Poetry – Poezja – Poesie / Leonard Cohen

Dance me, dance me to the end of love…

I wrote about that song on the page “Gedanke des Tages / Myśl dnia”, but the rule of that page is, that the items vanish after one day; sometimes they come then on the bottom of the actual post, but it is not always like that. Leonard Cohen with that song stayed only one day. But the story hidden behind that song doesn’t vanish from my head. It is why it is coming today for good. Yeah, my Loves,  together with Auschwitz and ghetto. And it is the same theme as in the poem of Paul Celan Todesfuge. I wrote about it HERE.

“‘Dance Me to the End Of Love’ … it’s curious how songs begin because the origin of the song, every song, has a kind of grain or seed that somebody hands you or the world hands you and that’s why the process is so mysterious about writing a song. But that came from just hearing or reading or knowing that in the death camps, beside the crematoria, in certain of the death camps, a string quartet was pressed into performance while this horror was going on, those were the people whose fate was this horror also. And they would be playing classical music while their fellow prisoners were being killed and burnt. So, that music, “Dance me to your beauty with a burning violin,” meaning the beauty there of being the consummation of life, the end of this existence and of the passionate element in that consummation. But, it is the same language that we use for surrender to the beloved, so that the song — it’s not important that anybody knows the genesis of it, because if the language comes from that passionate resource, it will be able to embrace all passionate activity.” Leonard Cohen

Featuring the artwork of Matthew Schwartz.

Dance me to your beauty with a burning violin
Dance me through the panic ’til I’m gathered safely in
Lift me like an olive branch and be my homeward dove
Dance me to the end of love
Dance me to the end of love

Oh let me see your beauty when the witnesses are gone
Let me feel you moving like they do in Babylon
Show me slowly what I only know the limits of
Dance me to the end of love
Dance me to the end of love
Dance me to the wedding now, dance me on and on
Dance me very tenderly and dance me very long
We’re both of us beneath our love, we’re both of us above
Dance me to the end of love
Dance me to the end of love

Dance me to the children who are asking to be born
Dance me through the curtains that our kisses have outworn
Raise a tent of shelter now, though every thread is torn
Dance me to the end of love

Dance me to your beauty with a burning violin
Dance me through the panic till I’m gathered safely in
Touch me with your naked hand or touch me with your glove
Dance me to the end of love
Dance me to the end of love
Dance me to the end of love

***

Wtańcz mnie w swoje piękno i niech skrzypce drżą
Przez paniczny strach aż znajdę w nim bezpieczny port
Chcę oliwną być gałązką podnieś mnie i leć
Tańcz mnie po miłości kres

Wtańcz mnie w swoje piękno, póki nikt nie widzi nas
W twoich ruchach odżył chyba Babilonu czas
Pokaż wolno to, co wolno widzieć tylko mnie
Tańcz mnie po miłości kres

Odtańcz mnie do ślubu aż jeszcze, jeszcze raz
Tańcz mnie bardzo delikatnie długo, jak się da
Bądźmy ponad tą miłością pod nią bądźmy też
Tańcz mnie po miłości kres

Tańcz mnie do tych dzieci, które proszą się na świat
Przez zasłony, które noszą pocałunków ślad
Choć są zdarte lecz w ich cieniu można schronić się
Tańcz mnie po miłości kres

Wtańcz mnie w swoje piękno i niech skrzypce w ogniu drżą
Przez paniczny strach aż znajdę w nim bezpieczny port
Pieść mnie nagą dłonią albo w rękawiczce pieść
Tańcz mnie po miłości kres

 Tłumaczenie: Maciej Zembaty

***

Tanz mit mir und einer brennenden Geige zu deiner Schönheit
Tanz mit mir durch die Panik bis ich es sicher erlange
Ernte mich wie einen Olivenzweig und sei mein Täubchen heimwärts
Tanz mit mir zum Ende der Liebe
Tanz mit mir bis zum Ende der Liebe
Oh lass mich deine Schönheit sehen wenn die Zeugen gegangen sind
Lass mich deine Bewegungen fühlen wie sie es in Babylon tun
Zeig mir langsam das, wo ich nur die Grenzen kenne
Tanz mit mir zum Ende der Liebe
Tanz mit mir bis zum Ende der Liebe

Tanz mit mir jetzt zur Hochzeit, tanz die ganze Zeit
Tanz ganz zärtlich mit mir tanz sehr lange mit mir
Wir beide sind unterhalb unserer Liebe, wir beide sind oberhalb
Tanz mit mir zum Ende der Liebe
Tanz mit mir bis zum Ende der Liebe

Tanz mit mir zu den Kindern die darauf warten geboren zu werden
Tanz mit mir durch die Vorhänge die unsere Küsse abnutzten
Bau jetzt ein Schutzzelt auf, obwohl jeder Faden gerissen ist
Tanz mit mir zum Ende der Liebe

Tanz mit mir und einer brennenden Geige zu deiner Schönheit
Tanz mit mir durch die Panik bis ich es sicher erlange
Berühre mich mit deiner nackten Hand oder berühre mich mit deinem Handschuh
Tanz mit mir zum Ende der Liebe
Tanz mit mir bis zum Ende der Liebe
Tanz mit mir zum Ende der Liebe

Übersetzung

Lipsk, książę i manga

Ewa Maria Slaska

Wpis został zadedykowany Julicie
w nagrodę za rozwiązanie zagadki sprzed kilku dni

Jak już zapowiadałam kilka dni temu czyli w dzień św. Jadwigi, zajmiemy się dziś historią wojenną, dziś bowiem całe Niemcy hucznie świętują 200 rocznicę zwycięskiej bitwy pod Lipskiem czyli tzw. Völkerschlacht. Nazywano ją Bitwą Narodów, a stoczyły ją wojska Napoleona  ze sprzymierzonymi wojskami Prus, Rosji, Anglii i Szwecji. Bitwa pod Lipskiem to największa klęska Napoleona, choć to bitwa z Anglikami pod Waterloo w roku 1815 przypieczętowała jego upadek. Bitwa trwała trzy dni, a my Polacy patrzymy na nią zupełnie inaczej niż Niemcy. Bo choć dla Prus wojna napoleońska (1806-1813) podobnie jak dla Polaków to wojna o odzyskanie niepodległości, to jednak oznaczało to coś absolutnie innego. W roku 1806 Napoleon podbił Prusy, które w bitwie pod Lipskiem odzyskały niepodległość. Polacy byli już od roku 1772 w niewoli, a Napoleon obiecał im wojnę z zaborcami i odzyskanie niepodległości. Dla Prus 19 października 1813 to koniec wojny, dla Polaków – koniec nadziei.

