Ela Kargol
Friedhof Schöneberg III
Cmentarz przy Stubenrauchstrasse w Berlinie Friedenau założony został w roku 1881, wciśnięty między kamienice, szkołę, otoczony wysokim murem, po którym bluszcz pnie się aż na drugą stronę, prawie na ulicę, a szkolne podwórko pełne dziecięcego gwaru doskonale kontrastuje z cmentarną ciszą. We Friedenau nie było miejsca na cmentarz. Poświęcono jeden z placy, mianowicie Plac Hamburski. Już przy planowaniu cmentarza, myślano o jego likwidacji. Cmentarz przetrwał do dziś.
Mówi się o nim, że jest cmentarzem artystów z uwagi na bliskość osiedla zwanego Kolonią Artystów (Künstlerkolonie Berlin). Ale nie tylko artyści znaleźli tu ostatnie miejsce spoczynku.
Najczęściej poszukiwanym i odwiedzanym grobem jest grób Marleny Dietrich.
Przychodziłam tu na spacery z córką, gdy Marlena jeszcze żyła, a na cmentarzu był tylko grób jej matki. Ale ja o tym wtedy nie wiedziałam. Prawdopodobnie mało kto o tym wiedział. Dopiero gdy na grobie matki Marleny pojawiła się informacja o likwidacji grobu, a do odpowiednich urzędników dotarło, o jaki grób chodzi, kartkę o przemijającym terminie ważności usunięto, a grób uporządkowano.
Uwielbiałyśmy „katakumby”, które naprawdę są kolumbarium, zaprojektowane przez tego samego architekta, który zbudował wcześniej już wspomnianą szkołę i kaplicę cmentarną. Hans Altmann urodzony w Gdańsku główny architekt dzielnicy Friedenau zaprojektował nie tylko tę szkołę, ale jeszcze dwie inne. Jedną z nich, Paul Natorp Oberschule ukończyła moja młodsza córka. Gdy wydawało się, że nie starczy miejsca na cmentarzu we Friedenau, wzorem innych dzielnic zakupiono grunty za Berlinem, w Güterfelde (wtedy Gütergotz) i w roku 1914 otwarto dla dzielnicy Friedenau cmentarz Waldfriedhof Friedenau in Gütergotz, który graniczy bezpośrednio ze znanym cmentarzem w Stahnsdorfie. Kształtem cmentarz nawiązuje do zarysu dzielnicy Friedenau. Nie cieszył się on długo popularnością. Zmieniły się tradycje pochówków i za duża odległość od Berlina nie sprzyjały planom architektów i pomysłodawców. Cmentarz, ten w Güterfelde jest dość pusty. Jedynym znanym grobem jest grób Maxa Schrecka, aktora, mieszkańca Friedenau, odtwórcy roli hrabiego Orlok w słynnym filmie Murnaua Nosferatu – symfonia grozy.
W dolnej części kolumbarium zawsze było sporo wolnych „mieszkań” i tak jest do teraz. Ta pustka bardziej wieje grozą niż jej część nadziemna, prawie całkowicie “zamieszkana”.
Dzisiaj przyszłam tutaj już z dorosłymi córkami i wnuczką, która nie może się nadziwić, jak szybko i sprawnie skaczą wiewiorki, jak szybko i sprawnie chowają orzechy między nagrobne kwiaty i jesienne liście. Z ponownym ich znalezieniem będzie już kłopot.
Trzy starsze panie siedzą na ławce przy honorowym grobie kompozytora Ferruccio Busoniego, dokładniej u stóp pomnika „Geniusz”, autorstwa Georga Kolbe i grzeją się w promieniach listopadowego słońca, delektują kawą, zagryzają tortem. Podchodzę bliżej, każda trzyma na kolanach papierową tackę z kawałkiem szwarcwaldzkiego tortu. Urodziły się chyba tuż po wojnie, więc nie mogą już być tymi słynnymi „Wilmersdorfer Witwen” z musikalu „Linie 1”, chociaż takie było moje pierwsze skojarzenie. I nagle zachciało mi się też, jak one wypić kawę i zjeść ciastko wśród tej grobowej nieciszy. Wysłałam córki do graniczącej z cmentarzem cukierni, zapragnęłam może nie dziadów, ale małej uczty cmentarnej. Torcik makowy, cappucino, a obok anioł śmierci, harce wiewiórek i dwie wrony.
Wrony łączą się z symboliką śmierci, w każdym kraju te wierzenia są trochę inne. Dla mnie wrony zawsze są duszami zmarłych. Wspominam tych, którzy niedawno odeszli i tych, o których zawsze będę pamiętać. O wiewiórce nic nie wiem, więc doczytuję.
Wiewiórka tak jak wrona jest podobno zwierzęciem mocy, ale zamiast śmierci przynosi nam witalność i radość z życia. Może to dobry znak, że wiewiórki, choć mniejsze od wron, cały czas je przeganiają. Życie zwycięża, zawsze.
Obok mogiły Marleny Dietrich jest grób Helmuta Newtona, słynnego fotografa, dwadzieścia lat młodszego od Marleny. Pochodził z zamożnej żydowskiej rodziny, w roku 1938 udało mu się opuścić Berlin i przez Singapur dotrzeć do Australii. Helmut Newton sfotografował Marlenę w roku 1983, choć niektórzy mówią, że po kłótni artystów w latach 70, Dietrich odmówiła dalszej współpracy z Newtonem i fotografowi do zdjęcia pozowała lalka w ubraniu artystki. Helmut Newton obchodziłby 30 października swoje setne urodziny, stąd bardzo oficjalny wieniec na jego grobie, przysłaniający zdjęcie fotografa.
Przechadzam się alejkami, pełnymi starych drzew, czytam nazwiska, daty. Prawie każdy cmentarz ma kwatery z mogiłami z obydwu wojen. Choć nie wszyscy to żołnierze, ale ich mogiły zawsze poukładane są w wojskowym szyku.

