300 Jahre Nachhaltigkeit

Vor 300 Jahren schrieb Hans Carl von Carlowitz sein Buch Sylvicultura oeconomica, oder haußwirthliche Nachricht und Naturmäßige Anweisung zur wilden Baum-Zucht, das als erstes Werk gilt, das Nachhaltigkeit fordert: „Wird derhalben die größte Kunst/Wissenschaft/Fleiß und Einrichtung hiesiger Lande darinnen beruhen / wie eine sothane Conservation und Anbau des Holtzes anzustellen / daß es eine continuierliche beständige und nachhaltende Nutzung gebe / weil es eine unentberliche Sache ist / ohne welche das Land in seinem Esse nicht bleiben mag.“

Dass es mit Herrn von Carlowitz so gewesen ist, wurde ich von Tarik Mustafa informiert, Präsidenten des Bundesverbandes Nachhaltigkeit. Wir treffen uns auf dem ehemaligen Flughafen Tempelhof, auf dem Gelände von Arche Metropolis. Ich drehe seine Visitenkarte in der Hand rum. Ha, Bundespräsident! Wir alle sind doch irgendwelche Präsidenten. Er ist ein Präsident der Eutopie, eines glucklichen Ortes. Es ist ein Kunstprojekt fżr die Chancen und die Entwicklung der urbanen Gesellschaft in 21. Jahrhundert. Kunsprojekt. Akademie für Fortschriftliche Rückbesinnung. Auszeichnungen durch UNO. Ich schaue mir sein Feld an und weiß nicht, ist es ein schönes Projekt, ist es ein Bluff? Tarik selber ist jedoch ein unglaublich netter Mensch. Offen, entgegenkommend. Ich vermute, dass er auch ein Frauenversteher ist, weil er mir so leicht alle meine anfängliche skeptische Gedanken weg nimmt.  Das Projekt soll dem Gründungsvater der Nachhaltigkeit gebürtige Ehre zuweisen.

An einem schönem, kalten, windigen Tag sitzen wir auf einer Holzbank mitten im Nichts des riesiggrossen ehemaligen Flughafens und reden von bürgerliche Partizipation, Zukunftsvisionen und sozialen Aufgaben jedes Einzelnen. 1,3 Hektar Feld mieten er und seine Mitstreiter, wo sie kleine Hütten bauen, kleine Gartenbeete für Schulklassen zur Verfügung stellen, kleine Bühne betreiben, gedeckt von einem Dach aus den Plastikresten voll von gewollten Leerräume. Wir reden miteinander und ich bin enthusiastisch und hingerissen.

archeDas haben die charismatischen Menschen an sich. Sie bezirzen uns. Was hat er mir erzählt, der Tarik? Ausser Bilder von kleinen Hüten, vom weiten Feld und der Geschichte von Herrn Carlowitz, habe ich wenig im Kopf. Trotzem, eins ist sicher: Ein interessantes Bildungs- und Kunstprojekt.

Adresse:
Tempelhofer Feld, zwischen den beiden Eingängen vom Tempelhofer Damm und dann ganz einfach dorthin gehen, wo man kleine Häuschen und flattriges Dach sieht

Bilder: Wikipedia Commons

Zusätzliche Information vom November 2013. Arche Metropolis wird ausweichen müssen.
wymowienie

Reblog: Nagroda Nobla

Bardzo szanuję Murakamiego, który zapewne dziś w ciągu dnia otrzyma literacką nagrodę Nobla, ale co roku publikuję gdzieś moją własną kandydaturę do tej  nagrody i od wielu lat jest to zawsze ta sama pisarka.

Louise Erdrich

erdrich

W Wikipedia Commons nie ma zdjęcia Erdrich. Zrobiłam więc screen shot z tego, co pokazuje Google w obrazkach, gdy się wpisze “louise erdrich”

Poniższy tekst ukazał się 24 sierpnia 2011 roku na blogu Jak udusić kurę czyli co każda młoda panna po 30 powinna wiedzieć, a jeszcze nie wie. Blogu już dawno nie ma, a wpis został zmieniony i rozszerzony, może w ogóle nie jest to już reblog. Ale nie bądźmy drobiazgowi.

 

Inwencje

Czasem bywa tak, że nie wstanę z łóżka, dopóki nie wiem, jak się ubiorę. Niekiedy, zwłaszcza jeśli mają być goście na obiedzie, dopóki nie wiem, co ugotuję. Mam dobrą pamięć, wiem więc, co miałam na sobie trzy lata temu, kiedy po raz ostatni spotkałam się z panią Profesor, która ma dziś przyjść na obiad i co jadłyśmy. Nawet po 20 latach pamiętam pewien poranek, kiedy przed wstaniem wymyśliłam tort jarzynowy na wegetariańskie urodziny. Teraz doszedł mi jeszcze ten blog. Też nie wstanę bez inspiracji.

(…) Długo nie mogłam wstać, przerzucając w głowie inspirujące książki i inne pomysły, aż zerwałam się niemal z okrzykiem, gdy przypomniałam sobie, że przecież już od dawna chciałam coś napisać o Louise Erdrich (nie ma o niej wpisu w polskiej Wikipedii), znakomitej etno-amerykańsko-indiańskiej pisarce z Minneapolis, która pisze po prostu rewelacyjnie. O jej istnieniu dowiedziałam się od Marty Łysik, która się z jej twórczości doktoryzowała.

Gdy w zeszłym roku przyznano Nobla literackiego Hercie Müller, cieszyłam się oczywiście, bo kobieta i pisarka poniekąd etniczna, a na pewno emigrantka i jeszcze na dodatek dość młoda (są z Erdrich równolatkami), ale byłam zdania, że wszystkie (WSZYSTKIE) te cechy znaleźli by i u Louise Erdrich, a to moja prywatna i bezkonkurencyjna kandydatka do ataku na ten niemal męski szaniec, jakim jest Nobel, forteca, gdzie co pewien czas zapadają wprawdzie przedziwne decyzje dotyczące talentu, wieku, pochodzenia narodowego i, rzadziej, płci nagrodzonych autorów, ale która w moim pojęciu nadal jest męska i zależy od produkcji dynamitu do celów wojennych.

Właściwie to nic mi na tym Noblu dla moich ulubionych pisarzy nie zależy, Lorca nie dostał Nobla, Rilke też nie, dostał za to sto lat temu pewien niemiecki pisarz, Paul Heyse, o którym nawet Niemcy nic nie wiedza.

