Stuart słucha muzyki 1

Ci z Was, którzy czytają Stuarta zauważyli zapewne, że nie tylko jego życie jest związane z muzyką, ale również sama opowieść o nim “żyje” muzyką. Autorka, Joanna Trümner, niemal każdy rozdział książki zaczyna fragmentem piosenki po angielsku i sama ten fragment tłumaczy na polski. Od dawna już miałam ochotę pozbierać te fragmenty, ułożyć z nich antologię, poszukać oryginałów na youtubie i zaprezentować koncert pod tytułem Stuart słucha muzyki. Korzystam więc z okazji, że autorka wyjechała na wakacje, i prawem adminki zajmuję jej środy. Z góry wiem, że nie zdążę przedstawić Wam wszystkiego przed jej powrotem, potem więc zajmę “puste środy” między jednym Stuartem a drugim, bo Joanna pisze tylko co drugi tydzień. A przy okazji (bo nie wiem, czy wiecie) spieszę donieść, że Stuart to taka prawdziwa gazetowa powieść w odcinkach, do której autor tworzy kolejny rozdział najczęściej na pół godziny przed deadlinem.  Tak jak Sienkiewicz pisał Potop.

Pierwszy rozdział opowieści o Stuarcie ukazał się 3 czerwca 2016 roku. Pierwszy odcinek nie miał jeszcze numeracji i nie zaczynał się od poezji śpiewanej przez najlepszych z najlepszych. Numery pojawiają się od drugiego odcinka (do zeszłego tygodnia było ich w sumie 19), muzyczne cytaty od trzeciego.

He deals the cards as a meditation.
And those he plays never suspect

Rozdanie kart to dla niego medytacja,
a ci, z którymi gra, niczego nie podejrzewają

Sting, Shape of my heart (piosenka, która w poniższym wydaniu została odsłuchana na youtubie 9.460.314 razy – 9,5 miliona!)

W Stuarcie 4 piosenka poprzedza podrozdział Rodzina, co mi przypomina, że już wtedy zaczęłam podejrzewać, iż wciągając autorkę do współpracy z blogiem, zdobywam dla nas wszystkich serial bez końca, jak, nie przymierzając, Dynastia czy Matysiakowie. Do 19 odcinka wciąż jest jeszcze tylko Stuart, ale jego przyjaciele i rodzina już się żenią, wychodzą za mąż, mają dzieci, więc niewykluczone, że zaniedługo będą już Stuartowie 🙂

Rodzina

I see a red door and I want it painted black
No colors any more, I want them to turn black
I see the girls walk by, dressed in their summer clothes
I have to turn my head until my darkness goes

Widzę czerwone drzwi i chcę, by były pomalowane na czarno
Nie chcę już więcej kolorów, niech się zamienią w czerń
Widzę na ulicach dziewczyny w letnich sukienkach
I muszę odwrócić głowę – tak długo, dopóki nie odejdzie moja ciemność

The Rolling Stones, Paint it black

To piosenka z 1966 roku (tu wykonana w 40 lat później), którą pierwszy raz świadomie usłyszałam (i przetańczyłam) na studniówce naszych o rok starszych kolegów, czyli w lutym 1966 roku. Pół wieku temu! Z naszego rocznika z każdej klasy na tę studniówkę “u starszaków” zaproszono po dwie trzy osoby, chyba najlepszych uczniów, ale nie pamiętam. Grali Niebiesko-Czarni, założony w naszej szkole zespół muzyczny. Byli już uznaną grupą, mieli za sobą nawet występy w paryskiej “Olimpii”, a wystąpili u nas, bo byli “nasi”, inaczej nie mielibyśmy szans, żeby u nas zagrali. Ich debiut miał miejsce cztery lata wcześniej, w marcu 1962 roku w legendarnym klubie studenckim „Żak” w Gdańsku. Nie byłam tam oczywiście, w 62 roku chodziłam jeszcze do podstawówki. Zaczęłam bywać w „Żaku” właśnie od tej studniówki w 1966 roku, bo mój chłopak, starszy o tę jedną klasę, był wysoki i wzbudzał posłuch, więc nikt nie kontrolował wchodzącej z nim dziewczyny.

Przebojem studniówki była jednak piosenka Niebiesko-Czarnych, że nie wrócisz, ja wiem…

Stuart 5 zaczyna się od słów piosenki Leonarda Cohena, Lawina / Avalanche

It’s like an avalanche, I feel myself go under
And the weight of it’s like hands around my neck
I never stood a chance
My heart has frozen over
And I feel like I am treading on thin ice

To jest jak lawina, czuję jak w niej tonę
A jej ciężar jest jak zaciskające się wokół mojej szyi ręce
Nigdy nie miałem szansy
moje serce powoli zamarzło
I czuję się, jakbym chodził po cienkim lodzie

Ciąg dalszy za dwa tygodnie

Ubranie i śniadanie – wpis pozbierany

civil-march-for-aleppo
Julita Bielak i Ewa Maria Slaska

Najpierw był mail od Julity, a w nim zdjęcie:

buty-i-skarpety

Była to odpowiedź Julity na podawane przez Facebooka informacje o tym, że przez kilka dni brałam udział w obywatelskim marszu dla Aleppo.

I taki podpis: Nie czapka, nie szalik, ale buty, jakie Ewa Maria założyła buty, jak nogi, jak stopy, myślałam.

Zachwyciło mnie to zdjęcie. Tak! Tak zawsze się chciałam ubierać, taka być! Nieporządna i przygotowana do maszerowania w momencie, gdy wstałam z łóżka i odgarnęłam z oczu potargane włosy. Trochę tylko szkoda, że teraz stylistka może tak wystylizować dziewczynę, która może wcale nie lubi być nieporządna i wcale nie jest, jak to określał mój były mąż, “lekka w nogach”.

