihm zeigt’, und Kleider ihm schenkte.

Dieser Gedanke schien dem Zweifelnden endlich der beste.
So wie er war, von ferne mit schmeichelnden Worten zu flehen;
Dass ihm das Mädchen nicht zürnte, wenn er die Kniee berührte.
Schmeichelnd begann er sogleich die schlau ersonnenen Worte:
Hohe, dir fleh ich; du seist eine Göttin, oder ein Mädchen!

Bist du eine der Göttinnen, welche den Himmel beherrschen;
Siehe so scheinst du mir der Tochter des großen Kronions
Artemis gleich an Gestalt, an Größe und reizender Bildung!
Bist du eine der Sterblichen, welche die Erde bewohnen;
Dreimal selig dein Vater und deine treffliche Mutter,

Dreimal selig die Brüder! Ihr Herz muss ja immer von hoher
Überschwenglicher Wonne bei deiner Schöne sich heben,
Wenn sie sehn, wie ein solches Gewächs zum Reigen einhergeht!
Aber keiner ermisst die Wonne des seligen Jünglings,
Der, nach großen Geschenken, als Braut nach Hause dich führet!

Denn ich sahe noch nie solch einen sterblichen Menschen,
Weder Mann noch Weib! Mit Staunen erfüllt mich der Anblick!
Ehmals sah ich in Delos, am Altar Phoibos Apollons,
Einen Sprössling der Palme von so erhabenem Wuchse.
Denn auch dorthin kam ich, von vielem Volke begleitet,

Jenes Weges, der mir so vielen Jammer gebracht hat!
Und ich stand auch also vor ihm, und betrachtet’ ihn lange
Staunend; denn solch ein Stamm war nie dem Boden entwachsen.
Also bewundre ich dich, und staun’, und zittre vor Ehrfurcht,
Deine Kniee zu rühren! Doch groß ist mein Elend, o Jungfrau!

Gestern am zwanzigsten Tag entfloh ich dem dunkeln Gewässer;
Denn so lange trieb mich die Flut und die wirbelnden Stürme
Von der ogygischen Insel. Nun warf ein Daimon mich hierher,
Dass ich auch hier noch dulde! Denn noch erwart’ ich des Leidens
Ende nicht; mir ward viel mehr von den Göttern beschieden!

Aber erbarme dich, Hohe! Denn nach unendlicher Trübsal
Fand ich am ersten dich, und kenne der übrigen Menschen
Keinen, welche die Stadt und diese Gefilde bewohnen.
Zeige mich hin zur Stadt, und gib mir ein Stück zur Bedeckung,
Etwa ein Wickeltuch, worin du die Wäsche gebracht hast!

Mögen die Götter dir schenken, so viel dein Herz nur begehret,
Einen Mann und ein Haus, und euch mit seliger Eintracht
Segnen! Denn nichts ist besser und wünschenswerter auf Erden,
Als wenn Mann und Weib, in herzlicher Liebe vereinigt,
Ruhig ihr Haus verwalten: den Feinden ein kränkender Anblick,

Aber Wonne den Freunden; und mehr noch genießen sie selber!
Ihm antwortete drauf die lilienarmige Jungfrau:
Keinem geringen Manne noch törichten gleichst du, o Fremdling.
Aber der Gott des Olympos erteilet selber den Menschen,
Vornehm oder geringe, nach seinem Gefallen ihr Schicksal.

Dieser beschied dir dein Los, und dir geziemt es zu dulden.
Jetzt, da du unserer Stadt und unsern Gefilden dich nahest,
Soll es weder an Kleidung, noch etwas anderm, dir mangeln,
Was unglücklichen Fremden, die Hilfe suchen, gebühret.
Zeigen will ich die Stadt, und des Volkes Namen dir sagen:

Wir Phaiaken bewohnen die Stadt und diese Gefilde.
Aber ich selber bin des hohen Alkinoos’ Tochter,
Dem des phaiakischen Volkes Gewalt und Stärke vertraut ist.

