Poezja – Poesie – Poetry / Marek Grechuta

Urodził się 10 grudnia 1945 roku, zmarł 9 października 2006 roku w Krakowie. Piosenkarz, poeta, kompozytor, malarz, z wykształcenia architekt, jak twierdzi Wikipedia, interesował się także rzeźbą i filozofią. W ostatnim tygodniu nagromadziło się kilka rocznic poetyckich. Była 77 rocznica urodzin Agnieszki Osieckiej, była 92 rocznica urodzin Tadeusza Różewicza. Nie wiem dlaczego zdecydowałam jednak, że przypomnę tu Marka Grechutę, choć zarówno “Ocalałem prowadzony na śmierć” jak “Okularników” można dokładnie tak samo jak “Świecie nasz” uznać za najważniejsze teksty literackie, określające nasze pokolenie.  Wszyscy troje byli kultowymi postaciami i symbolami tej najlepszej Polski, jaką wtedy mieliśmy. Osiecka i Różewicz na pewno się tu pojawią. A dziś Marek Grechuta.

Świecie nasz

Pytać zawsze – dokąd, dokąd?
Gdzie jest prawda, ziemi sól,
Pytać zawsze – jak zagubić,
Smutek wszelki, płacz i ból

Chwytać myśli nagłe, jasne,
Szukać tam, gdzie światła biel,
W Twoich oczach dwa ogniki,
Już zwiastują, znaczą cel,

W Twoich oczach dwa ogniki,
Już zwiastują, znaczą cel.

Świecie nasz, świecie nasz,
Chcę być z Tobą w zmowie,
Z blaskiem twym, siłą twą,
Co mi dasz – odpowiedz!

Świecie nasz – daj nam,
Daj nam wreszcie zgodę,
Spokój daj – zgubę weź,
Zabierz ją, odprowadź.

Szukaj dróg gdzie jasny dźwięk,
Wśród ogni złych co budzą lęk,
Nie prowadź nas, powstrzymaj nas,
Powstrzymaj nas w pogoni…

Świecie nasz –
Daj nam wiele jasnych dni!
Świecie nasz –
Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie!
Świecie nasz –
Daj ugasić ogień zły!
Świecie nasz –
Daj nam radość, której tak szukamy!
Świecie nasz –
Daj nam płomień, stal i dźwięk!
Świecie nasz –
Daj otworzyć wszystkie ciężkie bramy!
Świecie nasz –
Daj pokonać każdy lęk!
Świecie nasz –
Daj nam radość blasku i odmiany!
Świecie nasz –
Daj nam cień wysokich traw!
Świecie nasz –
Daj zagubić się wśród drzew poszumu!
Świecie nasz –
Daj nam ciszy czarny staw!
Świecie nasz –
Daj nam siłę krzyku, śpiewu, tłumu!
Świecie nasz –
Daj nam wiele jasnych dni!
Świecie nasz –
Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie!
Świecie nasz –
Daj ugasić ogień zły!
Świecie nasz…

Świecie nasz, świecie nasz,
Chcę być z Tobą w zmowie,
Z blaskiem twym, siłą twą,
Co mi dasz – odpowiedz!

Autor tekstu i wykonawca: Marek Grechuta
Kompozytor: Jan Kanty Pawluśkiewicz

***
Und hier der Text auf Deutsch übertragen von einen berühmten DDR-Liedermacher Kurt Demmler. ANAWA und MAREK GRECHUTA erreichten zu Beginn der 70. und in Folge des Albums “Korowód” (1971) eine große Popularität in der DDR. Richtig populär wurde er, nachdem sie im Rundfunk der DDR einige ihre Lieder in deutscher Sprache neu produzierten, ua. “Dni, Ktorych Nie Znamy” / “Wichtig sind Tage, die unbekannt sind” ein Kultsong, ebenso wie “Świecie Nasz” / “Unsere Welt” zu einer Hymne avancierte, in der die Sehnsucht nach einer besseren Welt, die uns damals unbewusst beschäftigte, besungen wurde.

gehen wir dahin wo wind weht
dahin wo die zeit uns braucht
dahin wo der tau noch funkelt
suchen wir den jungen tag
nimm dein herz und nutz dein werken
und nimm dir vom glück dein teil
dahin wo noch alles möglich
da geh hin und nutze die zeit

gehen wir suchen wir den tag
suchen wir den tag der vor uns liegt
gehen wir suchen wir den tag
suchen wir den tag der vor uns liegt
gehen wir suchen wir den tag
gehen wir

hüte deine besten träume
lass dich nicht vom schein verführen
bau dein haus auf festem boden
wo ein tag dem anderen folgt
doch lass dich am tische nieder
trink den wein der wahrheit
dahin wo noch alles möglich
da geh hin und nutze die zeit

gehen wir suchen wir den tag
suchen wir den tag der vor uns liegt
gehen wir suchen wir den tag
suchen wir den tag der vor uns liegt
gehen wir suchen wir den tag
gehen wir

frage stets wohin warum
wahrheit ist der erde salz
frage immer wie vergehen
alle trauer aller schmerz
halte deine träume fest
und die liebe und das licht
deine augen spiegeln schon
zukunft voller zuversicht
deine augen spiegeln schon
zukunft voller zuversicht

