Dziewczyna z cmentarza w Łodzi

Tomasz Fetzki

Człowiek uzależniony powinien unikać niebezpiecznych okazji, to oczywiste. Jeśli nie posłucha i wpakuje się w kłopoty, może mieć żal tylko do siebie. Toteż i Viator nie wini nikogo. Ostatecznie sam, własnowolnie przeczytał TU i TU teksty o pannie Biełousow. I dopuścił do tego, że ukryty w nim niespełniony literat, obolały i zgorzkniały, ale przecież już nieco podleczony oraz pogrążony w krzepiącej drzemce, znów się obudził, żądny czynu!

Trudno, stało się. Wędrowiec wyrusza w kolejną podróż. Poniekąd w krainę wspomnień, bo ostatni raz opisywane miejsca odwiedził cieleśnie ponad dziesięć lat temu. Wtedy nie miał ze sobą aparatu fotograficznego, teraz nie ma możności ruszyć się ze swych łużyckich lasów i błot. Dlatego, pod względem ikonografii, zmuszony jest skorzystać z zasobów Wielkiej Sieci. Dwa kluczowe dla sprawy zdjęcia zawdzięcza internaucie ukrywającemu się pod nickiem wojci52 i dziękuje mu za nie. To wszakże nie koniec podziękowań.

Wyprawia się Pielgrzym w regiony eschatologiczne. Obszar to tajemniczy i respekt budzący: zaświaty w ogóle to kraina nieznana, a cóż dopiero mówić o zaświatach żydowskich! Dobrze mieć w takiej podróży towarzysza. Dantego prowadziła trójka opiekunów. Viator to, rzecz jasna, nie Alighieri, ale Przewodników też miał troje: panią Annę Przybyszewską-Drozd i Zofię Borzymińską oraz pana Marcina Urynowicza. Bez nich zaginąłby niechybnie Wędrowiec w krainie cieni i tekst, który ma przed oczyma Czytelnik, by nie powstał. Chwała Przewodnikom!

A wszystko, co zebrał, przetopił Viator w swym tygielku grafomana. Jesteście ciekawi efektów? Czytajcie!

HaAlma HaAdina

Miało być o młodej dziewczynie. I będzie. Ale zacząć musimy od mężczyzny. Nie dlatego, jakoby Viator przejawiał patriarchalne inklinacje. Po prostu: tak każe logika wywodu.

Prawo Mojżeszowe od początku zakazywało surowo sporządzania podobizn postaci ludzkich, zwłaszcza ich twarzy. Wszak, gdy na górze Synaj Sebbaoth, pośród obłoku i przy dźwięku szofaru, dawał Synom Jisraela Dziesięć Przykazań, zazdrośnie ogłosił: Nie wolno ci zrobić sobie figury ani żadnego obrazu tego, co jest w niebie na górze, ani tego, co jest na ziemi na dole, ani tego, co jest w wodzie pod ziemią.

Z czasem, na ścianach synagog i w iluminacjach świętych ksiąg, zaczęto umieszczać wizerunki zwierząt: lwów, pawi czy gazeli, ale nigdy ludzi. Niekiedy postacie ludzkie pojawiły w sztuce świeckiej, lecz nie na bejt-olam, czyli domu wieczności, czyli cmentarzu. Do czasu… Bo nadszedł czas haskali, asymilacji, nowinek i bezbożnictwa. Tu i ówdzie, coraz częściej, zwłaszcza w drugiej i trzeciej dekadzie XX wieku, także na cmentarzach zaczęto wznosić nagrobki, które ortodoksi uznawali za bluźnierstwo, protestowali, gotowi byli do czynnego dewastowania tych dzieł sztuki. Bo to były prawdziwe perełki artyzmu, wykonane przez wybitnych rzeźbiarzy, wśród których największą i w pełni zasłużoną sławą cieszył się Abraham Ostrzega. Zanim jego bystre oczy, silne ramiona i zręczne dłonie obróciły się w proch w krematoriach Treblinki, zdążył wykuć liczne pomniki ku czci umarłych. Był, jako się rzekło, artystą, wykonane przez niego postacie ludzi i człekokształtnych aniołów są delikatne, chciałoby się powiedzieć: impresjonistycznie rozmyte. Po prostu – piękne. I nigdy, przenigdy nie widać ich twarzy. Ale dla haredim to i tak było zdecydowanie zbyt wiele.

Większość dzieł Ostrzegi znajduje się na cmentarzu przy ulicy Okopowej. Wiadomo: stolica, duże miasto, przeto o maskilów, liberałów, socjalistów i innych burzycieli odwiecznego porządku tutaj najłatwiej. Jest tych rzeźb na tyle dużo, że nie wiadomo, czy rzeczywiście wszystkie można atrybuować mistrzowi Abrahamowi. Niewykluczone, że niektóre z nich przypisuje mu się siłą inercji: jeśli postać ludzka, to na pewno robota Ostrzegi! Co zresztą także, choć pośrednio, świadczy o jego renomie…

1-2-3-PochylonyAniolZakutyTrzy spośród warszawskich nagrobków, których autorem z pewnością jest Abraham Ostrzega. Podziwiajmy pomysłowość rzeźbiarza w sposobach ukrywania oblicza przedstawionych postaci!
Zdjęcie po lewej dzięki życzliwości dr hab. Rafała Żebrowskiego

Poza Warszawą Ostrzega tworzył rzadko, mimo że skupisk ludności żydowskiej w ówczesnej Polsce nie brakowało. Choćby taka Łódź, wspólnota liczna i znacząca. Cmentarz warszawski kryje największą ilość grobów, ale łódzki jest najrozleglejszy. I zawiera największe w kraju, o ile nie na całym świecie, żydowskie mauzoleum – pseudomauretański ohel-gigant, czyli grobowiec rodu Poznańskich.

Jednak na bejt-olam przy ulicy Brackiej nowinkarstwa sepulkralnego brak. Dlaczego? Nie z przyczyn finansowych: w gminie łódzkiej osób majętnych nie brakowało, poza mauzoleum Poznańskich świadczą o tym choćby hellenistyczne świątyńki nad grobami Silbersteinów czy Jarocińskich. A skoro byli łodzianie Żydami bogatymi, to niejednokrotnie także nowoczesnymi i w świecie bywałymi. Na smaku artystycznym również im nie zbywało: jego wyrazem są liczne macewy zdobione wizerunkami połamanych drzew, gryfów, jelonków, dzbanów lewickich i szaf bibliotecznych czy też groby w kształcie starożytnych sarkofagów (ściśle – pseudosarkofagów, bo przecież micwa nakazuje pochować ciało bezpośrednio w ziemi). Więc dlaczego nie ma tu przedstawień figuralnych? Skąd ten konserwatyzm? Trudno powiedzieć, ale w rzeczonych okolicznościach tym bardziej przykuwają uwagę oraz intrygują nagrobki, które taki motyw zawierają. Dokładnie – dwa nagrobki.

Chronologicznie pierwszy z nich to macewa Stanisława Heymana, zmarłego w 1928 roku. Dzieło, jakże by inaczej, Abrahama Ostrzegi, który tym razem objawił się jako poeta rzeźby: Anioł zbierający kwiaty to nie tyle postać, ile jej zarys, zapowiedź, sugestia, metafora…

4- nagrobek-stanislawa-heymanaImpresja na temat anioła, czyli nagrobek Stanisława Heymana, łódzkiego prawnika i działacza społecznego

Teraz trzeba przejść do sektora W, na lewo od głównej alei, blisko bramy wejściowej. Tam znajdziemy drugi nagrobek. Ale jaki! Unikalny nie tyko w skali łódzkiej nekropolii, lecz także w zestawieniu z Aniołem na grobie Heymana. Mało by o nim rzec – nieortodoksyjny. Bluźnierczy! A że bluźnierstwo może przybrać formę arcydzieła? Dzieje ludzkości znają takie przypadki. Nic dziwnego, że od ponad dziesięciu lat tkwi ta niezwykła macewa w pamięci Viatora. Teraz wspomnienie ożyło, budząc jednocześnie, jako się rzekło, uśpionego grafomana.

ruta2Niektórzy widzą w tej macewie płaczącą twarz: głowy postaci tworzą oczy, zaś ich szaty spływają w dół na podobieństwo łez, pień palmy to nos, jej liście – brwi, a skrzydła anioła wieńczącego kompozycję (bardzo ostrzegowatego w charakterze) to włosy. Zaś tablica z napisem wyobraża usta wygięte w podkówkę z wielkiej żałości. Kto wie, może rację mają ci niektórzy…

 Nagrobek jest pełen symboli, kryje też kilka zagadek (niektóre łatwe do odszyfrowania) oraz jedną wielką tajemnicę. Płaczący żałobnicy – wiadomo. Palma – jasna sprawa, rzekł przecież Psalmista:

Sprawiedliwy wyrośnie jak palma / Rozrośnie się jak cedr Libanu / Zasadzeni w domu Pańskim / Wyrastają w dziedzińcach Boga naszego. Ale co znaczy hebrajska inskrypcja:

Malachej Szalom Mar Iwikajun
Po nikwara
HaAlma HaAdina
HaJeszara veRabot HaChen
Bat Szaaszuim veAchot Nechmada
Rachel Bas r(eb) Avrohom Icchok N’J Akabia
Niktefa Keeva BeSznat HaKaf”A LeChaja
BeJom Rewii Dchu’’ham [5]690 – TNCWE

W mowie mieszkańców kraju Polin zabrzmiałoby to mniej więcej tak:

Wysłańcy Pokoju Gorzko Zapłakali
Tu spoczywa
Panna Delikatna
Bogobojna i licznymi zaletami obdarzona
Radująca innych i siostra przyjemna
Rachela Akawie, córka pana Awrahama Jicchaka
Rozkwitający pąk, ścięty w 21 roku życia
W dniu czwartym chol hamoed
Święta Pesach 5690 – Niech Jej Dusza Będzie Wpleciona w Węzeł Życia

Zaś poniżej, językiem polskim i alfabetem łacińskim zapisano zdanie, które każdy może przeczytać i każdy winien odczuć lekkie ukłucie w sercu: RUTA AKAWIE ZGASŁA w 22ej WIOŚNIE ŻYCIA.

