Finisaż

…wystawy Stanisław Kubicki (1889–1942) – Hermann Stöhr (1898–1940)

 

W miniony wtorek, 23.05.2017 w ratuszu dzielnicy Kreuzberg w Berlinie odbył się finisaż podwójnej wystawy

Stanisław Kubicki (1889–1942) – „Nicht unsere Werke sind wichtig, sondern das Leben”/ „Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie”

&

Hermann Stöhr (1898–1940) – “Das unmissverständliche Nein“/ “Nie, które na pewno znaczy Nie”.

połączony z wykładem kuratorki wystawy o Stanisławie Kubickim, dr Lidii Głuchowskiej.

Kuratorka wystawy Stanisław Kubicki (1889-1942) podczas oprowadzania po wystawie, Rathaus Kreuzberg, 2.05.2017, fot. Krystyna Koziewicz

Wygłoszony po niemiecku wykład, zatytułowany „Rückkehr der Grafiken – von Posen nach Berlin und zurück. Schicksal der Werke der polnischen Expressionistengruppe BUNT 1917-2017“, dotyczył donacji S. Karola Kubickiego, syna należących do grupy Bunt artystów – Margarete i Stanisława Kubickich – dla Muzeum Narodowego w Poznaniu i Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy w roku 2015.

***

Dwa dni przed finisażem kuratorka omówiła w Berlinische Galerie prace  Stanisława Kubickiego i jego żony, Margarete, a w oprowadzaniu publiczności asystowali jej studenci Instytutu Sztuk Wizualnych Uniwersytetu Zielonogórskiego. W centrum uwagi znalazły się obrazy Wieża kościelna na tle wschodzącego słońca oraz Ekstaza Kubickiego oraz seria akwarel Kubickiej pt. Trzy skoki Wang Luna wykonanych jako ilustracje do powieści Alfreda Döblina o tym samym tytule.


Kuratorka, Dr Lidia Głuchowska ze studentami, pomiędzy dwoma obrazami Kubickiego – po lewej Wieża kościelna, po prawej Ekstaza; Berlinische Galerie, 21.05.2017, fot. Patrycja Wilczek-Sterna

Dr Lidia Głuchowska i studenci ISW WA UZ, przed obrazami Margarete Kubickiej w Berlinische Galerie, 21.05.2017, fot. Tri Minh Nguyen

W przeddzień finisażu w ratuszu dzielnicy Kreuzberg stowarzyszenie Städtepartner Stettin oraz Wydział Artystyczny Uniwersytetu Zielonogórskiego przygotowały towarzyszący wystawie warsztat artystyczny z udziałem uczniów Szkoły Specjalnej im. Marianne Cohn w Berlinie.

Warsztat obejmował wykład wprowadzający dr Lidii Głuchowskiej, zatytułowany

„Der Turmbau zu Babel Stanislaw Kubickis – Geschichte, Symbolik, Inspiration für die Gegenwartskunst”

Wykład dr Lidii Głuchowskiej (fot. Tri Minh Nguyen) dotyczący siły oddziaływania najsłynniejszej grafiki Kubickiego na sztukę współczesną oraz jej transformacji dokonywanych techniką kolażu i remake.

Następnie dr Patrycja Wilczek w asyście studentek Wydziału Artystycznego z Zielonej Góry – Katarzyny Smugarzewskiej i Marty Olejnik, a także uczestników programu Erasmus – Tri Minh Ngutyena i Sinh Truong Nguyena – przeprowadziła warsztaty artystyczne „Moja wieża Babel” zainspirowane symboliką linorytu Kubickiego.

Celem warsztatów było przekazanie dzieciom umiejętności wyrażania emocji za pomocą środków wizualnych oraz uświadomienie im potrzeby pojednania między narodami mimo różnic językowych. Pod przezroczystą folię z reprodukcją Wieży Babel dzieci wklejały m.in. swój portret i wycinki z różnojęzycznej prasy, przez co symbolicznie stały się uczestnikami procesu przebudowy świata, tak jak to sto lat temu postulowali twórcy awangardowi.

Dzieci i ich opiekunowe byli bardzo zadowoleni z udziału w warsztach, a dzieci stwierdziły wręcz, że w takich zajęciach mogłyby uczestniczyć nawet co tydzień. Sukces tego przedsięwzięcia, wpisującego się w społeczno-polityczny program wystawy Stanisław Kubicki (1889–1942) – Hermann Stöhr (1898–1940), potwierdzają ich uśmiechnięte twarze na pamiątkowej fotografii.

Uczestnicy warsztatów artystycznych, fot. Urszula Henke

Prace zostały oprawione przez dorosłych, ponieważ do produkcji passe-partout z czarnego kartonu trzeba było użyć ostrych noży.

Collage wykonane przez dzieci zostały umieszczone w oknach na I piętrze ratusza, na przeciwko wejścia do sali posiedzeń Rady Dzielnicy. Okazało się to znakomitą lokalizacją, bo już następnego dnia w sali odbyło się otwarte posiedzenie Rady, dzięki czemu wystawę obejrzeli zarówno radni, jak i licznie przybyli na spotkanie mieszkańcy berlińskiej dzielnicy Kreuzberg.

Interesujące było to, iż niektóre z dzieci tworząc prace wybrały nietypową perspektywę prezentacji tytułowego motywu, tak iż Wieża Babel stojąca na głowie bądź prezentowana w układzie horyzontalnym, symbolizowała świat w stanie chaosu, który należy „wyprostować”.

Wystawa powarsztatowa zaprezentowana zostanie również w Szkole Specjalnej im. Marianne Cohn w Berlinie, a potem w Polsce – w siedzibie Kuriera Szczecińskiego i w pomieszczeniach Uniwersytetu w Zielonej Górze podczas dorocznej wystawy Instytutu Sztuk Wizualnych.

Der Turmbau zu Babel

Jeszcze o wystawie Stanisław Kubicki (1889–1942) – „Nicht unsere Werke sind wichtig, sondern das Leben”/ „Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie”.  We wtorek wystawa dobiega końca w oprawie trzech wydarzeń:

W niedzielę, 21 maja – w Berlinische Galerie o godz. 12.00 – odbędzie się wykład kuratorki wystawy, dr Lidii Głuchowskiej na temat dzieła malarskiego Stanisława Kubickiego i jego żony, Margarete Kubickiej.

W poniedziałek, 22.05.2017, o godzinie 10.00 w Rathaus Kreuzberg odbędzie się warsztat artystyczny dla dzieci ze szkoły im. Marianny Cohn (wydarzenie zamknięte): Moja wieża Babel. Warsztaty poprowadzi dr Patrycja Wilczek-Sterna z Wydziału Sztuki Uniwersytetu Zielonogórskiego  we współpracy ze studentkami i studentami, pogadankę wstępną wygłosi kuratorka.

I wreszcie we wtorek, 23.05.2017, o godzinie 18.00, ma miejsce finisaż połączony z oprowadzaniem kuratorskim i  prezentacją dziecięcej wystawy powarsztatowej: Von Posen nach Berlin und zurück. Schicksale der expressionistischen Grafiken der Posener Künstlergruppe BUNT (1918–1922).

Wykład o Wieży Babel Kubickiego (1917) przystosowany zostanie do możliwości percepcyjnych dzieci. Tu jednak, z uwagi na fakt, iż jest to dzieło o kluczowym znaczeniu w dziejach awangardy polskiej i międzynarodowej, poświęcimy temu linorytowi więcej uwagi.

