Sinéad O’Connor

Foto: Radio Nowy Świat

Sinéad Marie Bernadette O’Connor (* 8. Dec 1966 in Dublin †  26. Jul 2023)

Prince.  It was his Song Nothing Compares 2 U released in 1990, that shot her to fame with a unique sound and image. She said, that shaving her head was her way of giving two fingers to the patriarchy — and proving she was not like other pop stars.

Continue reading “Sinéad O’Connor”

Frauenblick: Milan Kundera

Monika Wrzosek-Müller

Wir alle haben seinen Roman „Die unerträgliche Leichtigkeit des Seins“ gelesen, darüber diskutiert und uns ereifert. Das Schicksal, das die Tschechoslowakei mit der gewaltsamen Beendigung des „Prager Frühlings“ erleiden musste, hat uns alle beeinflusst und bewegt. Alle, die aus Polen dann später in die Emigration gingen, aber auch alle, die in ihrem Land gegen den Kommunismus kämpften. Kunderas persönliches Schicksal spiegelte die Zerrissenheit der Menschen in jenen Zeiten in der Heimat und im Exil nur allzu genau wider.

Continue reading “Frauenblick: Milan Kundera”

Dzień Węża i Mały Książę

Wczoraj pochowaliśmy naszego Małego Księcia, Beniaminka. Dziś, 16 lipca jest Światowy Dzień Węża. Sięgam więc po Małego Księcia Antoine de Saint Exupéry, myśląc o Beniaminku i najsłynniejszym wężu literackim:

I

Gdy miałem sześć lat, zobaczyłem pewnego razu wspaniały obrazek w książce opisującej puszczę dziewiczą. Książka nazywała się “Historie prawdziwe”. Obrazek przedstawiał węża boa, połykającego drapieżne zwierzę. Oto kopia rysunku:

W książce było napisane: “Węże boa połykają w całości schwytane zwierzęta. Następnie nie mogą się ruszać i śpią przez sześć miesięcy, dopóki zdobycz nie zostanie strawiona”.

Continue reading “Dzień Węża i Mały Książę”

Rozmyślania

Teresa Rudolf

Ludzie podobni kwiatom

Więdną i odchodzą;
te zadbane, planowane,
lub przyniesione wiatrem
przypadku, dziko rosnące.

Jedne rosną na łąkach 
w grupie jak stokrotki,
te małe, ciekawskie,
ledwo dostrzegane,

są też i bardzo dziwne,
z imienia raczej nieznane,
ponoć chwasty, bez prawa
istnienia, bo jakby szkodliwe,

a inne w cieplarniach,
pachnące i kolorowe,
przepiękne i widoczne 
całemu, całemu światu.

Ludzie są jak kwiaty…
więdną i odchodzą
wszystkie, te z łąk
i te z pięknych 
ogrodów…

Bez aplauzu

Życie,
dla jednych mała, 
prowicjonalna scena,
z  aplauzem swoich fanów.

Dla innych światowy teatr,
z fajerwerkami, hałasem,
duża chęć ciągle na więcej, 
jeszcze więcej, bez końca…

Życie
wrzuca nam różne role, 
musimy je dobrze zagrać,
lub po mistrzowsku odrzucić,
z wielką klasą, 

lecz często, 
bez dużego 
aplauzu…

ApeiE

Lech Milewski

Apeirogon – książka autorstwa irlandzkiego pisarza Columa McCain.

Apeirogon – definicja: figura geometryczna o nieskończonej, ale policzalnej, ilości boków.

Rezultat – książka mocno powikłana, zawiera sporo wstawek nie mających nic wspólnego z głównym tematem.
W rezultacie, podczas lektury wielokrotnie korzystałem z pomocy internetu i… uderz w stół.

Okazało się, że dwaj bohaterowie tej bardzo dramatycznej historii są właśnie w Australii – KLIK

Ich historia w ogromnym skrócie:
Rami Elhanan – Izraelita, jego ojciec – Żyd, który emigrował do Izraela z Węgier w 1947 roku.
Żona – Nurit Peled – córka wybitnego izraelskiego generała (6-dniowa wojna 1967).
Rami był czołgistą podczas wojny Yom Kippur w 1974 r.
W 1997 r, jego 14-letnia córka Smadar, zginęła w wyniku palestyńskiego samobójczego zamachu bombowego na ulicach Jerozolimy.
Kilka lat później wstąpił do organizacji Combatants for Peace (Bojownicy o Pokój) – KLIK –zrzeszającej izraelskich i palestyńskich aktywistów walczących bez używania przemocy o zakończenie izraelskiej okupacji terenów palestyńskich.

