Co jest piękne?

Ewa Maria Slaska

Who decides beauty?

W tym pytaniu chodziło przede wszystkim o piękno kobiece. Jeden z wielkich tematów dyskusji społecznej ostatnich lat, ważna część dyskursu feministycznego i strategii gender. Zasadniczo to MY, a nie społeczeństwo, albo MY-KOBIETY a nie mężczyźni, mamy decydować o tym, jak chcemy być piękni czy jak chcemy być piękne.  Wywalczyłyśmy prawo do samodzielnego decydowania, ale to oczywiście pewna fikcja. Nie ulega bowiem wątpliwości, że piękno, podobnie jak prawda, jest dzieckiem swojego czasu, i że my, ponieważ też jesteśmy dziećmi naszego czasu, trzymamy się wyznaczonych przez ten czas kanonów. Nawet zatem, jeśli decydujemy dziś same, to jednak w tych decyzjach obracamy się w kręgu wyznaczonym przez gust współczesny, komercję, modę. Nawet odstępstwa nie odbiegają daleko. Przebieramy się za chłopów z XVII wieku, Słowian czy Mormonów, co jednak nie zmienia faktu, że mniej lub bardziej stosujemy się do wymogów współczesności. Białe słowiańskie giezło i kwakierska sukienka w kratkę spokojnie ujdą i dziś. Mało kto sięga do ekstremalnych wzorców piękna. Nie spotkałam nigdy kobiety, która wystylizowałaby się na piękność z okresu kultury Majów, bo oznaczało by to, że musiała sobie wybić zęby i wstawić turkusy. I chyba nie widziałam też żadnej Europejki, która, aby być piękną, zabandażowałaby sobie stopy na wzór chiński lub nałożyła na szyję miedziane obręcze jak czynią to kobiety w niektórych plemionach w Afryce.

Co mnie jednak zastanawia, to pytanie, skąd my, osobiście i indywidualnie mamy w sobie pewne kanony tego, co uważamy za piękne. Bo jak się zastanowię nad moimi upodobaniami… Mam na ten temat do opowiedzenia pewną anegdotkę. Zimą zeszłego roku byłam w Paryżu i poszłam oczywiście do mojego ulubionego Musée d’Orsay. W niezgłębionej naiwności swojej pomyślałam, że jak wejdę tam o godzinie 16, to do godziny 18 będę miała dwie godziny na spokojne zwiedzanie. Nie przewidziałam ani kolejki po bilety i do szatni, ani tego, że o godzinie 18 to pracownicy muzeum już wszyscy wyszli z budynku, a żeby to uzyskać, o  godzinie 17 zaczynają nas wyganiać. Najpierw łagodnie, ale po 15 minutach już bezpardonowo. Z zaplanowanych dwóch godzin zostały mi więc jakieś obgryzione trzy kwadranse. Gdy zorientowałam się, że nie ma prawa łaski, popędziłam na piąte piętro, żeby przelecieć jak wicher po sali impresjonistów. Już z daleka zobaczyłam obraz, którego nie znałam, a który stanowił dla mnie uosobienie piękna – po zielonej trawie w piękny letni dzień przechadzają się piękne kobiety w białych sukniach. Nie widziałam oczywiście, czy dzień był piękny i letni, nie widziałam, czy kobiety naprawdę były piękne, wystarczyło zestawienie trawa, kobiety, długie białe suknie, żebym wiedziała, że wszystko jest piękne. Wiem, kiedy coś jest piękne. Czuję wtedy lekki ucisk w brzuchu i bije mi serce. Pędzę więc na spotkanie Piękna. Biegiem dopadam do obrazu, oganiając się pod drodze od namolnego strażnika, który mi mówi, że wyjście jest tam, no tam, za mną! Spodziewałam się, że będzie to taki obraz, albo po prostu ten:

Claude Monet (1840-1926) Frauen im Garten ok. r. 1866 Olej na płótnie 255×205 cm Paryż, Musée d’Orsay

A tymczasem, gdy dopadam obrazu, widzę to:

Claude Monet (1840-1926), les dindons, château de Rottembourg à Montgeron dans l’essone,1877

Jestem rozczarowana. Dlaczego właściwie? Przecież na obrazie jest dokładnie to, czego oczekiwałam – białe istoty na trawie. Ale czuję, że to śmieszne, pogoń za pięknem, żeby znaleźć indyki. Coś z Pana Tadeusza, gdzie, jak twierdził Słowacki, heroina gęsi pasie.

Zresztą nie tylko ja uważam, że indyki na trawie są mniej ciekawe i mniej piękne, niż przechadzające się po trawie kobiety w białych sukniach, bo jak teraz szukam reprodukcji w sieci (na miejscu nie byłam w stanie zrobić zdjęcia, nie ważne dlaczego, bo nie wolno, bo za późno, bo komórka mi wysiadła), to jej nie ma. Sprawdźcie, wpiszcie do google’a Monet obrazy albo Monet Werke albo Monet paintings,  indyków nie będzie. Nie ma ich również na liście obrazów w muzeum d’Orsay, choć przecież tam są. Nawet jak się wpisze Monet Les Dindons, Turkeys, Indyki, Puten, w sieci pojawią się tylko propozycje zakupu reprodukcji.

Dlaczego indyki są mniej ładne niż kobiety? No?! Who decides beauty? No przecież ja sama. Ja sama! Nikt mi nic nie narzuca, nikt mi niczego nie zabrania. Kto mi ustalił moje własne wzorce piękna? Wiem od zawsze, że lubię rzeczy białe, że białe jest piękne, najlepiej tylko biel, ale może być ostatecznie na tle zieleni lub w towarzystwie beżu i błękitu czyli biel w ogrodzie i biel nad morzem. OK. A oprócz tego piękne są rzeczy jeszcze bielsze niż biel, bo przezroczyste – woda, szkło, kryształy, welony… Białe kwiaty, białe naczynia, białe suknie… Zamarznięta Niagara.


Muzeum Karkonoskie w Jeleniej Górze, Foyer – Barbara Idzikowska, Pranie (szkło)

No to dlaczego nie indyki!

No i właściwie – dlaczego to białe jest piękne?

Es ist Bunt in Dresden / Bunt w Dreźnie

Wersja polska poniżej

Dr. Lidia Głuchowska

„Bunt– Expressionismus – Grenzübergreifende Avantgarde“ verwandelte das Kraszewski-Museum Dresden

„In der dreijährigen Geschichte der Sonderausstellungen im Kraszewski-Museum Dresden gab es eine solche Ausstellung noch nie. Sie hat unsere Innenräume komplett verwandelt. Und die Glasinstallation In-Einander-Greifen von Karolina Ludwiczak und Marcin Stachowiak, deren Erstausstellung morgen stattfindet, ist einfach phänomenal”, meint Joanna Magacz, Museumsleiterin.

In den historischen und überraschend so umfangreichen Räumlichkeiten der Villa des literarischen Museums von Józef Ignacy Kraszewski, welche in einer pittoresken Ecke Dresdens liegt, wird morgen die nächste, bereits dritte Enthüllung der internationalen Ausstellungstour „Bunt – Expressionismus – Grenzübergreifende Avantgarde. Werke aus der Berliner Sammlung von Prof. St. Karol Kubicki“ stattfinden. Nicht ohne Grund. Bunt war nämlich nicht nur eine Gruppierung deutsch-polnischer Künstler, sondern auch ein Bund von bildenden Künstlern und Literaten.

1 Drezno

Bisher wurde die Ausstellung im Nationalmuseum Poznań und im Leon-Wyczółkowski-Kreis-Museum in Bydgoszcz präsentiert – eben in den Museen, die von der großzügigen Schenkung des Sohns von Margarete und Stanisław Kubicki profitiert haben. Berichte dazu befinden sich u.a. HIER HIER HIER HIER HIER HIER…

5 bunt-pion

Im Zentrum der Schau stehen über 80 Grafiken, Zeichnungen und Plakate der Expressionistengruppe Bunt (dt. Revolte, 1918–1922) – Kunstwerke der Kubickis und von Jerzy Hulewicz, Jan Panieński, Władysław Skotarek, Stefan Szmaj und Jan Jerzy Wroniecki.

6 Dresden Stefan SzmajStefan Szmaj

Die Ausstellung wird von Präsentationen zeitgenössischer Künstler begleitet. In Dresden findet die Erstausstellung der monumentalen Installation statt, die aus zwei aufeinander aufgestellten Porträtglastafeln besteht und mit In-Einander-Greifen (2015) betitelt ist. Ihr Hauptbestandteil ist ein Paar von Reliefs, die vom künstlerischen Tandem Karolina Ludwiczak und Marcin Stachowiak geschaffen wurden. Als eine Entsprechung der Mitbegründer von Bunt – Margarete und Stanisław Kubicki – unternehmen sie ein gattungsübergreifendes Spiel mit deren künstlerischem Schaffen. Sie knüpfen dabei an die plastikartige Form der Linolschnittplatten an, von denen die Linolschnittporträts der beiden Kubickis um1918 abgedruckt wurden.

kubicki-fotoDas Logo der Ausstellung, geschaffen von Andrzej Bobrowski, wie auch die kollektiven Präsentationen von 31 Grafikern – Reflex (2014-2015), Flyer und Sie 7 (2015) –, veranschaulichen den stilistischen und programmatischen Einfluss des Œuvres der Gruppe Bunt auf die aktuelle Kunst.