Wieża Babel, która w kwietniu 1918 roku ukazała się na plakatach I wystawy grupy Bunt w Poznaniu, przygotowanych wbrew lokalnemu status quo zarówno w języku polskim, jak i niemieckim, jest jedną z najbardziej znanych grafik w dziejach polskiego i środkowoeuropejskiego modernizmu i awangardy.

Przez prawie 100 lat Wieżę Babel postrzegano jako apoteozę rewolucji. Radykalnej reinterpretacji tego dzieła, wskazującej na jego ambiwalentną wymowę i groteskowy charakter dokonała dopiero Lidia Głuchowska, która jako pierwsza przeanalizowała korespondencję słowa i obrazu w dorobku Kubickiego, w tym jego dwujęzycznej twórczości poetyckiej i programowej.

Zostały one opublikowane w monografiach:
Avantgarde und Liebe. Margarete und Stanislaw Kubicki 1910–1945; Berlin 2007
oraz
Stanisław Kubicki – in transitu. Poeta tłumaczy sam siebie/ Ein Poet übersetzt sich selbst, Wrocław 2015 oraz w licznych artykułach.

Specjalnie dla naszego blogu autorka przygotowała nowatorski i nigdzie dotąd nie publikowany tekst – refleksje pisane z dystansu lat badań na temat genezy i wymowy Wieży Babel oraz jej inspirującej funkcji w dziejach sztuki najnowszej.

Dr Lidia Głuchowska

Wieża Babel – Alfa i Omega

Andrzejowi Bobrowskiemu w podziękowaniu za
”Transformację M/S” (2015)

Wieżę Babel (1917) Stanisława Kubickiego od dawna już uznaje się za manifest i ikonę polskiej awangardy.

Na progamową wymowę tytułowego motywu dla progresywnego nurtu polskiego modernizmu z przenikliwością wskazywał choćby Andrzej Turowski w swej książce Budowniczowie świata. Reprodukowana setki razy, ukazała się choćby na okładkach takich syntez badawczych jak Ekspresjonizm w sztuce polskiej (red. Piotr Łukaszewicz, Jerzy Malinowski, Wrocław 1980) czy – ostatnio – Bunt a tradycje grafiki w Polsce i w Niemczech (red. Lidia Głuchowska, Honorata Gołuńska, Michał F. Woźniak, Bydgoszcz 2015).

Mimo kariery medialnej tego dzieła, mało kto jednak zna jego genezę. Warto zatem przypomnieć, że Wieża Babel jest kwintesencją formalno-ideowych poszukiwań Kubickiego zainicjowanych w 1916 roku w Bunzlau (Bolesławcu) i kontynuowanych w Schömbergu (Chełmsku Śląskim).
W pewnym sensie więc, to Śląsk, a nie Poznań mógłby zostać uznany za kolebkę polskiego ekspresjonizmu w jego fazie historycznej. (Na dygresje na temat pre- i postekspresjonizmu w rodzimej sztuce brak tu niestety miejsca).

 

Wieża Babel jest syntezą poszukiwań stylistycznych i motywów, które w Schömbergu znalazły się w centrum zainteresowania artysty – pejżażu i wieży kościelnej na tle wschodzącego słońca i kulis tamtejszego rynku. Staje się to oczywiste, jeśli prześledzić wnikliwie współczesne fotografie inspirujących go miejsc, realistyczne szkice i coraz bardziej od nich odległe i sumaryczne wyobrażenia natury i kultury – dwóch archetypów ekspresjonistycznego universum – które wyszły spod ołówka, pióra czy dłuta Kubickiego w 1917 roku. To zatem synteza w sensie formalnym abstrahowania od dokumentowania rzeczywistości i dosłownego sensu objektów i zdarzeń.

Śledząc po kolei rysunki i linoryty z Schömbergu, dostrzec można, jak jej zarys wyłania się  z odwzorowania pejzażu,najpierw horyzontalnego, z czasem przyjmującego formę zwartą, centryczną, jak i z modyfikacji wyobrażenia wieży czy rynku – najpierw diagonalno-wertykalnych (do których Kubicki powróci dopiero w 1919 roku – por. ilustracje we wczorajszej prezentacji na tym blogu), a z czasem wibrujących odśrodkowo.

Analogiczną jak w przypadku ewolucji przedstawień Wieży kościelnej i Pejzażu z Schömbergu formę przybierają NB obłoki w tle Aktu z chmurami.

Porównanie formy tych prac wskazuje jednoznacznie na to, iż Akt z chmurami był najpewniej stadium pośrednim między przedstawieniami wieży i pejzażu a Wieżą Babel i to nie tylko dzięki wprowadzeniu do kompozycji figury ludzkiej, lecz również poprzez odwołanie do kodu kultury wysokiej i tradycji artystycznej. Akt na tle pejzażu jest bowiem czytelnym odniesieniem do osławionej w czasach moderny i awangardy reformy życia, przywołanym pour épater le bourgeois, a jego „antyestetyczna”, prymitywizująca forma to formalny atak na akademizm. Zadziwiające jak wiele zmienia zastąpienie anonimowego aktu kobiety niedookreślonym płciowo tłumem (w którym mimo wszystko zakłada się społeczność reprezentatywną, czyli męską). Jeszcze bardziej stymulujące intelektualnie (prowokacyjne?) pytanie brzmiało by: Co by się stało, gdyby na tle Wieży Babel zamiast anonimowej masy pojawił się pojedynczy akt męski?…

Akty męskie pojawiały się wprawdzie w dorobku awangardy, ba, nawet w dorobku grupy Bunt, by wspomnieć tylko zasługujący na wnikliwą interpretację, choć może nieprzekonujący pod względem formalnym Akt męski na tle [manifestującego] tłumu (n.d.) Stefana Szmaja. We wspomnianym przypadku obecność masy „filistrów“ automatycznie heroizuje „akt męski”.

Jaką jednak wymowę miałby, gdyby zaistniał solo, a nie w ramach „nowej wspólnoty” naturystów (Niemcy określają to skrótem FKK – Freiekörperkultur) – jak w pracach artystów z grupy Die Brücke) na tle pejzażu dziś? A co dopiero, w roku 1910? (Lata 30. to znów co innego – heroizowana po faszystowsku nagość aryjska…)

Siłą Wieży Babel w porównaniu z Aktem z chmurami jest poza maskulinizującą czyli uniwersalizującą multiplikacją i zastosowaną w tym samym celu abstrahizacją form natury i architektury – wpisanie całegoprzedstawienia w sferę religijnego/ideologicznego mitu, indywidualnie i „profanacyjnie“ reinterpretowanego i zawaszczanego przez artystów od czasów romantyzmu.

 

Werke Kubickis in der Berlinischen Galerie

Vortrag in der Berlinischen Galerie, Sonntag, 21.05.2017, 12.00 Uhr

Bitte Eintrittskarten selber kaufen

Im Rahmen des Begleitprogramms zur Ausstellung Stanisław Kubicki (1889–1942) – „Nicht unsere Werke sind wichtig, sondern das Leben”/ „Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie” (Rathaus Kreuzberg, 2-23.05.2017) findet

ein Vortrag von Dr. Lidia Głuchowska statt.

