Ostatnio wszyscy się tu zarzekali, wtórując Julicie Bielak, że nie lubią porad. Nie lubicie porad? No to je macie! Krystyna Koziewicz wciąż jeszcze o starości.
Krystyna Koziewicz

Co robić?
Niezwykle rzadko zdarza się w życiu spotkać kobietę, która w wieku 99 lat żyje nie mniej intensywnie niż niejedna sześćdziesięciolatka czy osiemdziesięciolatka. Jak dożyć tak zacnego wieku? – narzuca się pytanie? Czy zadziałały geny, a może styl życia?
Kiedy od znajomej dowiedziałam się o istnieniu wiekowej damy, naszła mnie ochota poznania tajników jej długowieczności. A nuż jest coś do podglądnięcia, naśladowania i naprawienia własnej kondycji, gdy się ma dopiero nieco ponad 70 lat.
Pierwsze spojrzenie na 99-latkę. Zaskoczył wygląd. Owszem, sporo zmarszczek ze względu na szczupłą posturę, ale że babcia czyta bez okularów, byłam naprawdę zaskoczona. Jak na swój wiek trzyma się nieźle fizycznie, choć wymaga pomocy, gdy przemieszcza się po mieszkaniu .
Credo życiowe babci w telegraficznym skrócie można scharakteryzować tak:
- codzienny wysiłek fizyczny na świeżym powietrzu, bez względu na pogodę: mróz, śnieżyca, deszcz, grad, pioruny nie stanowiły żadnej przeszkody, nie były powodem, by zrezygnować z długiego spaceru! Dla babci ważna była informacja, jaka jest temperatura na dworze, żeby się odpowiednio ubrać.
- spożywanie posiłków w regularnych odstępach czasowych (ani minuty wcześniej, ani później).
- codzienne czytanie książek, prasy, gry w karty, warcaby i inne planszówki.
Ponoć od lat jada potrawy składające się zawsze z tych samych produktów, toteż nic dziwnego, że nic nie mogło jej zaszkodzić: nie znała bólu głowy, brzucha, żołądka, jelit etc. Co ciekawe, rzadko poważnie chorowała. Produkty, które znajdowały się w lodówce to: masło w kilogramowych ilościach (wszystko musi pływać w maśle), dżemy własnej roboty, jajka, łosoś, piwo, warzywa, owoce sezonowe, lody, ciasto, soki jabłkowe, przecier jabłkowy i śladowe ilości mięsa.
Na śniadanie jadała bułeczkę z masłem, miodem lub z marmoladkami. Do tego kawa z mlekiem.
Na obiad ogromna porcja warzyw z ociupinką mięsa, podwieczorek: kawa bezkofeinowa, ciasteczko tortowe, a na kolacje dyżurny łosoś i szklanka piwa. W międzyczasie popijała ”kranówkę” i nic poza tym.
Znajoma Niemka opiekująca się babcią zdradziła, że wiekowa dama od lat prowadzi niezmienny tryb życia. Nigdy nie dawała się skusić na coś innego.
Dzień zaczyna od toalety – prysznic, krem, makijaż, perfumy, puder, elegancki ubiór, biżuteria.
Śniadanie połączone z czytaniem codziennej prasy od deski do deski.
Po śniadaniu załatwianie spraw domowych: wydatki, zakupy, planowanie wyjść: do teatru, cyrku, fryzjera, doktora, wyjazdy nad morze, itd.
Przed obiadem dwugodzinny spacer, w godzinach popołudniowych – odwiedziny znajomych. Po kolacji: telewizja, kąpiel i sen już o godzinie 21.00.
Z relacji dalszych członków rodziny (najbliższa nie żyje) dowiedziałam się, iż prywatne życie pani zawsze było tematem tabu. Prawdopodobnie nigdy nie była w związku, pewnie dlatego robiła to, na co miała ochotę. Całkowicie obce jej były kompromisy, nie uznawała spraw nieuzgodnionych, żadnych ustępstw! Nie krzywdziła tym uporem nikogo, ale jakiekolwiek forsowanie innych racji pozbawione było sensu. Jeśli komuś coś nie pasowało, musiał odejść lub poddać się. Materialnie była osobą niezależną, wprawdzie raczej przesadnie oszczędną, jednak czasami okazywała się niespodziewanie hojna.