10 Dresden Bunt Reflex FilmFilm Reflex

Die Bunt-Künstler schufen das umfangreichste internationale Netzwerk unter den polnischen frühavantgardistischen Gruppierungen. Der grenzübergreifende Kontext ihrer Wirkung wird in der Ausstellung von zahlreichen großformatigen Fotografien und Dokumenten veranschaulicht, die auf den arrangierten Litfasssäulen präsentiert werden.

Obwohl Berlin zweifelsohne das wichtigste der ausländischen Zentren für die Aktivitäten der Gruppe Bunt darstellte, pflegten ihre Mitglieder ebenfalls zur Kunstszene Dresdens Kontakte, insbesondere zur Dresdner Sezession: Otto Dix, Conrad Felixmüller, Henryk Barciński und Otto Krischer. Dies ist ein weiterer Grund, weshalb die Ausstellung derzeit in der Heimat des Expressionismus stattfindet, wo 1905 die erste Gruppe dieser stilistischen Formation – Die Brücke – gegründet wurde.

Freitag, 04.09.2015, 19.00 Uhr

Eröffnung der Ausstellung mit thematischer Einführung

„Die Gruppe Bunt, die internationale Wanderausstellung und die Spezifik der Schau in Dresden”, mit Dr. Lidia Głuchowska, Universität Zielona Góra, Institut für Visuelle Künste, Künstlerische Fakultät, Kuratorin

Sonntag, 04.10.2015, 15.00 Uhr

Vortrag und Führung von Dr. Lidia Głuchowska

„Das Werk der Gruppe Bunt (Revolte) als Inspiration für Gegenwartskünstler in Deutschland und Polen”

(über die Kunstpräsentationen Reflex, Flyer und Ich sowie die Installation In-Einander-Greifen von Karolina Ludwiczak und Marcin Stachowiak).

Sonntag, 08.11.2015, 15.00 Uhr

Vortrag und Führung von Dr. Lidia Głuchowska
„Bunt, internationaler Expressionismus und die avantgardistische ,Neue Welt’“

Sonntags, 20.09.2015 und 11.10.2015, jeweils 15.00 Uhr

Öffentliche Führungen durch die Sonderausstellung mit Susanna Käpler, Museologin
„Vom Aufruf zur Versöhnung bis zur künstlerischen Revolution. Der expressionistische Charakter der der deutsch-polnischen Künstlervereinigung Bunt”

Konzeption / Kuratorin der internationalen Ausstellungstour: Dr. Lidia Głuchowska

Ausstellung
05.09–08.11.2015
Kraszewski-Museum Dresden (Museen der Stadt Dresden)
Nordstraße 28, 01099 Dresden
http://www.museen-dresden.de


Dr Lidia Głuchowska

„Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna awangarda” przeobraziły Muzeum im Józefa Ignacego Kraszewskiego

„W trzyletniej historii wystaw czasowych w Muzeum im Józefa Ignacego Kraszewskiego w Dreźnie takiej ekspozycji jeszcze nie było. Ta całkowicie przeobraziła nasze wnętrza. A instalacja Przenikanie Karoliny Ludwiczak i Marcina Stachowiaka, której premiera będzie miała miejsce dziś, jest po prostu fenomenalna” – twierdzi Joanna Magacz, kierowniczka muzeum.

W historycznych i zaskakujaco obszernych wnętrzach położonej w malowniczym zakątku Drezna willi – muzeum literackim Józefa Ignacego Kraszewskiego zostanie jutro otwarta kolejna, trzecia już odsłona międzynarodowego tournée wystawy „Bunt – Ekspresjonizm –Transgraniczna awangarda. Prace z berlińskiej kolekcji prof. St. Karola Kubickiego”. Nie bez powodu. Bunt był bowiem nie tylko grupą o polsko-niemieckim składzie, lecz również stowarzyszeniem plastyków i literatów.

2 DresdenDotychczas pokazywana była w Muzeum Narodowym w Poznaniu i Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, które są beneficjentami hojnej darowizny syna polsko- niemieckiej pary artystów Margarete i Stanisława Kubickich. Relacje na ten temat znajdują się HIER HIER TU HIER TU HIER…

Zasadniczą część wystawy stanowi ponad 80 grafik, rysunków i plakatów ekspresjonistycznej grupy Bunt (1918–1922), do której należeli Kubiccy, Jerzy Hulewicz, Jan Panieński, Władysław Skotarek, Stefan Szmaj i Jan Jerzy Wroniecki.

4 trzywszeregu 3 trzy kwadratoweEkspozycji towarzyszą pokazy realizacji współczesnych. W Dreźnie ma miejsce premiera unikalnej, monumentalnej instalacji z nakładających się szklanych portretowych tafli – Przenikanie (2015), której główny element stanowi para reliefów autorstwa tandemu artystycznego Karolina Ludwiczak i Marcin Stachowiak. Jako odpowiednik współzałożycieli Buntu – Margarete i Stanisława Kubickich – podejmują oni transmedialny dialog z ich twórczością graficzną, wskazując na paradoks niemożności powielania ich linorytowego dzieła.

5Logotyp wystawy autorstwa Andrzeja Bobrowskiego oraz grupowe realizacje 31 grafików – Refleks (2014-2015), Ulotka oraz Ich 7 (2015), ukazują stylistyczny i programowy wpływ dokonań grupy Bunt na sztukę najnowszą. Poza pracami na papierze wystawa obejmuje także dwa filmy artystyczne – Refleks i Re-Wizje.

6Poza pracami na papierze i witrażową instalacją ze szkła wystawa obejmuje także dwa filmy artystyczne – Refleks i Re-Wizje. Pierwszy z nich prezentuje komentarze do prezentowanej na wystawie książki artystycznej pod tym samym tytułem, zawierającej 16 oryginalnych prac współczesnych autorstwa grafików poznańskich. Drugi dokumentuje tournée wystawy donacyjnej od momentu przekazania polskim muzeom daru z berlińskiej kolekcji prof. St. Karola Kubickiego.

Artyści grupy Bunt stworzyli najrozleglejszą spośród polskich ugrupowań wczesnoawangardowych sieć kontaktów międzynarodowych. Ów transgraniczny kontekst ukazują na wystawie liczne fotografie oraz dokumenty reprodukowane na zaaranżowanych słupach ogłoszeniowych.

7Choć najważniejszym z zagranicznych ośrodków działalności Buntu był Berlin, jego członkowie utrzymywali także kontakty z artystami Drezna, w tym Dresdner Sezession: Ottonem Dixem, Conradem Felixmüllerem, Henryk Barcińskim i Ottonem Krischerem. To jeszcze jeden powód, dla którego wystawa odbywa się obecnie w ojczyźnie ekspresjonizmu, gdzie w 1905 powstała pierwsza grupa tej formacji stylistycznej, Die Brücke.


Program towarzyszący wystawie obejmuje:

Piątek, 4.09.2015, godz. 19.00

Wernisaż

„Grupa Bunt, międzynarodowe tournée wystawy donacyjnej i specyfika odsłony w Dreźnie”
dr Lidia Głuchowska, Uniwersytet Zielonogórski, Wydział Artystyczny, Instytut Sztuk Wizualnych

Niedziela, 4.10.2015, godz. 15.00

Wykład i oprowadzanie kuratorskie w języku niemieckim: dr Lidia Głuchowska

„Twórczość grupy Bunt jako inspiracja dla współczesnych twórców w Polsce i w Niemczech” (o prezentacjach artystycznych Refleks, Ulotka i Ich 7 oraz instalacji Przenikanie Karoliny Ludwiczak i Marcina Stachowiaka).

Niedziela, 8.11.2015, godz. 15.00

Wykład i oprowadzanie kuratorskie w języku niemieckim: dr Lidia Głuchowska
„Bunt, międzynarodowy ekspresjonizm i ‘nowy świat‘ awangardy”

W niedziele, 20.09.2015 i 11.10.2015, o godz. 15.00

Zwiedzanie wystawy z przewodnikiem (w języku niemieckim): Susanna Käpler, muzeolog
„Od apelu o pojednanie do artystyczno-politycznej rewolucji. Ekspresjonistyczny charakter polsko-niemieckiej grupy artystów Bunt”


Kuratorka międzynarodowego tournée wystawy / autorka koncepcji: dr Lidia Głuchowska

Wystawa: 5.09–8.11.2015
Muzeum im Józefa Ignacego Kraszewskiego w Dreźnie
Nordstraße 28, 01099 Drezno
http://www.museen-dresden.de
środa–sobota, godz. 13.00–18.0


O Muzeum w Dreźnie już kiedyś był wpis na blogu

Ta Slaska ciągle o kotach…

Ewa Maria Slaska

No tak…

…ale teraz mam na swoje usprawiedliwienie, że kotów już dawno nie było, że lato i upał, że sezon ogórkowy, no i wreszcie, i jest to być może argument najważniejszy, że Schyzia skończyła właśnie 20 lat i muszę jej sprawić jakiś prezent urodzinyowy.

Dla tych, którzy nie pamiętają, Schyzia to moja kotka i ma na imię tak, jak onegdaj kotka Witkacego, o której ponoć Witkacy miał napisać w dzienniku, że “prawdą jest, że kotka moja, Schyzia, powiła kocięta, natomiast nie jest prawdą, co głoszą złe języki, że kocięta te podobne są do mnie”. Nie odpowiadam ani za prawdziwość tego cytatu, ani za nadanie kotu imienia (w)skazującgo, bo za imię i cytat odpowiada mój ówczesny narzeczony. Byłam przez dwa tygodnie w pracy poza Berlinem, zostało więc ustalone, że narzeczony, osobisty zresztą, odbierze kotkę od młodej panny, która ją przywiezie ze wsi, i będzie się nią, kotką nie panną, zajmował do mojego powrotu. Gdy wróciłam, kot miał już imię i przyczepioną do imienia opowieść.

umywalka-kotMała byłam.