W tej bitwie zginął bohater wojen napoleońskich, książę Józef Poniatowski herbu Ciołek (ur. 1763 w Wiedniu, zm. 19 października 1813) – polski arystokrata, generał, minister wojny i Wódz Naczelny Wojsk Polskich Księstwa Warszawskiego, marszałek Cesarstwa Francuskiego, członek Rady Stanu Księstwa Warszawskiego. Poniatowski pierwszego dnia bitwy, 16 października, został mianowany przez Napoleona marszałkiem Francji, co było jedynym takim wyróżnieniem dla cudzoziemca. Cieszył się tym honorem dokładnie trzy dni. Trzeciego dnia bitwy, mając za sobą przedwcześnie wysadzony most na Elsterze, ciężko ranny, rzucił się z koniem do wezbranej rzeki i został omyłkowo ostrzelany przez Francuzów stojących na drugim brzegu. Zginął zastrzelony przez sojuszników, co francuscy historycy potwierdzili dopiero w roku 2005.

mangaWkrótce po śmierci Poniatowskiego rozwinął się w Polsce jego kult ściśle związany z legendą napoleońską – książę był przez stulecia inspiracją dla bojowników o wolność Polski. Ciekawe, że legenda księcia przeniosła się daleko poza Polskę i ośrodki polonijne. Przetrwała też do dziś. Najciekawszym elementem tej legendy jest japońska manga z roku 1991 stworzona przez słynną rysowniczkę japońską Riyoko Ikeda, zatytułowana „Aż do nieba”.  W czasie tworzenia tej historii Riyoko Ikeda była już legendą wśród wielbicieli mangi. Komiks opowiada o Polsce, a jej głównym bohaterem jest książę Józef Poniatowski. Pewnie dlatego była to  pierwsza manga oficjalnie wydana w Polsce, już w roku 1996. Komiks opowiada całe życie księcia, od urodzin po  śmierć w roku 1813. Ne jest to żadną miarą dzieło historyczne, lecz opowieść przygodowa. Z pięknym i odważnym bohaterem, kochanym przez piękne kobiety.

manga2Aż do nieba to intrygi, zdrady i wielka miłość na tle burzliwych wydarzeń Europy na przełomie XVIII i XIX wieku. Autorka narzuca swoistą interpretację dziejów, jednak dość bliską temu, czego uczyliśmy się na lekcjach historii. Wie np., że Stanisław August Poniatowski był słabym politykiem, ale wie też – a tego Polacy wcale nie lubią – że był kochankiem carycy Katarzyny, wcale nie z oportunizmu, lecz z miłości.

Niedawno w wydawnictwie Japonica Polonica Fantastica ukazało się nowe, jednotomowe wydanie Aż do nieba jako tzw., bardzo ceniony przez zbieraczy, omnibus. Kosztuje 59 złotych i jak ktoś lubi komiksy, to na pewno warto sobie tę mangę nabyć. Choć ostatnio, jak ja go chciałam kupić, to Księcia akurat nie było.

A bez zajrzenia do komiksu jako takiego nie wiemy, jak Riyoko Ikeda opowiedziała śmierć księcia i co zrobiła z okrzykiem “Bóg mi powierzył honor Polaków”, bo jeśli księcia zastrzelili sprzymierzeńcy podczas próby powrotu przez rzekę do własnej armii, to nie było to honorowe samobójstwo bohatera w obliczu nieodwracalnej klęski, tylko “friendly fire”.

Pierogi w Café Freysinn

freysinnberlin
Café und Bistro im Brunnenviertel, Berlin-Mitte

freysinnCafé und Bistro Freysinn
Jasmunder Straße 5 | 13355 Berlin
Inhaberinnen: Ann-Kathrin Mätzold, Marta Susid
E-Mail: info [at] freysinn.com

Ja? Was ist das? Produktplacement? Werbung? Gar vielleicht – bezahlte? Nein, nein… Hier lesen wir heute – Nicola Caroli und ich. Um 18 Uhr.  Wir lesen auf Deutsch. Im Rahmen des Projekts Woche der Sprache und des Lesens im Wedding 2013. 

Und hier kleine Leseprobe von mir, die auch erklärt, weshalb man nach der Lesung polnische Pirogge essen kann. Überhaupt ist das Essen im Café Fraysinn hervorragend! Echt hervorragend!

Ewa Maria Slaska, Die Persona von Bergmann

“Drei Wochen. In drei Wochen kann man ganz viel schaffen. Was hast du zu verlieren?”
“25 Tausend Euro!!!”
Ich entschließe mich Pierogi vorzubereiten. Ich bin eine Polin, und angesichts einer Katastrophe fängt eine echte Polin an, zu kochen. Es darf etwas nahrhaftes sein und am liebsten auch etwas arbeitsaufwendiges und zeitraubendes. Und ich ahne schon die Ausmaße der Katastrophe… 25 Tausend Euro!
Zuerst kocht man das Sauerkraut. Bis es weich und samten wird. Mit Kümmel, Majoran und Pfeffer. 25 Tausend Euro, verdammt noch mal!
Ich ziehe einen Leinenbeutel aus dem Küchenschrank. Es duftet herrlich nach Weihnachten, Lagerfeuer im dunklen, weißen Wald und Faschingszug auf Schlitten. Die getrockneten Steinpilze.
“Was machst du?! Ich rede mit dir, und du beschäftigst dich mit deinen Pilzen.”
Gerade deshalb denke ich, aber ich sage es nicht. Einem Genie sagt man sowas nicht.
“Ich höre dir zu, Liebling.”
Herrlich duften meine Steinpilze. Ich fühle mich glücklich. Im Hinterkopf wächst zwar die winzige Frage, ob das alles gutgehen wird, ob es nicht zu voreilig ist, schon heute zu sagen, ich sei glücklich. Angesichts einer Katastrophe gehe ich heute noch gern in die Küche und bereite Pierogi vor, währenddessen der Mann an meiner Seite mit seinen intellektuellen Aufgaben ringt. Ich tue es gern, ich bin aber vorsichtig… ach was, es ist schön…
Ich lasse das Wasser kochen, tue die schönen, weissen, breiten Pilzscheiben darein und lasse sie im bedeckten Topf eine Stunde lang schwach sieden.
“Eine von den beiden Frauen ist 40, schön, reich und intelligent…”
“Sprichst du vielleicht von mir? Ausser reich stimmt alles. Ist sie auch in ihrem Beruf erfolgreich?”
“Joanna!!!”
“Ja, ja.”
“Der ganze Film spielt in einer Nervenklinik.”
“War es nicht schon mal in einem Film?”
“Alles war schon mal… ”
Das stimmt.
Ich hacke eine üppige Zwiebel klein und brate sie in der Butter. Herrlich!
“Sie leidet unter unerklärbarer Todesangst. Es beeinflusst sie, die Familie, die Karriere ihres Ehemannes. Carolina…”
“Wer ist Carolina?”
Peter nimmt meine Frage nicht wahr: ” … und ihr Ehemann entscheiden gemeinsam…”
Eine Frau und ihr Mann entscheiden selten gemeinsam. Das sagt mir meine Erfahrung. Aber Peter hat wohl andere Erfahrungen angesammelt. “…dass ob sich Carolina untersuchen lässt. Sie bleibt in einer Klinik. Lediglich die Beobachtungen werden durchgeführt. Dadurch schafft man für den Film eine metaphorische Situation: es spielt sich weder medizinisch noch psychotherapeutisch etwas ab, trotzdem bleibt die Hauptfigur in der Anstalt.”
“Und wozu?” frage ich.
“Wie wozu?”
“Wozu soll sie im Krankenhaus leiden? Zuhause hätte sie besser gehabt. Möchtest du probieren, wie die Pilze schmecken?”
“Mein Gott, Joanna, ich rede mit dir über ernsthafte Probleme und du…”
Oho!
„Ich höre dir doch mit äußerstem Ernst zu.” Ich zerkleinere die Steinpilze. “Wieso leidet sie eigentlich unter Todesangst?”
“Wie wieso? Was meinst du?”
“So wie ich es sage: Wieso hat sie Angst vor dem Tod?”
“Jeder hat doch Angst vor dem Tod.”
“Ich nicht.”
Ich gieße den Pilzsud ins Sauerkraut. Jetzt wird es gekocht, bis das sie bräunlich wird. Kochen ist vielleicht ein Schutzwall gegen die Angst. Man schafft die Welt, das All, was weiß ich…, es gibt bei Italo Calvino eine Frau N-gdx-zungh, eine nichtexistierende Existenz in dem Knollen des Alls vor dem Urknall, die eines Tages sagt: ach Kinder, ich hätte euch so gern köstliche Pasta zubereitet. Pastateig und Pierogiteig bereitet man auf ähnliche Weise zu. Mehl, Ei, Salz und Wasser. Und viel menschliche Mühe beim Kneten. Man knetet und knetet, eine demiurgische Aufgabe, und dann rollt man und wälzt, und rollt, und bei jeder Bewegung der Teigrolle wächst das All unter den Händen der Frau N-gdx-zungh.
Ich setze den Wassertopf auf.
“OK OK, sie hat Angst. Und?”
“Ihr Zustand verschlechtert sich.”
“Warum?”
“Sie ist krank. Sie weiß es aber nicht.”
“Unmöglich. Eine Krankheit, die in einer deutschen Klinik unerkannt bleibt?”
“Gehirntumor?”
“Der wird doch entdeckt.”
“Vielleicht nicht. Wenn er sich in den Falten verbirgt.”
“Na gut…”
Ich schneide kleine Kreise aus dem gerollten Teig, fülle sie mit Sauerkraut-Zwiebel-Pilz-Mischung und verklebe ihre Ränder zum Halbmond. Kosmische Formen. Alles lässt sich kosmisch auslegen, man braucht nur seinen Willen, um die Welt als das All zu sehen und nicht als Jammertal.
“Zuerst unternimmt Carolina noch Versuche gegen ihre Angst zu kämpfen oder sie zu erklären…”
“Warte doch mal, ihre Angst sei ist durch ihre Krankheit bedingt, sie braucht keine intellektuelle Erklärungen.”
“Sie weiß es nicht. Für sie ist sie unerklärbar. Sie ist eine intelligente Frau, die glaubt, ihre Angst intellektuell zu erfassen zu können. Erst später, schon im Krankenhaus, unterliegt sie der Angst und spürt, wie sie sie langsam wegfrisst.”
Ich werfe die erste Portion der Pierogi ins kochende Wasser hinein.

