Największa na świecie akcja na rzecz praw człowieka powraca! Maraton Pisania Listów w tym roku potrwa od 27 listopada do 10 grudnia. Już dziś możesz zarejestrować się na stronie Maratonu i rozpocząć planowanie wydarzenia!
Wśród tegorocznych bohaterów Maratonu są m.in.:
Rocky Myers, który po wadliwym procesie od 30 lat przebywa w celi śmierci w USA Wujek Pabai i Wujek Paul, którzy walczą o ochronę praw rdzennych mieszkańców Australii Ahmed Mansoor, który przebywa w więzieniu za mówienie o łamaniu praw człowieka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich
Będziemy pisać także listy w obronie bohaterów z Polski Justyny Wydrzyńskiej, skazanej za pomoc w dostępie do bezpiecznej aborcji kobiecie będącej w przemocowym związku oraz Andrzeja Poczobuta, polsko-białoruskiego dziennikarza, skazanego na osiem lat kolonii karnej za wyrażanie swoich poglądów.
Maraton możesz zorganizować w szkole, kawiarni, pracy czy innym miejscu, a także pisać listy samodzielnie.
Pokażmy także w tym roku, że razem mamy siłę! Sprawmy, by nasi bohaterowie i bohaterki czuli, że nie są sami i zaapelujmy do decydentów o ochronę ich praw.
Pamiętaj! Losy bohaterów / bohaterek Maratonu Pisania Listów zawierają treści, które mogą wywoływać trudne emocje. Dostosuj treści do grupy wiekowej, która będzie brać udział w wydarzeniu. Upewnij się , że przygotowane materiały są zrozumiałe i osoby mają wszystkie informacje potrzebne do zaangażowania się w działanie. Pamiętaj o tym, że wybór, w sprawie których bohaterek / bohaterów będziecie pisać, należy do Ciebie i do Was!
wieś leżąca w województwie dolnośląskim, w powiecie kamiennogórskim, w gminie Lubawka, kiedyś Schömberg. Jest to charakterystyczne miejsce w Sudetach, gdzie zachowały się drewniane domy tkaczy lnu, wybudowane przez Cytersów w roku 1707. Niezapomniany klimat tej miejscowości tworzą swoją unikatową architekturą ponad trzystuletnie budynki. Pierwotnie Chełmsko było miastem, dzisiaj nie posiada już praw miejskich.
Domów było pierwotnie dwanaście. Nazywano je apostołami, każdy dostał imię jednego z towarzyszy Jezusa. Kiedyś jeden spłonął. Akurat ten, który nosił imię Judasza.
Po kilku przypadkowych wizytach w tej miejscowości – w ramach poszukiwania miejsca, w którym mogłabym już na stałe zapuścić korzenie – wzywana przez echo tożsamości jako urodzona w Świdnicy wnuczka przesiedleńców ze Lwowa, pewnego znaczącego dnia zobaczyłam ogłoszenie o przetargu na wynajem jednego z domków tkaczy. Przeznaczenie dało o sobie znać natarczywą i pulsującą intuicją, nasunęło mi myśl, że po latach wędrowania po świecie – Chełmsko Śląskie jest tym miejscem, którego szukam. Miejscem do życia, pracy, działania i rozwoju, a także do niesienia pomocy, współpracy, realizacji celów i sięgania po więcej, według swoich przekonań, w dobrych intencjach.
Założona przeze mnie rok wcześniej Fundacja Fames Artis w pierwotnym zamiarze miała jedynie POMAGAĆ Uniwersytetowi Lwowskiemu, prowadząc siostrzany kierunek pisania ikon w Pustelni Złotego Lasu, w pokamedulskim, 400-letnim klasztorze. Jednak bardzo szybko działania Fundacji zaczęły dotykać potrzeb w innych miejscach i środowiskach, nie tylko kulturalnych. Jako autorka, scenarzystka i działaczka kultury stopniowo, przez lata, odkryłam w sobie misję społecznikowską, którą traktuję bardzo poważnie, odpowiedzialnie i etycznie pod każdym względem. Pole działania Fundacji rozszerzało się stopniowo o malarstwo i teatr. Fundacja reaguje na każdą zgłaszaną potrzebę, pełni wiernie swoją misję, organizuje akcje, angażuje się.
I tak z dnia na dzień trzystuletnie domy, na drodze przetargu, rozpoczęły z Fundacją… drogę-pracę! Fundacja, której siłą jest rodzina, a tym samym trzy kobiety-artystki, jest świadoma, że zabiera się za bardzo trudną misję. Pragnie zbudować miejsce żywej kultury, które miałoby charakter kliniki dla artystów – tych wykluczonych, niedocenionych, niezauważonych; dla tych, którzy nie zostali jeszcze odkryci, i dla tych już niechcianych. Jest w tym wyzwaniu siła trzech kobiet, które postanowiły walczyć o miejsce, o przestrzeń, o przyszłość tak niezwykłej szansy. Wiemy, że same niczego nie dokonamy!, że ludzie muszą działać razem. Nie jesteśmy sami na świecie, budujemy piękne przestrzenie razem i chociaż brzmi to socjalistycznie, być może jest to jakaś droga.
Historia naszych ludzkich rodzin mówi nam, że nie chcemy syndromu odciętej ręki. Moja prababka, z domu Treffler, przed I wojną światową przybyła wraz z rodzicami jako Niemka w okolice Lwowa, gdzie jako kolonijna rodzina, otrzymali majątek oraz ziemię do uprawy. Tak to stali się obywatelami Polski. Mąż i ojciec rodziny objął służbę komendanta policji w Bóbrce. Kiedy jednak wybuchła wojna, nie podpisał listy Volksdeutschów i poszedł wraz z polskimi żołnierzami na front walczyć pod Monte Cassino. Babka została sama w majątku z trójką dzieci i jakby miała mało problemów, przygarnęła jeszcze trzech Żydów i ukrywała ich na strychu. Została wydana przez sąsiadów i tylko dlatego, że była Niemką, okupanci nie zabili jej, lecz wysłali do obozu koncentracyjnego na Śląsku. Po wojnie tylko kilka osób wiedziało, że babka jest Niemką. Najstarszy syn, który został pułkownikiem, zabronił jej komukolwiek mówić, że ma syna w Niemczech. Moja babcia pisała więc w tajemnicy listy po niemiecku do swojego syna, otrzymywane od niego paczki ukrywała przed sąsiadami, a sama nigdy nie przyznała się do swojego pochodzenia. Do końca swoich dni mieszkała w skromnym pokoiku, w domu najmłodszego syna. Dopiero po jej śmierci odkryłam jej tajemnicę.