Die Assistenz bei der anschließenden Präsentation übernehmen Studierende der Kunstfakultät Universität Zielona Góra: Katarzyna Smugarzewska, Marta Olejnik sowie Tri Minh Ngutyen und Sinh Truong Nguyen – Teilnehmer des Austauschprogramms Erasmus aus Vietnam am Institut für Visuelle Künste.

Im Zentrum der Betrachtung befinden sich drei von fünf in der Berlinischen Galerie befindlichen Kunstwerke des deutsch-polnischen Avantgardekünstlerpaares Margarete und Stanisław Kubicki: Kirche vor Aufgehender Sonne und Ekstase Kubickis und die Aquarellreihe Kubickas zum Roman Alfred Döblins Die drei Sprünge des Wang Luns.

Weiterhin besitzt das Berliner Museum für Moderne Kunst zwei Pastelle Kubickis, die jedoch derzeit nicht ausgestellt werden: Das Blühen III (1928) und Mutter mit totem Kind (1926).                                  

Dazu ein paar einleitende Worte von Dr. Lidia Głuchowska:

Kirche vor aufgehender Sonne (1919) Kubickis gehört, neben Ekstase zu den zwei bis heute erhaltenen Gemälden Kubickis, die 1919/1920 in der berühmtesten Galerie der Avantgarde – Der Sturm Herwarth Waldens – ausgestellt wurden. Dort wurden sie von Fritz Karsen erworben. Das Motiv geht auf die ersten expressionistischen Darstellungen im Werk der polnischen Künstlergruppe Bunt (Revolte, 1918–1922) zurück, die Kubicki 1916/1917 im schlesischen Schömberg (heute Chełmsko Śląskie) geschaffen hat. Diese haben ihr Ursprung in den naturalistischen Skizzen der dortigen Landschaft und Architektur, welche immer noch mit den Gegenwartsfotografien davon identifizierbar sind. Synthetisiert wurden sie danach zu expressionistischen Linolschnitten, die sich durch die prägnanten schwarz-weiss Kontrasten auszeichnen und 1917 in Posen/Poznań ironisch als „drei Kuben Kubickis“ (nach dem Motto nomen est omen) mitbezeichnet wurden.
Die weitere Transformation des Motivs erfolgte ca. drei Jahre später. Deren Ergebnis waren – eine elegante Tuschezeichnung, ein verschollenes Aquarell sowie eine Kreidezeichnung. Die Vollendung des Gestaltungsprozesses bildet das in der Berlinischen Galerie befindliches Gemälde, welches zu den am häufigsten ausgestellten Werke des Künstlers zählt.

Motiv der Schömberger Kirche vor aufgehender Sonne
Werke Stanisław Kubickis, 1917-1919, Foto Marek Kubicki,1997,
aus: Lidia Głuchowska, Avantgarde und Liebe, Berlin 2007

Die Ekstase (1919), der noch ein Originalzettel der Sturm-Galerie beigefügt ist (Kat. Nr. 60, Lagernr. 83), entstand beinahe parallel zur letzten Version von Kirche… Vom ausgewiesenen polnische Expressionismuskenner, Jerzy Malinowski, wurde das Gemälde zu den drei ersten abstrakten Werken der polnischen Kunst zugerechnet.

Im Zentrum dieser Komposition – die obere Partie ist gelblich, die untere grau-blau gehalten – befindet sich eine nur skizzenhaft angedeutete, entmaterialisierte, geometrisch aufgefasste menschliche Silhouette. Ihre Hände sind nach oben geworfen, ihre Beine angeknickt, und der Kopf ist nach unten gebeugt. Gesichtszüge und jegliche andere individuelle Merkmalle sind eingespart. Die ganze Gestalt scheint im Raum hoch über dem Boden zu schweben. Sie erinnert an einen Vogel, der im Flug innehält. So visualisiert Kubicki den vom Menschen erträumten Zustand der endgültigen Befreiung vom geistigen und körperlichen Schmerz, den Zustand der buddhistischen Nirwana oder vielleicht des höchsten erotischen Glücks.

In Kubickis Linolschnittfassung von Ekstase bestimmen parallele schwarze Flächen und Linien, die Spannung erzeugen und diese betonen, das Charakteristische des Dargestellten. Dieses Bild wirkt jedoch noch viel abstrakter als die oben besprochene Ölfassung aus der Berlinischen Galerie.

Es existieren noch vier weitere Kompositionen Kubickis in diesem Stil gehalten, die ebenfalls Versuche künstlerischer Visualisierung abstrakter Begriffe darstellen. Alle gehen zwar von der alltäglichen Wahrnehmung konkreter Objekte aus, wie z.B. eines musizierenden oder im Gebet knienden Menschen oder auch der den Kopf stützenden Hand – pars pro toto eines Denkers, sowie einer im Balletttanz vibrierenden Frau, doch sind diese realen Motive in den Linolschnitten Baßgeigenspieler, Demut, La pensée und Tänzerin kaum erkennbar. Diese Werke hatte wohl vor Augen der Gründungsdirektor der Berlinischen Galerie, Eberhardt Roters als er feststellte:

Stanislaw Kubicki, ein Deutsch-Pole, malt im Stil eines dynamischen Kubo-Expressionismus, der in Verbindung mit der Berechnung der Bildkomposition aus pythagoreischen Zahlenfigurationen, später immer deutlicher einen metaphysischen Gedankengrund zu erkennen lässt.

Abstrakte Linolschnitte Stanisław Kubickis, 1918-1919
Ekstase, Der Eintretende, Demut, Maternité, Hockende Frau, Tänzerin, La pensée

aus: Lidia Głuchowska, Avantgarde und Liebe, Berlin 2007

***
Ihre 12-teilige Aquarellfolge Die drei Sprünge des Wang Lun (1925) inspiriert vom gleichnamigen Roman Alfreds Döblins, stellte Margarete Kubicka (1895-1984) zeit ihres Lebens mindestens acht Mal aus, was darauf hinweist, welche Gewichtigkeit die Künstlerin ihr beigemessen hat. Dieser hat sie auch ihr melancholisches, verschlüsseltes Selbstbildnis beigefügt. Die Folge widerspiegelt ihre Auseinandersetzung mit dem Buch, die wohl die ganze Künstlergeneration prägte und eine Abrechnung mit der Revolution und zugleich einen Ausgleich zwischen den Idealen der vita activa und vita contemplativa schildert.

Vier Werke Margarete Kubickas aus ihrer 12-teiligen Aquarellenfolge Die drei Sprünge von Wan Lun (1925)  nach dem Roman Alfred Döblins sowie ihr dieser Folge angeschlossenes Selbstbildnis
aus: Lidia Głuchowska, Avantgarde und Liebe, Berlin 2007

Die Gestaltung der Figuren in der Aquarellfolge weist Verwandtschaften mit Umberto Boccionis futuristischen Einmaligen Form des Kontinuität im Raum von 1913 auf, am deutlichsten wohl in ihrem Bild Unaufhörlich gellte Wang. Die Bildfläche wirkt in Werken Kubickas lichtdurschienen und transparent. In ihrer Gestaltungsmethode schlugen sich die Entdeckungen der Photokinetik und der Röntgenbilder nieder, was besonders in Bezug auf die Darstellung menschlicher Figuren zum Ausdruck kommt.