A ponieważ jest lato, upał i urodziny kota, wpis będzie o kotach na sezon ogórkowy czyli kotach wmalowanych w malarstwo światowe.

Nic tu nie warto dodawać, bo kot (w)malowany jaki jest, każdy widzi. Może tylko maleńka uwaga – gruby rudy kot (ma na imię Zaratrustra) pojawia się w wielu innych przeróbkach malarstwa światowego na kocie, ja wybrałam tylko renesans i nawet nie wszystko. Reszta w sieci. Albo kiedyś, dawno, u nas na blogu.

dama-lisakotekmichalaaniola2
kotekmichalaaniola
primaverazkotemI na zakończenie prawdziwy kot renesansowy, namalowany przez Pietera Brueghla Starszego – fragment obrazu Przysłowia niederlandzkie (1559).

A to rzeczony kot. Uzbrojony po zęby wojak (tot de tanden gewapend) przywiązuje kotu dzwonek – de kat de bel aanbindt.

O co tu chodzi? Co oznacza to przysłowie? Będzie nagroda. Na pewno coś o sztuce, ale raczej nie o kotach.

Jolanda po raz drugi

Była już TU, dziś jeszcze raz:

Lidia Głuchowska

Jolanda Jeklin, Transformacja

W Galerii Artoteki Grafiki w Bibliotece Sztuki w Zielonej Górze otwarta została niedawno wystawa dyplomowa Jolandy Jeklin. Jest ona zwieńczeniem jej studiów malarskich w Instytucie Sztuk Wizualnych Wydziału Artystycznego w Zielonej Górze pod kierunkiem prof. Stanisława Kortyki i w pracowni uzupełniającej dr hab. Normana Smużniaka.

1 IMG_1558
Ta wyjątkowo spójna optycznie, harmonijna prezentacja obejmuje 26 prac, w tym przede wszystkim obrazy z serii Miasta powstałe w latach 2013-2015. Ich temperatura barwna zdaje się narastać w kierunku centrum ekspozycji, gdzie umieszczony jest utrzymany w gamie pulsującego oranżu akryl na płótnie NY (New York, 2014). Na kolejnej ścianie w spokojniejszych kompozycjach, inspirowanych pejzażem i rytmem fal temperatura jest już bardziej wychłodzona, by wreszcie w ostatniej części wystawy ulec całkowitemu wyciszeniu w monochromatycznych na poły graficznych pracach w barwie naturalnego lnu i ecru rozjaśnionego koronkową warstwą bieli.
W ekspozycji dominują wyobrażenia abstrakcyjne, spośród których najwcześniejsze,takie jak wspomniany już obraz NY czy LA (Los Angeles, 2014) przywołują odległe skojarzenia z twórczością Paula Klee.

2 Jolanda Jeklin NY20143 a2Jolanda Jeklin LA2013W nieco późniejszych pracach pojawiają się efekty wibracji i pulsowania powierzchni malarskiej czy utrzymane w fuksjowej i błękitnej tonacji w dolnych partiach i jaśniejące ku górze, pointylistyczne kompozycje z efektem pikselowania w skali makro (Harmony I, Harmony, II, 2015, il. 4)

4 Harmony_1Są one wyobrażeniem poznanej osobiście, bądź jedynie wyobrażonej, energii zmieniających sie miejsc życia artystki. W jej najnowszym obrazie, o zagadkowym tytule, w horyzontalny rytm pasm błękitu, turkusu i lazuru wpisane są znaki odsyłające do symboliki religijnej oraz drobny zarys drewnianego kościoła, reminiscencja z gór Słowenii, gdzie znajduje się dom malarki. (Faith, 2015).

6Swoistym aneksem do pokazu malarstwa są trzy grupy mandal należących do serii Concentration, Eco (2015) i Winter Journey.

8 IMG_6340 aNa pozór trudno zrozumieć ich związek z główną częścią wystawy, z obrazami w intensywnych barwach i o horyzontalnej, kompozycji. Odmienna jest po pierwsze technika wykonania. Te nad wyraz misternie wycięte linoryty można wszak odbijać wielokrotnie. A jednak nie ma tu dwóch prac identycznych. Zarówno sam druk, jak i tło należące opracowane są z wykorzystaniem efektów nierównomiernego cieniowania i wysycenia farby. Ponadto nad mechanicznym z pozoru sposobem ich tworzenia góruje eksperyment. Zwłaszcza opracowane na sposób malarski tło prac z serii Winter Journey powstaje wskutek kilkudniowego barwienia lnianych płócień w słoweńskim winie. Nie tylko każda seria prac, lecz i każde podobrazie, zależnie od gatunku wina, jest zatem odmienne od pozostałych, a o strukturze powstałych na nim organicznych abstrakcji w znacznym stopniu decyduje przypadek. Tak jak ekspresjoniści i surrealiści, by wspomnieć tylko Edvarda Muncha czy Maxa Ernsta, Jolanda Jeklin autorem części efektów malarskich w swych pracach czyni samą naturę.
Artystka wyjaśnia, iż idealna forma koła w wyobrażeniu mandal, opisywana choćby przez Junga, ze zróźnicowanymi, choć nieodmiennie symetrycznymi, centrycznie opracowanymi motywami, ma oddziaływanie (auto)terapeutyczne. Odsyła ona do wyobrażenia o człowieku jako monadzie, z filozofii, z Leibniza. Z pozoru niemal identyczne, a przecież różniące się mnóstwem szczegółów, mandale postrzega ona jak oglądane jakby w zbliżeniu jednostki ludzkie, w jej wizerunkach miast przedstawione z oddali i roztopione w zatomizowanej pulsującej płaszczyźnie. Z jednej matrycy powstaje więc wiele nieidentycznych mandal, jak nieidentyczni, choć w pewien sposób podobni są przedstawiciele gatunku ludzkiego.

9aKluczem do wystawy jest obraz w technice mieszanej z elementami kolażu, przedstawiający bezgłowy korpus – zwrócone ku dołowi torso. Ta androgyniczna, nieco dekoracyjna mandala, zatytułowana Contemplation (2014). Koronkowa aplikacja nałożona jest tu na cieniowane, pastelowe tło w barwach piasku, nieba i morza, wyobrażające różne żywioły. Praca ta spina w jedność obrazów miast i mandal, ukazując w różnej skali to samo zjawisko – człowieka jako jednostkę niknącą w morzu podobych mu, lecz przecież tak odmiennych istot, w żywiołowym rytmie różniących się energią, choć z pozoru bliźniaczych metropolii.

Wystawa: Jolanda Jeklin. Transformacja
14.07.-30.08. 2015
Galeria Artoteki Grafiki
Biblioteka Sztuki
Wydział Artystyczny
Uniwersytet Zielonogórski
ul. Wiśniowa 10
Zielona Góra

Lista ilustracji
1. Transformacja, wystawa dyplomowa Jolandy Jeklin, Galeria Artoteki Grafiki w Bibliotece Sztuki, Wydział Artystyczny, Uniwersytet Zielonogórski, 14.07.2015 (fragment).
2. Jolanda Jeklin, L.A (Los Angeles ), 2013,100 x 140 cm.
3. Jolanda Jeklin, N.Y (New York), akryl na płótnie, 2014, 150 x 120 cm.
4. Jolanda Jeklin, Harmony I, akryl na płótnie, 2015, 100 x120 cm.
5. Jolanda Jeklin, Faith, olej na płótnie, 2015, 120 x 90 cm (fragment)
6. Jolanda Jeklin, cztery prace z serii Eco, linoryt, technika mieszana, 2015, 140 x 140 cm.
7. Jolanda Jeklin, prace Contemplation, technika mieszana, kolaż, 2014, 60 x 90 cm.

Zmarły z cmentarza w Oliwie

Ewa Maria Slaska

W poszukiwaniu straconego mistrza

Od lat jestem zaprzyjaźniona z pochodzącym z Raciborza architektem i malarzem, Engelbertem Kremserem. Pisałam już o nim kiedyś, dziś wracam do niego, ale z innym pytaniem, bo interesuje mnie jego pierwszy mistrz.

Gdy rozmawiamy o życiu, Kremser zawsze opowiada o swoim  pierwszym nauczycielu malarstwa. Było tak. Był rok 1948 w powojennym Raciborzu. Chłopak miał 10 lat. Pewnego dnia zobaczył na ulicy malarza ze sztalugami. Stanął i zapatrzył się. Malarz podniósł wzrok, popatrzył na chłopaka, a ten wykrztusił z siebie tylko jedno zdanie, nie, nie zdanie, trzy wyrazy. Ja też maluję… No to pokaż, co malujesz, odparł malarz, a chłopak pobiegł do domu tak prędko, jak jeszcze nigdy w życiu nie biegł, ani przedtem, ani potem…

Malarz nazywał się Bolesław Juszczęć i uczył chłopaka malarstwa aż do matury. Za darmo. Był dla niego zastępczym ojcem. Prawdziwy ojciec nie wrócił po wojnie do rodziny, aż… Ale o tym za chwilę. Juszczęć nauczył Engelberta malarstwa i rysunku, i przygotowywał  do egzaminu do Akademii Sztuk Pięknych. Tymczasem chłopak-zdrajca nie chciał być malarzem, chciał być architektem i zdał egzamin na architekturę we Wrocławiu. Był rok 1956. I wtedy matka zabrała obu synów do Niemiec.