unsre welt unsre welt
sie gehört auch mir
dass sie endlich blühen kann
sorg ich mit dafür

aber noch braucht es zeit
fernes zu erreichen
und es gibt noch Not und tod
elend ohnegleichen
dass das endlich anders wird
müssen wir uns mühen
und es muss die ganze welt
endlich endlich blühen

unsere welt
braucht die sonne braucht das licht
unsere welt
hat die kraft dazu die nie verlischt

unsere welt
hat nicht platz für mord und brand
unsere welt
hat den hunger noch nicht ganz verbannt

unsere welt
sei beschützt vor angst und not
unsere welt
hat für alle menschen reichlich brot

unsere welt
schließt dem feigen tür und tor
unsere welt
sei so stark wie niemals je zuvor

unsere welt
schütze liebe und das licht
unsere welt
sie soll sein voll mut und zuversicht

unsere welt
schenke morgens uns den tau
unsere welt
schenk uns nächte ruhig still und lau

unsere welt
hüte wälder auch und seen
unsere welt
sie braucht menschen die mit klaren augen sehn

unsere welt
sie braucht uns zum fortbestehn
unsere welt

unsre welt unsre welt
sie gehört auch mir
dass sie endlich blühen kann
sorg ich mit dafür

Verzeihung: Der hier aufgeführte Text entstammt keiner gedruckten Publikation, sondern wurde von jemanden von der Internetseite http://www.ostmusik.de von den Originalaufnahmen abgeschrieben.

dt. Kurt Demmler

***

English version of that song I found on the site “www.textowo.pl” without a name of translator:

Our world

Always asking – where to, where to?
Where is the truth, salt of the Earth,
Always asking, how to lose
All sadness, cry and pain.

Catch sudden, bright toughts,
Seek there, where light is white,
Two fires in your eyes
Herald, mark the goal.

Two fires in your eyes
Herald, mark the goal.

Our world, our world,
I want to deal with you,
With your shine, your strength,
What will you give me – answer me!

Our world – give us,
Finally give us permission,
Give us peace – take the bane,
Take it, escort it.

Seek for roads where bright sound,
Among evil flames which bring fear,
Don’t lead us, stop us,
Stop our chase.

Our world –
Give us many bright days!
Our world –
Give us expactation in a bright day!
Our world –
Let us put out the evil flames!
Our world –
Give us happiness which we’re seeking!
Our world –
Give us fire, steel and sound!
Our world –
Let us open every heavy gate!
Our world –
Let us defeat every fear!
Our world –
Give us happines of shine and variety!
Our world –
Give us shadow of high grass!
Our world –
Let us get lost among noise of the trees!
Our world –
Give us black lake of silence!
Our world –
Give us strength of shout, singing, crowd!
Our world –
Give us many bright days!
Our world –
Give us expectation in a bright day!
Our world –
Let us put out the evil flames!
Our world…

Our world, our world,
I want to deal with you,
With your shine, your strength,
What will you give me – answer me!

13.10.2013 / 13:13

Zacznę obowiązkowo czyli od zaproszenia na wernisaż w dniu 13.10.2013 o godzinie 13:13 / Morgen findet eine Ausstellungseröffnung statt und zwar um diese magische Zeit: 13.10.2013 um 13:13 Uhr.

plakatela Ela/ Elżbieta Woźniewska

fionaIch kenne sie / Znam ją.
Ich bewundere ihre Kunst. / Cenię i podziwiam jej malarstwo.
Jak kiedyś będę miała dość pieniędzy, na pewno kupię sobie jej obraz. / Wenn ich mal genug Geld haben werde, werde ich mir ihr Bild kaufen.
Na przykład ten. / Zum Beispiel dieses.
Fiona
Oder ich lasse mir von Ela mein Portait malen. / Albo zamówię u Eli mój portret.
Na przykład jak jeden z tych. / Zum Beispiel wie ein von diesen.

portretyelaSie macht auch andere Sachen, sie nennt sie Ikonen und Kryptograme. Die mag ich nicht besonders, aber sie sind farbenfroh, lustig und finden viele Bewunderer. Sie haben eine wunderbare, rauhe Oberfläche, wie eine Katzenzunge./ Maluje też inne rzeczy. Nazywa je Symbole i Kryptogramy. Nie przepadam za nimi, ale przyznaję, są barwne, wesołe i znajdują wielu nabywców. Mają wspaniałą strukturę, są szorstkie jak język kota.

buzki Robi też przedziwne, piękne, wyszukane książki artystyczne. / Sie macht auch aussergewöhnliche, exquisite Kunstbücher.

bookselaSie ist eine tief glaubende Christin. / I jest głęboko wierzącą chrześcijanką.
Daher die Ausstellung in der Kirche? / Dlatego wystawa w kościele polskim w Berlinie?

tryptykrzymski-aniol-tekstKrystyna Koziewicz tak napisała o wystawie:

W 35 rocznicę wyboru papieża Polaka na Stolicę Piotrową. 13.10.13 w Galerii pod Bazyliką w Berlinie Ela Woźniewska zadedykowała wystawę ”Próg nadziei”  Błogosławionemu Janowi Pawłowi II.

Ksiądz proboszcz Marek Kędzierski jest kustoszem tej galerii, w której realizuje słowa Jana Pawła II, że należy ewangelizować kulturę. „Przestrzeń sakralna ma nas wzmacniać w wierze”.

