Poezja / Jan Kochanowski

Trudna rada w tej mierze…

Muzyka Piotr Moss, słowa Jan Kochanowski, śpiewa Marcel Novek, a towarzyszy mu Orkiestra Kameralna pod dyrekcją Wojciecha Borkowskiego.
Utwór pochodzi z kasety “Pieśni Jana z Czarnolasu”, wydanej przez Rogot w ilości 400 sztuk.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Marcel Novek. Znałam go od dzieciństwa, był zaprzyjaźniony z nami wszystkimi, z Mamą, z Tatą, z Marią Hiszpańską czyli Myszą. Mieszkał w Warszawie, ale często przyjeżdżał do Gdańska.

marcelDlaczego mi się przypomniał właśnie dziś? Sięgam do internetu. Znajduję dobry tekst o Marcelu, który tu za chwilę opublikuję, bo uczony, a ja bym mogła napisać tylko plotki. Na przykład: jemy obiad, zrobiłam pieczeń wołową z jabłkami. Teraz to żadna sztuka wiedzieć, że można zrobić pieczeń z jabłkami. Wtedy trzeba było wszystko samemu (samej) wymyślić. Smaczna, mówi Marcel. Bo ja jestem dobrą kucharką, żartuję. Nie jesteś kucharką, odparowuje Marcel, kucharka jest wykształcona, ty jesteś co najwyżej kuchtą. Dziś to śmieszne, ale ja miałam 17 lat, nie byłam wykształcona w nijakiej mierze…

Siedzimy w kuchni (znowu ta kuchnia) przy niedzielnym śniadaniu. Wchodzi Jurek, przyjaciel Ojca, trzymając w dwóch palach wyciągniętej na całą długość ręki czarny obwisły sweter. Co to? pyta ktoś. Chandra Marcela, odpowiada Jurek.

W prymitywnym życiu PRL Marcel Novek często zmieniał się w Marcelego Nowaka, a nawet Marcelego Nowotkę. Może dlatego mi się przypomniał, bo za kilka dni, 28 listopada, jest rocznica śmierci Nowotki, zastrzelonego w niewyjaśnionych okolicznościach na ulicy Warszawy w 1942 roku. Nowotko był komunistycznym działaczem i prowokatorem, niewykluczone, że zastrzeliła go AK, ale równie możliwe jest, że zastrzelił go jego własny towarzysz, inny agent komunistyczny, jeden z braci Mołojców, może zresztą obaj. Wikipedia pisze, że w okresie PRL-u jego imieniem nazwano wiele szkół, zakładów pracy, ulic i innych obiektów. W wielu miejscowościach odsłonięto tablice i pomniki poświęcone jego pamięci. Marceli Nowotko spoczywa w Alei Zasłużonych na Powązkach.

Sam Marcel twierdził, że wywodzi się z belgijskiej rodziny książąt de Brugge. Kalendarz historyczny podaje, że urodził się 4 września 1932 roku w Belgii. Od 1946 roku mieszka w Polsce. Aktor, piosenkarz. Podobno grał Francuza w serialu “Czterej pancerni i pies”, ale dałabym głowę, że w domu nigdy nie było o tym mowy.

Jagoda Opalińska zatytułowała swój tekst o Marcelu “Ten niepowtarzalny Marcel Novek”

Poniedziałek, 02 kwietnia 2007 09:24

Nadal śpiewa poezję. Nie tylko pięknie, ale i mądrze. Z ogromną świadomością materii wiersza. Gdy słuchaliśmy (pełna sala) jego ostatniego koncertu, potwierdził, iż czas go „nie ima” a fakt  50-lecia pracy należy do wirtualnej rzeczywistości.
Marcel Novek. Polak z belgijskim rodowodem. Prawdziwej miary bard, który w tak szczególny i tak bardzo własny sposób oprowadza słuchacza po drogach Villona, Kochanowskiego, Broniewskiego, Iwaszkiewicza, Grochowiaka. Lista śpiewanych autorów jest oczywiście znacznie dłuższa, że wymienię dla przykładu recitale: Polska poezja w języku francuskim,  Wmurowani w pejzaż szubienic (Baczyński, Gajcy), Medytacje (wiersze Karola Wojtyły).
Novek już dawno przyzwyczaił widownię do trzech podstawowych artystycznych racji. Po pierwsze racja wiersza, po drugie racja materii muzycznej i po trzecie racja wykonawcy. Wybór tekstu nigdy nie był dla artysty kwestią przypadku, mody, okolicznościowej aury. Marcel, jako wielki smakosz literatury, nie ukrywa swoich fascynacji i biograficznych tropów. Formując repertuar, stara się dotrzeć do możliwie pełnego wizerunku poety.
Natomiast w procesie opracowywania tworzywa muzycznego istotny kierunek wyznaczyła wieloletnia przyjaźń z Januszem Tylmanem, m.in. autorem przejmującej muzyki do Medytacji. I zawsze – a oprócz  Tylmana wśród kompozytorów Novekowych śpiewań jest cały szereg głośnych nazwisk m.in. Joanna Bruzdowicz, Piotr Moss, Wojciech Borkowski, Krzysztof Knitel, Wojciech Trzciński, Alina Piechowska  – ostateczny projekt tworzył autonomiczną przestrzeń współbrzmienia dźwięku z symboliką słowa poetyckiego.
Wreszcie końcowy warunek, czyli racja wykonawcy. Piękna barwa głosu, niekiedy z odcieniem chropowatym, czasem ciepłym, precyzyjny gest, oszczędna, wprowadzana niby mimochodem gestyka. Szacunek dla kształtu wiersza, wyzwanie dla przekazu śpiewem. Rozplanowana w każdym szczególe, spójna wokalno-muzyczna projekcja tekstu.
Śpiewając poezję, Marcel Novek cały czas śpiewa o poetach zatrzymanych w ułamkach wiersza. Nie boi się liryzmu. Nie ucieka od buntu, Jest w tym wszystkim autentyczny. Bez cienia minoderii. Wzrusza, przyciąga, zachwyca i… odchodzi. Wciąż wspaniale obecny na recitalach i wciąż nieobecny w mediach. Tak też było przy okazji wieczoru w Bibliotece Narodowej. Artyście wspaniale towarzyszyli Kwartet Wilanów, Marcelina Sankowska i Janusz Tylman. Novek śpiewał po francusku wprowadzając barierę języka w krąg poetyckich symboli. Symboli odkrywanych fraza po frazie i dodatkowo otoczonych tajemnicą przekładu.
Marcel Novek – mistrz śpiewanego wiersza, bard niepowtarzalny…

***
Pieśń VII

Trudna rada w tej mierze: przyjdzie się rozjechać,
A przez ten czas wesela i lutnie zaniechać.
Wszystka moja dobra myśl z tobą precz odchodzi,
A z tego mię więzienia nikt nie wyswobodzi,
Dokąd cię zaś nie ujźrzę, pani wszech piękniejsza,
Co ich kolwiek przyniosła chwila teraźniejsza.