Myślę, że Malarz na pewno był zadowolony z tego, co osiągnął Architekt. Bo Engelbert został wprawdzie architektem, ale architektem-artystą, przedstawicielem fantastycznej gałęzi architektury, gdzie jego poprzednikami – choć nie wzorami, bo każdy z tych fantastycznych architektów buduje po swojemu – są Niki de Saint Phalle i Antoni Gaudi. Engelbert wymyślił metodę pracy, którą nazwał architekturą ziemi (Erdarchitektur). Zbudował w Berlinie kilka niezwykłych budynków w tym kawiarnię nad jeziorem na terenie dawnej wystawy ogrodniczej w Britz.

Jest jednym z niewielu architektów, którzy mają wizję i którzy cierpią w obliczu świata zbudowanego z betonowych kostek. To nie jest dziennikarska przesada, oni cierpią. Widzę to i słyszę, gdy rozmawiamy z Engelbertem o architekturze. Albo chodzimy po mieście.

Poza tym od lat maluje.

Tak, jestem przekonana, że Juszczęć był(by) zadowolony. Historię o Juszczęciu słyszałam już wielokrotnie, ale dopiero teraz przychodzi mi do głowy, że warto by było dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Engelbert mówi mi tylko, że żona artysty pracowała w fabryce słodyczy. Dobrze zarabiała, Juszczęć nie musiał więc w ogóle pracować, ale chciał i przez wiele lat był nauczycielem sztuki w szkole dla głuchoniemych. Bardzo lubił tę pracę i miał wybitne efekty.

To wszystko. Nic więcej nie wiem. Ale w końcu umiem szukać, a internet został stworzony dla mnie.

Wrzucam imię i nazwisko Bolesław Juszczęć do internetu. Pojawia się kilkakrotnie, ale zawsze wspólnie z Kremserem. To wierny (a jednak wierny) uczeń lojalnie przypomina, u kogo się uczył i kto uczynił z niego artystę. Wydaje się, że Juszczęcia nie ma bez Kremsera, że istnieje tylko w tym podwójnym związku mistrza i ucznia, zastępczego ojca i zastępczego syna.

juszczecWreszcie jednak znajduję – cmentarz w Oliwie. Ten koło katedry Oliwskiej. Już dawno zamknięty, dopuszczalne są tylko pochówki uzasadnione związkami rodzinnymi z innymi osobami tu pochowanymi.
Bolesław Juszczęć, urodzony 12 sierpnia 1912 roku, zmarł 5 stycznia 1968 roku. Strona internetowa biliongraves podaje, że nie wiadmo, czy był żonaty, ale obok leży Maria Juszczęć. W dalszych poszukiwaniach dowiem się, że żona wprawdzie też była Maria, ale jest pochowana w Raciborzu, a na cmentarzu w Oliwie leży troje rodzeństwa – Bolesław, jego siostra Maria i ich brat, Kazimierz, żołnierz Royal Navy z czasów II wojny, który pływał w konwojach przez Atlantyk i do Murmańska.

Oczywiście początkowo nie jestem pewna, czy zmarły z cmentarza w Oliwie to on, ale w chwilę potem już wiem, że tak. W spisie publikacji Muzeum Narodowego we Wrocławiu znajduję bowiem następującą notatkę:

juszczecanonsA zatem to jego daty urodzenia i śmierci. Pod koniec życia zaniosło go do Oliwy. Potem dowiem się, że został tam przewieziony już po śmierci. Chorował na gruźlicę, a gdy w pamiętnym roku 1963 został przymusowo zaszczepiony przeciw czarnej ospie – to ta wielka akcja polskich lekarzy we Wrocławiu, moja ciotka Maryta Karpińska też brała w niej udział! – gruźlica się odnowiła. Umarł w niespełna cztery lata później.

Bolesław też był w wojsku w Anglii, ale w polskim. Po wojnie obaj bracia wrócili do kraju, co przyniosło im mnóstwo udręki, prześladowań, komunistycznych pomówień o szpiegostwo, a bratu nawet proces i więzienie. Po przyjeździe do kraju Bolesław pojechał do rodziców i siostry do Jeleniej Góry, dostał tam pracę w Teatrze Dramatycznym, tam poznał o 10 lat młodszą Marię i tam się następnego dnia oświadczył, tam wreszcie po trzech miesiącach wzięli ślub.

Zamyślam się nad tą informacją. Szybcy byli. Mój ojciec oświadczył się dopiero po tygodniu, a ślub wzięli po pół roku. Mieli dwoje dzieci, Anię, młodszą ode mnie o dwa lata i młodszą od niej o następne dwa lata Magdę.

anna-juszczec-teleman-notariusz_zdjecie5434To Ania opowiada mi przez telefon o Tacie i rodzinie, ale oczywiście najpierw musiałam ją znaleźć, co nie było proste, bo Engelbert wcale mi w tym nie pomógł. Ania wyszła za mąż za pana Telemana (tak, z tej rodziny slynnych muzyków!), jest notariuszką i mieszka w Piotrkowie Trybunalskim.

Ojciec tuż przed wojną studiował sztukę na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Gdy skończył zaczęła się wojna, a on przedostał się do Anglii. Był ranny, leżał w szpitalu w Manchesterze. Gdy wrócił mógł wykonywać tylko prace zlecone, ale nie miał pracy na etacie. Nie dlatego jednak, że – jak twierdzi Engelbert – żona tak dobrze zarabiała, tylko dlatego że był repatriantem z Wielkiej Brytanii i na dodatek żołnierzem “wrogiego” wojska polskiego na uchodźstwie. Córka mówi, że Ojciec dostał pracę wprawdzie jeszcze przed Odwilżą, ale już po śmierci Stalina w marcu 1953 roku.

Pracował w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Niesłyszących i Słabosłyszących. Dziś jest to budynek Liceum Ogólnokształcącego im Kasprowicza.

To tu w roku 1969 Ania zdała maturę. Taty wtedy już nie było, ani w Raciborzu, ani wśród żywych. Ojciec bardzo lubił tę pracę, mówi Ania, nauczył się nawet języka migowego, ale mimo to zawsze podczas lekcji również mówił, tak żeby ci, co chcieli, mogli czytać z ruchu ust. Pracował z pasją i zaangażowaniem, był lubiany, ceniony, szanowany. Jedna z jego uczennic, Basia Borowska, została nawet malarką, co było wielkim ewenementem, nawet nie tyle z uwagi na talent artystki, ile z powodu jej studiów w normalnej uczelni wyższej. Głuchoniemi z zasady byli kierowani do szkół specjalnych.

Juszczęć prowadził również zajęcia plastyczne w miejskim ośrodku kultury i w Zakładzie Wychowawczym. O tej pracy twierdził, że uczenie sztuki było tylko częścią jego zadań pedagogicznych, bo może ważniejsze były rozmowy, wychowywanie młodych ludzi. Ale i oni go bardzo lubili i cenili.

Gdy zachorował, wszystkie te zajęcia się urwały. Człowiek chory na gruźlicę nie może pracować z młodzieżą.

Ale też malował. Oczywiście – malował. Akwarela, gwasz, olej, rysunek piórkiem, tusz. Wykonywał prace na zamówienie Urzędu Miejskiego w Raciborzu, do ratusza, ale też przekazywane dalej jako prezenty dla honorowych gości Miasta. Miał wystawy indywidualne, uczestniczył w wystawach zbiorowych. Już po śmierci miał wystawę indywidualną w Empiku w Raciborzu, poświęconą ostatniej jego pasji – obrazom przedstawiającym konie. Ale malował i inne motywy – w mieszkaniu Ani znajdują się obrazy z czasów wojny, z Anglii, z Manchesteru, gdzie mimo służby wojskowej studiował sztukę. Są obrazy przedstawiające Racibórz, są portrety…

Mama, Maria Ludwika, jak Maria LudwikaGonzaga, była ekonomistką i, rzeczywiście, tak jak to zapamiętał Engelbert, pracowała w Fabryce Cukrów i Czekolady “Ślązak”. Fabryka została założon w roku 1898 jako Goldsiegel, Kakao- und Schokoladenfabrik, a jej budynki zlikwidowano dokładnie po stu latach, w roku 1999. Fabryka przetrwała wojenną zawieruchę i już w 1945 roku wznowiła produkcję.  Po Powodzi Tysiąclecia fabrykę rozebrano, dziś na jej miejscu stoi market Kaufland, a sama fabryka, teraz już pod nazwą “Mieszko”, przeniosła się do dawnej wieży ciśnień. I robi, jak twierdzi Ania, najlepsze słodycze w całej Polsce, bo jeszcze oparte o własne receptury.

fabrykaslodyczyTo zdjęcie, bezwzględnie z czasów Juszczęcia i Kremsera w Raciborzu, znalazłam na stronie Fotopolska.

Mama i Tata byli dobrym, zgodnym małżeństwem. Dzieci miały prawo do udziału w życiu dorosłych, mogły przysłuchiwać się rozmowom dorosłych, zwlaszcza, gdy była mowa o sztuce…

Tata był bardzo eleganckim mężczyzną. Nosił tylko buty robione na miarę, które wykonywał dla niego szewc Skibiński. Gdy nowe buty zjawiały się w domu, Tata przez dwa tygodnie codziennie je pastował i polerował. Również podeszwy. Dziąki temu stawały się eleganckie, błyszczące jak lakier, a zarazem nieprzemakalne.

Takie buty! W PRL-u!