Ela Woźniewska ukończyła malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, grafikę w ASP w Katowicach, studiowała w Berlinie w Akademie der Künste.

ela-wystawa2Dzieła przedstawione na wystawie „Próg nadziei” powstawały przez ostatnich 15 lat i są odzwierciedleniem życiowej refleksji Eli na temat aktualnych wydarzeń i postaw ludzkich. Na suficie galerii artystka umieściła kryptogramy – barwną płaszczyznę symboli, pokazujących dążenie do doskonałości i perfekcji człowieka wolnego od cierpienia i pogardy.  Ale to niełatwe. Nie było łatwe w socjalizmie, ale nie było też łatwe na Zachodzie, i nie jest łatwe teraz, po roku 2001, po wojnach w Afganistanie, Iraku, Syrii, Pakistanie. Ela w swojej twórczości nawiązuje do ogromu zniszczeń człowieczeństwa w serii obrazów, przypominających zgliszcza WTC.

Artystka przekazuje swoje przemyślenie, zmuszając nas do refleksji, opamiętania, bo Opatrzność każdy czyn oceni – przestrzega. Na obrazach pokazuje też piękno, które pochodzi z pokory. Każdy musi sam zajrzeć w głąb swojego ego, by zrozumieć samego siebie, odnaleźć sens życia. Ona to zrobiła. Jak sama twierdzi, późno znalazła drogę do Boga, ale bez Boga nie może planować ani tworzyć.

Wystawa w polskim kościele poświęcona jest Błogosławionemu Janowi Pawłowi II.  Dobrymi czynami przekraczajmy próg nadziei.  Zachęcam do obejrzenia i refleksji!

300 Jahre Nachhaltigkeit

Vor 300 Jahren schrieb Hans Carl von Carlowitz sein Buch Sylvicultura oeconomica, oder haußwirthliche Nachricht und Naturmäßige Anweisung zur wilden Baum-Zucht, das als erstes Werk gilt, das Nachhaltigkeit fordert: „Wird derhalben die größte Kunst/Wissenschaft/Fleiß und Einrichtung hiesiger Lande darinnen beruhen / wie eine sothane Conservation und Anbau des Holtzes anzustellen / daß es eine continuierliche beständige und nachhaltende Nutzung gebe / weil es eine unentberliche Sache ist / ohne welche das Land in seinem Esse nicht bleiben mag.“

Dass es mit Herrn von Carlowitz so gewesen ist, wurde ich von Tarik Mustafa informiert, Präsidenten des Bundesverbandes Nachhaltigkeit. Wir treffen uns auf dem ehemaligen Flughafen Tempelhof, auf dem Gelände von Arche Metropolis. Ich drehe seine Visitenkarte in der Hand rum. Ha, Bundespräsident! Wir alle sind doch irgendwelche Präsidenten. Er ist ein Präsident der Eutopie, eines glucklichen Ortes. Es ist ein Kunstprojekt fżr die Chancen und die Entwicklung der urbanen Gesellschaft in 21. Jahrhundert. Kunsprojekt. Akademie für Fortschriftliche Rückbesinnung. Auszeichnungen durch UNO. Ich schaue mir sein Feld an und weiß nicht, ist es ein schönes Projekt, ist es ein Bluff? Tarik selber ist jedoch ein unglaublich netter Mensch. Offen, entgegenkommend. Ich vermute, dass er auch ein Frauenversteher ist, weil er mir so leicht alle meine anfängliche skeptische Gedanken weg nimmt.  Das Projekt soll dem Gründungsvater der Nachhaltigkeit gebürtige Ehre zuweisen.

An einem schönem, kalten, windigen Tag sitzen wir auf einer Holzbank mitten im Nichts des riesiggrossen ehemaligen Flughafens und reden von bürgerliche Partizipation, Zukunftsvisionen und sozialen Aufgaben jedes Einzelnen. 1,3 Hektar Feld mieten er und seine Mitstreiter, wo sie kleine Hütten bauen, kleine Gartenbeete für Schulklassen zur Verfügung stellen, kleine Bühne betreiben, gedeckt von einem Dach aus den Plastikresten voll von gewollten Leerräume. Wir reden miteinander und ich bin enthusiastisch und hingerissen.

archeDas haben die charismatischen Menschen an sich. Sie bezirzen uns. Was hat er mir erzählt, der Tarik? Ausser Bilder von kleinen Hüten, vom weiten Feld und der Geschichte von Herrn Carlowitz, habe ich wenig im Kopf. Trotzem, eins ist sicher: Ein interessantes Bildungs- und Kunstprojekt.

Adresse:
Tempelhofer Feld, zwischen den beiden Eingängen vom Tempelhofer Damm und dann ganz einfach dorthin gehen, wo man kleine Häuschen und flattriges Dach sieht

Bilder: Wikipedia Commons

Zusätzliche Information vom November 2013. Arche Metropolis wird ausweichen müssen.
wymowienie

Reblog: Nagroda Nobla

Bardzo szanuję Murakamiego, który zapewne dziś w ciągu dnia otrzyma literacką nagrodę Nobla, ale co roku publikuję gdzieś moją własną kandydaturę do tej  nagrody i od wielu lat jest to zawsze ta sama pisarka.