Jakie zagadki i jaką tajemnicę ukrywa ten niezwykły nagrobek?

Pierwsza z nich jest dość prosta: rozbieżność w wieku Ruty-Racheli podanym po hebrajsku i po polsku. Jeden z nich to ukończona ilość lat, drugi – rozpoczęty rok życia.

Kolejna zagadka była nieco trudniejsza, ale i ją udało się Viatorowi, dzięki pomocy nieocenionych Przewodników, rozwiązać. Publikacje dotyczące łódzkiego cmentarza zwykle informują, że Panna Delikatna Ruta Akawie zmarła w 1910 roku kalendarza gregoriańskiego, czyli w roku 5670 według rachuby żydowskiej. Tymczasem dostępne dokumenty wyraźnie wskazują na datę 1930! Skąd się wzięła ta rozbieżność? Ano, z podobieństwa kształtu literek-cyferek. Rzeźbiarz wykuł tam znak tsadik, na tyle jednak niewyraźnie, że przypomina dość podobną literę ayjin. Jeżeli jednak przyjrzymy się dokładnie, okaże się, że wszystko pasuje: mamy rok 5690 od stworzenia świata. Ani nagrobek nie kłamie, ani dokumenty. Zaś szanowni Czytelnicy dowiadują się o rozwikłaniu tej zagadki jako pierwsi!

I kolejna zagadka wydaje się być dzięki temu odgadnięta. O ile bowiem w przypadku macewy Stanisława Heymana autorstwo Abrahama Ostrzegi nie budzi raczej wątpliwości, o tyle nagrobkowi Racheli taka pewność dotąd nie towarzyszyła. Zwłaszcza, jeśli w grę wchodziłby rok 1910 – rzeźbiarz był wtedy jeszcze młodym i nikomu nieznanym studentem. No, ale jeżeli rzecz miała miejsce dwadzieścia lat później, to całkowicie zmienia jej postać! Ostrzega jak najbardziej mógł wykuć grupę żałobników płaczących w cieniu palmy: klasa dzieła dodatkowo uprawdopodabnia takie przypuszczenie. Lecz całkowitej pewności nie mamy. Może to i lepiej. Mgiełka niejasności tworzy wszak doskonały entourage dla romantycznych rozmyślań.

To wszystko jednak drobiazgi. Naprawdę liczy się tylko jedna, największa tajemnica: DLACZEGO? Dlaczego reb Awraham Jicchak zdecydował się na tak kontrowersyjny sposób uczczenia pamięci córki? To, że jako człowiek bogaty, właściciel hurtowego składu papieru, miał środki na opłacenie wybitnego rzeźbiarza, tłumaczy jedynie metodę jego działań, ale nie motywy. Skąd wziął natchnienie i co mu dało odwagę, by tak radykalnie wyłamać się z konserwatywnej społeczności łódzkich Żydów? Fakt, że był w pewnym stopniu asymilowany (o czym świadczy polska fraza na nagrobku) i prawdopodobnie wyznawał poglądy syjonistyczne (na co wskazuje, stylizowana bo stylizowana, ale jednak gwiazda Dawida na szczycie palmy)? Trop raczej fałszywy: cmentarz przy Brackiej pełen jest macew z polskimi napisami i z gwiazdami Dawida. Więc dlaczego?

Viator ma swoją teorię na ten temat. Rozpacz. Rozpacz i bunt przeciw Najwyższemu powodowały Awrahamem Jicchakiem. Wcześniej stracił już żonę, a mała, ośmioletnia zaledwie Ruta, matkę. Frajndla Laia odeszła po piętnastu latach małżeństwa, w czterdziestej piątej wiośnie życia. Dziś powiedzielibyśmy: zmarła młodo. Ale i wtedy nie był to bynajmniej wiek podeszły, powołajmy się raz jeszcze na Psalmistę, który mówi: Życie nasze trwa lat siedemdziesiąt / A gdy sił stanie, lat osiemdziesiąt. Frajndli Lai sił zabrakło. A Ruta-Rachela miała ich jeszcze mniej. Nie zdążył się Awraham Jicchak nacieszyć żadną z nich. Spoczęły obie w kwaterze W, na lewo od głównej alei. Zaś oszalały z rozpaczy mąż i ojciec, zamiast poddać się woli bożej i recytować pokornie Szema Jisrael, pogroził Niebiosom pięścią, wołając jak prorok Jirmijahu: Ilekroć przemawiam, muszę krzyczeć i wołać: Gwałt i zniszczenie! I tak słowo Pana stało mi się hańbą i pośmiewiskiem na co dzień. A gdy pomyślałem: Nie wspomnę o nim i już nie przemówię w jego imieniu, to stało się to w moim sercu jak ogień płonący, zamknięty w moich kościach. Ogień rozpaczy trawił kości Awrahama Jicchaka, a on wyzywał Pana na pojedynek. Nagrobek ocierający się o bluźnierstwo był li i jedynie prowokacją, mającą skłonić Najwyższego do udzielenia odpowiedzi na pytania bez odpowiedzi.

Tak to sobie wyobraża Viator, ale jak było rzeczywiście? Salomon Akawie, brat Ruty-Racheli przeżył Wojnę. Może jego potomkowie do dziś mieszkają nad brzegami Jordanu lub gdzieś za wielką wodą? Może oni znają prawdę? A może nie poznamy jej nigdy? Czy musimy? Czy warto? Jeszcze jedno pytanie, na które nie ma odpowiedzi?

6 FryzAniołowie, Wysłańcy Pokoju Gorzko Zapłakali nad grobem Racheli, siostry przyjemnej. Naszej siostry w człowieczeństwie.
Zapłaczmy i my.

Reblog: Przyjaciele moich rodziców

Maria Hiszpańska-Neumann czyli Mysza

Zobacz TU czyli na Wikipedii, ale przede wszystkim TU czyli na stronie poświęconej jej biografii, jej pracom, a też i rodzinie. Bo rodzina była bardzo słynna – ojcem, dziadkiem i pradziadkiem Myszy byli znakomici szewcy warszawscy.

Była wspaniałą artystką i najbardziej niezwykłą przyjaciółką mojej Mamy. Tak wspaniałą, że nie można napisać wpisu o Myszy. Nie można, bo jest to opowieść na książkę. Dlatego jeszcze się tu nie pojawiła. Ale Bogna, jej córka, a moja przyjaciółka ze szkolnych lat, “wrzuciła” na Facebooka wywiad, jaki katolicka gazeta Droga przeprowadziła z jej bratem, synem Myszy, Michałem. I zaczynam od tego, że przedrukowuję tu ten wywiad.

EMS

Michał Neumann i Ewa Rejman

mysz2winietaZa co Pana Mama trafiła do obozu?

myszfoto1– Oczywiście za to, że III Rzesza uznała, że mama zagraża jej bezpieczeństwu – dwudziestoparoletnia dziewczyna była śmiertelnym zagrożeniem dla III Rzeszy. Kiedy tylko zaczęła się wojna , wielu młodych ludzi pomyślało o tym, że trzeba by Niemcom trochę poprzeszkadzać. Powstał Związek Walki Zbrojnej, w którym znalazła się i moja mama. W ramach dokuczania Niemcom, chodziła po mieście i roznosiła konspiracyjne gazetki. 19 kwietnia 1941 roku po pracy postanowiła wpaść do przyjaciółki, Haliny Siemieńskiej. Niestety, akurat tego samego dnia do taty Haliny – pana profesora Siemieńskiego – przyszło Gestapo i założyło w mieszkaniu kocioł. Mama wdepnęła w ten kocioł. Tu miała szczęście w nieszczęściu – po pierwsze w torebce została jej ostatnia gazetka. Na przesłuchaniu powiedziała, że jakiś nieznajomy wcisnął ją jej w tramwaju. Po drugie – Niemcy byli w czasie śledztwa absolutnie przekonani, że skoro przyszła do profesora Siemieńskiego, to jest z nim konspiracyjnie związana i razem z nim spiskuje przeciw III Rzeszy. Mama oczywiście spiskowała, ale zupełnie niezależnie. W czasie brutalnego śledztwa nikogo nie wsypała, także dlatego że kiedy pytano ją o profesora Siemieńskiego i ludzi z tego grona, dysponowała autentyczną i pełną niewiedzą. Zresztą – była niesamowitym twardzielem i jestem przekonany, że gdyby miała jakieś wiadomości, to też by nic nie pisnęła.
mysz1Po śledztwie najpierw trafiła do więzienia w Radomiu, potem w Pińczowie, a po roku do Ravensbrück. Od więźniarek pracujących w kancelarii obozowej dowiedziała się, że na jej karcie widnieje adnotacja, że jest przewidziana do tego, żeby stąd nie wyjść. Miała popracować, a potem zostałaby zgładzona.