Und den Rest kann man heute um 18.00 Uhr hören. Und danach köstliche Pierogi bestellen. Ach, wie schön, dass es Oktober gibt, und Pilze, und gutes Essen, und überhaupt…

Reblog: Ciasteczka św. Jadwigi

257px-Hedwig_von_andechsWczoraj miała imieniny, ale dziś też. Kościół obchodzi jej święto przez dwa dni.  Jadwiga! Pisałam o niej dokładnie rok temu na blogu QRA czyli Nowa Kura, kuchnia i kultura. W zarozumiałości swej uważam po roku, że wpis był ciekawy, a ponieważ mam nowych czytelników pozwalam go sobie tutaj zreblogować, a też i uzupełnić.

Jadwiga czyli Hedwig jest patronką Berlina. Dlatego też patronuje największej świątyni katolickiej w tym mieście. Sankt Hedwig Kathedrale – katedra św. Jadwigi w Berlinie leży w samym centrum miasta, na Bebelplatz (tu palono książki w 1933 roku), na przeciwko Uniwersytetu przy ulicy Unter den Linden. Główny kościół katolicki Berlina, od roku 1927 biskupstwo, od roku 1972 – siedziba arcybiskupa, a przy tym świątynia, która wielorako wiąże się z Polską.

Patronką katedry jest Jadwiga Śląska (1174 – 1243), księżniczka niemiecka z Andechs, żona Henryka Brodatego i matka Henryka Pobożnego. Była, jak wiele średniowiecznych księżniczek, prawdziwą Chrześcijanką. Ufundowała liczne kościoły i klasztory, w tym pierwszy polski klasztor kobiecy w Trzebnicy, ale przede wszystkim słynna była z umartwień i pomocy, jaką niosła chorym i biednym. Zmarła w roku 1243, w roku 1267 została kanonizowana. Czczona jako patronka Polski i Śląska.

Nota bene “nasza” święta Jadwiga czyli Królowa, żona Władysława Jagiełły, otrzymała imię po księżniczce z Andechs.

800px-Sankt_Hedwigskathedrale_Bebelplatz_2Król Prus Fryderyk II Wielki ufundował katedrę berlińską pod jej wezwaniem, co nie było działaniem ot takim sobie. Fryderyk przeprowadził w ciągu swego panowania trzy wojny śląskie, które doprowadziły do przyłączenia Śląska do Prus. Jednakże oderwany od Królestwa Czeskiego czyli Austrii Śląsk nie był zachwycony nową przynależnością państwową. Zgoda na budowę kościoła katolickiego w protestanckim mieście i lokalna śląska patronka miały pozytywnie nastroić niechętnych śląskich katolików do protestanckiej władzy. W latach 1747 – 1773 zbudowano wielki kościół, a Jadwigę ogłoszono patronką całego miasta. Budowa trwała długo, bo prawie trzydzieści lat, a to dlatego, że wciąż brakowało pieniędzy. W całych Niemczech zbierano datki, miała się też odbyć loteria fantowa w celu pozyskania funduszy. W pewnym momencie berlińscy Żydzi zaproponowali nawet królowi, że odkupią budowlę i zamienią ją w synagogę.

Świątynia została wzniesiona na wzór rzymskiego Panteonu czyli w stylu klasycystycznym, a konsekrował ją 1 listopada 1773 roku zaprzyjaźniony z królem Fryderykiem arcybiskup gnieźnieński, Ignacy Krasicki. Tak, ten sam, nasz wielki książę poetów… Nie obyło się zresztą bez głosów krytyki, że co Polakowi do katedry w Berlinie… Gdy umarł, został tu pochowany, a ciało jego przeniesiono do Gniezna dopiero w roku 1829.

Zgodnie z informacjami portalu Kocham historię w katedrze odbyła się msza żałobna z okazji śmierci Piłsudskiego. Marszałek zmarł 12 maja 1935 roku. W kilka dni później człowieka, którego widać na zdjęciu (mam wrażenie, że każdy z nas bez trudu rozpoznaje tego człowieka), zażyczył sobie, żeby i w Berlinie zorganizować mszę żałobną. Trumna na zdjęciu ma charakter symboliczny.

Ciekawe, że mszę zorganizowano w kościele katolickim, mimo iż Piłsudski, urodzony w rodzinie katolickiej, był formalnie ewangelikiem. Na stronie Apostazja.info czytamy: Piłsudski przeszedł z religii katolickiej na luteranizm 24 maja 1899 roku w parafii w Łomży, a powodem były plany matrymonialne. Marszałek mógł się dzięki temu ożenić z Marią Juszkiewiczową – rozwódką wyznania ewangelicko-augsburgskiego. Inne fakty z późniejszego życia marszałka mogą (ale nie muszą, gdyż nie jest znany żaden ważny kanonicznie akt rekonwersji) świadczyć o tym, że marszałek wrócił na łono Kościoła rzymskokatolickiego (ślub z drugą żoną w 1921 roku odbył się w rycie katolickim, Piłsudski otrzymał też katolickie ostatnie namaszczenie).

Podczas wojny katedra została zniszczona, po wojnie odbudowana. W krypcie znajduje się grób bł. Bernharda Lichtenberga, tutejszego proboszcza w latach 1938-1941 – obrońcy Żydów. Lichtenberg został aresztowany w październiku 1941 roku, w maju 1942 roku skazano go na dwa lata więzienia. Zmarł w drodze do obozu w Dachau, 5 listopada 1943. W dniu 23 czerwca 1996 roku na stadionie olimpijskim w Berlinie papież Jan Paweł II dokonał jego beatyfikacji.