Z tego powodu bez wahania postanowiłam nie zacierać śladów kultury niemieckiej w Chełmsku Śląskim. Jestem przekonana, że to, co wydarzyło się w przeszłości i tworzyło to miejsce, ubogaciło i wypełniło to nowe, które nadchodziło, nowe, czyli polskie. Widzę w tym miejscu ruch trzech kultur, polskiej, niemieckiej, ukraińskiej. Z chwilą, kiedy pozwolimy tym trzem wiatrom hulać po myślach, snach, drogach, marzeniach, śladach przeszłości, możemy przeżyć wiele cudownych doświadczeń. To miejsce jest prawdziwym rezerwuarem energii do życia!
Przejęliśmy trzy domy po tkaczach. Okazało się, że są w stanie uniemożliwiającym pracę twórczą i jakąkolwiek inną. Zdewastowane, zaniedbane przez różnych lokatorów, w końcu krzyknęły do nas: „Ratunku!” Fundacja przeznaczyła wszystkie prywatne środki na odnowienie dwóch pokoi w jednym z tych domów.
Bardzo dbam o to, by odtworzyć pierwotny charakter tych domów, zachować ich naturalność, nie ingerować w drewno i charakter architektury. Chcę doprowadzić je do stanu jak najmniej komercyjnego. Powoli udaje się przeprowadzić ten proces w pierwszym budynku. Efekty są niezwykle motywujące i podkreślają zbawienne dla istnienia tych domów działanie fundacji.
Docelowo chcemy odnowić trzy domy. Wiedziałam od początku, że jeden z nich poświęcę nobliście, Gerhartowi Hauptmannowi, twórcy dramatu Tkacze, który dobitnie rozumiał niedolę tytułowych tkaczy w owym trudnym dla nich czasie. Nie ma większego autorytetu literackiego w tych domach. Jeśli ktoś powie: „Dlaczego nie Polak? Czemu wracamy do Niemców? Budujmy swoją kulturę!”, takie stwierdzenie uznam za infantylne. Gdyby nie tkacze, Cystersi nigdy nie wybudowaliby tu takich domów. To właśnie śląscy tkacze swoją historią sprawili, że pisarz Hauptman się wybił. Tu, w tej kulturze i na tej ziemi.
Tuż za płotem, w Rudzie, mieszka nasza współczesna noblistka, wybitna Olga Tokarczuk. Czy to nie symboliczne? Zatem pierwszemu domowi patronuje Gerhart Hauptmann. To dom pisarza i dom aktora, dawna przestrzeń tkaczy wykluczonych. Niech stworzony przez nas nowy dom też będzie schronieniem, pomocą, kliniką dla artystów prowincjonalnych, niezauważonych, niedocenionych, odrzuconych, słabych, ale i tych, którzy potrafią jak zbuntowani tkacze odszukać w sobie siłę, wartość. Niech z tej kliniki wychodzą nobliści, siłacze sztuki!
Jako fundacja od teraz nie spoczniemy, dopóki nie zbudujemy w tym miejscu fabryki kultury. W projekt angażują się cudowni ludzie, co jest bardzo wzruszające. Chcemy stworzyć serię wydawniczą, którą już nazwaliśmy i zorganizowaliśmy proces jej ukazywania się. Pragniemy stworzyć miejsce pobytu dla pisarzy i chcemy, abyście to Wy zgłaszali nam potrzeby tych najskromniejszych, najcichszych, ale i zdolnych , którym potrzebna jest pomoc.
Stworzyliśmy Teatr Sudecki, który pozwoli nam pokazywać to, co odchodzi już w zapomnienie, co starsi pamiętają jeszcze gdzieś z przekazów, a co jest bogactwem tego miejsca. Niech więc Teatr Sudecki przejmie tę nader ważną misję, by tak jak słowo pisane, tak i mówione stało się częścią tej duchowej, niematerialnej wartości Sudetów.
Mam wizję tego miejsca jako domu szeptuchy, stojącego w starym sudeckim lesie, domu który posiada w sobie mądrość wielu pokoleń tych ziem… Niech dom pisarza i aktora – gromadzi mądrość pokoleń, serdeczność i ciepło gościnności; wiarę w to, co każdy nosi w sercu, przy równoczesnej tolerancji dla odmienności.
Jednak nie poradzimy sobie sami z wyremontowaniem tych domów. Są one w naprawdę złym stanie. Aby funkcjonowały w sposób, który pozwoli Was w nich ugościć, Kochani, potrzeba 500 tysięcy złotych.
Liczymy, że są na tym świecie osoby, które zapragną mieć w swoich dokonaniach – jako jeden z życiowych sukcesów – postawienie na nogi domu pisarza czy domu aktora, z kameralną sceną im. Gerharta Hauptmanna w Chełmsku Śląskim. Ożywmy go w miejscu, gdzie jego tkacze każdego dnia w urokliwych domkach tworzyli charakterystyczną dla tego regionu kulturę i tradycję, dając światu piękny, naturalny len; len, o którym można by opowiadać w nieskończoność. Będziemy darczyńców reklamować na całym świecie i na każdej planecie!
Tak mówiąc o tkaczach i lnie, nie sposób nie wspomnieć, że jest w Chełmsku Śląskim wiele wspaniałych osób, pięknych ludzi, którzy z pasją już od wielu lat tworzą historię. Pomóżcie nam odbudować trzy domki tkaczy, w których będzie miejsce dla literatów, aktorów, przewodników, historyków i malarzy. Znacie doskonale Kazimierz nad Wisłą. Niechaj pozostanie Kazimierzem. Ale wypromujmy też podobnie Chełmsko , niech też stanie się wyjątkowym i dostrzegalnym miejscem, o którym będzie się mówić z dumą i nostalgią; miejscem, gdzie artyści będą chcieli zamieszkać, budzić się rano, pić kawę w kawiarni na rogu; gdzie będą mogli zamówić miód i ser u pana Heńka, a wieczorem u noblisty będą dyskutować o tym, jak pomóc Wandzie, która ma takie a nie inne problemy. I niech przyjeżdża Warszawa, niech Poznań wykupuje mieszkania, razem z Sokołowskiem, Mieroszowem. Pokażemy światu, że nie trzeba jechać do Toskanii, by emocje drgnęły. Aż w końcu tak Chełmsko zalśni, że Boguszów-Gorce przestanie wyprzedawać mieszkania za bezcen i przyjmie wracających studentów, którzy po zdobyciu dyplomu nie wyjadą, lecz zostaną, aby tworzyć te niedopisane studnie, oceany niewiarygodności, magii Dolnego Śląska.
Jak Nowa Ruda ma swoje Góry Literatury, oczywiście Olgę cudną i Karola, i tylu pięknych wariatów, tak pomóżcie mojej fundacji, aby miała swoją klinikę. I podobnie jak w sztuce kręconej w Chełmsku Śląskim przez znanych aktorów, Krystynę Jandę i Jurka Stuhra, niech fundacja będzie taką panią, która przychodzi z ratunkiem dla uśpionego i smutnego terenu, dla którego nie ma lekarstwa – niech zabije miejscową dulszczyznę, stereotypy i lenistwo. Przyznajmy, że choćby z tego powodu warto!