Już mi z myśli wypadły te obecne twarzy,
Twoje nadobne lice jest podobne zarzy,
Która nad wielkiem morzem rano się czerwieni,
A z nienagła ciemności nocne w światłość mieni;
Przed nią gwiazdy drobniejsze po jednej znikają
I tak już przyszłej nocy nieznacznie czekają.

Takaś ty oczu moich, szczęśliwa to droga,
Po której chodzić będzie tak udatna noga;
Zajźrzę wam, gęste lasy i wysokie skały,
Że przed mną będziecie taką rozkosz miały:
Usłyszycie wdzięczny głos i przyjemne słowa,
Po których sobie tęskni moja biedna głowa.

Lubeż moje wesele, lubeż me biesiady!
Mnie podobno już próżno szukać inszej rady,
Jeno smutnego serca podpierać nadzieją;
W nadzieję ludzie orzą i w nadzieję sieją.
A ty tak srogą nie bądź ani mię tym karzy,
Bych długo nie widzieć miał twojej pięknej twarzy!

Poezja – Poesie – Poetry / Stanisław Kubicki

Tekst zreblogowany z zaprzyjaźnionego bloga W altanie przy kawie, gdzie został opublikowany w poniedziałek, 14 października 2013 roku. W altanie wiersze pojawiają się w poniedziałek, u nas w niedzielę, zostańmy jednak w tytule przy poniedziałku, bo tak to autor zadecydował (Uwaga z roku 2020: Od roku 2018 blog W altanie przy kawie przestał istnieć, podobnie zresztą jak wspomniane też w zakończeniu tego wpisu blogi Qra czyli kuchnia i kultura oraz Jak udusić kurę, czyli to, czego (dziwnym trafem) panny po 30 nie wiedzą, a wiedzieć powinny. Wszystkie te blogi zniknęły na wieki, gdy Gazeta Wyborcza jedną decyzją zlikwidowała portal blox.pl i miliony stworzonych na nim blogów.)

Reblog: Wiersz na poniedziałek – Stanisław Kubicki

Pharlap

Poezja tłumaczy się sama. Poniedziałkowe wpisy poetyckie to, jak dotąd, czysta poezja, bez wyjaśnień czy komentarzy. I tu właśnie jest pies pogrzebany czy też… da liegt der Hund begraben. Niech poniższe zdjęcie wyjaśni o co mi chodzi…

kubi

Spotkaliśmy się pewnie wszyscy z powiedzeniem – lost in translation – zgubione w tłumaczeniu. Jakże to prawdziwe w odniesieniu do poezji. Dlatego warto zwrócić uwagę na Stanisława Kubickiego – poetę, który “tłumaczył sam siebie”. Okres dwujęzyczności trwał tylko trzy lata. Przedtem i potem poeta pisał wiersze w obu językach, ale już ich nie tłumaczył.

Które wersje językowe zostały napisane pierwsze, a które są tłumaczeniem? To pozostanie tajemnicą.

O wschodzie słońca w dzień świąteczny

Dzisiaj jak kryształ jestem
w Twoim ręku —
kryształ zbudzony
słonecznym promieniem.
I łono pełne mam
blasków i tęczy,
załamań światła
i barwnych obręczy.

Promienny idę Twoją myślą, Panie,
którąś we mnie wzbudził,
jak prąd w obiegu
w sąsiednich pętlinach
prądy budzi
i drgnienia poddane.

Kiedyś przez szkiełka i krople świeczników
dziecko zdziwione —
świat widziało krasny —
i po pokojach chodziło i sieniach
całe jak we śnie
i rajskich promieniach.

I myślę:
dzisiaj Bóg przez mnie patrzy
na dzieło swoje
———-
i wzrok Boga jasny.
—

Sonnenaufgang an einem Festtage

Heut bin ich wie ein Stück Glas
in Deiner Hand —
licherweckt —
Innen voll
Regenbogen
Brechungen, Kreisen
brechenden Lichts.

Leuchtend wandle ich Deinen Gedanken
den Du erweckt in mir,
ein Strom umlaufend,
der Zuckungen erregt
in benachbaren Drähten.

Ernst sah ich das erstaunte Kind
in bunten Lupen die Welt
in den Prismen and Behang
entlag der Zimmer und Flure
ganz in Traume
strahlenbetäubt

Ich denke mir:
Heut sieht Gott durch mich
Sein eigen Werk
Leuchtenden Auges —

W prezentowanej powyżej książce znalazłem bardzo znamienną informację – otóż Stanisław Kubicki odczuwał dotkliwie brak modernistycznej tradycji w języku polskim i ograniczało to mocno jego twórczość w tym języku. Jakże to zbieżne z filozofią Ludwiga Wittgensteina. Chciałoby się powiedzieć – język określa świadomość.

Ewa Maria rzuciła mi propozycję do odrzucenia – spróbuj przetłumaczyć to na angielski. Pierwsza reakcja była negatywna – nigdy nie tłumaczyłem żadnych utworów literackich, a co dopiero poezji. Do tego klimat powyższego utworu nie jest mi bliski. Uznałem jednak, że w moim wieku nie mam już wiele do stracenia i przetłumaczyłem. I tutaj zaskoczenie – we wszytkich krytycznych punktach bardzo pomocna była mi wersja niemiecka.

Wynik poniżej…

At sunrise on a Holy Day

Today, I’m like a crystal
in Your hand –
crystal awakened
by a ray of sun.
I am filled
with glitters and rainbow,
refraction of light
and colourful rims.

Radiant I follow Your thought, O Lord,
which You induced in me,
like current in the circuit
raises currents
and tremors
in neighbouring coils.

Once through glass and drops of candelabrum
wondering child –
saw a blooming world –
and wandered through rooms and hallways
all as in dream
and heavenly rays.

And I think:
today God looks through me
at his own work
———-
and his sight is bright.

Czytając wiersze często staram się znaleźć właściwą dla nich melodię. W tym przypadku nie miałem wątpliwości – Mache Dich, mein Herze rein – z Pasji wg św Mateusza…

PS. Prezentowaną na zdjęciu książkę Lidii Głuchowskiej wydało Towarzystwo Literackie WIR (MY) – założone i prowadzone w latach 1994-2014 przez Ewę Marię Slaską – Qrę Alfa, w której gnieździe wylągł się również nasz obecny blog. Często wracam do tego gniazda i jest ono dla mnie źródłem coraz to nowych odkryć. Zaglądam również do obecnego blogu Ewy Marii i właśnie tą drogą stałem się właścicielem powyższej książki. I to z autografem autorki!
Warto wracać.

Poetry – Poezja – Poesie / Aaron Zeitlin & Joan Baez

Dziś w nocy obchodzimy 75 rocznicę pogromu ludności żydowskiej zwanego Nocą Kryształową. Dlatego publikuję tu słynną piosenkę Donna Donna, o cielaczku, który nie mógł być jaskółką. Każdy z nas to znał i śpiewał na rajdach lub przy ognisku. Ale czy każdy wiedział – bo ja nie wiedziałam – że podobnie jak Dance me to the end of love, również i ta piosenka była lamentem na śmierć milionów ofiar Shoah? Cielaczek, który nie ma skrzydeł i nie może cieszyć się wolnością jak jaskółka, to symbol żydowskiego losu. Piosenka powstała w czasie wojny, śpiewana była w musicalu Esterka, jej autorem był Aaron Zeitlin, muzykę skomponował Shalom Secunda. Donna Donna to inwokacja do Boga.