Niestety kościół św. Jadwigi ma, jak każda instytucja, również niechlubne karty na swym koncie, które, jak dotąd, skrzętnie przemilcza. Gdy w roku 1941 parafie berlińskie postanowiły, nie przymuszane przez nikogo, wspólnie zorganizować obóz pracy dla robotników przymusowych z Rosji i Ukrainy, w inicjatywę zaangażowało się 39 parafii ewangelickich i trzy katolickie, w tym również parafia katedry św. Jadwigi. W kościelnym obozie pracy przetrzymywano 100 robotników, wykorzystywanych do wykonywania ciężkich prac na cmentarzach, w tym przeprowadzania szybkich pochówków ofiar bombardowań. Jeżeli gdzieś na berlińskich cmentarzach zobaczymy takie szeregi grobów, to mogło się zdarzyć, że wykopali je niewolnicy pracujący dla kościoła chrześcijańskiego.

kriegsgraeberWięcej na temat kościelnego obozu pracy TU.
Kościół św. Jadwigi to jedno z niewielu miejsc w Berlinie, gdzie katolik może wziąć udział w typowych obrzędach, nieznanych ewangelikom. Organizuje się tu na przykład procesje z okazji Bożego Ciała. Na zdjęciu taka procesja w roku 1929.

procesja
148938-bigfix-omas-hedwigs-hefekekseA tu już wreszcie tytułowe ciasteczka świętej Jadwigi, jeden z wypieków, jakich ongiś wiele było w kościołach – nazywały się rogale świętego Marcina, ciastka migdałowe świętego Jana, herbatniki Mikołaja, ciastka świętej Łucji lub chleb świętej Agaty. Pieczono je w klasztorach i w dzień wspominania świętego patrona rozdawano biednym.

Ciastka Jadwigi w dniu 15 i 16 października.

319px-Hedwig_Cella_Bad_Zell_ATCiasteczka te noszą też nazwę Hedwigssohlen czyli… podeszwy Jadwigi i taki też powinny mieć kształt – kształt stópek. Owe bose stopy świętej Jadwigi – to część jej legendy. Księżna umartwiała się i nie nosiła butów nawet w najgorsze mrozy. Książę małżonek miał być ponoć niezadowolony z tego, że jego żona chodzi boso i wymógł na niej obietnicę, że będzie nosiła buty. Jadwiga przyrzekła i odtąd zawsze nosiła buty w ręku lub przewieszone na sznurku przez ramię. Na wizerunkach przedstawia się ją boso, często z butem w ręku.

ciasto
125 ml letniego mleka
4 łyżki cukru
1 łyżeczka drożdży suszonych
1 cytryna
250 g mąki
4 łyżki masła
1/2 łyżeczki soli
1 jajko

polewa
2 łyżki śmietany
1 żółtko
cukier kryształ

Wymieszać mleko z łyżką cukru i drożdżami, odstawić na około pół godziny. Mieszanina powinna tworzyć bąble.

Otrzeć skórkę z połowy cytryny. Dodać wszystkie składniki ciasta do masy drożdżowej i zagnieść lekkie ciasto. W razie potrzeby dodać trochę letniej wody, jeśli ciasto jest za gęste lub trochę mąki, jeśli wydaje się nam zbyt płynne.

Ciasto odstawić do wyrośnięcia na 45 minut w ciepłym miejscu. Podzielić ciasto na 16 kawałków, rozwałkować na grubość pół centymetra, uformować w kształt stopy.

Stópki ułożyć na blasze i pozwolić im odpocząć przez 20 minut. Piec w nagrzanym piekarniku w temperaturze 200° C przez 15 minut. W tym momencie stópki powinny już być pięknie złociste. Posmarować ciastka śmietaną wymieszaną z żółtkiem, posypać cukrem i piec jeszcze przez 5 minut.

Smacznego.

Uwaga – dla Niemców dzisiejszy dzień wiąże się z Bitwą Narodów czyli zwycięstwem nad Napoleonem. W tym roku jest to 200 rocznica i hucznie się ją obchodzi. Bitwa trwała kilka dni, zaczęła się 16 października i zakończyła 19, przy czym miało wtedy też miejsce zdarzenie ważne – co najmniej symbolicznie – dla historii Polski i polskiej mitologii.  Zajmiemy się tym tematem w stosownym czasie, czyli 19 października. A na razie ci co mają ochotę, mogą odpowiedzieć, o jakim zdarzeniu tu myślę – na pytanie odpowiedziała Julita: chodzi o śmierć księcia Józefa Poniatowskiego w nurtach Elstery.

Nota bene dla Polaków dzień ten też ma w tym roku jeszcze dodatkowe znaczenie – 16 października 1978 roku, 35 lat temu, Karol Wojtyła został wybrany na papieża i przybrał imię Jana Pawła II.  

Poezja – Poesie – Poetry / Marek Grechuta

Urodził się 10 grudnia 1945 roku, zmarł 9 października 2006 roku w Krakowie. Piosenkarz, poeta, kompozytor, malarz, z wykształcenia architekt, jak twierdzi Wikipedia, interesował się także rzeźbą i filozofią. W ostatnim tygodniu nagromadziło się kilka rocznic poetyckich. Była 77 rocznica urodzin Agnieszki Osieckiej, była 92 rocznica urodzin Tadeusza Różewicza. Nie wiem dlaczego zdecydowałam jednak, że przypomnę tu Marka Grechutę, choć zarówno “Ocalałem prowadzony na śmierć” jak “Okularników” można dokładnie tak samo jak “Świecie nasz” uznać za najważniejsze teksty literackie, określające nasze pokolenie.  Wszyscy troje byli kultowymi postaciami i symbolami tej najlepszej Polski, jaką wtedy mieliśmy. Osiecka i Różewicz na pewno się tu pojawią. A dziś Marek Grechuta.

Świecie nasz

Pytać zawsze – dokąd, dokąd?
Gdzie jest prawda, ziemi sól,
Pytać zawsze – jak zagubić,
Smutek wszelki, płacz i ból

Chwytać myśli nagłe, jasne,
Szukać tam, gdzie światła biel,
W Twoich oczach dwa ogniki,
Już zwiastują, znaczą cel,

W Twoich oczach dwa ogniki,
Już zwiastują, znaczą cel.

Świecie nasz, świecie nasz,
Chcę być z Tobą w zmowie,
Z blaskiem twym, siłą twą,
Co mi dasz – odpowiedz!

Świecie nasz – daj nam,
Daj nam wreszcie zgodę,
Spokój daj – zgubę weź,
Zabierz ją, odprowadź.

Szukaj dróg gdzie jasny dźwięk,
Wśród ogni złych co budzą lęk,
Nie prowadź nas, powstrzymaj nas,
Powstrzymaj nas w pogoni…

Świecie nasz –
Daj nam wiele jasnych dni!
Świecie nasz –
Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie!
Świecie nasz –
Daj ugasić ogień zły!
Świecie nasz –
Daj nam radość, której tak szukamy!
Świecie nasz –
Daj nam płomień, stal i dźwięk!
Świecie nasz –
Daj otworzyć wszystkie ciężkie bramy!
Świecie nasz –
Daj pokonać każdy lęk!
Świecie nasz –
Daj nam radość blasku i odmiany!
Świecie nasz –
Daj nam cień wysokich traw!
Świecie nasz –
Daj zagubić się wśród drzew poszumu!
Świecie nasz –
Daj nam ciszy czarny staw!
Świecie nasz –
Daj nam siłę krzyku, śpiewu, tłumu!
Świecie nasz –
Daj nam wiele jasnych dni!
Świecie nasz –
Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie!
Świecie nasz –
Daj ugasić ogień zły!
Świecie nasz…

Świecie nasz, świecie nasz,
Chcę być z Tobą w zmowie,
Z blaskiem twym, siłą twą,
Co mi dasz – odpowiedz!