Czy będąc dzieckiem, pytał Pan Mamę o jej przeżycia obozowe?

– Mieliśmy w domu dwóch świadków tamtej rzeczywistości – ciotkę Ragnę i mamę. Mama o sprawach obozowych nie mówiła prawie w ogóle – czasem tylko, jak ktoś na przykład narzekał, że ma do wykonania bezsensowną pracę, opowiadała, jak w obozie kazali im przerzucać łopatą piasek z jednego miejsca na drugie – tylko po to, aby zmęczyć więźniarki. Natomiast ciotka w kontekście obozu mówiła tylko o doświadczeniach ludzkiej solidarności, typu oddanie komuś kromki chleba. Tylko to widziała, a przynajmniej tylko o tym chciała mówić.

Dopytam o Ciotkę? W jaki sposób i za co została aresztowana?

– Postawa ciotki w czasie wojny wiele mówi o mentalności ludzi w tamtym okresie. Pewnego razu poszła na imieniny do przyjaciół. W tym czasie wiele osób chodziło w podobnych płaszczach. Wychodząc wzięła przez pomyłkę nie swój i włożyła rękę do kieszeni. Poczuła, że to nie jest je płaszcz. Wyjęła z kieszeni to, na co natrafiła. To była legitymacja Gestapo. Szybko odwiesiła płaszcz i wyszła już we własnym. Do domu nie dotarła, bo już ją zwinęli. Trafiła na Pawiak, a potem do Ravensbrück.
Babcia czyli mama mamy i ciotki Ragny miała siostrę Jadwigę, a Jadwiga wyszła za mąż za profesora pediatrii, Niemca – bardzo szanowany człowiek, miał dojścia. Dotarł do samego Himmlera. Uzbrojony w list polecający od niego stawił się w obozie. Ciotka została wezwana, potwierdziła, że to jej wuj. Dostała propozycję d komendanta obozu, że może wyjść, ale jako Niemka. A ciotka na to powiedziała, że dziękuje, że bardzo chętnie wyjdzie, ale chce, żeby jej koleżanki Polki też mogły wyjść. Na to oczywiście zgody nie było. Ciotka została.

Rysunek Marii Hiszpańskiej

Po wojnie mocno osłabła na zdrowiu. Nikt nie wiedział, co jej dokładnie jest. Potem okazało się, że choruje na nowotwór. Trafiła na onkologię. Dopiero pod koniec życia powiedziała swojemu lekarzowi, że w obozie w ramach doświadczeń, wszczepiono jej komórki rakowe. Nie mówiła o tym nawet rodzinie.

myszfoto2Pana Mama była wybitną artystką, malarką. Na czym skupiała się w swoich pracach?

– W obozie rysowała sceny obozowe. A jeśli dozorczynie, to nie były to upiększone portrety, raczej szkicowała je bijące i kopiące. Po obozie przez pewien czas kontynuowała tę tematykę, miała potrzebę „zrzucenia” z siebie tego, czego była świadkiem. Później pracowała jako ilustratorka książek; zilustrowała ich ok. 20. W jej pracach królowało średniowiecze, to była epoka, w której czuła się najlepiej. Jako młoda matka oczywiście szkicowała też nas – mnie i moją siostrę. W roku 1960 zdarzyła się dla mamy rzecz cudowna i zupełnie nieprawdopodobna w tamtych czasach – dostała możliwość zorganizowania wystawy w Egipcie i wyjazdu tam. W tym kraju zobaczyła na własne oczy, że „Stary Testament chodzi po ulicach” – od tej pory skupiała się na tematyce religijnej.

Kościół św. Michała Archanioła w Warszawie, mozaika Marii Hiszpańskiej-Neumann

Czy po powrocie z obozu Pana Mama utrzymywała kontakt z przyjaciółkami stamtąd?

– Mama po powrocie z obozu utrzymywała kontakt tylko z kilkoma koleżankami. Nie należała do Związku Bojowników o Wolność i demokrację, bo tam zapisali się też tzw. „utrwalacze władzy ludowej”, czyli ci, którzy po wojnie niszczyli niepodległościowe podziemie. Było zaledwie kilka osób, z którymi się kontaktowała, ale to wszystko poza oficjalnymi strukturami.

A jeździła na coroczne pielgrzymki więźniarek na Jasną Górę?

– Nie, ale w czasie pobytu w obozie złożyła deklarację: „Matko Boska, jeśli stąd wyjdę, to na Jasną Górę pójdę”. Po wojnie nadeszły różne przeszkody, w końcu zwierzyła się z tego postanowienia spowiednikowi. On jej powiedział: „Pani Mario – sprawa otwarta”. Więc mając już ponad 50 lat poszła wraz z córkami, z plecakami – nie była to zorganizowana pielgrzymka. Na zjazdy częstochowskie ja zacząłem jeździć kilka lat temu za sprawą pani dr Wandy Półtawskiej. Poznałem wtedy niektóre więźniarki, ale niestety teraz jest już ich niewiele…

Dziękuję za rozmowę.

Noc muzeów w Poznaniu – projekt Ulotka

Dr Lidia Głuchowska

Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna awangarda.
Prace z berlińskiej kolekcji prof. S. Karola Kubickiego
oraz Refleks i Ulotka
czyli 100 lat międzypokoleniowego BUNTU w POZNANIU!

Wyznawców niepokory i krytycznego dystansu wobec społecznego i artystycznego status quo serdecznie zapraszamy na celebrację historycznego zdarzenia, z rodzaju tych, które zdarzają się tylko raz na 100 lat. Oto bowiem po niemal stu latach do Poznania powróciły prace jednego z najradykalniejszych ugrupowań polskiej awangardy, które pragnęło zrewolucjonizować nie tylko obraz sztuki, lecz i społeczeństwa.

Tuż przed odzyskaniem niepodległości literaci i plastycy grupy Bunt wystąpili z pacyfistycznym, antykapitalistycznym i antymieszczańskim apelem, postulując międzyzaborowy i transgraniczny dialog oraz szeroko rozumianą, antyinstytucjonalną „reformę życia”. Latami marginalizowani przez rodzimą krytykę artystyczną i historiografię sztuki artyści Buntu uznawani są dziś w kontekście międzynarodowym za jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli polskiej sztuki międzywojennej. Ikoną ich programu jest grafika Stanisława Kubickiego Wieża Babel z plakatu I wystawy poznańskich ekspresjonistów.

Odpowiedzią na ten ideowo-stylistyczny apel stał się rok temu poznański grupowy projekty artystyczny Refleks zrealizowany przez artystów Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Pierwsza odsłona tej realizacji zaprezentowana została wiosną 2014 w galerii fundacji Rarytas.

W tym roku jej kolejna odsłona wzbogacona o prezentację artystyczno-dokumentacyjnego filmu towarzyszy premierze wystawy donacyjnej
Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna awangarda.
Prace z berlińskiej kolekcji prof. S. Karola Kubickiego
realizowanej w ramach międzynarodowego tournee, obejmującego podadto odsłony w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, Muzeum Kraszewskiego w Dreźnie i Dolnośląskim Centrum Fotografii „Domek Romański” we Wrocławiu.
Wystawa honoruje fakt, iż syn polsko-niemieckiej pary artystów, Margarete i Stanisława Kubickich, postanowił ofiarować polskim muzeom blisko 100 prac graficznych ze swej kolekcji.

Pierwsza odsłona wystawy donacyjnej trwa do 31 maja w Poznaniu, gdzie prezentacji historycznej grafiki Buntu towarzyszy pokaz projektu “Refleks”.

Kolejne edycje rozszerzone bedą o dodatkowe prace artystów współczesnych z Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu oraz Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, składające się m.in. na projekt „Ulotka“.

zap ulotka intzap ulotka int2Kurator projektów „Refleks” i “Ulotka”: Maciej Kurak

„ULOTKA” premiera i wernisaż w Poznaniu
sobota, 16.05.2015, godz. 20.00,
squat Od:Zysk, Poznań

Od 18.05.2015 wystawa będzie prezentowana w klubo/księgarni Zemsta w Poznaniu.

Maciej Kurak o “Ulotce”

Ulotka to druk informacyjny, akcydensowy, niewielkich rozmiarów, służący do szybkiego rozpowszechniania treści informacyjnych lub propagandowych. Rozpowszechniany na wiecach, marszach, demonstracjach, zgromadzeniach wspierał postawę emancypacji i alternatywne idee, pomagał propagować rewolucyjne zmiany. Chwilowość, która wpisana jest w charakter tego typu druku, często nie szła w parze z trwałością zmian, jakie dokonywały się w życiu społecznym czy kulturowym.