Wróćmy jednak do naszych baranów. Kilka powieści Erdrich pojawiło się już po polsku, i coś tam pewnie da się kupić w internecie, choć pobieżna kontrola wykazała, że w amazonce był w ofercie “Klub śpiewających rzeźników” za złotych polskich 7, ale towar okazał się niedostepny. Ale to nieważne, moja inspiracja kulinarna i tak pochodzi z ostatniej, nieprzetłumaczonej powieści Erdrich, “Shadow Tag” (2010). Mąż przygotowuje na kolację suflet z sera, świeżą bagietkę i sałatę z młodych liści szpinaku z gruszkami. Do tego lekko schłodzone białe wino. Według norm Kattinki to menu na pewno świadczy o tym, że Erdrich zapewne umie gotować, a bez wątpienia, wie jak komponować posiłki.

Poczatkującym w gotowaniu pannom powiem, że suflet z sera to najwyższa szkoła jazdy i nie należy się przerażać, jeśli nie wyjdzie. podpowiadam więc na wszelki wypadek, że w tej pięknej, lekkostrawnej kolacji o literackich inspiracjach, suflet spokojnie można zastąpić omletem z serem.

A więc suflet:

Ubić trzy białka na najsztywniejszą pianę pod słońcem. Dodać szczyptę soli, 100 gramów drobno pokruszonego sera typu lazur, 3 żółtka, łyżkę miękkiego masła osełkowego. Formę szklaną posmarować masłem, posypać delikatną bułką tartą. Wlać masę na suflet do formy, ostrożnie wstawić do nagrzanego do 180° pieca, zapiekać ok. 45 minut, cały czas się modląc. Wyjąć i natychmiast podawać na stół!!!!


Ciekawe, że literatura polska też ma w swych rejestrach pisarza indiańskiego pochodzenia. Mieszkał w Gdansku, był nawet kiedyś u nas w domu i w albumach rodzinnych pozostało zdjęcie mężczyzny we wspaniałym pióropuszu.

satokh

Był to Stanisław Supłatowicz zwany Sat-Okh. Urodził się, jak sam twierdził, w “ukrytej wiosce” Indian w dorzeczu rzeki Mackenzie w Kanadzie. Był synem Polki, nauczycielki i uciekinierki z Syberii, Stanisławy Supłatowicz, oraz Leoo-Karko-Ono-Ma (Wysokiego Orła) – Indianina, wojennego wodza plemienia Shawnee (Szawanezów, Szaunisów). Wychowywał się wśród Indian. W 1937 lub 1938 roku przybył wraz z matką do Polski, a na potrzeby urzędowe matka zmieniła część jego danych, ukrywając jego indiańskie pochodzenie.

W czasie kampanii wrześniowej podjął naukę na tajnych kompletach, a po klęsce polskiej armii zaangażował się w działalność w SZP i ZWZ. W 1940 roku został aresztowany przez gestapo i wysłany do Auschwitz. W czasie transportu wyskoczył z wagonu bydlęcego i uciekł. W czasie ucieczki został ranny, ukrywał się na wsi. Następnie został żołnierzem AK. Wielokrotnie ranny, za męstwo w walce odznaczony Krzyżem Walecznych.
Po wojnie za przynależność do AK został aresztowany i uwięziony. Po uwolnieniu przez wiele lat pływał jako marynarz na statkach PLO. Osiadł na stałe w Gdańsku-Wrzeszczu i założył rodzinę.

W 1958 roku zaczął pisać książki odnoszące się do jego indiańskiej przeszłości:
* “Ziemia słonych skał” (1958)
* “Biały mustang” (1959)
* “Dorogi schodjatsja” (w jęz. ros., wspólnie z Antoniną Leonidovną Rasulovą) (1973)
* “Powstanie człowieka” (1981)
* “Fort nad Athabaską” (wspólnie z Yackta-Oya) (1985)
* “Biały Mustang. Baśnie i legendy indiańskie” (1987)
* “Głos prerii” (1990)
* “Tajemnica Rzeki Bobrów” (1996)
* “Serce Chippewaya” (1999)
* “Walczący Lenapa” (2001)

Zdjecia Sat-Okha: www.huuskaluta.com.pl/sat_okh/index.php

Berlin Zoo 1923

Wiktor Szkłowski

ZOO. Listy nie o miłości albo Trzecia Heloiza

Berlin, 1923

tłumaczyła Aleksandra Berkieta

List 18

(…)

Berlin trudno opisać.

Gdyby tak opisać Hamburg, można powiedzieć coś o mewach nad kanałami, o sklepach, o domach przeglądających się w kanałach, o wszystkim, co warto namalować.

Kiedy wjeżdżasz do wolnego portu miasta Hamburg, śluzy rozsuwają się jak kurtyna. Teatralny efekt. Ogromne pole wody, kłaniające się dźwigi, czarne czerpaki nabierające w usta węgiel wprost ze statków. Ich szczęki odchylają się jednocześnie w obie strony jak krokodyle. Wysokie na strzał z nagana, okratowane dźwigi, przypominające portale. Pływające elewatory, które mogą wessać 35 000 pudów ziarna dziennie.

Gdyby tak móc podpłynąć do jednego z nich i powiedzieć: „drogi towarzyszu, wyssij ze mnie, proszę, 35 000 miłosnych diabłów, które zamieszkały w mojej duszy”.

Albo można by tak poprosić o największy dźwig, który podniósłby mnie za kołnierz i pokazał zatamowaną przez śluzy Łabę, żelastwo, parostatki przy których samochody to zaledwie pchełki. I żeby powiedział mi parowy dźwig tak: „patrz, sentymentalny szczeniaku, na żelazo postawione na sztorc. Nie podobna tak cierpieć i płakać, więc jeśli nie chcesz już żyć, to wsuńże głowę do żelaznego czerpaka węgla, żeby ci ją odgryzł”.

O tak!

Można opisać Hamburg.

Jeśli by tak opisać Drezno, to roboty będzie więcej. Jest jednak sposób, chętnie wykorzystywany w nowej literaturze rosyjskiej.

Weźmy jakiś szczegół Drezna – na przykład to, że jeżdżą po nim czyściutkie auta, obite od wewnątrz szarym materiałem w paseczki.

Wszystko dalej jest tak proste jak dla dźwigu podniesienie jednej tony.

Trzeba następnie zapewniać czytelnika, że całe Drezno jest szare i w pasy, że Łaba – to pasek na szarym, że domy są szare, że Madonna Sykstyńska jest szara i w pasy. Nieważne, czy to prawda, ważne, że jest to przekonujące i w dobrym stylu. Szarym w pasy.

Trudno jednak opisać Berlin. Trudno go pojąć.

Rosjanie w Berlinie żyją, jak wiadomo, naokoło ZOO.

Wszyscy już wiedzą, to nie jest zabawne.

W czasie wojny mawiali: „jak wiadomo, wiosną atakują Niemcy”. Jak gdyby Niemcy atakowali na wiosnę.