Bassam Aramin – Palestyńczyk. 
Od dziecka był świadkiem izraelskiej przemocy w najbliższym sąsiedztwie.
Gdy miał 17 lat, wraz z kolegami podłożyli przypadkowo znalezione granaty pod izraelskie pojazdy, nastąpiła eksplozja, nikt nie zginął.
Wkrótce Bassam został schwytany i skazany na 7 lat więzienia.
W więzieniu został okrutnie pobity przez izraelskich żołnierzy, dla których był to regularny trening. Bicie było kontynuowane w więziennym szpitalu.
W więzieniu obejrzał film Lista Schindlera – KLIK – z którego dowiedział się o losie Żydów podczas Holocaustu.
Jego pierwszą reakcją była radość – TAK! TAK! – jeszcze więcej!

Po kilku latach, nadal w więzieniu, przyszła zupełnie odwrotna refleksja. 
Zdał sobie sprawę z cierpień narodu żydowskiego. Co go uderzyło to wrażenie, że ofiary Holocaustu zdawały się przyjmować swój los bez gwałtownych protestów. 
Zaczął studiować ten temat, nauczył się języka hebrajskiego.

W 2005 roku Bassam dołączył do Combatants for Peace i tam poznał Rami.
2 lata póżniej jego córka Abir została postrzelona gumową kulą przez izraelski patrol.
Najbliższy szpital nie był w stanie jej pomóc, zdecydowano przewieźć ją do szpitala w Jerozolimie.
Pokonanie kilku kilometrów przez palestyńską karetkę pogotowia zajęło ponad 2 godziny z powodu długiego czekania na izraelskim punkcie kontrolnym.
Dwa dni później Abir zmarła w szpitalu.

Abir i Smadar…

Od tego czasu Bassam i Rami odwiedzają wiele miejsc, głosząc ideę pojednania.
Kilka dni temu byli w Melbourne.

O ich wizycie dowiedziałem się w piątek (26/5/23) wieczorem.
Strona organizatora imprezy informowała, że bilety wyprzedane, ale można się zapisać na waiting list.
Zapisałem się.
W poniedziałek o 5 popołudniu dostałem powiadomienie, że mają kilka biletów.
Dla mnie mieli, początek 6:30.
Dojazd do centrum Melbourne o tej porze nie jest zbyt łatwy – samochodem do stacji kolejki, kolejką do centrum miasta, kilka przystanków tramwajem – JESTEM!

Migawka z jazdy tramwajem.
Tłok, w większości młodzież, studenci.
Starsza pani stoi w środku tego tłumu, nie ma się czego złapać a tramwaj hamuje dość mocno.
– Możesz się mnie przytrzymać – proponuje stojąca obok młoda dziewczyna.
– Naprawdę? Mogę? – starsza pani łapie dziewczynę w objęcia, przytula się do niej, kładzie głowę na jej ramieniu i z błogim uśmiechem zamyka oczy.

Przylegająca do naszej Biblioteki Stanowej sala Wheelers Centre okazała się bardzo skromna…

Dopiero w tym momencie zdałem sobie spraw, jak trudna do pojęcia jest idea, o którą walczą Rami i Bassam.
Wiedziałem, że szczególnie Rami i jego rodzina byli mocno atakowani przez izraelskie prawicowe media.
Nie dziwię się, że w takiej sytuacji trudno zdobyć popularność w innych krajach.
Bassam i Rami wspomnieli, że w Australii odwiedzili szkoły izraelskie i palestyńskie.
Spotkali się w nich z raczej chłodnym zrozumieniem, na marginesie zauważyli objawy wrogości.

Moje osobiste wrażenie.
Po pierwsze – zdawałem sobie sprawę, że raczej nie dowiem się niczego nowego, ale miałem jednak poczucie, że oto tuż za miedzą dzieje się coś ważnego i chciałem chociaż otrzeć się o to.
Niestety nie miałem śmiałości, żeby powtórzyć scenę z tramwaju.

Po drugie – Bassam i Rami – wydawali się nieco zmęczeni tymi licznymi występami, szczególnie Rami.
Bassam potrafił zachować dobry humor.
Na pytanie prowadzącej spotkanie, czy Rami jest jego przyjacielem, odpowiedział – Rami przyjacielem?
Rami to jest mój wróg – jest Izraelitą, nie mówi po arabsku i nie pali papierosów!

Na pytanie – dlaczego to robisz? – Rami odpowiedział – każdego ranka gdy się budzę widzę nad sobą Smadar. Patrzy na mnie z wyrzutem – już tak późno, a ty jeszcze nic nie zrobiłeś, żeby to skończyć. I tak do końca dnia.
Bassam kiwał głową bez słów.