Adonai Adonai! Donna Donna! Panie!

Donna Donna (דאָנאַ דאָנאַ „Dana Dana“, דאָס קעלבל „Dos Kelbl“ oder „Dona Dona“) ist ein in weiten Teilen der Erde bekanntes Lied. Es handelt von einem Kälbchen, das sich nicht dagegen wehren kann, zur Schlachtbank geführt zu werden. Es ist abhängig wie ein Arbeitnehmer oder Knecht. Die Schwalbe hingegen bestimmt ihr Schicksal selbst, symbolisiert Eigenständigkeit und Selbstverantwortung. Sie ist die  Freiheit. Das Lied ist entstanden in der Zeit des Dritten Reichs und reflektiert die Situation der Juden. Es wurde für das Musical Esterke (1940–1941) von den jüdischen Künstlern Aaron Zeitlin (Text) und Shalom Secunda (Musik) geschrieben.  “Donna Donna” – auf hebräisch Donaj, Donaj – bedeutet Adonai, Gott.

Ich publiziere es heute am 75. Jahrestag der Kristallnacht.

Yiddish (transcription)
Dos Kelbl

Oyfn furl ligt dos kelbl
Ligt gebundn mit a shtrik
Hoykh in himl flit dos shvelbl
Freydt zikh, dreyt zikh hin un krik.

Chorus
Lakht der vint in korn
Lakh un lakht un lakht
Lakht er op a tog a gantsn
mit a halber nakht.
Hey Dona, dona, dona…

Shrayt dos kelbl, zogt der poyer
“Ver zhe heyst dikh zayn a kalb?
Volst gekert tsu zayn a foygl
Volst gekert tsu zayn a shvalb?”

Chorus
Lakht der vint in korn…

Bidne kelber tut men bindn
Un men shlept zey un men shekht
ver s’hot fligl, flit aroyf tzu
iz bay keynem nit keyn knekht

Chorus
Lakht der vint in korn…

Hebrew (transcription)

Egel rakh kashour bekhevel
al ha’agala moutal
velamala bashamayim
efroni mamri el al.

Rou’akh stav tzokhek lo
tzokhek ou mit’holel
tzokhek ou tzokhek miboker or
ve’ad khatzi halel.
Dona, Dona, Dona, Dona,
Dona, Dona, Dona, Don.
Dona, Dona, Dona, Dona,
Dona, Dona, Dona, Don.

Lama ze tige’e?
omer ikar la egel hamoutal
lou tzamakhta shte knafayim
vehimreta gam ata.

Rou’akh stav tzokhek lo
tzokhek ou mit’holel
tzokhek ou tzokhek miboker or
ve’ad khatzi halel.
Dona, Dona, Dona, Dona,
Dona, Dona, Dona, Don.
Dona, Dona, Dona, Dona,
Dona, Dona, Dona, Don.

Agalim bli da’at lama
el atevakh holkhim tamid
ve’asher libam lakhofesh
mamrim ke’efroni.

Rou’akh stav tzokhek lo
tzokhek ou mit’holel
tzokhek ou tzokhek miboker or
ve’ad khatzi halel.
Dona, Dona, Dona, Dona,
Dona, Dona, Dona, Don.
Dona, Dona, Dona, Dona,
Dona, Dona, Dona, Don.

http://www.esther-ofarim.de

English

On a wagon bound and helpless
lies a calf who is doomed to die.
High above him, flies a swallow,
sawing gaily through the sky.

Wind laughs in the cornfield
laughs with all his might.
Laughs and laughs the whole day through
and half way through the night.
Dona, dona, …

Now the calf is softly crying:
“Tell me, wind, why do you laugh?
Why can’t I fly like the swallow
Why did I have to be a calf?”

Wind laughs in the cornfield,
laughs with all his might.
Laughs and laughs the whole day through
and half way through the night.
Dona, dona, …

Calves are born and soon are slaughtered,
with no hope of being saved
only those with wings like swallows
will not ever be enslaved

Wind laughs in the cornfield
laughs with all his might.
Laughs and laughs the whole day through
and half way through the night.
Dona, dona, …

Deutsch

Auf einem Wagen liegt ein Kälbchen ist gefesselt mit ´nem Strick.
Hoch am Himmel fliegt ein Vogel, fliegt nach rechts und fliegt nach links.

Lacht der Wind im Kornfeld, lacht und lacht und lacht,
lacht den ganzen Tag darüber und noch die halbe Nacht.
Donaj, Donaj, Donaj……. daj!

Schreit das Kälbchen, sagt der Bauer: Weshalb bist du auch ein Kalb?
Wenn du willst, dann sei ein Vogel, wie am Himmel diese Schwalb!

Lacht der Wind…

Arme Kälbchen kann man fesseln und zum Schlächter schleppen hin,
frei zu sein bedarf es Flügel, und du fliegst zum Himmel hin.

Lacht der Wind…

Poetry – Poezja – Poesie / Lou Reed

Umarł właśnie – 27.10.2013

Berlin. Ta piosenka pochodzi z albumu Berlin, który Lou Reed nagrał w 1973 roku, kiedy był młody i dziki. Byłam na jego koncercie w Tempodromie w czerwcu 2007 roku, kiedy prezentował tę płytę w 34 lata po jej nagraniu.  Koncert był wypracowany do ostatniego szczegółu, nawet śmiesznego i żenującego zarazem, bo na końcu muzyk odtworzył jedną piosenkę ubrany w paczkę czyli tutu baletowej baleriny. Z koncertu najlepiej zapamiętałam chór dzieci w białych strojach. Zapamiętałam, bo sama myśl przyprawiała o ból. Przez dwie godziny dziewczynki i chłopcy stali zupełnie nieruchomo, niekiedy oblani jasnym światłem, niekiedy skryci w ciemności. Prawdziwe dzieci zamienione w nic nie czujące manekiny lub może raczej roboty, bo jednak od czasu do czasu śpiewały. Przypomniało mi to scenę z jakiegoś polskiego filmu o obozach koncentracyjnych. W nocy wygoniono kobiety na apel i kazano im stać. Nikt im nic nie zrobił, po prostu stały i była to straszna tortura.