Rosjanie chodzą w Berlinie dookoła Starej Kirchy tak jak muchy krążą wokół żyrandola. I tak jak do żyrandola przywieszona jest lepka kuleczka, tak w tej kirsze jest przyczepiony do krzyża dziwaczny kolczasty orzech.

Ulice widziane z poziomu orzecha są szerokie. Domy jak walizki. Wzdłuż ulic chodzą damy w futrach i w ciężkich skórzanych śniegowcach, a wśród nich Ty, w mysim palcie ze zdobieniami z uchatki.

Wzdłuż ulic chodzą szubrawcy w kudłatych paltach i rosyjscy profesorowie w parach, z rączkami parasolek zwisającymi na plecach. Tramwajów jest tu wiele, ale jeżdżenie nimi po mieście nie ma sensu, bo miasto jest wszędzie jednakowe. Pałace jak ze sklepu z pałacami. Pomniki jak serwisy. Nigdzie nie jeździmy, żyjemy na kupie wśród Niemców jak jezioro tkwi pośrodku swoich brzegów.

Zimy nie ma. Śnieg co spadnie, to topnieje.

W wilgoci i poczuciu klęski rdzewieją żelazne Niemcy, a my rdzewiejemy razem z nimi, zarastamy rdzą, choć nie jesteśmy z żelaza. (…)

Plik:Sklovsky.jpg***

Wiktor Borisowicz Szkłowski (ur. 24 stycznia (12 stycznia wg starego stylu) 1893 w Petersburgu, zm. 6 grudnia 1984 w Moskwie) – literaturoznawca, filmoznawca i pisarz rosyjski, jeden z współtwórców i najwybitniejszych przedstawicieli rosyjskiej szkoły formalnej, współzałożyciel OPOJAZ-u, autor artykułu „Sztuka jako chwyt” (1917).

Zbiór listów “ZOO” stanowi chronologicznie drugą część tzw. trylogii autobiograficznej Szkłowskiego, która w polskim przekładzie ukaże się w roku 2014. Tłumaczka, Aleksandra Berkieta, która przetłumaczyła i przygotowuje do druku całą trylogię, w porozumieniu z wydawcą uprzejmie udostępniła mi fragment „Listów nie o miłości” do opublikowania na blogu. 18 września Ola napisała na Facebooku:

To już koniec: 408 stron, 908 836 znaków, 881 przypisów rzeczowych + zmacerowana wątroba, odporność na kofeinę, mizantropia, lęk przed redakcją.

W 2014 roku wyjdzie gorzko-przygnębiająca “trylogia autobiograficzna” Wiktora Szkłowskiego w moim przekładzie (“Podróż sentymentalna”, “ZOO. Listy nie o miłości”, “Trzecia fabryka”) – zrobiłam wszystko, żeby był nie tylko wierny, lecz także piękny.

Jest piękny.

Aleksandra pisze: „ZOO. Listy nie o miłości“ były wcześniej tłumaczone na język polski przez M. Jagiełłę i wydane w „Literaturze na Świecie“ (1974, nr 8). Tłumaczenie zostało wykonane na podstawie kolejnych, radzieckich wydań dzieła z licznymi ingerencjami cenzury obyczajowej i politycznej, a także zmianami naniesionymi przez samego autora. Podstawę mojego przekładu stanowi pierwsze, berlińskie wydanie „ZOO“ z 1923 roku. “ZOO” to książka niesamowita, bo fikcja literacka staje się w niej rzeczywistością i na odwrót. Szkłowski tak naprawdę w każdym swoim dziele pisze o sobie – “ZOO” napisał, kiedy naprawdę siedział w Berlinie na wymuszonej emigracji (w Rosji zapewne zostałby skazany na śmierć za zbrojną działalność z ramienia partii Socjalistów Rewolucjonistów w czasie rewolucji – był dowódcą dywizjonu aut pancernych), zaś Ala, do której pisze listy, to Elsa Triolet – przyszła żona Louisa Aragona, pisarka, w której kochała się połowa petersburskiej bohemy intelektualnej, siostra Lili Brik – muzy życia Majakowskiego. Tych anegdotek biograficznych jest tam całe mnóstwo.

Poesie – Poezja / Meret Oppenheim

Achtung: Beitrag auf Deutsch und Polnisch – Uwaga: wpis po niemiecku i po polsku

Geboren vor Hundert Jahren, am 6. Oktober 1913, in Berlin-Charlottenburg, Künstlerin und Dichterin, eine von wichtigsten Malerinnen und Bildhauerinnen der modernen Kunst. Das Objekt ‹Le déjeuner en fourrure› aus dem Jahre 1936, dh. ‹Tasse und Teller aus Porzellan, sowie ein Löffel, alles mit einem dünnen Pelzchen überzogen›, ist nicht ihr wichtigstes Werk, aber wohl so ein, das jeder kennt. In der großen Berliner Retrospektive gibt es sie nur als Abbildung. Eigentlich Schade, oder?

futrzana filiżanka

Sie war eine emanzipierte, mutige, kreative und exzentrische Frau mit aussergewöhnlichen erotischen Ausstrahlung, die mit den wichtigsten Künstler ihrer Zeit befreundet war, Marcel Duchamps, Max Ernst, Man Ray, und von ihnen fotografiert und porträtiert wurde. Jetzt widmet ihr bis 1. Dezember Martin Gropis Bau in Berlin eine bemerkenswerte Retrospektive.

meretoppenheimMeret Oppenheim wielka artystka, wspaniała kobieta, niezwykła osobowość. Prawdziwa kobieta wyzwolona. Malarka, rzeźbiarka i poetka. Na polskiej Wikipedii potraktowana doprawdy per noga: “Stworzyła tylko jedno znane dzieło, lecz do dziś uważane jest za spektakularne” – mowa oczywiście o futrzanym śniadaniu. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Meret_Oppenheim)

Dla artystki słowo było bowiem niezwykle ważne, włączała je w obiekty sztuki, ilustrowała ich sens dołączanym wierszem. Najsłynniejszym jej tomem poetyckim jest “Husch, husch, der schönste Vokal entleert sich”. Jej wiersze zostały zamieszczone w antologii poezji szwajcarskiej „Poszerzenie źrenic”, poezja Szwajcarii niemieckojęzycznej po 1945 roku (wybór i redakcja: Werner Morlang i Ryszard Wojnakowski, Wyd. Atut, Wrocław 2013). Niestety nie mam tej antologii w domu, a zanim ją sprowadzę z Wrocławia, trochę czasu upłynie. Tymczasem chciałam ten wpis zamieścić właśnie dziś, w setną rocznicę urodzin artystki. Jej wiersze przetłumaczyłam więc dla Was sama. Dwa fragmenty i jeden wiersz o wolności.