Projekt Ulotka gromadzi prace graficzne wykonane przez autorów pochodzących z dwóch różnych ośrodków kulturalnych, co wpływa na pokazanie problematyki zagadnień społecznych z różnych perspektyw.

Wspólnie wystawiamy 31 prac artystów-grafików z Poznania i Wrocławia, a związanych z różnymi uczelniami artystycznymi. Elementem wyjściowym do zrealizowania prac było nawiązanie do idei krytycznej widocznej w postawie grupy artystycznej Bunt.

Artyści zaangażowani w projekt Ulotka, podobnie jak artyści związani z ekspresjonizmem poznańskim, tworzą sztukę zaangażowaną, obnażającą konwenanse i niebezpieczne przejawy prowincjonalizmu społeczeństwa, a szczerość w ich działaniach artystycznych służy zwalczaniu fałszywie idealizowanej rzeczywistości czy eliminowaniu zakłamanych norm socjalnych.

Prace eksponowane są na odpowiednio przygotowanych stelażach, które umożliwiają przeglądanie grafik podobnie jak w przeglądarce do plakatów. Metaforyczny ruch, zmienność, chwilowość – przedstawiona poprzez ulotność ulotki, stelaż do prezentacji prac w formie róży wiatrów – to wartości pomocne przy tworzeniu idei otwartej na nowości kulturowe i społeczne.

Identycznie, jak pierwsza wystawa Buntu w Poznaniu, projekt Ulotka eksponowany jest w miejscu zastępczym – głównie dzięki nieskrywanej niechęci urzędników. Wystawa w squacie Od:Zysk powstała dzięki uprzejmości jego mieszkańców, a dzięki przychylności właścicieli klubo/kawiarni Zemsta możliwa jest jej prezentacja przez dłuższy okres czasu.

Dwugłos o sześciu apostołach

Jurkowi na imieniny

Wracaliśmy z konferencji w Lublinie. Tomasz odwiózł mnie do Poznania, czy raczej pod Poznań, do domu Loni, babci mojego wnuka. Opowiedziałam jej, że człowiek, który mnie przywiózł to Tomasz, historyk z Żar i… tak powstał dzisiejszy wpis.

Tomasz Fetzki, Żary

Żarska fara. Czyli kościół farny. Czyli parafialny. Kościół parafialny średniowiecznego miasta lokacyjnego (bo był też klasztorny, franciszkański). Najważniejszy i największy kościół Żar. Ale zapytajcie któregokolwiek żaranina, gdzie się znajduje fara, to zrobi oczy wielkie jak stare pięciozłotówki z rybakiem. Jaka fara? Nikt tutaj po wojnie nie używał takiego określenia. Każdy mówi: KATEDRA. Bo wielka, bo monumentalna… Ale to określenie zwyczajowe, gdyż, jako żywo, Żary nigdy nie były siedzibą biskupstwa. Co najwyżej, w czasach protestanckich, nadintendentury, czyli tak plus minus, katolickiego dekanatu. Ale katedra to katedra i nic tego nie zmieni!

stararzezbaKościół powstawał długo, kilkaset lat. Początkowo wybudowany w stylu romańskim, swój obecny, gotycki kształt i rozmiar uzyskał w wieku XV. Rozmiar zaiste imponujący. Na całych polskich Łużycach, poza farą gubińską, nie ma większej świątyni. W ciągu kolejnych kilkuset lat gotycka forma została wypełniona barokową treścią: pseudomarmury, kaplice, dwa piętra empor, organy i malowidła. Skończyło się to wszystko gwałtownie i nieodwracalnie we wtorek po Wielkanocy, 11 kwietnia 1944 roku, gdy niemal setka Latających Fortec B-17 obróciła w gruz większość Żar, poważnie uszkadzając także farę. Miary zniszczenia dopełniło powojenne porzucenie i opuszczenie świątyni.

starewnetrzeW latach 1963-75 parafia polskokatolicka użytkowała prezbiterium, nawy niszczały sobie spokojnie dalej. A potem całość kościoła została przekazana katolikom rzymskim i rozpoczęła się wielka odbudowa. Zdecydowano się nie odtwarzać późniejszego wyposażenia, pozostały gołe gotyckie mury. Stało się tak po trosze z niedoboru funduszy, a po trosze ze względów ideowych: taki zabieg, czyli regotyzacja, miał nawiązywać do prapolskich tradycji tych ziem. Zresztą katedry w Warszawie, Poznaniu i Gnieźnie też regotyzowano podczas odbudowy ze zniszczeń wojennych.

Po nalocieFara została uroczyście konsekrowana, pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa, w czerwcu 1980 roku. A potem zaczął się, trwający właściwie do dziś, proces zaopatrywania kościoła w niezbędne wyposażenie: ławki, organy, witraże… W połowie lat osiemdziesiątych w prezbiterum pojawiło się sześć posągów, które przedstawiają czterech Ewangelistów oraz dwa filary Kościoła Świętego: apostołów Piotra i Pawła.

wnetrzenowe

Ewa Maria Slaska, Berlin

piotr… a tych czterech ewangelistów i tych dwóch co to, jak opoka, Kościół podtrzymują, wykonał mój współteść (wiem wiem, nie ma takiego słowa, ale jak go użyję, to, mam nadzieję, każdy będzie wiedział, że tak jak ja jestem teściową mojej synowej, to mój współteść jest teściem mojego syna, i to się zdarza w każdej rodzinie, ale u nas jest jeszcze trudniej, bo mój współteść jest na dodatek bratem mojego szwagra i szwagrem mojej siostry… Czyli brata ojca szwagra syn… No… nie warto dochodzić.)

Współteść czyli Jerzy Krenz był zachwycającym człowiekiem. Był, bo niestety cztery lata temu umarł. Był wspaniałym gawędziarzem i wszyscy go podejrzewali, że ubarwia, ale, o dziwo, wcale tak nie było, bo naprawdę przydarzały mu się sprawy niezwykłe. Może zresztą wcale się nie przydarzały, tylko on sam je wywoływał, jak wtedy, gdy jadąc autem zobaczył kątem oka, że tuż obok szosy, koło jakichś zabudowań stoi statek. Tak mu się to spodobało, że zawrócił, znalazł statek, obgadał sprawę i statek ów zakupił, a potem wielką ciężarówką wiózł go do Poznania.

pawelPrzede wszystkim jednak był artystą, rzeźbiarzem, malarzem… Żył trochę tak jak mój Dziadek, pracował dla dworów i kościołów, jak taki dawny, średniowieczny wędrowny artysta. Złotousty Hessego, Colas Breugnon Rollanda. Robił ołtarze, ambony, od drugiej połowy lat 70 również lampy, kandelabry, świeczniki.

Gdy coś dobrze wyszło, robił duplikaty i rozdawał je hojną ręką. Sama dostałam od niego dwa wielkie świeczniki, tacę granitową i kutą lampę. Lubił tę pracę, mówi żona, każdą pracę lubił, bo każda była czymś nowym i stanowiła wyzwanie. Pod koniec życia się ustatkował, osiadł na stałe w rodzinnych pieleszach, w domu pod Poznaniem, nadal pracował dla dworów i kościołów, jeździł po najdziwniejszych kątach zachodnich i śląskich Kresów, ale już bardziej trzymał się rodzinnej skiby…

Dla kościoła w Żarach pracował wraz z kolegą, też plastykiem, Bogdanem Fijałkowskim,
i wykonywali te betonowe rzeźby, naturalnej w końcu wielkości, w pomieszczeniach na Świebodzińskiej w Poznaniu, odlewając je w jakichś wannach. Jak? Nikt już tego nie wie, natomiast rodzina świetnie pamięta, że obaj artyści pracowali na żywych modelach czyli na sobie samych. Jeden odlewał drugiego. Szaty miały jakieś wzorce w innych kościołach, w podręcznikach historii sztuki, ale apostolskie twarze i ręce to po prostu Fijałkowski i Krenz.

ewangelistowczterech

Zdjęcia 1, 2, 3, 4 z sieci, pozostałe – Tomasz Fetzki

Powrót grafik Buntu / Rückkehr der Bunt-Graphiken

Für Deutsche Version bitte nach unten scrollen

Prace graficzne grupy Bunt wracają do ojczyzny.
O motywach swej donacji dla polskich muzeów opowiada Prof. S. Karol Kubicki

BUNT S Karol Kubicki Communitas Wir Berliner 2009

Prof. S. Karol Kubicki, członek komitetu założycielskiego Wolnego Uniwersytetu w Berlinie i student z legitymacją nr 1. Fragment sceny Communitas w ramach wystawy My Berlińczycy / Wir Berliner. Historia Polsko-Niemieckiego Sąsiedztwa, Instytut Badan Historycznych PAN/ Muzeum Miejskie, Ephraim Pallais, Berlin 2009.

Dzięki inicjatywie prof. S. Karola Kubickiego, jesteśmy dziś świadkami historycznego wydarzenia. Zdecydował się on podarować polskim muzeom prawie sto dzieł artystów polskiej wczesnoawangardowej grupy Bunt z Poznania, które odziedziczył po swych rodzicach, polsko-niemieckiej parze artystów, Margarete i Stanisławie Kubickich. Są to głównie prace graficzne i rysunki, które przez niemal sto lat znajdowały się w jego rodzinnym domu w Berlinie. Choć zawodowo zaangażowany był w medycynę, wiele czasu poświęcił także ich opracowaniu i popularyzacji, podobnie jak czynił to w przypadku twórczości swych rodziców.