Übersetzung nach J. H. Voß, bearbeitet von E. Gottwein

Przy okazji radzę każdemu, żeby przeczytał powieść: Ernst Schnabel, Pieśń szósta, PIW 1970 / Bei dieser Gelegenheit werde ich vorschlagen, den Roman von Ernst Schnabel, Der sechste Gesang, Frankfurt am Main 1956, zu lesen.

Po grecku / Auf Griechisch: Homer-Odyseja

Urorurodziny

Dorota Cygan

Lista możliwych prezentów na urodziny Ewy

uzupełniona przez Ewę Marię Slaską
o możliwy (jeden, ale ważny) prezent na urodziny Doroty

– A może tak MAŁA PODRĘCZNA KOPARKA? (na wykopaliska pamięci radosnej i zakopaliska smutków i afrontów). Uwaga: możliwe zastosowanie niestandardowe: do kopania w tyłek niespiesznych gratulantów

narz3-bagger– A może tak PŁUG spulchniający poletko zawodowe? Alternatywnie można użyć NAS jako robaczków – naturalnych spulchniaczy

– A może tak GRABIE do przeczesania starych zleżałych znajomości – może niespodziewanie pod skorupą suchych frazesów kwitnie coś nowego?

narz1– A może tak MŁOTEK wielofunkcyjny na czarownice? Lub gumowy do postukania się w głowę przed podjęciem kolejnego bezpłatnego zlecenia na przedwczoraj? Lub też do zgadnięcia cytatu z klasyki (”a gdybym był młotkowym?”). Lub też do uzupełnienia zaimprowizowanej flagi ZSRR w ramach lekcji poglądowej dla Najmłodszego?

– A może tak ŁAWKOWIEC? Do pomalowania szybko ławki, na której przysiadł się nieproszony gość i zakłóca ciszę myśli (malować należy oba boki, by nie przysiadł się z drugiej strony). Lub do wytapetowania sypialni cytatami z marzeń sennych wolnych od freudowskich uprzedzeń. Lub dla lepszego wyobrażenia sobie, co czuł Tom Sawyer, gdy miał malować płot (= do przyjęcia jego strategii, najlepiej natychmiast)

– A może tak WIERTARKA? By dowiercić się sensu życia. Lub się bronić, gdy inni wiercą dziurę w brzuchu. Albo by wywiercić w drzwiach judasza i nie wpuszczać stada głodnych wilków, a jedynie pojedyncze pokorne owieczki (najedzone!)

– A może tak KLUCZ ANGIELSKI? Pomocny przy precyzyjnym dopasowywaniu słów w tekstach, przydatny również do scrabble’a.

narz2– A może tak SITO archeologiczne / budowlane do odsiewu zdrowych i mniej zdrowych znajomości, myśli, czynności i wiadomości, tudzież nonsensownych życzeń urodzinowych i wyławiania okruchów sensu, z których da się skleić stabilny gmach tak zwanego światopoglądu, w którym bezpiecznie skryła się jedyna sensowna zasada na świecie, dla Ewy niestety szkodliwa: miłość bliźniego, do której pewnie niedługo zapukam znów, pytając, czy się nie nudzi i ma przypadkiem nadmiar czasu.

Po co ten wywód? Żeby Ci przekazać najważniejszą mądrość cygańską: że całe nasze skomplikowane życie można obrobić używając NARZĘDZI PROSTYCH. Zatem spośród nich dostajesz w prezencie jedno, na które daje się znaleźć uzasadnienie  e m o c j o n a l n e: HECKENSCHERE do Twojego projektu uczuciowego pt. OGRÓD. Zatem życzę Ci viel SPASS – SPIEL – ÜBERRASCHUNG (dla mnie) razem z Najmłodszym, licząc, że efekt Waszej pracy pozwolicie mi czasem obejrzeć.

malysmiley

Serdeczności cygańskie

narz-4Takie życzenia, napisane odręcznie, otrzymałam na urodziny wraz z dużymi NOŻYCAMI DO CIĘCIA ŻYWOPŁOTÓW i innych krzy i haszczy.