Niestety ja nie wyglądałam tak stylowo. No, ale padał śnieg i wiał wiatr. Nikt z nas nie wyglądał fajnie.

jawpelerynie

1 lutego 2017. Droga do Pohorelic na Morawach. Foto Janusz Ratecki

Na zdjęciu od lewej Anka, ja, Krzysztof, z tyłu, między Anką a mną, Darwina i Jacek. Nie jestem pewna, ale może być, że dziewczyna idąca samym skrajem zdjęcia po lewej to Magda  Benbenek.  Wspaniali ludzie, i akurat, przez przypadek (?), ci o których chcę coś napisać, będę pisać przez kilka tygodni i publikować tu w soboty – bo soboty będą teraz na blogu przez jakiś czas “marszowe”.

buty-ewyWróćmy więc do pytania Julity, buty, jakie buty i skarpety?

Buty firmy St. Oliver, skórzane, ciepłe, na futerku. Dobre buty, nogi w nich nie przemakają, no, chyba że się, jak ja ostatniego dnia, wejdzie w zaspę lekkiego puszystego śniegu, taką po kolana. Ten lekki śnieg lekko wpadnie za cholewki, przemoczy skarpety i rajstopy, i na to nie ma już żadnej rady, trzeba maszerować z mokrymi nogami. Buty zwykłe, dobre, firmowe, nowe, mocne, kupione kilka tygodni wcześniej z myślą o marszu.

Skarpetki natomiast są całkowitą odwrotnością, są stare, specjalne, oryginalne i robione właśnie dla mnie.  Kilka lat temu dostaliśmy z wnukiem takie skarpetki w partner look. Były tak zachwycające, że o nich wtedy napisałam na blogu.

…na zdjęciu stópki Antosia i moje (choć – czy dorośli mają “stópki”?) w skarpetkach z zakresu… historii sztuki. Zrobiła je dla nas znajoma pani, która korzystała przy tym z włóczki niemieckiej firmy Opal, produkującej wełnę na swetry i skarpetki już w kłębkach wielokolorową, a inspiracją doboru kolorów i ich kolejności są dzieła sztuki. To co my mamy na stopach, Antoś i ja, to… obraz Van Gogha “Gwiaździsta noc”…

Reszta też została opisana w mailu do Julity:

rajstopy thermo z pobliskiego sklepu z cebulą i chlebem (wiec to jasne, że jak poszłam po jajka, to kupiłam rajstopy)
spodnie stare z lumpeksu, ostatniego dnia się podarły, wyrzuciłam w hotelu w wiedniu – szare wełniane
sweter ogromny szary wełniany z lumpeksu, się na szczęście nie podarł
kurtka stara puchowa od koleżanki – koleżanka wyrzuciła kurtkę, a kurtka wyrzucała z siebie maleńkie piórka i przyczepiała je do swetra, przez co zapewniała masę kontaktów międzyludzkich, bo wszyscy mnie skubali
peleryna przeciwwiatrowa i przeciwdeszczowa – jeszcze z trasy do santiago de compostela, zapomniana w aucie ostatniego dnia  i na odległość przekazana innej osobie, dalej wędrującej w śniegu
no i najlepsze – sukienczyna, 5 lat temu była nowa, kupiłam ja za całe 10 euro, bawełniana długa czarna z długimi rękawami prosta, nosiłam w piątek świątek i niedzielę, jako małą czarną do opery, w potrzebie jako koszulę nocną, często jako okryjbidę na wędrówki, czasem jest ręcznikiem, czasem szalikiem, czasem poduszką, podarta w 17 miejscach, ale wciąż jej używam, najlepszy zakup na świecie

No a na to Julita odpowiedziała tak zaskakująco, że już dziś nie będzie więcej o marszu, zapraszam na następne soboty, dziś będzie jeszcze tylko o ubraniach i śniadaniach;

Dziękuję, Ewo Mario.

Przyjęłam list jak wielki dar, wspaniały prezent.

Aż się prosi, aby treść listu ująć we wpis, może i Twój niedzielny, może ważny codzienny. Bo ubranie, jak śniadanie, bywa literackie: /…/Dopiero po jakimś czasie zrozumiał, że Ania nie jest ubrana jak inne dziewczęta. Przypomniał sobie, że Maryla zawsze szyła dla Ani sukienki z ciemnych materiałów i według jednego fasonu. Widząc Anię w otoczeniu koleżanek, uznał, że dziewczynka powinna mieć choć jedną ładną sukienkę. Postanowił kupić jej ubranie w podarunku na Gwiazdkę. Obawiając się, że Maryla skrytykuje jego pomysł, poszedł po pomoc do pani Linde. Małgorzata zgodziła się uszyć sukienkę dla Ani według najświeższej mody. W wigilię pani Linde zjawiła się na Zielonym Wzgórzu, przynosząc prezent dla Ani. Maryla pobłażliwym tonem stwierdziła, że sukienka jest zbytkiem, który rozbudzi próżność Ani. Parę minut później z facjatki zbiegła Ania, radosnym głosikiem życząc wszystkim wesołych świąt. Mateusz niezręcznie rozwinął z papieru sukienkę i podał ją dziewczynce. Ania wpatrywała się z prezent w uroczystym milczeniu i nagle rozpłakała się.   

Płakałam i ja.

Nabokow, który studentom kazał opisywać zawartość torebki Anny Kareniny, co jego zdaniem było kluczowe dla zrozumienia postaci.

Stare porzekadło mówi “pokaż swoją torebkę, a pokażę ci, kim jesteś”. Ta sama maksyma mogłaby śmiało tyczyć się artystów baletu, którzy przez cały dzień prób nie rozstają się ze swoim przepastnym workiem bądź torbą. “Skarby”, które w nich ukrywają, mają czasem bardzo nieoczywiste zastosowanie. – Tancerze noszą w nich m.in. różnego rodzaju taśmy, małe piłeczki do rozmasowania mięśni, rolki do pracy nad stopą, ochraniacze, ogrzewacze na kostki, wodę, plastry, igłę z nitką, żeby móc zszyć coś przy baletkach czy pointach – wylicza Sokołowska-Boulton.