Von Beeren nährt man sich                           Jagodami można się pożywić,
mit dem Schuh verehrt man sich.                butem obronić.
Husch Husch, der schönste Vokal                Sio, sio,
entleert sich.                                                    najpiękniejsza zgłoska pustoszeje.

Für dich – wider dich                                    Dla ciebie – przeciw tobie
Wirf alle Steine hinter dich                           Rzuć za siebie wszystkie kamienie
Und lass die Wände los.                                I zostaw wszystkie ściany.

***
Endlich!
Die Freiheit!
Die Harpunen fliegen.

Der Regenbogen lagert in den Straßen,
Nur noch vom fernen Summen der Riesenbienen unterhöhlt.

Alle verlieren alle, das sie ach wie oft,
Vergeblich überflogen hatte.

Aber:

Genoveva:

Steif
Auf dem Kopfe stehend
Zwei Meter über der Erde
Ohne Arme.

Ihr Sohn Schmerzereich:
In ihr Haar gewickelt.

Mit den Zähnen bläst
sie ihn über sich her!

Kleine Fontäne.

Ich wiederhole: Kleine Fontäne.
(Wind und Schreie von ferne.)

1933

Nareszcie!
Wolność!
Lecą harpuny.

Tęcze nagromadzone na ulicach,
Wydrążone odległym brzęczeniem wielkich pszczół.

Wszystko stracone wszystko, choć, ach, tak często
Przelatywały nad nimi.

Ale:

Genowefa:

Sztywno
Stojąc na głowie
Dwa metry nad ziemią
Bezręka.

Jej syn PełenMęki
Zaplątany we włosy matki.

A ona wiatr zębami czyni
Okręca go wokół.

Mała fontanna.

Powtarzam: mała fontanna
(wiatr i krzyki z oddali)

1933

PS: Królowa z obciętymi rękami i syn PełenMęki to postaci z baśni Grimma Bezręka dziewczyna: http://www.grimmstories.com/pl/grimm_basnie/bezreka_dziewczyna

Reblog: Wladimir Kaminer

Zuerst die kleine Geschichte der Entstehung dieses Reblogs. Im Facebook fand ich diese Notiz:

Kaminer2Ich ging an die Kaminers Seite. Zuerst suchte ich mir den Männerarsch. Der ist HIER. Und dann fand ich einen schönen, witzigen Text mit einem Frauenarsch und schrieb an Autor:

Kaminer1Die Antwort kam noch am selben Abend:

Liebe Ewa Maria Slaska,

sehr gut, auf FB wurde dieser mein Beitrag geblockt

gruss
wk

Und somit reblogge ich diesen Text:

Kaminer3   Einmal hatten sich Österreicher über reiche Russen aufgeregt. Die Russen tranken, feierten wilde Orgien und warfen mit dem Geld nur so um sich. Das schlimmste aber war, sie ließen ihre Frauen aus Russland zu den Partys einfliegen, anstatt die Einheimischen anzubaggern. Deswegen forderten die österreichischen Hotelwirte eine Russenquote.  Meine zwei Telefone klingelten ununterbrochen, drei Tage lang, bis sich die Lage beruhigt hatte – bis zum nächsten Russenskandal.

Weiterlesen hier: http://blog.wladimirkaminer.de/post/62666562699/sex-statt-bomben

Wie ich gezeugt wurde

Ewa Maria Slaska

Wie ich gezeugt wurde

Sie hießen Irena und Dariusz und waren sehr jung. Ich war ihr erstes Kind, wie meine Mutter zu sagen pflegte, “ein typisches Produkt der Hochzeitnacht”. Und die sah so aus.

Die Familie meiner Mutter wohnte in Warschau, mein Vater und seine Familie in Danzig. Es war Weihnachten 1948. Die Zeit, die man auf Polnisch mit drei Worten beschreibt: goło ale wesoło, ein fröhliches Nichtshaben.

Zur Hochzeit kam die ganze Familie aus Warschau. Die Familienwohnung in Danzig war so voll gepackt, dass man über eine ruhige Ecke für die Neuvermählten nicht einmal träumen konnte. Zum Glück ist der Freund meines Vaters, Andrzej, über Weihnachten zu seiner Familie gefahren und hat quasi als Hochzeitgeschenk meinem Papa seine Wohnung zur Verfügung gestellt. Also ließen nach dem Hochzeitessen meine Eltern die beiden Familien zu Hause und fuhren mit der Straßenbahn, nur zu zweit, zu ihrem Honeymoon Hotel Marke Altbau Ganz Weit Weg. Und, wie sie feststellen müssten, Ganz Primitiv. Über eine steile Treppe ging es nach oben, zum Dachboden, wo man, durch einen schmalen Durchgang, in ein Giebelzimmerchen gelangte. Das Zimmerchen hatte ein Fensterchen und, welch ein Luxus, direkt im Dachboden ein WeCe. In dem Zimmerchen gab es nur ein Bett, ein Zeichentisch mit einem Stuhl, einen alten Armsessel und einen Kachelofen. Im Durchgang stand auf einem Brett ein Elektroherd mit nur einer Kochplatte, und daneben ein gusseisernes Waschbecken. Die ganze Bude war kalt und dunkel.

So sah das erste gemeinsame Liebesnest meiner Eltern aus. Und die erste Nacht sah genauso reizend aus – erschöpft durch die Hochzeitsvorbereitungen und den harten Tag, der in einer langen Straßenbahnfahrt gipfelte, sind sie ins Bett gefallen und… eingeschlafen. Am nächsten Tag musste Papa um 6 Uhr aufstehen und nach Gdingen fahren, wo er damals als studentische Hilfskraft in der Fischerwerft arbeitete.

Am Nachmittag traf sich die ganze Familie wieder in der Wohnung in der Grunwaldzka Straße, diesmal aber fuhren die Neuverheirateten schon am frühen Abend zu ihrer Hochzeitsbleibe. Diesmal waren sie sogar imstande, im Ofen zu heizen und den Tee zu kochen. Es ist sogar gemütlich geworden, aber diesmal waren sie ja nicht mehr alleine. Mein Vater studierte noch und am Abend kam sein Studienkumpel, mit dem er mehrere Stunden gemeinsam für eine Prüfung paukte, die eine Woche später kommen sollte. Meine Mutter nahm es mit Würde und Gelassenheit an. Sie nistete sich im Armsessel ein und las.

Ich würde gern wissen, was sie las.