Niech mi Lou Reed wybaczy, że zamiast odczuwać radość, że mogłam wziąć udział w koncercie na żywo, pamiętam o tych dzieciach…

To ponure wspomnienie, ale płyta też była ponura, mówiła o prostytucji, narkotykach, nieszczęściu, o dziewczynie, której urzędy odebrały dzieci… W latach 70 świat wciąż jeszcze tak widział Berlin. Reed nie był zresztą w Berlinie przed nagraniem tego albumu. Znał to miasto z opowieści Isherwooda, z obrazów Dixa, z Opery za trzy grosze. Berlin to nie była gombrowiczowska błyskotka (ostatnia) Zachodniej Europy, Berlin to było Jajo węża. Też znałam takie oblicze mojego miasta. Ostatni raz spotkałam dziewczynę, Murzynkę, której urzędy odebrały dziecko kilka lat temu. Skrzyczała synka na balkonie, sąsiedzi zadzwonili po służbę porządkową. Może zatem to tylko pozory, że Berlin się zmienia, że jest biedny, ale seksowny, bo chyba nie jest, albo już z powrotem nie jest, teraz jest miastem dla bogaczy, którym wolno z nami robić, co chcą, na przykład dać nam pracę za 1,5 euro na godzinę, odebrać nam dzieci lub ustawić nas na scenie, żebyśmy stali.

Nie znalazłam tłumaczenia piosenki Berlin na niemiecki ani polski, ale za to znalazłam wersję francuską. Polską przygotowałam sama. O niemiecką poprosiłam Dorotę Cygan.

Berlin

In Berlin, by the wall
you were five foot ten inches tall
It was very nice
candlelight and Dubonnet on ice

We were in a small cafe
you could hear the guitars play
It was very nice
it was paradise

You’re right and I’m wrong
hey babe, I’m gonna miss you now that you’re gone
One sweet day

Oh, you’re right and I’m wrong
you know I’m gonna miss you now that you’re gone
One sweet day
One sweet day

In a small, small cafe
we could hear the guitars play
It was very nice
candlelight and Dubonnet on ice

Don’t forget, hire a vet
he hasn’t had that much fun yet
It was very nice
hey honey, it was paradise

You’re right and I’m wrong
oh babe, I’m gonna miss you now that you’re gone
One sweet day
You’re right, oh, and I’m wrong
you know I’m gonna miss you now that you’re gone
One sweet day
One sweet day

One sweet day, one sweet day
oh, one sweet day
One sweet day, baby-baby, one sweet day
one sweet day, one sweet day

***
Berlin

À Berlin, près du Mur
Tu faisais 5 pieds et 10 pouces de haut
C’était très bien
La lumière des chandelles et le Dubonnet avec des glaçons

Nous étions dans un petit café
On pouvait entendre les guitares jouer
C’était très bien
C’était le paradis

Tu as raison et j’ai tort
Hé chérie, tu vas me manquer maintenant que tu es partie
Un beau jour

Oh, tu as raison et j’ai tort
Tu sais que tu vas me manquer maintenant que tu es partie
Un beau jour
Un beau jour

Dans un petit, petit café
Nous pouvions entendre les guitares jouer
C’était très bien
La lumière des chandelle et le Dubonnet avec des glaçons

N’oublie pas, engage un vétéran
Il n’a pas vraiment eu de plaisir jusqu’à maintenant
C’était très bien
Hé, mon chou, c’était le paradis

Tu as raison et j’ai tort
Oh chérie, tu vas me manquer maintenant tu es partie
Un beau jour
Tu as raison, oh, et j’ai tort
Tu sais que tu vas me manquer maintenant que tu es partie
Un beau jour
Un beau jour

Un beau jour, un beau jour
Oh, un beau jour
Un beau jour, bébé-bébé, un beau jour
Un beau jour, un beau jour

***
Berlin

W Berlinie w cieniu muru
byłaś wysoka – metr siedemdziesiąt pięć
Tak było miło
światło świec i dubonnet na lodzie

Byliśmy w kawiarence
mogłaś posłuchać dźwięków gitary
jak w raju

Masz rację a ja jej nie mam
hej baby odeszłaś, a ja zaczynam tęsknić
słodki dzień

Masz rację a ja jej nie mam
hej baby odeszłaś a ja zaczynam tęsknić
słodki dzień
słodki dzień

W małej małej kawiarence
mogliśmy posłuchać dźwięków gitary
tak było miło
światło świec i dubonnet na lodzie

Wynajmij weterana
żeby mu było wesoło
tak było miło
ach kochanie, było jak w raju

Masz rację a ja jej nie mam
hej baby odeszłaś a ja zaczynam tęsknić
słodki dzień
Masz rację a ja jej nie mam
wiesz, zaczynam tęsknić gdy odeszłaś
słodki dzień
słodki dzień

Słodki dzień słodki dzień
och jaki słodki dzień
Słodki dzień, baby baby, słodki dzień
słodki dzień, słodki dzień

tłumaczyła Ewa Maria Slaska

***

Berlin

In Berlin, an der Mauer
Du warst eins fünfunsiebzig groß
Es war so nett
Kerzenschein und Dubonnet on ice

Im kleinen Cafe
Gitarrenklänge
es war so nett
ein Paradies

Du liegst richtig und ich falsch, hey babe
jetzt wo du weg bist, vermiss ich dich
so ein reizender Tag

Du liegst richtig und ich falsch, hey babe
jetzt wo du weg bist, vermisse ich dich
ein reizender Tag

Im kleinen Cafe
Gitarrenklänge
es war so nett
Kerzenschein und Dubonnet on ice

Vergiss nicht einen Veteran anzuheuern
der hatte noch nicht so viel Spaß
es war super nett
Hey Süße, es war ein Paradies

Du liegst richtig und ich falsch
Ein reizender Tag
Du hast recht, ich irre mich
Ein reizender Tag
Ein reizender Tag

Ein reizender Tag, ein reizender Tag
oh, ein reizender Tag
reizender Tag, baby baby, reizender Tag
reizender Tag, reizender Tag

übersetzt von Dorota Cygan

Zaduszki

zaduszki4 Roman Brodowski

Zaduszki

Szarojesienny, wilgotny wiatr
Tańczący w alejkach cmentarnej,
Zamkniętej ludzką historią,
Unoszonej zapachem niebytu, ciszy

Krzyże wpatrzone w płonące znicze
Biało-żółte kwiecie chryzantem,
Świeżo zerwane gałązki świerku
I ledwo słyszalny głos przemijania.

Melancholia stojąca przy grobach
Zmarznięte dłonie splecione pokorą
I modlitwa za spokojny sen bliźnich
Wysłana nadzieją zmartwychwstania.zaduszki1

I Oni, – przywołani mrokiem pamięci,
Powracający jesienną mgłą tęsknoty,
By odejść z nastaniem chłodnej nocy

– Jak dobrze mieć wspomnienia –

Berlin, 28.10.2012

Lekcja historii

Pośród zmurszałych drzew
W zapomnianej przestrzeni
Leżą otulone wiatrem historii
Świadkowie epoki – krzyże

Na pokrytym mchem granicie
Wyryty ledwo widoczny napis                  zaduszki2
I jakieś cyfry, tajemnicza data,
Na której rozłożyły się ślimaki.

I nikt by nie wiedział o śpiącej
Wiecznym snem przeszłości
Gdyby nie płonące znicze
Na zielonych gałązkach świerku.

Gdyby nie dzieci stojące obok.
Patrzące pokorą ciepłych serc
Na przytulone do chłodu ziemi
Tajemnice wiecznego przemijania.

