Hejka droga Polonio! Organizujemy wydarzenie ze zbiórką pieniędzy na pomoc humanitarną dla Gazy. Będzie jedzenie (m.in. wegańskie pierogi ruskie!), muzyka, panele dyskusyjne, mały flohmarkt.
Serdecznie zapraszamy!
Jako grupa polskich aktywistów i aktywistek na rzecz Palestyny, chcielibyśmy serdecznie zaprosić na wydarzenie “Polonia dla Palestyny – jeszcze Gaza nie zginęła”, które odbędzie się 28.04.2024 o godz. 18.00 w MaHalle (Waldemarstraße 110, 10997 Berlin).
zaprasza na berlińską premierę spektaklu Irena 5 maja 2024 roku o godz. 17:00 w Admiralspalast w Berlinie
Irena to spektakl w reżyserii Briana Kite’a o Irenie Sendlerowej. Ta polsko-amerykańska produkcja miała swoją prapremierę w sierpniu 2022 roku, w 80 rocznicę częściowej likwidacji warszawskiego getta i śmierci Janusza Korczaka. Kompozytorem muzyki do tego dramatu muzycznego jest laureat Grammy Włodek Pawlik. Po znakomitych recenzjach i świetnym przyjęciu przez publiczność, zostaliśmy zaproszeni, by pokazać ten spektakl w Teatrze Polskim w Warszawie w 80 rocznicę Powstania w Getcie Warszawskim w marcu ubiegłego roku. Wśród gości znalazło się ponad stu zaproszonych przez MSZ przedstawicieli Korpusu Dyplomatycznego akredytowanego w Warszawie. W spektaklu uczestniczyła też Elżbieta Ficowska, – najmłodsze dziecko uratowane przez Irenę Sendlerową z warszawskiego getta. Po każdym z warszawskich spektakli adresowała swoją wspaniałą przemowę do zebranej publiczności. Elżbieta Ficowska zadeklarowała swój udział w berlińskiej premierze.
kiwanie się do muzyki w pełnym przyleganiu ciał i wąskim prześwitem poniżej bioder dwojga ludzi gdzie się działo, zazwyczaj dyskretnie i to się nazywało tango z bolcem
był też płaski plastikowy przedmiot nieco mniejszy od dłoni a na pewno węższy, kształtem nawiązując do rezonansowego pudła gitary z żyletką w środku mówiono o tym temperówka
w kuchni stał rodzaj elektrycznego garnka albo brytfanny z szybką do podglądania i dodatkowym metalowym kubeczkiem służącym między innymi wytwarzaniu ciast z gustowną dziurką ten element był zbędny przy pieczeniu drobiu całą machinę mianowano prodiżem
na podwórku dominował gwar, a to grających w metalowe kapsle i przez pstrykanie w nie palcami i w ten sposób przesuwanie ich po wyznaczonym torze a to piszczących lub skupionych podczas skakania przez związaną gumę na ogół taką od majtek, rozciągniętą między dwoma osobami stojącymi naprzeciwko siebie w odległości około półtora metra
klasy szkolne meblowano drewnianymi, przeważnie zielonymi, ławkami z otworem na kałamarz i wyżłobieniem na obsadkę stalówką wszystko w górnej części blatu a pod nim jeszcze kasetka na drugie śniadanie albo na…
zaznawało się również pozadomowych, częściowo sekretnych rozkoszy podniebienia: jak to woda w saturatora i wielorazowej szklanki określana zresztą gruźliczanką, czasami z sokiem, oraz oranżada nie pita a zlizywana w stanie stałym z brudnej łapy lub świeży chleb z wodą i cukrem
ma już człowiek swoje lata to wie, dopóki pamięta jak i po co przeżył te asanitarne czasy z gębą pełną radochy i z kluczem od mieszkania na szyi
9.04.2024
PS od adminki: Prodiż. Czy wiecie, co znaczy to francuskie pierwotnie słowo? Cud! Tak, kochani, to był cud, garnek, który piecze bez kuchenki.
Pan na filmiku, określający siebie jako Don Orca, odpowiada na pytanie, dlaczego nie mam dziewczyny? Dlatego że na pierwszej randce mówię dziewczynie coś takiego: Nie byłoby obu wojen światowych, gdyby Niemcy zamiast czytać Hegla, czytali Don Kichota. Hegel był bowiem filozofem i nauczył ich kroczenia drogą, która jest inkompatybilna z rzeczywistością.