Die futuristisch-transparent-figürlichen Werke Margarete Kubickas sind den zumeist statisch-kubistisch-abstrakten Werken ihres Mannes gegenüberzustellen, was ihre künstlerische Eigenständigkeit deutlich bezeugt.

Kubicka äußerte sich in Aquarell(-enfolgen) häufig. Schnell zu gestalten – sie musste ja als Zeichenlehrerin allein den Unterhalt der 4-köpfigen Familie meistern – waren sie gewissermaßen ihr Tagebuch.

Zu den wichtigsten Aquarellreihen, die sie geschaffen hat, zählten – außer den Drei Sprüngen des Wang Lun, solche Visualisierungen des menschlichen Lebens in der Geschichte wie wohl die schönsten – Tode (1927/1928), Frauen (1943) sowie im autobiografischen Werk 1945. Doch eine absolute Sonderstellung in ihrem Oeuvre hat die ihrem Mann glorifizierende Folge Hommage à Kubicki (1924), die ihn als Avantgardekünstler fortschrittlicher sozialen Ansichten in unterschiedlichen Aktivitäten des modernen Lebens darstellt, von denen keine – paradoxerweise – mit Malen oder Schreiben gleichgesetzt wird…

Muzeum Narodowe w Szczecinie 1

Dariusz Kacprzak, wicedyrektor Muzeum Narodowego i wykładowca Akademii Sztuki w Szczecinie, będzie dla nas przez wiele następnych tygodni, zawsze w soboty, pisał o interesujących dziełach sztuki, zgromadzonych w “jego muzeum”. O tym muzeum już kiedyś (z zachwytem) pisałam…

Zaproszenie na spotkanie z autorem na końcu tekstu / Kurzinfo auf Deutsch – siehe unten

Dariusz Kacprzak

Ciekawość oka i przyjemność patrzenia

Antyczne korzenie Europy, kolekcja kopii i rekonstrukcji rzeźb antycznych Heinricha Dohrna w holu gmachu Muzeum Narodowego w Szczecinie przy Wałach Chrobrego, fot. G. Solecki, A. Piętak

„Nie mamy dość czasu na patrzenie, a patrzenie wymaga czasu, podobnie jak zdobywanie przyjaźni” – napisała Georgia O’Keeffe. Słowa amerykańskiej artystki, jakiś czas temu przywołane przez profesor Marię Poprzęcką, warto uczynić mottem prezentacji kilkunastu dzieł, z którymi można się zaprzyjaźnić, odwiedzając Muzeum Narodowe w Szczecinie. Ten ledwie promil subiektywnie wybranych zabytków spośród stu pięćdziesięciu tysięcy znajdujących się w murach szczecińskiej świątyni sztuki i kultury – to zaproszenie do patrzenia na dzieła sztuki, zachęta do odkrycia przyjemności niespiesznego, uważnego oglądania. Bez wątpienia sposobów patrzenia na dzieło sztuki jest wiele, dokładnie tyle, ile patrzących oczu.

Złoty wiek Pomorza. Sztuka na dworze książąt pomorskich w XVI i XVII wieku, kolekcja klejnotów i strojów książęcych dworu Grafitów, Muzeum Narodowe w Szczecinie – Muzeum Tradycji Regionalnych, fot. G. Solecki, A. Piętak

Georg Römer, rekonstrukcja Adolfa Fürtwänglera wg Polikleta z Argos, Doryforos (450 r. p.n.e. – 440 r. p.n.e.), 1910–1912, odlew, brąz, 187x73x72 cm

Poliklet, wirtuoz techniki brązowniczej – obok Fidiasza i Myrona uznawany za największego rzeźbiarza klasycznej Grecji – działał głównie w Atenach, Olimpii oraz rodzinnym Argos. W swojej twórczości skupił się na poszukiwaniu sposobu przedstawiania postaci, opracował matematyczny kanon proporcji ciała ludzkiego – w teorii zawarł go w niezachowanym traktacie Kanon, w praktyce wcielił, wykonując rzeźby Doryforosa, Kyniskosa znanego z kopii funkcjonującej jako Efeb z Westmacott, Diadumenosa czy Ranną Amazonkę. Jednym z bardziej interesujących dzieł prezentowanych na stałej wystawie Antyczne korzenie Europy. Szczecińska kolekcja Dohrnów w Muzeum Narodowym w Szczecinie, jest powstała w latach 1910–1912 rekonstrukcja Doryforosa (Niosącego oszczep) z połowy V w. p.n.e. Szczeciński brąz jest szczególnie cenny (co po raz kolejny potwierdził udział zabytku w mediolańskiej wystawie inaugurującej otwarcie nowej przestrzeni fundacji Prady), zarówno ze względu na znaczenie nieistniejącego oryginału dla rozwoju greckiej sztuki klasycznej, jak również z powodu naukowej wnikliwości, z jaką dokonano na podstawie rzymskich kopii, rekonstrukcji – wreszcie także nader wysokiej jakości wykonania odlewu. Wiedza o rzeźbie zachowała się do naszych czasów w postaci opisów oraz rzymskich, różniących się między sobą szczegółami, marmurowych kopii – zidentyfikowanych dopiero w 1862 roku przez niemieckiego archeologa Karla Friederichsa. Na przełomie XIX i XX stulecia Adolf Furtwängler (ojciec słynnego dyrygenta i kompozytora Wilhelma), wybitny archeolog klasyczny związany z uniwersytetami i muzeami w Berlinie i Monachium, zrekonstruował pierwotny wygląd rzeźby Polikleta. Heinrich Dohrn jun., przedstawiciel trzecie generacji tej zasłużonej dla naszego miasta rodziny, entomolog, przedsiębiorca, humanista i kolekcjoner, tworząc swą antyczną kolekcję antycznej, która wkrótce stała się podstawą nowo powstałego wówczas Muzeum Miejskiego w Szczecinie, zamówił odlew Doryforosa Polikleta wedle rekonstrukcji Adolfa Furtwänglera. Zadanie to zostało zrealizowane w latach 1910–1912 w Berlinie, pod kierunkiem ucznia przedwcześnie zmarłego Furtwänglera, Paula Woltersa, przez pochodzącego z Wrocławia rzeźbiarza i medaliera Georga Römera. Wykonując zamówienie rzeźbiarz posłużył się tradycyjną techniką odlewu na wosk tracony, którą stosowali greccy artyści. Starano się także odtworzyć pierwotną kolorystykę – stutuę pokryto ciemną patyną, wargi podkreślono karminem, oczy wykonano ze szkła i emalii, włosy zaś pokryto cienką warstwą złota, do dziś widoczną w promieniach słońca wpadającego do wnętrza holu gmachu Muzeum Narodowego w Szczecinie. Dlatego też wiosenna przedpołudniowa wizyta może być źródłem szczególnie interesujących wrażeń estetycznych.

W kontekście szczecińskiej rekonstrukcji Doryforosa Polikleta warto wspomnieć o wykonanym nieco później jeszcze jednym odlewie Georga Römera wedle rekonstrukcji Adolfa Furtwänglera, która została zamówiona jako symboliczny pomnik dla upamiętnienia ofiar pierwszej wojny światowej i dziś znajduje się w reprezentacyjnej przestrzeni Uniwersytetu Ludwika Maksymiliana w Monachium.