Berlin, 29.10.2013

Mateńko

Drzwi do raju jeszcze daleko.zaduszki3
Moja historia nadal płynie,
A ja już czekam Mateńko
Kiedy obudzisz się ze snu.

Pamiętasz?

Przytulony do twojej piersi
Do twojej matczynej miłości
Karmiłem się mlekiem prawdy
Płynącym z twojego wnętrza

A gdy wyrosły mi skrzydła
Wyfrunąłem w bezkres świata
W celu poznania sensu bytu,
Poznania drogi przeznaczenia

Pamiętasz?

Dałaś mi palto na pożegnaniezaduszki5
Uszyte siłą twojej wiary,
Talizman na ciężkie chwile
By chronił moje zwątpienie.

Błądziłem po nieboskłonie
Szukając przystani na wieczność.
Pływałem po morzach bezsensu
Po dogmatycznych tajemnicach…

Pamiętasz?

Ja szukałem Boga pośród ludzi,
Szukałem w ludziach Jego światła,
A gdy nie znalazłem, odszedłem
Niespełniony jak syn marnotrawny…

Tyle już czasu minęło Mateńko
A ja nadal nie pojmuję nadziei,
Codziennie modlę się o wczoraj.
Codziennie szukam Cię wśród zniczy

Berlin, 30.10. 2011                                                                                                Fotos: Ania

Poesía – Poezja – Poetry – Poesie / Alfonsina Storni

Dedykuję mojej siostrze Kasi

Opowiadała mi o niej nasza Mama – Irena Kuran-Bogucka – w czasach, kiedy nie było internetu, ani nawet nieskomplikowanego dostępu do książek i prasy na świecie. Nie znałam więc ani jednego jej wiersza, ale wiedziałam, że była argentyńską poetką i piękną kobietą, która popełniła samobójstwo, gdy zaczęła się starzeć i wiedziała, że już nie będzie obiektem miłości. Urodziła się w roku 1892 w Szwajcarii, zabiła się 25 października 1938 roku w Mar de la Plata. Miała 46 lat. Mama przetłumaczyła jej wiersze, kiedy ja już wyjechałam z Polski i nigdy mi nie pokazała tych tłumaczeń. Nawet nie wiedziałam, że były.
Minęły dwie dekady – Mama w międzyczasie umarła – zanim po raz pierwszy przeczytałam wiersze Alfonsiny.  Dowiedziałam się też, że w roku 1935 zachorowała na raka piersi, być może jest więc możliwa inna interpretacja jej samobójstwa niż ta, jaką podała mi Mama. Nie wiem. Tak jak nie wiadomo, czy poetka skoczyła do morza z wysokiego falochronu czy też weszła powoli coraz głębiej i głębiej zanurzając się w wodach oceanu.

Na zdjęciu pomnik Luisa Perlotti w Mar del Plata, upamiętniający samobójstwo Alfonsiny. Podobno zawsze leżą tam kwiaty. 22 października 1938 roku poetka napisała w pensjonacie w Mar del Plata wiersz „Voy a dormir“ (“Idę spać”). Zaniosła go na pocztę i wysłała do redakcji gazety La Nación, gdzie został opublikowany w dwa dni po jej samobójczej śmierci.

W tym sonecie w ostatniej zwrotce Alfonsina napisała: pozwól mi zasnąć w spokoju i proszę… jeśli on znów zadzwoni, powiedzcie mu, żeby nie nalegał, wyszłam…

Czyta Omar Cerasuolo

Alfonsina Storni, Voy a dormir

Dientes de flores, cofia de rocío,
manos de hierbas, tú, nodriza fina,
tenme prestas las sábanas terrosas
y el edredón de musgos escardados.

Voy a dormir, nodriza mía, acuéstame.
Ponme una lámpara a la cabecera,
una constelación, la que te guste,
todas son buenas, bájala un poquito.

Déjame sola: oyes romper los brotes.
Te acuna un pie celeste desde arriba
y un pájaro te traza unos compases

para que olvides. Gracias… Ah, un encargo:
si él llama nuevamente por teléfono
le dices que no insista, que he salido.

Wracam do ostatniego wiersza Alfonsiny. Znalazłam tłumaczenia na angielski i niemiecki.

I’m going to sleep

Teeth of petals, bonnet of dew,
handfuls of herbs, oh sweet nursemaid,
turn the earthly sheets down for me
and prepare my quilt of  carded moss.

I’m going to sleep, my nursemaid—lay me down;
put a lamp on the nightstand for me,
or a constellation, whichever you like—
both are fine; turn the lights down a bit.

Now leave me alone and hear the buds break …
as you’re rocked by a heavenly foot from above,
and a bird zigzags you a path

so that you can forget … Thank you. Oh, a favor:
if he calls again
tell him not to insist, for I have gone away…

Translation by Richard E. McDorman
© 2011

***

Bald geh ich schlafen….

du mit den blumenzähnen, mit dem häubchen aus tau
und händen aus kräutern, du zärtliche amme,
bereite mir das erdige, kühle leintuch
und das federbett aus zerpflücktem moos.

bald geh ich schlafen, meine amme, bette mich gut
stell mir ein lämpchen ans kopfende,
ein sternbild, irgendeins, das dir gefällt.
sie leuchten ja alle. und neig es mir ein wenig zu.

lass mich allein: ich hör das aufbrechen der knospen,
ein fuss des himmels wiegt mich leise,
und ein vogel trillert mir ein paar takte,

damit ich vergesse… danke… ach, ein auftrag noch:
falls er anruft,
sag ihm, sein drängen sei umsonst, ich sei verreist..

okladka

***
Niestety Mama nie przetłumaczyła tego ostatniego wiersza.  Dowiedziałam się tego tworząc ten wpis. Znalazłam informacje, że te tłumaczenia ukazały się w Biuletynie Kulturalnym Między Innymi (w numerze 7/8 z 1986 roku), wydawanym przez Szczecińskie Towarzystwo Kultury, a ja otrzymałam ich skany dzięki nadzwyczajnej wręcz uprzejmości pracowników Czytelni Pomorzoznawczej Książnicy Pomorskiej w Szczecinie – www.ksiaznica.szczecin.pl.
Przepisuję tu więc inny jej wiersz, też z roku 1938, potwierdzający to, co mówiła Mama, opowiadając mi o tragedii kobiety, która przestała być atrakcyjna dla mężczyzn.

wiersze

Czas bezpłodności (1938)

A najpierw cyfry ujarzały Kobietę,
i na jej łonie złożyły puzderko:
stamtąd trysnęła owa rzeka krwawa,
co świat obiega spiralą okrężną.

Znaków przedziwnych nieczytelne pismo
cieniem pokryło rzeczny brzeg, a Księżyc,
złowieszczo pośród nich zarysowany,
wyznaczał czasy przypływów tajemnych.

To on był twórcą wezbranych powodzi
i lodowatych losów, co widnieją
na ciepłych twarzach o wzroku strwożonym.