A ponieważ my wszystkie, Lidia, ja i Dorota, jak widać z wpisów i wypisów, w tej właśnie kolejności, jesteśmy istotami ze znaku Panny, Dorota też ma panieńskie urodziny i to dziś. Pomyślałam sobie, że skoro nasza dzisiejsza solenizantka już napisała takie piękne życzenia, które należy upowszechnić, by zastąpiły kotki w różowych koszyczkach, urocze dzieci z balonikami i bukiety kwiecia polnego, ogrodowego i szklarniowego… Otóż więc, skoro Dorota już napisała takie piękne życzenia, to je jej w jej urodziny odrzucę jak piłeczkę ping pongową, dodając jednakże od siebie jeszcze jedno narzędzie nie tylko proste ale po prostu najprostsze, zaliczające się do tzw. maszyn filozoficznych wg Terry Pratchetta, do których należą, jeśli dobrze pamiętam klasykę, drąg czyli dźwignia oraz równia pochyła. Podobno wymyślili je filozofowie greccy i poinformowali, że działanie wszystkich innych maszyn, w tym korby, przekładni, śruby i nanorobota, można wyjaśnić, posługując się zasadą działania drąga i równi pochyłej. A drąg to przecież KIJ.

erdmann1Zatem Doroto, a może tak KIJ, urządzenie wielofunkcyjne, oczywiście przede wszystkim do zawracania Wisły, do popychania łodzi płaskodennej na tejżeż, do młocki oraz bicia tych i owych, ewentualnie również pałką, do podpierania się, połykania w celu uzyskania sztywności kręgosłupa, by się nie kłaniać byle komu, sięgania po orzech kokosowy tam, gdzie wzrok nie sięga, wykorzystania jako trzonka do grabi, łopaty i kilofa, a nawet przecież młotka, mierzenia i wymierzania, zamierzania się na zamierzenia, wymachiwania nad głową, noszenia flagi lub transparentu, zwłaszcza typu „PRECZ”, co może być wielce pomocne przy opędzaniu się od pijawek. Czego Ci najserdeczniej życzymy:
Cała Redakcja
Twoje zagorzałe wielbicielki z Fan Clubu Doroty Cygan
Filozofowie (na pewno)
Oraz
Reszta Świata (nie pytana o zdanie)

Zapraszam / Ich lade ein

Alles am Freitag 20. September in Berlin.

Heute, also am 19. September, gibt es eine Ausstellungseröffnung in der Insel Galerie in der Torstraße 207 in Berlin-Mitte. Es ist schon 206. Ausstellung der Berliner Fraueninitiative Xanthippe, diesmal mit vier Künstlerinnen aus Gdańsk/Danzig und fünf aus Berlin.

Und morgen werde ich dort über polnische Künstlerinnen erzählen. Hier nun ein kleines Happchen von meinem Vortrag:

Im Gegensatz zu vielen anderen Lebensbereichen – wie etwa Landwirtschaft, Hauswirtschaft, Fabrikarbeit und Handwerk, aber auch Politik, Kultur oder der Einzelhandel – in denen Frauen sehr oft gleichberechtigt mit Männern tätig waren, existierten bis 19. Jahrhundert Bereiche, zu denen den  Frauen der Zugang rigoros verwehrt war: dazu gehörten traditioneller Weise die Kirche aber auch die Wissenschaft, Medizin und die bildende Kunst. Der Kunstbetrieb war bis Ende des 19. Jahrhunderts fast ausschließlich eine reine Männerdomäne. Die Möglichkeiten sich dort auszuprobieren oder das Kunst-Handwerk zu erlernen waren für Frauen stark begrenzt und standen im Prinzip nur Ehefrauen und Töchtern der Künstler zur Verfügung. Seltener Frauen aus adeligen Familien. Mitgliedschaften bei Gilden und Akademien waren ebenso begrenzt oder gar unmöglich. Die Ergebnisse der künstlerischen Tätigkeit von Frauen wurden oft dem Mann oder Meister der Künstlerin zugeschrieben. In den Ländern wo Malerei hoch geschätzt wurde – Italien, Niederlande, Spanien – gab es schon in der Renaissance und Barock eine kleine Anzahl von Malerinnen, die sogar internationale Anerkennung bekommen haben wie z.B. Sofonisba Anguissola in Spanien und Italien, Artemisia Gentileschi in Italien oder Maria Sibylla Merian in Deutschland und Holland. Aus Polen ist bis zum 19 Jahrhundert nur eine einzige bildende Künstlerin bekannt, die zudem nicht in Polen sondern in Frankreich tätig war: Anna Rajecka (1762 – 1832), eine Rokoko-Zeichnerin. Vermutlich eine uneheliche Tochter des letzten polnischen Königs, Stanisław August Poniatowski.