Autor tekstu i wykonawca: Marek Grechuta
Kompozytor: Jan Kanty Pawluśkiewicz

***
Und hier der Text auf Deutsch übertragen von einen berühmten DDR-Liedermacher Kurt Demmler. ANAWA und MAREK GRECHUTA erreichten zu Beginn der 70. und in Folge des Albums “Korowód” (1971) eine große Popularität in der DDR. Richtig populär wurde er, nachdem sie im Rundfunk der DDR einige ihre Lieder in deutscher Sprache neu produzierten, ua. “Dni, Ktorych Nie Znamy” / “Wichtig sind Tage, die unbekannt sind” ein Kultsong, ebenso wie “Świecie Nasz” / “Unsere Welt” zu einer Hymne avancierte, in der die Sehnsucht nach einer besseren Welt, die uns damals unbewusst beschäftigte, besungen wurde.

gehen wir dahin wo wind weht
dahin wo die zeit uns braucht
dahin wo der tau noch funkelt
suchen wir den jungen tag
nimm dein herz und nutz dein werken
und nimm dir vom glück dein teil
dahin wo noch alles möglich
da geh hin und nutze die zeit

gehen wir suchen wir den tag
suchen wir den tag der vor uns liegt
gehen wir suchen wir den tag
suchen wir den tag der vor uns liegt
gehen wir suchen wir den tag
gehen wir

hüte deine besten träume
lass dich nicht vom schein verführen
bau dein haus auf festem boden
wo ein tag dem anderen folgt
doch lass dich am tische nieder
trink den wein der wahrheit
dahin wo noch alles möglich
da geh hin und nutze die zeit

gehen wir suchen wir den tag
suchen wir den tag der vor uns liegt
gehen wir suchen wir den tag
suchen wir den tag der vor uns liegt
gehen wir suchen wir den tag
gehen wir

frage stets wohin warum
wahrheit ist der erde salz
frage immer wie vergehen
alle trauer aller schmerz
halte deine träume fest
und die liebe und das licht
deine augen spiegeln schon
zukunft voller zuversicht
deine augen spiegeln schon
zukunft voller zuversicht

unsre welt unsre welt
sie gehört auch mir
dass sie endlich blühen kann
sorg ich mit dafür

aber noch braucht es zeit
fernes zu erreichen
und es gibt noch Not und tod
elend ohnegleichen
dass das endlich anders wird
müssen wir uns mühen
und es muss die ganze welt
endlich endlich blühen

unsere welt
braucht die sonne braucht das licht
unsere welt
hat die kraft dazu die nie verlischt

unsere welt
hat nicht platz für mord und brand
unsere welt
hat den hunger noch nicht ganz verbannt

unsere welt
sei beschützt vor angst und not
unsere welt
hat für alle menschen reichlich brot

unsere welt
schließt dem feigen tür und tor
unsere welt
sei so stark wie niemals je zuvor

unsere welt
schütze liebe und das licht
unsere welt
sie soll sein voll mut und zuversicht

unsere welt
schenke morgens uns den tau
unsere welt
schenk uns nächte ruhig still und lau

unsere welt
hüte wälder auch und seen
unsere welt
sie braucht menschen die mit klaren augen sehn

unsere welt
sie braucht uns zum fortbestehn
unsere welt

unsre welt unsre welt
sie gehört auch mir
dass sie endlich blühen kann
sorg ich mit dafür

Verzeihung: Der hier aufgeführte Text entstammt keiner gedruckten Publikation, sondern wurde von jemanden von der Internetseite http://www.ostmusik.de von den Originalaufnahmen abgeschrieben.

dt. Kurt Demmler

***

English version of that song I found on the site “www.textowo.pl” without a name of translator:

Our world

Always asking – where to, where to?
Where is the truth, salt of the Earth,
Always asking, how to lose
All sadness, cry and pain.

Catch sudden, bright toughts,
Seek there, where light is white,
Two fires in your eyes
Herald, mark the goal.

Two fires in your eyes
Herald, mark the goal.

Our world, our world,
I want to deal with you,
With your shine, your strength,
What will you give me – answer me!

Our world – give us,
Finally give us permission,
Give us peace – take the bane,
Take it, escort it.

Seek for roads where bright sound,
Among evil flames which bring fear,
Don’t lead us, stop us,
Stop our chase.

Our world –
Give us many bright days!
Our world –
Give us expactation in a bright day!
Our world –
Let us put out the evil flames!
Our world –
Give us happiness which we’re seeking!
Our world –
Give us fire, steel and sound!
Our world –
Let us open every heavy gate!
Our world –
Let us defeat every fear!
Our world –
Give us happines of shine and variety!
Our world –
Give us shadow of high grass!
Our world –
Let us get lost among noise of the trees!
Our world –
Give us black lake of silence!
Our world –
Give us strength of shout, singing, crowd!
Our world –
Give us many bright days!
Our world –
Give us expectation in a bright day!
Our world –
Let us put out the evil flames!
Our world…

Our world, our world,
I want to deal with you,
With your shine, your strength,
What will you give me – answer me!

13.10.2013 / 13:13

Zacznę obowiązkowo czyli od zaproszenia na wernisaż w dniu 13.10.2013 o godzinie 13:13 / Morgen findet eine Ausstellungseröffnung statt und zwar um diese magische Zeit: 13.10.2013 um 13:13 Uhr.

plakatela Ela/ Elżbieta Woźniewska

fionaIch kenne sie / Znam ją.
Ich bewundere ihre Kunst. / Cenię i podziwiam jej malarstwo.
Jak kiedyś będę miała dość pieniędzy, na pewno kupię sobie jej obraz. / Wenn ich mal genug Geld haben werde, werde ich mir ihr Bild kaufen.
Na przykład ten. / Zum Beispiel dieses.
Fiona
Oder ich lasse mir von Ela mein Portait malen. / Albo zamówię u Eli mój portret.
Na przykład jak jeden z tych. / Zum Beispiel wie ein von diesen.

portretyelaSie macht auch andere Sachen, sie nennt sie Ikonen und Kryptograme. Die mag ich nicht besonders, aber sie sind farbenfroh, lustig und finden viele Bewunderer. Sie haben eine wunderbare, rauhe Oberfläche, wie eine Katzenzunge./ Maluje też inne rzeczy. Nazywa je Symbole i Kryptogramy. Nie przepadam za nimi, ale przyznaję, są barwne, wesołe i znajdują wielu nabywców. Mają wspaniałą strukturę, są szorstkie jak język kota.

buzki Robi też przedziwne, piękne, wyszukane książki artystyczne. / Sie macht auch aussergewöhnliche, exquisite Kunstbücher.

bookselaSie ist eine tief glaubende Christin. / I jest głęboko wierzącą chrześcijanką.
Daher die Ausstellung in der Kirche? / Dlatego wystawa w kościele polskim w Berlinie?

tryptykrzymski-aniol-tekstKrystyna Koziewicz tak napisała o wystawie:

W 35 rocznicę wyboru papieża Polaka na Stolicę Piotrową. 13.10.13 w Galerii pod Bazyliką w Berlinie Ela Woźniewska zadedykowała wystawę ”Próg nadziei”  Błogosławionemu Janowi Pawłowi II.