Aż raz jej łono porzuciła rzeka.
a żyzna wyspa, kwitnąca dla mężczyzn,
została pusta; i wicher się zerwał.

Tłumaczyła Irena Kuran-Bogucka

Straszne wiersze

Dawno tu nie widziana Łucja Fice przysłała wiersze. Są straszne.

OPIEKUNKI W NIEMCZECH

W prywatnych domach jak w więzieniach
Niekiedy luksusowych co atrapą gniazd w Polsce
Pieski na łańcuchu
Tygodniowa porcja Euro
Bogata w witaminy bezpieczeństwa
Opiekunki kręcą się w kółko
Czekają na wieczorne wiadomości
Telefon z Polski rozrywką

Niewidzialna ręka
Zakłada długą smycz
Wyprowadza raz dziennie na spacer
Jedna smycz na jeden kark
Krystaliczna z kranu woda
Niemiecka oszczędność
Najprzyjemniejsze są sny w bogatych budach
Opiekunki wtedy wracają do swoich domów

OSTATNIE REJONY

Za oknem jeszcze żywe krajobrazy
Babie lato i sznurki pajęczyn
Na których moi podopieczni
Zawieszają wyprane ze złudzeń myśli
Usta szepczą wiarę w jutro
A wiara giętka jak te pajęczyny

Najczęściej jesienią ludzie gnają
W ostatnie rejony
Przed dniem ostatnim są jak Łazarze
Wstydzą się swoich odbić
Ich modlitwy palą się w głowach
Zostaje tylko popiół po prośbach

NA EMIGRACJI

Czuję się jak wędrujący cygan
Od domu do domu
Z kraju do następnego kraju
Tysiące takich cyganów
Tęskniących za rodzinami
Weź w swoją opiekę
Boże! Oświeć mnie i nie odbieraj
Rozumu w chwilach słabości
Niech kwiaty z ogrodu
Przemówią do mnie ludzkim głosem
Boże! Stoję przed Tobą i proszę Cię

Zlikwiduj moje piekło

MOJE DRZEWO

Na tylnym siedzeniu samochodu
Rozsiadło się drzewo. Znam je z dzieciństwa
Co robisz w moim samochodzie??
Zasłaniasz mi widok rozłożonymi za szybą ramionami

Drzewo:
To ty mnie tu posadziłaś
Samochód to nie miejsce dla drzewa
Zobacz! Usychają mi korzenie, nie mam wody
Przesadź mnie! bo umrę

Dlaczego mi przeszkadzasz?
Nie mogę się teraz zatrzymać
Nie dyskutuj więc ze mną
Mogę spowodować wypadek

Drzewo:
Musisz mnie zaraz przesadzić
Umieram z pragnienia
Nie ważne dla mnie twoje cele
Sięgnąć muszę korzeniami w ziemię

Kocham przyrodę Lubię drzewa
Ale załatwiam swoje pilne sprawy
Zaczekaj! Dojedziemy na miejsce
Wówczas cię przesadzę

Drzewo:
Wiem! Kiedy dojedziesz do celu
Znajdziesz sobie drugi cel
Zamknę więc okno i zostanę
Zaczekam aż zwolnisz

Muszę sięgnąć korzeniami w ziemię
Poznać jej tajemnice i przekazać je niebu.

Poetry – Poezja – Poesie / Leonard Cohen

Dance me, dance me to the end of love…

I wrote about that song on the page “Gedanke des Tages / Myśl dnia”, but the rule of that page is, that the items vanish after one day; sometimes they come then on the bottom of the actual post, but it is not always like that. Leonard Cohen with that song stayed only one day. But the story hidden behind that song doesn’t vanish from my head. It is why it is coming today for good. Yeah, my Loves,  together with Auschwitz and ghetto. And it is the same theme as in the poem of Paul Celan Todesfuge. I wrote about it HERE.

“‘Dance Me to the End Of Love’ … it’s curious how songs begin because the origin of the song, every song, has a kind of grain or seed that somebody hands you or the world hands you and that’s why the process is so mysterious about writing a song. But that came from just hearing or reading or knowing that in the death camps, beside the crematoria, in certain of the death camps, a string quartet was pressed into performance while this horror was going on, those were the people whose fate was this horror also. And they would be playing classical music while their fellow prisoners were being killed and burnt. So, that music, “Dance me to your beauty with a burning violin,” meaning the beauty there of being the consummation of life, the end of this existence and of the passionate element in that consummation. But, it is the same language that we use for surrender to the beloved, so that the song — it’s not important that anybody knows the genesis of it, because if the language comes from that passionate resource, it will be able to embrace all passionate activity.” Leonard Cohen

Featuring the artwork of Matthew Schwartz.

Dance me to your beauty with a burning violin
Dance me through the panic ’til I’m gathered safely in
Lift me like an olive branch and be my homeward dove
Dance me to the end of love
Dance me to the end of love

Oh let me see your beauty when the witnesses are gone
Let me feel you moving like they do in Babylon
Show me slowly what I only know the limits of
Dance me to the end of love
Dance me to the end of love
Dance me to the wedding now, dance me on and on
Dance me very tenderly and dance me very long
We’re both of us beneath our love, we’re both of us above
Dance me to the end of love
Dance me to the end of love

Dance me to the children who are asking to be born
Dance me through the curtains that our kisses have outworn
Raise a tent of shelter now, though every thread is torn
Dance me to the end of love

Dance me to your beauty with a burning violin
Dance me through the panic till I’m gathered safely in
Touch me with your naked hand or touch me with your glove
Dance me to the end of love
Dance me to the end of love
Dance me to the end of love

***

Wtańcz mnie w swoje piękno i niech skrzypce drżą
Przez paniczny strach aż znajdę w nim bezpieczny port
Chcę oliwną być gałązką podnieś mnie i leć
Tańcz mnie po miłości kres

Wtańcz mnie w swoje piękno, póki nikt nie widzi nas
W twoich ruchach odżył chyba Babilonu czas
Pokaż wolno to, co wolno widzieć tylko mnie
Tańcz mnie po miłości kres

Odtańcz mnie do ślubu aż jeszcze, jeszcze raz
Tańcz mnie bardzo delikatnie długo, jak się da
Bądźmy ponad tą miłością pod nią bądźmy też
Tańcz mnie po miłości kres

Tańcz mnie do tych dzieci, które proszą się na świat
Przez zasłony, które noszą pocałunków ślad
Choć są zdarte lecz w ich cieniu można schronić się
Tańcz mnie po miłości kres

Wtańcz mnie w swoje piękno i niech skrzypce w ogniu drżą
Przez paniczny strach aż znajdę w nim bezpieczny port
Pieść mnie nagą dłonią albo w rękawiczce pieść
Tańcz mnie po miłości kres

 Tłumaczenie: Maciej Zembaty

***

Tanz mit mir und einer brennenden Geige zu deiner Schönheit
Tanz mit mir durch die Panik bis ich es sicher erlange
Ernte mich wie einen Olivenzweig und sei mein Täubchen heimwärts
Tanz mit mir zum Ende der Liebe
Tanz mit mir bis zum Ende der Liebe
Oh lass mich deine Schönheit sehen wenn die Zeugen gegangen sind
Lass mich deine Bewegungen fühlen wie sie es in Babylon tun
Zeig mir langsam das, wo ich nur die Grenzen kenne
Tanz mit mir zum Ende der Liebe
Tanz mit mir bis zum Ende der Liebe

