Dziewczynka na kuli

Teresa Rudolf

Przebudzenie

Wysoko, od lat,
odważnie na linie,
tańczyła w cyrku
dziewczyna z obrazu Picassa
(ta sama, stojąca na kuli).

Tańczyła do muzyki
z szumu wiatru,
gwizdu ptaków
i wszystkiego, co było
na świecie w nutach zapisane…

A było w tym cyrku
tylko jedno miejsce,
dla jedynego gościa.
dla Niego,
gdyż był całym światem.

A ona tańczyła
jak mogła najpiękniej na świecie,
tylko dla Niego,
dniami, nocami, latami.
a on mówił “dziękuję”.

Gdy któregoś dnia
wyszła znów na linę
przestały śpiewac ptaki,
wiatr rozhulał się szalony,
a muzyka zamknęła się w ciszy.

I przebudziła się, spojrzawszy w dół,
zobaczyła Go,
gdy patrzył przed siebie,
nie patrząc na nią,
na nią samobójczynię.

Stanęła znów na kuli
wchodząc w obraz nieruchomo
z wzrokiem wbitym w dal,
a on powiedział
jak zwykle “dziekuję”.

A ona liczyła…

A ona liczyła przed snem barany:
raz, wyskoczył piękny, bielutki,
dwa, ten był ciut mniejszy,
trzy, jakiś taki łaciaty,

cztery, pięć, wyskoczyły dwa klony,
białe głowy, czarna reszta, małe,
sześć, siedem, osiem, czarne,
dziewięć, ach to ten pierwszy,

dziesięć, to chyba nie baran,
raczej owca, coś mi się miesza,
liczę od początku, raz, dwa  trzy,
cztery pìęć, sześć, całe stado,

siedem, osiem, dziewięć, cudnie,
robi mi się błogo, super, super,
dziesięć, co to, nagle wpada pies,
jeden pies, drugi, trzeci, czwarty…

Urodziny Baśki R.

Czas, patrzy,
patrzy na nas z góry,
kręci swoją tarczą
ciągle w jedną stronę,

a my siedząc na niej
dziergamy wzorki,
jak ktoś chce i jak umie,
dziergamy,

każdy z nas,

swój własny i niepowtarzalny
“pulowerek życia”…
czasem szary,
a czasem kolorowy,

na jaką włóczkę
popadnie.

***
Uwaga: Wszystkie wpisy Teresy Rudolf są jej autorską kompozycją, co oznacza, że jest ona nie tylko autorką wierszy, ale dokonała też wyboru muzyki i filmów wideo lub zdjęć, które towarzyszą jej poezji i ją uzupełniają.

Don Quijote überall

Don Kichot begleitet mich überall. Ich gehe in die U-bahn Station und was sehe ich dort – ein Konzert, der heute statt findet. Und ich kann nicht hin, bin schon verplant… Vielleicht wird aber eine(r) von Euch gehen können und mir / uns demnächst darüber berichten?

Gautier Capuçon
Berlin, Konzerthaus
Konzerthausorchester Berlin
Pablo González Dirigent
Gautier Capuçon Violoncello

Amalia Arnoldt Viola

Richard Strauss, „Don Quixote“ – Phantastische Variationen über ein ritterliches Thema op. 35

Zur Stimme von Miguel de Cervantes’ tragikomischem „Ritter von der traurigen Gestalt“ wird das vom französischen Star-Cellisten Gautier Capuçon gespielte Solo-Cello, das Richard Strauss in seinem „Don Quixote“ durch diverse halluzinierte Abenteuer schickt.

Karten vom 25 bis 66 €.


In Wikipedia findet man viel darüber, mehr als ich je erwartet hätte:

Don Quixote, Phantastische Variationen über ein Thema ritterlichen Charakters op. 35, ist eine Tondichtung von Richard Strauss für Solocello, Solobratsche und großes Orchester. Sie basiert auf dem Roman Don Quijote de la Mancha des spanischen Autors Miguel de Cervantes. Sie ist in Form einer Sinfonia concertante komponiert, mit einem Solocello, das die Figur des Don Quijote repräsentiert, sowie Bratschen-, Tenortuben- und Bassklarinetten-Solisten, die Sancho Pansa darstellen.

Strauss komponierte das Werk 1897 in München.

Die Uraufführung fand am 8. März 1898 im Kölner Gürzenich statt. Es dirigierte Franz Wüllner.

Die Partitur enthält ursprünglich kein Programm, doch hat der Komponist zu den einzelnen Abschnitten des Werks nachträglich kurze programmatische Erläuterungen zum besseren Verständnis verfasst.

Die zweite Variation schildert eine Episode, in der Don Quijote einer Schafherde begegnet und sie für eine herannahende Armee hält. Strauss setzt dissonantes Flatterzungenspiel ein, um das Blöken der Schafe nachzuahmen. Dies ist eines der ersten Vorkommen dieser Spieltechnik.

Instrumentation

Das Werk ist wie folgt besetzt: Piccoloflöte, 2 Flöten, 2 Oboen, Englischhorn, 2 Klarinetten in B (2. auch in Es), Bassklarinette, 3 Fagotte, Kontrafagott, 6 Hörner in F, 3 Trompeten in D, 3 Posaunen, Tenortuba (Euphonium) in B, Basstuba, Pauken, Triangel, große Trommel, Becken, kleine Trommel, Tamburin, Windmaschine, Harfe und Streicher.