***

PS. Trzy kolaże Kremsera można do 26 października zobaczyć na wystawie o architekturze lat 60 w Berlinische Galerie: Radikal modern. Planen und Bauen im Berlin der 1960er-Jahre. Fragment jego architektonicznej wizji budynku Europa Center został użyty w trailerze wystawy:

kremsereuropac

„Buntownicza siódemka” i „Ulotka”

Dr Lidia Głuchowska

… czyli jeszcze raz wystawa w Bydgoszczy

Mianem „Buntowniczej siódemki” w roku 1918 krytycy poznańscy określali tamtejszą grupę ekspresjonistów, którzy wystąpili z transgranicznym programem sztuki zaangażowanej. Do jej dokonań nawiązują twórcy współcześci, którzy przygotowali prezentacje artystyczne na wystawę „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda. Prace z berlińskiej kolekcji prof. St. Karola Kubickiego”. Wystawa w Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy czynna jest jeszcze do 23 sierpnia i prezentuje dialog artystów współczesnych ze sztuką klasycznej awangardy *.

1-2-3Aranżacja wystawy „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda” w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. Prace grupy Bunt sąsiadujące z aranżowanymi słupami ogłoszeniowymi oraz stelażem projektu ulotka (po lewej) i prezentacją Ich 7. W tle rzeźba Cerber Małgorzaty Kopczyńskiej (2013) i druk wypukły Andrzeja Bobrowskiego Transfiguration 2 (ok. 2013).

Prace grupy Bunt, w tle po lewej rzeźba Cerber Małgorzaty Kopczyńskiej (2013) i druk wypukły Andrzeja Bobrowskiego Transfiguration 2 (ok. 2013), a po prawej Autoportret Piotra Szurka (2012).

Na pierwszym planie rzeźba Cerber Małgorzaty Kopczyńskiej (2013) i rysunek Jacka Szewczyka Aleja bez pracy (1999)

Relacje z poprzedniej odsłony wystawy, w Muzeum Narodowym w Poznaniu, zamieszczaliśmy w minionych tygodniach: TU, TU i TU. Zapowiadaliśmy też już wystawę i konferencję w Bydgoszczy TU i TU.

Uczestnicy projektu Ich 7, którego nazwa nawiązuje do określenia, którym opisywano grupę Bunt tworzą prace programowo i technologicznie nawiązujące do inspiracji płynących z dokonań ich działających przed niemal stu laty kolegów, które ukazują zarazem trwałość, jak i kierunki reinterpretacji idei oraz estetyki awangardy. Dwujęzyczna nazwa prezentacji Ich 7 to echo dwujęzyczności nazwy grupy Bunt, programowo wyrażającej ponadnarodowe postulaty ekspresjonizmu. Ich po niemiecku znaczy ja. Jest to oczywiście słowo używane przez każdego w codziennym życiu, ale także powszechnie stosowane pojęcie w filozofii i psychologii jaźni.

Prace tworzące projekt posiadają formaty znacznie większe niż dzieła działających u schyłku I wojny światowej i na początku międzywojnia twórców grupy Bunt. Związane jest to ze zmianą form recepcji. U schyłku XIX i w pierwszych dekadach XX wieku dzieła graficzne upowszechniano często za pomocą czasopism artystycznych, które nierzadko przesyłano pocztą nawet do odległych krajów, przyczyniając się do zwiększenia zasięgu ich odbioru, a równocześnie do egalitaryzacji i nobilitacji tego medium.

3-4Słup ogłoszeniowy w obrębie zaaranżowanej na wystawie kawiarni, z reprodukcjami grafiki z czasów Buntu i klasycznej awangardy.

Słup ogłoszeniowy, prace Stanisława Kubickiego i stelaż z prezentacją zbiorowej realizacji grafików współczesnych z pracami w klasycznym formacie ulotki.

Dziś grafika jest nie tylko wyemancypowaną i w pełni respektowaną formą sztuki, ale też całkowicie zdominowała oblicze współczesnej ikonosfery, a prace graficzne osiągają iście monumentalne formaty.

6 Bunt_Kubicki_film Tyszkiewicz_foto LGKontrast formatu dzieł grupy Bunt i współczesnej grafiki. W tle praca Przemysława Tyszkiewicza Magiczne skutki połykania świeżych motyli (2003) .

7 BUNT Ich 7 Tyszkiewicz Gertchen Szurek Kopczynska foto NehrebeckaSłup ogłoszeniowy z reprodukcjami zaginionych dziś prac klasycznej awangardy i dokumentacją jej dorobku z czasopism, plakatów i fotografii. W tle prezentacja Ich 7. Od lewej prace Przemysława Tyszkiewicza, Agaty Gertchen, Małgorzaty Kopczyńskiej i Piotra Szurka.

Prezentacja Ich 7 ma wskazywać nie tylko na tę ewolucję w obiegu komunikacyjnym sztuki, lecz również na szeroką skalę środków ekspresji artystycznej i dominant tematycznych charakterystyczną tak dla twórców grupy Bunt, jak i dla twórców współczesnych czerpiących inspirację z ich dorobku.

8 Szewczyk Aleja bez pracyJacek Szewczyk, Aleja bez pracy, rysunek (1999).

Z pozoru abstrakcyjny rysunek Jacka Szewczyka Aleja bez pracy (1999) jednoznacznie nawiązuje zarówno do tendencji abstrakcyjnych, jak i społecznego zaangażowania ekspresjonistów, wyrażając atmosferę alienacji i lęku zuniformizowanego na pozór morza bezrobotnych. Przygnębiający aktualnością temat zostaje tu pozornie strywializowany poprzez wykorzystanie techniki kameralnej, budząc poczucie obcości i skłaniając do refleksji. Zagęszczenie precyzyjnych linii, nagromadzonych w żmudnym procesie tworzenia obrazu z wykorzystaniem multiplikacji motywu głów z ustami rozwartymi do stłumionego krzyku. Ta aleja nie jest miejscem dla relaksujących się spacerowiczów, a po to kiedyś w miastach powstawały aleje i bulwary, ta aleja emanuje grozą. Jej widok wytrąca widza z poczucia spokoju i zadowolenia.

9 Bunt Szewczyk Tyszkiewkicz Gerchen Kurak Lg BPrace grupy Bunt i prezentacja Ich 7. Po prawej rzeźba Cerber Małgorzaty Kopczyńskiej o raz dwie prace Macieja Kuraka z cyklu Cnoty kardynalne (2015).

Dwie prace Macieja Kuraka – 1. Wiara (Wolność wiodąca lud na barykady) i 3. Miłość (Estetyzacja polityki) z jego tryptyku Cnoty kardynalne (2015) – koncentrują się na treściach ideowych. Z radykalną wymową tych dzieł kontrastuje filigranowy format i delikatność zastosowanej tu techniki akwarelowej.

Rzeźba Małgorzaty Kopczyńskiej zatytułowana Cerber (2013) ma sens metaforyczny. Hades-podziemie, którego strzeże, czy raczej, do którego ma wgląd, zdaje się być azylem chroniącym od rzeczywistości. Cerber to torso pozbawione integralności, wykonane wprawdzie w realistycznej, klasycznej konwencji rzeźbiarskiej, jednak niepokojące widza swą fragmentarycznością jakby rodem z repertuaru chwytów dadaistyczno-awangardowych.

Znacznie bardziej wyciszony i tradycyjny wydaje się Autoportret Piotra Szurka (2012) (por. fot. 2 i 7) wykonany w technice akwaforty i akwatinty. Precyzja kreski i światłocienia przywołują tu na myśl klasyczne ołówkowe portrety tworzone od XVIII wieku do noszonych na piersi medalionów. Jednakże absolutnie nieklasyczny w wymowie jest tu format wielokrotnie przekraczający ludzką skalę. Od akademickiej konwencji portretowej odstaje też wymowa dzieła, które nieco przypomina maskę pośmiertną i nawiązuje do ekspresjonistycznej obsesji introspekcji i autoanalizy cenzurowanych przez społeczną konwencję emocji.

Prace Andrzeja Bobrowskiego Transfiguracja 2 (por. fot. 1, 2) i Agaty Gertchen Failed 05 (fot. 7 i 11) – obie wykonane techniką druku wypukłego, 2013 – wpisują się w typową dla Buntu tradycję druku wypukłego, a zarazem stanowią kontynuację awangardowych poszukiwań sposobów przestawiania czwartego i piątego wymiaru, a więc ruchu i czasu. Są one również przykładem syntetyzacji zaczerpniętych z natury elementów realistycznych i poprzez przeskalowanie – przenoszenia ich w sferę abstrakcji. Andrzej Bobrowski stosując przy tym metodę nacinania druku w celu zwiększenia reliefowości jego powierzchni, uzyskuje w swej pracy efekt tak ważnego dziś 3D.

Akwaforta z akwatintą Przemysława Tyszkiewicza Magiczne skutki połykania świeżych motyli z roku 2003 (fot. 6, 7, 9) odsyła do ekspresjonistycznych i surrealistycznych wizji odzwierciedlających fascynację nieznanymi obszarami ludzkiej psychiki i jaźni elementów. W duchu tradycji swych poprzedników Tyszkiewicz obnaża konwenanse, przejawy prowincjonalizmu i ksenofobii, zwalcza idealizację rzeczywistości w mediach oraz utrwalanie hipokryzji społeczno-politycznej, a także ograniczenia narzucane jednostce przez oficjalne instytucje.

Formy komunikacji medialnej, do których odwołują się projekty Refleks i Ulotka należą do typowych gatunków wypowiedzi Buntu oraz europejskiej awangardy okresu międzywojennego. Były to przede wszystkim: książka artystyczna i druk informacyjno-propagandowy o wymowie politycznej. Kolportowany na wiecach wspierał manifesty artystyczne oraz idee emancypacji społeczno-politycznej.