***

Ausw  neu 08Ausw  neu 53Ausw  2 08IMG_0396

Die Ausstellung von Karsten Hain “Die Schönheit der Blinden”, von der wir ausführlich berichtet haben, als sie im Frühling in Halle präsentiert wurde, kommt jetzt nach Berlin oder – genauer – nach Bernau bei Berlin. Meine Erfahrung sagt mir, dass man Bernau zwar mit der normalen Stadtverkehr erreichen kann, und nicht desto trotz kaum jemand diesen Ort kennt. Und dies ist Schade, weil es ein schönes mittelarteliches Städtchen ist, ein kleiner Bruder von Carcassonne in Frankreich und Paczków in Polen. Also bitte neben einen Besuch bei der Ausstellungseröffnung (oder auch Ausstellung) eine Stadtbesichtigung einzuplanen. Der Autor schreibt auf der Internetseite http://bildbeschreibungen.wordpress.com:

Die Schönheit der Blinden ab 20. September in Bernau

Ihr Lieben,

unsere Ausstellung “Die Schönheit der Blinden” wird im September 2013 in der Galerie Bernau bei Berlin zu sehen sein:

GALERIE BERNAU
Bürgermeisterstraße 4

Dienstag bis Freitag: 10 bis 18 Uhr
Sonnabend: 10 bis 16 Uhr

***

Und noch eine Einladung:
Präsentation der polnischen Ausgabe der Gedichte von Volker Braun (Gleichgewicht – Równowaga) im Buchbund (Neukölln, Sanderstr. 8). Auch um 19:00 Uhr.

Volker Braun, der nach dem Abitur einige Jahre im Bergbau und Tiefbau arbeitete, bevor er an der Universität Leipzig Philosophie studierte, beschäftigt sich mit den Widersprüchen und Hoffnungen in einem sozialistischen Staat. Seit 1960 galt er in der DDR als staatskritisch, und oft gelang es ihm nur unter Einsatz taktischen Geschicks, seine Prosa oder Gedichte zu veröffentlichen. Seine Arbeit umfasst Gedichte, Theaterstücke, Romane und Erzählungen. Von 1965 bis 1967 arbeitete er auf Einladung von Helene Weigel als Dramaturg am Berliner Ensemble. 1982 verließ Braun den Schriftstellerverband der DDR. Seine Werke zeichnen in dieser Zeit zunehmend das Bild eines deprimierenden Lebens in der DDR. Nach der Wiedervereinigung beschäftigte er sich kritisch mit den Gründen für das Scheitern der DDR. Seine gesammelten Werke in zehn Bänden „Texte in zeitlicher Folge“ erschienen in Halle/Saale (1989–1993). Er ist Mitglied des PEN-Zentrums Deutschland. Volker Braun lebt in Berlin.

Lesung & Gespräch mit Volker Braun.
Moderation Marek Zybura (Willy Brandt Zentrum / Wrocław)

Veranstalter: Das Willy Brandt Zentrum (Wrocław), Deutsch-Polnisches Magazin DIALOG, BuchBund

Eintritt: 5€

***

Ausserdem seit gestern ist es Sukkot oder Laubhüttenfest, das bis 25. September dauert.