Na zakończenie dołączam jeszcze znaleziony u Łukasza Szopy (szefa KODu w Berlinie), poety, wiersz o zimie i śniadaniu oraz śniadaniowe zdjęcie z marszu. Ta z kubkiem to ja. Mam na sobie wszystkie opisane powyżej elementy stroju marszowego plus kolorową torbę płócienną, też zapomnianą w samochodzie do Wiednia.

sniadanienatrawie

Krzysztof Nowak, Śniadanie na trawie 🙂

William Carlos Williams

BREAKFAST

Twenty sparrows
on

a scattered
turd:

Share and share
alike.

Rok leśmianowski 2

Polska nie uznała Leśmiana za poetę roku, mimo iż w roku 2017 przypada i rocznica urodzin, i śmierci. Obchodzimy ten rok my, jego Czytelnicy. Dziś

Julita Bielak

Poeta o poecie

Poprosiła go o spotkanie. Wybrał „Antrejkę” przy Małym Rynku. Albo „Literacką” na Mariackiej lub zupełnie inne miejsce. A może, choć każde z osobna, tkwili obok siebie – ona nad morzem, on daleko miał do gór, do morza daleko – nie spotkali się wcale.

fotos-de-saul-leiter-paris

Fotos de Saul Leiter (Paris)

– Spóźniłaś się, czy wszystko w porządku?
– Tak, przepraszam, byłam w bibliotece, nie znalazłam nic ciekawego – to osiedlowa biblioteka. Na dalszą wyprawę nie miałam czasu. Czy siły. Czy siły i czasu. Chcę napisać parę zdań o Leśmianie -„Znikomku w śliwkowym ubraniu”, na autorski blog Ewy Marii. Piszesz dobre wiersze, zachowałam nawet tamte, licealne, czy miałbyś pomysł na wpis o Leśmianie? Wiersz ulubiony? Podpowiesz, co szukać, czego szukać?
– Gdy mieliśmy swój wieczór związany z wydaniem “Nowej Kwadrygi” wspomniałem Leśmiana – z przekory pewnie, ale i zastanowienia – że pisanie złych wierszy jest grzechem. Można to jakoś rozwinąć, bo wierszy jest za dużo, złych wierszy. Nic więcej mi do głowy nie przychodzi poza oczarowaniem światem i językiem, który stworzył. Był osobny, wielki, gdy pisał, dotykał brzegiem złotej stalówki rękawa Boga.
– Po tym, co powiedziałeś, nie porwę się na omawianie twórczości Leśmiana, bo ja „brzegu złotej stalówki, nie wymyślę”. Poza tym nikt piękniej, niż on sam, o poecie nie mówi.

jasnikowski-spotkaniepolatach
Jarosław Jaśnikowski, Spotkanie po latach

Bolesław Leśmian

POETA

Zaroiło się w sadach od tęcz i zawieruch;
Z drogi! – Idzie poeta – niebieski wycieruch!
Zbój obłoczny, co z światem jest – wspak i na noże!
Baczność! – Nic się przed takim uchronić nie może!
Słońce – w cebrze, dal – w szybie, świt – w studni, a zwłaszcza
Wszelkie dziwy zza jarów – prawem snu przywłaszcza.

Rad Boga między żuki wmodlić – do zielnika,
Gdzie się z listem miłosnym sam jelonek styka!…
Świetniejąc łachmanami – tym żwawszy, im golszy –
Nie bez wróżb się uśmiecha do grabu i olszy –
I widziano w dzień biały tego obłąkańca,
Jak wierzbę sponad rzeki porywał do tańca!
A tak zgubnie porywać, mimo drwin i zniewag –
Zdoła tylko z otchłanią sprzysiężony śpiewak.
Żona jego, żegnając swój los znakiem krzyża,
Na palcach – pełna lęku do niego się zbliża.
Stoi… Nie śmie przeszkadzać… On słowa nawleka
Na sznur rytmu, a ona płochliwie narzeka
“Giniemy… Córki nasze – w nędzy i rozpaczy…
A wiadomo, że jutro nie będzie inaczej…
Wleczesz nas w nieokreślność… Spójrz – my tu pod płotem
Mrzemy z głodu bez jutra, a ty nie wiesz o tem!” –

Wie i wiedział zawczasu!… I ze łzami w gardle
Wiersz układa pokutnie – złociście – umarle –
Za pan brat ze zmorami… Treść, gdy w rytm się stacza,
Póty w nim się kołysze, aż się przeinacza.
Chętnie łowi treść, w której łzy prawdziwe płoną –
Ale kocha naprawdę tę – przeinaczoną…
I z zachłanną radością mąci mu się głowa,
Gdy ujmie niepochwytność w dwa przyległe słowa!
A słowa się po niebie włóczą i łajdaczą –
I udają, że znaczą coś więcej, niż znaczą!…

I po tym samym niebie – z tamtej ułud strony –
Znawca słowa – Bóg płynie – w poetę wpatrzony.
Widzi jego niezdolność do zarobkowania
I to, że się za snami tak pilnie ugania!
Stwierdza z zgrozą, że w chacie – nędza i zagłada –
A on w szale występnym wiersz śpiewny układa!
I Bóg, wsparty wędrownie o srebrzystą krawędź
Obłoku, co się wzburzył skrzydłami, jak łabędź –
Z łabędzia – do poety, zbłąkanego we śnie –
Uśmiecha się i pięścią grozi jednocześnie!

boleslaw-lesmian-grob-1024x600

Grób poety na Powązkach
Bolesław Leśmian
22 stycznia 1877 – 5 listopada 1937

Sara Teasdale

Andrzej Rejman

Kobieta i Poetka

84 lata temu, w niedzielę 29 stycznia 1933 roku zmarła w swoim apartamencie w Greenwich Village przy Piątej Alei w Nowym Jorku poetka Sara Teasdale. Jak się potem okazało przyczyną śmierci mogło być przedawkowanie środków nasennych.

