Z wolnej stopy 74

Zbigniew Milewicz

Mikołaj Cudotwórca

Za świętego Mikołaja przebierałem się sporo razy w życiu. Kiedy broda była jeszcze ciemna, doczepiano mi do niej sztuczną z waty, na nos wsadzano jakieś cudaczne okulary, wkładałem czerwoną opończę i dzierżąc w ręku obowiązkowy pastorał, ruszałem do dzieci. Nie powiem, lubiłem tę rolę, zwłaszcza jak udawało mi się doprowadzić do płaczu co wrażliwsze maluchy, a później znowu szybko je rozweselić jakimś żarcikiem. Jako dziennikarz manipulację miałem we krwi. I tylko raz zostałem zdemaskowany, rozpoznali mnie moi kilkuletni synowie, kiedy rozdawałem prezenty w domu dla azylantów i przesiedleńców w Monachium, w którym mieszkaliśmy pod koniec lat osiemdziesiątych. Chłopaki zachowały jednak klasę i powiedziały mi o tym dopiero po imprezie. Po butach skubani mnie poznali, bo takich paradnych z cholewkami nie było i musiałem założyć własne.

Ponieważ akurat dzisiaj obchodzimy mikołajki, chciałbym przynajmniej w skrócie opowiedzieć o patronie tego święta, choć ściśle naukowo wiadomo o nim niewiele. Według średniowiecznych przekazów urodził się w 270 roku, niedaleko Myry w dzisiejszej Turcji. Obecnie Myra nazywa się Demre, co po turecku znaczy twierdza, a że leży ona nad Morzem Czarnym, w rejonie popularnej Antalii, więc jest chętnie odwiedzana przez turystów. Nikolaos był jedynym dzieckiem bardzo zamożnych rodziców i po ich śmierci odziedziczył fortunę. Musiał sobie lekceważyć materialne dobra, skoro chętnie dzielił się nimi z potrzebującymi, ale nie wiem, czy najpierw robił to tylko z potrzeby serca, a później także w duchu wiary chrześcijańskiej, czy od razu spełniał obydwa kryteria. Innymi słowy, czy pochodził z chrześcijańskiej rodziny, czy też pogańskiej? Chrześcijanie działali wówczas jeszcze w ukryciu i wiadomo tylko, że już we wczesnej młodości  Nikolaos postanowił powierzyć swoje życie Bogu i wstąpił do klasztoru. Po kilku latach pokornej posługi został biskupem; uczestniczył w Soborze Nicejskim w 325 roku. Wedug niektórych przekazów, za głoszenie prawd nowej wiary był torturowany i wtrącony do więzienia. Nie wiadomo dokładnie, w jakich okolicznościach zmarł, ale jak na antyczne czasy dożył sędziwego wieku, miało to nastąpić między 342 i 352 rokiem, w Myrze.

Dopiero ponad dwieście lat później doczekał się pierwszej biografii. W 565 roku został spisany żywot „archimandryty Mikołaja“ z klasztoru Syjon; w czasach wczesnego chrześcijaństwa archimandryta (ze starogreckiego przełożony owczarni) był opiekunem klasztorów w diecezji. Jest to opowieść o męczenniku, który za życia zdziałał wiele dobrego dla ludzi.

Najbardziej znana jest opowieść o trzech córkach na wydaniu. Ich ubogi ojciec nie posiadał wystarczających środków, by zapewnić im posag, w związku z tym nikt nie chciał poślubić dziewcząt. Aby zdobyć pieniądze, ojciec, który także moralnością nie grzeszył, postanowił wysyłać je do domu publicznego, aby tam zarobiły co trzeba. Kiedy Mikołaj się o tym dowiedział, chcąc uchronić dziewczynki od nierządu, trzy razy tajemnie podrzucił im sakiewki ze złotem. Na koniec nawrócił się wyrodny papa, kiedy zawstydzony poznał prawdę o darczyńcy.

Kolejna legenda prawi o tym, że Mikołaj wstawił się za trzema niesłusznie oskarżonymi o coś oficerami. Prefekt Eustachios skazał ich na śmierć. Biskup w ostatniej chwili powstrzymał kata przed egzekucją, udowadniając niewinność żołnierzy.

Inna historia związana jest z morzem. Opowiada o nieszczęściu żeglarzy, którym podczas sztormu zaczął tonąć statek. Zaczęli modlić się o pomoc do Mikołaja. W pewnym momencie objawił się im na statku, naprawił kadłub i przepędził wiatr. Według średniowiecznych przekazów nie dał nawet czasu żeglarzom na podziękowania, ponieważ od razu zniknął. Dzięki Niemu udało im się dopłynąć bezpiecznie do portu w Myrze, gdzie złożyli ofiary cudotwórcy w kościele.

Tak zapisywał się patron dzisiejszego święta w ludzkiej świadomości, jako obrońca ludzi w potrzebie i ten, który wspiera ubogich. Podobnych opowieści jest więcej, ale legenda pozostaje legendą, a cuda to, jak wiadomo, sprawa wiary. Największym cudem byłoby pewnie, gdyby wszyscy ludzie na świecie uwierzyli, że świętym Mikołajem może zostać każdy, bez względu na płeć, wiek, kolor skóry i społeczny status, że czynienie dobra w życiu należy przede wszystkim do nas samych.

Świętego Mikołaja czci zarówno kościół katolicki, jak i prawosławny. Jest patronem wielu miast i niektórych państw, orędownikiem m.in. ludzi morza, pielgrzymów, podróżnych, panien szukających kandydata na męża, jeńców, więźniów i… sędziów, uczonych i studentów, gorzelników i piwowarów oraz – uwaga – pojednania Wschodu i Zachodu. Pewnie tym ostatnim sektorem dzisiejszy Solenizant zajmuje się od niedawna, bo póki co nie zanosi się na pokój w Ukrainie, albo za słabo się o niego modlimy.

5 thoughts on “Z wolnej stopy 74

  1. Oj Zbychoo, powiało dzieciństwem, zrobiło się “mikołajowo”, ze złotymi papierkami od cukierków…Przeurocza była ta Twoja wpadka z butami…🤣🤣🤣
    Jak zwykle fajny wpis.

  2. Dziekuje Ci Tereso serdecznie za dobre slowo i ekstra za piekna ballade, ktora przeniosla mnie znowu, chociaz na chwile, w moje kochane Bieszczady.

  3. Uszczęśliwianie dzieci przez Św. Mikołaja to piękna tradycja choć jak wspominasz Zbyszku w Twym wpisie nie zawsze przebiega w.g.intencji.Tak i mnie udało się niestety pozbawić wiary w Św. Mikołaja moją 9-cioletnia siostrę Tereskę jak odkryła że Mikołaj mówi moim głosem…B. ucieszyła mnie cudna piosenka Andrzeja Wybickiego za co Pani Teresie dziękuję jak i Tobie za mikołajkowy prezent-wpis.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.