Es ist ein klassisches Erntenfest. Im 5. Buch Mose heisst es:
„Wenn nicht nur die Getreide-, sondern auch die Weinernte eingebracht ist, sollt ihr sieben Tage lang das Laubhüttenfest feiern. Begeht es als Freudenfest mit euren Söhnen und Töchtern, euren Sklaven und Sklavinnen und mit den Leviten in eurer Stadt, den Fremden, die bei euch leben, den Waisen und Witwen.“ Man geht in die Synagoge mit einem Palmen-, einem Myrten- und einem Weidezweig und einer Zitrone oder sog. etrog.

Also: Alles alles GUTE, meine Lieben! Chag Sukkot Sameach!

Remont

Dorota Cygan

Biała ściana jest jak biała kartka – może na niej powstać wszystko, może błądzić po jej wypukłościach wzrok lub odbijać się myśl wracając bezbłędnie do głowy, może rysować się struktura tekstu lub kontur wspominanej osoby.

To, że będzie tu mowa o remoncie, można usprawiedliwić jedynie tym, że przemówi się Herbertem, który o miejscu po nieobecnym przedmiocie napisał:

Masz teraz / pustą przestrzeń / piękniejszą od przedmiotu / piękniejszą od miejsca po nim/ Jest to przedświat / biały raj / wszystkich możliwości / możesz tam wejść / krzyknąć / pion-poziom […]

Z serca mi poeta wyjął to westchnienie ulgi na widok chwilowo pustej przestrzeni po (niezliczonych) przedmiotach. I tego też  oczekuję od moich (z każdą godziną  bielszych) ścian: że będą jak biały raj, dadzą mi już teraz przedsmak wiecznego porządku, który najlepiej jak sam się zaprowadzi i utrzyma oraz przeniesie na stan ducha i umysłu.

Do mojej białej ściany – mojego przed-świata gotowa jestem napisać odę. Bo biała ściana to przeżycie mistyczne. Jak wiemy, ulotne, warto więc nadać jej bardziej trwałą formę, czyż nie?

Ma poza tym i inne walory. Biała ściana jest wielkoduszna i dyskretna, pozwala wcisnąć  sobie za pazuchę życie poprzednich lokatorów, ślady imprez i odciski minionych wydarzeń i mód. Jest niewybredna – wchłonie każdy bazgroł historii życia codziennego, chowając go pod wygładzoną powierzchnią przed ciekawskim wzrokiem następców. Kiedy przez kilka ostatnich dni docierałam do podskórnej tkanki mojej ściany, uchylała rąbka tajemnicy niezwykle niechętnie. A skrywała warstwę gazet niejedną, całą wręcz kronikę wydarzeń nieprzebranych – prawdę tyle wielowątkową co banalną – że ludzie się wymieniają, a obiekty pozostają – i trwają,  tworząc kulisy dla następnych aktorów: Milionowy pasażer na lotnisku Tegel (1982), starcia z policją w kontekście walki o domy (1981), otwarcie centrum kongresowego ICC (1979), rozbudowa KaDeWe (1978), otwarcie Staatsbibliothek (1978) i Filharmonii Berlińskiej (1963) itd. Tu lekturę posklejanych pod tapetą warstw kroniki miasta jednak przerwałam obawiając się, że jeszcze chwila a dowiem się, że otwarto właśnie pod moim domem park Hasenheide (1810) lub że  z wizytą w Berlinie przebywa Goethe – i do reszty stracę złudzenia, że ostatni remont był stosunkowo niedawno. Wkleiłam więc pod tapetę krótką notatkę wagi historycznej: Dnia 10 września 2013 r. znana blogowiczka D.C. zakończyła remont i porządkowanie wyobraźni, a radość tę dokumentuje Oda do białej ściany, niepublikowany unikat na papierze tapetowym w jedynym egzemplarzu opatrzonym podpisem autorki. Ależ nie, Czytelnicy, oda jest dla przyszłych pokoleń, nie dla Was.

Ale może by mnie znów Herbert wyręczył?