Sätze

  1. Introduktion: Mäßiges Zeitmaß – Don Quichotte verliert über der Lektüre der Ritterromane seinen Verstand und beschließt, selbst fahrender Ritter zu werden
  2. Thema. Mäßig – Don Quichotte, der Ritter von der traurigen Gestalt
  3. Maggiore – Sancho Pansa
  4. Variation I: Gemächlich – Abenteuer an den Windmühlen
  5. Variation II: Kriegerisch – Der siegreiche Kampf gegen das Heer des großen Kaisers Alifanfaron
  6. Variation III: Mäßiges Zeitmaß – Gespräch zwischen Ritter und Knappen
  7. Variation IV: Etwas breiter – Unglückliches Abenteuer mit einer Prozession von Büßern
  8. Variation V: Sehr langsam – Die Waffenwache
  9. Variation VI: Schnell – Begegnung mit Dulzinea
  10. Variation VII: Ein wenig ruhiger als vorher – Der Ritt durch die Luft
  11. Variation VIII: Gemächlich – Die unglückliche Fahrt auf dem venezianischen Nachen
  12. Variation IX: Schnell und stürmisch – Kampf gegen vermeintliche Zauberer
  13. Variation X: Viel breiter – Zweikampf mit dem Ritter vom blanken Mond
  14. Finale: Sehr ruhig – Wieder zur Besinnung gekommen

An Cello Mischa Maisky, conductor Wolfgang Sawallisch. Man muss sagen bei diesem Konzert sieht der Cellist eigentlich genau so, wie man sich Don Quijote vorstellt.

Schönen Tag für euch alle – mit wunderbarer Musik!

Z poezją w sprawie godności

Teresa Rudolf

Sen

Jakoś tak sobie pogrywa ze mną…
Spuszcza tiulową firankę na oczy
głaszcze po nich, porywa,
kamienieje do rana,

lub pomachuje mi tym tiulem,
łaskocze, rozdrażnia, odpływa
by znów obudzić, złośliwie
daje znać, że nie odpuści,

podle pokazuje mi miejsce
w szeregu, że nie da się
bez niego, że będzie nękał
tak długo, aż nie zasnę…

I pokażę zmęczoną twarz
mówiąc, że zrobię wszystko,
i nie poddam się tej władzy,
zwanej bezsennoscią.

Człowiek powinien…

To co człowiek powinien,
to czekać się nauczyć,
by rozumieć, co nie jest do
zrozumienia.

Czuć, co nie do wyczucia,
kiedy powinno się czuć,
wybaczać, choć co tak
dokładnie, nie wiadomo…

Powinien być otwartym, gdy
zamknięte wszystkie drzwi,
być zamkniętym, żeby
nie musieć nikogo wyrzucać…

Powinien odchodzić, bo
tak lepiej, zostawać, bo
łatwiej, mieć wyczucie,
że tak przecież nie można…

Powinien, powinien,
powinien się

zamknąć,
kiedy mówi, otworzyć
kiedy ma milczeć…

Chyba, że wreszcie powie
sobie cicho “nie”, a potem
światu głośno, z uśmiechem
“NIE”!

Bo to właśnie powinien…

Godność człowieka na co dzień

Wewnętrzne wyprostowanie,
z wewnętrznie podniesioną głową,
wewnętrzne trzymanie się w karbach
by samemu ze sobą porozmawiać.

Porozmawiać o tym, jak powinno się
na zewnętrz pokazać nie pokazując
niczego, żadnego bólu, słabości,
nałogów, cierpienia, oczekiwań.

Nie obarczać nikogo sobą, nie pokazywać,
jak bardzo chciałoby się pokazać,
to, co niegodne pokazywania,
a co powinno pozostać w człowieku…

***
Uwaga: Wszystkie wpisy Teresy Rudolf są jej autorską kompozycją, co oznacza, że jest ona nie tylko autorką wierszy, ale dokonała też wyboru muzyki i filmów wideo lub zdjęć, które towarzyszą jej poezji i ją uzupełniają.

Muzyka cenniejsza niż złoto

Lech Milewski

Zacznijmy od złota

W Muzeum Australijskiej Demokracji w odległym 120 km od Melbourne Ballarat znajduje się replika złotego nugatu znalezionego w tej okolicy w 1858 roku.

68.98 kg czystego złota.
Rok 1858, to już ósmy rok gorączki złota w okolicach Ballarat. Amatorów kopiących dołki przy użyciu łopat i kilofów zastąpiły zespoły wyposażone w mechaniczne koparki. Nugat został wydobyty przez 22-osobowy zespół górników przybyłych tu z Kornwalii.
Oczywiście przybyli nie wszyscy naraz.
Prawdę mówiąc, to akurat zrobili sobie przerwę na lunch, pozostawiając w tunelu wynajętego pracownika. Ten znalazł nugat i z wrażenia zemdlał. Gdy koledzy wrócili do pracy, zauważyli leżące w tunelu ciało. Pospieszyli na pomoc. Pierwszy z nich, gdy zauważył powód zasłabnięcia, również zemdlał. Jak to dobrze, że zespół liczył aż 22 osoby – któraś z nich nie zemdlała.

Nugat kupiła firma Wittkowski Brothers (Julius, Isidor, Joseph) za £10,500, co przewyższało jego rzeczywistą wartość. Przez kilka miesięcy nugat był prezentowany na wystawach, ostatecznie kupiła go za £9,350 królewska mennica w Londynie i przetopiła na złote suwereny.
Na marginesie wspomnę, że jest to drugi co do wielkości złoty nugat. Największy, 72,02 kg, został znaleziony 10 lat później w tych samych okolicach.

Bryła złota w Muzeum Demokracji, czy to nie dziwne zestawienie?
Właściwie dlaczego dziwne? Przecież wiadomo, że demokracja to bardzo nieefektywny i kosztowny system. Gdyby tak każdy demokrata wnosił do systemu bryłę złota, to może wreszcie przedsięwzięcie zakończyłoby się sukcesem.

