Katz salami

Ewa Maria Slaska

Wspomnienia z Nowego Jorku

Nie wiem, czy wiecie, ale są ludzie, którym nie sposób kupić prezentu, bo nic nie chcą i nic ich nie ucieszy. Mam takich również w rodzinie. Czasem próbuję obejść problem dookoła i, korzystając z nowoczesnych środków komunikacji, znienacka zadaję pytanie: Co przywieźć? Zadałam je pod koniec pobytu w NY. Odpowiedź była lakoniczna, co mnie nie dziwi, bo sama też jestem nader lakoniczna: Nie wiem. Katz salami?

Katz salami? Katzsalami… katzsalami…

Pytam przyjaciół. Nie wiedzą. Katzsalami. Katzsalami? No, salami.

Jedziemy do sklepu, przy okazji pytamy w dziale mięsnym. Katzsalami? No idea.
E tam, mówi przyjaciółka. Kup salami. Nie ma nic takiego, jak kacsalami…

O nie! Jeśli człowiek trudny do obdarowania udziela odpowiedzi, to znaczy, że dobrze wie, czego chce i po prostu muszę znaleźć Katz salami. Szkoda, że zapytałam tak późno, bo zotały mi już tylko dwa dni do wyjazdu.

Siadam do komputera i rozpoczynam research. To moje ulubione zajęcie, a internet jest niezwykłym narzędziem, wymyślonym na pewno tylko po to, żeby mi sprawić przyjemność, ułatwiając poszukiwania odpowiedzi na pytania, które zadają mi inni i które zadaję sobie sama. Taki odwrócony paragraf 22 (i to jest takie zdanko, absolutnie bez związku z czymkolwiek, które tu wam podrzucam, po to, żebyście teraz wy się pogłowili nad tym, co autorka miała na myśli? Jak odgadniecie, to dostaniecie nagrodę.)

Research potrafi człowieka zaprowadzić do niezwykłych światów. I tak też było z Katz salami.

Zacznę od końca. Pamiętacie taką słynną scenę filmową. Dziewczyna i chłopak, którzy nie są parą, idą do restauracji, rozmawiają o życiu, ona publicznie odgrywa orgazm, a pani przy sąsiednim stoliku mówi do kelnera – poproszę to samo, co ona.

No? No? No jasne, Kiedy Harry poznał Sally, choć wszyscy i tak znają ten film jako Harry i Sally. Grają Billy Crystal i Mag Ryan. Autor wpisu w polskiej Wikipedii był niewątpliwie smętnym idiotą. Opowiada beznadziejnie treść filmu i NIE zauważa tej jednej sceny, TEJ, którą wszyscy lepiej pamiętają, niż fakt, że film dostał oskara i całą furę złotych globów.

To szyld, który wisi w restauracji, gdzie miała miejsce TA scena.

Zdanie I’ll have what she’s having weszło do historii kina i na liście najsłynniejszych cytatów filmowych zajmuje 33 miejsce. Podobno na pokazie przedpremierowym wszystkie kobiety się śmiały, a mężczyźni skonsternowani milczeli.

No już dobrze, dobrze… Już wyjaśniam:

To ta restauracja. Ta, w której miała miejsce TA scena. Katz Delicatessen albo jak mówią mieszkańcy NY – Deli. Katz deli. Salami z delikatesów Katza. Ale tak naprawdę Katz słynie przede wszystkim z kanapek z pastrami.

Reszta jest historią, którą znaleźć można na polskiej stronie Pastrami Deli, bo, pastrami ma swoje miejsce w historii kultury i, jak się okazuje, kanapki z pastrami uważane są za najsłynniejszy sandwicz na świecie. Pastrami to marynowana wołowina. Zabrałam moją przyjaciółkę do delikatesów Katza i przyglądałam się z zainteresowaniem jak zjada pół takiej kanapki. Już ta połówka jest pokaźnych rozmiarów, a mięsa ma tyle, że wystarczyłoby na obiad dla sporej rodziny. Ale tak się to właśnie je w Katz’s Deli. Góra marynowanego czerwonego mięsa wołowego na kromkach chleba żytniego, dokładnie takiego, jaki jedliśmy codziennie w PRL-u i nigdy nam się nie znudził. Pewien niemiecki tłumacz (nie podam tu nazwiska, bo każdy z nas ma prawo się pomylić lub czegoś nie wiedzieć) przetłumaczył tę nazwę jako Pastrami auf Roggen, pastrami na życie (co po polsku brzmi już doprawdy najśmieszniej pod słońcem).

