Z domowego aresztu (9)

Zbigniew Milewicz

Szczęście Yanka

Piękny, majowy dzień, aż chce się iść do parku, władza zezwala na spacerniak, w Bawarii bez maski. My sme chlapcy od Żiliny, milujemy Katerinu… słyszę znajomą nutę, podchodzę do ławki, na ktorej siedzi mężczyzna bez nóg, z butelką piwa w ręce, obok wózek inwalidzki. Pytam po polsku, czy mogę się dosiąść, kiwa głową i dalej nuci półgłosem. Chyba mój rówieśnik, poorana zmarszczkami twarz, krępy, czupryna siwych włosów, oczy przesłonięte ciemnymi okularami. Zwrotek w tej piosence jest wiele, ale w pewnym momencie urywa i pyta, skąd jestem, mówię, że ze Śląska, a on spod Popradu. Lubię Słowaków, bo mają i charaktery, i język podobny do naszego, każdy mówi po swojemu, a można się dobrze zrozumieć.

Yanko jest szczęśliwy, bo przed południem odwiedził go syn – jedynak, który mieszka w Bochum. Wychował go praktycznie sam, żona zmarła na raka, kiedy Kubik miał 8 lat. Dziadkowie już nie żyli, więc kiedy był w tartaku, chłopakiem zajmowała się jego ciotka, ale po pracy wszystko było na głowie Yanka, lekcje dziecka, dom, gospodarstwo. Mieli krowę, kilka świnek, trochę owsa i gruli, ktoś to musiał oporządzić. Kubik brudny i obszarpany nie chodził, siostra żony prała jego rzeczy, prasowała, ale gotował zwykle Yanko, zrobił kociołek kwaśnicy, albo grochówki na cały tydzień, głodu chłopak nie znał. Uczył się dobrze, słuchał ojca, nie łobuzował za bardzo, chciał zostać stolarzem. Posłał go więc do szkoły zawodowej w tym kierunku, ukończył ją z dobrymi ocenami, ale tam koledzy nauczyli go palić i pić. Yanko też lubił sobie czasami po pracy wypić piwo, a od święta kieliszek jałowcówki i miał nadzieję, że i Kubik zachowa umiar.

Po szkole poszedł do wojska, kiedy z niego wyszedł, poszukał sobie pracy, tylko nie w wyuczonym zawodzie, a w popradzkim browarze , jako kierowca do rozwożenia piwa. Nie podobało się to ojcu, widział, że chłopaka ciągnie do butelki, a tam mógł po pracy pić bez ograniczeń. Zarabiał słabo, a pieniądze zawsze miał, dokładał się do wspólnego gospodarstwa, tu nie można mu było niczego zarzucić. Yanko czuł, że Kubik kombinuje z piwem, które rozwozi ciężarówką, ale syn się tego zawsze wypierał. Jak jeden sąsiad wyjechał do Niemiec i przysłał piękną pocztówkę, w której pisał, że jest mu bardzo dobrze, a później zrobił to inny, postanowił pójść w ich ślady. Miał papiery na pochodzenie, po swoim dziadku, przekonał Kubika i nielegalnie wyjechali do Monachium, mur berliński miał się wtedy jeszcze dobrze. Po kilku miesiącach tułaczki po różnych zbiorowych siedliskach dostali dwupokojowe, socjalne mieszkanie, ukończyli kurs niemieckiego, później ojciec poszedł do rigipsów w firmie budowlanej, a syn na taśmę w BMW i, póki co, za dużo nie pił.

Był z niego przystojny chłopak, zawsze podobał się dziewczynom, tylko na Spiszu nigdy długo nie wysiedział przy jednej. Na jakimś ulicznym święcie na Schwabingu poderwała go turystka z Westfalii, która mogłaby być jego matką. Poza tym damulka całkiem przyjemna, zaprosiła go do hotelu, w następną sobotę miał pracować, to wziął sobie wolne i pojechał na dwa dni do Bochum. Wrócił nie ten sam, jakby go zauroczyła. Jak tam w jej mieszkaniu ładnie, jak czysto, ile pokoi i bogactwa – opowiadał – prawdziwa Niemka, a furą jaką jeździ… Była właścicielką dosyć dużej restauracji w handlowej dzielnicy miasta i to Kubikowi też pasowało. Przyjeżdżała do niego do Monachium przynajmniej raz w miesiącu tym swoim srebrnym mercedesem-beczką, ale na Harthof, gdzie Yanko mieszkał z synem, nigdy nie zajrzała, Kubik wstydził się przed Kariną ich nory. Od kiedy się poznali, nigdy już inaczej nie nazwał tego mieszkania, w którym jeszcze do niedawna było mu dobrze. Yanko czuł, że syn jego też się wstydzi.

– Ty wiesz, że ja przed wypadkiem byłem u nich tylko jeden raz? – A później już w ogóle, do domu mnie nie zaprosili, tylko do jej restauracji – mówi.