Australijska demokracja miała swój początek na złotodajnych polach Ballarat. W 1854 roku rząd obciążył poszukiwaczy złota wysokimi podatkami. Wybuchło powstanie, które zostało szybko stłumione przez wojsko i policję. Sprawa jednak trafiła do sądu, a ten przyznał rację poszukiwaczom złota – polecam nieco obszerniejszą relację umieszczoną na tym blogu prawie dwa lata temu – KLIK.

68.98 kg złota. To 2,217 uncji czyli według dzisiejszych cen $2,866,181.
Phi, to wcale nie tak wiele. Prywatny kanał telewizyjny podpisał 6-letni kontrakt na prawo transmisji rozgrywanego właśnie w Melbourne turnieju tenisowego Australian Open. Cena $300 milionów.

Oglądanie tenisa mnie nudzi, przejdę zatem do muzyki.

Organy złotodajnych pól.
Jakaż w tym logika i konsekwencja: złoto -> bogactwo -> grzech -> religia.
Religia, i to nie jedna. W Australii konkurowały ze sobą anglikanizm, katolicyzm i różne odmiany protestantyzmu. A zatem w miasteczku budowano trzy kościoły. Przynajmniej w jednym z nich instalowano organy.

Festiwal organizowany jest już od 24 lat. Mam ogromną pretensję do google’a, że obserwując moje wędrówki po internecie, dopiero rok temu powiadomiło mnie o tej imprezie.

Podobnie jak w zeszłym roku pojechaliśmy do Ballarat na pierwsze trzy dni festiwalu.

Koncert inauguracyjny w katedrze św. Patryka.

W tym roku była to Pasja wg św Jana, kompozytor Arvo Part. Fragment TUTAJ.
Witający gości biskup Ballarat, gospodarz katedry, zwrócił uwagę, że tegoroczne koncerty w katedrze są odbiciem Wielkanocy. W piątek słuchamy Pasji, w niedzielę zostanie wykonany utwór Johna MacMillana kontynuujący tekst św Jana – złożenie ciała Jezusa w grobie i spotkanie zmartwychwstałego Jezusa przez Marię Magdalenę i Apostołów.

Następnego dnia wczesna pobudka, śniadanie i jazda do Doliny Węży (Snake Valley) gdzie w kościele Uniting Church odbył się kolejny koncert.

Kościół ufundowała rodzina Russel – rolnicy, nie poszukiwacze złota. Więcej na ten temat TUTAJ. W zlinkowanym artykule jest błąd, koszt inwestycji to £1,200.

Wydaje mi się, że potomek fundatorów też był na koncercie.

Na lunch wpadamy do pubu w miejscowości Smythesdale. Poniżej archiwalne zdjęcie początków miejscowości.

Po lunchu nie ma wiele czasu na odpoczynek, kolejny koncert już o 3. Znowu w Uniting Church, tym razem w Ballarat.

Nie jestem pewien czy termin Uniting Church jest używany poza Australią, więc wyjaśnię.
W 1977 roku nastąpiło w Australii połączenie trzech kościołów – Prezbiterian, Metodystów i Kongregacjonalistów (chyba dobrze odmieniłem). Powody połączenia były dość przyziemne – malejąca ilość wiernych. Po połączeniu można było sprzedać sporo kościołów i Uniting Church stał się znaczącą instytucją.

Tym razem w programie Das Musikalische Opfer Jana Sebastiana Bacha. Przyznam się, że nigdy nie wysłuchałem tego utworu w całości i wydawało mi się, że jest to utwór o charakterze religijnym.
Nic błędniejszego.
W 1747 roku Fryderyk Wielki zaprosił Jana Sebastiana Bacha do Poczdamu.
Jaki to pech, że wszyscy rozbiorcy Polski mieli poważne zainteresowania muzyczne. Maria Teresa trzymała na kolanach małego Mozarta, Katarzyna Wielka napisała libretto do opery, zaś Fryderyk Wielki był całkiem dobrym flecistą, a na swym dworze zatrudnił plejadę muzycznych gwiazd.
Po pierwsze oczywiście Johann J. Quantz – najlepszy flecista tej epoki
Po drugie, Carl Philipp Emanuel Bach – syn Jana Sebastiana, który w tym czasie przewyższał popularnością swojego ojca. To o nim W. A. Mozart powiedział – Bach jest ojcem, my wszyscy jesteśmy jego dziećmi.
Po trzecie Gottfied Silberman, budowniczy instrumentów klawiszowych, który właśnie wyprodukował nowy rodzaj fortepianu i Fryderyk Wielki chciał pokazać ten instrument Janowi Sebastianowi.

Na marginesie wspomnę, że fortepian Silbermana nie przypadł J.S. Bachowi do gustu, preferował Cristofori piano. Taki właśnie instrument został użyty na koncercie w Ballarat
i chyba wszyscy uczestnicy koncertu przyznali Janowi Sebastianowi rację.

Fryderyk Wielki podał Janowi Sebastianowi temat i wyzwanie – zaimprowizować trzygłosową fugę na ten temat. Po wykonaniu zadania król podniósł poprzeczkę – zaimprowizować sześciogłosową fugę. Jan Sebastian poprosił o pozwolenie opracowania tego utworu w domu.
Zadanie zajęło mu dwa miesiące a utwór rozrósł się do sześcioczęściowej kompozycji – więcej informacji TUTAJ.

