Spotkania z Księciem Ciemności 11

Ksawery Kopański

Jam jest Książę Ciemności! My tu czeźniemy na kwarantannie, a on jak zwykle przychodzi niezapowiedziany, od czasu do czasu. To posiedzi, to posnuje się bez celu. No dobrze, niech siedzi, niech się snuje. Czarnuch jeden… Czarny. Co on taki czarny? Jak to drzewiej gadali? Że w takie czarne najchętniej wcielał się szatan? No bzdura przecież, średniowiecze! Chociaż… Jak się tak dokładniej przyjrzeć… Kto wie? Wszak odwieczna mądrość ludowa… No i co mu się te oczy tak błyszczą?

Łazi tak jakoś podejrzanie, skrada się pod ścianami. Co on się tak skrada? Ma powody?

I czemu się kryje w zaroślach? Ma coś do ukrycia?

Oho! Jest i następny! Pomiot diabelski. Zbierają się, zwołują… Spiskują… Na pewno spiskują!

Dają sobie znaki ogonem. Mruczą. Jakie tajne rozkazy, jakie ciemne zadania roznoszą po okolicy? Mroczne, czarne jak one same!

Mnożą się. Są już wszędzie. Gdzie by się człowiek nie ruszył, tam łypią złowrogo zielone ślepia.

A wyłapać, do cholery, je wszystkie! A spalić, jako nasze prapradziady czyniły! Najwyraźniej, przepełnione odwieczną ludową mądrością, wiedziały prapradziady, co i dlaczego czynią. Najwyraźniej szatański przychówek i piekielna czeladka sama sobie była winna. Na pewno była!

I dalej jest. O, ten na przykład siedzi nad samą wodą. Wiadomo po co! Łapać go, na pal wbić! Niech zdycha w męczarniach.

A już ten i ów przynosi nowe wieści i gotów jest przysiąc, że widział żydów zatruwających studnie! Trwoga!! Sąd boży!!!

***

Tak. Upływ lat, wieki postępu o kant dupy rozbić. Gdy przychodzi, jak mówią, „co do czego”, wszystko jest po staremu. Słabe umysły tak mają i tak mieć będą.

Ale ty, Kotku, olej ich. Chodź tu do mnie. Połóż się wygodnie. Tutaj nic Ci nie grozi. Zamrucz mi swoją wieczorną kołysankę. Razem jakoś przeskoczymy przez noc.

A ja obiecuję, iż po raz pierwszy i ostatni w opowieści o Księciu Ciemności nawiązałem do aktualiów. Tak trzeba, bo każdy na tym blogu od kilku dni nawiązuje i stosowną daninę złożyć należało. Ale nigdy więcej! Nad publicystykę nieporównanie wyżej cenię bowiem głupiutkie gawędy o błahostkach. Mam powody…

13 thoughts on “Spotkania z Księciem Ciemności 11”

  1. “…widział żydów zatruwających studnie!”
    Albo i gorzej…
    “W Nowym Mieście nad Pilicą w niedzielę 4 lipca 1852 r. wśród zebranego przed kościołem tłumu mieszczan i chłopów z okolicznych wsi szeroko był komentowany fakt, że Żydzi mieli jakoby zakopać na swoim cmentarzu dzwonek i stawidła młyńskie, by w ten sposób odpędzić cholerę od domów żydowskich i skierować ją na chrześcijan. Wzburzenie osiągnęło takie rozmiary, że w godzinach popołudniowych tłum 500-600 osób udał się na cmentarz żydowski i rozpoczął go przekopywać w poszukiwaniu zakopanych “czarów”. Zdarzyło się, że w tym czasie nadszedł żydowski kondukt pogrzebowy. Rzucano wyzwiska i obelgi. Doszło też do bijatyki. Splądrowawszy cmentarz, znaleziono zakopane stawidła. Zaniesiono je przed klasztor kapucynów i publicznie spalono. Interwencja władz zapobiegła rozszerzeniu się rozruchów.”
    Źródło: “W kręgu upiorów i wilkołaków” Bohdana Baranowskiego.