3plakatyPlakaty wystawy Bunt w Poznaniu i okładki Die Aktion i Der Sturm, 1918

O swej motywacji przekazania daru dla polskich muzeów prof. S. Karol Kubicki powiedział m. in.:

„W wieku prawie 90 lat przychodzi pora, by zadać sobie pytanie o losy spuścizny po rodzicach. Przede wszystkim dzieła mogące budzić zainteresowanie szerszej publiczności powinny znaleźć wreszcie swoje trwałe i adekwatne miejsce. Ostatnia wojna doprowadziła w Polsce do ogromnych zniszczeń dziedzictwa kultury. Z kolei pierwsze dziesięciolecia historii powojennej nie sprzyjały bynajmniej stworzeniu pozbawionej uprzedzeń oceny jej roli w kulturze europejskiej okresu międzywojennego. Teraz więc nadszedł moment, bym rozstał się z dziełami, które pokochałem.”

„Sztuki plastyczne nigdy nie przestały mnie interesować. Równolegle do medycyny studiowałem więc przez dobrych sześć semestrów historię sztuki i – ze szczególnym zaangażowaniem – archeologię. Przerwałem nawet cykl egzaminów państwowych z medycyny, by wraz z archeologami wziąć udział w wyprawie po Włoszech, skoncentrowanej na zwiedzaniu Rzymu.
Co jednak najważniejsze – przez wszystkie te lata coś nieustannie nakazywało mi, bym porządkował spuściznę mych rodziców oraz ich przyjaciół. Należeli do nich również członkowie grupy Bunt. Wiele ich dzieł – z rozmaitych względów – znajdowało się u nas w domu. Teraz jednak niech powrócą do swej ojczyzny… Taki jest właściwy powód obecnej wystawy.
Wspomnianemu tu zadaniu nie mógłybym nijak sprostać, gdyby nie ogromne wsparcie ze strony pani dr Lidii Głuchowskiej. Także teraz to ona zadbała o organizację tournée niniejszej wystawy po kilku różnych miastach. Serdecznie jej za to dziękuję, w ten bowiem sposób stała się częścią mojego curriculum vitae.”

W odpowiedzi na donację z Niemiec artyści polscy realizują pokazy swych prac pt. „Ulotka” i „Refleks”, właczając się także w trzy dalsze odsłony wystawy donacyjnej pt. „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna awangarda” – w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego w Dreźnie i Dolnośląskim Centrum Fotografii „Domek Romański” we Wrocławiu. Każdą z prezentacji daru w odmienny sposób, dostosowany do genius loci prezentujących wystawę miast i instytucji, przygotowała kuratorka tournee, dr Lidia Głuchowska, zapraszając do udziału w uroczystościach związanych z jej II, III i IV odsłoną, łącznie ok. 60 artystów współczesnych.

Pierwsza edycja wystawy, skoncentrowana zasadniczo na pokazie grafiki grupy Bunt, odbędzie sie w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Uzupełniają ją prace kilkunastu artystów współczesnych z Uniwersytetu artystycznego w Poznaniu składające się na projekt „Refleks”. Jego rezultatem są film i książka artystyczna, zainspirowane programem i twórczością grupy Bunt, 2014.
Projekt „Refleks” stanowi zbiór prac graficznych wykonanych przez artystów z Poznania. Inspiracją ideową dla wystawy są przede wszystkim krytyczne, alternatywne założenia i działania grafików Zrzeszenia Bunt działającego w Poznaniu w I ćwierci na XX wieku. Grafiki będące rezultatem projektu Refleks, podobnie jak prace artystów Buntu, są próbą uniwersalizacji tematów lokalnych. Pomimo zawężonej tematyki włączają się w globalny, szerszy dyskurs społeczno-kulturalny.
Końcowa ekspozycja zagadnienia Refleks ma formę książki, do której rozmiarów dostosowane są prace graficzne. Poprzednio projekt Refleks prezentowany był w maju 2014 w Galerii „Rarytas”.

Wernisaż dziś – w niedzielę, 19.04. 2015 o godz. 12.00.

Logo ekspozycji zaprojektował prof. Andrzej Bobrowski, nawiązując w nim do ekspresjonistycznych autoportretów założycieli ofiarowywanej polskim muzeom kolekcji, polsko-niemieckiej pary artystycznej, Margarete i Stanisława Kubickich z 1917/1918 roku.

prof Bobrowski A pracuje nad LOGO wystawy 2015Prof. Andrzej Bobrowski pracuje nad logo wystawy Transformacja M / S, marzec 2015.

***

Die Grafikwerke der Gruppe Bunt kehren in ihre Heimat zurück.
Über die seine Beweggründe diese Werke den polnischen Museen zu schenken berichtet Prof. S. Karol Kubicki

BUNT S Karol Kubicki Communitas Wir Berliner 2009

Prof. S. Karol Kubicki, Gründungsmitglied der Freien Universität zu Berlin, mit der Matrikelnummer 1. Teil des Arrangements der Szene Communitas im Rahmen der Ausstellung Wir Berliner / My berlińczycy. Geschichte einer deutsch/polnischen Nachbarschaft, Institut für Historische Forschung der Polnischen Akademie der Wissenschaften/ Stadtmuseum, Ephraim Pallais, Berlin 2009. Foto: © Lidia Głuchowska

Dank der Initiative von Prof. S. Karol Kubicki sind wir heute Zeugen eines historischen Ereignisses. Er hat sich entschieden, fast hundert Werke von Künstlern der polnischen frühavantgardistischen Gruppe Bunt [Revolte] aus Poznań, die er von seinen Eltern, dem deutsch-polnischen Künstlerpaar, Margarete und Stanislaw Kubicki geerbt hat, polnischen Museen zu vermachen. Es handelt sich vor allem um grafische Werke und Zeichnungen, die sich beinahe seit hundert Jahren in Berlin befinden, mit denen sich S. Karol Kubicki, wie auch mit dem Werk seiner Eltern, neben seinem medizinischen Forschungsschwerpunkt intensiv auseinandergesetzt hat.

3plakaty

Plakate der Ausstellungen der Gruppe Bunt in Poznań sowie Titelblätter der Sondernummer von Die Aktion i Der Sturm, 1918

Über die seine Beweggründe, Werke aus seiner Sammlung an die polnische Museen zu vermachen, berichtet Prof. S. Karol Kubicki u. a. Folgendes:

„Im Alter von fast 90 Jahren, ist es wohl an der Zeit, mir Gedanken über den Nachlass zu machen. Vor allem die Werke von öffentlichem Interesse sollten endlich einen sinnvollen und dauerhaften Platz finden. Der letzte Krieg hat ja gerade in Polen zu einer immensen Vernichtung künstlerischer Zeugnisse der polnischen Kultur geführt, und die ersten Jahrzehnte nach 1945 waren nicht gerade günstig für eine unvoreingenommene Aufarbeitung der Rolle Polens in der europäischen Kultur der Zwischenkriegszeit. So ist jetzt wohl der Zeitpunkt gekommen, sich von den lieb gewordenen Werken zu trennen.“

„Die bildenden Künste ließen mich nicht ganz los. Und so studierte ich gute sechs Semester nebenher auch Kunstgeschichte und insbesondere Archäologie. Ich unterbrach mein medizinisches Staatsexamen, um mit den Archäologen an einer Exkursion nach Italien, vorwiegend Rom, teilzunehmen.
Über all die Zeit trieb es mich auch immer wieder, das Oeuvre meiner Eltern und die Arbeiten ihrer Freunde zu sortieren, wozu eben auch die Gruppe Bunt gehört. Etliche Werke der Freunde befanden sich – aus welchen Gründen auch immer – in unserem Hause. Sie sollen jetzt in ihre Heimat zurückkehren. Das ist der Grund für diese Ausstellung. Diese Arbeiten wären ohne den kräftigen Beistand von Frau Dr. Lidia Głuchowska nicht zu bewältigen gewesen, da sie auch die vorliegende Wanderung dieser Ausstellung durch etliche Städte vermittelte. Dafür sage ich ihr herzlichen Dank. Sie ist damit Teil meiner Vita geworden.“

Eine symbolische Antwort polnischer Künstler auf die Schenkung aus Deutschland sind ihre künstlerischen Gruppenprojekte „Refleks“ [Reflex] und „Ulotka“ [Flyer]. Einige von denen werden auch auf drei Enthüllungen der die Schenkung würdigenden Ausstellung Bunt – Expressionismus – Grenzüberschreitende Avantgarde vertreten: im Leon-Wyczółkowski-Kreismuseum in Bydgoszcz, im Kraszewski-Museum in Dresden sowie im Niederschlesischen Zentrum für Fotografie „Romanisches Haus“ in Wrocław. Jede dieser Präsentationen hat die Kuratorin der Ausstellungstour, Dr. Lidia Głuchowska, unterschiedlich konzipiert, um das Genius loci der jeweiligen Städte und Institutionen, die sie zeigen, zu berücksichtigen. Zur Teilnahme an den Feierlichkeiten anlässlich der Schenkung während der 2., 3. und 4. Enthüllung der sie betreffenden Ausstellung, hat sie insgesamt etwa 60 Gegenwartskünstler eingeladen.