10 BUNT Bydg Ulotka foto NehrebeckaDwa stelaże prezentacji Ulotka z prezentacją 31 grafik współczesnych.

11 Bunt Ulotka Bobrowski foto LGbStelaże prezentacji Ulotka (widoczny druk cyfrowy Wojciecha Kołacz, Nowy Ład), plakaty I wystawy grupy Bunt (1918) w języku polskim i niemieckim oraz linoryt Andrzeja Bobrowskiego, Transfromacja M/S (2015), logotyp wystawy.

Projekt Ulotka (2015, kurator Maciej Kurak) tworzy zespół 31 prac grafików związanych z polskimi uczelniami artystycznymi, ukazujących problematykę społeczną z różnych perspektyw lokalnych. Realizacje eksponowane na stelażach w formie róży wiatrów ogląda się jak druki w przeglądarce plakatów. Ukazana w ruchu Ulotka staje się metaforą zmienności i synonimem idei otwarcia na innowacyjne wartości kulturowe i społeczne.

12 Bunt Bydg Szewczyk_filmUlotka foto LGJacek Szewczyk, Aleja bez pracy, rysunek (1999), cokół z prezentacją książki artystycznej Refleks (2014) oraz film Bunt –Re-wizje, koncepcja: Lidia Głuchowska, Anna Kraśko, realizacja: Anna Kraśko (2015).

Efektem projektu Refleks (2014-2015) jest instalacja, której najważniejszy komponent stanowi bibliofilska książka, zawierająca oryginalne prace graficzne. Jej pierwszemu pokazowi w poznańskiej galerii Rarytas wiosną 2014 roku towarzyszył afisz zaprojektowany przez Andrzeja Bobrowskiego, stanowiący transformację plakatu pierwszej wystawy grupy Bunt (1918) z linorytem Stanisława Kubickiego Wieża Babel (1917). W miejscu pierwotnej wieży ukazuje on jednak tunel – element aranżacji przestrzeni premierowej prezentacji – metaforę przemiany społecznej.

W 2015 roku na potrzeby wystawy Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna awangarda powstał film Marka Glinkowskiego, będący częścią ekspozycji.

Zdjęcia we wpisie: Lidia Głuchowska i Mariola Nehrebecka

Dwie dziewczyny z cmentarza w Berlinie

Ewa Maria Slaska

Obie dziewczyny były muzułmankami i zostały pochowane na Landschaftsfriedhof Gatow, w berlińskiej dzielnicy Spandau (dawna słowiańska nazwa tej dzielnicy brzmiała Szpandawa), na Maximilian-Kolbe-Str. 6. Na cmentarzu jest duża kwatera grobów muzułmańskich, gdzie wszystkie groby są zorientowane w kierunku Mekki. Jedna z dziewczyn była Kurdyjką, druga – Syryjką. Obie były mężatkami czyli, podobnie jak w przypadku Julii, chodzi mi o dziewczyny z racji wieku a nie statusu.

Hatun Sürücü (1982–2005), Kurdyjka, była ofiarą tzw. mordu honorowego. Mord honorowy jest karą wymierzaną przez rodzinę za okrycie jej hańbą lub zniesławienie. Hatun została zastrzelona przez brata. Rodzina od lat 70 mieszkała w Berlinie. Hatun miała siedmioro rodzeństwa, dwie siostry i pięciu braci, wszyscy zostali wychowani nader tradycyjnie, a potem wręcz fanatycznie. Ale Hatun była inna, Hatun chciała żyć po swojemu, w żaden sposób nie odpowiadała ideałowi tradycyjnej muzułmańskiej córki, była samodzielna i uparta. Rodzice najpierw zabrali ją ze szkoły, a gdy miała 16 lat, wysłali ją do Istambułu i przymusowo wydali za mąż za kuzyna, z którym zaszła w ciążę. Hatun uciekła od męża i od rodziny, wróciła do Berlina i zamieszkała w ośrodku dla niepełnoletnich matek. Przestała nosić tradycyjny strój islamski. Urodziła syna, wynajęła samodzielne mieszkanie, ukończyła naukę zawodu. I wtedy brat ją zastrzelił.

Portret Hatun na zniczu postawionym na jej grobie w dziesiątą rocznicę śmierci, 7 lutego 2015 roku.

Jej brat, morderca został skazany na 9 lat więzienia. Dziś w dziesięć lat po jej śmierci i on, i jego dwaj starsi bracia, którzy wspierali go w planach zabójstwa, mieszkają w Turcji. Syn Hatun został oddany do rodziny zastępczej.

***

Drugą dziewczynę pochowano na “cmentarzu krajobrazowym” w Gatow przed miesiącem, 16 czerwca 2015 roku. Jest to młoda syryjska mężatka. W grobie leży też jej dwuletnie dziecko. Oboje utonęli w marcu w drodze na Lampedusę. Jej mąż przeżył i przeżyły jej trzy starsze córeczki, są w Niemczech. Mąż złożył podanie o azyl polityczny, ale ponieważ nie jest ono jeszcze rozstrzygnięte, nie dostał pozwolenia na opuszczenie aktualnego miejsca zamieszkania i nie wziął udziału w pogrzebie. Jednak wyraził zgodę na pochówek i na to że przyjmie on formę protestu artystyczno-politycznego. Ciało jego żony zaraz po wypadku zostało pochowane na Sycylii, teraz je ekshumowano i dostarczono do Berlina w ramach akcji “Die Toten kommen” – “Idą umarli”. Akcję zorganizowało “Zentrum für Politische Schönheit” (Centrum Politycznego Piękna) jako protest przeciwko bezdusznej polityce Europy w stosunku do uciekinierów.

Można się zastanawiać, czy ciało ludzkie powinno być używane jako eksponat w akcji artystycznej, nawet jeśli jest ona jednocześnie protestem politycznym w słusznej sprawie. Ale z drugiej strony… Zmarłych uciekinierów chowa się we Włoszech w workach na śmieci, w zbiorowych grobach, ciała czekają niekiedy tygodniami na pochówek. I to nie w lodówce! Tymczasem pogrzeb w Berlinie odbył się po ludzku, ba, więcej, bo zgodnie z muzułmańskimi zasadami. W uroczystości wziął udział imam. Trumnę pokrywał orientalny dywan, leżały kwiaty, przybyli żałobnicy.

W kilka dni później symboliczną wymowę pogrzebu podkreśliła demonstracja na łące przed budynkiem Reichstagu, gdzie koparka wykopała kilka symbolicznych grobów. W akcji wzięło udział pięć tysięcy osób.

W najbliższym czasie mają się pojawić w Berlinie kolejne groby. Prawdziwe i symboliczne. Organizatorzy są zdania, że tylko tak zdoła się wstrząsnąć świadomością rządzących, którzy na co dzień nie muszą się konfrontować ze śmiercią uciekinierów, bo ci umierają daleko stąd, gdzieś na morzu między Azją, Afryką i Europą. Ale, twierdzą artyści, choć umierają daleko od nas, to i tak tu przyjdą, a wtedy będziemy musieli gorzko zapłacić za naszą bezduszną politykę.

„Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie”

Dr Lidia Głuchowska
„BUNT – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda”
na Wyspie Młyńskiej w Bydgoszczy – w sam raz na wakacje

W malowniczym zakątku Bydgoszczy, w zabytkowych wnętrzach Muzeum Okręgowego w czerwonym spichrzu 25 czerwca 2015 r. w znakomitej oprawie aranżacyjno-plastycznej rozpoczęła się druga z czterech edycji międzynarodowego tournée wystawy „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda. Prace z berlińskiej kolekcji prof. St. Karola Kubickiego”.

W sam raz na wakacje – niepodal w bydgoskiej Wenecji popływać można statkiem wycieczkowym, a potem zobaczyć tę znakomitą ekspozycję, prawdziwą perełkę sztuki aranżacji.

Relacje z poprzedniej odsłony wystawy, w Muzeum Narodowym w Poznaniu, zamieszczaliśmy w minionych tygodniach: TU, TU i TU. Zapowiadaliśmy też już wystawę i konferencję w Bydgoszczy (zobacz).

1Bunt Bydoszcz banerWyspa Młyńska w Bydgoszczy, budynek Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego z banerem wystawy „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda. Prace z berlińskiej kolekcji prof. St. Karola Kubickiego”, proj. Franciszek Otto
foto: Lidia Głuchowska

2-3 BUNTLidia Głuchowska, kuratorka, i Łukasz Maklakiewicz, kierownik działu organizacji wystaw, przed wejściem muzeum, 25.06.2015
foto: Marta Przetakiewicz
Widok z wnętrza czerwonego spichrza (Muzeum Okręgowe w Bydgoszczy) na plakat wystawy i Wyspę Młyńską
f
oto: Lidia Głuchowska

Bydgoska edycja wystawy jako pierwsza uwzględnia koncepcję aranżacyjną kuratorki, Lidii Głuchowskiej, obejmującą reminiscencje do aury schyłku I wojny światowej i początków dwudziestolecia międzywojennego. W scenografię zdynamizowaną wyrazistym rytmem czerwonych i grafitowych ścian włączone zostały elementy nawiązujące do atmosfery „ulicy”, „kawiarni” i „kina” z pierwszych dekad XX wieku, w których żyli i tworzyli artyści wczesnoawangardowej („ekspresjonistycznej”) grupy Bunt.