sara-teasdale1Jak podaje dzień później The New York Times Sara Teasdale wróciła do Nowego Jorku z podróży do Anglii już chora na zapalenie płuc, a jej stan nerwowy pozostawiał wiele do życzenia. Od dawna cierpiała na chroniczną depresję, i, mimo iż w tym okresie była jedną z najbardziej znanych amerykańskich poetek, jak podają jej biografowie – nie czuła się szczęśliwa.
“Woman and Poet” – taki tytuł ma książka Williama Drake’a wydana przez Harper & Row Publishers w San Francisco w 1979 roku.
Jest to jedna z dwu ważnych biografii książkowych Sary Teasdale, uzupełniająca niejako wcześniej wydaną biografię Margaret Haley Carpenter (Sara Teasdale, A Biography, M.H.Carpenter, Pentelic Press, Norfolk, Virginia, 1960)

sara-teasdale2
Sara Teasdale miała w swojej epoce rzesze wiernych czytelników, a jej impresyjna poezja była i jest wciąż źródłem wielu inspiracji dla twórców muzyki.
Z poezją Sary Teasdale zetknąłem się w roku 2004, poszukując materiału do nowego projektu poetycko muzycznego. Zajrzałem wówczas głębiej do zasobów amerykańskiej poezji kobiecej z wczesnych lat XX wieku. Nie chciałem ograniczać się jedynie do pięknych ale i trudnych wierszy Emily Dickinson, które ze względu na esencjonalny ładunek filozoficznej treści powinny być pozostawione niejako “samymi sobie”.

W tym czasie współpracowałem z Jerzym Menelem*, tłumaczem, poetą, twórcą piosenek.
Był to poliglota, człowiek barwny, niezwykle pracowity i aktywny. Wieczorami, po powrocie z całodziennych tłumaczeń w warszawskich korporacjach, zajmował się do późna w nocy pracą twórczą, tłumacząc, śpiewając i grając, nieustannie porządkując archiwa i tworząc następne…

Dla Ewy Górskiej, utalentowanej słuchaczki jednego z warszawskich studiów piosenki przetłumaczył dwa wiersze Sary.

NASTROJE
Przekład/adaptacja: Jerzy Menel

Deszczową jestem kroplą,
Zmęczoną zniżam skroń,
Bądź dla mnie kwietną łąką,
Zieloną ziemią bądź!

Stęsknionym jestem ptakiem,
W błękitu płynę toń,
Obłokiem stań się dla mnie,
Świetlistym niebem bądź!

tak śpiewa tę piosenkę Ewa Górska (muz. Andrzej Rejman)

https://www.reverbnation.com/widget_code/html_widget/artist_1513797?widget_id=55&pwc%5Bsong_ids%5D=8628124&context_type=song

MOODS

I am the still rain falling,
Too tired for singing mirth–
Oh, be the green fields calling,
Oh, be for me the earth!

I am the brown bird pining
To leave the nest and fly–
Oh, be the fresh cloud shining,
Oh, be for me the sky!

LEPIEJ TO ZAPOMNIEĆ
Przekład/adaptacja: Jerzy Menel

Lepiej to zapomnieć, ogień zwolna też zagaśnie,
Jak odchodzi w dal więdnący kwiat,
Lepiej to zapomnieć na dobre, na zawsze,
Czas – przyjaciel nasz, z nim przybywa lat.

I gdy spyta ktoś, mów: przeszło, minęło,
Skrył to deszcz i grad –
Jak kwiat, jak ogień, nad ziemią mgła,
Odbity w śniegu ślad…

LET IT BE FORGOTTEN

Let it be forgotten, as a flower is forgotten,
Forgotten as a fire that once was singing gold,
Let it be forgotten for ever and ever,
Time is a kind friend, he will make us old.

If anyone asks, say it was forgotten
Long and long ago,
As a flower, as a fire, as a hushed footfall
In a long forgotten snow.

Sarę Teasdale tłumaczyły potem także Maria Hoffman oraz Anna Ciciszwili.

KRÓTKA CHWILA
tłum. Anna Ciciszwili

To krótka chwila i mnie już nie będzie,
Lecz w moich pieśniach przetrwa życie moje,
Jak krucha piana wzdyma się i przędzie
Z odejściem fali, która w morzu tonie.

Te dni i noce w pieśni płonąć będą,
Jasną kruchością piany napuszonej,
Żyjąc światłością zanim nie odejdą,
By wrócić w nicość, która jest ich domem.

A LITTLE WHILE

A little while when I am gone
My life will live in music after me,
As spun foam lifted and borne on
After the wave is lost in the full sea.

A while these nights and days will burn
In song with the bright frailty of foam,
Living in light before they turn
Back to the nothingness that is their home.

TAM NA KOŃCU ŚWIATA
tłum. Maria Hoffman

Opustoszałe wybrzeża świata, to nasze samotnie
Plaże bez owoców, jałowe bez kwiatów
Tam z trawami morskimi, znękanymi od wiatrów,
Tam też godzin życia odmierzanie taktów..

Nikt nie będzie nam więcej zazdrościł bogactwa
Tam na końcu świata, nie zadba o resztę
Ślady stóp ostatnie, zagubione w piaskach
Niespokojne morze, pochłonie i zetrze.

WORLD’S END

The shores of the world are ours, the solitary
Beaches that bear no fruit, nor any flowers,
Only the harsh sea-grass that the wind harries
Hours on unbroken hours.

No one will envy us these empty reaches
At the world’s end, and none will care that we
Leave our lost footprints where the sand forever
Takes the unchanging passion of the sea.


