Andrzej “Filet” Fikus
Depresja
Zdzira podstępna
Zapada żelbetonowa kurtyna
Widząc promień słońca
Spada gilotyna
Wyczuwając iskrę nadziei
Idzie z tobą do sklepu
Byś się zgubił wśród półek
Byś wybiegł spocony oszalały
Ona idzie z tobą do łożka
Żebyś nie zasnął spał w malignie
Żebyś w śnie chodził w smole
Żeby być przy twoim obudzeniu
I cię ukrzyżować
Depresja siedzi na chodniku
Nie zawsze cuchnie brudem i alkoholem
Jedzie pociągiem nie chce wysiąść
Patrzy w kałużę chce utonąć
A jeśli mnie spotkasz
Zobaczysz czarne łzy
Głuche wycie krzyk ujadanie niemocy
Nie mów weź się w garść
Bo ci wyrwę język
Nie radź jakoś to będzie
Bo ci przegryzę tętnicę
Weź mnie za rękę
Pójdźmy razem po pomoc
Uporządkujmy moje rachunki
Usuńmy stare kurze
I bądź czujny nowe czyhają
***
Widziałem dziś jak cię zabrał wiatr
Wciąż czekam wciąż się oddalasz
Nie odsłonię okien już bo widziałem jak cię porwał wiatr
Liście zamiatają po tobie ślady
Nie mam prawa czekać bo widziałem właśnie jak cię uwiódł wiatr
Wkrótce kolory zakończą swój taniec a chłodny garb melancholii wyrośnie na moich plecach
Widziałem dziś jak się nie opierałaś
by cię zabrał wiatr
***
Zatrzymałem się w tym miejscu
Niewymownie podobnym do ciebie
Przykucnąłem na liściu wodnej lilii
Nasłuchuję wśród trzciny
Wiatr jakby niósł twój szept
Bądź tu znów wkrótce
Przysięgnę ci słońce

Dziękuję za te wiersze, fajnie, że je jakiś wiatr tu przywiał… 🌹