Tanz mit mir jetzt zur Hochzeit, tanz die ganze Zeit
Tanz ganz zärtlich mit mir tanz sehr lange mit mir
Wir beide sind unterhalb unserer Liebe, wir beide sind oberhalb
Tanz mit mir zum Ende der Liebe
Tanz mit mir bis zum Ende der Liebe

Tanz mit mir zu den Kindern die darauf warten geboren zu werden
Tanz mit mir durch die Vorhänge die unsere Küsse abnutzten
Bau jetzt ein Schutzzelt auf, obwohl jeder Faden gerissen ist
Tanz mit mir zum Ende der Liebe

Tanz mit mir und einer brennenden Geige zu deiner Schönheit
Tanz mit mir durch die Panik bis ich es sicher erlange
Berühre mich mit deiner nackten Hand oder berühre mich mit deinem Handschuh
Tanz mit mir zum Ende der Liebe
Tanz mit mir bis zum Ende der Liebe
Tanz mit mir zum Ende der Liebe

Übersetzung

Poezja – Poesie – Poetry / Marek Grechuta

Urodził się 10 grudnia 1945 roku, zmarł 9 października 2006 roku w Krakowie. Piosenkarz, poeta, kompozytor, malarz, z wykształcenia architekt, jak twierdzi Wikipedia, interesował się także rzeźbą i filozofią. W ostatnim tygodniu nagromadziło się kilka rocznic poetyckich. Była 77 rocznica urodzin Agnieszki Osieckiej, była 92 rocznica urodzin Tadeusza Różewicza. Nie wiem dlaczego zdecydowałam jednak, że przypomnę tu Marka Grechutę, choć zarówno “Ocalałem prowadzony na śmierć” jak “Okularników” można dokładnie tak samo jak “Świecie nasz” uznać za najważniejsze teksty literackie, określające nasze pokolenie.  Wszyscy troje byli kultowymi postaciami i symbolami tej najlepszej Polski, jaką wtedy mieliśmy. Osiecka i Różewicz na pewno się tu pojawią. A dziś Marek Grechuta.

Świecie nasz

Pytać zawsze – dokąd, dokąd?
Gdzie jest prawda, ziemi sól,
Pytać zawsze – jak zagubić,
Smutek wszelki, płacz i ból

Chwytać myśli nagłe, jasne,
Szukać tam, gdzie światła biel,
W Twoich oczach dwa ogniki,
Już zwiastują, znaczą cel,

W Twoich oczach dwa ogniki,
Już zwiastują, znaczą cel.

Świecie nasz, świecie nasz,
Chcę być z Tobą w zmowie,
Z blaskiem twym, siłą twą,
Co mi dasz – odpowiedz!

Świecie nasz – daj nam,
Daj nam wreszcie zgodę,
Spokój daj – zgubę weź,
Zabierz ją, odprowadź.

Szukaj dróg gdzie jasny dźwięk,
Wśród ogni złych co budzą lęk,
Nie prowadź nas, powstrzymaj nas,
Powstrzymaj nas w pogoni…

Świecie nasz –
Daj nam wiele jasnych dni!
Świecie nasz –
Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie!
Świecie nasz –
Daj ugasić ogień zły!
Świecie nasz –
Daj nam radość, której tak szukamy!
Świecie nasz –
Daj nam płomień, stal i dźwięk!
Świecie nasz –
Daj otworzyć wszystkie ciężkie bramy!
Świecie nasz –
Daj pokonać każdy lęk!
Świecie nasz –
Daj nam radość blasku i odmiany!
Świecie nasz –
Daj nam cień wysokich traw!
Świecie nasz –
Daj zagubić się wśród drzew poszumu!
Świecie nasz –
Daj nam ciszy czarny staw!
Świecie nasz –
Daj nam siłę krzyku, śpiewu, tłumu!
Świecie nasz –
Daj nam wiele jasnych dni!
Świecie nasz –
Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie!
Świecie nasz –
Daj ugasić ogień zły!
Świecie nasz…

Świecie nasz, świecie nasz,
Chcę być z Tobą w zmowie,
Z blaskiem twym, siłą twą,
Co mi dasz – odpowiedz!

Autor tekstu i wykonawca: Marek Grechuta
Kompozytor: Jan Kanty Pawluśkiewicz

***
Und hier der Text auf Deutsch übertragen von einen berühmten DDR-Liedermacher Kurt Demmler. ANAWA und MAREK GRECHUTA erreichten zu Beginn der 70. und in Folge des Albums “Korowód” (1971) eine große Popularität in der DDR. Richtig populär wurde er, nachdem sie im Rundfunk der DDR einige ihre Lieder in deutscher Sprache neu produzierten, ua. “Dni, Ktorych Nie Znamy” / “Wichtig sind Tage, die unbekannt sind” ein Kultsong, ebenso wie “Świecie Nasz” / “Unsere Welt” zu einer Hymne avancierte, in der die Sehnsucht nach einer besseren Welt, die uns damals unbewusst beschäftigte, besungen wurde.

gehen wir dahin wo wind weht
dahin wo die zeit uns braucht
dahin wo der tau noch funkelt
suchen wir den jungen tag
nimm dein herz und nutz dein werken
und nimm dir vom glück dein teil
dahin wo noch alles möglich
da geh hin und nutze die zeit

gehen wir suchen wir den tag
suchen wir den tag der vor uns liegt
gehen wir suchen wir den tag
suchen wir den tag der vor uns liegt
gehen wir suchen wir den tag
gehen wir

hüte deine besten träume
lass dich nicht vom schein verführen
bau dein haus auf festem boden
wo ein tag dem anderen folgt
doch lass dich am tische nieder
trink den wein der wahrheit
dahin wo noch alles möglich
da geh hin und nutze die zeit

gehen wir suchen wir den tag
suchen wir den tag der vor uns liegt
gehen wir suchen wir den tag
suchen wir den tag der vor uns liegt
gehen wir suchen wir den tag
gehen wir

frage stets wohin warum
wahrheit ist der erde salz
frage immer wie vergehen
alle trauer aller schmerz
halte deine träume fest
und die liebe und das licht
deine augen spiegeln schon
zukunft voller zuversicht
deine augen spiegeln schon
zukunft voller zuversicht

unsre welt unsre welt
sie gehört auch mir
dass sie endlich blühen kann
sorg ich mit dafür

aber noch braucht es zeit
fernes zu erreichen
und es gibt noch Not und tod
elend ohnegleichen
dass das endlich anders wird
müssen wir uns mühen
und es muss die ganze welt
endlich endlich blühen

unsere welt
braucht die sonne braucht das licht
unsere welt
hat die kraft dazu die nie verlischt

unsere welt
hat nicht platz für mord und brand
unsere welt
hat den hunger noch nicht ganz verbannt

unsere welt
sei beschützt vor angst und not
unsere welt
hat für alle menschen reichlich brot

unsere welt
schließt dem feigen tür und tor
unsere welt
sei so stark wie niemals je zuvor

unsere welt
schütze liebe und das licht
unsere welt
sie soll sein voll mut und zuversicht

unsere welt
schenke morgens uns den tau
unsere welt
schenk uns nächte ruhig still und lau

unsere welt
hüte wälder auch und seen
unsere welt
sie braucht menschen die mit klaren augen sehn

unsere welt
sie braucht uns zum fortbestehn
unsere welt

unsre welt unsre welt
sie gehört auch mir
dass sie endlich blühen kann
sorg ich mit dafür