***

W najbliższy wtorek Dariusz Kacprzak będzie w Regenbogenfabrik mówił o obecności berlińskiego rzeźbiarza Johanna Gottfrieda Schadow (1764 – 1850) w Szczecinie (wykład po niemiecku)

Johann Gottfried Schadow (1764 – 1850)  – ein Berliner Bildhauer in Stettin präsentiert von unserem Autor, Dariusz Kacprzak, im Regenbogenkino am Dienstag, 9. Mai.

Małe światy Ivy Krupicovej

…do obejrzenia, jakby ktoś był w Zielonej Górze!

W piątek 24 marca 2017 r. o godz. 11.00 w Galerii Grafiki Biblioteki Sztuki UZ na Wydziale Artystycznym odbył się wernisaż wystawy czeskiej artystki Ivy Krupicovej związanej z Katedrą Grafiki i Rysunku Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Ostrawskiego. Autorka zaprezentowała prace z cyklu „Małe światy”. Kuratorką wystawy jest dr Janina Wallis. Wystawę można zwiedzać od 24.03-20.05.2017 r. Serdecznie zapraszamy.

Biografia artystki: Biogram _PL

Mariusz Pałka pisze:

Iva Krupicova to artystka, która kumuluje obserwacje z różnych obszarów sztuki. Ilustratorka, graficzka, projektantka książek, typografka. Ma na swoim koncie realizacje od klasycznego obrazowania po obiekty kinetyczne. Punktem wyjścia tych doświadczeń była i jest książka, jako obszar poszukiwań w różnych materiach i technikach graficznych. (…) Krupicova pracuje cyklami, co wynika z dyscypliny i rytmu pracy nad książką, specyficznym i bardzo wymagającym obiektem wypowiedzi artystycznej.
Prace pt. „Śliwa” oraz „Lawa”, „Krater”, „Skała” to seria grafik wykonanych techniką mezzotinty, w których autorka wykazuje nie tylko bardzo dobre opanowanie klasycznego warsztatu, ale przede wszystkim ujawnia wrażliwość i otwartość na zjawiska otaczającego nas, ulotnego świata, który żyje własnym czasem. Iva podpisuje się pod tezą Bruno Schulz’a, iż „nie ma martwej materii są tylko odmienne formy jej istnienia”. W tym kontekście jej szczególnym zainteresowaniem stały się kamienie narzutowe (po czesku są to „błędne kamienie”) jako specyficzne nośniki zakodowanych informacji, którym poświęca swój najnowszy cykl prac.
Mimo młodego wieku Krupicova ma już duże osiągnięcia: siedem wystaw indywidualnych, udział w 30 wystawach zbiorowych oraz nagrody, w tym, główna nagroda w kategorii ilustracji książkowej – Typografia za książkę „Świniobicie“.

Berlin, you are so wonderful

Since April 1st, 2017

For Jacek with many thanks for telling me about

It is how The Haus is looking now. And do not think, I do not know how to write the house. I know. It is it’s name: The Haus.

It was given to the artists and artist’s groups for doing what they like all over the house. In every room and space in the entire building. Five floors. Staircases, corridors, toilets, ceilings, walls, windows, rooms.

108 dope artworks (spaces) are waiting to be seen, to be experienced and to be memorized by you. Every single piece is created by one of the 165 artists from Berlin and all over the world. But be aware that THE HAUS is created to be destroyed – in the end of May the gallery is going to close and the wrecking ball will follow.

Visit!

THE HAUS – BERLIN ART BANG
Nürnbergerstrasse 68/69
10787 Berlin – Germany

 Visit it now because later will be to late!

THE PHOTOS

Please do not take any pictures in THE HAUS. Enjoy the art, the atmosphere and the moment. Look through your eyes and not through the screen of your phone. Every visitor gets a bag for his or her phone at the entrance. Cameras are not allowed. Please respect the artists and this rule – it’s totally worth it.

 So I did pics only from outside. For the other pictures just look HERE: making the art – or HERE: pieces of art – or HERE: the crew.

It is how The Hause will be look like.

THE OPENING HOURS

 Tuesday to Sunday  // 10.00 am to 8.00 pm – last entrance between 18.30-19.00

THE LIMITATION

Only 199 persons can visit THE HAUS at the same time – please note that you maybe have to wait.

O yeah! I waited 2 hours. And it was so cold in Berlin! 6 degree and icy wind! And please notice the line in front of the building.

THE ENTRY

Pay what you can and what you’d like to – THE HAUS is a place for everybody who wants to know how to experience art in a proper way.

I spend 2 hours visiting all spaces in The Hause. It is just a big big playground for street artists. A lot of graffiti. What I liked? Everything, but especially:

The room made of moos with the white table staying there with a laptop on it – author: Senor Schnu.
The room od mirrors by Wizet.
The room made by Notes of Berlin with so many funny or sad notes founded in Berlin and just taken or photographed.
And a wonderfull she artist – Anna Bengard – with blue hair, who made the room number 301. Her art is a horror, I mean, she pictures horror, and it is a big deep black hole between her looking like and that what she is creating…

 

Hermann Stöhr & Stanisław Kubicki (1)

Stowarzyszenie Partnerstwo Miast ze Szczecinem prowadzi w latach 2016-2018 wielki projekt wystawienniczo-społeczny, poświęcony dwom zasłużonym ludziom, którzy, powodowani wewnętrznym przekonaniem, w czynny sposób przeciwstawili się reżimowi nazistowskiemu i zapłacili za to życiem. Obaj, choć ich ścieżki w Berlinie na pewno się przecinały, nie znali się osobiście, zasłużyli się natomiast w tej samej sprawie: jako prekursorzy idei porozumienia polsko-niemieckiego, co było na owe czasy niemal niespotykane. W tym roku wielokrotnie będziemy tu wracać do tego tematu. Dziś pierwszy wpis i zaproszenie na otwarcie wystawy 2 maja 2017 roku w Ratuszu na Kreuzbergu: EinladungAusstellungStoehrKubicki2Mai2017

Janina Wallis

„Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie” – „Stanisław Kubicki – In transitu”.
O monografii Lidii Głuchowskiej oraz polsko-niemieckim projekcie Wydziału Artystycznego, Biblioteki Sztuki i Partnerstwa Miast Berlin-Szczecin

W ostatnich miesiącach zasoby Biblioteki Sztuki wzbogaciły się o pięć cennych dwujęzycznych książek, przygotowanych lub współtworzonych przez dr Lidię Głuchowską, kierowniczkę Pracowni Teorii Sztuki w Instytucie Sztuk Wizualnych, w ramach polsko-niemieckich projektów naukowo-wystawieniczych, które prowadziła. O publikacji i ekspozycji Ogrody/ Gärten, przygotowanych w wyniku współpracy Wydziału Artystycznego z fundacją Park Księcia Pücklera Bad Muskau/ Park Mużakowski i Muzeum Ziemi Lubuskiej czytelnicy Bloga przeczytać mogli przeczytać już jesienią minionego roku (TU).

Dziś przypomnę piękną,  monumentalną monografię Lidii Głuchowskiej, Stanisław Kubicki – In transitu, która zainicjowała realizowany w minionym roku I etap innego projektu naukowo-wystawiennicznego o istotnym znaczeniu społecznym. Dotyczy on Polaka i Niemca, dwóch ludzi, którzy czynnie sprzeciwili się reżimowi nazistowskiemu i zapłacili za to życiem. Rezultatem tego realizowanego w latach 2016-2018 przedsięwzięcia ma być poświęcenie im skwerów – miejsc pamięci w Berlinie i Szczecinie, poprzedzone cyklem wystaw, wykładów i warsztatów artystycznych przygotowanych przez pracowników Instytutu Sztuk Wizualnych.