Die Studenten lösten gerade eine wichtige wissenschaftliche Aufgabe der Druck- und Realais-Schaltungen, als sie alle einen stechenden Brandgeruch wahrnahmen, den man im Armsessel, da wo meine Mutter neben dem Ofen saß, lokalisierte. In dem Moment als mein Vater meine Mama von dem Sessel hochzog und ihn vom Ofen weg schob, schoss eine hohe Flamme aus ihm heraus. Das kleine Zimmer füllte sich momentan mit gelbem, würgendem Rauch, nur unter der Decke leuchtete eine Glühbirne. Wie durch einen Automatismus gesteuert – es waren die Verhaltensautomatismen aus der Kriegszeit – taten die beiden jungen Männer das Nötige, ohne dass sie miteinander zu sprechen brauchten: Fenster aufreißen, Mama zu den Nachbarn schicken, damit sie die Feuerwehr anruft, das Waschbecken stöpseln und den Wasserhahn aufdrehen, damit das Wasser auf den Fußboden läuft, und den Armsessel zerkleinern, um die brennende Teile durch das Fenster wegwerfen zu können.

Bevor sie ihr Werk nur zu Ende führen konnten – der Armsessel war ein solides, großes und schweres Ding und sie hatten keine Werkzeuge, nur ihre Kraft und Entschlossenheit – waren ihre Hände verbrannt, jeder Atemzug vergiftete sie mit Gas, und ihre Augen füllten sich mit Tränen. Doch nach einem kurzen Widerstand kapitulierte der Sessel mit lautem Knall und als sie die ersten zerhackten Teile durch die Dachluke wegwarfen, weit weg, egal wohin, nach Außen, ging auf einmal das Licht aus, und hinter ihnen begann etwas zu knallen. In der Dunkelheit vollendeten sie schnell die Vernichtung des Ungetüms. Der Rauch verdünnte sich allmählich. Papa schloss den Wasserhahn ab, zog den Stöpsel im Waschbecken aus und suchte, in den Wasserpfützen watend, blind die Sicherung, die zu seinem Glück automatisch anging. Sie krachte ein paar Mal und das Licht kam zurück.

Und dann plötzlich, mit Krach und Lärm, liefen in das Zimmer die Feuerwehrmänner ein, und gleich hinter ihnen die neugierigen Nachbarn. Für die Feuerwehrmänner gab es nichts mehr zu tun, sie wollten aber unbedingt wissen, was im Zimmer so knallte? Offensichtlich haben es ihnen die Nachbarn schon mitgeteilt. Die Frage war nicht so ungefährlich, wie sie heute klingt. Es war stalinistische Zeit, kurz nach dem Kriegsende, und Der Spion lauerte überall. Papa sagte, dass es wahrscheinlich alte Glühbirnen waren, von denen ein großer Haufen hinterm dem Ofen lag. Und tatsächlich, irgendetwas dieser Art fand sich hinterm Ofen. Die Beamten schrieben die Personalien aller Beteiligten auf, fertigten ein Protokoll und gingen.

Mama und Papa verabschiedeten sich höflich von den Nachbarn, verabredeten sich mit dem Kumpel für den nächsten Tag und begannen die Ordnung wieder herzustellen. Außer dass der Sessel vollkommen hinüber war, gab es eigentlich nur Dreck und Gestank, aber keine ernstzunehmenden Verluste. Erst bei der Arbeit fanden sie die wahre Ursache des vorherigen Knallens – in einem Dreckhaufen hinterm Ofen lagen zerstörte Minenzünder und ein Knäuel Lunte.

So – in dieser Nacht, es war die richtige Hochzeitsnacht meiner Eltern – wurde ich gezeugt.

usmiechnieci-na-jachcie

Poetry – Poezja – Poesie / Ralph Waldo Emerson

Brahma

IF the red slayer think he slays,
Or if the slain think he is slain,
They know not well the subtle ways
I keep, and pass, and turn again.

Far or forgot to me is near;
Shadow and sunlight are the same;
The vanished gods to me appear;
And one to me are shame and fame.

They reckon ill who leave me out;
When me they fly, I am the wings;
I am the doubter and the doubt,
And I the hymn the Brahmin sings.

The strong gods pine for my abode,
And pine in vain the sacred Seven;
But thou, meek lover of the good!
Find me, and turn thy back on heaven.

***
And a parody of Emerson:

Terry Pratchett
Hymne an Pedestriana, Goddess of football

(„Unseen Academicals”, Doubleday 2009)

If the striker thinks he scores
Or if the keeper cries in shame
They understand not the crowd’s applause
I make, and hear and earn again

For I am the crowd and I am the ball
I am the triumph and the blame
I am the turf, the pies, the All
Always and ever, I am the Game.

It matters not who won or lost
Nothing is the score you made
Fame is a petal that curls in the frost
But I will remember how you played.

***
Brahma

Jeśli zabójca sądzi, że zabija
Lub zabijany – że pada zabity,
Jeden i drugi nie przeniknął, czyja
Dłoń im nadaje ruch i sens ukryty.

Dal i niepamięć są mi bliską jawą,
Cień w moich oczach płonie słońca zniczem,
Kto szczezł bez wieści – bogom równy sławą;
Hańba i chwalba nie różnią się niczem.

Źle liczy, kto mnie nie uwzględnia w cenie;
Gdy chce mi się uciec – jestem mu skrzydłami;
Jam jest wątpiący i jego zwątpienie,
Mną hymny wiernych są – i wierni sami.

Daremnie ufa, że mu drzwi otworzę,
Mocarz-bóg, mędrzec, zwykły zjadacz chleba;
Lecz ty, co dobro miłujesz w pokorze;
Znajdź mnie – i nie troszcz się o wstęp do nieba.

Przeł. Stanisław Barańczak

Przekład został mi uprzejmie dostarczony przez pana Arkadiusza Bagłajewskiego, redaktora lubelskiego kwartalnika kulturalnego Kresy, gdzie się ukazał w numerze 8 (rok 1991). Dziękuję serdecznie.
***

Der rote Schläger denkt, daß er schlüge,
und der Erschlagene denkt, er sei erschlagen:
Sie wissen nicht, wie heimlich ich es füge,
daß alle Dinge mich im Innern tragen.

Für mich ist nah, was ferne und versunken;
Sonne und Schatten geben sich nichts nach;
Götter erscheinen mir, die längst entschwunden;
ein und dasselbe sind mir Ruhm und Schmach.

Wer mich verleugnet, kennt nicht seine Lage:
Wenn er mich flieht, bin ich, was ihn beschwingt;
ich bin der Fragesteller und die Frage;
ich bin das Lied, das der Brahmane singt.

Die Götter sehnen sich nach meinen Gründen,
den Heiligen Sieben laß’ ich keine Ruh;
du, Liebender des Guten, wirst mich finden
und kehrst dem Himmel deinen Rücken zu.