Po trzecie – konkrety.
Rząd Izraela – obaj nie mieli wątpliwości – jeśli odrzucamy przemoc, to wszystko w rękach rządu Izraela.
Rami – to prawicowy, faszystowki rząd. Opozycja praktycznie nie istnieje. Jedyny izraelski rząd, który stwarzał nadzieję na unormowanie stosunków między Izraelem i Palestyną, to rząd Yitzhaka Rabina w latach 1974-77. 
Przypomnę, że w latach późniejszych Y. Rabin był przywódcą lewicowej parlamentarnej opozycji. W 1995 roku został zamordowany przez prawicowego ekstremistę.
Rząd okupowanej Palestyny – Rami machnął ręka z rezygnacją – jak prezydent Palestyny chce odwiedzić swój stary dom w innej strefie okupacyjnej, to musi prosić izraelską administrację o przepustkę.

Bassam miał podobne zdanie, dodatkowo wspomniał, że bardzo istotnym czynnikiem w tej sprawie jest pozycja rządu USA.

I jeszcze Rami – dla naszej młodzieży, gdy osiągnie 16 lat, organizuje się wycieczki do Auschwitz, tam maszerują wznosząc okrzyki – Nigdy więcej!
Po powrocie do Izraela, czeka na nich obowiązkowa służba wojskowa, a tam są szkoleni, jak przeprowadzać kontrole ludności palestyńskiej.

Po uporządkowaniu wrażeń wróciłem do lektury.

Apeirogon – nieskończone, ale policzalne.
W przypadku książki jest to 1001 rozdziałów.
Pierwsze 500 rozdziałów ponumerowane od 1 do 500, kolejne 500 – odwrotnie, ostatni rozdział – bez numeru – zdjęcie falującej wody.

Mój główny zarzut do autora – w książce brak jest płynnej narracji, która oddawałaby klimat życia w Izraelu i Palestynie, zamiast tego przypadkowe krótkie relacje, jakby skopiowane z internetu.
Dostosowałem się do tego. Poniżej kilka takich relacji. 

W rezultacie zamachu terrorystycznego, w którym zginęła Smadar, zginęły jeszcze trzy przypadkowe osoby oraz trzej zamachowcy.
Zamachowcy byli przebrani za kobiety.
Następnego dnia po zamachu rodziny terrorystów musiały opuścić swoje domy, które zostały zabetonowane.
Krążą pogłoski, że zamieszkały one w nowych domach, zakupionych dla nich przez rząd Iranu.
Rodzice dziewczynki, która również zginęła podczas zamachu, wytoczyli w USA proces rządowi Iranu o zorganizowanie zamachu.
Sąd uznał ich skargę i przyznał odszkodowanie $1,7 mln.
Rząd Iranu nie zapłacił.

Relacje prasowe po śmierci Abir.
Ojciec ofiary działa w organizacji Combatants for Peace...
Ojciec ofiary spędził kilka lat w więzieniu za działalność terrorystyczną.
Armia opublikowała oficjalną deklarację, że nie ma nic wspólnego z tą sprawą…
W okolicy wydarzenia odbywały się protesty Palestyńczyków…
Ofiarę incydentu widziano jak trzymała w dłoni kamień…
Została zabita kamieniem rzuconym przez protestujący tłum…
Została postrzelona przez palestyńską policję…
Miała atak epilepsji i uderzyła głową o bruk…
W jej kieszeniach znaleziono kamienie…
Zginęła w wyniku wybuchu granatu, który trzymała w dłoni…
Personel w palestyńskiem szpitalu upuścił ją z wózka i rozbiła sobie głowę…
Jej muzułmańscy rodzice nie zgodzili się na leczenie przez izraelskiego doktora…

Cztery lata później podczas procesu w sądzie cywilnym, sędzia (kobieta) zakwestionowała raport, że Abir została zabita kamieniem wystrzelonym z procy przez palestyńskich chłopców ukrywających się na pobliskim cmentarzu. Zwróciła uwagę, że cmentarz jest odległy 100 m i zasłonięty przez 4-piętrowy budynek. Dodatkowy argument – znaleziono gumowe kule na ziemi, kilka kroków od miejsca wypadku.
Rezultat procesu – Bassam otrzymał odszkodowanie – 1 mln szekeli ( ok. $270,000).

Bassam stale nosił w kieszeni cukierkową bransoletkę (candy bracelet), którą kupiła Abir podczas wyprawy do sklepu.
Może taką…