Książka Lidii Głuchowskiej była już kilkakrotnie wspominana na tym blogu – TU, TU i TU.

Jest to, trzeba powiedzieć, pionierskie studium na temat dwujęzycznych poezji przywódcy radykalnego skrzydła ekspresjonistycznej grupy Bunt z Poznania, Stanisława Kubickiego (1918–1922). Autorka rekonstruuje odkryte przez siebie wiersze Stanisława Kubickiego z lat 1918–1921 jako programowy dokument wyborów pokoleniowych, między romantycznym patriotyzmem a wyzwaniami nowoczesności, powstający w trudnych czasach schyłku I wojny światowej i nowych realiów powojennej Europy.

Prof. Steven Mansbach z Uniwersytetu Maryland (USA) podkreśla, że badaczka, wykorzystując metodologię interdyscyplinarną i komparatystyczną uzyskuje imponujące efekty badawcze. Wskazuje ona, iż poetyckie programy Kubickiego to unikat na skalę światową, gdyż artysta przełamał tu partykularyzm komunikatu literackiego, tworząc w oryginale w obu językach manifest awangardowego internacjonalizmu, korespondujący z jego twórczością plastyczną. Wrażliwość na niuanse znaczeniowe powstałych jednocześnie polskich i niemieckich wersji poezji Kubickiego oraz ich rolę w jego artystycznej i politycznej działalności, umożliwia jej wykazanie subtelnych różnic między dwoma autorskimi wariantami językowymi tych samych utworów, a zarazem ich ideowego i stylistycznego pokrewieństwa. Ta oryginalna i sygnalizowana już w tytule książki – >In transitu< – metoda pozwala Lidii Głuchowskiej dogłębnie przeniknąć postawę i intencje twórcze tego artysty, stwierdza dalej Steven Mansbach.

W swoim, polemicznym wobec tradycyjnych opracowań polskiego ekspresjonizmu wywodzie, autorka wskazuje na fakt, iż Kubicki w swej grafice i obrazach bynajmniej nie koncentrował się na tym, zresztą nad Wisłą ambiwalentnie przyjętym stylu, a i w jego wypowiedziach programowych i poetyckich groteska jest sygnałem niepokoju i dystansu duchowego arystokraty wobec przemian politycznych. Przeczy temu, iż – jak dotychczas często zakładano – przynoszą one apologię rewolucji, w swych dyskursywnych rozważaniach, dając wgląd zarówno w istotny rozdział dziejów kultury polskiej, jak i niemieckiej polonistyki czy historii sztuki, wskazując choćby na zasługi tak wybitnych badaczy ekspresjonizmu jak Paul Raabe, Eberhard Roters czy Heinrich Kunstmann, co akcentuje w swej recenzji prof. Brigitta Helbig-Mischewski z Polsko-Niemieckiego Instytutu Badawczego w Collegium Polonicum w Słubicach.

Jak zauważa prof. Waldemar Okoń z Uniwersytetu Wrocławskiego, autorka, łącząc kompetencję z zakresu literaturoznawstwa i historii sztuki – krytycznie rozpatruje wiele (…) archiwalnych źródeł, dokumentując również działalność artysty w polskim ruchu oporu i okoliczności jego tragicznej śmierci z rąk gestapo. Mając na uwadze specyficzną i odmienną poetykę ekspresjonistycznego overstatement polszczyzny i understatement niemczyzny Kubickiego, a także wyjątkową dyscyplinę formalną jego grafik i obrazów, badaczka tworzy więcej niż przenikliwą interdyscyplinarną analizę artefaktów estetycznych.

Wybiegając poza rewizję jego roli w narodowej i uniwersalnej historii literatury i sztuki czy analizę jego dzieł, Lidia Głuchowska postrzega twórczość awangardy jako artystyczną interwencję w społeczno-polityczny kryzys i nowy ład po I wojnie światowej oraz zwierciadło ideowych dylematów, nie tylko w Polsce, lecz i w innych „nowych państwach” Europy Środkowo-Wschodniej.

Publikację zamyka aneks nt donacji prac graficznych grupy Bunt ze spuścizny po artyście i jego żonie poetce, malarce i graficzce, Margarete Kubickiej, dla Muzeum Narodowego w Poznaniu i Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy oraz honorującej ten dar wystawie w roku 2015.

***

Projekty wystawiennicze dr Lidii Głuchowskiej zostały zrealizowane przy udziale Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego i jego zagranicznych partnerów. Na pierwszy etap najnowszego z tych ambitnych przedsięwzięć – „Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie”/ „Nicht unsere Werke sind wichtig, sondern das Leben” – Stanisław Kubicki (20.01.1889 Ziegenhain/ Hessen; † 06.1943 (?), Pawiak/ Warszawa) i Hermann Stöhr (4.01.1898 Stettin; † 21.06.1940 Berlin-Plötzensee) złożyły się wykład w centrum kultury Regenbogenfabrik w Berlinie (13.09.2016) oraz wystawa w Książnicy Pomorskiej w Szczecinie wraz z inaugurującą ją prelekcją (28.10–25.11.2016).

Rozpoczynający się właśnie drugi etap projektu obejmie wystawę w Ratuszu dzielnicy Berlina Kreuzberg (2.05–23.05.2017) z referatem dr Głuchowskiej i kuratora drugiej części wystawy – Jochena Schmidta, przeprowadzone przez nią lekcje muzealne w Berlinische Galerie i w Muzeum Narodowym w Poznaniu, a także w przestrzeni obu tych stolic ekspresjonizmu. Z kolei zaproszona do współudziału w II edycji i specjalizująca się od lat w warsztatach artystycznych dr Patrycja Wilczek-Sterna, także z Instytutu Sztuk Wizualnych, odpowiedzialna będzie za realizację warsztatu artystycznego podczas wystawy. W programie wezmą udział mają także studenci Instytutu Sztuk Wizualnych, w tym uczestnicy programu Erasmus z Wietnamu. Realizowany w ramach tego programu film także przysłyżyć się ma przyznaniu członkom antyfaszystowskiego ruchu oporu – Stanisławowi Kubickiemu i Hermannowi Stöhrowi – miejsc pamięci.


Lidia Głuchowska, Stanisław Kubicki – In transitu – Poeta tłumaczy sam siebie / Ein Poet übersetzt sich selbst; Wrocław: Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu 2015, 480 s. ISBN: 978-83-62290-97-0.