Verzeihung: Der hier aufgeführte Text entstammt keiner gedruckten Publikation, sondern wurde von jemanden von der Internetseite http://www.ostmusik.de von den Originalaufnahmen abgeschrieben.

dt. Kurt Demmler

***

English version of that song I found on the site “www.textowo.pl” without a name of translator:

Our world

Always asking – where to, where to?
Where is the truth, salt of the Earth,
Always asking, how to lose
All sadness, cry and pain.

Catch sudden, bright toughts,
Seek there, where light is white,
Two fires in your eyes
Herald, mark the goal.

Two fires in your eyes
Herald, mark the goal.

Our world, our world,
I want to deal with you,
With your shine, your strength,
What will you give me – answer me!

Our world – give us,
Finally give us permission,
Give us peace – take the bane,
Take it, escort it.

Seek for roads where bright sound,
Among evil flames which bring fear,
Don’t lead us, stop us,
Stop our chase.

Our world –
Give us many bright days!
Our world –
Give us expactation in a bright day!
Our world –
Let us put out the evil flames!
Our world –
Give us happiness which we’re seeking!
Our world –
Give us fire, steel and sound!
Our world –
Let us open every heavy gate!
Our world –
Let us defeat every fear!
Our world –
Give us happines of shine and variety!
Our world –
Give us shadow of high grass!
Our world –
Let us get lost among noise of the trees!
Our world –
Give us black lake of silence!
Our world –
Give us strength of shout, singing, crowd!
Our world –
Give us many bright days!
Our world –
Give us expectation in a bright day!
Our world –
Let us put out the evil flames!
Our world…

Our world, our world,
I want to deal with you,
With your shine, your strength,
What will you give me – answer me!

Poesie – Poezja / Meret Oppenheim

Achtung: Beitrag auf Deutsch und Polnisch – Uwaga: wpis po niemiecku i po polsku

Geboren vor Hundert Jahren, am 6. Oktober 1913, in Berlin-Charlottenburg, Künstlerin und Dichterin, eine von wichtigsten Malerinnen und Bildhauerinnen der modernen Kunst. Das Objekt ‹Le déjeuner en fourrure› aus dem Jahre 1936, dh. ‹Tasse und Teller aus Porzellan, sowie ein Löffel, alles mit einem dünnen Pelzchen überzogen›, ist nicht ihr wichtigstes Werk, aber wohl so ein, das jeder kennt. In der großen Berliner Retrospektive gibt es sie nur als Abbildung. Eigentlich Schade, oder?

futrzana filiżanka

Sie war eine emanzipierte, mutige, kreative und exzentrische Frau mit aussergewöhnlichen erotischen Ausstrahlung, die mit den wichtigsten Künstler ihrer Zeit befreundet war, Marcel Duchamps, Max Ernst, Man Ray, und von ihnen fotografiert und porträtiert wurde. Jetzt widmet ihr bis 1. Dezember Martin Gropis Bau in Berlin eine bemerkenswerte Retrospektive.

meretoppenheimMeret Oppenheim – wielka artystka, wspaniała kobieta, niezwykła osobowość. Prawdziwa kobieta wyzwolona. Malarka, rzeźbiarka i poetka. Na polskiej Wikipedii potraktowana doprawdy per noga: “Stworzyła tylko jedno znane dzieło, lecz do dziś uważane jest za spektakularne” – mowa oczywiście o futrzanym śniadaniu. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Meret_Oppenheim)

Dla artystki słowo było bowiem niezwykle ważne, włączała je w obiekty sztuki, ilustrowała ich sens dołączanym wierszem. Najsłynniejszym jej tomem poetyckim jest “Husch, husch, der schönste Vokal entleert sich”. Jej wiersze zostały zamieszczone w antologii poezji szwajcarskiej „Poszerzenie źrenic”, poezja Szwajcarii niemieckojęzycznej po 1945 roku (wybór i redakcja: Werner Morlang i Ryszard Wojnakowski, Wyd. Atut, Wrocław 2013). Niestety nie mam tej antologii w domu, a zanim ją sprowadzę z Wrocławia, trochę czasu upłynie. Tymczasem chciałam ten wpis zamieścić właśnie dziś, w setną rocznicę urodzin artystki. Jej wiersze przetłumaczyłam więc dla Was sama. Dwa fragmenty i jeden wiersz o wolności.

Von Beeren nährt man sich                           Jagodami można się pożywić,
mit dem Schuh verehrt man sich.                butem obronić.
Husch Husch, der schönste Vokal                Sio, sio,
entleert sich.                                                    najpiękniejsza zgłoska pustoszeje.

Für dich – wider dich                                    Dla ciebie – przeciw tobie
Wirf alle Steine hinter dich                           Rzuć za siebie wszystkie kamienie
Und lass die Wände los.                                I zostaw wszystkie ściany.

***
Endlich!
Die Freiheit!
Die Harpunen fliegen.

Der Regenbogen lagert in den Straßen,
Nur noch vom fernen Summen der Riesenbienen unterhöhlt.

Alle verlieren alle, das sie ach wie oft,
Vergeblich überflogen hatte.

Aber:

Genoveva:

Steif
Auf dem Kopfe stehend
Zwei Meter über der Erde
Ohne Arme.

Ihr Sohn Schmerzereich:
In ihr Haar gewickelt.

Mit den Zähnen bläst
sie ihn über sich her!

Kleine Fontäne.

Ich wiederhole: Kleine Fontäne.
(Wind und Schreie von ferne.)

1933

Nareszcie!
Wolność!
Lecą harpuny.

Tęcze nagromadzone na ulicach,
Wydrążone odległym brzęczeniem wielkich pszczół.

Wszystko stracone wszystko, choć, ach, tak często
Przelatywały nad nimi.

Ale:

Genowefa:

Sztywno
Stojąc na głowie
Dwa metry nad ziemią
Bezręka.

Jej syn PełenMęki
Zaplątany we włosy matki.

A ona wiatr zębami czyni
Okręca go wokół.

Mała fontanna.

Powtarzam: mała fontanna
(wiatr i krzyki z oddali)

1933

PS: Królowa z obciętymi rękami i syn PełenMęki to postaci z baśni Grimma Bezręka dziewczyna: http://www.grimmstories.com/pl/grimm_basnie/bezreka_dziewczyna