Powiem na koniec tak: jak będą domki wyremontowane, to będzie dom pracy twórczej, to będą zlecenia dla potrzebujących artystów. Będzie galeria z ich dziełami, ba!, nawet kilka galerii. Będzie księgarnia, będzie teatr i wystawiane sztuki dla kameralnej widowni. Będą wystawy i warsztaty. Będą nagrywane filmy dokumentalne. Będą spotkania z ludźmi na miarę Nobla i w literaturze, i w miłości do świata. Będzie wydawnictwo i będzie wino. Będzie kawa i będzie piernik. Będzie loteria z wielką wygraną i pomoc dzięki tej loterii dla kogoś, kto stanie na nogi. I będziemy blisko z artystami ukraińskimi, szczególnie z tymi, którzy zostali tam – tam, gdzie zamienili pióro na karabin. I dla nich, i dla ich rodzin zawsze będzie u nas miejsce. A wszystko to będzie “megawartościowe”:)
I temu, kto teraz powiedział: „No, zobaczymy…”, odpowiadam jako prezeska tej fundacji: „No zobaczymy, zobaczymy!”:) Kochani! Odbudujcie z nami trzy domki. Będą służyć światu, zareklamują WAS, PODKREŚLĄ Waszą rolę w tym, co dzisiaj jest, a czego jutro może już nie być.
I jeszcze jedna ważna zasada – i fundacji, i domów Hauptmanna. Prosimy o to, aby szanować nasze zasady, bo my szanujemy Was takich, jakimi jesteście. Nie róbmy sobie tego, czym sami nie chcemy być dotknięci. Przyświeca nam dewiza: Kochaj i rób, co chcesz! W życiu i w świecie jest tyle stresu i bólu, nie wolno nam produkować kolejnych… Może komuś z Was jest po drodze z nami. Zapraszamy! W Chełmsku Śląskim jest jeszcze tyle pięknych, niezagospodarowanych uliczek😊
Oczywiście składamy projekty o dofinansowanie remontów, ale by nie stać w miejscu, kiedy brak odpowiedzi pozytywnych z miejsc obdzielających zabytki, podciągamy rękawy i szukamy pomocy sami!
***
Jeśli chcecie dokonać wpłaty:
Fundacja Fames Artis PL 64114020040000310283375932 Tytuł wpłaty: renowacja domków tkaczy w chelmsku slaskim
Amazonia, dom moich przodków, już niedługo może się zmienić w suche pustkowie. Śmierć Amazonii uwolni ogromny ładunek dwutlenku węgla i zagrozi naszemu istnieniu na planecie. Ale nowy prezydent Brazylii właśnie zwołał przywódców Amazonii na historyczny szczyt. Mamy więc wyjątkową szansę, by wbrew koncernom wydobywczym i drwalom obronić Amazonię przed zniszczeniem. Podpisz Wielką Deklarację dla Amazonii, a ja przekażę wszystkie nasze głosy na spotkaniu przywódców:
Przyjaciółki i Przyjaciele! Nazywam się Txai Suruí. Zaledwie kilka tygodni temu nielegalni hodowcy bydła uprowadzili mnie i moją, a potem więzili nas przez 5 godzin. Ci ludzie widzą we mnie wroga, gdyż poświęciłam życie ochronie lasu – ale nie rozumieją, że walczę także dla nich.Amazonia, gdzie mój lud żyje od ponad 6 tysięcy lat, jest bliska ekologicznego punktu załamania. Gdy go przekroczy, las zmieni się w wyschnięte pustkowie.Jeśli nie zapobiegniemy tej katastrofie, atmosferę zaleje ogromna ilość dwutlenku węgla, doszczętnie wysuszymy Ziemię, a 10 tysięcy gatunków skażemy na wyginięcie. Wtedy my wszyscy – rdzenni mieszkańcy, hodowcy bydła, ludzie w Brazylii i na całym świecie – będziemy walczyć o przetrwanie.Pozostaje jednak szansa. Liderzy z całej Amazonii zbierają się na historycznym szczycie w obronie lasów deszczowych. Jeśli będziemy głośniejsi niż koncerny wydobywcze i hodowcy bydła, może zdołamy przekonać władze do ochrony 80% lasów i uznania pełnych praw rdzennych mieszkańców do ziemi. Stań dziś u mojego boku w obronie lasu, który podtrzymuje życie nas wszystkich. A ja przekażę nasze głosy przywódcom zebranym na szczycie. Podpisz teraz!
Mój lud, Paiter Suruí, od wieków walczy w obronie lasu. Tyle już razy czuliśmy się zdradzeni, ale ten szczyt na nowo rozbudził w nas nadzieję. Po latach wycinek, nieskrępowanego rabunku zasobów naturalnych i masowej przemocy, rządy krajów Amazonii wydają się być gotowe do wprowadzenia zmian, by ludzie znowu mogli żyć w harmonii z puszczą. Nowy rząd Brazylii ograniczył tempo wylesiania o ponad 60% w porównaniu z lipcem zeszłego roku, ale to wciąż za mało. Katastrofy unikniemy tylko wtedy, gdy pozostałe kraje też zaczną chronić Amazonię. Dlatego Avaaz uruchomił największą w historii kampanię dla Amazonii i naciska na przywódców, by podjęli skuteczne działania. Dzięki darowiznom od społeczności Avaaz rdzenne społeczności z całej Amazonii wezmą udział w szczycie. Będą bronić naszego wspólnego domu, a stoi za nimi 9,1 miliona sygnatariuszy petycji Avaaz z całego świata. Ten szczyt może rozpocząć szeroko zakrojoną regionalną współpracę na rzecz ochrony lasów deszczowych, i to w ostatniej chwili. Potrzebujemy jednak wsparcia ludzi na całym świecie, by stawić czoła drwalom i hodowcom bydła. Dlatego proszę: podpisz naszą deklarację już teraz, a ja przekażę ją wraz ze wszystkimi podpisami przywódcom krajów Amazonii zebranym na szczycie.
DOŁĄCZ DO WIELKIEJ DEKLARACJI DLA AMAZONII Wielokrotnie widziałam, jak społeczność Avaaz pomagała chronić lasy deszczowe. Wraz z sojusznikami Avaaz nie raz zapewniał puszczy skuteczniejszą ochronę i powstrzymywał szkodliwe plany. Szczyt z udziałem przywódców krajów Amazonii może być szansą na szybkie wprowadzenie niezbędnych środków ochrony lasów deszczowych i wzmocnienie pozycji mojego ludu oraz innych społeczności, które w Amazonii żyją. Zróbmy to razem!