Projekt graficzny: Monika Aleksandrowicz, Przedmowa: Peter Mantis, tłum.: Dorota Cygan, Lidia Głuchowska, Arkadiusz Jurewicz, Michael Zgodzay, red. językowa: Margit Jäkel, Elżbieta Łubowicz

Wystawa „Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie”/ „Nicht unsere Werke sind wichtig, sondern das Leben” – Stanisław Kubicki & Hermann Stöhr
Książnica Pomorska, Szczecin – 28.10–25.11.2016
Rathaus Kreuzberg, Berlin – 2.05–23.05.2017

Kier. naukowe i kuratorka: dr Lidia Głuchowska, Kierownik Pracowni Teorii Sztuki, ISW WA UZ, Współpraca kuratorska: dr Janina Wallis, Kierownik Biblioteki Sztuki UZ

Więcej o książce:
Przemysław Strożek, w: Umèni Art 2 LXIV 2016 (Recenze Reviews), s. 303-305.
https://ewamaria2013texts.wordpress.com/2015/12/10/17526/
http://www.okis.pl/site/wydawnictwaa/n/1/n/1/1942/n.html#!shadowbox/0/

Więcej o projekcie:
http://staedtepartner-stettin.org/language/de/aus-unserer-veranstaltungsreihe/; http://staedtepartner-stettin.org/wp-content/uploads/2015/07/2016-Bericht-Compatibility-Mode.pdf; http://staedtepartner-stettin.org/language/de/hermann-stohr-und-stanislaw-kubicki/; http://staedtepartner-stettin.org/language/pl/stanislaw-kubicki-i-hermann-stohr/; http://staedtepartner-stettin.org/wp-content/uploads/2015/07/2016-Bericht-Compatibility-Mode.pdf;15 KUBICKI Stoehr UZ

///

ILUSTRACJE
Okładka książki, projekt graficzny: Monika Aleksandrowicz
Fotografie: Monika Onsowicz

Hi stranger

Hi stranger ist ein Kunstprojekt von Kerstin Lepore, amerikanischer Filmanimatorin, wurde schon von 1,5 Milionen Zuschauer angeklickt. Das geschlechtlose Knetwesen von Lepore sieht wie ein Wurm aus. Ist es ekelhaft oder androgyn modern?

Hi stranger to projekt artystyczny amerykańskiej autorki filmów animowanych Kerstin Lepore. Biała bezpłciowa istota z modeliny wygląda jak blada gąsienica i jest (chyba) odrażająca, ale może raczej wyraża nasze marzenia o androgynicznej ponadpłciowej równości. W każdym razie film obejrzało już 1,5 miliona widzów.

Memy z czasów PRL

Ewa Maria Slaska

Słoneczniki van Gogha

Tak sobie tu ostatnio od czasu do czasu dywaguję o znaczeniu obrazów i o tym, że rozpoznać je można po ilości przeróbek czyli, jak to się obecnie nazywa, memów. Tymczasem sztuka i przed czasami sieci, facebooka i instagramu była popularna i popularność tę dawało się mierzyć na przykład ilością reprodukcji jakiegoś dzieła, wiszących w mieszkaniach i instytucjach. Nie robiłam badań, bo to nie rola dziennikarki czy blogerki, opieram się więc tylko na czymś tak niewymiernym jak “poczucie”, ale wydaje mi się, że niezaprzeczalnym Królem Malarzy był w PRL van Gogh, a Dziełem Numer 1 jego Słoneczniki.

Poniekąd oddaje to marketingowy tekst firmy sprzedającej reprodukcje fineartexpress:

Słoneczniki van Gogha galeria obrazów i reprodukcji.

Słoneczniki van Gogha to temat jasny i wiecznie żywy jak słońce Lenina. Kiedy mówimy Lenin, to myślimy partia. Podobnie mówimy van Gogh, a myślimy Słoneczniki. Mówimy Słoneczniki, a myślimy van Gogh. W XX wieku sprzedano miliony reprodukcji obrazu Słoneczniki van Gogha wydrukowanych na płótnie, na pocztówkach, na plakatach, na kubkach i innych fotogadżetach – tylko w roku 2013 kupiono ich aż 26 tysięcy. Reprodukcja Słoneczników van Gogha wydrukowana na kalendarzu ściennym to chyba najpopularniejszy na świecie obraz do dekoracji ścian mieszkania. Vincent van Gogh namalował tyle słoneczników, że nawet trudno się zdecydować, które Słoneczniki wybrać do dekoracji, jeżeli zamierza się kupić kopię obrazu van Gogha do pokoju. Warto więc wiedzieć, że kiedy mówimy„Słoneczniki” van Gogha, to mamy namyśli obraz z całej serii „Słoneczniki”, która składa się w rzeczywistości z 11 obrazów słynnego postimpresjonisty.

Słoneczniki van Gogha galeria obrazów i reprodukcji – obrazy namalowane w 1888/1889 w Arles we Francji

Firma prezentuje zatem jedenaście obrazów Słoneczniki, ale przecież dobrze wiemy, że to zabawa dla smakoszy. Prawdziwe Słoneczniki, to te, czwarty obraz ze słonecznikami, pod którym tekściarz firmy napisał:

Wiele obrazów van Gogha opartych jest na jednym motywie, powielanym w różnych ujęciach. Podobnie jest w przypadku „Słoneczników”. Z łącznie 11 obrazów z motywem słoneczników 4 obrazy powstały w Paryżu i 7 w Arles w południowej Francji. Słoneczniki van Gogha zajmują szczególne miejsce w twórczości artysty. Ale nasuwa się pytanie, dlaczego van Gogh namalował właśnie słoneczniki, a nie inne kwiaty, tak bujnie rosnące w słońcu południowej Francji. Słoneczniki uważane są dziś za roślinę raczej pospolitą i ceni się ją raczej ze względu na jej walory spożywcze, a nie piękno jej kwiatów. Jednak za czasów van Gogha słoneczniki były w modzie, cięte słoneczniki były popularnym kwiatem używanym do dekoracji domów. Uważano, że są piękne, a ich kształt i ciepłe barwy przypominają małe słońce. Kwiat słonecznika stał się popularnym motywem w malarstwie.

Obraz olejny na płótnie. Tytuł: 12 słoneczników w wazonie. Arles 1888r. Wymiary oryginału 91 x 72 cm

Słynne “Słoneczniki” to seria obrazów olejnych namalowanych przez Vincenta van Gogha, słynnego malarza postimpresjonistę. Artysta namalował łącznie 11 obrazów: 4 obrazy podczas pobytu w Paryżu i 7 w Arles. Wraz z takimi obrazami jak “Mona Lisa” autorstwa Leonarda da Vinci oraz “Krzyk” Edwarda Muncha, “Słoneczniki” van Gogha uznawane są za najbardziej rozpoznawalne arcydzieła malarstwa światowego.

Nie musi to być zresztą prawda, bo znalazłam w internecie informację, że inspiracją była dla malarza wiązanka kwiatów leżąca w rynsztoku. Autor wpisu podaje też, że w czasie pogrzebu artysty jego trumna przykryta była słonecznikami, które tak uwielbiał. I że: wszystkie studia słoneczników Van Gogha przepełnione są symboliką religijną i mistyczną. Artysta wierzył, że sposób, w jaki słonecznik zwraca głowę ku słońcu, jest odzwierciedleniem religijnego oddania tych, którzy poświęcają się Bogu.

Kiedy byłam na studiach, moja przyjaciółka znalazła gdzieś reprodukcję tego obrazu i podarowała ją mamie na gwiazdkę. Niestety, nie pamiętam, w jakim sklepie można było kupić taki cudowny prezent, ale obraz przy okazji wizyt w Trójmieście oglądam do dziś.