Die Uraufführung dieser Schau die vorwiegend der historischen Grafik der Gruppe Bunt gewidmet wird, findet im Nationalmuseum Poznań statt. Ergänzt wird sie durch die Werke einiger Gegenwartskünstler aus der Kunstuniversität Poznań, welche ein Gemeinschaftsprojekt Refleks [Reflex] bilden. Sein Ergebnis sind ein künstlerischer Film sowie ein Kunstbuch, welche durch das künstlerische Programm und Werk der Gruppe Bunt inspiriert worden waren. Das Projekt stellt eine Sammlung grafischer Werken dar, die von Posener Künstlern angefertigt wurden. Ideelle Inspiration für die Ausstellung waren vor allem kritische, alternative Prämissen und Aktivitäten der Grafiker der Bunt-Vereinigung im ersten Viertel des vergangenen Jahrhunderts. Grafiken, die aus dem Projekt Reflex hervorgegangen sind, stellen – ähnlich wie die Arbeiten der Bunt-Künstler – einen Versuch dar, der lokalen Thematik eine universelle Dimension zu verleihen. Trotz einer Reduktion des thematischen Spektrums fließt sie in den breiteren, globalen kultursozialen Diskurs ein. Die abschließende Darstellung der Fragestellung um den Reflex hat die Form eines Buches, an dessen Maße die grafischen Arbeiten angepasst worden sind. Das Projekt Refleks [Reflex] wurde zuletzt im Mai 2014 in der Galerie „Rarytas” präsentiert.

Die Vernissage ist für heute, den Sonntag, den 19. April 2015, um 12.00 Uhr geplant.

prof Bobrowski A pracuje nad LOGO wystawy 2015Das Ausstellungslogo wurde vom Prof. Andrzej Bobrowski entworfen. Darin lehnt er sich and die expressionistische Selbstporträts der Begründer der Sammlung, die den polnischen Museen vermacht wird, also des deutsch-polnischen Künstlerpaars Margarete und Stanisław Kubicki. Die ursprünglichen Selbstbildnisse sind in den Jahren 1917/1918 entstanden.

Transgraniczna awangarda / Grenzübergreifende Avantgarde

Für deutsche Version bitte nach unten scrollen

Wronicki SalomeDr Lidia Głuchowska

Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna awangarda
Prace z berlińskiej kolekcji prof. S. Karola Kubickiego

W roku 2015 w Muzeum Narodowym w Poznaniu, Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego

w Bydgoszczy, Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego w Dreźnie i Dolnośląskim Centrum Fotografii „Domek Romański” we Wrocławiu zaprezentowana będzie wystawa „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna awangarda”. Honoruje ona darowiznę z berlińskiej kolekcji profesora S. Karola Kubickiego, syna polsko-niemieckiej pary artystów awangardowych, Margarete i BUNT Skotarek W, Le Flaneur c 1919Stanisława Kubickich, dla Muzeum Narodowego w Poznaniu i Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. Obejmie ona przede wszystkim ok. 90 ekspresjonistycznych prac graficznych poznańskiej plastyczno-literackiej grupy Bunt. Całe tournee włączone jest do programu Międzynarodowego Triennale Grafiki w Krakowie.

Obok dzieł Kubickich, inicjatorów polsko-niemieckich kontaktów wystawienniczych i wydawniczych, przede wszystkim między poznańską grupą Bunt i czasopismem Zdrój a berlińskimi galeriami i czasopismami Die Aktion i Der Sturm, zaprezentowane zostaną rysunki, pastele, linoryty i prace w technikach wklęsłodruku autorstwa Jerzego Hulewicza, Władysława Skotarka, Stefana Szmaja, Jana Jerzego Wronieckiego i Jana Panieńskiego, które w związku z wystawami grupy Bunt w latach 1918-22 w Berlinie pozostawały BUNT Skotarek Paniktam aż do czasu aktualnej donacji.

Ekspozycji historycznych prac z okresu schyłku I wojny światowej i dwudziestolecia międzywojennego towarzyszyć będą pokazy projektów artystycznych „Refleks” (2014)„Ulotka“ (2015) zainspirowanych twórczością, działalnością i programem grupy Bunt, realizowane przez ok. 30 grafików z Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu i Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta werocławiu, obejmujące poza pracami na BUNT Skotarek Formypapierze i instalacjami także filmy i wystawy w przestrzeni miejskiej.

W Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy odbędzie się konferencja „Bunt a tradycje grafiki w Polsce i w Niemczech” (26.06.2015), a tamtejszą ekspozycję wzbogacą dzieła 7 twórców współczesnych ukazujące ich dialog ze sztuką klasycznej awangardy. W Dreźnie i Wrocławiu zaprezentowana zostanie natomiast instalacja ze szkła i żelaza autorstwa dwojga innych artystów.

12 Wroniecki GebetWystawie towarzyszyć będą 4 dwujęzyczne publikacje, a także wykłady, warsztaty i prezentacje w ramach Nocy Muzeów w Poznaniu (16.05.2015) oraz Wrocławskich Targów Dobrych Książek (3-15.12.2015).

Projekt prezentowany będzie również na 23 konferencji Grupy Roboczej Niemieckich i Polskich Historyków Sztuki i Konserwatorów „Re-konstrukcje. Miasto, przestrzeń, muzeum, przedmiot” (7-10.10. 2015, Instytut Historii Sztuki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza/ Centrum Kultury „Zamek“ w Poznaniu), służąc popularyzacji wiedzy nt. związków polskich i niemieckich 11 Szmaj Kompozycja Matka cekspresjonistów, a także donacji, tak istotnej dla polskiego muzealnictwa.

Artyści współcześni uczestniczący w odsłonach w Bydgoszczy i Wrocławiu: Andrzej Bobrowski, Agata Gertchen, Małgorzata Kopczyńska, Maciej Kurak, Jacek Szewczyk, Piotr Szurek, Przemysław Tyszkiewicz

Artyści współcześni uczestniczący w odsłonach w Dreźnie i Wrocławiu: Karolina Ludwiczak, Marcin Stachowiak

Dalsze informacje: BUNT-Info-PL

2 BUNT Bobrowski A, Transformation M_S project, 2015a jpgAndrzej Bobrowski Logo wystawy / Logo der Ausstellung

Bunt – Expressionismus – Grenzübergreifende Avantgarde.
Kunstwerke aus der Berliner Sammlung von Professor S. Karol Kubicki

10 BUNT Skotarek, Extasy, c. 1918Im Jahr 2015 wird an mehreren Standorten die Ausstellung „Bunt“ – Expressionismus – Grenzüberschreitende Avantgarde stattfinden: im Nationalmuseum in Poznań, im Leon-Wyczółkowski-Kreismuseum in Bydgoszcz, im Kraszewski-Museum in Dresden sowie im Niederschlesischen Zentrum für Fotografie „Romanisches Haus“ in Wrocław. Anlass hierfür ist eine symbolische Würdigung, welche der Schenkung von Kunstwerken aus der Berliner Sammlung von Prof. S. Karol Kubicki, Sohn der deutsch-polnischen Avantgardekünstler Margarete und Stanisław Kubicki, für das Nationalmuseum in Posen sowie für das Leon-Wyczółkowski-Kreismuseum in Bydgoszcz 9 BUNT Hulewicz J, Genesis, c. 1918zukommen soll. Den größten Teil der ausgestellten Werke bilden ca. 90 expressionistische Grafiken der Posener Künstler- und Literatengruppe Bunt [Revolte]. Die gesamte Ausstellungstour gehört zum Programm der Internationalen Grafik-Triennale in Krakau.

Neben den Werken der Kubickis, der Initiatoren der deutsch-polnischen Kontakte im Zuge der Ausstellungs- und Verlagsaktivitäten – vor allem zwischen der Posener Künstlergruppe Bunt und der Zeitschrift „Zdrój” zu den Berliner Galerien und den Zeitschriften „Die Aktion” sowie „Der 8 BUNT Kubicka, At Hulewicz, c 1917 jpgSturm” – werden Zeichnungen, Pastellbilder, Linolschnitte und Tiefdrucke der Künstler Jerzy Hulewicz, Władysław Skotarek, Stefan Szmaj, Jan Jerzy Wroniecki und Jan Panieński präsentiert. Ihre Werke verlieben – im Zusammenhang mit den Ausstellungen in den Jahren 1918-1922 – bis zur jetzigen Schenkung in Berlin.

Die Ausstellung der historischen Werke des Zeitraums vom Ende 7_BUNT Kubicki S, The lonely man, c. 1919 jpgdes Ersten Weltkrieges bis einschließlich der Zwischenkriegszeit, wird von der Präsentation der Künstlerprojekte Refleks [Reflex] (2014) und Ulotka [Flyer] (2015) begleitet. Inspiriert vom künstlerischen Schaffen, Wirken und Programm der Gruppe Bunt, schufen 30 Grafiker der Kunstuniversität Posen und der Eugeniusz-Geppert-Akademie der Schönen Künste in Wrocław außer Arbeiten auf Papier, auch Installationen, Filme und Ausstellungen im städtischen Raum.