Z nadzieją i determinacją, Txai Suruí wraz z całym zespołem Avaaz
Dear all, it’s been 5 years since we organized and walked Civil Marsh For Aleppo. Now I would like to ask for your support – to sign a peace declaration in order to get (more) women around peace negotiation tables: https://www.womenpeacetable.com/en
Już dwa tygodnie minęły, ale to, co, jak i gdzie się 4 czerwca zdarzyło tak szybko nie zniknie z pamięci. Oby tylko to coś przyniosło, oby tylko…
Mal Content
Jak się czuje facet na demonstracji? Manifestacji? Proteście? Marszu? Jak to coś zwał, tak zwał. Ale jak on się czuje?
Na „rok ów, Sierpień ów, który każdy widział w naszym kraju”, facet stawił się jako dziecko w wieku wczesnoszkolnym, mało rozumiał, a na partycypację był zdecydowanie za mały. Zresztą – kto by go tam puścił, mu pozwolił?
Kiedy „Maj ów i Czerwiec ów”, poprzedzające Jesień Ludów, kwitły wariacko kasztanowcami, a później robiniami akacjowymi, pyszniły się intensywnymi kolorami i woniami, facet właśnie doszedł pełnoletniości. W ostatniej chwili, ale na tyle wcześnie, iż w wyborach udział wziął był i do przemian przyczynił się. Zaś przed wyborami już to jakieś ulotki rozklejał, już to, podpuszczony przez swego polonistę – prominentnego działacza lokalnej opozycji – wraz z klasowymi kolegami na głównym deptaku miasta mini agitację uprawiał, bo sercem całym był za zmianą, ale… W gruncie rzeczy jego zaangażowanie było mikre, jako że miał wtedy na głowie inne sprawy, w jego mniemaniu znacznie ważniejsze: szło wszak o wybór drogi życia, troskę o własne zbawienie oraz odkupienie całego świata. Swoją drogą jak to możliwe, aby troszcząc się o świat cały, być jednocześnie do tego stopnia egocentrycznym i wsobnym? Trudno orzec jak, ale facet chce was zapewnić: jest to absolutnie możliwe.
Trzydzieści cztery lata minęły jako mgnienie. Facet z duchowej stratosfery sfrunął sokolim lotem nurkowym i „w muł prozy życia” (by użyć pretensjonalnej metafory) gębą zarył. Nie on pierwszy i nie on ostatni. O takich kamikadze pisał fraszkopis: Mistyk wystygł. Wynik? Cynik. Tyleż zgorzkniały, na ile gorący był mistyk.
I nadszedł moment, kiedy facet powoli zaczął się obwąchiwać i oswajać z kolejną nadchodzącą jesienią, tym razem jesienią jego życia. I – powoli bo powoli, ale jednak – zaczął się pakować przed odlotem i sprzątać po sobie. A tymczasem znów się rozlega spazmatyczny krzyk: Dla Boga, panie Wołodyjowski! Larum grają! wojna! nieprzyjaciel w granicach! Cóż, pan Wołodyjowski od początku wiedział, że tak będzie. Najpierw go to gryzło, ale potem – spowszedniało. No bo ostatecznie sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało… to znaczy, przepraszam, dumny Narodzie. Chcieliście ludziska, to macie, ja powoli, jako się rzekło, szykuję odlot do ciemnych krajów.
A głos rozpaczliwie woła, duszę rwąc: a ty się nie zrywasz? szabli nie chwytasz? na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu? Zaliś swej dawnej przepomniał cnoty? Cóż z tego, niech woła. Pierwsze primo: ta dawna cnota nie taką znowu wielką była. A drugie secundo: scyniczniały do cna Wołodyjowski sensu w chwytaniu szabli nie widzi, jako, że przeczucia ma jak najgorsze i nadzieja żadna się w nim nie tli. Jednak jego polonista po raz drugi go sprowokował. Nieważne, iż już od dobrych kilku lat przebywa w ciemnych krajach. Wcześniej zaszczepił facetowi zamiłowanie do conradowskiego postrzegania świata: po prostu facet, nawet do cna cyniczny, ale jednak facet, aby na miano faceta zasłużyć, musi – po prostu musi – to i owo uczynić, choć sprawę uznaje za beznadziejną i z góry przegraną. Musi, jeśli chce się równo i dokładnie ogolić. Bo tego bez patrzenia w lustro zrobić się nie da.
Dołącza przeto facet do manifestacji. Ale jak się na niej czuje? Nieszczególnie. Uniesienia tłumu żadnego przystępu do niego nie mają. Wypaliło się. Jest tutaj, bo wie, że musi. Ale czuje trzeźwo, beznadziejnie trzeźwo, że… Pesymizm? Nie, realizm. Ach, jak bardzo chciałby się mylić! Jak bardzo…
Za jakieś dwie dekady, kiedy to runie, bo w końcu przecież runie, facet, o ile jeszcze pozostanie na miejscu, a nie w ciemnych krajach, chyba już nie będzie się potrafił cieszyć. Czy pójdzie na demonstrację? Nie wiadomo, czy zdrowie pozwoli. Trudno też przypuścić, co się wykluje, po tylu latach destrukcji, jako alternatywa. Czy warto będzie ją wspierać? Za późno, za niepewnie, cholera jasna i psiakrew
I tak poznałyście, drogie dzieci, historię faceta, który ani razu nie był i nie będzie „w porę”. Niech będzie wam ona przestrogą! A co pozostało facetowi? Ptaszęta niebieskie śpiewają mu: carpe diem, faciu, carpe diem. I on to robi. To nawet miłe.
In April & Mai wird sich die BEGiNE in die Botschaft der Polinnen verwandeln. Dieses künstlerische Konzept wurde für das Kollektiv Dziewuchy Berlin als Alternative zur realen polnischen Botschaft geschaffen, die seit der Machtübernahme der PiS in Polen ein unzugänglicher Ort für Menschen geworden ist, die nicht der Ideologie der Partei anhängen. Alle Menschen können Botschafter:innen polnischer Frauen* werden – unabhängig von ihrem Geschlecht, ihrer Nationalität oder ihrem Alter. Die Botschaft ist mobil, hat keine feste Adresse und tritt in verschiedenen Konstellationen und an unterschiedlichen Orten in Erscheinung.
Dziewuchy Berlin ist ein polnisches feministisches Kollektiv, das am 02.04.2016 im Rahmen einer Mobilisierung gegen die Maßnahmen der konservativen polnischen Regierung und der Partei Recht und Gerechtigkeit gegründet wurde. Also feiern wir am 01.04.23 auch in den Geburtstag rein!
Im Jahr 2018 wurde das Kollektiv vom Frauenrat der Partei „Die Grünen/90“ für sein Engagement im Kampf für Frauenrechte mit dem Green Pussyhat Award ausgezeichnet und im Jahr 2021 erhielten sie den renommierten Clara-Zetkin FrauenPreis. 2022 haben die Dziewuchy Berlin beschlossen, ihre eigenen Preise an Aktivist:innen zu vergeben, die sich für die deutsch-polnische Schwesternschaft einsetzen – die Siostry* Preis.
