Peru 6

Joanna Trümner

Cuzco

Po zapadnięciu zmierzchu na wyspie Suasi robi się tak zimno i mokro, że nieliczni goście hotelu uciekają z nieogrzewanych pokoi i gromadzą się w jedynym pomieszczeniu z kominkiem, dużym lobby, będącym równocześnie i recepcją i jadalnią. Pierwszego wieczoru na wyspie wpadła mi tam w ręce gruba książka „Pintura Peruana contemporanea” (Współczesne malarstwo peruwiańskie). Ten pięknie wydany album poświęcony był prawie w całości najbardziej znanemu peruwiańskiemu malarzowi, rzeźbiarzowi i grafikowi Fernando de Szyszlo (1925-2017), synowi Peruwianki i polskiego geografa, podróżnika i konsula polskiego w Peru w latach 1918-1939, Witolda Szyszły. Nie mogłam oderwać oczu od jego pięknych, kolorowych i lirycznych obrazów, na których bez trudu rozpoznałam motywy z kultur prekolumbijskich. „Więc nawet na tym drugim końcu świata Polacy zostawili swój ślad”, myślę z dumą i odkładam książkę na bok. Pobyt na wyspie Suasi kończymy opłynięciem jej w ciągu niecałych dwóch godzin kajakiem. Silny wiatr znosił nas do oddalonej o kilka kilometrów Boliwii, wiosłownie na wysokości 3.800 metrów kosztowało mnie tyle siły, że w drodze powrotnej statkiem do Puno zapadam w kamienny sen.

Następnego dnia ruszamy miejscowym autobusem do Cuzco. Do legendarnej stolicy państwa Inków docieramy późnym popołudniem. Skąpane w promieniach zachodzącego słońca i położone w dolinie miasto wygląda pięknie. Po rozpakowaniu bagaży w (ku mojej wielkiej radości) przegrzanym pokoju hotelowym wyruszamy na zwiedzanie. Chodząc wąskimi uliczkami tego wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO miasta odnoszę wrażenie, że znalazłam się we Włoszech lub w Hiszpanii, a nie w centrum byłego wielkiego imperium Inków.

Po dwóch tygodniach podróżowania dojrzałam do tego, żeby zjeść narodową potrawę peruwiańską, cuy (świnkę morską), będącą dla mieszkańców tego państwa daniem na specjalne okazje. Do tej pory coś we mnie wzbraniało się przed zamówieniem talerza z przekrojoną na pół, rozpłaszczoną na talerzu i niemalże patrzącą mi w oczy świnką, proszę więc kelnerkę o radę. Z jej rozbawionej miny wnioskuję, że turyści bombardują ją pytaniami na temat tego specjału. Cuy, które wylądowało na moim talerzu, jest tak zakamuflowane, że nie można dopatrzyć się w nim żadnej analogii z małym, słodkim, włochatym zwierzątkiem. Potrawa jest przepyszna i smakuje jak mieszanka cielęciny z królikiem.

Następnego dnia z hotelu odbiera nas przewodnik po Cuzco i Świętej Dolinie Inków, Martin. Mój początkowy sceptycyzm na widok tego młodego, na mój gust zbyt bezpośredniego mężczyzny szybko przechodzi. Martin ma dużą wiedzę, którą przekazuje z wielkim entuzjazmem i dowcipem. Wspólne zwiedzanie zaczynamy od słynnej fortecy Inków za miastem, Sacsayhuamán. Przed wejściem na teren ruin zatrzymujemy się na chwilę na górze, skąd mamy piękny widok na Cuzco. „Cuzco znaczy w naszym języku ‘pępek świata’”, mówi Martin. „Nasz język” („język ludzi”) to keczua, język urzędowy imperium Inków, którym nadal posługuje się około 11 milionów ludzi (w Argentynie, Ekwadorze, Kolumbii, Peru oraz Boliwii). Gdyby nie inwazja konkwistadorów byłby on głównym językiem urzędowym w liczącym ponad 12 milionów mieszkańców państwie Inków.

Twierdza Sacsayhuamán powstała w miejscu, w którym za czasów preinkaskich znajdowała się świątynia. Zbudowano ją z głazów, których waga osiąga do 17 ton. Przy jej budowie pracowało w drugiej połowie XV wieku przez siedemdziesiąt lat 20 do 40 tysięcy ludzi. „Skąd Inkowie wzięli tylu niewolników?”, pytam. Dowiaduję się, że Inkowie, podobnie jak większość kultur preinkaskich nie mieli niewolników. Każdy dorosły mężczyzna, mieszkający na terenie imperium miał obowiązek przepracowania miesiąca w roku na rzecz króla jako rolnik lub budowniczy. Ta „dobrowolna” danina na rzecz króla była motorem inkaskiej gospodarki.