Przyjechali z synem do Monachium w 1986 roku, cztery lata później młody zostawił pracę w BMW i zamieszkał u Kariny. Była wdową po przemysłowcu z branży metalowej, dała Kubikowi fundusze na uruchomienie firmy, zajmującej się kupnem i sprzedażą używanych samochodów, do czego się nadawał i interes prosperował dobrze. Karina miała z byłym mężem dwie córki, już usamodzielnione, jedna wyszła za mąż za bogatego Szwajcara, druga wyjechała do Stanów. Z aktualnym partnerem nie miała dzieci, ślubu również, tak jej odpowiadało; Kubik wprawdzie czasami coś przebąkiwał o małżeństwie, ale to ona w ich związku rozdawała karty. Od jego wyjazdu Yanko został sam, nie znalazł sobie żadnej kobiety do dalszego, wspólnego życia, bo dalej tęsknił za zmarłą żoną, którą bardzo kochał, poza tym uważał, że jest już za stary na nowy związek. Była tylko praca, dom, telewizor ze słowackimi programami z anteny satelitarnej, czasami jakieś piwo z kolegami z budowy i mecze jego ulubionego Bayernu. Z Kubikiem prawie się nie widywali, czasem, kiedy miał coś służbowego do załatwienia w Monachium, to odwiedzał na chwilę stare śmieci i zawsze bardzo się spieszył. Na Boże Narodzenie i Wielkanoc dzwonił do ojca i składał mu standardowe życzenia… po niemiecku. A kiedy Yanko dzwonił do syna i mówił po słowacku, to w odpowiedzi był także tylko język niemiecki, jakby Kubik wstydził się również ojczystej mowy.

Na rodzinny Spisz jeździł Yanko z potrzeby serca raz, dwa razy do roku, od kiedy przeszedł na emeryturę zdarzało się to częściej. Ostatni raz był w swoich stronach w czerwcu, sześć lat temu i wtedy doszło do tego nieszczęśliwego wypadku. Pojechali razem z synem na wesele jego kuzynki, a chrześnicy Yanka. Było bardzo radośnie i miło, oczywiście z góralską kapelą i zachowaniem wszystkich tradycji; syn, jak sobie wypił, to nie mógł się nagadać i naśpiewać do syta po słowacku, obyło się bez awantur, tylko ten nieszczęsny telefon z Niemiec, w poprawiny, wszystko zepsuł. Interesy wzywały syna do wcześniejszego powrotu, pierwotnie mieli jechać do Niemiec za dwa dni, jak alkohol wywietrzeje Kubikowi z organizmu, po rozmowie postanowił zrobić to szybciej. Już niczego nie pił, zamówił w hotelowej recepcji budzenie na czwartą rano i poszedł do pokoju spać, Yanko również. Daremnie perswadował synowi, że to głupota, co robi, że tak szybko człowiek nie trzeźwieje. To wracaj na własną rękę – usłyszał. Gdyby tak zrobił, chodziłby do dzisiaj. Niestety diabeł podkusił zawierzyć Kubikowi i pofolgować wygodnictwu.

Ujechali może pięć kilometrów. Na jednym z górskich zakrętów nowiutka bm-ka wpadła w poślizg i sturlała się ze skarpy. Yanko, który siedział obok kierowcy, stracił przytomność. Kubik uciekł z miejsca wypadku do lasu, w którym przesiedział do wieczora, dopóki nie poczuł, że faktycznie jest już trzeźwy. Do wraku samochodu, w którym mógł znajdować się jeszcze jego ojciec nie wrócił, tylko okrężną drogą dotarł do hotelu, gdzie właśnie sprzątano po weselnym przyjęciu. Wszyscy już wiedzieli o tym, co się stało, przyjechała policja, zabrała Kubika i poddała go rutynowej procedurze śledztwa w sprawie spowodowania wypadku drogowego z groźnym skutkiem i ucieczki z miejsca zdarzenia. Tłumaczył się szokiem pourazowym, a jedynym jego urazem był… złamany nos. Ojcu zmiażdżyło obydwa podudzia, gdyby nie ludzie mieszkający w pobliżu, którzy usłyszeli łomot na drodze i pospieszyli z pomocą, wykrwawiłby się w samochodzie. Amputowano mu nogi w popradzkim szpitalu, później helikopter ADAC przetransportował go do Monachium. Jak odzyskał przytomność w miejscowym szpitalu i doszedł trochę do siebie, przyjechała policja, żeby spisać jego zeznania w sprawie katastrofy. Słowem nie wspomniał, że syn pił na poprawinach, trzymał jego stronę, ale pozostali świadkowie zeznali inaczej. Dzięki pieniądzom i znajomościom Kubikowi udało się ostatecznie uniknąć odpowiedzialności karnej za przestępstwo, które popełnił, skończyło się na mandacie, za… przekroczenie dozwolonej prędkości w terenie zabudowanym. Ojcu, za jego okaleczenie, nie dał ani centa, Yanko jest honorowy i nawet gdyby tamten coś mu chciał wcisnąć, niczego by nie przyjął. Na budowie dobrze zarabiał, więc i emeryturę ma przyzwoitą, wystarcza na skromne życie.