* Jerzy Menel
Studiował chemię, mechanikę, aeronautykę, potem arabistykę, iberystykę, a ponadto ekonomię, handel zagraniczny, dziennikarstwo… Przede wszystkim jednak był tłumaczem. Potrafił przekładać niezwykle skomplikowane teksty techniczne, jak i poetyckie. Mówił biegle po francusku, angielsku, hiszpańsku, niemiecku, arabsku. Tłumaczył oczywiście z tych i na te języki, ale także z portugalskiego i włoskiego. Przełożył na polski dzieła wszystkie Brassensa i niezliczone piosenki Jacques’a Brela, Edith Piaf, Serge’a Gainsbourga, Charles’ a Treneta, Borisa Viana. Ale również Boba Dylana, Leonarda Cohena, Paula Simona, Jamesa Taylora, Paolo Conte. Był też autorem przekładów wielu polskich piosenek na francuski. Odszedł 30 listopada 2006 roku w Brukseli, skąd miał właśnie wracać do Polski po Międzynarodowym Kongresie Wynalazców, na którym pracował jako tłumacz.

Nasz prywatny rok Leśmiana

PiS odmówił uznania, że Bolesław Leśmian jest godnym Bohaterem Roku. Poecie nie jest z tym chyba źle, w końcu Tuwim też nie dostał się do pisowskiego panteonu Twórców Narodowych. Widocznie są obaj gorszego sortu, uczcimy go zatem w tym roku jak najbardziej prywatnie my – obywatele gorszego sortu. Dziś rocznica urodzin poety (22 stycznia 1877 w Warszawie, zm. 5 listopada 1937). Zaczynamy zatem!

Na urodziny Leśmiana, 22. 01. 1877 Maria Szewczyk proponuje:

Bolesław Leśmian – “Szewczyk”

W mgłach daleczeje sierp księżyca,
Zatkwiony ostrzem w czub komina,
Latarnia się na palcach wspina
W mrok, gdzie już kończy się ulica.
Obłędny szewczyk – kuternoga
Szyje, wpatrzony w zmór odmęty,
Buty na miarę stopy Boga,
Co mu na imię – Nieobjęty!
Błogosławiony trud,
Z którego twórczej mocy
Powstaje taki but
Wśród takiej srebrnej nocy!

(…)

Wśród takiej srebrnej nocy!
Dałeś mi, Boże, kęs istnienia,
Co mi na całą starczy drogę –
Przebacz, że wpośród nędzy cienia
Nic ci, prócz butów, dać nie mogę.
W szyciu nic nie ma, oprócz szycia,
Więc szyjmy, póki starczy siły!
W życiu nic nie ma, oprócz życia,
Więc żyjmy aż po kres mogiły!


Tadeusz Makowski (1882-1932), Szewc 1930, Muzeum Narodowe w Warszawie

Reblog: Pory roku /Jahreszeiten

Aga Koch

Gedichte & Bilder | Poezja & fotografia

Pełnia lata

myślom pozwolić odpłynąć
obłoki zwiewne na nieba jasnego błękicie
musnąć bezwiednie wzrokiem
wziąć do ręki
kalejdoskop pasteli
spojrzeniem zdradzającym
liczne szczegóły całego dnia gości na plaży
tak! Światło to sztukmistrz!
i to w swych największch rolach
całego roku
czas – bezczas
jakby zastygł w bursztynie
po którym pozostaje wspomnienie dobre
i tęskonta zimą
a powietrze rozległe pachnie
(zmieniają się tylko niuanse)
raz wiatrem, raz jabłek leżących pod drzewem winną słodyczą
czy trawą i lasem?
delikatnie obwiewa ciepłem słońca policzek
potem dłoń

zamknij oczy…
szum wód orzeźwiających
i cisza nocy gwieździstej
dawno juz zapomniana

i pokój duszy
– błogosławiony czas lata

Der Hochsommer

Gedanken gehen lassen
leichte Wölkchen am hellblauen Himmel
ungewollt mit einem Blick berührten
einen Kaleidoskop der Pastellfarben in die Hand nehmen
der mit seiner Perspektive
die vielen Einzelheiten eines Tages der Strandgäste verrät
ja! Das Licht ist der Meister!
und das in seinen größten Rollen
des ganzen Jahres
die Zeit – die zeitlose
wie in einem Bernstein erstarrt
von der eine gute Erinnerung bleibt
und die Sehnsucht im Winter
die Luft riecht weitläufig
(nur Nuancen ändern sich)
mal nach dem Wind,
mal nach Äpfeln, die unterm Baum liegen, nach ihrer Wein-Süße
oder auch nach dem Grass und Wäldern?
ganz sanft umweht sie mit der Wärme der Sonne
die Wangen, dann auch die Hand

schließe die Augen…
Geräusche erfrischender Gewässer
und die Stille der Sternennacht
der längst vergessenen

und der Frieden der Seele
– die gesegnete Zeit des Sommers!

Tyle jesieni w ogrodzie
tyle złota
stoi i zadziwia
i przenika

zawisło na gałęziach
jak firanki czy koronki
lub drżące talarki
które mrugają zwiewne

tyle złota
spoczywa
dywanem kosztownym
ziemię przykrywa

aż ciepło do serca przypływa
– bogactwo niczyje
a wierne

Es ist so viel Herbst im Garten
so viel Gold
es steht und bringt zum Staunen
und dringt durch

an Ästen hängengeblieben
wie Spitzen oder Gardinen
oder auch kleine Taler, die vibrieren
und luftig zwinkern

so viel Gold
ruht hier
und bedeckt die Erde
wie ein kostbarer Teppich

und den Herzen Wärme bringt
– ein Reichtum, was keinem gehört
treu für immer

Pan Przymrozek

chodzi po dachach
czasami stąpa po trawnikach
najchętniej nocą
przed jasnym promieniem dnia ucieka
jeszcze tylko niepostrzeżenie
listki w koronki zaczaruje…
ciszą otulony
w lekkich tonach bieli
aksamitny
słychać jego oddech

Herr Frost der Sanfte

wandert auf Dächern
Rasen durchstreift er manchmal
und das am liebsten nachts
er flüchtet vor hellen Strahlen des Tages
nur noch verzaubert er unauffällig
Blättchen in Spitzen…
in Stille geborgen
in leichten Weiß-Tönen
samtig
hört sich sein Atem an

Zapełniło się w ogródku
nawet ciasno tu trochę

cała paleta zieleni
tylko wziąć pędzel –

jest też biel
i błękit
i rdza dachów pomiędzy

i ta wiosna!