Ralph Waldo Emerson (1803 – 1882), US-amerikanischer Geistlicher, Lehrer, Philosoph und Essayist

Zagadka – Rätsel – Riddle

kopertaI got that photos some days ago in Berlin. I did know, who made them, where and when? Now I know everything. Try to find all the answers. If you do it, you can get these pics in their original enevelope as a price.

Dostałam te zdjęcia kilka dni temu w Berlinie. W tej właśnie kopercie. Autor nieznany, miejsce nieznane, nieznany rok wykonania. Spróbujcie zgadnąć. Ja już wiem wszystko. W nagrodę, jeśli wyrazi się takie życzenie, mogą być te właśnie foty w tej właśnie kopercie.

Ich habe diese Fotos vor ein paar Tagen in Berlin bekommen, ohne zu wissen, wer sie machte, wo oder wann? Versuch den Ort und die Zeit zu bestimmen. Es ist möglich, es gab Menschen, die es nach dem ersten Foto schon wussten. Ich selber habe schon alles entdeckt. Als Preis kann man diese Images im Original bekommen.

zagadka4-5
zagadka6-7zagadka8zagadka9zagadka10zagadka11zagadka11zagadka12zagadka14-15-16-17
zagadka18zagadka19zagadka20-21zagadka22A tu odpowiedź (zagadkę rozwiązał na Facebooku Piotr Pawłowski) / Antwort von Piotr Pawłowski via Facebook / Answer: Katowice – czasy mniej więcej współczesne/ +/- heutzutage / apr. recent times.

odpow2 odpow1odpow3Autor: Waldemar Kompała
Dziękuję / Danke / Thanks

Rajecka und andere

Ewa Maria Slaska

Polnische Künstlerinnen von der Teilung Polens bis heute

Im Gegensatz zu vielen anderen Lebensbereichen – wie etwa Landwirtschaft, Hauswirtschaft, Fabrikarbeit und Handwerk, aber auch Politik, Kultur oder der Einzelhandel – in denen Frauen sehr oft gleichberechtigt mit Männern tätig waren, existierten bis 19. Jahrhundert Bereiche, zu denen den Frauen der Zugang rigoros verwehrt war: dazu gehörten traditioneller Weise die Kirche aber auch die Wissenschaft, Medizin und die bildende Kunst. Der Kunstbetrieb war bis Ende des 19. Jahrhunderts fast ausschließlich eine reine Männerdomäne. Die Möglichkeiten sich dort auszuprobieren oder das Kunst-Handwerk zu erlernen waren für Frauen stark begrenzt und standen im Prinzip nur Ehefrauen und Töchtern der Künstler zur Verfügung. Seltener Frauen aus adeligen Familien. Mitgliedschaften bei Gilden und Akademien waren ebenso begrenzt oder gar unmöglich. Die Ergebnisse der künstlerischen Tätigkeit von Frauen wurden oft dem Mann oder Meister der Künstlerin zugeschrieben. In den Ländern wo Malerei hoch geschätzt wurde – Italien, Niederlande, Spanien – gab es schon in der Renaissance und Barock eine kleine Anzahl von Malerinnen, die sogar internationale Anerkennung bekommen haben wie z.B. Sofonisba Anguissola in Spanien und Italien, Artemisia Gentileschi in Italien oder Maria Sibylla Merian in Deutschland und Holland. Aus Polen ist bis zum 19 Jahrhundert nur eine einzige bildende Künstlerin bekannt, die zudem nicht in Polen sondern in Frankreich tätig war: Anna Rajecka (1762-1832), eine Rokoko-Zeichnerin. Vermutlich eine uneheliche Tochter des letzten polnischen Königs, Stanisław August Poniatowski.

***

Murzynka

Eine dem Thema „Polnische Künstlerinnen“ gewidmete Ausstellung 1991 Nationalmuseum in Warschau und die dazu gehörige Publikation erwähnen aber als Pionierin der polnischen Kunst, eine Künstlerin, die fast Hundert Jahre später geboren wurde: Anna Bilińska-Bohdanowiczowa (1857-1893), eine Doktorstochter aus Ostpolen. Wir befinden uns in der zweiten Hälfte des 19. Jahrhunderts – ein historischer Moment des Bruchs in der bisherigen Tradition, eine Zeit als Frauen das erste Mal in der europäischen Geschichte Kunst studieren durften. Anfangs nur in privaten Schulen bekannter Maler oder als deren Einzelschülerinnen. Allmählich entstanden Frauenkunstschulen und Frauenklassen in renommierten Kunstschulen.1897 hat die erste anerkannte Akademie den Frauen die Tore geöffnet. Es war die Pariser Ecole des Beaux Arts.

Es wurde möglich für eine Frau, Künstlerin zu werden, obwohl es immer noch nicht einfach war. Es brauchte Durchsetzungsvermögen, finanzielle Mittel und Unterstützung der Familie, um dieses Ziel zu erreichen. Auch nach dem Studium war das Leben einer Künstlerin im 19. Jahrhundert nicht leicht. Sie hatte immerzu mit Widerständen zu rechnen und oft leidete sie Armut und Einsamkeit. Dies war auch das Schicksal von Anna Bilińska. Zeitlang lebte sie an der Armutsgrenze, aber sie konnte Künstlerin werden.

Rajecka und Bilińska sind kaum bekannt, selbst in Polen wird sie nicht jeder Kunsthistoriker kennen. Wenn man einen kunstinteressierten Polen fragt, welche Künstlerin die erste in Polen war, werden die meisten Olga Boznańska (1865-1940) nennen, erste, die jedoch besser in Europa als in Polen bekannt war. 1912 bekam sie der französischen Verdienstorden der Ehrenlegion. Eine Impressionistin und später auch Malerin des Jugendstils, Autorin eindrucksvoller Porträts. Polnische Lexika behaupten, dass sie zu den besten Künstlerinnen Europas der Epoche zählte, aber in dem „Künstlerinnen“-Kompendium aus dem Prestel Verlag wird sie nicht erwähnt.
***

Ein Name, der weltweit und immer in solchen Auflistungen erwähnt wird, ist Tamara Łempicka (1898-1989). Eine Künstlerin, die merkwürdigerweise in Polen bis in die 80er-Jahre des 20. Jahrhunderts keine Beachtung fand. Bis heute trifft man polnische Kunsthistoriker, die ihre Existenz ignorieren oder sie als „Modezeichnerin“ abtun. In der Tat, wie Rajecka, war Łempicka in Polen nie tätig. Das Zentrum ihres Lebens war Paris. Ihre Gemälde im unverkennbaren Stil zierten Seiten der Hochglanzmagazine, Kalender, Postkarten, sie sind Ikonen der 20er-Jahre. Man zählt sie zum „luxuriösen Art deco“. Sie ist eine Malerin der Moderne und Ikone der modernen Frau.