Ksiądz proboszcz Marek Kędzierski jest kustoszem tej galerii, w której realizuje słowa Jana Pawła II, że należy ewangelizować kulturę. „Przestrzeń sakralna ma nas wzmacniać w wierze”.

Ela Woźniewska ukończyła malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, grafikę w ASP w Katowicach, studiowała w Berlinie w Akademie der Künste.

ela-wystawa2Dzieła przedstawione na wystawie „Próg nadziei” powstawały przez ostatnich 15 lat i są odzwierciedleniem życiowej refleksji Eli na temat aktualnych wydarzeń i postaw ludzkich. Na suficie galerii artystka umieściła kryptogramy – barwną płaszczyznę symboli, pokazujących dążenie do doskonałości i perfekcji człowieka wolnego od cierpienia i pogardy.  Ale to niełatwe. Nie było łatwe w socjalizmie, ale nie było też łatwe na Zachodzie, i nie jest łatwe teraz, po roku 2001, po wojnach w Afganistanie, Iraku, Syrii, Pakistanie. Ela w swojej twórczości nawiązuje do ogromu zniszczeń człowieczeństwa w serii obrazów, przypominających zgliszcza WTC.

Artystka przekazuje swoje przemyślenie, zmuszając nas do refleksji, opamiętania, bo Opatrzność każdy czyn oceni – przestrzega. Na obrazach pokazuje też piękno, które pochodzi z pokory. Każdy musi sam zajrzeć w głąb swojego ego, by zrozumieć samego siebie, odnaleźć sens życia. Ona to zrobiła. Jak sama twierdzi, późno znalazła drogę do Boga, ale bez Boga nie może planować ani tworzyć.

Wystawa w polskim kościele poświęcona jest Błogosławionemu Janowi Pawłowi II.  Dobrymi czynami przekraczajmy próg nadziei.  Zachęcam do obejrzenia i refleksji!

Reblog: Nagroda Nobla

Bardzo szanuję Murakamiego, który zapewne dziś w ciągu dnia otrzyma literacką nagrodę Nobla, ale co roku publikuję gdzieś moją własną kandydaturę do tej  nagrody i od wielu lat jest to zawsze ta sama pisarka.

Louise Erdrich

erdrich

W Wikipedia Commons nie ma zdjęcia Erdrich. Zrobiłam więc screen shot z tego, co pokazuje Google w obrazkach, gdy się wpisze “louise erdrich”

Poniższy tekst ukazał się 24 sierpnia 2011 roku na blogu Jak udusić kurę czyli co każda młoda panna po 30 powinna wiedzieć, a jeszcze nie wie. Blogu już dawno nie ma, a wpis został zmieniony i rozszerzony, może w ogóle nie jest to już reblog. Ale nie bądźmy drobiazgowi.

 

Inwencje

Czasem bywa tak, że nie wstanę z łóżka, dopóki nie wiem, jak się ubiorę. Niekiedy, zwłaszcza jeśli mają być goście na obiedzie, dopóki nie wiem, co ugotuję. Mam dobrą pamięć, wiem więc, co miałam na sobie trzy lata temu, kiedy po raz ostatni spotkałam się z panią Profesor, która ma dziś przyjść na obiad i co jadłyśmy. Nawet po 20 latach pamiętam pewien poranek, kiedy przed wstaniem wymyśliłam tort jarzynowy na wegetariańskie urodziny. Teraz doszedł mi jeszcze ten blog. Też nie wstanę bez inspiracji.

(…) Długo nie mogłam wstać, przerzucając w głowie inspirujące książki i inne pomysły, aż zerwałam się niemal z okrzykiem, gdy przypomniałam sobie, że przecież już od dawna chciałam coś napisać o Louise Erdrich (nie ma o niej wpisu w polskiej Wikipedii), znakomitej etno-amerykańsko-indiańskiej pisarce z Minneapolis, która pisze po prostu rewelacyjnie. O jej istnieniu dowiedziałam się od Marty Łysik, która się z jej twórczości doktoryzowała.

Gdy w zeszłym roku przyznano Nobla literackiego Hercie Müller, cieszyłam się oczywiście, bo kobieta i pisarka poniekąd etniczna, a na pewno emigrantka i jeszcze na dodatek dość młoda (są z Erdrich równolatkami), ale byłam zdania, że wszystkie (WSZYSTKIE) te cechy znaleźli by i u Louise Erdrich, a to moja prywatna i bezkonkurencyjna kandydatka do ataku na ten niemal męski szaniec, jakim jest Nobel, forteca, gdzie co pewien czas zapadają wprawdzie przedziwne decyzje dotyczące talentu, wieku, pochodzenia narodowego i, rzadziej, płci nagrodzonych autorów, ale która w moim pojęciu nadal jest męska i zależy od produkcji dynamitu do celów wojennych.

Właściwie to nic mi na tym Noblu dla moich ulubionych pisarzy nie zależy, Lorca nie dostał Nobla, Rilke też nie, dostał za to sto lat temu pewien niemiecki pisarz, Paul Heyse, o którym nawet Niemcy nic nie wiedza.

Wróćmy jednak do naszych baranów. Kilka powieści Erdrich pojawiło się już po polsku, i coś tam pewnie da się kupić w internecie, choć pobieżna kontrola wykazała, że w amazonce był w ofercie “Klub śpiewających rzeźników” za złotych polskich 7, ale towar okazał się niedostepny. Ale to nieważne, moja inspiracja kulinarna i tak pochodzi z ostatniej, nieprzetłumaczonej powieści Erdrich, “Shadow Tag” (2010). Mąż przygotowuje na kolację suflet z sera, świeżą bagietkę i sałatę z młodych liści szpinaku z gruszkami. Do tego lekko schłodzone białe wino. Według norm Kattinki to menu na pewno świadczy o tym, że Erdrich zapewne umie gotować, a bez wątpienia, wie jak komponować posiłki.

Poczatkującym w gotowaniu pannom powiem, że suflet z sera to najwyższa szkoła jazdy i nie należy się przerażać, jeśli nie wyjdzie. podpowiadam więc na wszelki wypadek, że w tej pięknej, lekkostrawnej kolacji o literackich inspiracjach, suflet spokojnie można zastąpić omletem z serem.

A więc suflet:

Ubić trzy białka na najsztywniejszą pianę pod słońcem. Dodać szczyptę soli, 100 gramów drobno pokruszonego sera typu lazur, 3 żółtka, łyżkę miękkiego masła osełkowego. Formę szklaną posmarować masłem, posypać delikatną bułką tartą. Wlać masę na suflet do formy, ostrożnie wstawić do nagrzanego do 180° pieca, zapiekać ok. 45 minut, cały czas się modląc. Wyjąć i natychmiast podawać na stół!!!!