Po wyjściu z pracy wkładał rękę do kieszeni i przesuwał palcami po cukierkach.
Pewnego dnia wracał z pracy samochodem.
Ruchomy punkt kontrolny…
– Pokaż mi swoje dłonie! Pokaż dłonie!!
Izraelski żołnierz, starsza kobieta, siwe pasma włosów. Bassam miał wrażenie, że mówi z rosyjskim akcentem. Nagle wycelowała w niego karabin…
– Co to kurwa jest?
Bassam przekręcił donie, zauważył że są lekko zabarwione na różowo, pachniały słodyczą.
– Na kolana, na pieprzone kolana!
Bassam klęknął przy szosie. Twarz zwrócił na wschód aby, jeśli przyjdzie na to pora, móc się modlić.
Przez głowę przeleciała myśl, żeby polizać dłoń, ale przypomniał sobie, że jest Ramadan, czas postu.
– Podciągnij koszulę, podciągnij koszulę, powtarzam!
Przez chwilę nie czuł wstydu, nawet przed kobietą, gniew przytłumił przyzwoitość.
Kolba karabinu uderzyła go w okolice nerek, pchnęła do przodu, czuł kurz w na twarzy, kobieta nakładała mu na nadgarstki samozaciskowe kajdanki. Pociągnęła go za włosy i wepchnęła do wojskowego samochodu.
Pięć godzin później, jeszcze na posterunku, kobieta zmiękła, przykro jej, ale Sentex – materiał wybuchowy używany do produkcji bomb, zabarwia dłonie na różowo. 

Strefy na terenach palestyńskich:
A – administrowana przez władze palestyńskie, nieograniczony dostęp dla izrealskich patroli wojskowych, prawo izraelskie zabrania tam wstępu obywatelom Izraela.
B – administrowana przez władze palestyńskie, obie strony odpowiadają za bezpieczeństwo, otwarta dla Izraelitów i Palestyńczyków.
C – tereny zamieszkałe przez izraelskich osadników (ONZ uznaje to za nielegalne) i Palestyńczyków (głównie rolnicy). Strefa administrowana przez Izrael.
Prócz tego jeszcze 4 pomniejsze strefy H1, H2, E1. Seam Zone – patrz przypisy.

Apeirogon – figura geometryczna o nieskończonej, ale policzalnej, ilości boków.
Licznik bije nadal – 5/6/2023 – zmarł 3-letni palestyński chłopiec postrzelony przez izraelski patrol – KLIK.

Przypisy:
Colum McCain – autor książki – KLIK.
Punkty kontrolne na terytorium Palestyny – KLIK.
Seam Zone – KLIK.

Krystian

Zbigniew Milewicz

Krystian Cichowski, zdjęcie z albumu Polonia w obiektywie Stefana Dybowskiego, tom 2, 2009 – 2011.

Dwa biołe psy…

Rzadko rozmawialiśmy ze sobą po śląsku. U Krystiana w domu, podobnie jak w moim, mówiło się na co dzień czystą polszczyzną, co nie znaczy, że tej gwary nie znaliśmy. Żeby nadać czemuś specjalne znaczenie, coś szczególnie zaakcentować, sięgało się do śląskiej godki, zamiast przedpokoju był antryj, zamiast garbu pukiel, zamiast młodzieńca karlus itd, itd. Lubiliśmy też sobie po naszymu pośpiewać. Na ostatniej berlińskiej wycieczce na Ukrainę, zorganizowanej parę miesięcy przed pandemią covida, hitem w autobusie były dwa biołe psy, które śpiewali wszyscy, nie tylko hanysy. Z Krystianem Cichowskim już tego kawałka razem nie zaśpiewamy, bo niestety odszedł na zawsze.

Continue reading “Krystian”

Don Kichot, który przyszedł. Sen Don Kichota.

Dziękuję Eli Kargol za znalezienie tej piosenki, która jest polską interpretacją słynnego zakończenia musicalu The Man of Mancha (The impossible Dream). Słowa polskie Andrzej Saciuk, muzyka (musical) Mitch Leigh, opracowanie muzyczne (piosenka po polsku) Henryk Debich, śpiewa po polsku Jerzy Połomski.

Don Kichot umiera. Jest przy nim tylko zapłakany, nieutulony w żalu Sancho Pansa. Jego pan go pociesza.

wezwij mnie, kiedy dotrę do gwiazd

Chcę gnać, chociaż pada już koń, 
do gwiazd chcę wyciągać mą dłoń  
i łez nie wylewać nad sobą, 
ach być jeszcze prędszym niż wiatr.


I drwić z niespokojnych tych lat,
jak dom przebudować ten świat 
i kpić sobie z tych, co się modlą,
i nieść tę nadzieję jak kwiat.


Oto mój krzyk i oto mój cel
kto wie, jak daleko,
czy dojdę, czy nie,
zacznę dawać, 
gdy już nie zostanie mi nic.


Pragnę walczyć na śmierć,
aby honor mój dalej mógł żyć.
Wiem już dziś, że niełatwy to szlak 
i że nie chciałbym tak, 
by mój sen był silniejszy niż ja,
był silniejszy niż ja.


Wezwij mnie, gdy wypiję do dna, 
wezwij mnie, kiedy dotrę do gwiazd,
o, daj, bym do śmierci aż marzył,
by sen był silniejszy niż ja.