Louise Erdrich

erdrich

W Wikipedia Commons nie ma zdjęcia Erdrich. Zrobiłam więc screen shot z tego, co pokazuje Google w obrazkach, gdy się wpisze “louise erdrich”

Poniższy tekst ukazał się 24 sierpnia 2011 roku na blogu Jak udusić kurę czyli co każda młoda panna po 30 powinna wiedzieć, a jeszcze nie wie. Blogu już dawno nie ma, a wpis został zmieniony i rozszerzony, może w ogóle nie jest to już reblog. Ale nie bądźmy drobiazgowi.

 

Inwencje

Czasem bywa tak, że nie wstanę z łóżka, dopóki nie wiem, jak się ubiorę. Niekiedy, zwłaszcza jeśli mają być goście na obiedzie, dopóki nie wiem, co ugotuję. Mam dobrą pamięć, wiem więc, co miałam na sobie trzy lata temu, kiedy po raz ostatni spotkałam się z panią Profesor, która ma dziś przyjść na obiad i co jadłyśmy. Nawet po 20 latach pamiętam pewien poranek, kiedy przed wstaniem wymyśliłam tort jarzynowy na wegetariańskie urodziny. Teraz doszedł mi jeszcze ten blog. Też nie wstanę bez inspiracji.

(…) Długo nie mogłam wstać, przerzucając w głowie inspirujące książki i inne pomysły, aż zerwałam się niemal z okrzykiem, gdy przypomniałam sobie, że przecież już od dawna chciałam coś napisać o Louise Erdrich (nie ma o niej wpisu w polskiej Wikipedii), znakomitej etno-amerykańsko-indiańskiej pisarce z Minneapolis, która pisze po prostu rewelacyjnie. O jej istnieniu dowiedziałam się od Marty Łysik, która się z jej twórczości doktoryzowała.

Gdy w zeszłym roku przyznano Nobla literackiego Hercie Müller, cieszyłam się oczywiście, bo kobieta i pisarka poniekąd etniczna, a na pewno emigrantka i jeszcze na dodatek dość młoda (są z Erdrich równolatkami), ale byłam zdania, że wszystkie (WSZYSTKIE) te cechy znaleźli by i u Louise Erdrich, a to moja prywatna i bezkonkurencyjna kandydatka do ataku na ten niemal męski szaniec, jakim jest Nobel, forteca, gdzie co pewien czas zapadają wprawdzie przedziwne decyzje dotyczące talentu, wieku, pochodzenia narodowego i, rzadziej, płci nagrodzonych autorów, ale która w moim pojęciu nadal jest męska i zależy od produkcji dynamitu do celów wojennych.

Właściwie to nic mi na tym Noblu dla moich ulubionych pisarzy nie zależy, Lorca nie dostał Nobla, Rilke też nie, dostał za to sto lat temu pewien niemiecki pisarz, Paul Heyse, o którym nawet Niemcy nic nie wiedza.

Wróćmy jednak do naszych baranów. Kilka powieści Erdrich pojawiło się już po polsku, i coś tam pewnie da się kupić w internecie, choć pobieżna kontrola wykazała, że w amazonce był w ofercie “Klub śpiewających rzeźników” za złotych polskich 7, ale towar okazał się niedostepny. Ale to nieważne, moja inspiracja kulinarna i tak pochodzi z ostatniej, nieprzetłumaczonej powieści Erdrich, “Shadow Tag” (2010). Mąż przygotowuje na kolację suflet z sera, świeżą bagietkę i sałatę z młodych liści szpinaku z gruszkami. Do tego lekko schłodzone białe wino. Według norm Kattinki to menu na pewno świadczy o tym, że Erdrich zapewne umie gotować, a bez wątpienia, wie jak komponować posiłki.

Poczatkującym w gotowaniu pannom powiem, że suflet z sera to najwyższa szkoła jazdy i nie należy się przerażać, jeśli nie wyjdzie. podpowiadam więc na wszelki wypadek, że w tej pięknej, lekkostrawnej kolacji o literackich inspiracjach, suflet spokojnie można zastąpić omletem z serem.

A więc suflet:

Ubić trzy białka na najsztywniejszą pianę pod słońcem. Dodać szczyptę soli, 100 gramów drobno pokruszonego sera typu lazur, 3 żółtka, łyżkę miękkiego masła osełkowego. Formę szklaną posmarować masłem, posypać delikatną bułką tartą. Wlać masę na suflet do formy, ostrożnie wstawić do nagrzanego do 180° pieca, zapiekać ok. 45 minut, cały czas się modląc. Wyjąć i natychmiast podawać na stół!!!!


Ciekawe, że literatura polska też ma w swych rejestrach pisarza indiańskiego pochodzenia. Mieszkał w Gdansku, był nawet kiedyś u nas w domu i w albumach rodzinnych pozostało zdjęcie mężczyzny we wspaniałym pióropuszu.

satokh

Był to Stanisław Supłatowicz zwany Sat-Okh. Urodził się, jak sam twierdził, w “ukrytej wiosce” Indian w dorzeczu rzeki Mackenzie w Kanadzie. Był synem Polki, nauczycielki i uciekinierki z Syberii, Stanisławy Supłatowicz, oraz Leoo-Karko-Ono-Ma (Wysokiego Orła) – Indianina, wojennego wodza plemienia Shawnee (Szawanezów, Szaunisów). Wychowywał się wśród Indian. W 1937 lub 1938 roku przybył wraz z matką do Polski, a na potrzeby urzędowe matka zmieniła część jego danych, ukrywając jego indiańskie pochodzenie.