Ciekawe, że literatura polska też ma w swych rejestrach pisarza indiańskiego pochodzenia. Mieszkał w Gdansku, był nawet kiedyś u nas w domu i w albumach rodzinnych pozostało zdjęcie mężczyzny we wspaniałym pióropuszu.

satokh

Był to Stanisław Supłatowicz zwany Sat-Okh. Urodził się, jak sam twierdził, w “ukrytej wiosce” Indian w dorzeczu rzeki Mackenzie w Kanadzie. Był synem Polki, nauczycielki i uciekinierki z Syberii, Stanisławy Supłatowicz, oraz Leoo-Karko-Ono-Ma (Wysokiego Orła) – Indianina, wojennego wodza plemienia Shawnee (Szawanezów, Szaunisów). Wychowywał się wśród Indian. W 1937 lub 1938 roku przybył wraz z matką do Polski, a na potrzeby urzędowe matka zmieniła część jego danych, ukrywając jego indiańskie pochodzenie.

W czasie kampanii wrześniowej podjął naukę na tajnych kompletach, a po klęsce polskiej armii zaangażował się w działalność w SZP i ZWZ. W 1940 roku został aresztowany przez gestapo i wysłany do Auschwitz. W czasie transportu wyskoczył z wagonu bydlęcego i uciekł. W czasie ucieczki został ranny, ukrywał się na wsi. Następnie został żołnierzem AK. Wielokrotnie ranny, za męstwo w walce odznaczony Krzyżem Walecznych.
Po wojnie za przynależność do AK został aresztowany i uwięziony. Po uwolnieniu przez wiele lat pływał jako marynarz na statkach PLO. Osiadł na stałe w Gdańsku-Wrzeszczu i założył rodzinę.

W 1958 roku zaczął pisać książki odnoszące się do jego indiańskiej przeszłości:
* “Ziemia słonych skał” (1958)
* “Biały mustang” (1959)
* “Dorogi schodjatsja” (w jęz. ros., wspólnie z Antoniną Leonidovną Rasulovą) (1973)
* “Powstanie człowieka” (1981)
* “Fort nad Athabaską” (wspólnie z Yackta-Oya) (1985)
* “Biały Mustang. Baśnie i legendy indiańskie” (1987)
* “Głos prerii” (1990)
* “Tajemnica Rzeki Bobrów” (1996)
* “Serce Chippewaya” (1999)
* “Walczący Lenapa” (2001)

Zdjecia Sat-Okha: www.huuskaluta.com.pl/sat_okh/index.php

Berlin Zoo 1923

Wiktor Szkłowski

ZOO. Listy nie o miłości albo Trzecia Heloiza

Berlin, 1923

tłumaczyła Aleksandra Berkieta

List 18

(…)

Berlin trudno opisać.

Gdyby tak opisać Hamburg, można powiedzieć coś o mewach nad kanałami, o sklepach, o domach przeglądających się w kanałach, o wszystkim, co warto namalować.

Kiedy wjeżdżasz do wolnego portu miasta Hamburg, śluzy rozsuwają się jak kurtyna. Teatralny efekt. Ogromne pole wody, kłaniające się dźwigi, czarne czerpaki nabierające w usta węgiel wprost ze statków. Ich szczęki odchylają się jednocześnie w obie strony jak krokodyle. Wysokie na strzał z nagana, okratowane dźwigi, przypominające portale. Pływające elewatory, które mogą wessać 35 000 pudów ziarna dziennie.

Gdyby tak móc podpłynąć do jednego z nich i powiedzieć: „drogi towarzyszu, wyssij ze mnie, proszę, 35 000 miłosnych diabłów, które zamieszkały w mojej duszy”.

Albo można by tak poprosić o największy dźwig, który podniósłby mnie za kołnierz i pokazał zatamowaną przez śluzy Łabę, żelastwo, parostatki przy których samochody to zaledwie pchełki. I żeby powiedział mi parowy dźwig tak: „patrz, sentymentalny szczeniaku, na żelazo postawione na sztorc. Nie podobna tak cierpieć i płakać, więc jeśli nie chcesz już żyć, to wsuńże głowę do żelaznego czerpaka węgla, żeby ci ją odgryzł”.

O tak!

Można opisać Hamburg.

Jeśli by tak opisać Drezno, to roboty będzie więcej. Jest jednak sposób, chętnie wykorzystywany w nowej literaturze rosyjskiej.

Weźmy jakiś szczegół Drezna – na przykład to, że jeżdżą po nim czyściutkie auta, obite od wewnątrz szarym materiałem w paseczki.

Wszystko dalej jest tak proste jak dla dźwigu podniesienie jednej tony.

Trzeba następnie zapewniać czytelnika, że całe Drezno jest szare i w pasy, że Łaba – to pasek na szarym, że domy są szare, że Madonna Sykstyńska jest szara i w pasy. Nieważne, czy to prawda, ważne, że jest to przekonujące i w dobrym stylu. Szarym w pasy.

Trudno jednak opisać Berlin. Trudno go pojąć.

Rosjanie w Berlinie żyją, jak wiadomo, naokoło ZOO.

Wszyscy już wiedzą, to nie jest zabawne.

W czasie wojny mawiali: „jak wiadomo, wiosną atakują Niemcy”. Jak gdyby Niemcy atakowali na wiosnę.

Rosjanie chodzą w Berlinie dookoła Starej Kirchy tak jak muchy krążą wokół żyrandola. I tak jak do żyrandola przywieszona jest lepka kuleczka, tak w tej kirsze jest przyczepiony do krzyża dziwaczny kolczasty orzech.

Ulice widziane z poziomu orzecha są szerokie. Domy jak walizki. Wzdłuż ulic chodzą damy w futrach i w ciężkich skórzanych śniegowcach, a wśród nich Ty, w mysim palcie ze zdobieniami z uchatki.

Wzdłuż ulic chodzą szubrawcy w kudłatych paltach i rosyjscy profesorowie w parach, z rączkami parasolek zwisającymi na plecach. Tramwajów jest tu wiele, ale jeżdżenie nimi po mieście nie ma sensu, bo miasto jest wszędzie jednakowe. Pałace jak ze sklepu z pałacami. Pomniki jak serwisy. Nigdzie nie jeździmy, żyjemy na kupie wśród Niemców jak jezioro tkwi pośrodku swoich brzegów.

Zimy nie ma. Śnieg co spadnie, to topnieje.

W wilgoci i poczuciu klęski rdzewieją żelazne Niemcy, a my rdzewiejemy razem z nimi, zarastamy rdzą, choć nie jesteśmy z żelaza. (…)

Plik:Sklovsky.jpg***

Wiktor Borisowicz Szkłowski (ur. 24 stycznia (12 stycznia wg starego stylu) 1893 w Petersburgu, zm. 6 grudnia 1984 w Moskwie) – literaturoznawca, filmoznawca i pisarz rosyjski, jeden z współtwórców i najwybitniejszych przedstawicieli rosyjskiej szkoły formalnej, współzałożyciel OPOJAZ-u, autor artykułu „Sztuka jako chwyt” (1917).

Zbiór listów “ZOO” stanowi chronologicznie drugą część tzw. trylogii autobiograficznej Szkłowskiego, która w polskim przekładzie ukaże się w roku 2014. Tłumaczka, Aleksandra Berkieta, która przetłumaczyła i przygotowuje do druku całą trylogię, w porozumieniu z wydawcą uprzejmie udostępniła mi fragment „Listów nie o miłości” do opublikowania na blogu. 18 września Ola napisała na Facebooku:

To już koniec: 408 stron, 908 836 znaków, 881 przypisów rzeczowych + zmacerowana wątroba, odporność na kofeinę, mizantropia, lęk przed redakcją.

W 2014 roku wyjdzie gorzko-przygnębiająca “trylogia autobiograficzna” Wiktora Szkłowskiego w moim przekładzie (“Podróż sentymentalna”, “ZOO. Listy nie o miłości”, “Trzecia fabryka”) – zrobiłam wszystko, żeby był nie tylko wierny, lecz także piękny.