Voll ist es im Garten geworden
eng sogar ein bisschen

eine ganze Palette an Grün-Tönen
einen Pinsel möchte man nehmen –

es gibt auch Weiß
und Hellblau
und die Rostfarbe der Dächer zwischen

und den Frühling!

Wiersze na święta i na życie (kobiece)

Teresa Gęsiarz

W tę noc…

Kiedy zalśnią srebrną poświatą
gwiazdy zbłąkane na nieboskłonie.
Kiedy anielski śpiew się rozniesie.
Złączą się dłonie.

Ta noc niezwykła, cudem pachnąca,
serce z rozumem zdoła pogodzić.
Wspólną rozmową, w oczekiwaniu
na Cud Narodzin.

W zaciszu domostw, przy wspólnym stole,
Biały Opłatek miłością się mieni,
w rytmie kolędy “Wśród nocnej ciszy”,
czas się Nim podzielić.

Popatrzcie sobie głęboko w oczy,
niech w słowach dźwięczą radości nuty.
Kawałek serca oddajcie w życzeniach,
bez cienia obłudy.

I choć daleko od Was, od rodziny,
to jestem blisko, całym swoim sercem,
i myślami tuż przy Waszym stole.
Tam, gdzie wolne miejsce…

17.12.2016

teresa-obrazek

a kiedy noc…

zamykam dzień
w pustych ramionach wyziębienia

zimowe słońce
ostatnie promienie zabiera
z bezradnych nadgarstków
już noc zagląda przez okno
strasząc
kolejną bezsennością

tylko srebrny księżyc
puszcza do mnie oczko
obiecując swoje towarzystwo
dopóki świt
nie przegoni cieni

mojej samotności

16.12.2016

Magia…

Podzielę się z tobą marzeniami
o smaku bezsennych tęsknot,
co nocą błądzą po smutku ścianach,
cicho szepcząc…

Podzielę się z tobą kroplami duszy,
lśniącymi na rzęsach szklanym szczęściem.
W źrenicach malują krajobraz z nami…
Więc jesteś…

Podzielę się z tobą kolorem miłości.
Czerwienią na ustach drżącą czekaniem.
Uspokój ją miły magią pocałunku,
to zostanie…

16.12.2016

Zimowa zazdrość…

W mroźne
niewyspane noce,
sny zabłądziły gdzieś zimą.

A ja
zazdroszczę drzewom,

bezlistnym snem śpiącym,
przykrytym śnieżną pierzyną…

13.12.2016

zbyt daleko…

w pustej przestrzeni
gdzieś między sercem
a duszą
zabrakło miejsca na sny

znów noc
szyderczym śmiechem mnie dogania
rozlewam się smutkiem
jak niewypowiedziane łzy

układam szept na ustach
kołysząc oddechem
zmęczone powieki

przepływam
przez palce ciemności

snem bez snu

zbyt dalekim…

12.12.2016

kwarantanna…

nie próbuj mnie zrozumieć
gdy rozsypana po brzegi
puszczam twoją dłoń
by zniknąć na chwilę
w obłokach
roztargnionych myśli

nie próbuj mnie zatrzymać
gdy chowam się w ciemności
szukając
rozdartych bezsennością snów
by wypełnić źrenice
wspomnieniem światła

nie pytaj o nic
gdy omijam w milczeniu
pogubione słowa
by pozwolić
rozpłakanym kartkom
wyschnąć

szukam siebie
samotnością

poczekaj….

10.12.2016

destrukcja…

dotykam dłońmi dna
druzgocząc duszę
demonicznymi domysłami
drwiącego dualizmu
depcząc dni
dławiącą dominacją
depresji

10.12.2016

bez znieczulenia…

w pustej przestrzeni
między rzeczywistością
a marzeniami
rozlały się chwile
wyrwane z uścisku losu

skrępowana cisza
krzykiem odmówiła grzechom
przebaczenia
rozcinając niebo
skargą łez

przez niedomknięte drzwi
ostrych słów
spłoszone sny
zerwały się do lotu jak ćmy
by spłonąć
w ogniu niestabilności

wypełniona po brzegi
wypłowiałą siłą
rozbijam się o życie

bez znieczulenia…

05.12.2016

obce powieki…

rozplątuję mokre rzęsy
na brzegu rozmytych spojrzeń
co toną w metaforach
rozlanych myśli

czas
niespokojnym strumieniem
obudził męczący lęk
otwierając
wczorajsze blizny

tak trudno oddychać
gdy oczom

obce powieki…

04.12.2016


Teresa jest wrocławianką,  mieszka w Wielkopolsce. Od 15 lat mieszka również i pracuje w Niemczech, teraz – w Berlinie. Pisze wiersze i maluje.

Nie czas na wpisy

W związku z tragedią w Berlinie, ofiarami, osobami które zginęły i rannymi –
w dniu 19 grudnia 2016 roku chciałbym połączyć się w bólu z ich rodzinami, ze wszystkimi berlińczykami.
Niezależnie od przyczyn tej tragedii – trzeba powiedzieć raz jeszcze i powtarzać nieskończoną ilość razy – że najważniejszą rzeczą, jakiej świat dziś potrzebuje, to pojednanie ludzi i narodów. Tylko usilna, codzienna, konsekwentna praca dla wzajemnego zrozumienia ludzi doprowadzi nas do spokoju i pokoju.