The Impossible Dream (The Quest) piosenka napisana przez Mitcha Leigha do musicalu Człowiek z Manchy, którego autorem był Dale Wasserman. Najpierw Wasserman na podstawie powieści Cervantesa napisał w roku 1959 sztukę teatralną, która opowiadała i o Don Kichocie, i o Cervantesie, stającym przed sądem inkwizycji. W roku 1965 Wasserman przerobił swą sztukę na musical, grany na Broadwayu. Partię Don Kichota śpiewał m.in. Elvis Presley, a piosenka The Impossible Dream stała się dzięki niemu znana na całym świecie. Od momentu premiery, czyli od prawie 60 lat śpiewały ją dziesiątki piosenkarzy, m.in. Sarah Connor, która umieściła cover Snu na płycie Soulicious. W roku 2019 Andy Williams  zaśpiewał jej cover w filmie John Wick: Kapitel 3  Lista interpretatorów Snu znajduje się TU. Lista nie jest pełna. Połomskiego na niej nie ma. Poniżej pierwszy Człowiek z Manczy, tak jak pojawił się na Broadwayu, Richard Kiley:

A tu Elvis:

Tryptyk

Teresa Rudolf

A gdyby tak…

Ach, gdyby tak w ludziach
zaczynać piękno 
od śmieci oddzielać?

Piękno? 
Jakże dziś
często

mała to doniczka
te kwiaty kolorowe,
przy tym ogromnym,

…ogromnym wysypisku.

Na dobre i na złe

Pies patrząc,
wciąga w głębię
swych oczu
przesmutnych,

a tam kłęby
czarnej rozpaczy,
bez zielonej,
delikatnej nadziei,

nie ma tu radości,
strach bezbrzeżny
nie widać już dna…
aby mógł się odbić.

Mężczyzna powoli
odwiązuje smycz
od ławki w poradni
lekarskiej…

patrząc w oczy psu
powtarza kłamiąc,
“wszystko będzie,
będzie, dobrze”.

Patrzy znów
w bolącą głębię,
i nie mówi już nic,
obaj już to wiedzą…

…nie będzie 
już nigdzie, 
nikomu,
dobrze.

To i to

Między kroplami deszczu 
złocą się porozrywane 
promyki słońca, 
władcy nieba.

Na twarzach uśmiech,
psów radosne szczekanie,
dzieci śmiech taki  beztroski…

samo życie;
to i tamto
i TO..

Czy przemijanie jest złem – dwie książki o śmierci

Konrad

Najpierw o Zaprzeczaniu śmierci (tytuł oryginalny: The Denial of Death). Książka antropologa i psychoanalityka Ernesta Beckera. Becker w 1974 roku otrzymał za nią nagrodę Pulitzera. Jej centralna teza: w naszej podświadomości tkwi konflikt między instynktem przetrwania z jednej strony, a świadomością nieuchronności śmierci z drugiej. Konflikt ten generuje (nieuświadomiony często) lęk przed śmiercią. Podświadomość popycha nas więc ku rozwiązaniom tego konfliktu – prawdziwym lub złudnym. Ponieważ nie możemy unieśmiertelnić się biologicznie, próbujemy osiągnąć to w sferze “symbolicznej”. Zdaniem autora gros tego co robimy to właśnie takie starania – i nawet same cywilizacje są w istocie systemami, których celem jest umożliwić nam osiągnięcie wrażenia nieśmiertelności.

Continue reading “Czy przemijanie jest złem – dwie książki o śmierci”

Projekt Bobowska. Ostatni tekst (więzienia)

Tekst spóźniony. Miał być WTEDY. Jest dziś. Czasem tak bywa.

Ela Kargol

Irena Bobowska, berlińskie więzienia

Irena Bobowska 3 września 1942 roku skończyła 22 lata. W dniu swoich urodzin osadzona była w berlińskim więzieniu dla kobiet przy Barnimstraße. Wiedziała już, że 23 urodzin nie doczeka. 12 sierpnia 1942 odbyła się w Berlinie rozprawa przeciwko Irenie i jej trzem współtowarzyszom konspiracji z Poznania, współtowarzyszom więziennej niedoli i współtowarzyszom okrutnej śmierci. Wszyscy oprócz Lorkowskiego, a więc Bobowska, Michalski i Zakrzewski otrzymali wyrok śmierci, który nie podlegał kasacji, choć Irena próbowała się odwoływać, prosząc o darowanie życia, nie tyle dla siebie, ile dla jej przyjaciół z konspiracji. Wszyscy zostali oskarżeni o przygotowanie zdrady stanu.

12 lipca 1942 roku Wyższy Sąd Krajowy w Poznaniu (Oberlandesgericht Posen) skazał Irenę Bobowską na karę śmierci. Proces odbył się w Berlinie. Niestety nie udało mi się ustalić w którym budynku. Mógł to być budynek Landtagu Pruskiego lub byłego Wilhelms-Gymnasium niedaleko Potsdamer Platz lub do dziś stojący gmach sądu najwyższego (Kammergericht) w berlińskiej dzielnicy Schöneberg, gdzie zbierał się Trybunał Ludowy i gdzie wymierzono karę zamachowcom na Hitlera z 20 lipca 1944. Równie dobrze mógł to być jeden z gmachów Sądu Karnego, które znajdowały się w bezpośredniej bliskości więzienia Moabit.