Im Leon-Wyczółkowski-Kreismuseum in Bydgoszcz wird die 6 BUNT Hulewicz Portrait of the artists wife, c 1918Konferenz „Bunt” und die Traditionen der Grafik in Polen und Deutschland (26.06.2015) stattfinden. Die dortige Ausstellung wird durch sieben zeitgenössische Künstler bereichert, deren Arbeiten ihren Dialog mit der Kunst der klassischen Avantgarde darstellen. In Dresden und Wroclaw wiederum wird eine Installation aus Glas und Stahl präsentiert – das Werk von zwei weiteren Künstlern.

5 BUNT Skotarek W, Dance II, 1921 a jpgDas Begleitprogramm zur Ausstellung umfasst vier zweisprachige Publikationen, Vorträge, Workshops, Präsentationen im Rahmen der Nacht der Museen in Posen (16.05.2015) und Beteiligung an der Messe der Guten Bücher in Wrocław (3-15.12.2015).
Das Projekt wird auch auf der 23. Tagung des Arbeitskreises deutscher und polnischer Kunsthistoriker und Denkmalpfleger Re-Konstruktionen. Stadt, Raum, Museum, Objekt (7-10.10. 2015, Institut für Kunstgeschichte 4 Hulewicz J, Der Strahl, c. 1918der Adam-Mickiewicz Universität / Kulturzentrum „Zamek” in Posen) präsentiert und soll zur Wissensverbreitung in Bezug auf die künstlerischen Kontakte zwischen polnischen und deutschen Expressionisten sowie – nicht zuletzt – auch auf den Schenkungsakt zugunsten der polnischen Museen beitragen.

Gegenwartskünstler vertreten auf den Ausstellungsstationen in Bydgoszcz und Wrocław: Andrzej Bobrowski, Agata Gertchen, Małgorzata Kopczyńska, Maciej Kurak,
Jacek Szewczyk, Piotr Szurek, Przemysław Tyszkiewicz

3 BUNT Kubicka M, SelfportraitIV jpg, 1918Gegenwartskünstler vertreten auf den Ausstellungsstationen in Bydgoszcz und Wrocław: Karolina Ludwiczak, Marcin Stachowiak

Weitere Infos: Bunt-Info-D

O długowieczności…

Ewa Maria Slaska

Sto lat z kotami…

Pamięci Wujka Mietka

Był rok 1988. Poszłam z synem do Martin Gropius Bau na wystawę Stationen der Moderne. Die bedeutendsten Kunstausstellungen des 20. Jahrhunderts in Deutschland. Niedawno przyjechaliśmy z Polski i dla niego, wówczas ucznia podstawówki, ta wystawa była pierwszym zetknięciem z wielkimi nazwiskami nowoczesnej sztuki światowej. A i ja, mimo że coś już w życiu widziałam, z zachwytem krążyłam pomiędzy Calderem, Maxem Ernstem i Georgią O’Keeffe. Ale mały człowiek, jak to mały człowiek, zauważa inne rzeczy niż widzą dorośli, sowę na drzewie w parku, słonia na ulicy w Berlinie. Na wystawie okazało się, że malarze długo żyją. Popatrzyłam zdziwiona i powiedziałam – archeolodzy długo żyją. Nieprawda, malarze, odparł mały człowiek i zapowadził mnie przed obraz Georgii O’Keeffe. Urodziła się w roku 1887, czyli wtedy, gdy moja Prababcia kończyła właśnie szkołę, zmarła przed dwoma laty, w roku 1986 czyli z naszego ówczesnego punktu widzenia teraz. Malarze długo żyją. Krążymy po wystawie i sprawdzamy. Emil Nolde, 89 lat, Erich Heckel, 87 lat, Henri Matisse, 85 lat, Joan Miro, 90 lat, Marcel Duchamp, młodzik, 81 lat, Pablo Picasso, 92 lata. Salvador Dali, 85 lat. W XXI wieku ludzie po osiemdziesiątce nie są już taką rzadkością, ale jeszcze te 30 lat temu malarz, który dożył tego wieku, był (tak się nam wydawało) zgrzybiałym starcem.

Ale setka to nadal dużo, a nawet bardzo dużo. W literaturze niemieckiej wieku Matuzalema dożył Ernst Jünger. Urodził się w roku 1895, wtedy co mój Dziadek, zmarł w roku 1997, gdy mój syn już studiował. Pamiętam, że gdy skończył sto lat, niemiecka firma energetyczna zwolniła go z opłat za prąd. Był do końca sprawny intelektualnie, podróżował, pisał. W roku 1986 pojechał do Kuala Lumpur, by – po raz drugi w życiu – zobaczyć kometę Halleya. Georgia O’Keeffe miała ponad 80 lat, gdy wyruszyła w pierwszą swoją podróż dookoła świata i zmieniła styl malowania. Maryna Over zwróciła mi uwagę na kolejnego stulatka: Will Barnet urodził się w roku 1911, zmarł trzy lata temu w wieku 101 lat. Malarz i grafik, wykładowca, przedstawiał w swym wykreowanym świecie siebie, swoją żonę, córkę i ich zwierzęta. Koty! Ale też ptaki i psy. Krytycy twierdzą, że mimo tych absolutnie codziennych biograficznych odniesień Barnet był artystą, który pozwalał nam doświadczyć tego, co uniwersalne, w tym co prywatne. Nie wiem, za mało o nim wiem, ale jeśli uniwersalne jest też “moje”, Barnet był na pewno “moim uniwersalistą”.

Will Barnet2razem Will Barnet2

PS. I jeszcze ciekawostka – w ubiegłym roku Sotheby sprzedał White flower, obraz Georgii O’Keeffe, za 44 miliony dolarów, co uczyniło ją najdrożej “sprzedaną” malarką na świecie.

Wpis świąteczny. Wiosna i jeszcze raz sady Pradziadka

Leon Wyczółkowski, Wiosna w Gościeradzu (1933)

Tak wyglądała wiosna w Gościeradzu nieopodal Bydgoszczy. Pokój w dworku, jaki w roku 1922 ofiarowało artyście Muzeum Poznańskie w podziękowaniu za hojny dar złożony z orientalnych obrazów, porcelany, mebli, kilimów i rzeźb. Artysta, wówczas już w podeszłym wieku, (urodził się 11 kwietnia 1852, zm. 27 grudnia 1936 w Warszawie) oddał Muzeum zbiory swojego życia. Nie jest to pierwszy raz w tym blogu, że szukając inspiracji do wpisu trafię na coś, co wiąże się ze zdarzeniami aktualnymi. Wybrałam ten obraz Wyczółkowskiego (mój ulubiony!) jako wstęp do świątecznego wpisu Andrzeja Rejmana, po raz drugi i zapewne nie ostatni, o sadach jego pradziadka. Wybrałam go, bo jest lekki, wiosenny, szczęśliwy – świąteczny.  Okazało się, że obraz wplątał się po kilkakroć w dziesiejszą rzeczywistość, tę z wpisu i tę w realu. Za kilka dni googlowska czyli 163 rocznica urodzin artysty, który był niemal rówieśnikiem Adama Hrebnickiego (1857-1941), a za niespełna dwa tygodnie w Poznaniu wystawa donacyjna Stanisława K. Kubickiego, o czym będzie jeszcze tu znacznie więcej. A poza tym po prostu wiosna. Kwitnące drzewa jabłoni i grusz…

20_A_Hrebnicki_with_his_fruitsTo oczywiście późne lato lub nawet jesień, a nie wiosna, ale trudno o lepsze zdjęcie pokazujące sens życia Adama Hrebnickiego – sady, owoce, praca niestrudzonego popularyzatora wiedzy… Biurko pełne papierów i owoców. Ideał szczęścia.

Przez lata przyjaźniłam się z ludźmi, którzy mieli sad, wiosną chodziłam jak księżniczka z bajki pomiędzy kwitnącymi drzewami, jesienią cały dom pachniał owocami, latem na rozklekotanym stoliku ustawionym pod drzewami pisałam matryce do podziemnej gazetki Unimoru.

Andrzej Rejman

Sady pradziadka po raz drugi

Byliśmy wielokrotnie na Litwie, gdzie Adam Hrebnicki założył piękny 24 hektarowy sad, i nazwał go Rajem. Nawet planuję zrobić wystawę fotograficzną – Adam z Raju:-)

Tam jest jego muzeum – i pomnik z nazwiskiem Adomas Hrebnickis
http://www.muziejai.lt/ignalina/hrebnickio_muziejus.en.htm

Adam Hrebnicki był Polakiem, ale można śmiało stwierdzić, że był uczonym międzynarodowym, – w rosyjskich źródłach
występuje jako Гребницкий (Докторович) Адам Станиславович, a jego biografia zasadniczo jest bez podania narodowości –
http://sadisibiri.ru/grebnickijAS.html

W źródłach litewskich pradziadek występuje jako Adomas Hrebnickis, co jest ciekawym przyczynkiem do ewentualnych dyskusji na temat imion i nazw własnych w różnych językach różnie brzmiących.

Wielkanoc-AtlasPlodowOstatnio odkryłem, że w jednej z miejscowości w Rosji – wieś Popówka, (Popovka) rejon Koroczański w obwodzie
Orenburskim (Rosja, centralny okreg federalny) – jest ciekawe Muzeum Jabłka, gdzie jednym z eksponatów jest Atlas Owoców Hrebnickiego.