Dedykacja Jana Sebastiana: Waszej Królewskiej Mości poświęcam niniejszym z najgłębszym oddaniem tę muzyczną ofiarę, której najszlachetniejsza część z najłaskawszej własnej ręki Waszej pochodzi. Z pełną czci radością wspominam jeszcze szczególną łaskę królewską, gdy w czasie mej niedawnej bytności w Poczdamie raczył Wasza Królewska Mość osobiście zagrać mi na klawesynie temat do fugi, najłaskawiej mnie przy tym zobowiązując, abym takową w najwyższej obecności Waszej zaraz wykonał

Na kolejnym marginesie wspomnę, że 14 lat wcześniej J.S. Bach pisał równie uniżone listy do króla Polski, Augusta III Sasa. W tym okresie drezdeńska orkiestra dworska uchodziła za jedną z najlepszych w Europie. Nic dziwnego, że Bach chciał nawiązać z nią współpracę. Starania opóźniła nieco śmierć Augusta II (Mocnego) i związana z nią żałoba. Bach odczekał kurtuazyjne pół roku i w lipcu 1733 roku wysłał do króla Augusta III partyturę Mszy, ktorej towarzyszył list zawierający takie słowa: Z najgłębszym oddaniem przedstawiam Waszej Królewskiej Wysokości ten mały wytwór mojej muzycznej wiedzy z najbardziej pokorną prośbą o potraktowanie go nie według niedoskonałości kompozycji lecz łaskawym okiem… i przyjęcie mnie pod swoją potężną ochronę.
Ta potężna ochrona to pozycja dworskiego kompozytora. Warto zauważyć, że Bach – luteranin – skomponował dla polskiego króla katolicką mszę z łacińskim tekstem. Msza nie została wykonana w całości za życia Jana Sebastiana. Podanie o stanowisko kompozytora dworskiego zostało rozpatrzone pozytywnie dopiero trzy lata później, ale nie wydało żadnych znaczących owoców poza kilkoma polonezami… – przykład TUTAJ.

To dopiero połowa naszej wizyty w Ballarat, ale odczuwamy znużenie. Ze smutkiem stwierdziłem, że być może wielu słuchaczy wyglądało starzej ode mnie, ale chyba mieli lepszą kondycję.

Kolejnych koncertów już nie relacjonuję gdyż muzyka to dla mnie zbyt trudny temat do pisania. Pozwolę sobie tylko wspomnieć jednego z solistów – skrzypek Davide Monti.
TUTAJ znaleziony na youtube fragment jego występu w Poznaniu. Z tego wnioskuję, że bywa również w Polsce, a zapewne i w Niemczech. Polecam.

—-

No tak, dobre intencje przeważyły nad zrozumieniem historii.

Trzy dni minęły jak jedna chwila. Pora wracać do Melbourne. Po godzinie jazdy zbliżamy się do miasta.

Po krystalicznie czystym powietrzu w Ballarat wita nas miasto spowite mgłą.
Według mnie istotnym powodem zanieczyszczenia powietrza i wzrostu temperatury jest nadmierne używanie klimatyzacji.

P.S. Dla cierpliwych czytelników drobna nagroda. W zeszłym roku na otwarcie festiwalu wykonano w katedrze św. Patryka Misa Criola. Ten utwór to odpowiedź na ustalenia II Soboru Watykańskiego (rok 1962) a konkretnie – liturgia w językach narodowych, w tym przypadku po hiszpańsku. Znalezione na youtube wykonanie TUTAJ.

Barataria 100 Chaconna (auch auf Deutsch)

Für Deutsch – bitte nach unten scrollen!

Chaconna Bacha

Od Bacha i Chaconny się zaczęło 100 odcinków temu. Dziś fragment nt Chaconny z książki Wolfa Wondratschka Mara. Tłumaczenie własne, co oznacza, że nie znalazłam książki po polsku. Zatem po raz kolejny znakomita propozycja – jakby jakieś wydawnictwo się zainteresowało, to jest to świetna książka, inna niż wszystko, co dotychczas czytaliśmy (czytaliście) o muzyce. I chętnie ją przetłumaczę! Na przykład taki WAB – Beato, mam wrażenie, że czekasz na tę książkę, tylko jeszcze tego nie wiesz…

Kto nie chce cierpieć, twierdził Starkie, powinien zadowolić się graniem muzyki tanecznej, to w końcu też jest coś dobrego, ale niech się trzyma z daleka od wielkich partytur, które wszak nie są niczym więcej jak dowodami nieogarnionych cierpień. Palce wykręcone artretyzmem, zanik kości, zapalenia, ołów we krwi, napady niepoczytalności, nieodwzajemniona miłość, wywołany kiłą paraliż postępowy, a właściwie, nie warto tego przecież ukrywać, po prostu syfilis, alkoholizm, ataki serca, ależ, panowie, proszę – do woli, wszystko, dla klawesynistów, pierwszych skrzpków, celistów, poerkusistów, trębaczy. Potworność!

– Proszę spojrzeć na pierwszy lepszy życiorys. Jeden bardziej nieśmiertelny niż drugi. Bellini śmiertelnie chory przez własną niepohamowaną porywczość, Chopin – gruźlica płuc, co pozwala podejrzewać, że preludium kropli deszczu w istocie oznacza krople opium. (Schönberg, mój miły Starkie, skomponował muzykę do własnego ataku serca – 1946, trio smyczkowe, op. 45), Johann Sebastian Bach komponuje dźwięczące nagrobki… spojrzał na swych studentów. Gdzie na przykład?

– Chaconne, część piąta, partitaD-Moll na skrzypce solo.

– (…) Tak jest. I dlaczego nagrobki?

– (…) Bo umarła mu żona.

– Nieprzyjemna sprawa, czyż nie? zwłaszcza, jeśli założymy, że ją kochał. Nie było go, jak umarła. Udał się w Podróż z Księciem Panem i jeszcze nie wrócił, jak składano jej szczątki pod ziemię. A gdzie był?

– W Karlsbadzie (Karlovych Varach)

– W całej Chaconnie (…) zawarł wszystko, co było wyryte na nagrobku, wszystkie liczby i litery, daty urodzin i śmierci, litery jej imienia – wszystko stało się systemem według którego skomponował Chaconnę.

I cóż to oznacza? Czy nie był smutny, czy nie płakał? W końcu w tym grobie leży też kilkoro jego dzieci. Ich daty urodzin i śmierci, i imiona też weszły w skład kompozycji. I cóż to znaczy? No cóż, powiedziałbym, iż znaczy to, że był genialny.