Nic ładnego/deski farba/gwoździe klajster/sznurek papier
Pan artysta/świat buduje/nie z atomów/lecz z odpadków

Święte słowa, moja biała ściano-kartka nie jest doskonała, wybaczcie, powstała z odprysków białej farby i szczypty wyobraźni. Trzeba by nad nią dłużej popracować. No, ale może mogło być przecież gorzej – pomyślcie, gdybym Wam tak zaserwowała np. recenzję z antologii wierszy o remoncie…

Поэзия – Poezja / Okudżawa

Był już u nas z modlitwą Villona, ale w grupie “Fani Bułata Okudżawy” pojawił się ulokowany na Youtubie taki śliczny jesienny filmik ilustrujący “Pożegnanie z Polską”, że po prostu nie mogłam się oprzeć. Piosenka w tej (drugiej) wersji  dedykowana Agnieszce Osieckiej. W sieci piosenka jest tylko po rosyjsku i po polsku.

Anmerkung an meine Deutschen Leser(innen): Das wunderbare Lied “Abschied von Polen” gibt es im Netz nur auf Russisch und Polnisch.

“…Я давно очарован Польшей. Почему так случилось — не знаю. Черты национального характера, история и великая польская культура мне близки. Хорошо знаю ее историю — прекрасную, трагичную и героическую. Близки мне поляки — мудрые, остроумные, тонкие, музыкальные…”

Булат Окуджава, Прощание с Польшей
Агнешке Осецкой

Мы связаны, Агнешка, давно одной судьбоюВ
прощанье и в прощенье, и в смехе и в слезах:
Когда трубач над Краковом возносится с трубою –
Хватаюсь я за саблю с надеждою в глазах.

Потертые костюмы сидят на нас прилично,
И плачут наши сестры, как Ярославны, вслед,
Когда под крик гармоник уходим мы привычно
Сражаться за свободу в свои семнадцать лет.

Прошу у вас прощенья за раннее прощанье,
За долгое молчанье, за поздние слова…
Нам время подарило большие обещанья,
От них у нас, Агнешка, кружится голова.

Над Краковом убитый трубач трубит бессменно,
Любовь его безмерна, сигнал тревоги чист.
Мы – школьники, Агнешка, и скоро перемена,
И чья-то радиола наигрывает твист.

***

Agnieszka, nas już dawno związała przeszłość jedna,
I śmiech, i łzy pożegnań, i wybaczenia czas:
I dziś, gdy nad Krakowem codzienny słychać hejnał –
Dłonią po szablę sięgam, z nadzieją patrząc nań.

Ubranka ciut przetarte jak ulał na nas leżą,
Jak niegdyś Jarosławny, sióstr naszych słychać płacz,
Gdy przy organków dźwiękach idziemy jak żołnierze,
Aby za wolność oddać swe siedemnaście lat.

Cóż znaczy słowo wolność? I jakie treści niesie?
Czy to, że kupisz bilet i pomkniesz w siną dal?
Czy może to, że nocą powłóczysz się po mieście?
Jest inna, wyższa wolność. Idziemy za nią w ślad.

Kogo weźmiemy z sobą? Odwieczna to zagadka.
Kto będzie komendantem? A ordynansem kto?
Dokąd pójdziemy najpierw? I czyja to kasztanka
Ominie fale nieszczęść, bezpieczny znajdzie ląd?

Wybaczcie, proszę, drodzy, to wczesne pożegnanie,
Milczenia długie lata i późne echa słów…
Obietnic czas już minął i niech tak pozostanie,
Bo mogłyby, Agnieszko, uderzyć nam do głów.

Trafiony strzałą trębacz na wieży gra niezmiennie,
I nad Krakowem płynie hejnału czysty dźwięk.
Agnieszko, nam jak uczniom, ogłoszą zaraz przerwę,
I cudze radio twistem zagłuszy bicie serc.

Tłumaczenie: anonimowa (nawet bez ksywki) autorka z portalu
http://www.portal-pisarski.pl/