Atlas ten znajduje się też w bibliotece Instytutu Sadownictwa w
Skierniewicach i w Bibliotece Narodowej w Warszawie. Jego nazwa rosyjska to Atlas Plodov – i mam go nawet w pdfie – jest on olbrzymi, ma piękne kolorowe rysunki owoców. Egzemplarz znajduje się m.in. w Bibliotece Narodowej w Warszawie, bywa czasem w antykwariatach w Rosji, gdzie potrafi kosztować ok 250 tysięcy rubli:-) (ok 3 tys. euro)
http://www.rusbibliophile.ru/Book/Atlas_plodov:_100_tablic_

Wielkanoc_Hrebnicki_oryginal_atlasu_1To rękopis jednej ze stron Atlasu

W Polsce Hrebnicki znany jest doskonale przez sadowników,
specjalistów, – a z okazji sesji naukowej poświęconej Hrebnickiemu w 2007 roku która odbyła się w Babtai koło Kowna – dworek-muzeum Hrebnickiego odwiedzili naukowcy z Instytutu Sadownictwa w Skierniewicach, z ówczesnym wicedyrektorem Instytutu – profesorem Żurawiczem.

Sam Hrebnicki był w Warszawie w 1934 roku, gdzie przewodniczył sesji naukowej Towarzystwa Ogrodniczego Warszawskiego.

Towarzystow_Ogrodnicze_Warszawskie_Adam_HrebnickiRosjanie mówią, że był to wybitny uczony rosyjski, Litwini że litewski, a Polacy nie bardzo znają go, chociaż wśród fachowców jest znany i ceniony. A w archiwach pod Kownem, gdzie byliśmy w zeszłym miesiącu, są jego piękne dzienniki, obserwacje i zapiski, pisane oczywiście po polsku. Przecież była to do 1939 roku Polska – gmina Dukszty, powiat święciański.

Trzeba zaznaczyć że Hrebnicki działał na przekór wojnom, granicom, systemom politycznym w myśl zasady że nauka łączy a nie dzieli, i jest dla dobra całej ludzkości. Tak też postępował jego syn, Stanisław Doktorowicz-Hrebnicki, wybitny polski geolog i kartograf.

***

A na zakończenie dzisiejszego wpisu jeszcze dwa zdjęcia rodzinne, z Petersburga w roku 1910.

Zmęczona rodzina przy zastawionym stole i młode pokolenie muzykuje. Ten zastawiony stół towarzyszył nam wczoraj, a i dziś na pewno znowu do niego zasiądziemy. Ale zapewne nie wszyscy z nas, pomiędzy kolejnymi odsłonami tradycyjnej kuchni świątecznej, siądą i do instrumentów. Mówię, bom smutny i sam pełen winy. Też nie gram na żadnym instrumencie. Szkoda, szkoda…

Wielkanoc_Hrebnicki_family_in_Petersburg_ca._1910Wielkanoc_Zygmunt_Alina_and_Maria_Hrebnicki_Petersburg_ca_1910

Wykłady profesora Dąbrowskiego o wyższości…

Dawno nie widziany profesor, tym razem nie tyle może o wyższości co o starszeństwie pogaństwa…

Redakcja przyłącza się do życzeń!

Ryszard Dąbrowski

Z okazji święta wiosny, nazywanego eufemistycznie świętem wielkanocnym, składamy Wam serdeczne życzenia: dużo zdrowia, słońca, pomyślności oraz pogody ducha.

P.S. A teraz na poważnie i bez żartów jak poprzednimi laty.

SAMSUNG CAMERA PICTURESŚwięto wiosny, wraz z zimowym i letnim zrównaniem dnia z nocą, było najważniejszym świętem w religiach „pogańskich”, czytaj w: animizmie, kulcie płodności, szamanizmie oraz megalityzmie.

Kościół katolicki prowadził dwojaką politykę wobec dawnych zwyczajów i elementów „pogańskiej” i ludowej kultury. Część praktyk bezwzględnie zwalczono, a część przyswojono, przejęto i zaadaptowano. Kościół katolicki wprowadził do kalendarza liturgicznego wiele obrzędów szamańskich i ludowych.

1. Początek wiosny, kiedy przyroda budzi się do życia a wszystkie organizmy zwiększają swoją aktywność po zimowej przerwie, zawłaszczono i przemianowano na „Wielkanoc”.

Jako przeciwwagę do „pogańskiego” święta wiosny, na Soborze Nicejskim w 325 roku, wprowadzono „Święto Wielkanocne”.

SAMSUNG CAMERA PICTURES2. W dniu przesilenia zimowego w grudniu, kiedy noce zaczynają być krótsze, a dnie się wydłużają, kiedy zostaje przezwyciężona „ciemność”, dziwnym trafem urodzili się prawie wszyscy bogowie licznych religii. W wielu religiach dzień ten był obchodzony jako święto urodzin słońca. Kościół katolicki dopiero w IV w. wprowadził w tym dniu „Boże Narodzenie”, święto urodzin Jezusa, który w rzeczywistości urodził się w zupełnie innym dniu. Miało to być przeciwwagą do obchodzonych w tym dniu narodzin perskiego boga słońca Mitry. Kult jego traktowany był przez kościół katolicki jako największy konkurent w walce o wiernych w Imperium Rzymskim.

Niezwyciężony Bóg Słońca Mitra „Sol Invictus”, wszystkowidzący i wszystkowiedzący, panował nad światem i prawdą oraz sądził umarłych zapewniając im wieczne „życie” (!). Jego urodziny przez dziewicę (!) w ubogiej grocie (!) przypadały na dzień zimowego przesilenia w grudniu. Czczony w Persji od XIV oraz w Indiach od XII wieku przed narodzeniem Chrystusa. W Cesarstwie Rzymskim bóg ten, nazywany również Mithras, czczony był od ponad stu lat przed narodzeniem Chrystusa do IV w., kiedy religię tą wyparło chrześcijaństwo.

3. Przesilenie letnie, kiedy wydłużają się noce, kościół katolicki zawłaszczył dopiero w XIII wieku i przemienił na „Boże Ciało”. Święto to wprowadzono dla upamiętnienia widzeń (schizofrenicznych halucynacji?) belgijskiej zakonnicy Julianny (1193 – 1258).

SAMSUNG CAMERA PICTURES4. Od 1956 roku, po „zadekretowaniu” przez papieża Piusa XII dnia „1 maja” „Świętem św. Józefa Rzemieślnika” (ojczyma Jezusa), kościół katolicki usiłuje, jak do tej pory, bez powodzenia, zawładnąć tym „świętym” świętem robotników.

„1 Maja” ustanowiono 14 lipca 1889 roku w Paryżu, podczas zjazdzu założycielskiego II Międzynarodówki, jako dzień upamiętniający strajki i demonstracje w maju 1886 roku w Chicago. Wówczas podczas strajków o skrócenie dnia pracy z 12 do 8 godzin doszło do starć z policją, podczas których zginęło kilkudziesięciu robotników oraz siedmiu policjantów. Policjanci ci zmarli na skutek obrażeń odniesionych podczas eksplozji bomby rzuconej, jak dzisiaj wiemy, przez tajnego prowokatora. Ośmiu anarchosyndykalistów, przywódców strajku, skazano na kary śmierci. Wyrok wykonano na czterech skazańcach, jeden popełnił samobójstwo, a trzech ułaskawiono po 6 latach więzienia. W 1890 roku, w dniu 1 Maja zorganizowano, po raz pierwszy masowe strajki i demonstracje na całym świecie, w tym również i na terenach ziem polskich pod zaborami.

Ale kto to wie i pamięta poza starymi dziadkami Mrozem i Mikołajem.

***

Te rysunki (ilustracje) namalowałem „własnymi rencami”. Są to symbole z okresu megalitycznego. Ponieważ pisma wtedy nie używano, albo nic nam na ten temat nie wiadomo, nie zachowały się żadne źródła pisane, co to zacz, liczni naukowcy droga dedukcji i porównań odczytują te symbole w następujący sposób:

– malunek nr 1: spirala, symbol ludzkiego życia,

– malunek nr 2: okrąg podzielony na cztery części, okrąg jest symbolem słońca, te cztery części to pory roku; tutaj dodałbym jeszcze od siebie moje dodatkowe, subiektywne i intuicyjne rozumienie tego symbolu: cztery strony świata oraz cztery światy – nadziemny, ziemny, podziemny i może nasz własny w nas samych, osobisty(?);

– malunek nr 3: statek transportujący słońce ze wschodu na zachód (dzień) i przez cztery pory roku;
moja subiektywna i osobista interpretacja tego symbolu, to także transport duszy ludzkiej po śmierci w zaświaty; właśnie do obowiązków szamanów należało dokonanie tej czynności – szaman towarzysząc duszy zmarłego członka społeczności musiał bardzo uważać, aby tam w tym podziemnym świecie, zamieszkanym przez dusze nie pozostać i wrócić z tej podroży.

Te moje prywatne interpretacje są sterowane genami i wynikają z resztek nadprzyrodzonej wiedzy odziedziczonej po mojej prababci szamance.