Nie potraktowałam tego przesłania poważnie, filmik wydał mi się więc śmieszny, ale komentarze umieszczone pod nim są bezlitosne i nie zostawiają na autorze suchej nitki. Ogólny ich tenor brzmi: aha, gdybyśmy wszyscy czytali Don Kichota nie byłoby kapitalizmu, prześladowań, nienawiści, bezwzględności? A Franco? Przecież on na pewno czytał Don Kichota. Komentatorów płci męskiej interesuje przede wszystkim problem, czy można uniknąć wojny. Kobiet (jest ich jednak znacznie mniej) zapewniają pana Orkę, że one by lubiły taką zagrywkę jako początek flirtu. Ale oczywiście zawsze musimy mieć w pamięci słynną rozmowę Dustina Hoffmana z Jessicą Lang w Tootsie. Gdy Hoffman jest kobietą, Jessika mówi mu, iż nie lubi męskiego kluczenia opłotkami, skoro naprawdę chodzi im tylko o seks. Ona zatem chciałaby, żeby mężczyzna, który chce z nią pójść do łóżka, powiedział jej to prosto w oczy. Hoffman jako Hoffman mówi więc Jessice, że tak właśnie jest… A ona mu daje po pysku.
Nie planowałyśmy tego spaceru, choć możliwe, że jakiś spacer był w planach.
W Wielką Sobotę wybrałyśmy się na cmentarz przy kościele św Anny (St.- Annen- Kirche) w Berlinie – Dahlem. Kościół bardzo średniowieczny z cmentarzem parafialnym wokół i do niego przylegającym cmentarzem miejskim. Weszłyśmy tylną furtką prowadzącą bezpośrednio na cmentarz z ogrodu przy domu Niemöllera (Martin-Niemöller-Haus Berlin-Dahlem). Niemöller-Haus to dom parafialny przy kościele św. Anny, nazwany imieniem teologa i działacza ruchu oporu, antyfaszysty i pastora. Martin Niemöller mieszkał i pracował w tym domu w latach 1931-1937.
Rudi Dutschke– foto: Wikipedia (zdjęcia kościoła i domu – poniżej)
Darüber habe ich schon ganz am Anfang meiner „Karriere“ bei Ewas Blog geschrieben; jetzt ist mir wieder so ein Fall passiert. Er gehört in die Reihe „Zufall oder Schicksal?“ Ich beschreibe das inzwischen als zufällige Schicksalhaftigkeit oder schicksalhafte Zufälligkeit, auch wenn ich eigentlich daran glaube, dass alles vielleicht einen tief verborgenen Sinn hat. Wir erkennen ihn erst Jahre später, wundern uns dann, fragen, was war damals, warum, wie ist das möglich? Irgendwo ist aber doch der sprichwörtliche Hund begraben.
Do przeczytania zanim przyjdziecie jutro do Polskiej Kafejki Językowej na spotkanie z Autorką w piątek 19 kwietnia
Prolog Dzień, w którym umarła Maj, rok 2012
Doczekała się. W końcu spełniło się wszystko to, na co tak długo czekała i gdyby mogła to teraz zobaczyć, ucieszyłaby się, że wreszcie odeszła. Od miesięcy nie pragnęła niczego bardziej, niż uwolnić się od tego nędznego życia, poczuć ulgę, beztroskę i lekkość. Rzucić wszystko i odejść, co mogła osiągnąć tylko w jeden znany jej sposób. Nie poddała się od razu, walczyła, ale przegrała jednak z bezsilnością i beznadziejnością życia, jakie jej przypadło. A teraz? Teraz będzie już tylko dobrze, bo wreszcie nadszedł wymarzony i od dawna oczekiwany dzień, w którym zdołała przekroczyć tę cienką granicę ludzkiego bytu, po której stąpa tak wielu.
Kiedy w 2014 roku, na zaproszenie Stowarzyszenia Literatów Białorusi, Oddział Grodzieński wraz z moimi berlińskimi przyjaciółmi przybyłem do tego pięknego miasta, nie wiedziałem jeszcze, że przez przypadek stanę się bohaterem pewnej, związanej z poniższym drzewem, historii.
Może i byłbym o niej zapomniał, gdyby nie fakt, że otrzymałem od Kazimierza, mojego grodzieńskiego Przyjaciela, fotografię tego pięknego, budzącego się z zimowego snu Klonu, polskiego, choć gatunkowo kanadyjskiego.