Jest piękny.

Aleksandra pisze: „ZOO. Listy nie o miłości“ były wcześniej tłumaczone na język polski przez M. Jagiełłę i wydane w „Literaturze na Świecie“ (1974, nr 8). Tłumaczenie zostało wykonane na podstawie kolejnych, radzieckich wydań dzieła z licznymi ingerencjami cenzury obyczajowej i politycznej, a także zmianami naniesionymi przez samego autora. Podstawę mojego przekładu stanowi pierwsze, berlińskie wydanie „ZOO“ z 1923 roku. “ZOO” to książka niesamowita, bo fikcja literacka staje się w niej rzeczywistością i na odwrót. Szkłowski tak naprawdę w każdym swoim dziele pisze o sobie – “ZOO” napisał, kiedy naprawdę siedział w Berlinie na wymuszonej emigracji (w Rosji zapewne zostałby skazany na śmierć za zbrojną działalność z ramienia partii Socjalistów Rewolucjonistów w czasie rewolucji – był dowódcą dywizjonu aut pancernych), zaś Ala, do której pisze listy, to Elsa Triolet – przyszła żona Louisa Aragona, pisarka, w której kochała się połowa petersburskiej bohemy intelektualnej, siostra Lili Brik – muzy życia Majakowskiego. Tych anegdotek biograficznych jest tam całe mnóstwo.

Poesie – Poezja / Meret Oppenheim

Achtung: Beitrag auf Deutsch und Polnisch – Uwaga: wpis po niemiecku i po polsku

Geboren vor Hundert Jahren, am 6. Oktober 1913, in Berlin-Charlottenburg, Künstlerin und Dichterin, eine von wichtigsten Malerinnen und Bildhauerinnen der modernen Kunst. Das Objekt ‹Le déjeuner en fourrure› aus dem Jahre 1936, dh. ‹Tasse und Teller aus Porzellan, sowie ein Löffel, alles mit einem dünnen Pelzchen überzogen›, ist nicht ihr wichtigstes Werk, aber wohl so ein, das jeder kennt. In der großen Berliner Retrospektive gibt es sie nur als Abbildung. Eigentlich Schade, oder?

futrzana filiżanka

Sie war eine emanzipierte, mutige, kreative und exzentrische Frau mit aussergewöhnlichen erotischen Ausstrahlung, die mit den wichtigsten Künstler ihrer Zeit befreundet war, Marcel Duchamps, Max Ernst, Man Ray, und von ihnen fotografiert und porträtiert wurde. Jetzt widmet ihr bis 1. Dezember Martin Gropis Bau in Berlin eine bemerkenswerte Retrospektive.

meretoppenheimMeret Oppenheim – wielka artystka, wspaniała kobieta, niezwykła osobowość. Prawdziwa kobieta wyzwolona. Malarka, rzeźbiarka i poetka. Na polskiej Wikipedii potraktowana doprawdy per noga: “Stworzyła tylko jedno znane dzieło, lecz do dziś uważane jest za spektakularne” – mowa oczywiście o futrzanym śniadaniu. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Meret_Oppenheim)

Dla artystki słowo było bowiem niezwykle ważne, włączała je w obiekty sztuki, ilustrowała ich sens dołączanym wierszem. Najsłynniejszym jej tomem poetyckim jest “Husch, husch, der schönste Vokal entleert sich”. Jej wiersze zostały zamieszczone w antologii poezji szwajcarskiej „Poszerzenie źrenic”, poezja Szwajcarii niemieckojęzycznej po 1945 roku (wybór i redakcja: Werner Morlang i Ryszard Wojnakowski, Wyd. Atut, Wrocław 2013). Niestety nie mam tej antologii w domu, a zanim ją sprowadzę z Wrocławia, trochę czasu upłynie. Tymczasem chciałam ten wpis zamieścić właśnie dziś, w setną rocznicę urodzin artystki. Jej wiersze przetłumaczyłam więc dla Was sama. Dwa fragmenty i jeden wiersz o wolności.

Von Beeren nährt man sich                           Jagodami można się pożywić,
mit dem Schuh verehrt man sich.                butem obronić.
Husch Husch, der schönste Vokal                Sio, sio,
entleert sich.                                                    najpiękniejsza zgłoska pustoszeje.

Für dich – wider dich                                    Dla ciebie – przeciw tobie
Wirf alle Steine hinter dich                           Rzuć za siebie wszystkie kamienie
Und lass die Wände los.                                I zostaw wszystkie ściany.

***
Endlich!
Die Freiheit!
Die Harpunen fliegen.

Der Regenbogen lagert in den Straßen,
Nur noch vom fernen Summen der Riesenbienen unterhöhlt.

Alle verlieren alle, das sie ach wie oft,
Vergeblich überflogen hatte.

Aber:

Genoveva:

Steif
Auf dem Kopfe stehend
Zwei Meter über der Erde
Ohne Arme.

Ihr Sohn Schmerzereich:
In ihr Haar gewickelt.

Mit den Zähnen bläst
sie ihn über sich her!

Kleine Fontäne.

Ich wiederhole: Kleine Fontäne.
(Wind und Schreie von ferne.)

1933

Nareszcie!
Wolność!
Lecą harpuny.

Tęcze nagromadzone na ulicach,
Wydrążone odległym brzęczeniem wielkich pszczół.

Wszystko stracone wszystko, choć, ach, tak często
Przelatywały nad nimi.

Ale:

Genowefa:

Sztywno
Stojąc na głowie
Dwa metry nad ziemią
Bezręka.

Jej syn PełenMęki
Zaplątany we włosy matki.

A ona wiatr zębami czyni
Okręca go wokół.

Mała fontanna.

Powtarzam: mała fontanna
(wiatr i krzyki z oddali)

1933

PS: Królowa z obciętymi rękami i syn PełenMęki to postaci z baśni Grimma Bezręka dziewczyna: http://www.grimmstories.com/pl/grimm_basnie/bezreka_dziewczyna

Nad Niemnem

Roman Brodowski przysłał, jak to sam określił, “na szybko napisany kresowy wiersz jesienny”, co umożliwiło tradycjonalistom, przyzwyczajonym do tego, że nasz kresowy filozofujący poeta zapewnia nam lekturę na pierwszy piątek miesiąca, bez stresu skonfrontować się z tym dniem.

Kresowa jesień

W tym roku inaczej
Śpiewają wody Niemna.
Jesienna Pora nadeszła
Niby złodziej czasu, ciszą

Stare drzewa w pokłonie
Oddają resztę przepychu
Czekającej karmy, ziemi
Pozostając w nagości.

Wystrojone w złotoczerwień
Spadających wiatrem liści,
Nadniemeńske nabrzeża
Szykują zimowe posłanie.

Ptaki żegnają przestrzeń
Szybując niby kluczami
Po bezkresie szarego nieba
Do nowej przystani spokoju.

Na chlebnych polach chłopi
Zbierają ostatnie plony,
Ostatnie dary bożej łaski
Na czas długiego snu.

I tylko łosie beztrosko
Stąpają po nadniemeńskich
Bujnych w zieleń mokradłach
Witając jesienny czas nostalgii
Na dalekich kresach.

Berlin, 02.10. 2013

Niemen-11.10.2011jpgNiemen w Birsztanach, zdjęcie wykonane 8 października 2011 roku przez autora pod pseudonimem Joergsam (Wikipedia Commons)