Pod wielkimi płaczącymi bukami jest grób inny od wszystkich, kolorowy, z popielniczką i butelką piwa, z puszkami ze sprayem i pisakami, na zniczach różne napisy. Yanneck miał 18 lat, gdy zginął wraz z kolegą podczas sprajowania kolejki miejskiej. Yanneck był artystą graficiarzem. Koledzy graficiarze bardzo dbają o mur cmentarny.

Mazia, moja wnuczka wyprosiła u mnie aparat, by fotografować wybryki wiewiórek. A gdy jej uciekały wynajdywała takie cudeńka na grobach, których ja, choć w okularach, bym nigdy nie dostrzegła. Złotka, serduszka, morskie koniki i małe kamienie, a na nich jeszcze mniejsze namalowane aniołki. Doskonale przeciwstawiają się aniołom śmierci, które pod postacią posągu otwierają drzwi do świata zmarłych i krainy wieczności, choć niektóre stoją tylko na straży grobu.

Nad bramą cmentarną dostrzegam symbol alfy i omegi, dwóch liter alfabetu greckiego który powtarza się często na nagrobkach. Α i Ω, początek i koniec, a pomiędzy nimi jest życie i wiele liter. Moją ulubioną literą jest pi, dla matematyków liczba π, w środku alfabetu greckiego, w środku życia, liczba niewymierna i nieskończona.
Nie każde życie zaczyna się alfą, a kończy omegą, niektóre kończą się wcześniej, na becie, gammie, lambdzie albo właśnie na pi.

Cmentarz Grunewald to, jak Barataria u Cervantesa, wyspa, gdzie Sancho Pansa przez dziesięć dni sprawował rządy jako gubernator, wyspa na lądzie – nie omywają jej przejrzyste wody jeziora lub rzeki, otaczają ją tory kolejki miejskiej i kolei regionalnej. Wyspa znajduje się w samym centrum miasta, jest oddalona o parę kroków od głównej ulicy zachodniego Berlina czyli Kudammu, tuż obok mają sklepy Wielcy Tego Świata, Gucci, Armani, Hermes, gdzie powyciągana posthippisowska sukienczyna potrafi kosztować sześć tysięcy euro.





Hier wiederholt sich alles: Es gibt ein kleines Palais (das von der Fürstin und den Fürsten, die Sancho Pansa zu Gubernator auf der Insel Barataria machten?)

Nie chcę wartościować. Nie wiem, który z nich był lepszy, który z nich odegrał ważniejszą rolę w zmienianiu niemieckiej wizji świata, ale Hilsenrath miał w tym procesie ogromny udział. Jak wielki, niech świadczy fakt, że książka Nazi i fryzjer ukazała się najpierw po angielsku w USA, a dopiero potem w Niemczech. Bo w Niemczech bardzo bolała. Jak napisał ponieżej w komentarzach Tibor Jagielski, nie dlatego że Hilsenrath był Żydem, tylko z uwagi na problemy, które poruszała. A przede wszystkim to, jak je poruszała.
w ogóle, to tylko po to, żeby wydać książkę, a tak, to sio mucho, nie zawracaj głowy.















O Lewandowskiej Wikipedia nie wspomina, a, mimo iż kęs czasu już upłynął od wizyty Iwony w Berlinie, autorka zdjęć i duchowa współautorka tego wpisu nadal nie znalazła notatek z wycieczki na Riwierę w maju 2015 roku. Szukam więc w internecie.