Und über dasselbe Thema auf Deutsch

Oczy

Od jakiegoś czasu Teresa Rudolf pojawia się właściwie dość regularnie w soboty i to w tej swojej, jak ona to sama nazywa – trójwymiarowej postaci, z tekstem, obrazem, muzyką.

Teresa Rudolf

Oczy małego Araba

“Oczy czarne, oczy…”
słowa o miłości, szlagier,
zawodzący do łez,
pamiętam, jak dziś, pamiętam,
a tu…

pamiętam tę melodię,
a tu, te oczy patrzą tak
przeze mnie na wskroś
oczy dziecka, czarne,
przesmutne do łez.

Oczy dziecka, gdy zanurzam
się w nie, wpadam w otchlań
przerażenia przed tym,
co nadchodzi,
niewiarygodne tsunami…

One są jak i te, psa zbitego,
wyrzuconego na ulicę
który wczoraj miał swój dom,
a dziś nie wie, czemu się boi
i jest głodny.

I te, i tamte oczy,
nie wiedzą, jak można wylecieć
z czyjegoś serca i głowy,
na ulicę pełną ciekawskich oczu
tych innych.

I te, i tamte czarne oczy,
żebrzą o miłość, choć widzą
tylko pogardę i wstręt,
złość na brudne, śmierdzące,
życie, z innej planety.

Modlitwa kobiety…

A Ty pytasz, i pytasz oczyma…
nie mogę Cię słyszeć, gdy odwracam oczy…
nie mogę zrozumieć ich języka,
gdy dziś taki obcy…
jak mam odpowiedzieć,
gdy nimi tak krzyczysz, nie dając mi głosu?
jak, jak, jak?

Przestań nimi oskarżać, przestań syczeć,
przestań nimi zamrażać,
i podpalać,
przestań nimi porzucać, i zdradzać,
odchodzić, wyprowadzać się,
i trzaskać drzwiami…
przestań, przestań, przestań!

Nie czujesz, jak zrobiło się zimno,
kamieniście, stromo,
nie podkładaj nogi,
nie strącaj w przepaść obojętności
niezawinionej winy
i zawinionej niewinnosci.

czy Ty już nie pamiętasz?
Czemu nie oślepniesz dziś znów
od widoku twej miłości,
która zaczęła się wtedy,
gdy powiedzialeś nimi
kiedyś, że…

i zapytałeś, czy…
A ja odpowiedziałam: tak!

X
Spotkania oczu w metrze

Wiedeń.
Marie Claire wsiada do metra.
Jej wzrok, wewnętrznej dwudziestolatki, zauważa oczy sympatycznego dwudziestolatka.
To uczucie przyjemnego zaniepokojenia, jak zawsze, kiedy ktoś ją zainteresuje.
No cóż, jest jednak ten, nieoczekiwany?, widok własnych rąk.
Aha, ta dziewczyna, która mieszka w niej, znowu wyszła sobie pospacerować po mieście.

Marie Claire ma 65 lat.
Wysiada żwawym krokiem przy Stephansplatz.

Dwudziestoletnia Jennifer wsiada ciężkim krokiem do metra przy Stephansplatz.
Siada na ławeczce, uśmiecha się, odpowiada na uśmiech sympatycznego dwudziestolatka.
Staruszka, która siedzi dziś w niej na wózku inwalidzkim, poklepuje go po ramieniu, jak babcia wnuczka.
Oczy. Zmęczone.
Chłopak uśmiecha się niepewnie jeszcze raz i wysiada na stacji Herrengasse.
Patrzy za nim obojetnie.

Pan Meyer, żwawy osiemdziesięciolatek, wsiada na stacji Herrengasse.
Siada naprzeciw młodej dziewczyny.
Ich oczy spotkają się gdzieś pośrodku ich przeciętnej statystycznej wieku, około pięćdziesiątki.
Jennifer spogląda ciepło, jej oczy nagle młodnieją.
Starszy pan uśmiecha się smutno, myśli, że coś się stało i że ją stracił, a przecież mogłaby być jego wnuczką.

Jennifer jest wzruszona, nie rozumie jednak, dlaczego.
Wychodząc uśmiecha się jeszcze raz i już wie, że ten przystojny starszy pan mógłby być jej dziadkiem, którego nigdy nie znała.

Jest młodą dziewczyną i dziwi się, na myśl o tym, że jeszcze dziś rano czuła się tak staro, ciężko…

Umarła

Bardzo lubię jej piosenki, ale to dopiero Teresa uświadomiła mi, że Eva Cassidy, dziewczyna o cudownym głosie, nie żyje…

Teresa Rudolf

Eva Cassidy

Ten mój świat

Cóż  to za smutny świat,
cóż  to za okropny świat,
cóż to  za niezrozumiały świat,
cóż to za bestialski świat.

Cóż to za dziwny świat,
cóż to za obolały  świat,
cóż to za wzruszający świat,
cóż to za tajemniczy świat.

Cóż to za cudowny świat,
cóż to za magiczny świat,
cóż to  za uroczy świat,
cóż to za przepiękny świat.
Ten mój, jedyny świat.