Bei Dziewuchy Berlin wird Widerstand in einem dynamischen Prozess durch kreative Aktionen ergänzt – nicht nur im Bereich der Kunst (bildende Kunst, Performance, Musik), sondern auch durch die Schaffung von Realität. Denn es reicht nicht aus, dagegen zu sein.
Die Ausstellung präsentiert die Aktionen des Kollektivs Dziewuchy Berlin in den letzten sieben Jahren, die unter anderem über wegweisende Ereignisse wie den Schwarzen Protest (3.10.2016), die Aktion Global Scream oder #IchStreike (8.3.2019) oder die Veranstaltungsreihe Blutige Wochen (Herbst 2022) berichten. Sie besteht aus Originalobjekten (z. B. Transparenten von Demonstrationen) sowie aus Plakaten mit Beschreibungen, Grafiken und Fotos von Fotograf:innen: Wojtek Drozdek, Oliver Feldhaus, Gabriella Falana, Sabrina Gröschke, Liam Hayes, Camilla Lobo, Patrycja Makucewicz, Maciej Soja und Dorota Szpajda, Marzena Zajączkowska.
Bei der Eröffnung der Ausstellung werden Dziewuchy über ihre Aktivitäten berichten und es wird ein deutsch-polnisches Feministisches Quiz geben!
Foto: „Global Scream” in der Botschaft der Polinnen, Oliver Feldhaus.
Autorin und Kuratorin der Ausstellung ist polnische Artivistin Anna Krenz, Gründerin der Gruppe Dziewuchy in Berlin und des Projekts und Vereins Ambasada Polek – Botschaft der Polinnen, Initiatorin des Global Screams.
Może macie niepotrzebną biżuterię, której już nie nosicie a której nie chciałyście tak po prostu wyrzucić? Może być niepełna, może być popsuta, sztuczna. Ważne, żeby nie była czymś, co tanio i anonimowo kupię w sklepie. Potrzebuję jej, aby odtworzyć BEZOARY – obiekty, które w 2014 roku przygotowałam na wystawę PERYGEUM. Jeden mienił się odcieniami złota, a drugi srebra. Powstały w trudnym dla mnie czasie. Wydaliłam je jako ostatnią pracę, którą zrobiłam przed wyjazdem.
Bezoary doczekały się tekstu, który dla nich i dla kardynalskiej sukni napisała Inga Iwasiów. Później został opublikowany w zbiorze opowiadań „SMAKI I DOTYKI”:
„A potem rozcięli mnie po raz pierwszy. O, jaki duży. Wyjmowali ostrożnie, żeby nie ranić. Pozwolili przez chwilę popatrzeć. Rozpoznałam perłę z naszyjnika matki. Rzadki, czarny okaz. Położyli mi go na piersi. Przyciśnięty, zakuł. Chyba płakałam, ale zawieźli mnie szybko do sali pooperacyjnej i podłączyli kroplówkę. Jedz, bo umrzesz jak on. Kim był on, o kim mówili? Kroplówka kapała powoli. Miała różowy kolor na styku z moją niebieską żyłą. Widziałam to dokładnie – wpompowali we mnie różowe, a ja zapragnęłam purpury. Nie próbuj, mówili, następnym razem tkanka nie wytrzyma, ptaszku.”
Obiekty zostały zainspirowane historią medycyny. Bezoary są to ciała obce, tworzące się i zalegające w żołądku w wyniku połykania różnych materiałów, nieulegających trawieniu. Śluz zlepia owe połknięte materiały w bardzo twarde formy, które przyjmują kształt wnętrza żołądka. Niekiedy dodatkowo wypuszczają „warkocz” do jelita cienkiego.
Bezoary po raz pierwszy były pokazane na wystawie w Gdańskiej Galerii Miejskiej dzięki Iwonie Bigos później w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku dzięki Eulalii Domanowskiej. Tamte obiekty zaginęły. Chciałabym je odtworzyć, wydalić kolejne lęki, tym bardziej, że będą powstawały z myślą o wystawie w miejscu, w którym wszystko wydaje się lepsze niż teraz jest. Będę szczęśliwa, jeśli ktoś lub ktosia się do mnie dołączy z koralikiem, oczkiem pierścionka czy fragmentem łańcuszka, który kiedyś wybrałyście do noszenia .
Tydzień temu:
Gdy w poprzednim poście poprosiłam Was o przekazanie niepotrzebnej biżuterii, nie spodziewałam się, że odzew będzie tak wielki. Zaczęłam otrzymywać biżuterię od kobiet z całej Polski. Dostałam kilogramy błyskotek, łańcuszków, koralików, cyrkonii. Działo się to w czasie, gdy wszyscy gromadziliśmy się wokół innych zbiórek – tych dedykowanych Ukrainie. Czułam dyskomfort ciesząc się błyskotkami w czasie, gdy wokół mnie najważniejszą potrzebą były ciepłe posiłki, artykuły higieniczne czy bezpieczne miejsce do spania. Dlatego też, gdy Iza Kowalczyk poprosiła mnie o przekazanie pracy na aukcję dedykowaną osobom uchodźczym, zdecydowałam, że zrobię dodatkowy bezoar. Spędziłam tydzień sklejając na kuchennym stole to, co od Was dostałam.
Cudownie, że mogłam wykonać go z elementów, które inne kobiety – przyjaciółki, koleżanki, siostry – wybrały kiedyś, aby poczuć się lepiej, które upiększały ich ciała. Siedząc nocami i sklejając ze sobą koraliki czułam Waszą energię.
Będę wdzięczna, jeśli ten bezoar znajdzie nowy dom. Potraktujcie go proszę tak, jak były traktowane bezoary w średniowieczu – jako drogocenny dar i niezwykle skuteczna wszechstronna odtrutka, na którą pozwolić sobie mogli tylko wybrańcy. Niech komuś z Was przyniesie szczęście i pomoc tym, którzy dziś jej najbardziej potrzebują.
Mega dziękuję dziewczynom, które przekazały mi swoje skarby, również tym, od których jeszcze nie zdążyłam odebrać darów. Jeszcze się do Was odezwę .
Alice Schwarzer und andere wurden für ihren Brief an Olaf Scholz heftig kritisiert. Mehrere Prominente schreiben dem Kanzler nun ebenfalls – mit einem ganz anderen Appell. Intellektuelle um den Publizisten Ralf Fücks plädieren für die kontinuierliche Lieferung von Waffen an die Ukraine – nachdem eine Gruppe um Alice Schwarzer davor gewarnt hatte.
Anm. der. Administratorin: Wie gut es einem tut, dass es nicht nur Alice Schwarzer und Julie Zeh gibt, sondern auch Herta Müller und Maxim Biller, Olga und Vladimir Kaminer oder Daniel Kehlmann.
auf der Maikundgebung in Düsseldorf haben Sie gegen Pfiffe und Protestrufe Ihren Willen bekräftigt, die Ukraine auch mit Waffenlieferungen zu unterstützen, damit sie sich erfolgreich verteidigen kann. Wir möchten Ihnen auf diesem Weg Beifall für diese klaren Worte zollen und Sie ermutigen, die Entschließung des Bundestags für Waffenlieferungen an die Ukraine rasch in die Tat umzusetzen.