  2. Zgadzam się z konkluzją autora – nie mieszać kotów z… z niczym.
    Natomiast jeśli chodzi o aktualia to “Informator z Zambsk Kościelnych nad Narwią opowiadał mi, jak wyglądał demon tyfusu, który grasował w latach pierwszej wojny światowej, a którego widział jakoby na własne oczy. Był to wysoki chudy starzec, o czerwonej, rozognionej twarzy i pozornie błędnych oczach, ubrany w czarny garnitur typu miejskiego, w białą koszulę i czerwony krawat. Zarażał on ludzi swym spojrzeniem. Mój informator spotkał go na drodze i od razu się rozchorował. Później, gdy leżał w szpitalu w Pułtusku, demon ów kilka razy odwiedzał go nocą, zrzucał lekarstwa rozstawione przy łóżku, dopytywał się, kiedy umrze, złościł się, że jeszcze pozostaje przy życiu.”
    Źródło: W kręgu upiorów i wilkołaków” Bohdana Baranowskiego,

    1. A te upiory i wilkołaki to są dostępne gdzieś w sieci? Poczytałbym Księciu na dobranoc…

  3. Az gesia skorke mialam na mysl, co spotkaloby kiedys Ksiecia i moja Ksiezniczke Lili.
    Dzis czasem nie jest lepiej, bo ciemnota jest brutalna i czarniejsza od czarni, tylko, ze bez zielonych oczu (czarne koty sa czasem tez dzis otruwane).
    Pozdrawiam, T.Ru

  4. Tak, to że ktoś gdzieś wciąż jeszcze atakuje i zabija czarne koty było powodem, że kilkanaście lat temu w Perugii ogłoszono dzień 17 lutego dniem kota. Początkowo był to dzień ochrony czarnych kotów.

    1. w wielu regionach azji wschodniej uwaza sie do dzisiaj koty za przysmak;
      istnieje takie – niezbyt poprawne politycznie – powiedzenie, ze chinczycy jedza wszysko co ma cztery nogi – poza stolem; ,

      1. p.s.
        niewatpliwie zdarzaja sie wsrod nas i swieci, ale homo sapiens jest omnivorem;
        amundsen, zabierajac psy na antarktyde (slynny wyscig ze scott’em do bieguna poludniowego) powiedzial wyraznie, ze stanowia one dla niego nie tylko sile pociagowa, ale i rezerwe na czarna godzine ( norweski podroznik wiele czasu spedzil wsrod eskimoskow studiujac ich trudne i pelne wyrzeczen zycie);

  5. A to w Warszawie, bez kotów, ale i tak ładnie. Michał Sołtan.

    Koncert na balkonie

    Pandemia koronawirusa nie przekreśla koncertów, ale pobudza kreatywność artystów. Ci w związku z wprowadzonymi restrykcjami, nie przestają koncertować – czy to w domu, czy na balkonie. Wśród tego powiększającego się grona, które wychodzi naprzeciw potrzebom fanów, są m.in.: Chris Martin, John Legend, Bono i Patti Smith. Joyce DiDonato i Piotr Beczała, amerykańska mezzosopranistka i polski tenor, nie mogli wystąpić na scenie Metropolitan Opera, więc przenieśli operowy spektakl do nowojorskiego mieszkania śpiewaczki. Oto, które gwiazdy postanowiły koncertować w domowych warunkach.

    ZOBACZ RÓWNIEŻ #zostajewdomu. Kultura w czasach zarazy. Oto co zobaczymy w wersji on-line

    Internet od dawna podbijają też nagrania, na których widać, jak mieszkańcy włoskich miast wspólnie śpiewają wieczorami z balkonów swych prywatnych domów, których nie wolno im teraz opuszczać “bez pilnej potrzeby”.

