Notatnik niespiesznego cyklisty czyli z dziennika tetryka (być może numer 1)

Mal Content

Napojony do syta goryczą udałem się swego czasu na emigrację wewnętrzną (czyli, używając nieco grubszego kolokwializmu, zacząłem mieć wywalone na otoczenie społeczne). A owa emigracja to zaprawdę urocza kraina. Zwłaszcza dla kogoś, kto osiągnął wiek, zwany „młodością starości”.
Ale nawet tetryk chciałby, żeby jego starość przebiegała wśród przyzwoitych standardów zdrowotnych. No, słowem: w pierwszy dzień wiosny, gdy pogoda wdzięczyła się podstępnie za oknem i nie było już żadnej wymówki, wsiadłem na rower, otwierając sezon pozbywania się zimowej nadwagi.
Społeczeństwo mnie nie ceni, a i ja, „źle zadowolony”, żywię względem niego zbliżone uczucia. Jak by to swoje trwanie outside zracjonalizować? Czemu się nawzajem nie lubimy? Żydem nie jestem…, bo nie: brak przodków. Znaleźliby się niemieccy; też niby dobrze, lecz jednak nie to samo. Masonem też nie – za krótki jestem, żeby mnie przyjęli. Ale cyklistą? Jak najbardziej! Zwłaszcza, że tereny wokół wymarzone do rowerowych eskapad: lasy, pola, pustki. Brak społeczeństwa.
Tu, i tylko tu, mogę się czasem poczuć „dobrze zadowolony”. Gdy pierwszego dnia wiosny napotkam taki oto, na przykład, widok:


Trwam w oczarowaniu. Wyjaśniam: nie są to „konie we mgle”, bo nie mgła je otacza, jeno poświata zmęczonego, zachodzącego słońca, które na pożegnanie prószy tymi refleksami.
Ale co ja się będę, „źle zadowolony”, produkował literacko?! Zrobiłem te zdjęcia gównianym aparatem, prezentują więc żenującą jakość techniczną. A i tak nie byłbym w stanie odmalować słowami choćby cząstki piękna w nich zawartych. Taki warsztat!
Nawet tytuł musiałem zapożyczyć u Stempowskiego. Wiosna się rozpędza. Wycieczki rowerowe będą częstsze. Może od czasu do czasu podzielę się kolejnymi olśnieniami, doznanymi w ich trakcie? Nie żebym chciał komuś sprawić przyjemność. Raczej sobie pragnę ulżyć, ulewając nieco żółci. Bo żółci w moich komentarzach nie zabraknie, to mogę obiecać. Jeśli jakiś śledziennik znajdzie przyjemność w lekturze, zapraszam. A jeśli nie, to niebo mi na głowę nie spadnie.
Spoko wodza!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.