Angesichts der Konzentration russischer Truppen im Osten und Süden der Ukraine, der fortgesetzten Bombardierung der Zivilbevölkerung, der systematischen Zerstörung der Infrastruktur, der humanitären Notlage mit mehr als zehn Millionen Flüchtlingen und der wirtschaftlichen Zerrüttung der Ukraine infolge des Krieges zählt jeder Tag. Es bedarf keiner besonderen Militärexpertise, um zu erkennen, dass der Unterschied zwischen “defensiven” und “offensiven” Rüstungsgütern keine Frage des Materials ist: In den Händen der Angegriffenen sind auch Panzer und Haubitzen Defensivwaffen, weil sie der Selbstverteidigung dienen.
Wer einen Verhandlungsfrieden will, der nicht auf die Unterwerfung der Ukraine unter die russischen Forderungen hinausläuft, muss ihre Verteidigungsfähigkeit stärken und die Kriegsfähigkeit Russlands maximal schwächen. Das erfordert die kontinuierliche Lieferung von Waffen und Munition, um die militärischen Kräfteverhältnisse zugunsten der Ukraine zu wenden. Und es erfordert die Ausweitung ökonomischer Sanktionen auf den russischen Energiesektor als finanzielle Lebensader des Putin-Regimes.
Es liegt im Interesse Deutschlands, einen Erfolg des russischen Angriffskriegs zu verhindern. Wer die europäische Friedensordnung angreift, das Völkerrecht mit Füßen tritt und massive Kriegsverbrechen begeht, darf nicht als Sieger vom Feld gehen. Putins erklärtes Ziel war und ist die Vernichtung der nationalen Eigenständigkeit der Ukraine. Im ersten Anlauf ist dieser Versuch aufgrund des entschlossenen Widerstands und der Opferbereitschaft der ukrainischen Gesellschaft gescheitert. Auch das jetzt ausgerufene Ziel eines erweiterten russischen Machtbereichs von Charkiw bis Odessa kann nicht hingenommen werden.
Die gewaltsame Verschiebung von Grenzen legt die Axt an die europäische Friedensordnung, an deren Grundlegung Ihre Partei großen Anteil hatte. Sie beruht auf Gewaltverzicht, der gleichen Souveränität aller Staaten und der Anerkennung der Menschenrechte als Grundlage für friedliche Koexistenz und Zusammenarbeit in Europa. Es widerspricht deshalb nicht der Ostpolitik Willy Brandts, die Ukraine heute auch mit Waffen zu unterstützen, um diese Prinzipien zu verteidigen.
Russlands Angriff auf die Ukraine ist zugleich ein Angriff auf die europäische Sicherheit. Die Forderungen des Kremls für eine Neuordnung Europas, die im Vorfeld der Invasion formuliert wurden, sprechen eine klare Sprache. Wenn Putins bewaffneter Revisionismus in der Ukraine Erfolg hat, wächst die Gefahr, dass der nächste Krieg auf dem Territorium der Nato stattfindet. Und wenn eine Atommacht damit durchkommt, ein Land anzugreifen, das seine Atomwaffen gegen internationale Sicherheitsgarantien abgegeben hat, ist das ein schwerer Schlag gegen die Nichtweiterverbreitung von Atomwaffen.
Was die russische Führung fürchtet, ist nicht die fiktive Bedrohung durch die Nato. Vielmehr fürchtet sie den demokratischen Aufbruch in ihrer Nachbarschaft. Deshalb der Schulterschluss mit Lukaschenko, deshalb der wütende Versuch, den Weg der Ukraine Richtung Demokratie und Europa mit aller Gewalt zu unterbinden. Kein anderes Land musste einen höheren Preis bezahlen, um Teil des demokratischen Europas werden zu können. Die Ukraine verdient deshalb eine verbindliche Beitrittsperspektive zur Europäischen Union.
Die Drohung mit dem Atomkrieg ist Teil der psychologischen Kriegführung Russlands. Dennoch nehmen wir sie nicht auf die leichte Schulter. Jeder Krieg birgt das Risiko einer Eskalation zum Äußersten. Die Gefahr eines Nuklearkrieges ist aber nicht durch Konzessionen an den Kreml zu bannen, die ihn zu weiteren militärischen Abenteuern ermutigen. Würde der Westen von der Lieferung konventioneller Waffen an die Ukraine zurückscheuen und sich damit den russischen Drohungen beugen, würde das den Kreml zu weiteren Aggressionen ermutigen. Der Gefahr einer atomaren Eskalation muss durch glaubwürdige Abschreckung begegnet werden. Das erfordert Entschlossenheit und Geschlossenheit Europas und des Westens statt deutscher Sonderwege.
Es gibt gute Gründe, eine direkte militärische Konfrontation mit Russland zu vermeiden. Das kann und darf aber nicht bedeuten, dass die Verteidigung der Unabhängigkeit und Freiheit der Ukraine nicht unsere Sache sei. Sie ist auch ein Prüfstein, wie ernst es uns mit dem deutschen “Nie wieder” ist. Die deutsche Geschichte gebietet alle Anstrengungen, erneute Vertreibungs- und Vernichtungskriege zu verhindern. Das gilt erst recht gegenüber einem Land, in dem Wehrmacht und SS mit aller Brutalität gewütet haben.
Heute kämpft die Ukraine auch für unsere Sicherheit und die Grundwerte des freien Europas. Deshalb dürfen wir, darf Europa die Ukraine nicht fallen lassen.
Erste Unterzeichner unten – als ich es gestern um 15 Uhr unterzeichnet habe, war ich circa 6000. Bei dem Unterzeichnen sieht man die ganze Liste und auch die Zahl der schon geleisteten Unterschrifte.
Stephan Anpalagan Gerhart Baum Marieluise Beck Maxim Biller Marianne Birthler Wigald Boning Prof. Tanja Börzel Hans Christoph Buch Mathias Döpfner Prof. Sabine Döring Thomas Enders Fritz Felgentreu Michel Friedman Ralf Fücks Marjana Gaponenko Eren Güvercin Rebecca Harms Wolfgang Ischinger Olga Kaminer Wladimir Kaminer Dmitrij Kapitelman Daniel Kehlmann Thomas Kleine-Brockhoff Gerald Knaus Gerd Koenen Ilko-Sascha Kowalczuk Remko Leemhuis Sabine Leutheusser-Schnarrenberger Igor Levit Sascha Lobo Wolf Lotter Ahmad Mansour Marko Martin Jagoda Marinić Prof. Carlo Masala Markus Meckel Eva Menasse Herta Müller Prof. Armin Nassehi Ronya Othmann Ruprecht Polenz Gerd Poppe Antje Rávik Strubel Prof. Hedwig Richter Prof. Thomas Risse Prof. Gwendolyn Sasse Prof. Karl Schlögel Peter Schneider Linn Selle Constanze Stelzenmüller Funda Tekin Sebastian Turner Helene von Bismarck Marie von den Benken Marina Weisband Deniz Yücel Prof. Michael Zürn
ViSdP: Ralf Fücks, Zentrum Liberale Moderne, Reinhardtstr. 15, 10117 Berlin
Przyjaciele i Przyjaciółki! Ludzkość nie radzi sobie z powstrzymaniem katastrofy klimatycznej. Kiedyś było to po prostu pilne. Dziś planeta rozpaczliwie woła o pomoc.