W czasie kampanii wrześniowej podjął naukę na tajnych kompletach, a po klęsce polskiej armii zaangażował się w działalność w SZP i ZWZ. W 1940 roku został aresztowany przez gestapo i wysłany do Auschwitz. W czasie transportu wyskoczył z wagonu bydlęcego i uciekł. W czasie ucieczki został ranny, ukrywał się na wsi. Następnie został żołnierzem AK. Wielokrotnie ranny, za męstwo w walce odznaczony Krzyżem Walecznych.
Po wojnie za przynależność do AK został aresztowany i uwięziony. Po uwolnieniu przez wiele lat pływał jako marynarz na statkach PLO. Osiadł na stałe w Gdańsku-Wrzeszczu i założył rodzinę.

W 1958 roku zaczął pisać książki odnoszące się do jego indiańskiej przeszłości:
* “Ziemia słonych skał” (1958)
* “Biały mustang” (1959)
* “Dorogi schodjatsja” (w jęz. ros., wspólnie z Antoniną Leonidovną Rasulovą) (1973)
* “Powstanie człowieka” (1981)
* “Fort nad Athabaską” (wspólnie z Yackta-Oya) (1985)
* “Biały Mustang. Baśnie i legendy indiańskie” (1987)
* “Głos prerii” (1990)
* “Tajemnica Rzeki Bobrów” (1996)
* “Serce Chippewaya” (1999)
* “Walczący Lenapa” (2001)

Zdjecia Sat-Okha: www.huuskaluta.com.pl/sat_okh/index.php

Berlin Zoo 1923

Wiktor Szkłowski

ZOO. Listy nie o miłości albo Trzecia Heloiza

Berlin, 1923

tłumaczyła Aleksandra Berkieta

List 18

(…)

Berlin trudno opisać.

Gdyby tak opisać Hamburg, można powiedzieć coś o mewach nad kanałami, o sklepach, o domach przeglądających się w kanałach, o wszystkim, co warto namalować.

Kiedy wjeżdżasz do wolnego portu miasta Hamburg, śluzy rozsuwają się jak kurtyna. Teatralny efekt. Ogromne pole wody, kłaniające się dźwigi, czarne czerpaki nabierające w usta węgiel wprost ze statków. Ich szczęki odchylają się jednocześnie w obie strony jak krokodyle. Wysokie na strzał z nagana, okratowane dźwigi, przypominające portale. Pływające elewatory, które mogą wessać 35 000 pudów ziarna dziennie.

Gdyby tak móc podpłynąć do jednego z nich i powiedzieć: „drogi towarzyszu, wyssij ze mnie, proszę, 35 000 miłosnych diabłów, które zamieszkały w mojej duszy”.

Albo można by tak poprosić o największy dźwig, który podniósłby mnie za kołnierz i pokazał zatamowaną przez śluzy Łabę, żelastwo, parostatki przy których samochody to zaledwie pchełki. I żeby powiedział mi parowy dźwig tak: „patrz, sentymentalny szczeniaku, na żelazo postawione na sztorc. Nie podobna tak cierpieć i płakać, więc jeśli nie chcesz już żyć, to wsuńże głowę do żelaznego czerpaka węgla, żeby ci ją odgryzł”.

O tak!

Można opisać Hamburg.

Jeśli by tak opisać Drezno, to roboty będzie więcej. Jest jednak sposób, chętnie wykorzystywany w nowej literaturze rosyjskiej.

Weźmy jakiś szczegół Drezna – na przykład to, że jeżdżą po nim czyściutkie auta, obite od wewnątrz szarym materiałem w paseczki.

Wszystko dalej jest tak proste jak dla dźwigu podniesienie jednej tony.

Trzeba następnie zapewniać czytelnika, że całe Drezno jest szare i w pasy, że Łaba – to pasek na szarym, że domy są szare, że Madonna Sykstyńska jest szara i w pasy. Nieważne, czy to prawda, ważne, że jest to przekonujące i w dobrym stylu. Szarym w pasy.

Trudno jednak opisać Berlin. Trudno go pojąć.

Rosjanie w Berlinie żyją, jak wiadomo, naokoło ZOO.

Wszyscy już wiedzą, to nie jest zabawne.

W czasie wojny mawiali: „jak wiadomo, wiosną atakują Niemcy”. Jak gdyby Niemcy atakowali na wiosnę.

Rosjanie chodzą w Berlinie dookoła Starej Kirchy tak jak muchy krążą wokół żyrandola. I tak jak do żyrandola przywieszona jest lepka kuleczka, tak w tej kirsze jest przyczepiony do krzyża dziwaczny kolczasty orzech.

Ulice widziane z poziomu orzecha są szerokie. Domy jak walizki. Wzdłuż ulic chodzą damy w futrach i w ciężkich skórzanych śniegowcach, a wśród nich Ty, w mysim palcie ze zdobieniami z uchatki.