X
Żyła 33 lata, oddychała, myślała, czuła, była szczęśliwa, cierpiała, kochała, grała na gitarze
i śpiewała.
A w roku 1996 przestała oddychać, myśleć, czuć, być szczęśliwa, cierpieć i śpiewać!
Jak można tak młodo umierać?
Jak można umierać, mając taki głos, tyle życia w sobie, huragan emocji, życie, życie, życie, które nie gaśnie nawet po śmierci, w jej muzyce, w jej śpiewie.
Rozpala do życia, kiedy się jej słucha, każe tańczyć, kochać, cierpieć, żałować…
Jak można umierać w tym wieku z powodu choroby, z kaprysu losu?
Cierpiała z bólu, czy ze strachu przed tym, że już nigdy nie zaśpiewa czegoś, co jeszcze było w sercu, a śpiewało się już w głowie?
A może czekała jeszcze na jeźdźca na bialym koniu, a on ciagle jeszcze nie galopował i nie porywał w zawieruchę życia i do pięknych ogrodów?
A może było odwrotnie?
Był koń, był jeździec, były obrączki, były ogrody z pięknymi kwiatami, a między nimi chwast, o przepięknej nazwie “melanoma malignum”?
Kwiat urodzony gorącym latem, wygrzewając się na słoncu jak wąż, bezgłośnie syczący…
A kiedy zabierał ją ze sobą, nie wiedziała, że kiedyś już nic nie będzie pachnieć.
A dziś?
Jej głos unosi się nad moją bezsenną nocą, we wspaniałym bluesie….
Piękna dziewczyna, z pięknym głosem odeszła w pół zdania.
A może to ta cholerna sprawiedliwość, żebyśmy, ci inni, bez jej talentu, bez jej urody, młodości i żywotności, mniej atrakcyjni, po prostu sobie na pół gwizdka, dłużej dzień po dniu pożyli?
Wiele ludzi, nie wiedząc nic o niej, a tylko słysząc jej muzykę, może myśleć:
ta, to ma wszystko, głos, urodę, pieniądze, młodość, nie wiedzą, że to już tylko głos ptaka, lecącego na niebie, bez obawy, jak to kiedyś będzie, jak to naprawdę jest,
bo już wie…
I uśmiecha się, śpiewajac te swoje songi, wolna jak ptak.


Jednodniowy człowiek

Mówił, że mu życie
przelatuje przez palce,
jak piasek,
mówił, że mu życie
przecieka przez palce,

mówił, że wszystko
tak za szybko jakoś,
że przemija mu obok,
przebiega mu jak kot
cicho i niepostrzeżenie,

mówił tak około dwudziestu
ostatnich lat, śledził
sam siebie, każdy dzień
śledził innych, mówiąc,
że przemijają za szybko.

Bał się tak swych
myśli, ale  filozofował,
nie chodził na pogrzeby,
nie chodził na cmentarze,
nie chodził do szpitali.

Bedąc kiedyś już
chorym starcem,
myślał ciągle o tym,
by znaleźć nazwę
na siebie samego,
i znalazł:
„jestem jednodniowcem”,
już wieczór, czas odejść.


Eva Cassidy (ur. 2 lutego 1963 w Oxon Hill, zm. 2 listopada 1996 w Bowie) – amerykańska piosenkarka.

***
Uwaga: Wszystkie wpisy Teresy Rudolf są jej autorską kompozycją, co oznacza, że jest ona nie tylko autorką wierszy, ale dokonała też wyboru muzyki i filmów wideo lub zdjęć, które towarzyszą jej poezji i ją uzupełniają.

Dziś o 18 – pełnia Księżyca

Beethoven Moonlight Sonata (Sonata al chiaro luna)



Teresa Rudolf

Pełnia księżyca na Cyprze, pamiętasz??

Księżyc czasem potrafi nagle rozświetlać kompletną ciemność jak najjaśniejsza lampa, taka okrągła i biała kula,  jak te, które bardzo lubię, gdy tak w rzędzie stoją na eleganckich, kawiarnianych ulicach i uliczkach różnych miast. Nadają im klimat tajemniczości, sekretów, romansów świeżych jak południowe owoce i też tych pikatnych, smakujących kiedyś słodko-kwaśno, jak chińskie dania.

A czasem wisi  ta kula na niebie i jest właśnie tą jedyną i niesamowitą lampą. Pamiętam, kiedyś byliśmy w zimie na Cyprze, mieszkaliśmy w pensjonacie, który był dość niedaleko od Famagusty.

Wieczór zaczynał się gwałtownie kompletną ciemnością, jakiej przedtem nigdy nie przeżyłam. Nie mogliśmy się więc poruszać nigdzie poza domem,  bo nie było widać, gdzie  się idzie i po czym!

Po dwóch dniach nagle rozświetliła niebo pełnia ksieżyca i zrobiło się przedziwnie jasno, jak w dzień i światło stało się jak neon fioletowe, i na przemian białe, jak te moje ukochane, lampy uliczne.

Przechodziliśmy pół nocy kąpiąc się w tym świetle, jak latem w jeziorze, ze wszystkimi dzwiękami natury, i również  tymi  z dalekiego miasta. Nie opuszczało nas uczucie, że poruszamy się jak dzikie zwierzęta, nastawione na ostrożność, na absolutny,wielowarstwowy odbiór dźwiąków, bedących jak muzyka na różnych płaszczyznach, wyznaczanych przez rozmaite, przedziwne instrumenty.

Muzyka życia, nocy, podróży, bycia w świecie, ale też i w domu.

W sobie i u siebie.

Wszystko bylo jednym….

No i jak ty jak wyglądasz?

Pani Ksieżycowa
ma już dość,
ciagłego latania
wokół księżyca,
pępka nieba w nocy.
Ileż musi się naszyć,
dla męża próżnego.

Na godzinę
òsmą wieczorem,
coś cieniutkiego,
a na dziesiątą kolor
srebrnostalowy
jest szalenie ważny,
dobrze zgrany
z ciemnym nieba granatem.

A nad ranem, to dobrze
coś troszkę złotego,
nienachalnie, bo przecież
ma się aż do nocy,
oddać słońcu niebo.

A pan Ksieżyc,
czekoladą się obżera,
i tyje, tyje, tyje, tyje,
co dla Księżycowej,
już tylko jest rozpaczą!!

Prosi go, błaga,
grozi, przestanę już
szyć, nie jedz tyle,
mówi, nie nadążam,
nie nadążam!