Andrzej Rejman

po_zachodzie_panorama_1bw

Nie będzie więc nic aktualnego, świątecznego, ani politycznego.
Wszelkie te aktualności staną się i tak niebawem nieaktualne.
Miał być zresztą inny tekst, ale on też nie był zbyt aktualny, niestety.
Ale może będzie następnym razem.
Teraz zaś wypadła ze starego zeszytu lektur pożółkła bibułka zapisana
pismem maszynowym.
Czytam wiersz, nie podpisany nazwiskiem autora.
Możliwe, że autorką jest Salina Baniewicz, matka Powstańca, której inne teksty pisane na maszynie na podobnym papierze kopiowym znajdują się w moich zbiorach i które już publikowałem na tym blogu.
Na końcu data – 11 września 1951 roku.
(Potem uświadamiam sobie, że to dokładnie 50 lat przed zamachami na WTC)

wiersz_z_1951_roku

Przywarłam do kamienia, polnego kamienia,
Zimnego głazu nawet w upał letni
“Wsącz ból mojej duszy, ochłódź me cierpienie”
Lecz milczy kamień okrutny

Przywarłam do trawki, trawki zielonej,
“Boża ty trawko, zapachem macierzanki,
Świeżością barwy ukoj moje serce”,
Zdejm przygniatające duszę brzemię,
Które mi mroczy świat”.

Lecz trawka nie słucha.
Zapatrzona w niebo,
Miłości pełna sprowadza na ziemię
Ten lazur w niezapominajki kwiat.

Przywarłam do piasku, do piasku morskiego,
“O falo morska, ucisz mą tęsknotę”
Fala nadbiega, otacza ramieniem,
Szumem swej pieśni jak dziecię kołysze
Szepcze do ucha – wszystko – marność świata
Przemija i znika, a spokój – w wieczności,
Wieczność obdarzy błogim zapomnieniem,
Spotkamy się znów gdzieś… kiedyś…
Czy słyszę?

po_zachodzie_2bw

Jestem martwa, nie martw się

Łucja Fice

Tęsknię za tobą

Skurczył się mój świat do piwnicznej izby
W niej wlecze się mój cień
Lęki strzelają w górę
Odmawiam modlitwę z prośbą o sen
W którym przyjdziesz do mnie i ujmiesz mnie za rękę
Pragnę wyrwać cię z gorsetu nocy
Ocal moje marzenie
Czy jeszcze zdążysz poprosić mnie do tańca
Zanim stanę u wylotu tunelu

***
otwieram okno po co
i tak widzę dunaj zza szyby
otwieram siebie skrzydła opadają
nieświeże myśli niewyspane głodne
patrzę na zamek po drugiej stronie rzeki może to klasztor
w głowie dzwonią klucze do domu
dunaj jak kroplówka zasili ocean smutkiem

Śmierć, lęk, piekło i niebo

Śmierć jest dla mnie po prostu inną formą bytności życia. Przedłużenie świadomości. Jestem naczyniem. Mózg to rodzaj interfejsu. Jestem zarazem kamerą i odbiornikiem telewizyjnym. Kamera koduje obraz i dźwięk, telewizor odkodowuje ten przekaz. Muszę pamiętać, że jeśli wyłączam telewizor, program nadal leci, chociaż ja się od niego odłączyłam. Myślę, że ze świadomością jest tak samo. Ciało jest jak stara kurtka, którą odkłada się na bok. Lęk, strach z głową hybrydy szaleje we mnie, ale przypomina i kaca, jest pozostałością po niższych zwierzęcych formach życia. Tkwię jednocześnie w dwóch światach. W tym, z którego się wyłoniłam i w tym, do którego zmierzam. Oto najgłębszy sens słowa „ludzki”. Jestem ogniwem, mostem, obietnicą. To we mnie proces życia przebiegać będzie aż do spełnienia. Ciąży na mnie ogromna odpowiedzialność, a jej powaga budzi lęk. Wiem, że jeżeli nie rzucę się naprzód, jeśli nie zrealizuję mojej potencjalnej istoty, to cofnę się, zgasnę. Noszę w sobie NIEBO i PIEKŁO. Jestem kosmogenicznym budowniczym. Mam wybór, a moim terenem działania jest cały Wszechświat. Czasem to przerażająca perspektywa. Byłoby lepiej z myślą, że PIEKŁO jest gdzieś w dole, a NIEBO na górze – ale we mnie samej?! Jestem opiekunką ludzi starych i chorych, wiem, czego ludzie żałują przed śmiercią – że tak ciężko pracowali, że nie próbowali być szczęśliwi, że tkwili w problemach i łzach, że żyli w toksycznych związkach. Dlatego, by zaakceptować PRAWDĘ, korzystam z wolności myślenia. Nie pozwalam, by umysł dał się schwytać w pułapki religii i nauki. Religia i nauka to proste formy do kontroli mojego umysłu. To ja tak myślę, każdy może mieć inne zdanie na ten temat, bo każdy ma prawo do korzystania z tej wolności.

Teoria snów

„Przyjrzyj się swoim snom, a zrozumiesz kim jesteś”.

Gdy śnią się sny, dorastamy duchowo. Nie każdy to wie. Nie każdy pamięta swoje sny, nie każdy więc może je zinterpretować. Ale czasem jest inaczej. Żyjemy w obłędnym kole egzystencji, nie zwracamy uwagi na sny. Dopiero, gdy w snach coś się dzieje, mają „fabułę”, powtarzają się, dopiero wówczas się „budzimy”, zauważamy. Tak było ze mną. Powracające sny obudziły mnie i zaprowadziły na nową duchową ścieżkę. Poczułam się, jakby ktoś zasiał we mnie ziarno innego postrzegania rzeczywistości. Znalazłam je w mitach. Objął mnie aborygeński Czas Snu, ludzie z plemienia Senojów wnieśli swoje symbole, ale znalazłam je też w chrześcijaństwie i u szamanów, w mandalach Tybetańczyków… Zobaczyłam dziedzictwo, które pozostawili nam przodkowie. Uwierzyłam w istnienie „ducha świata”. Tam szukałam mądrości i spokoju.