***
1918, am Ende des Ersten Weltkriegs und nach über 120 Jahren Teilung ist Polen wieder unabhängig. Die führende Kunstrichtung des neuen Staates war die traditionelle romantische Kunst, gebunden ans polnische Geschichtsverständnis, polnische Folklore und den polnischen Symbolismus. Klassische Vertreterin der folkloristischen Kunstrichtung ist Zofia Stryjeńska (1891-1976).

In Europa sind die 20er und 30er des 20. Jahrhunderts die Zeit der Avantgarde, die Zeit der Hoffnung, den Träumen von einer Neuen Gesellschaft und darin auch einer Neuen Kunst. Sie sollten frei sein, sowohl die Menschen als auch die Kunst. Die polnische Kunst weist auf einige Künstlerinnen der Avantgarde: Teresa Żarnowerówna (1895-1950), Hanna Rudzka-Cybisowa (1897-1988) und Katarzyna Kobro (1898-1951). Interessant ist aber, dass sie alle zugleich Ehefrauen /Partnerinnen wichtiger Künstler der polnischen Avantgarde gewesen sind. Die polnische Kunsthistorikerin, Dr. Lidia Guchowska, sieht darin ein Zeichen für eine neue Epoche. Sie erkennt die Entstehung des Modells eines Künstlerpaars als kleinster Einheit eines fruchtbaren, effektiven, erfolgreichen Künstlerkollektivs.

Die jüdisch-polnische Grafikerin, Vertreterin des Konstruktivismus, Teresa Żarnowerówna war Partnerin des Künstlers Mieczysław Szczuka. Sie war eine überzeugte Kommunistin, was man in ihrer Kunst gut erkennt. Nicht umsonst war die Avantgarde auch die Kunst des Manifestes und des Plakativen.

cybisowa

Hanna Rudzka-Cybisowa war eine Repräsentantin des Kapismus (auch bekannt als Polnischer Kolorismus). Ziel der Koloristen war eine Änderung des Kunstverständnisses in Polen. Eine malerische Entscheidung des Bildes sollte das Hauptziel des Schaffens ohne Beachtung politischer oder gesellschaftlicher Kontexte sein. Man glaubte an eine „ewige Kunst“und Unabhängigkeit in der Malerei. Der Name Kapismus ist ein interessantes Novum in der Kunstgeschichte, da er die Buchstaben K und P verwendet. Das Kürzel KP steht für das „Pariser Komitee“. Der 1923 von dem Maler Józef Pankiwicz gegründete Verein war ein Hilfskomitee für Kunststudenten, die nach Paris auswandern. Das Komitee entstand als Protest gegen die Linie der nationalen Kunst in Polen. Wie die Künstlerinnen des 19. Jahrhunderts, versprach man sich von Paris etwas, was es in der Heimat nicht gab: die Möglichkeit moderne Malerei auszuüben: Expressionismus, Kubismus, Konstruktivismus – Kunstrichtungen, die offiziell in Polen keine Beachtung fanden. Die Kapisten siedelten nach Paris über, darunter auch Rudzka Cybisowa.

Katarzyna Kobro war eine polnische Bildhauerin deutsch-lettischer und russischer Herkunft; eine naturalisierte Polin. Sie vertrat den Konstruktivismus und revolutionierte die polnische Bildhauerei.

Art deco im Stile von Tamara Łempicka vertraten auch andere, weniger bekannte polnische Malerinnen: darunter Halina Dąbrowska (1898 -?) und Maria Ewa Łunkiewicz-Rogoyska; ihre Kunst thematisierte, wie die von Łempicka, die Menschen der modernen Zeit.

***
Die Kunst der polnischen Künstlerinnen nach dem Zweiten Weltkrieg kann man als „ringen“ bezeichnen. Ringen mit verschiedenen Aspekten des modernen Lebens und der Existenz als Künstlerin.

Erstes Beispiel dieses Ringens sieht man in der Kunst von Maria Jaremianka (1908-1958). Sie war bis Ende des 2. Weltkrieges eine Bildhauerin und danach Malerin. Sie malte abstrakte Bilder wobei die abstrakte Malerei im stalinistischen Polen verboten war. Es war die Zeit des Sozialrealismus, die Kunst hatte realistisch zu sein.

Helena Malarewicz-Krajewska (1910-1998) war eine polnische Malerin, eine aktive Verfechterin und Vertreterin des Sozialrealismus. Auch dies kann man als Ringen bezeichnen – Ringen mit der kleinbürgerlichen Kunst. Zum Gunsten der Malerin muss man sagen, dass sie in dieser Kunstrichtung schon vor dem Krieg gearbeitet hat, also in der Zeit als es nicht politisch konform war.

Zwei Grafikerinnen – Maria Hiszpańska-Neumann und Irena Kuran-Bogucka ringten lebenslang mit dem Trauma des Krieges. Egal welche Themen sie unter ihre Meisel nahmen, ist der Krieg direkt oder indirekt in ihrer expressionistischer Graphik präsent.

Auf dem Foto – Graphik von Irena Kuran-Bogucka aus dem Zyklus Barbarische Metopen: Die weinenden Frauen / Graphic von Maria Hiszpańska-Neumann, Unsere Erde

Die berühmtesten Bildhauerinnen dieser Zeit waren /sind Magdalena Abakanowicz (geb.1930) und Alina Szapocznikow (1926-1973). Magdalena Abakanowicz ist wahrscheinlich die berühmteste polnische Künstlerin aller Zeiten. Beide setzen/setzten sich in ihrer Kunst mit dem Körper auseinander. Bei Abakanowicz ist es ein anonymer Körper als nichts bedeutender Bestandteil der Masse, bei Szapocznikow – der kranke Körper, zerstört und vernichtet durch Schmerz, reduziert zu einer Hülle.

Es gab in dieser Künstlerinnengeneration drei, die ausdrücklich mit ihrem weiblichen Dasein ringten. Sie waren die ersten Vertreterinnen einer bewussten weiblichen Perspektive auf die Kunst in Polen.

Es sind Ewa Partum (geb. 1945) – berühmt durch ihr Nacktfoto auf der Straße / Natalia LL (geb. 1937), die sich mit ihrer weiblichen Träumen auseinandersetzt und Maria Pinińska-Bereś (1931-1999), deren weiche, immer in Rosa, Objekte an die weiblichen Körperteile erinnern.

Zum Teil gehört zu dieser Gruppe auch Zofia Kulik (geb. 1947), die vor allem durch ihre Galerie der Gesten des weiblichen Körpers bekannt ist.