No i jak ty wyglądasz znów?…
Jak ten Księżyc w pełni!

***
Uwaga: Wszystkie wpisy Teresy Rudolf są jej autorską kompozycją, co oznacza, że jest ona nie tylko autorką wierszy i prozy, ale dokonała też wyboru muzyki i filmów wideo lub zdjęć, które towarzyszą jej wpisom i je uzupełniają.

Melancholia

Teresa Rudolf

Saksofon w jesieni

W parku siada na ławce
czarna Melancholia
z bladą twarzą,
zamyka  oczy,
jak co roku…

Ból nieistnienia przebiega
przez nią jak prąd,
w głowie szuka
czegoś
niecierpliwie..

I nagle przychodzi
ta melodia sprzed lat,
liście pod nogami
chrzęszczą jesiennie,
jak jesień.

Melancholia ogarnia
Melancholię,
melodia kradnie uszy,
a oczy rudo-zielona
jesień…

Silenzio” Beethovena

Taka ta cisza jakaś słyszalna,
gra na pianinie serca leciutko,
dusza nastawia uszy,
by nie umknęła jej
żadna nuta wzruszenia,

nastawia mózg,
by nie umknęła żadna zaduma…
nad tą tęsknotą
nie wiadomo za czym…
ociera łzę w oku,

nie wiadomo po czym…
uchyla głowę nad doskonałością
nad darem,
który nie wszyscy otrzymują,
jedynie naród wybrany:

Twórcy.

“Beethoven’s Silence”, utwór Ernesto Cortazara, kompozytora meksykańskiego

Zima

Och, nie odpowiada ona
kryteriom, oczekiwaniom,
odpadnie z kastingu
w tym roku, jak mur…

Jak może tak bez bieli?
Lasy, ogrody czekaja,
ludzie chca Świąt i Ryby
A więc jak tak bez bieli?

A narty, sanie, Rudolfy?
Chrupiący śnieg biały?
Świat jak beza bielutki?
Oj zimo, zawalasz!

A zima patrzy smutno
przed siebie, pusto
w jej oczach, strach,
ma znów swą depresję.

Zawaliła w tym roku,
ale jak nie zawalać,
kiedy ściga ją człowiek
zmieniając ciągle klimat…

Wściekłości swej boi się,
że nie wytrzyma, że walnie
lawinami, sztormami,
zimną powodzią.

Boi się stracić kontrolę
wykończy zimnym wichrem,
wykończy szarym zimnem
ale… śniegu nie będzie!

Nie będzie, bo ta biel,
przecież to wiadomo,
jest kolorem czystej,
jak łza Niewinności…


Oprawę muzyczną dzisiejszego wpisu ułożyła Autorka

Barataria 93 Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band

Dziekuję Jackowi za inspirację

W Wikipedii czytamy: Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band (krótko nazywany Sgt. Pepper) to ósmy album studyjny grupy The Beatles, opublikowany 26 maja 1967 roku. 50 lat temu, ale o tym już pisałam. Zresztą wszyscy pisali.

Właśnie zdawałam maturę. Nie wiem, czy w ogóle dotarło do mnie, że Beatlesi wydali coś nowego. Dla mnie świat Beatlesów kończył się na filmie Help. Ale świat nie stoi w miejscu, nawet jeśli my siedzimy i kujemy do matury. Przypomnę nas tu, bo myślę, że nikt nigdy nie zrobił nam wspólnego zdjęcia.

Magda Dankiewicz, Mariusz Barański, Antek Szczepkowski i ja: Ewa Bogucka. Z Magdą spotkałyśmy się w zeszłym roku. Z okazji 50-lecia matury! Z Antkiem (mieszka w Teksasie) rozmawiałam przez telefon. “Nie zdałbym matury, gdyby nie ty”, powiedział Antek. “Nie paliłabym papierosów, gdyby nie ty”, odpowiedziałam. No ale już nie palę. Za słuchanie piosenek odpowiadała Baśka Owsiana (też się z nią spotkałam). Może ona będzie wiedziała, czy słuchałyśmy Sierżanta Pieprza tego lata 1967 roku. Pytam. Baśka twierdzi, że tak i że od tego nam skrzydła rosły.

Sierżant Pieprz był częścią Summer of Love, kiedy to ruch hippisów w USA osiągnął swój złoty szczyt. Zapowiadał przyszły rok i Festiwal Woodstock, ale na razie był maj 1967 i matura, a potem powtórne kucie, ale już osobno, do egzaminu wstępnego na studia. Nie chciałam studiować, chciałam zostać hippiską. Nie wiedziałam, co mogłabym zrobić. Miałam długie potargane włosy, nosiłam długie spódnice, opaski przez czoło i naszyjniki z łańcuchów kupionych w sklepie żelaznym (koło Mody Polskiej). Kosztowały 2 złote za metr. Moje ówczesne marzenia stały w jawnej sprzeczności z tym, jak nasze matki  i nasi ojcowie przygotowali nas do wejścia w dorosłość. Kilka dni temu, dzięki Facebookowej zabawie “w książki”, wymieniłam od ręki kilka pozycji, którymi mama-tata sterowali naszymi ambicjami. Lucy Maud Montgomery “Błękitny zamek”, “Jajko i ja” Betty MacDonald, “Serca Dalili”, co się po polsku zwało “Imitacja życia”, Fanny Hurst i “Tajemniczy opiekun” Jean Webster. Same amerykańskie powieści. Stara panna, panna na wydaniu, wdowa i sierota. Kobiety opisane przez kobiety. To dzięki tym książkom i ich autorkom, zdając maturę, byłyśmy obywatelkami świata, młodymi nowoczesnymi istotami płci żeńskiej, które wzięły życie w swoje ręce. I tak nam to zostało.