Niedawno skończyła 99 lat i właściwie planowano uroczyste obchody setnych urodzin. Niestety, zmarła po ciężkim przeziębieniu, z którego nie mogła się wyleczyć.
Osobiście z uniżeniem chylę czoła, z podziwem dla wieku babci (tak o niej mówiono). Naszła mnie jednak dziwna refleksja: czy narzucona wewnętrzna dyscyplina jest właściwą receptą na długoletnie życie?
Z jednej strony niektóre nawyki, przyzwyczajenia babci byłoby dobrze przeflancować na własny grunt, z drugiej zaś strony brakowało mi zwykłego wyluzowania, spontaniczności, emocji, jakie daje miłość, tolerancja, fantazja, przygoda.
Warto było spotkać osobę, która przeżyła prawie całe stulecie. To wydarzenie godne uwagi i tym chciałam się z Wami podzielić, drodzy Czytelnicy i drogie Czytelniczki tego bloga.
Ewa Maria Slaska
Ilustracja dołączona przez Krysię do jej opowieści to portret starej holenderskiej kobiety, czytającej Biblię. To jeden z moich ulubionych obrazów. Ale ja w ogóle lubię i malarstwo holenderskie, i obrazy przedstawiające kobiety czytające.
Obraz Gerarda Dou znajduje się Rijksmuseum w Amsterdamie. Flickr zaczerpnął ze strony internetowej muzeum następującą informację:
Gerard Dou, malarz niederlandzki, żył w latach 1613-1675. Na obrazie z roku 1631 Dou tak znakomicie przedstawił nie tylko kobietę, ale i czytaną przez nią Biblię, że można dokładnie rozpoznać, że czyta ona rozdział 19 z Ewangelii wg św. Łukasza. Jest to urywek mówiący o tym, że ci, którzą chcą być dobrzy i czynić dobro, muszą oddać biednym połowę swego stanu posiadania. Jednak wiekowa dama ubrana jest w bardzo kosztowne szaty, czyli wciąż jest przywiązana do tego, co posiada.
W Biblii online znalazłam ten fragment Ewangelii: Rozdział 19, akapit I:
Zacheusz
Potem wszedł Jezus do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę (…). Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł: «Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu». Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: «Do grzesznika poszedł w gościnę». Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: «Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie». Na to Jezus rzekł do niego: «Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło».
Ciekawe, że interpretator muzealny twierdzi, iż trzeba oddać połowę swego stanu posiadania, aby być dobrym, ale jest to jednak przesadzone objaśnienie, bo Ewangelia głosi wyraźnie, że Zacheusz rozdał swą majętność dobrowolnie. Możemy się domyślać jedynie, że zrobił to, bo, choć był bogaty i grzeszny, pod wpływem Jezusa się nawrócił. Zrobił to, a pamiętajmy, że idąc obejrzeć wjazd Jezusa do Jerozolimy, wcale nie miał zamiaru przystępować do gromady, która za nim szła. Przeciwnie – chciał się przecież tylko pogapić. Jednak, domyślamy się, że na kim spocznie oko Pańskie, ten już został wybrany na zawsze.
Również zarzuty Interpretatora, że starsza pani nie dzieli się bogactwem z biednymi, są po pierwsze wyssane z palca, po drugie z gruntu niesłuszne. Starsza pani jest Holenderką i jako taka ma od pokoleń wpojone zobowiązania życiowe – na pewno jest surowa, powściągliwa, pracowita, oszczędna, ale też hojna dla biednych, bo jako Holenderka po prostu inaczej nie może. Zainteresowanym zgłębieniem tego tematu polecam niezwykłą lekturę, czyli Pocztówkę z Mokum Piotra Oczki.