Dr Bogumił Rudawski z Instytutu Zachodniego w Poznaniu na moje zapytanie, dlaczego Irena i pozostali zostali skazani przez sąd w Poznaniu, mimo, że proces odbywał się de facto w Berlinie, odpowiedział:

pod wyrokiem podpisywali się sędziowie, którzy wydali ów wyrok. To
Wyższy Sąd Krajowy w Poznaniu (Oberlandesgericht Posen) sądził te osoby;
nie ma znaczenia, gdzie się odbywała rozprawa; znaczenia ma tylko –
tylko w tym wypadku – instytucja. Wspomniany Wyższy Sąd Krajowy w
Poznaniu obradował często na sesjach wyjazdowych, np. w Berlinie czy
Breslau, ale w składzie poznańskim. Stąd też sąd ten widnieje jako organ
wydający wyrok.
Sąd ten zajmował się sprawą Bobowskiej i in., ponieważ wszyscy skazani
pochodzili z Kraju Warty (dokładnie z Poznania), poza tym sądowi temu
powierzono sprawy WOZZ, do której należeli wcześniej skazani. A ponieważ
skazani przebywali w więzieniu w Berlinie, to tam odbyły się obrady sądu.
(i w grę tu chodziły, moim zdaniem, względy logistyczne – łatwiej było
udać się sędziom do Berlina, niż przewieźć skazanych na rozprawę do
Poznania).

23 kwietnia 1941 przewieziono Irenę z więzienia we Wronkach do nieistniejącego już więzienia w Berlinie-Spandau. Tym samym transportem jechali jej ciotka Stanisława Kwiatkowska i Radziwój Zakrzewski, razem z nią stracony w Berlinie-Plötzensee. Zachował się dokument z listą osób tzw. sondertransportu z więzienia we Wronkach do więzienia w Berlinie-Spandau.

Lista jest alfabetyczna. Jedynie pięć nazwisk dopisanych jest na końcu listy, w tym Irena Bobowska i jej ciotka Stanisława Kwiatkowska, aresztowana razem z Ireną w Poznaniu w redakcji Pobudki. Dlaczego Irenę dopisano? Zwolniły się miejsca? W bardzo złej kondycji fizycznej przetransportowano ją, osobę niepełnosprawną ruchowo do następnego więzienia, więzienia w Berlinie. Czy transport do Berlina był nieunikniony? Czy, gdyby los chciał inaczej, Irena nie pojechałaby do Berlina?

Za dużo pytań.


Więzienie w Berlinie-Spandau zrównano z ziemią jesienią 1987 roku, po ponad stu latach istnienia. Zbudowane było jako więzienie forteczne dla personelu wojskowego. W latach 1914-1918 przetrzymywano w nim jeńców wojennych

W 1920 roku, po zniesieniu jurysdykcji wojskowej, zostało przekazane państwu niemieckiemu. Było jednym z sześciu więzień dla mężczyzn w Wielkim Berlinie, a od roku 1933 więzieniem dla przeciwników III Rzeszy.

Po wojnie więzienie zostało przejęte przez aliantów i umieszczono w nim siedmiu więźniów, zbrodniarzy wojennych, skazanych przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze.

Po zwolnieniu Alberta Speera i Baldura von Schiracha w 1966 roku, w więzieniu pozostał tylko jeden więzień – Rudolf Hess – jeden z najbliższych współpracowników Hitlera, który odbywał karę dożywocia.

Hess popełnił samobójstwo 17 sierpnia 1987 roku. Miał wtedy 93 lata.

Jeżdżąc w 1984 roku do pracy do Kladow, musiałam przejeżdżać obok więzienia. Nie wiem, czy sobie je przypominam. Przypominam sobie natomiast, że nasz niemiecki przyjaciel (nota bene były żołnierz Wermachtu) pokazywał nam ten budynek, mówiąc – tu siedzi Hess. Wtedy wiedziałam o Hessie tylko tyle, że musiał być wojennym zbrodniarzem, skoro został skazany w procesie norymberskim na dożywocie.