I tam je znalazłam.

14 sierpnia zmarł mój mąż.

Po dwóch tygodniach od jego śmierci doświadczyłam „czegoś nie z tego świata”, a to utwierdziło mnie w przekonaniu, iż życie w innej formie trwa nadal. To już nie wiara – to pewność, moja pewność, której nikomu nie narzucam. Wiem, że mąż jest w innym wymiarze, w jakimś innym czasie. Nie ma w nim przed ani po, jest poza czasem, a to wymiar, jakiego nie znam. Śmierć oznacza więc nie tylko, że ciało gaśnie, ale też, że świadomość przenosi się w transcendencję. Dzieje się coś i to coś przepływa do innej rzeczywistości.. Przyszłość to jest to, co nas czeka, przeszłość już nie istnieje, jest tylko chwila obecna, która przekształca przyszłość w przeszłość. Nie ma TERAZ, bo trwa tak krótko.

List do męża z Passau

Kochany!

Chcę Ci opowiedzieć, jak pięknie jest czekać. Trzymać w dłoni jabłko całe dla ciebie i byś jeszcze raz mógł ze mną zgrzeszyć. Myślę teraz o DOMU, który tak daleki i ta odległość między nami. Ktoś zapalił już wszystkie światła. Dunaj się pali. W wartkiej wodzie odbija się Passau i moja tęsknota, a obok na parapecie rośnie sterta myśli i nadpalonych papierosów. Chcę, żebyś tu przyszedł i mnie stąd zabrał. Chcę kłamać, że jeszcze będę szczęśliwa. Słońce zaszło czerwonym arbuzem. Pestki snu wpadły do oczu. Ciepło, gorąco, duszno. Dzisiaj nawet ptakom nie chciało się latać. Psy sąsiadów płaczą, nie mogę biegać po deptaku wieczorem. Spokój smakuje miętą, lecz tęsknota nie ma smaku. Czuję tylko głód powrotu. DOM. Na słowo DOM serce mi staje z zamętu i strachu. Kiedy pójdę spać i zamknę oczy, znów Cię zobaczę i znów będę tam, gdzie moje miejsce. Dobranoc. Twoja żona. No cóż tylko żona, Luśka.

Moje powtarzające się sny

Budzi mnie głośny skowyt, jakby jakiś olbrzym w trakcie orgazmu miał za chwilę wtargnąć do mojego pokoju. Siadam przerażona. Olbrzym ma rozregulowane struny głosowe. Nadsłuchuję. Słyszę jego głos, coraz to ostrzejszy. Huraganowy wydech, który czuję plecami. Teraz głos brzmi jak przerdzewiałe organy na ostatniej mszy. Boję się spojrzeć w okno, bo stamtąd dochodzi ten głos. Pękają szyby i woda wlewa się do pokoju. To tsunami, koniec świata, apokalipsa.

***
Jeszcze tylko kilka lat I znów będziemy razem
Dzisiaj jak aktor i aktorka odgrywamy samych siebie
Tragikomedia Trochę śmiechu trochę tańca Trochę łez
Jesteś śmieszny w tym krawacie Czy o tym wiesz
Ten garnitur Nowe buty
Głowa zawrócona w dal
Znów bijemy się słowami
Będzie słychać śmiech na Sali
Po Sylwestrze znów się rozejdziemy na tysiące kilometrów
W telefony zasłuchani

***

Ludzie przychodzą
Ludzie odchodzą
Zaglądam później do skorowidza nazwisk
Tylko serca znają prawdę
Że życie trwa bez końca
A każdy kogo spotykamy na zawsze żyje w nas

Często zastanawiam się, kto kieruje moją ręką, gdy piszę lub wymawiam słowa, których znaczenia do końca nie jestem świadoma, ponieważ nie zdaję sobie sprawy, jaki jest ich prawdziwy cel i prawdziwe przesłanie. Dlatego ważne jest wszystko, każda zapomniana kartka w szufladzie, każdy przedmiot zagubiony w zakamarkach pamięci. Dla was kartka jest tylko kartką, wiatr jedynie wiatrem, ale dla mnie, dla ciebie, to doświadczenie jest najpiękniejszym przesłaniem z innego wymiaru istnienia. Przychodzą takie chwile i nimi się dzielę.

***

Odbierz mnie zanim stanie się ciemno
Przyjdź po mnie nim zbudzi się dzień
Daj Bogu świeczkę a mnie weź za rękę
I zapytaj czy po śmierci żyć będziemy
A ja odpowiem Skąd wiesz czy jeszcze żyjemy?
Może stać się, że się już nie pojawię Tak może się stać
Okaże się że nic się nie zmieni a ty będziesz beze mnie trwać
Nic się nie zdarzy tylko cisza przeleci przez twoją głowę
Wrócę do domu
Usiądę na ulubionym miejscu i przemyślać będę
Czy warto było opuszczać dom i ciebie
Czy byłoby lepiej spędzać czas razem
Pewnego dnia nie zjawię się wcale
I nic się nie wydarzy nie zmieni nic
Oprócz pustki w głowie

Jestem martwa, nie martw się

Sny.
Utkane z dnia i kolorów twojego cienia
Z nich uczę się z nich jak kochać to, czego kochać się nie da
Jak estetycznie i elastycznie położyć się do trumny
Krawiec zszywa to co pozornie niemożliwe
Igła wbija się w brzuch
Z którego wydobywa się ciekłe wnętrze
Ostatnie okruchy materii

Jestem już martwa od PRAWDY wyłuskanej na wierzch
Nie martw się że pozostaniesz tylko słowem na moim języku
Językiem ciała na migi Genetyczną plamką w mojej źrenicy
Dławiącym śmiechem co przeleje się miękko przez kark
Kraterem w żyłach co wybuchnie wyskrobaną prawdą
Że też byłeś grzechem tkanek przemęczonych jawą