Nie pamiętam, żebyśmy ucząc się do matury złapali kiedykolwiek w radio Luxemburg Sierżanta Pieprza. Ale San Francisco (Be Sure to Wear Flowers in Your Hair), hymn tego lata, w wykonaniu Scotta McKenzie, puszczała Trójka, a może nawet przedziwny produkt Komuny – Muzyka i Aktualności. Aktualności były straszne, muzyka – świetna.

If you’re going to San Francisco,
be sure to wear some flowers in your hair.
If you come to San Francisco,
Summertime will be a love-in there.

Ale oczywiście Scott McKenzie to typowy dla naszej młodości wyciskacz nastrojów, tymczasem Sierżant Pieprz Beatlesów oznaczał rewolucję. Jak to ktoś napisał – piosenka i płyta przekroczyły możliwości ówczesnej techniki grania i nagrywania w studio. U szczytu powodzenia kultury hippisów narodził się psychodelic.

It was twenty years ago today,
Sgt. Pepper taught the band to play
They’ve been going in and out of style
But they’re guaranteed to raise a smile
So may I introduce to you
The act you’ve known for all these years
Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band
We’re Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band
We hope you will enjoy the show
Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band
Sit back and let the evening go
Sgt. Pepper’s lonely, Sgt. Pepper’s lonely
Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band
It’s wonderful to be here
It’s certainly a thrill
You’re such a lovely audience
We’d like to take you home with us
We’d love to take you home
I don’t really want to stop the show
But I thought that you might like to know
That the singer’s going to sing a song
And he wants you all to sing along
So let me introduce to you
The one and only Billy Shears
And Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band

Wszystko pięknie, ale to wciąż nie jest Barataria. Bo Barataria zacznie się zaraz za rogiem czyli w filmie Żółta łódź podwodna, który powstał w roku 1968. No i tam właśnie rozgrywa się typowa baśniowo-utopijna sytuacja.

Jacek Slaski, TIP Berlin

Yellow Submarine als Comic

Bissige Türken, Clowns und der furchtbare fliegende Handschuh, die Blaumiesen schrecken vor nichts zurück. Sie wollen Schrecken verbreiten und das freundliche Pepperland mit ihrer finsteren Blauheit überziehen. Ein mutiger Kapitän will das verhindern, er besteigt sein gelbes Unterseeboot und macht sich auf zu einer fantastischen Reise. Unterwegs trifft er die Fab Four und kehrt mit ihnen, über einige Umwege, zurück ins unterjochte Land. Mit der Kraft der Musik vertreiben sie die blauen Aggressoren und Pepperland wird wieder zum psychedelischen Paradies, das es einst war.

Czyli klasyczna sytuacja.  Jakiś kraj, tu Pepperland (chętnie kraj na wyspie) zostaje zaatakowany przez Złych (tym razem Sine Smutasy, który moim zdaniem mogłybby się nazywać Siniaki – Blue Meanies, Paskudni Turcy, Niebieska żarłoczna Rękawica). Bohaterski super hero (Kapitan) sprowadza pomoc (Beatlesi) – wspólnymi siłami udaje się pokonać zło. Wszyscy tańczą i śpiewają.

Szczęśliwy kraj (Pepperland)

Wrogowie

Narzędzie walki

Super Heros

Yellow Submarine
The Beatles

In the town where I was born
Lived a man who sailed to sea
And he told us of his life
In the land of submarines

So we sailed up to the sun
Till we found a sea of green
And we lived beneath the waves
In our yellow submarine

We all live in a yellow submarine
Yellow submarine, yellow submarine
We all live in a yellow submarine
Yellow submarine, yellow submarine

And our friends are all aboard
Many more of them live next door
And the band begins to play

We all live in a yellow submarine
Yellow submarine, yellow submarine
We all live in a yellow submarine
Yellow submarine, yellow submarine

(Full speed ahead Mr. Boatswain, full speed ahead
Full speed ahead it is, Sergeant.
Cut the cable, drop the cable
Aye, Sir, aye
Captain, captain)

 

Zakończenie. Wszyscy tańczą. All Together Now

Film był gotowy 17 lipca 1968. O godzinie 20 w Londynie w Pawilonie na Piccadilly Circus odbyła się prapremiera z udziałem Beatlesów. Byliśmy już po pierwszym roku studiów.
W marcu studenci Uniwersytetu Warszawskiego rozpoczęli rozruchy (zwane potem wydarzeniami marcowymi) w obronie Dziadów Mickiewicza, co dało asumpt do rozgrywek partyjnych, przekształciło się w propagandę skierowaną przeciwko intelektualistom i nagonkę antysemicką, a w końcu doprowadziło do masowej emigracji Żydów z Polski.
W Pradze od 5 stycznia 1968 roku trwała praska wiosna. Mogliśmy żywić nadzieje, że wreszcie coś się ruszy.
Ruszyło się (w miesiąc po prapremierze filmu) w nocy z 20 na 21 sierpnia tego roku, ale nie tak, jak myśleliśmy. Państwa członkowskie Układu Warszawskiego (ZSRR, Polska, Węgry, NRD i Bułgaria) dokonały inwazji, topiąc we krwi praskie nadzieje.

Na festiwalu w Sopocie w roku 1968 I miejsce zdobyła wykonana przez Urszulę Sipińską piosenka Po ten kwiat czerwony. Jej refren brzmiał:

Żołnierz dziewczynie nie skłamie,
Chociaż nie wszystko jej powie.
Żołnierz zarzuci broń na ramię,
Wróci, to resztę dopowie.

Taki to był rok. Beatlesi nie przybyli do Warszawy ani do Pragi, by wyrwać nas spod władzy Siniaków, polscy żołnierze poszli do Pragi i to o tym się w Polsce śpiewało. A w końcu Praga to też było jakieś nasze marzenie o Baratarii.