Więzienie znajdowało się w sektorze brytyjskim Berlina, ale strzeżone i prowadzone było kolejno przez cztery zwycięskie mocarstwa (Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, ZSRR i Francję). Hess spędził w nim 40 lat. Był najdroższym więźniem świata. Przez ostatnie 20 lat życia był jedynym więźniem ogromnego zakładu karnego. Po jego samobójstwie brytyjski komendant miasta kazał budynek zburzyć, by nie stał się celem pielgrzymek neonazistów. W miejscu, gdzie stało więzienie, wybudowano najpierw brytyjskie centrum handlowe (Britannia Centre Spandau), teraz w tym miejscu znajduje się niemiecki Kaufland. Czy któreś z drzew z więziennego ogrodu przetrwało do dnia dzisiejszego, trudno mi powiedzieć. Wokół stoją budynki byłych koszar i prawdopodobnie mieszkania pracowników więzienia. Legenda głosi, zresztą nie tylko legenda, również wikipedia, że po zburzeniu budynku gruzy zmielono i zatopiono w Morzu Północnym. Inną wersję podaje Johannes Fülberth w Das Gefängnis Spandau 1918–1947. Strafvollzug in Demokratie und Diktatur. Zmielone, skruszone resztki budynku przetransportowano setkami ciężarówek na lotnisko Gatow i tam zostały zakopane.

Czy naprawdę chodziło tylko o to, żeby nie powstało miejsce czci dla neonazistów, którzy w Rudolfie Hessie widzieli męczennika? Czy o coś innego?

Plac przed więzieniem nazwano nie tak dawno Placem Białej Róży (Platz der Weißen Rose), na przekór wszystkim neonazistom i innym prawicowym ekstremistom, którzy szczególnie w rocznicę śmierci Hessa stawali się w tym miejscu bardzo aktywni, biorąc sobie Rudolfa Hessa za wzór do naśladowania.

Biała Róża była niemiecką antynazistowską grupą oporu, a Sophie Scholl, jej brat, jej przyjaciele to równolatkowie Ireny Bobowskiej, kilka miesięcy później skazani na śmierć. Umarli jak Irena, pod gilotyną.

Na placu kwitną białe róże o bladoróżowym odcieniu. Nie ma żadnej informacji o więzieniu.

Wspomniany już Johannes Fülberth bardzo szczegółowo opisuje dzieje zakładu karnego w Berlinie-Spandau od czasów Republiki Weimarskiej do roku 1987. W jednym z rozdziałów pisze:

Wiosną 1941 roku gwałtownie wzrosła liczba polskich więźniów, którzy obok więźniów Wehrmachtu stanowili największą grupę więzionych w Spandau. Powodem tego było przeniesienie 260 Polaków z więzienia we Wronkach koło Poznania do Berlina. W dniach 21 kwietnia i 23 kwietnia 1941 r. do więzienia sądowego w Neukölln przeniesiono 130 polskich więźniów, a 22 i 23 kwietnia kolejnych 130 do więzienia w Spandau. Wielu z nich podejrzewano o przynależność do polskich grup oporu.

Wielu więźniów z Poznania zostało dalej przeniesionych do szpitala więziennego w Moabit.

Również Irenę Bobowską umieszczono w tym szpitalu, i stało się to krótko po po przewiezieniu jej do Berlina, nie ze względu na gruźlicę, na którą chorowało wielu więźniów przywiezionych z Wronek, ale najprawdopodobniej ze względu na jej niepełnosprawność i ogólny stan zdrowia, bardzo nadszarpnięty przez nieludzkie traktowanie we Wronkach.

Irenę Bobowską przywieziono do Berlina 22 lub 23 kwietnia 1941. Być może zanim zobaczyła swoją celę w Spandau, przeniesiono ją od razu do lazaretu więziennego w Berlinie-Moabit. 27 kwietnia pisała do rodziny, że od 5 dni jest w Berlinie, w szpitalu. Nie miała już wózka, ani szyn wspomagających chore nogi. To wszystko odebrano jej we Wronkach. Nie mogła się poruszać. Nie umiem sobie wyobrazić, ile Berlina widziała Irena, gdy przewożono, a częściowo przenoszono ją ze Spandau do Moabitu.

To Berlin ją widział:

Bajka to niby,niosło mnie w lektyce 4 niewolników, a obok kroczyła eskorta z najeżonymi bagnetami. Ogromnie wielkie i huczne ulice Berlina z podziwem spoglądały na mnie i mój pochód.

Prawie dwa lata jeździłam raz w tygodniu do lekarzy w Berlinie, w dzielnicy Moabit. Z okna gabinetu zabiegowego spoglądałam na budynek więzienia. Najpierw tylko spoglądałam, potem zaczęłam wokół niego spacerować, powoli odkrywać jego historię, choć historia nie chciała i nie chce się nadal odkryć. Nie znalazłam rzetelnych opracowań na temat tego więzienia. Internet przemilcza albo bardzo skraca historię więzienną dyktatury hitlerowskiej. Na pytania dotyczące historii budynków i jego więźniów w czasie II wojny światowej nie otrzymałam nigdy odpowiedzi. Przekierowywano mnie do innych instytucji. Mogę tylko przypuszczać, że budynek, w którym znajdował się więzienny szpital, przetrwał. Nie jest już szpitalem, bo ten przeniesiono do Plötzensee, ostatniego adresu Ireny Bobowskiej.