Wzdłuż ulic chodzą szubrawcy w kudłatych paltach i rosyjscy profesorowie w parach, z rączkami parasolek zwisającymi na plecach. Tramwajów jest tu wiele, ale jeżdżenie nimi po mieście nie ma sensu, bo miasto jest wszędzie jednakowe. Pałace jak ze sklepu z pałacami. Pomniki jak serwisy. Nigdzie nie jeździmy, żyjemy na kupie wśród Niemców jak jezioro tkwi pośrodku swoich brzegów.

Zimy nie ma. Śnieg co spadnie, to topnieje.

W wilgoci i poczuciu klęski rdzewieją żelazne Niemcy, a my rdzewiejemy razem z nimi, zarastamy rdzą, choć nie jesteśmy z żelaza. (…)

Plik:Sklovsky.jpg***

Wiktor Borisowicz Szkłowski (ur. 24 stycznia (12 stycznia wg starego stylu) 1893 w Petersburgu, zm. 6 grudnia 1984 w Moskwie) – literaturoznawca, filmoznawca i pisarz rosyjski, jeden z współtwórców i najwybitniejszych przedstawicieli rosyjskiej szkoły formalnej, współzałożyciel OPOJAZ-u, autor artykułu „Sztuka jako chwyt” (1917).

Zbiór listów “ZOO” stanowi chronologicznie drugą część tzw. trylogii autobiograficznej Szkłowskiego, która w polskim przekładzie ukaże się w roku 2014. Tłumaczka, Aleksandra Berkieta, która przetłumaczyła i przygotowuje do druku całą trylogię, w porozumieniu z wydawcą uprzejmie udostępniła mi fragment „Listów nie o miłości” do opublikowania na blogu. 18 września Ola napisała na Facebooku:

To już koniec: 408 stron, 908 836 znaków, 881 przypisów rzeczowych + zmacerowana wątroba, odporność na kofeinę, mizantropia, lęk przed redakcją.

W 2014 roku wyjdzie gorzko-przygnębiająca “trylogia autobiograficzna” Wiktora Szkłowskiego w moim przekładzie (“Podróż sentymentalna”, “ZOO. Listy nie o miłości”, “Trzecia fabryka”) – zrobiłam wszystko, żeby był nie tylko wierny, lecz także piękny.

Jest piękny.

Aleksandra pisze: „ZOO. Listy nie o miłości“ były wcześniej tłumaczone na język polski przez M. Jagiełłę i wydane w „Literaturze na Świecie“ (1974, nr 8). Tłumaczenie zostało wykonane na podstawie kolejnych, radzieckich wydań dzieła z licznymi ingerencjami cenzury obyczajowej i politycznej, a także zmianami naniesionymi przez samego autora. Podstawę mojego przekładu stanowi pierwsze, berlińskie wydanie „ZOO“ z 1923 roku. “ZOO” to książka niesamowita, bo fikcja literacka staje się w niej rzeczywistością i na odwrót. Szkłowski tak naprawdę w każdym swoim dziele pisze o sobie – “ZOO” napisał, kiedy naprawdę siedział w Berlinie na wymuszonej emigracji (w Rosji zapewne zostałby skazany na śmierć za zbrojną działalność z ramienia partii Socjalistów Rewolucjonistów w czasie rewolucji – był dowódcą dywizjonu aut pancernych), zaś Ala, do której pisze listy, to Elsa Triolet – przyszła żona Louisa Aragona, pisarka, w której kochała się połowa petersburskiej bohemy intelektualnej, siostra Lili Brik – muzy życia Majakowskiego. Tych anegdotek biograficznych jest tam całe mnóstwo.

Puppendienstag: Flohmarkt am Ostbahnhof

Ich war ja auch da, wir haben uns jedoch nicht getroffen. Gertraud Pohl schrieb am Tag der Deutschen Einheit:

Liebe Ewa,

zweimal im Jahr gibt es am Ostbahnhof einen großen Flohmarkt – am 1. Mai und am 3. Oktober. Ich kannte diesen Flohmarkt bis heute nicht, nun habe ich mich für dich umgeschaut, und das Ergebnis schicke ich dir – ohne zusätzlichen Text.

Sehr herzliche Grüsse

Gertraud

 

Flohmarkt1-2kleinFlohmarkt3-4kleinFlohmarkt5-kleinFlohmarkt6-7kleinFlohmarkt8-klein

Immer Montags: Der polnische Adel… (6)

Wir begannen vor fünf Wochen und werden noch ein paar Montage Fragmente eines Texts von Stanislaw K. Kubicki lesen, gespickt mit Anekdoten und Familiengeschichten aus der Welt, die es nicht mehr gibt. Wenn im Text von “Kubicki” oder “Vater” die Rede ist, gemeint ist der Maler, der Autors Vater war.