Paul Gauguin, Van Gogh malujący słoneczniki

Wydaje mi się, że już pod koniec czasów Gierka było wiadomo, że reprodukcja Słoneczników to jeden z podstawowych banalnych elementów, składających się na klasyczne mieszkanie inteligenta: regał Kowalskich, pralka Frania, encyklopednia PWN, ceramika z Włocławka, palmy wielkanocne z Cepelii, obrus mereżkowany z Polskiego Lnu i van Gogh.  Jedyny obcy wtręt w swojskim obrazie peerelowskiego dostatku. Grażyna Bastek, znana mi osobiście 🙂 historyczka sztuki pisze w Newesweeku: Wśród kilku obrazów, których tytuły mógłby wymienić niemal każdy, są „Słoneczniki” Vincenta van Gogha. Ich popularność nie ominęła również Polski. Każdy z nas widział na ścianie u babci, cioci lub u znajomych kupioną zapewne w kiosku Ruchu i wyblakłą po latach reprodukcję słynnego płótna.

Muzeum Śląska Opolskiego zachęca do obejrzenia wystawy Tak się mieszkało w PRL:

Cerata na stole, obowiązkowy fikus przynajmniej w jednym pokoju czy słoneczniki Van Gogha na ścianach – to tylko niektóre elementy wystroju mieszkań charakterystyczne dla lat głębokiego komunizmu w Polsce. Szczególnie dla młodego pokolenia, które poprzedniego ustroju nie pamięta, wizyta w mieszkaniu z lat 60 i 70 będzie bardzo cennym doświadczeniem. Zapraszamy więc na zwiedzanie.

(…)

Typowy salon Kowalskiego z okresu „komuny” jest naszpikowany oryginalnymi symbolami tamtej epoki. Uwagę przykuwa przede wszystkim sprzęt multimedialny, choć przedrostek multi to w tym przypadku znaczne nadużycie. Trzeba jednak pamiętać, że telewizor marki WZT był często jedynym w kamienicy. Niemniej ekskluzywne były adaptery „Bambino”. Rozglądając się po pokoju, można zauważyć przepych kryształowych naczyń – te z prawdziwymi kryształami nie miały nic wspólnego, jednak zdobione szkło uznawane było w owych czasach za symbol dobrobytu. Ściany ozdobione srebrnymi kwiatuszkami – oczywiście malowane tradycyjnym wałkiem.

Na ścianie wiszą reprodukcje znanych malarzy. Najbardziej popularne były słoneczniki Vincenta Van Gogha. W pomieszczeniu nie brakuje też zieleni. Sięgający sufitu fikus, osadzony w dużej donicy, często traktowany był jako popielniczka i podręczny kosz zarazem.

Alina Gierak kilka lat temu pisała w Gazecie Wrocławskiej:

W końcówce lat 70 szpanem wrocławskim było noszenie swetrów z wełny z Kowar. Przedsiębiorcze panie jeździły do tamtejszej fabryki dywanów i wracały z worami kolorowych nitek. Pracowicie je potem wiązały i dziergały swetry, czapki, szaliki. Szczytem awangardy było noszenie ich z pętelkami na wierzchu – po tym można było poznać artystyczną duszę i tak też nosili się bywalcy Festiwalu Teatru Otwartego czy Jazzu nad Odrą. Sweter z kowarskiej wełny można było także zobaczyć często w Pałacyku, kultowym klubie studenckim. Część pań wyżywała się plastycznie nie tylko w swetrach, ale także w kilimach wykonywanych z resztek wełny z Kowar. Profesorowe i gospodynie domowe wymieniały się wzorami, a najbardziej popularne kilimy przypominały obraz Van Gogha “Słoneczniki”.

Czyli nie myliłam się, nawet pobieżny przegląd publikacji internetowych pokaże, że Słoneczniki van Gogha to było w PRL prawdziwe “coś”! Gorzej z reprodukcją dawnego wnętrza. Ale wydaje mi się, że oferowana w Bieruniu reprodukcja ma peerelowską proweniencję:

No i ta drabina obok…

Zalewamy Facebook sztuką 2

To  już drugi wpis o facebookowej akcji (zobaczcie). Krystyna była pierwszą osobą, która zalajkowała “mojego Memlinga”. Przyznałam jej artystę bez zastanawiania się. Egon Schiele, napisałam. Nawet sobie potem zadałam pytanie, ale właściwie dlaczego? Odpowiedź jest tu.

Krystyna Koziewicz

W moim domu – Egon Schiele

Każdy człowiek ma swoje słabości, jedną z moich jest zaciekawienie sztuką,  a zwłaszcza malarstwem. Gdy zwiedzam muzea czy galerie, mam zwyczaj kupowania reprodukcji ulubionego artysty, ażeby na co dzień cieszyły oko i duszę. To pasja, którą kontynuuję od młodych lat.

Potrzeba przebywania w miejscach przesiąkniętych sztuką zrodziła się w momencie, kiedy przeprowadziłam się ze wsi do dużego miasta. Gdy zwiedzałam wystawy, dostrzegłam, że ciekawią mnie niezwykłe obrazy, które miały w stosunku do mnie samej moc terapeutyczną, uspokajały, dawały radość, poprawiały nastrój. Obcowanie ze sztuką rozbudziło nienasyconą ciekawość świata sztuki, wielkich mistrzów pędzla. Istnieje wiele fascynujących dzieł malarstwa, które trafiają prosto do serca. W poszukiwaniu sensu i komunikatu wewnętrznego obrazu można w ich głębi odkrywać tajemnicę, magiczną moc, a niekiedy nawet siebie?

Oglądałam katalog jakiejś wystawy i wpadł mi natychmiast w oko obraz Egona Schiele Siedząca kobieta. Aż westchnęłam z zachwytu! Miałam wrażenie, że ktoś mnie namalował. A był to przecież obraz, który powstał w 1917 roku, rok przed końcem I wojny światowej.

Egon Schiele Siedząca kobieta ze zgiętymi kolano, obraz, który jest mi szczególnie bliski, na ścianie w moim mieszkaniu.

Utożsamiam się z nim emocjonalnie i kiedy zobaczyłam gdzieś w sklepie plastycznym jego reprodukcję, od razu kupiłam ją do nowego mieszkania.  Gdy patrzę na ten obraz, przypominam sobie sytuacje z okresu dzieciństwa i młodości. Wprawdzie z natury jestem optymistką, entuzjastką życia, nie tylko istnienia, ale i ja mam i miałam przecież momenty osamotnienia i smutku. Siadałam wtedy na krześle, podłodze czy trawie w podobnej pozycji. Takie chwile sam na sam umożliwiają spojrzenie w głąb siebie, zdobywa się wiedzę o sobie. Bywanie ze sobą daje wytchnienie, a często doprowadza człowieka do przełomu w myśleniu i w życiu.

Tak, tak, to właśnie jestem ja na tym obrazie! – dalej tak uważam. To dziwne, że wśród wielu reprodukcji obrazów zdobiących ściany mojego mieszkania, a są tu i dawni mistrzowie, Klimt, Munch, Van Gogh, Monet, Matisse, Gaugain, Modigliani, Botticelli, i współcześni mi artyści berlińscy, których znam osobiście jak Woźniewska, Fiszbach, Piwarski, Dybowski, Olbiński, Nawrocka, Betlińska, na najbardziej wyeksponowanym miejscu wisi ten właśnie obraz: Egon Schiele Siedząca kobieta  ze zgiętym kolanem.

Fascynacja obrazem trwa po dzień dzisiejszy.