W jednym z listów z Moabitu Irena podaje dokładny swój adres: Berlin Moabit, Alt Moabit 12a, Abt. III 76. Późniejsze listy pisane będą na więziennym papierze listowym z adresem Alt-Moabit 12a. Do dzisiaj zakład karny nie zmienił adresu, ta sama ulica, ten sam numer. Wokół solidny płot, wieże strażnicze, drut kolczasty, za płotem sztuka nawiązująca do przeznaczenia miejsca. Ostatnio pojawił się hotel dla owadów, najprawdopodobniej dzieło któregoś z więźniów.

Irena dobrze wspomina czas spędzony w Moabicie. Żyła nadzieją, że to tylko więzienie i to nie takie straszne, jak Wronki, z którego przywieziono ją ledwo żywą. Tu ją leczono, dopasowano szyny do nóg, chodziła do dentysty. Buty mogła oddać do szewca, w więziennej bibliotece pożyczała książki. Korzystając ze słownika francusko-niemieckiego i elementarza, uczyła się niemieckiego. Francuski znała z poznańskiej Dąbrówki. Zaprzyjaźniła się ze swoją towarzyszką niedoli, współmieszkanką z celi, Erną Piasch. Być może ona pomagała Irenie pisać listy w języku niemieckim, bo tego wymagał więzienny regulamin. Gdy Ernę przeniesiono do więzienia w Cottbus, Irena uczyła się nadal niemieckiego i radziła sobie całkiem dobrze. Czytała książki, wypożyczone w więziennej bibliotece. Jedyną książką polskiego pisarza wydaną po niemiecku byli Chłopi Władysława Reymonta. Delektowała się jej czytaniem. Na święta Bożego Narodzenia mogła ustroić swoją celę gałązką jodły z lametą, postawiła przy niej aniołka z waty, śpiewała, rysowała, tęskniła za domem, czytała fragmenty Chłopów dotyczące świąt, pasterki. Uciekała w świat marzeń, choć ze swojego okna więziennej celi widziała tylko pół lub trochę więcej niż pół nieba. Zimą mróz malował na szybie wzory.

Wiosną przed oknem zakwitła akacja. Czy czuła jej zapach, gdy wynoszono ją na noszach na tak zwany spacer, czy dostrzegała jej piękno?

A potem odbył się jej proces. Potem wiedziała, że akacja już dla niej nie zakwitnie.

Więzienie przy Barnimstraße, w kolejności trzecie berlińskie więzienie Ireny, było najstarsze z czterech berlińskich więzień.

Otwarte zostało w roku 1864 jako tzw. Schuldgefängnis (więzienie dla dłużników). Już w roku 1868 roku, zostało przekształcone i rozbudowane w Królewsko-Pruskie Więzienie dla Kobiet. Więzieniem dla kobiet było aż do czasów jego likwidacji w roku 1974. Mury dostosowywały się do każdego z panujących systemów.

Podczas II wojny światowej było przystankiem dla kobiet w drodze do Plötzensee. W zasadzie pobyt na Barnimstraße przed wykonaniem wyroku trwał zaledwie kilka dni. Irena spędziła tam jednak ponad miesiąc. Możliwe, że z nadzieją na zmianę wyroku. To tam 3 września skończyła 22 lata, zaczęła 23 rok życia.

Zaczęła.

W miejscu, gdzie stał budynek więzienia, jest teraz Ogródek Ruchu Drogowego. Nie tylko rowerzyści mogą z niego korzystać. Ze słuchawkami na uszach i wskazówkami (nie zawsze zrozumiałymi) można przenieść się w czasie. Drzewa otaczające więzienie stoją wzdłuż nieistniejących już więziennych murów, a w słuchawkach brzmią wspomnienia więzionych kobiet.

Zachowało się dużo listów Ireny pisanych do rodziny i przyjaciół, pisanych po niemiecku, którego to języka Irena nauczyła się w zaskakująco szybkim czasie.

Zostały wiersze, rysunki, została jej młodość i nasza pamięć.

Sądząc po listach, czas spędzony w więzieniach berlińskich nie był złym czasem. Irenę podleczono, naprawiano jej zęby i buty, dano możliwość samokształcenia i pracy. A wszystko po to, żeby bezprawnie skazać ją na karę śmierci i wykonać wyrok, ścinając jej głowę gilotyną.

Minęło 70 lat od śmierci Ireny Bobowskiej i wielu tysięcy kobiet i mężczyzn, zamordowanych w czasach dyktatury Hitlera.

Dyktatury nie mijają, a dyktatorzy piszą nowe okrutne historie.

10 lat po śmierci Ireny narodził się nowy dyktator.