4 BUNT Bydgoszcz aranzacjaWystawa „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda. Prace z berlińskiej kolekcji prof. St. Karola Kubickiego” w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy
foto: Lidia Głuchowska

5 BUNT Bydgoszcz Kubicka Kubicki aPrace graficzne rodziców donatora, współtwórców grupy Bunt, Margarete i Stanisława Kubickich oraz zaaranżowany słup ogłoszeniowy z dziełami w stylu konstruktywistycznym
foto: Mariola Nehrebecka

6 BUNT Bydgoszcz Stefan Szmaj bPubliczność przed linorytami Stefana Szmaja
foto: Marta Przetakiewicz

Tak więc, oprócz rozmieszczonych w kameralnych przedziałach prac poszczególnych grafików tego ugrupowania apelujących do odbiorcy syntetyczną, nowoczesną formą oraz silnymi kontrastami czerni i bieli, na „ulicy“ umieszczono „słupy ogłoszeniowe” prezentujące plakaty i inne dokumenty, a także prace plastyczne grupy Bunt i jej przyjaciół z międzynarodowych kręgów awangardy, znane dziś już tylko z reprodukcji w czasopismach artystycznych i dokumenatcji archiwalnej.

W „kawiarni“ znalazły się stelaże w formie róży wiatrów ukazujące prace graficzne zainspirowane twórczością i programem „poznańskich ekspresjonistów“ tworzących zbiorową realizację twórczą 31 artystów pt. „Ulotka“ (2015, kurator: Maciej Kurak).

W tle umieszczono rysunki i linoryty Margarete Kubickiej, Władysława Skotarka i Jerzego Hulewicza w starych, złoconych ramkach, ewokujące nastrój minionej epoki, natomiast na stoliku z tamtego czasu znalazły się teksty informacyjne dotyczące m.in. kwestii „obiektywnej“ fotografii i konstruowanej historiografii. Są one komentarzem do znajdujących się na sąsiednich ścianach powiększonych dokumentalnych i artystycznych zdjęć ukazujących międzynarodowy i transgraniczny charakter artystycznych inicjatyw Buntu. Dają one także wyobrażenie o ambiwalencji postaw politycznych artystów Buntu, oscylujących między awangardowym internacjonalizmem a patriotyzmem, który wielu z nich skłonił do udziału w Powstaniu Wielkopolskim i sprawił, że przywódca radykalnego skrzydła grupy, Stanisław Kubicki, przyłączył się do opozycji antyfaszystowskiej. Kubicki był kurierem polskiego ruchu oporu, przewoził przesyłki między Warszawą a Berlinem, zginął z rąk gestapo w 1942 roku, w symboliczny sposób potwierdzając prawdę swego artystycznego credo „Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie”.

7 Cafe Kubicki Hausmann Sander„Kawiarnia” zaaranżowana w ramach bydgoskiej odsłony wystawy „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda”. W tle widoczne powiększenia fotografii Augusta Sandera (1929) i Raoula Hausmanna (1932), ukazujących Stanisława Kubickiego. Obok wizerunek jego syna, prof. St. Karola Kubickiego, współzałożyciela Wolnego Uniwersytetu w Berlinie, który w roku 2015 ofiarowuje Muzeum Narodowemu
w Poznaniu i Muzeum Okręgowemu im. Leona Wyczółkowskiego
w Bydgoszczy ok. 90 dzieł artystów grupy Bunt
foto: Lidia Głuchowska

8 BUNT Cafe Sander Kubicki Ulotka„Kawiarnia“
foto: Mariola Nehrebecka

Kilka fotografii znalazło się za „szklaną bramą” symbolicznie oddzielającą je od sfery żywych. To świadectwa faszystowskiej akcji „sztuka zdegenerowana”, ukazujące przyjaciół artystów ze zrzeszenia Bunt – Jankiela Adlera, Mojżesza Brodersona i Marka Szwarca prezentujacych drugi zeszyt ich czasopisma „Jung Idysz“. Umieszczone obok fotografie ukazują rzeźbę „Matka i dziecko“ należącej do tej samej łódzkiej grupy Poli Lindenfeldówny, a także „Kobiece torso” dresdeńskiego artysty Ottona Krischera. Oba te dzieła zostały roztrzaskane w domu Margarete i Stanisława Kubickich podczas rewizji SA i SS w 1933 roku.

9 BUNT Bydgoszcz Adler Lindenfeld Krischer„Entartete Kunst” za „szklaną bramą”. Fragment bydgoskiej aranżacji wystawy „Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda”. Na zdjęciach Jankiel Adler, Mojżesz Broderson i Marek Szwarc prezentujacy drugi zeszyt czasopisma „Jung Idysz“ (1919), a także rzeźby Poli Lindenfeldówny i Ottona Krischera zniszczone w ramach akcji „sztuka zdegenerowana.”
foto: Lidia Głuchowska

Naprzeciw wejścia znajduje się „kino”, w którym prezentowane są powstałe w kontekście tournée wystawy donacyjnej filmy artystyczne – „Refleks” (2014/2015, realizacja Marek Glinkowski, Radosław Włodarski) – część kolejnego projektu artystów współczesnych zainspirowanego dokonaniami grupy Bunt oraz „Bunt – Re-wizje“
(2015, realizacja: Lidia Głuchowska, Anna Kraśko).

Wernisaż wystawy i oprowadzanie kuratorskie zgromadziły licznych zainteresowanych. Przybyli także artyści-graficy z Poznania i Wrocławia, prezentujący w okolicach „kina” swój artystyczny dialog z twórczością Buntu w ramach zbiorowej prezentacji „Ich 7“.

Realizacje twórców współczesnych nawiązujące do spuścizny „poznańskiego ekspresjonizmu” zasługują na szczególną uwagę. Poświęcimy im osobny reportaż.

10 BUNT-10b

Wernisaż.
Przy mikrofonie dyrektor muzeum dr hab. Michał F. Woźniak, obok
kuratorka, dr Lidia Głuchowska.
Po lewej – artyści: Agata Gertchen, Marta Kubiak, prof. Andrzej Bobrowski, koordynatorki realizacji wystawy w Bydgoszczy – Barbara Chojnacka i Honorata Gołuńska.
Po prawej: kurator realizacji artystycznych „Refleks i „Ulotka“, dr hab. Maciej Kurak oraz dyrektor Dolnośląskiego Festiwalu Arystycznego, Bronisław Kowalewski
foto: Wojciech Woźniak

Nazajutrz po otwarciu wystawy w Muzeum odbyła się konferencja naukowa „Bunt a tradycje grafiki w Polsce i w Niemczech“, na którą przybyli znawcy i praktycy z obu krajów. W panelu dyskusyjnym wzięli udział artyści – Agata Gertchen, Marta Kubiak, Andrzej Bobrowski i Maciej Kurak. Planowane jest wydanie publikacji pokonferencyjnej, ukazującej dorobek grupy Bunt w szerokim kontekście geograficznym i interdyscyplinarnym.

***

Wystawa

„Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna Awangarda. Prace z berlińskiej kolekcji prof. St. Karola Kubickiego”
25.06.-23.08.2015

Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy
Wyspa Młyńska
Mennica 8

Kuratorka i autorka koncepcji aranżacyjnej Lidia Głuchowska
Realizacja Elżbieta Kopczyńska i zespół d/s. organizacji wystaw pod kierunkiem Łukasza Maklakiewicza

Papież awangardy

slupEwa Maria Slaska

o wystawie Tadeusza Peipera w Warszawie

Stoję w Warszawie przed dworcem i patrzę na słup ogłoszeniowy. Tadeusz Peiper – Papież awangardy. Muzeum Narodowe w Warszawie. Wstyd się przyznać – wcale nie wiedziałam, że był malarzem. Poetą, owszem, ale skoro ma wystawę w Muzeum Narodowym, to widocznie również malował.
Nie mam czasu niczego sprawdzać, nie przygotowałam się więc na całkowite zaskoczenie. Docieram do Muzeum, biorę gazetkę, ale postanawiam ją przeczytać potem.

Wchodzę więc na wystawę i nadal nic nie wiem. Nie, jednak już coś wiem, wiem mianowicie, że na wystawę składają się dzieła artystów współczesnych poecie – Borges, Chaplin, Delaunay, Gris, Kobro,  Leger, Malewicz, Pankiewicz, Strzemiński, Witkacy… Oni też nie wszyscy byli malarzami czy rzeźbiarzami.

plakatWędrując przez sale muzealne, podziwiając portret Nerudy, wiersze Vicenta Huidobro i dzban Władysława Jahla, Polaka, jednego z najważniejszych ultraistów madryckich, wciąż jednak podświadomie czekam na odkrycie, na to, co nieznane, na obraz Peipera.

