Wspomnienia o Maryli 23

Magdalena Ciechomska

Jesień coraz bardziej kolorowa, drzewa sypią żółto-czerwonym confetti, niedługo początek listopada – Święta Zmarłych, podzielone na dwa dni: Wszystkich Świętych i Zaduszki. Naturalnie w tym czasie więcej myślimy o bliskich, którzy odeszli, to dlatego, że jedziemy na cmentarz, trzeba uporządkować groby, zapalić znicze, położyć świeżą wiązankę. Coraz więcej wspomnień, tych zaduszkowych, z czasu, kiedy jeszcze przychodziliśmy na cmentarze z kimś, a nie do kogoś. Te polskie Zaduszki maja jedyny w swoim rodzaju, melancholijny, podszyty smutkiem nastrój, poważny, otwierający na eschatologię. Komercyjna, jarmarczna zabawa Halloween wprowadza jakiś dysonans, przełamuje smutek i religijną powagę, pozwala na śmiech, na kpinę ze śmierci, ma zapewne łagodzić lęk egzystencjalny. Według mnie Halloween po prostu nie pasuje do tych naszych świąt. Maryla była innego zdania. Może podobała jej się groteskowość Halloween, może też dlatego że w ogóle lubiła wszelkie poważne rozmowy zamykać żartem. Może w tym jej zwyczaju kryła się jakaś myśl o nietrwałości wszystkiego, może te żarty były rodzajem przypomnienia, że nie warto wszystkiego traktować tak bardzo serio, w końcu nic nie jest wieczne, wszystko się zmienia, a wreszcie kiedyś kończy. Może w tych żartach przejawiała się jej prywatna filozofia, zakładająca konieczność zachowania stoickiego dystansu wobec tego, co nieuchronne. Ten stoicki spokój zachowywała podczas swojej choroby, spokojnie opowiadała o kolejnych etapach leczenia, o tym jak się czuje, co ją czeka. Pojawiała się też myśl o śmierci, lecz bez lęku, jak o czymś, co należy oczywiście uwzględnić, potraktować poważnie, raczej jako pewną ewentualność, no i zadaniowo załatwić odpowiednio wcześniej różne ważne sprawy. To oczywiście nie znaczy, że nie bała się śmierci. Przyjmowała perspektywę eschatologiczną, wierzyła, że nasze istnienie nie kończy się tu, na ziemi. Pamiętam jej refleksje po jakimś pogrzebie, gdy stwierdziła, że patrząc na ciało zmarłego w trumnie, ma wrażenie, że nie jest to cały człowiek tylko jakaś skorupka, jakby kokon poczwarki, z której wyfrunął motyl…

Z zaduszkowych wspomnień najwyraźniej pojawia się jedno, sytuacja gdy Maryla i jej mama we Wszystkich Świętych wróciły z cmentarza. Obie bardzo zmarznięte, pogoda tego dnia była fatalna, wiał zimny wiatr, zacinał deszcz ze śniegiem. Ja musiałam zostać w domu z dzieckiem, ale dzień wcześniej zrobiłam obiad, duży gar gołąbków i szarlotkę. Natychmiast zasiedliśmy do stołu, gorące gołąbki, ciasto i herbata stały się najważniejszym wydarzeniem dnia, Maryla stwierdziła, że nie ma lepszego posiłku w takim dniu jak ten. Taki mały, zwyczajny, symboliczny triumf życia nad śmiercią.

Listopadowe święta zmarłych mają swój dalszy ciąg podczas Wigilii Bożego Narodzenia. W czasach pogańskich to właśnie ten dzień poświęcony był duchom zmarłych przodków. Wigilijne potrawy są reliktem dawnych wierzeń i zwyczajów; ziarna zbóż, mak, suszone owoce i grzyby. Nawet dodatkowe nakrycie pierwotnie przeznaczone było nie tyle dla zbłąkanego wędrowca, ile raczej dla duchów tych, którzy już nie mogli osobiście zasiąść przy stole. Przy każdej kolejnej Wigilii Maryla zauważała, że jest nas coraz mniej. Podczas ostatnich świąt przy stole siedzieliśmy we troje z mężem i synem, no i nasza kotka staruszka, która odeszła za tęczowy most trzy miesiące później, w marcu tego roku. Postawiliśmy na stole tyle nakryć, co zawsze. Co drugie miejsce było puste.

1 thought on “Wspomnienia o Maryli 23”

  1. Myslę że w nas.wszystkich jest ciagle widoczny dualizm naszych indywidualnych przekonań, czy też cech osobowości, rządzących naszym zachowaniem.
    I to wlaśnie zobaczyłam już wcześniej w Pani Maryli, a tym razem np. ten lęk przed śmiercią, ale też drwienie z niej, zmierzenie się poprzez Halloween z groteską tego, co straszy (a co stało się w niektórych krajach już tradycją, a do Polski przyszło w ostatnich latach).
    To, co drzemie w nas wszystkich, w bohaterce tych wspomnień było jakby intensywniejsze, przynajmniej tak widoczne, w wyniku opisu autorki.
    Pani Maryla, to bardzo kolorowa postac, ale często ubrana na czarno, ze smutkiem na twarzy, adekwatna (a czasem odwrotnie) :
    wiosenna, letnia, jesienna
    i zimowa.
    Potrafiła się dobrze bawić grozą czegoś nam niewiadomego,
    z nadzieją, że tam dokąd kiedyś idziemy, nie ma grozy, a czeka nas spokój i szczęście.
    Przy okazji tego wpisu, być może pozostaną poruszone struny naszego własnego wew. “instrumentu” na którym gra, nasza osobista filozofia życiowa..

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.