    Smutny czas pandemii koronwirusa swoim sąsiadom umilił także znany z dziewiątej edycji programu “Must Be The Music. Tylko muzyka” Michał Sołtan. “Dziś nieco spokojniej, moją nową kompozycję do słów Przyjaciela Mungo Keulemans’a, dedykuję wszystkim na kwarantannie” – zapowiedział swój występ. Wideo bije rekordy popularności w sieci. Zobaczcie i posłuchajcie. Jest czego!
    Kim jest Michał Sołtan, który zagrał koncert w czasie pandemii koronawirusa?

    Michał Sołtan jest najbardziej znany z występów w muzycznym show Polsatu “Must Be The Music. Tylko muzyka”. Zakwalifikował się do dziesiątki debiutantów na 55 KFPP w Opolu 2018 r. 8 czerwca w ramach Koncertu “Debiuty” w TVP 1 zaśpiewał swoją autorską piosenkę “Dzieje się” z płyty “MaloGranie”.

    Sołtan to gitarzysta, kompozytor, wokalista, multiinstrumentalista, edukator i performer. Zwiąany twórczo z Warszawą i Sopotem. Członek Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego. Jest absolwentem Wydziału Jazzu Państwowej Szkoły Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie. Studiował Muzykologię na Uniwersytecie Warszawskim. Lider zespołu Imagination Quartet, z którym grał koncerty na festiwalach jazzowych w Chinach, Niemczech, Danii i Polsce, prezentując autorskie kompozycje. Z zespołem wydał dwie płyty „IQ” 2011 r. oraz „Mallada” 2015 r. Od 6 lat jest współtwórcą poniedziałkowych Funk & Jazz Jam Session w warszawskim klubie Harenda. Zagrał solo supporty przed Lao Che, czy Melą Koteluk.

  6. Pieśń z czasów zarazy:

    Stefano Landi (1587-1639) – Passacaglia della vita. Marco Beasley, I’Arpeggiata, Christina Pluhar. Marc-Antoine Charpentier Un Automne Musical a Versailles (2005)

    Przejmujący refren: Bisogna morire – umrzemy, musimy umrzeć

    Oh come t’inganni
    se pensi che gl’anni
    non hann’ da finire,
    bisogna morire.

    È un sogno la vita
    che par sì gradita,
    è breve gioire,
    bisogna morire.

    Non val medicina,
    non giova la China,
    non si può guarire,
    bisogna morire.

    Non vaglion sberate,
    minarie, bravate
    che caglia l’ardire,
    bisogna morire.
    Dottrina che giova,
    parola non trova
    Che plachi l’ardire,
    bisogna morire.

    Non si trova modo
    di scoglier ‘sto nodo,
    non val il fuggire,
    bisogna morire.

    Commun’è statuto,
    non vale l’astuto
    ‘sto colpo schermire,
    bisogna morire.

    La morte crudele
    a tutti è infedele,
    ogn’uno svergogna,
    morire bisogna.

    È pur ò pazzia
    o gran frenesia,
    par dirsi menzogna,
    morire bisogna.

    Si more cantando,
    si more sonando
    la Cetra, o Sampogna,
    morire bisogna.

    Si muore danzando,
    bevendo, mangiando;
    con quella carogna
    morire bisogna.

    I Giovani, i putti
    e gl’Huomini tutti
    s’hann’a incenerire,
    bisogna morire.

    I sani, gl’infermi,
    i bravi, gl’inermi
    tutt’hann’a finire,
    bisogna morire.

    E quando che meno
    ti pensi, nel seno
    ti vien a finire,
    bisogna morire.

    Se tu non vi pensi
    hai persi li sensi,
    sei morto e puoi dire:
    bisogna morire.

    1. wyglada na to, ze bedziemy mieli rok stanu wyjatkowego;
      dobrze, ze zlikwidowano gigantyczne( do 60 km) korki na granicy niemiecko-polskiej;
      albo sie TERAZ nauczymy, co to jest europa, a kto wie czy i nie cala planeta, albo NIGDY;

      1. no, moze przesadzam, ale oczekuje nas twarda i bezlitosna konfrontacja z zaraza, a im szybciej to sobie uswiadomimy, tym lepiej, bo nastepne niespodzianki juz czekaja;

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.