Dopiero dobrze w połowie wystawy, tam gdzie pojawia się Zwrotnica, pojmuję, że nie będzie żadnego Dzieła, bo Peiper żadnego Dzieła plastycznego nie stworzył. Dobrze wiedziałam.
Kuratorzy, dr Piotr Rypson we współpracy z Moniką Poliwką i Juanem-Manuelem Bonetem, piszą, że być może istniał gdzieś kiedyś jakiś wykonany przez Peipera rysunek, ale że oczywiście Peiper był przede wszystkim poetą, krytykiem literackim, wydawcą.

zwrotnica Na stronie Muzeum Narodowego poświęconej wystawie czytamy:
Tadeusz Peiper znany jest w Polsce jako najbardziej prominentna postać środkowoeuropejskiej awangardy i założyciel Zwrotnicy (1922). Niewiele osób wie o jego związkach ze środowiskiem awangardy hiszpańskiej i hiszpańskojęzycznej. Lata 1915-1920 spędził Peiper w Madrycie, w otoczeniu silnie związanym z hiszpańskim ultraizmem. W tym czasie w stolicy Hiszpanii przebywali Robert i Sonia Delaunay, Guillermo de Torre,  Vicente Huidobro, rodzeństwo Jorge Luis i Norah Borges, Rafael Barradas, a także Polacy – Józef Pankiewicz, Jan Wacław Zawadowski i związani z ultraistami Władysław Jahl oraz Marian Paszkiewicz.

ultraGdy kończy się wojna, Peiper wraca do Polski, do Krakowa, gdzie zakłada pierwszą Zwrotnicę, czasopismo bez którego nie byłoby polskiej sztuki awangardowej. Publikowali tu Władysław Strzemiński i Kazimierz Malewicz, książki i poezje Peipera ilustrowali Juan Gris, Mojżesz Kisling, Fernand Léger. Każdy kto liczył się w polskiej Awangardzie prędzej czy później musiał się pojawić w  Zwrotnicy.
ustaPierwsza ukazywała się w latach 1922-1923, druga w okresie od roku 1926 do 1927, a współpracowali z nią przede wszystkim futuryści i formiści: Leon Chwistek, Stanisław Młodożeniec, Tytus Czyżewski, Bruno Jasieński, Anatol Stern, Aleksander Wat. Dzięki kontaktom nawiązanym przez Peipera w Paryżu i Madrycie w Zwrotnicy pisali tacy przedstawiciele międzynarodowej awangardy jak Filippo Tommaso Marinetti i Tristan Tzara. W drugiej Zwrotnicy pojawili się Julian Przyboś, Jan Brzękowski, Jalu Kurek. Program poetycki Peiper zawarł w szkicach: 1925 – Nowe usta, 1930 – Tędy.

blokAutor wpisu o Peiperze w Wikipedii pisze: Wysiłek poety Peiper porównywał do trudu rzemieślnika, dlatego też wszystko w poezji powinno być zaplanowane, podobnie jak w produkcji. Określił symbole nowoczesności jako: miasto, masa, maszyna, a ich skrót “3×M” stał się hasłem Awangardy. Jego teoria poezji odrzucała melodyjność wiersza, sylabizm, dopuszczała wiersz wolny i tylko takie metafory, które mogą być jednoznacznie interpretowane. 

Rola Peipera jako Papieża Awangardy skończyła sie w latach 30, bo skończył się czas Awangardy – okazała się zbyt naiwna i zbyt idealistyczna, a jej hasła stały się symbolem komercji i populizmu w sztuce, a potem totalitaryzmów, wojny, terroru i katastrofy.

ulicaPeiperPeiper żył jeszcze wiele lat, zmarł w roku 1969, ale nikogo już nie interesował. Tak dalece, że autorzy wystawy zapomnieli napisać, że umarł i kiedy umarł. Dla nich w latach 30 umarł Wielki Symbol, człowiek, który po nim pozostał był bez znaczenia.

 

Pulsary energii

0 Kasia na poczatekJanina Wallis, Lidia Głuchowska

Katarzyna Dziuba – pulsary energii

Katarzyna Dziuba przed pracą serii „Processing”, druk cyfrowy pigmentowy, 2012-2015, na wernisażu wystawy w Galerii Grafiki Biblioteki Sztuki/ Artoteki Grafiki, Wydział Artystyczny Uniwersytetu Zielonogórskiego, 29.05.2015

„Styl Katarzyny Dziuby, łączy tradycyjne techniki graficzne oraz nowoczesną technologię cyfrową, stanowi świeży i oryginalny środek ekspresji. Jej prace ukazują w przekroju współczesne polskie społeczeństwo, w którym tradycyjna kultura i myśl napotykają awangardowe koncepcje z krajów Europy Zachodniej. Wspaniale jest widzieć w abstrakcyjnych formach jej grafik intensywną duchowość, która z pewnością jest owocem szerokich horyzontów i wysublimowanej wrażliwości artystki”, napisał w 2010 artysta grafik, Tohihiro Hamano, Doctor Honoris Causa Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie, gdy Katarzyna Dziuba została pierwszą laureatką Nagrody jego imienia, ustanowioną podczas Międzynarodowego Triennale Grafiki, Kraków 2009 i przyznawaną młodym, obiecującym artystom grafikom z całego świata.
Cztery lata później, już w Kagawa w Japonii, przyznano jej nagrodę w ramach Utazu Art Award.

W Zielonej Górze jeszcze do 10 października trwa wystawa Katarzyny Dziuby i naprawdę warto ją zobaczyć. Ta wystawa to utrzymana w optymistycznych barwach, pulsująca energia, w sam raz na lato.

kasiadziuba1-2Z serii „Processing”, druk cyfrowy pigmentowy, 2012-2015

Prezentowane obecnie prace w formacie 90 x 150 cm wyróżniają się w sposób szczególny na tle jej dotychczasowego dorobku. Jest to jeden z ostatnich cyklów graficznych artystki, wykonany w technice druku cyfrowego pigmentowego. Zainicjowała go w roku 2012 i rozwija do dziś.
Artystka zrealizowała dotąd około 90 wystaw indywidualnych i zbiorowych w kraju i za granicą m. in. w Polsce, Czechach, Chorwacji Niemczech, Austrii, Belgii, Irlandii i Wielkiej Brytanii, Szwecji, Hiszpanii, na Białorusi i Węgrzech, w Kanadzie, Japonii oraz w Chinach. Zajmuje się ona grafiką warsztatową i drukiem cyfrowym. Za swoje dokonania artystyczne otrzymała wiele prestiżowych nagród krajowych i międzynarodowych.

W ostatnich latach jej prace były wielokrotnie nagrodzane m. in. na II Międzynarodowym Biennale Grafiki Cyfrowej w Gdynia w 2010 r. (I nagroda), na International Exhibition of Small Form Electrographic Art – Matrices w Budapeszcie (wyróżnienie) w Budapeszcie w 2011(wyróżnienie). Na VIII Triennale Grafiki Polskiej w Katowicach w 2012 roku otrzymała Nagrodę Rektora Uniwersytetu Poznańskiego, a w 2014 IV nagrodę w ramach Utazu Art Award, Kagawa w Japonii.
Na stałe pracując jako kierowniczka Pracowni Druku Cyfrowego i Grafiki Przestrzennej w Instytucie Sztuk Wizualnych w Zielonej Górze oraz Pracowni Podstaw Grafiki Cyfrowej w katowickiej Akademii Sztuk Pięknych, w latach 2008-2010 jako rezydent przeprowadzała zajęcia, wykłady i warsztaty na zagranicznych uczelniach artystycznych m. in: w Cork w Irlandii w ramach Cork Printmakers Residency Award, Universidad de Castilla-La Mancha, Cuenca w Hiszpanii, Academy of Fine Arts Vienna w Austrii, Kagawa Junior Collage, Sakaide w Japonii, Akademii Sztuk Pięknych w Zagrzebiu, Chorwacja.

kasiadziuba3-4W cyklu Katarzyny Dziuby „Processing” najistotniejszym środkiem ekspresji artystycznej jest światło. Odgrywało ono konstytutywną rolę już we jej wcześniejszych pracach graficznych, wykonanych w technikach litografii i algrafii, a w ostatnich latach przede wszystkim w dziełach realizowanych w technologii cyfrowej. To właśnie światło jest tu narzędziem definiowania przestrzeni obrazowej, ewokującym barwę i ruch, a także czynnikiem kształtującym abstrakcyjne, organiczne formy o nieregularnym, dynamicznym rytmie.
Tytuł aktualnej ekspozycji i eksponowanych na niej obiektów odwołuje się do zastosowanej metody pracy artystycznej – jest to obróbka poszczególnych komponentów wizualnych na zasadzie odejmowania i dodawania. Pojedyncze prace cyklu pozostają ze sobą w interakcji, ukazując w addytywnym, horyzontalnym układzie dynamiczny proces odrywania się od siebie pól energetycznych, przypominających płynną rtęć, satelitarne fotografie pomiarów temperatury Ziemi czy komputerowe zdjęcia sfer erogennych podczas badań USG. W tych pełnych pozytywnej energii obrazach dominują barwy konotowane ze szczęściem (róż jak „różowe okulary” i zieleń – kolor nadziei). Emanujący z nich fluorescencyjny blask przywołuje reminiscencje zorzy polarnej i kosmicznych pulsarów.

kasiadziuba5-6
Linearny układ prezentacji o nieregularnym rytmie ukazuje komplementarne segmenty kompozycji pozostające ze sobą w optycznej korespondencji – każda następna praca jest bardziej zaawansowaną, poddaną uproszczeniu i syntezie wersją poprzedniej. Te powiązane w spójny układ obrazy ukazują proces emanacji barwy i światła, stając się symbolem ludzkiej aury emocjonalnej.

7  P1230211_male-1Prace Katarzyny Dziuby znajdują się w wielu muzeach, galeriach i kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą, m.in w Ryu Art Group i w Sakima Art Museum-Okinawa w Japonii, w Museum of Bruges i w Library of Royal Academy of Fine Arts of Liege w Belgii, a także w zbiorach Stowarzyszenia Międzynarodowe Triennale Grafiki w Krakowie, Biura Wystaw Artystycznych w Katowicach oraz Sosnowieckiego Centrum Sztuki Zamek Sielecki.

Wystawa: Katarzyna Dziuba – Processing
Galerii Grafiki Biblioteki Sztuki/ Artoteki Grafiki
Wydział Artystyczny Uniwersytetu Zielonogórskiego
ul. Wiśniowa 10
29.05.– 10.10.2015
Kurator: dr Janina Wallis