***
Über die moderne polnische Künstlerinnen nach 1989 kann man vor allem sagen, dass sie im Zeichen der Provokation agieren. Wie diese Präsentation und die Ausstellung bezeugt, weder Nacktheit noch sozial-kritische Hinterfragung des nackten Körpers sind in polnischer Kunst wirklich neue und erschienen viel öfter, als die jüngste und jüngere Generation glaubt.

Sie haben einen neuen Zugang zum Körper entdeckt. Mindestens glaubt Dr. Lidia Głuchowska, dass es ein gemeinsamer Nenner der Kunst dieser Frauen ist. Sie ringen mit dem gesellschaftlich zugeschriebenen Genderbedingten Status des weiblichen und männlichen Körpers, setzen sich mit der Problematik der Homosexualität, des Transvestitismus, der Androgynie auseinander, sprechen sich für Freiheit der Lebensformen jeder Menschen aus.

Alicja Żebrowska *1956
Katarzyna Kozyra *1963
Barbara Konopka *1965
Monika Zielińska *1972
Katarzyna Korzeniecka *1976
Dorota Nieznalska *1973

Joanna Rajkowska *1968 / Julita Wójcik *1971 – zwei Künstlerinnen, die Installationen im öffentlichen Raum erstellen und es mit bürgerlichem Engagement  und für gesellschaftliche Teilhabe tun.

Sowie

Paulina Ołowska *1976, eine Künstlerin die eine referenzgeladenen Stil-Mix verwendet. Bestandteile dieser Mischung ist die Ästhetik von Andy Warhol, Pop Art und sozialistische Kunst. Sie hat sich aber auch mit der nationalen polnischen Kunst der 20er auseinandergesetzt – eine ihrer Ausstellungen ist der Kunst einer schon hier erwähnten Künstlerin – Zofia Stryjeńska – gewidmet. Im Ouevre einer Künstlerin, die fast 100 Jahre vorher tätig war, faszinierten Ołowska Elemente von Art Deco, Slawische Mythologie und Folklore aus dem Tatra Gebirge. Wie die Künstlerin selbst sagt: “Wenn man beginnt die Sachen herum in der Zeit zu bewegen, beginnen sie plötzlich uns anders als vorher anzusprechen.”

Vortrag für Berliner Fraueninitiative Xanthippe gehalten am 20. September 2013 in der Insel Galerie Berlin

Apel Clean Clothes Polska

bonnie-and-kleidGodna płaca to fundamentalne prawo. W całej Azji, pracownicy i pracownice sektora odzieżowego już teraz walczą o prawo do godnej płacy. Teraz czas na nas. Musimy im pomóc i zacząć działać. Nosząc ich ubrania, wesprzyjmy ich starania o godną płacę.

Podpisz apel i przyłącz się do międzynarodowego ruchu dążącego do wprowadzenia godnej płacy w przemyśle odzieżowym >>

Dlaczego powinniśmy im pomóc?

Ponieważ wszyscy jesteśmy pracownikami/pracownicami. Staramy się znaleźć godną pracę, która pozwoli nam – bez brania morderczych nadgodzin – zapewnić sobie dach nad głową, kupić jedzenie, ubrania, pójść do lekarza, do szkoły, wyjechać za miasto, otrzymać świadczenia socjalne. Czy zgodzilibyśmy się na ciężką pracę w zamian za życie w nędzy? Nie. Dlatego nie gódźmy się na takie życie dla innych.
Wymagajmy godnej płacy dla wszystkich.

Ponieważ wszyscy jesteśmy konsumentami/konsumentkami. Tylko ułamek ceny noszonych przez nas ubrań trafia do ludzi, którzy je uszyli. Gdybyśmy zapłacili o złotówkę więcej za sztukę odzieży, życie szwaczek i szwaczy znacznie by się polepszyło. Czy chcemy tanich ciuchów za cenę pozbawienia godności szyjących je ludzi? Nie. To nie do zaakceptowania. Wymagajmy, aby globalne marki odzieżowe zawarły w kosztach zamówień zlecanych fabrykom godne pensje dla pracowników.

Ponieważ wszyscy jesteśmy obywatelami/obywatelkami. Mamy dziś globalną świadomość i wiemy co łączy nas z osobami oddalonymi o dziesiątki tysiące kilometrów. Te powiązania materializują się w postaci pijanej przez nas kawy, cyny obecnej w naszych telefonach, zjadanych przez nas owoców, kupowanych zabawek. No i ubrań. Wiemy, że dążenia tamtych ludzi są także naszymi. Wiemy, że wyzysk, podobnie jak społeczna niesprawiedliwość z łatwością przekraczają granice państw. Czy nasze poczucie solidarności może więc zawężać się do granic państw, podczas gdy nasze ubrania przemierzają pół świata? Nie. Sprawiedliwość społeczna nie może zatrzymywać się na granicy danego kraju. Naciskajmy na rządy, aby płace minimalne zrównały się z godnymi, wystarczającymi na życie płacami. Wymagajmy od korporacji, aby wprowadziły godne płace w swoich łańcuchach dostaw.

Zaangażuj się w działania na rzecz wdrożenia godnej płacy w sektorze odzieżowym:
Podpisz apel na stronie cleanclothes.pl
Przekaż go znajomym i rodzinie;
Zapytaj ulubioną markę o wysokość wynagrodzeń w fabrykach;
Przekonuj polityków i polityczki, aby podjęli stosowne działania.

Na stronie cleanclothes.pl znajdziesz więcej informacji i materiałów na temat kampanii Godna Płaca dla Wszystkich. Kampania odbywa się równolegle w 17 krajach europejskich oraz kilku krajach azjatyckich za pośrednictwem Clean Clothes Campaign oraz Asia Floor Wage Alliance.

Apele i informacje kampanii społecznościowej Clean Clothes Polska publikowałam już na blogu: https://ewamaria2013texts.wordpress.com/2013/05/15/polska-zielona-siec/
oraz https://ewamaria2013texts.wordpress.com/2013/05/29/cropp/

Bardzo wspieram ich akcje, ale powiedzmy sobie uczciwie: nie jest łatwo. Na zdjęciu sprzed kilku tygodni: ja, moja sukienka, moja marynarka, moje buty, moje rajstopy, moje (rodzinne) perły, moje szale i moje zasłony. Również moje kwiaty. Każda z tych rzeczy mogła zostać wyprodukowana w nieludzkich warunkach, również ta, która została mi sprzedana za drogie pieniądze a nie za grosze. Jedyny element tego zdjęcia, którego nie muszę się wstydzić i nad którym nie muszę się zastanawiać, to tekst, który czytam. Napisałam go bowiem sama i jest na pewno również moralnie mój i OK.