Przywódcy państw całego świata spotykają się właśnie na szczycie klimatycznym. Jednak obietnice bez pokrycia w realnych działaniach już nie wystarczą. Potrzebni są nam przywódcy, którzy wiedzą, co trzeba zrobić i to zrobią, by cofnąć nas znad przepaści.
Jadę na ten szczyt z inspirującymi, młodymi liderkami: Vanessą Nakate z Ugandy i Dominiką Lasotą z Polski. Spotkamy się osobiście z delegatami kilkudziesięciu państw, by dostarczyć im olbrzymią petycję wzywającą do podjęcia natychmiastowych działań. Dołącz do nas już teraz: podpisz ten apel jednym kliknięciem i prześlij go swoim bliskim.
Tym słowem młodzi ludzie na całym świecie określają fakt, że rządy naszych państw nie radzą sobie z redukcją emisji gazów cieplarnianych. Nie powinno to dziwić.
Wciąż bardzo wiele nam brakuje, by nie dopuścić do wzrostu temperatury o więcej niż 1,5°C, a mimo to rządy przyspieszają kryzys, wydając miliardy na paliwa kopalne.
To już nie jest ostrzeżenie. To ostatnia szansa dla Ziemi. Gdy nasza planeta zostanie zdewastowana, zginą miliony ludzi. Od waszych decyzji zależy, czy unikniemy tego przerażającego losu, czy zgotujemy sobie taką przyszłość. To wy o tym postanowicie.
Jako obywatelki i obywatele całego świata wzywamy was do stawienia czoła kryzysowi klimatycznemu. Nie za rok. Nie za miesiąc. Teraz!
Oto nasze żądania:
Utrzymanie celu, jakim jest ograniczenie ocieplenia do 1,5°C. Wymaga to natychmiastowej i radykalnej redukcji emisji, która z roku na rok musi przybierać niespotykaną dotąd skalę. Bezzwłoczne zaprzestanie wszelkich inwestycji w paliwa kopalne i dopłat do tych paliw. Wstrzymanie nowych projektów oraz poszukiwania i eksploatacji nowych złóż. Zerwanie z „kreatywną księgowością” emisji i publikowanie całkowitych emisji dla wszystkich wskaźników konsumpcji, łańcuchów dostaw, międzynarodowego lotnictwa i żeglugi oraz spalania biomasy. Wypłacenie obiecanych 100 miliardów dolarów krajom najbardziej narażonym na skutki zmiany klimatu oraz dodatkowych środków na likwidowanie skutków katastrof klimatycznych. Ochrona pracowników i pracownic oraz innych osób najbardziej narażonych na skutki kryzysu i likwidacja wszelkich form nierówności. Wystarczy jeden zdeterminowany przywódca, by cały świat odczuł różnicę. Zmiana klimatu to wyjątkowa okazja do radykalnej przemiany naszych społeczeństw na lepsze. To także czas dla zdeterminowanych przywódców z wizją. Będzie to wymagać ogromnej odwagi – ale wiedzcie, że kiedy się na nią zdobędziecie, u waszego boku staną miliardy ludzi.
W obliczu bezczynności władz czasem trudno nie tracić nadziei. Ja jednak nadzieję czerpię z ludzi – tych milionów z nas, którzy działamy, by ocalić przyszłość. Czerpię ją z naszych demonstracji, z naszej determinacji do dalszej walki. Słyszę ją w naszych drżących głosach, gdy mówimy politykom prawdę w oczy. Moja nadzieja jest zakorzeniona w działaniu, a napędza ją miłość do ludzi i do naszej przepięknej Ziemi. To właśnie ona utrzymuje mnie w przekonaniu, że możemy to zrobić. I że musimy to zrobić. Razem. Z ogromną nadzieją,
Greta ze Szwecji, Vanessa z Ugandy, Dominika z Polski i Mitzi z Filipin razem z młodzieżowymi aktywistami i aktywistkami z całego świata i całym zespołem Avaaz
Po północy nasz zespół otrzymał od organizacji pomocowej zgłoszenie o dużej grupie osób potrzebujących pomocy. Poszkodowani przebywali w lasach od wielu dni. Na miejsce udali się Andrzej Dziędziel (kierowca-ratownik), Weronika Bujko-Kiersnowska (lekarka) i Piotr Kołodziejczyk (ratownik medyczny). Zgłoszenie dotyczyło grupy ponad 30 osób przebywających poza strefą stanu wyjątkowego. Na miejsce pojechała też Anna Borkowska (lekarka), która miała zacząć swój dyżur o 8:00, ale przebywała już w naszej bazie. Okazało się, że niemożliwe jest dotarcie do poszkodowanych żadnym pojazdem – musieliśmy zaparkować na końcu drogi i przedrzeć się do grupy nocą przez gęsty las razem z naszym sprzętem oraz pakietami pomocowymi. Nieśliśmy ze sobą około 35 litrów wody oraz kilka termosów z gorącą herbatą. Marsz po grząskim terenie, przez gęsto usiane przewalone drzewa trwał około 40 minut.Na miejscu zastaliśmy grupę 8 mężczyzn, 6 kobiet i 16 dzieci. Najmłodsze z nich miało około roku, było karmione piersią. Cała grupa była wychłodzona, bardzo głodna i spragniona. Przekazaliśmy żywność, wodę i koce. Jedna z kobiet była w drugim trymestrze ciąży. Jej stan bardzo nas niepokoił – dolegliwości, które zgłaszała, mogły świadczyć o poważnych powikłaniach położniczych. Po nakarmieniu, ogrzaniu i nawodnieniu jej stan się poprawił. Oceniliśmy też medycznie kilkoro dzieci oraz mężczyznę w podeszłym wieku, po amputacji części nogi, który wędrował przez las od wielu dni. Obejrzeliśmy kikut nogi, zaopatrzyliśmy go i przekazaliśmy odpowiednie leki przeciwbólowe. Skonsultowaliśmy medycznie i podaliśmy odpowiednie leki kilku innym osobom, które cierpiały z powodu urazów, a także dolegliwości internistycznych i ginekologicznych. Na miejscu pomagała nam jedna z członkiń grupy, która w swoim kraju pochodzenia pracowała jako pielęgniarka anestezjologiczna. Zostawiliśmy poszkodowanym bardzo duże ilości leków na ich choroby, a także żywność i wodę. Do grupy dotarli również członkowie organizacji pomocowych, którzy wraz z nami świadczyli pomoc humanitarną. Wszyscy nasi pacjenci kategorycznie odmówili przewiezienia do szpitala. Obawiali się bycia oddzielonymi od rodzin. Grupa była nam ogromnie wdzięczna za udzieloną pomoc. Na pożegnanie zostaliśmy wyściskani. Wróciliśmy do bazy po 6 rano – cała akcja trwała około sześciu godzin. To była najcięższa z naszych dotychczasowych interwencji. Nigdy, w całym swoim życiu zawodowym, nie widzieliśmy czegoś takiego.