– Całe szczęście, że mieszkam na parterze i nie ma żadnych schodów do pokonania, bo inaczej musiałbym po wypadku szukać innej nory – śmieje się Yanko. – Pierwszy raz od sześciu lat mnie syn odwiedził, powiedział, że nie miał czasu wcześniej i butelkę dobrego wina mi przywiózł z Bochum w prezencie, ale łobuz nie przeprosił za te nogi, może zapomniał. Ludzie dzisiaj tak szybko żyją, że o wielu sprawach zapominają niestety, ale dziecko, to dziecko, nawet jak zrobi coś strasznego, to dobra matka i dobry ojciec zawsze mu wybaczą. A ty skąd znasz Spisz?
– Jeździłem w swoim czasie na Rzepiska, do rodziny Malców.
– Znam, to po polskiej stronie, wiesz, że Józek nie żyje?

Są ludzie, a Yanko do nich na pewno należy, dzięki którym gdziekolwiek by człowiek nie był, zawsze poczuje się, jak w dobrym, ciepłym domu.


PS od Adminki.

Wzruszający tekst o ojcu. Wczoraj był polski Dzień Matki, niemiecki był już jakiś czas temu – świętuje się go zawsze w drugą niedzielę maja, polski Dzień Ojca jest podobno już od lat 60 w dniu 23 czerwca, ale w życiu o nim mnie słyszałam, tymczasem o niemieckim słyszałam i owszem bardzo dużo. Nawet go słyszałam, a nie tylko o nim, bo w Niemczech Dzień Ojca to dzień wolny od pracy i bardzo specjalna okazja. W tym roku przypadł akurat tydzień temu w czwartek. Jest to ruchome święto, obchodzone zawsze w dzień Wniebowstąpienia Jezusa. Tego dnia niemieccy tatusiowie na piechotę, na rowerach lub z wózkami czy nawet wozami konnymi udają się gromadnie do lasu, wędrują, śpiewają i raczą się obfitym jadłem, i jeszcze obficiej popijają je z piersiówki, która jest nieodłącznym rekwizytem takiej wyprawy. Jak się można łatwo domyślić, owe wyprawy bywają nader głośne.

A skoro już świętujemy na blogu Dzień Ojca i Dzień Matki, pozwolę tu sobie dołączyć bajkę arabską, którą autor mi przysłał już jakiś czas temu, opatrując ją dopiskiem – zrób z nią może coś z okazji Dnia Matki. No to dołączam ją do Dnia Ojca, bo to po prawdzie identyczna historia.

Serce matki

Hassan kochał swoją matkę z wielką czułością, a swoją żonę, Leilę z wielką namiętnością. Jednak Leila nie kochała matki Hassana, o którą była szaleńczo zazdrosna. Bezustannie zadręczała męża żądaniami. „Gdybyś mnie naprawdę kochał, nie zniósłbyś tego, by inna kobieta dyktowała mi swoje prawa pod naszym dachem”.

I Hassan wygnał matkę z domu.

„Gdybyś mnie naprawdę kochał, nie odwiedzałbyś już więcej tej kobiety, która potajemnie mnie oczernia”.

I Hassan, chociaż bardzo cierpiał, już nie składał wizyt swojej biednej matce. Zazdrość Leili nie miała jednak granic. I pewnego dnia zażądała od Hassana najbardziej okrutnego dowodu miłości:

„Gdybyś mnie naprawdę kochał, zabiłbyś tę kobietę, która mnie dręczy dniami i nocami, i przyniósłbyś mi jej serce”.

Hassan wziął więc nóż, poszedł do swojej matki i wyrwał jej serce. A kiedy, płacząc, niósł je do ukochanej, potknął się o kamyk i serce upadło na ziemię. Wtedy z zabrudzonego przydrożnym kurzem serca wydobył się cichy głosik, który zapytał:

„Hassanie, syneczku, czy nic ci się nie stało?”

4 thoughts on “Z domowego aresztu (9)”

  1. Wzruszyly mnie bardzo obie historie:
    pana Zbyszka i bajka arabska, ktora wykorzystala tu Ewa (a ktora podarowal jej rowniez pan Zbigniew).
    To sa prawdy o kochajacych rodzicach, dlatego sa sluszne wyrazy uznania dla nich, w obu ich swietach.. Bo chodzi o milosc….

  2. Bardzo dziękuję Pani Tereso za dobre słowo 🙂 Tak sobie przy okazji pomyślałem, że można byłoby uchwalić taki Dzień Rodziców, bo chyba jeszcze nie ma, no a bez rodziców nie byłoby przecież nas…

  3. Panie Zbigniewie, pomysl bardzo dobry, ale ma tez druga strone medalu:
    – dziecko kocha tylko jedno z rodzicow (czasem niestety nie bez powodu)
    – rodzice nie sa juz razem i nie stanowia juz zadnej jednosci.
    Wtedy trudno….
    Pozdrawiam.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.