Der Polnische Adel aus dem Blickwinkel eines 1936 10-jährigen deutschen Knirpses

Familie Niklewicz

Der Zufall wollte es, dass sich unweit Wydawys Verwandte des Vaters auf einem Gut namens Potrzebowo niedergelassen hatten.

wydawy-mapaDieser Ort – auf der nebenstehenden preußischen Karte noch als Neulaende vermerkt – liegt von Wydawy aus Richtung Bojanowo nur wenige Kilometer entfernt. Dort besuchten wir also einige Male Onkel Stefan Niklewicz und seine Frau Helena. Dieser Familienstrang war seit 1410 – seit der Schlacht bei Tannenberg – adlig, aber doch zu gering und unbedeutend, um irgendeine wichtige Rolle im polnischen Adelsleben zu spielen.

onkel-tante

Onkel Stefan und Tante Helena mit Edek und Halina

niklewiczdwor1Onkel Stefan war etwas derb, interessierte sich verständlicher Weise nicht sonderlich für mich, und ich entwickelte meinerseits keine Sympathien für ihn. Aber Tante Helena, eine Kusine über einen weiteren Familienstrang des Vaters, war eine herzensgute Frau. Sie hatten zwei Kinder, Edek und Halina. Beide studierten auf der Universität in Posen irgendwas, waren also deutlich älter als ich, aber durch mir unverständliche Verschiebungen in den Familiensträngen dennoch Neffe und Nichte von mir. Damit war eigentlich Onkel Stefan auch irgendwie mein Vetter, was nun gar nicht mehr nachvollziebar war, ohne verrückt zu werden.

 

Das Herrenhaus von Potrzebowo – Rückseite mit Treppe, Teich; unten – Frontseite.

niklewiczdwor2Potrzebowo war etwa 1.200 Morgen groß. Das Herrenhaus war geräumig, aber architektonisch nicht viel mehr als ein Kasten, wäre da nicht das säulengetragene Portal mit Altan gewesen. Das Ganze war solide gebaut und steht noch heute, inzwischen ebenfalls durch den Sozialismus kräftig verwahrlost. Hinten gab es eine Terrasse mit einer breiten, elfstufigen Trep­pe, hinunter zu einem kleinen See mit Brücke.

Tante Helena war eine erstklassige Köchin und zeigte mir im Keller, wie man wundervolles Erdbeereis bereiten kann. Begriffen habe ich es bis heute nicht, wie sie durch Rühren Kälte erzeugen konnte, aber geschmeckt hat das ungemein.

Nach drei Tagen wurden wir – schon spät abends – von Wydawy aus mit der Kutsche wieder abgeholte. Die Pferde trabten – auf der Straße von Bojanowo nach Poniec – wie von selbst dem heimatlichen Stall zu. Und mir blieben unvergessen, wie Tausende von Leuchtkäfer uns begleiteten und ständig erregt blinkten. Es war enorm romantisch.

Fortsetzung am nächsten Montag


Frühere Bezüge auf diese Erinnerungen befinden sich in den Publikationen von Lidia Głuchowska:

1. Avantgarde und Liebe. Margarete und Stanislaw Kubicki 1910-1945. Gebr.-Mann Verlag. Berlin 2007
2. (Trans)regionalne uniwersum. „Rodzinna Europa” i Paneuropa – arystokracja i awangarda = (Trans)regionales Universum. „Familie Europa” und Paneuropa – Aristokratie und Avantgarde. Pro Libris 2 (31) (2010), S. 6-12.
3. Worek cukru, czyli o awangardzie i nie tylko artystycznych cudach współpracy polsko-niemieckiej = Ein Sack Zucker. Über die Avantgarde und die nicht nur künstlerischen Wunder der deutsch-polnischen Zusammenarbeit. Pro Libris 3 (28) (2009), S. 70-81.

Poesie – Poezja / Meret Oppenheim

Achtung: Beitrag auf Deutsch und Polnisch – Uwaga: wpis po niemiecku i po polsku

Geboren vor Hundert Jahren, am 6. Oktober 1913, in Berlin-Charlottenburg, Künstlerin und Dichterin, eine von wichtigsten Malerinnen und Bildhauerinnen der modernen Kunst. Das Objekt ‹Le déjeuner en fourrure› aus dem Jahre 1936, dh. ‹Tasse und Teller aus Porzellan, sowie ein Löffel, alles mit einem dünnen Pelzchen überzogen›, ist nicht ihr wichtigstes Werk, aber wohl so ein, das jeder kennt. In der großen Berliner Retrospektive gibt es sie nur als Abbildung. Eigentlich Schade, oder?

futrzana filiżanka

Sie war eine emanzipierte, mutige, kreative und exzentrische Frau mit aussergewöhnlichen erotischen Ausstrahlung, die mit den wichtigsten Künstler ihrer Zeit befreundet war, Marcel Duchamps, Max Ernst, Man Ray, und von ihnen fotografiert und porträtiert wurde. Jetzt widmet ihr bis 1. Dezember Martin Gropis Bau in Berlin eine bemerkenswerte Retrospektive.

meretoppenheimMeret Oppenheim – wielka artystka, wspaniała kobieta, niezwykła osobowość. Prawdziwa kobieta wyzwolona. Malarka, rzeźbiarka i poetka. Na polskiej Wikipedii potraktowana doprawdy per noga: “Stworzyła tylko jedno znane dzieło, lecz do dziś uważane jest za spektakularne” – mowa oczywiście o futrzanym śniadaniu. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Meret_Oppenheim)

Dla artystki słowo było bowiem niezwykle ważne, włączała je w obiekty sztuki, ilustrowała ich sens dołączanym wierszem. Najsłynniejszym jej tomem poetyckim jest “Husch, husch, der schönste Vokal entleert sich”. Jej wiersze zostały zamieszczone w antologii poezji szwajcarskiej „Poszerzenie źrenic”, poezja Szwajcarii niemieckojęzycznej po 1945 roku (wybór i redakcja: Werner Morlang i Ryszard Wojnakowski, Wyd. Atut, Wrocław 2013). Niestety nie mam tej antologii w domu, a zanim ją sprowadzę z Wrocławia, trochę czasu upłynie. Tymczasem chciałam ten wpis zamieścić właśnie dziś, w setną rocznicę urodzin artystki. Jej wiersze przetłumaczyłam więc dla Was sama. Dwa fragmenty i jeden wiersz o wolności.