Katz`s Delicatessen to restauracja, bar szybkiej obsługi i sklep, który od momentu założenia w roku 1887, mieści się w tym samym miejscu – na rogu East Houston i Ludlow. Była to początkowo niewielka masarnia. Sussman Volk, żydowski rzeźnik z Litwy, sprzedawał tam między innymi pastrami, potrawę, na którą dostał przepis od przyjaciela, emigranta rumuńskiego. W rok później Volk przekształcił masarnię w niewielką resturację. W 1903 roku kolejny emigrant, tym razem Żyd rosyjski, Willy Katz, został wspólnikiem Volka, a potem właścicielem restauracji. Do roku 1988 lokal znajdował się w rękach rodziny, choć linia dziedziczenia nie zawsze przebiegała prosto z rodziców na dzieci i czasem przeskakiwała na szwagra czy zięcia. 30 lat temu restaurację odkupili od Katz’ów polscy Żydzi, bracia Fred Austin i Alan Dell.

Podczas drugiej wojny światowej Katz wprowadził zwyczaj wysyłania salami walczącym na wojnie żołnierzom. Pojawił się slogan „Send a salami to your boy in the army”, wymyślony przez żonę ówczesnego właściciela delikatesów. Ich dwóch synów przebywało na froncie. Zwyczaj się przyjął, po czym stał się tradycją. Delikatesy zaczęły produkować salami w wielkości dostosowanej do wielkości przesyłek na front. Tradycja, jak to tradycja, trwa do dziś. Salami Katza dociarało również  do Iraku i Afganistanu.

Salami produkuje się w trzech wielkościach i może ważyć dwa funty, trzy lub cztery. Firma do dziś nie stosuje żadnych środków przyspieszających produkcję. Kiełbasy powoli dojrzewają, wisząc w sklepie ponad głowami sprzedawców. Jeśli jeszcze nie dojrzały, nie będzie można ich kupić i już. Tak było, gdy dotarłam do Katza. Jedyne salami, jakie akurat było dojrzałe, ważyło cztery funty, i wiedziałam, że po prostu nie mogę zabrać ze sobą takiej ogromnej kiełbasy. Musiałam się zadowolić salami pokrojonym na plasterki, ucięte z wielkiej (dojrzałej) kiełbasy.

Są dwie odmiany salami Katza – miękka i twarda. Ale nie mam pojęcia, czym się różnią. Zapewne tym, że jedna jest miękka, a druga twarda :-).

PS. Dwie uwagi dla tych, którzy postanowią odwiedzić delikatesy Katza. Pierwsza – płaci się tylko gotówką! Druga – przy wejściu dostaniesz niepozorny świstek, na którym kelnerzy i sprzedawcy będą notowali, co kupujesz. Biada, jeśli ów bilecik zgubisz, bo wychodząc zapłacisz 50 dolarów kary.

5 thoughts on “Katz salami”