Nie mogę pisać wszystkiego, wybaczcie. Obiecuje, że opiszę to wszystko w książce, którą MUSZĘ napisać. Nie mogę tego nie zrobić. Słowo to mój żywioł. Moje życie. Teraz tylko krótka relacja.
Wezwanie pomocy. Wyjazd o 22:00. Powrót 6:00 rano. Potem niosę w sumie 80 kg jedzenia i sprzętu ratującego życie – nie licząc wody, ciepłej zupy i ciepłych ubrań. Wszystko zaniesione na plecach przez koleżankę i przeze mnie.
W drodze powrotnej co 100 metrów żołnierze. Palą ogniska. Pada deszcz. Trzęsą się z zimna. Nie mam już dla nich współczucia. Mają długą broń. Ktoś, kto nosi długą broń, musi sobie sam radzić z deszczem i wiatrem.
W czasie powrotu nagła kontrola SG. Ponad dwie godziny ewidentnie złośliwego trzepania. Co tu robimy? Po co jedziemy w nocy? Po co ma pan kalosze na nogach? Dlaczego ma pan brudne spodnie? Mandat dla koleżanki 500 zł za przebywanie w strefie. To nic, że mieszka kilkaset metrów od jej granicy i żeby dojechać do cywilizacji, musiałaby lasem nadrabiać wiele kilometrów po bezdrożach. “Może pani go nie przyjąć, ale wtedy jedziemy na dołek i składamy wniosek do sądu. Potrwa to około doby.” Koleżanka przyjmuje mandat. Ma w domu dwoje dzieci – nie ma doby na bycie poza domem. Funkcjonariuszka jest nienaturalnie i jadowicie miła. W oczach ma połączenie satysfakcji, wstydu, strachu i czegoś jeszcze, coś takiego jakby u robota albo nie-umarłego.
Pod koniec okazuje się, że jeszcze sprawdzają numer VIN auta. Patrzą, oglądają, ch… wie co i po co. Długo patrzą. Nie spieszą się. W tym czasie w ich radiowozie chodzi silnik. Przez 2 godziny! Paliwo po 6 złotych – za nasze podatki. Przeszukują torby i samochód. Wystawianie samego mandatu trwa ponad godzinę. W końcu nas puszczają. Funkcjonariuszka mówi: “Do zobaczenia w lepszych okolicznościach”. Odpowiadam, że już nigdy nie będzie lepszych okoliczności. Ona pyta dlaczego. Odpowiadam, żeby sama sobie odpowiedziała na to pytanie. Na sam koniec chcę ją zapytać, gdzie są dzieci z Michałowa.
Rezygnuję. Jest noc. Ciemny las. Wolę nie zaogniać sytuacji. Funkcjonariuszka z kolegą szybko wsiadają do auta. Eskortują nas kilkanaście kilometrów prawie pod sam dom koleżanki. Zapalają długie światła, które przez lusterka mnie oślepiają. Robią to specjalnie. Wbrew przepisom drogowym. Siedzą nam na tyłku. Po drodze koleżanka pyta mnie co czuję. Ja mówię, że nienawiść i lęk. Ona mówi, że obrzydzenie – obrzydzenie do tego świata, do całej rzeczywistości, że za dostarczenie komuś jedzenia, suchych skarpet, kurtek i wody człowiek musi się bać, musi się tłumaczyć i musi płacić mandat, który stanowi czwartą część statystycznych miesięcznych dochodów Polaka.
Odwożę koleżankę do domu, do jej wsi. Przesiadam się do swojego auta. Nadrabiam 20 kilometrów polnymi drogami, żeby uniknąć checkpointów policyjnych. Nie chodzi o to, że się boję. Mam prawo jechać, mieszkam w strefie. Nie mam nic nielegalnego w samochodzie. Nigdy nie mam. Po prostu funkcjonariusze policji są bardzo mili i zwłaszcza ci koło mojej wsi zawsze chcą pogadać, a mi się chce już rzygać na widok kogutów na radiowozie, tych ich mieczy laserowych, którymi machają, żeby zatrzymać samochód, na widok ich uśmiechniętych twarzy, jak gdyby nic się nie stało. Tymczasem się stało. Stało się zło. Otacza mnie. Trawi. Dławi. Oni je reprezentują, nawet jeśli są prywatnie zwykłymi i fajnymi ludźmi. Niestety, każdy ponosi odpowiedzialność za to, w czym w życiu uczestniczy.
W domu przeglądam jeszcze wiadomości na messengerze. W jednej z nich, od kolejnego znajomego, czytam, że jestem kłamcą, oszustem, manipulatorem i wrogiem własnego kraju. Kładę się do łóżka – jest 6:56. Biorę tabletkę Xanaxu. Lekarz mi polecił, bo coś już odkleja mi się w mózgu. Postaram się wyspać. Nie chcę, żeby cokolwiek mi się śniło. Od tygodni są to tylko koszmary. Tylko tyle mogę Wam napisać. Naprawdę nie mogę więcej… Reszty domyślcie się sami.
Słynne zdjęcie; wiem, jest czyjeś, ale nie wiem, czyje. Może pana Mirosława. Przepraszam, jeśli nadużyłam czyichś praw autorskich.
I niektóre komentarze:
* To jak list rozbitka w butelce. Znalazłem go. Jak dać odpowiedź?
* Ile jeszcze będziemy to znosić? Ile jeszcze? Jak długo?
* Ten piorun leci już poprzek rodzin, stołów przy których jemy wspólnie obiad, nie ma trzeciej drogi
Przypominam:
Tu można wpłacać pieniądze, które naprawdę dotrą do tych, niosących pomoc tam na granicy: Grupa Granica.
Wpłacajcie! to dzięki naszym wpłatom osoby w terenie, ale też prawnicy, psycholodzy i cała armia dobrych ludzi może robić to, co robi. Wpłacajcie, choćby po to, żeby ci ludzie mieli z czego zapłacić te cholerne mandaty. Dziękuję: https://zrzutka.pl/kk4yh2