Przeczytajcie jednak również następny akapit w Biblii, który najwyraźniej kłóci się z tym pierwszym. W następnym, zwanym potocznie przypowieścią o minach (czyli sztukach złota), dobrze czyni bowiem ten, kto pomnaża majątek. Obywatel Kalwin się kłania. To stąd zaczerpnął swą wczesnokapitalistyczną pewność, że praca i bogacenie się są miłe Bogu.
Poczułam nieprzyjemny dreszcz. Zawsze wierzyłam w postawę obywatelską Jezusa, ale przypowieść o minach (Rozdział 19, akapit II:) nauczyła mnie, starą kobietę, że jest inaczej, że Jezus, podobnie jak Kalwin był zdania, że dobrze to i sprawiedliwie oddać złoto do banku, by zarabiało na siebie.
Kto by pomyślał…






















































Teresa Rudolf
Janina Kowalska
Tabor Regresywny
Christine Ziegler
Margaret (Małgorzata) Kowalska
protestował. Bo to jest przecież nasza mała wojna, która kiedyś się skończy i naprawdę nic się nikomu nie stanie, jak w tym roku nie pójdzie do knajpy czy na mecz. A te szczepionki nie zmienią nas w długłowe potwory czy roboty.
Maria Marucelli (Włoszczyzna)

Krystyna Koziewicz
Ela Kargol
Zbigniew Milewicz
Brigitte von Ungarn-Sternberg

Ewa Maria Slaska
dokumentalnych, lecz historie ludzi żyjących po obydwu stronach muru oraz ciekawostki związane z tym jedynym tego rodzaju miejscem na świecie. Niektóre z wybranych przez nie lokalizacji są prawdziwymi magnesami dla turystów z całego świata, niektóre są mało znane, o niektórych, zaczynając projekt, nie wiedziały nic. 
Schyłek socjalizmu w Berlinie Wschodnim był pełen zaskakujących obrazów, z jakimi przyszło nam się konfrontować. Zazwyczaj był to świat niezwykle smutny, szary, ponury, pustki w sklepach, zwłaszcza ulice, które najbardziej utkwiły mi w pamięci. Dominowały na nich śmierdzące i wydające terkoczące dźwięki „trabiki” oraz Wartburgi – szczyt marzeń, luksusu i elegancji. Z jednej takiej wycieczki udało nam się zrobić fotkę parkujących aut na głównej ulicy Berlina – Unter den Linden.








Checkpoint Charlie – było to legendarne i najpopularniejsze przejście graniczne między Wschodem i Zachodem Berlina. Na zdjęciach widać ślady amerykańskiej strefy wojskowej, budkę celników, oraz symboliczny znak polskiej Solidarności. Tutaj turyści z całego świata z uśmiechem pozują do zdjęć, wiele elementów ówczesnej scenerii jeszcze istnieje, choć polski napis niestety zniknął. Mur od 13 sierpnia 1961 roku do 9 listopada 1989 roku odgradzał hermetycznie wschodnią część miasta od zachodniej. Tylko czerwono-brązowe kostki bruku przypominają o przebiegu muru w tym miejscu. Także charakterystyczna budka amerykańskich strażników została zlikwidowana krótko po obaleniu muru. Dziś na jej miejscu, na dawnym Checkpoint Charlie stoi kopia postawiona 13 sierpnia 2000 – biała budka z megafonem, reflektorami i tablicą z napisem “US Army Checkpoint” na dachu oraz barykadą worków z piaskiem przed drzwiami. Worki wypełnione są jednak tak naprawdę betonem, ponieważ prawie żaden turysta nie omieszka nie oprzeć się o nie pozując do zdjęcia. 