Von Beeren nährt man sich                           Jagodami można się pożywić,
mit dem Schuh verehrt man sich.                butem obronić.
Husch Husch, der schönste Vokal                Sio, sio,
entleert sich.                                                    najpiękniejsza zgłoska pustoszeje.

Für dich – wider dich                                    Dla ciebie – przeciw tobie
Wirf alle Steine hinter dich                           Rzuć za siebie wszystkie kamienie
Und lass die Wände los.                                I zostaw wszystkie ściany.

***
Endlich!
Die Freiheit!
Die Harpunen fliegen.

Der Regenbogen lagert in den Straßen,
Nur noch vom fernen Summen der Riesenbienen unterhöhlt.

Alle verlieren alle, das sie ach wie oft,
Vergeblich überflogen hatte.

Aber:

Genoveva:

Steif
Auf dem Kopfe stehend
Zwei Meter über der Erde
Ohne Arme.

Ihr Sohn Schmerzereich:
In ihr Haar gewickelt.

Mit den Zähnen bläst
sie ihn über sich her!

Kleine Fontäne.

Ich wiederhole: Kleine Fontäne.
(Wind und Schreie von ferne.)

1933

Nareszcie!
Wolność!
Lecą harpuny.

Tęcze nagromadzone na ulicach,
Wydrążone odległym brzęczeniem wielkich pszczół.

Wszystko stracone wszystko, choć, ach, tak często
Przelatywały nad nimi.

Ale:

Genowefa:

Sztywno
Stojąc na głowie
Dwa metry nad ziemią
Bezręka.

Jej syn PełenMęki
Zaplątany we włosy matki.

A ona wiatr zębami czyni
Okręca go wokół.

Mała fontanna.

Powtarzam: mała fontanna
(wiatr i krzyki z oddali)

1933

PS: Królowa z obciętymi rękami i syn PełenMęki to postaci z baśni Grimma Bezręka dziewczyna: http://www.grimmstories.com/pl/grimm_basnie/bezreka_dziewczyna

Reblog: Wladimir Kaminer

Zuerst die kleine Geschichte der Entstehung dieses Reblogs. Im Facebook fand ich diese Notiz:

Kaminer2Ich ging an die Kaminers Seite. Zuerst suchte ich mir den Männerarsch. Der ist HIER. Und dann fand ich einen schönen, witzigen Text mit einem Frauenarsch und schrieb an Autor:

Kaminer1Die Antwort kam noch am selben Abend:

Liebe Ewa Maria Slaska,

sehr gut, auf FB wurde dieser mein Beitrag geblockt

gruss
wk

Und somit reblogge ich diesen Text:

Kaminer3   Einmal hatten sich Österreicher über reiche Russen aufgeregt. Die Russen tranken, feierten wilde Orgien und warfen mit dem Geld nur so um sich. Das schlimmste aber war, sie ließen ihre Frauen aus Russland zu den Partys einfliegen, anstatt die Einheimischen anzubaggern. Deswegen forderten die österreichischen Hotelwirte eine Russenquote.  Meine zwei Telefone klingelten ununterbrochen, drei Tage lang, bis sich die Lage beruhigt hatte – bis zum nächsten Russenskandal.

Weiterlesen hier: http://blog.wladimirkaminer.de/post/62666562699/sex-statt-bomben

Nad Niemnem

Roman Brodowski przysłał, jak to sam określił, “na szybko napisany kresowy wiersz jesienny”, co umożliwiło tradycjonalistom, przyzwyczajonym do tego, że nasz kresowy filozofujący poeta zapewnia nam lekturę na pierwszy piątek miesiąca, bez stresu skonfrontować się z tym dniem.

Kresowa jesień

W tym roku inaczej
Śpiewają wody Niemna.
Jesienna Pora nadeszła
Niby złodziej czasu, ciszą

Stare drzewa w pokłonie
Oddają resztę przepychu
Czekającej karmy, ziemi
Pozostając w nagości.

Wystrojone w złotoczerwień
Spadających wiatrem liści,
Nadniemeńske nabrzeża
Szykują zimowe posłanie.

Ptaki żegnają przestrzeń
Szybując niby kluczami
Po bezkresie szarego nieba
Do nowej przystani spokoju.

Na chlebnych polach chłopi
Zbierają ostatnie plony,
Ostatnie dary bożej łaski
Na czas długiego snu.

I tylko łosie beztrosko
Stąpają po nadniemeńskich
Bujnych w zieleń mokradłach
Witając jesienny czas nostalgii
Na dalekich kresach.

Berlin, 02.10. 2013

Niemen-11.10.2011jpgNiemen w Birsztanach, zdjęcie wykonane 8 października 2011 roku przez autora pod pseudonimem Joergsam (Wikipedia Commons)