  1. schwytane w sieci (niestety nie wiem, kto to napisal, niedziela, 4:20, 21 VI 2015)
    “Tym razem wyjasnie, ze osobiscie odczulam tragedie WTC, poniewaz na 50tym ktoryms pietrze w pierwszej wiezy pracowal moj syn. Prace mial troche siedzaca, a wiecej jezdzaca na 90+pietro do kooperantow i zaczynal ja o 7.30. Po godz. 8.45 przez iles godzin nie wiedzialam ja i pozostali w rodzinie – w Polsce i na miejscu – co sie z nim dzieje. Czy przezyl. Telefony nie dzialaly omal caly dzien. Moj sasiad z naprzeciwka – wloski kontraktor – zrobil w tym dniu o 8-mej rano sniadanie urodzinowe na 7 osob zalogi w slynnej restauracji na najwyzszym pietrze z widokiem. To do tej restauracji przyszedl syn kolarza Szurkowskiego po czek za robote kontraktorska i juz nie wyszedl. Poniewaz mieszkam w skromnej dzielnicy mieszka tu duzo strazakow. Trudno policzyc ile pogrzebow zaliczyly nasze okoliczne koscioly ( nie tylko katolickie), zawsze z burmistrzem miasta Gullianim. A trwalo to wiele tygodni, w miare znajdowania, identyfikowania i czasu burmistrza. A trzeba bylo pochowac z honorami kilkuset strazakow. M. in zginal ojciec kolegi mojego wnuka ze szkoly, a absolwentow tej podstawowki zginelo kilkanascie osob. Moze to wszystko tez mnie troszeczke osobiscie dotknelo? Nie bede dalej epatowac. Trza byloby to przezyc. Brak wyobrazni.
    Poniewaz twoim argumentem jest, ze pisze jak z magla zycze Ci takie sytuacji z wlasnym dzieckiem. Ot slyszysz w tv, ze sie prom wywalil i tyle osob ciagle jest missing, a twoj syn nie dzwoni. Nawet nie zycze ci zeby sie nie odnalazl. Good luck.
    Tym razem naprawde sie pochwale moim synem. Poniewaz jego firma w czesci WTC przestala istniec zglosil sie na ochotnika do pomocy. Najpierw jezdzili na osiedle Battery Park i pukali od mieszkanie do mieszkania. Czy ktos tam zostal, bo trzeba natychmiast gdzies sie ewakuowac ze wzgledu na brak swiatla, wody, gazu, zagrozenie wybuchem, polmetrowa warstwe szkodliwego pylu, brak jakiejkolwiek komunikacji… Dot. to glownie ludzi starych. Niestety jesli ktos nie mial gdzie isc, a mial zwierzaka to musial go zostawic w domu, bo miasto nie zapewnialo schroniska ze zwierzeciem. Wiec nastepne tygodnie jezdzil do pozostawionych psow, kotow i co tylko, nie tylko, azeby nakarmic, wyprowadzanie dlugi czas nie wchodzilo w rachube, ale podac lekarstwa, uprzatnac, a nawet zrobic zastrzyk psu czy kotu z cukrzyca. Potem dostal telefoniczne podziekowanie od glownego CEO firmy, ktora na calym swiecie liczy grubo ponad 100tys. ludzi. Phi, nic dramatycznego, ani do chwalenia sie. Nie takie rzeczy z szwagrem….”.

    1. Fantastyczna, niesamowita opowieść. Moi przyjaciele, u których mieszkałam w Nowym Jorku, oboje byli doradcy finansowi z Wall Street, opowiadali takie historie o sobie, swoich przyjaciołach i swoich dzieciach. Zadaję sobie tylko pytanie, czy Katz Deli wiąże się w jakikolwiek sposób z atakiem na World Trade Centre?

      1. i think yes:
        “Podczas drugiej wojny światowej Katz wprowadził zwyczaj wysyłania salami walczącym na wojnie żołnierzom. Pojawił się slogan „Send a salami to your boy in the army”, wymyślony przez żonę ówczesnego właściciela delikatesów. Ich dwóch synów przebywało na froncie. Zwyczaj się przyjął, po czym stał się tradycją. Delikatesy zaczęły produkować salami w wielkości dostosowanej do wielkości przesyłek na front. Tradycja, jak to tradycja, trwa do dziś. Salami Katza dociarało również do Iraku i Afganistanu.”

  2. naturalnie,wszystko co czynie jest subiektywne i wzgledne; ta katastrofa kopnela mnie,
    szczerze powiem w jaja, a takich chwil sie nie zapomina; nikt z moich znajomych w ny nie zostal na szczescie poszkodowany, ale nie zmienia to pamieci godzin trwogi, ba, bezsilnej rozpaczy;

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.