Martin opowiada mi o mszy, którą w tym miejscu celebrował papież Jan Paweł II. „To był najlepszy z papieży”, dodaje z entuzjazmem. W Sacsayhuamán papież zwrócił się do wiernych w języku keczua, a jego kazanie było prawie w całości poświęcone godności ludzkiej i obowiązkowi przechowywania tradycji.

Wracamy do Cuzco i zwiedzamy katedrę, a właściwie kompleks trzech kościołów, zbudowany w miejscu, w którym przed przybyciem konkwistadorów znajdowała się inkaska świątynia. Wyraźnie widać różnice w sposobie układania cegieł. Mur inkaski jest układany tak perfekcyjnie, że pomiędzy idealnie dopasowanymi bez użycia zaprawy cegłami nie ma prawie żadnej przerwy. „Hiszpanie nie mieli zielonego pojęcia o trzęsieniach ziemi, dlatego w całym kraju nasze ruiny przetrwały, a ich nie”, mówi Martin z wyraźną dumą i wyjaśnia nam zasady inkaskiej architektury: pochyłe ściany, przemiennie wypukłość i wklęsłość cegieł, okna i drzwi w kształcie trapezu.

W katedrze znajduję kolejne obrazy z tzw. kuzkeńskiej szkoły malarskiej. Myślałam, że po widzianym w Arequipie obrazie Ostatniej Wieczerzy ze świnką morską na półmisku przed Chrystusem nic mnie już nie może zaskoczyć, okazuje się, że się mylę. W katedrze widzę obraz Marii z Józefem – oboje mają policzki wypełnione liśćmi koki, nieco dalej obraz Marii ciężarnej i na koniec otoczonej aniołami Marii na łożu śmierci. Najważniejszym obrazem w katedrze jest obraz Pana Jezusa od Trzęsień Ziemi, obnoszony co roku po mieście w procesji wielkanocnej. Obraz ten w roku 1650 według legendy uchronił miasto przed zniszczeniem podczas powtarzających się trzęsień ziemi. „Jak tu nie wierzyć w cuda?”, zastanawiam się na wspomnienie legendy wokół obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej.

Po południu rozstajemy się z Martinem i chodzimy po mieście na własną rękę. Pakujemy plecaki na trzydniową podróż do Machu Picchu (nie prowadzą tam żadne drogi, aby tam dotrzeć trzeba korzystać z usług kolei, która ogranicza bagaż do plecaka o wadze do 5 kg).

Po śniadaniu Martin zabiera nas do Świętej Doliny Inków. Zwiedzamy ruiny w Pisac i Chinchero, zatrzymujemy się, żeby zobaczyć tarasy uprawne w dolinie rzeki Urubamba. Święta Dolina jest tak piękna, że zastanawiam się, czy samo Machu Picchu jest w stanie mnie jeszcze czymkolwiek zaskoczyć.

Ostatnim miejscem, które wspólnie zwiedzamy, jest miasteczko Ollantaytambo. Stąd odchodzą pociągi do Machu Picchu (a właściwie do miejscowości Aguas Callientes).

Śliczne, zabytkowe miasteczko pełne jest turystów, głównie Amerykanów w koszulkach z napisem „I survived Inka trail” (przeżyłem szlak Inków). Martin nie może się powstrzymać od komentarza „To przeważnie ci, co przeszli trasę o długości czterech godzin”. Szlak Inków można zaczynać w kilku miejscach i w zależności od programu iść nim od czterech godzin do siedmiu dni. Trasa prowadzi przez wysokie góry systemem dróg, którzy stworzyli Inkowie (jest to około 5 tysięcy km dróg, które dzisiaj są wpisane na listę UNESCO). Rozstawieni w sztafety chasqui (posłańcy w czasach Inków) potrafili przebyć dzięki systemowi zbudowanych z lin i koszy mostów w ciągu dnia 200 km po górskich ścieżkach.

Wokół szlaku Inków powstał cały przemysł, turystom towarzyszą podczas drogi tragarze (każdy uczestnik ma swojego prywatnego tragarza), przewodnicy, kucharze, pomocnicy, niekiedy tłumacze itp. Martin pokazuje nam objuczonych ciężkimi ładunkami tragarzy, którzy niosą wąskimi górskimi ścieżkami na plecach do 30 kg. „Często dźwigają przez góry kompletnie niepotrzebne rzeczy”, dodaje i mówi o tym, że turyści, którzy „przeżyli” szlak Inków, mają na trasie co najmniej jedną zatrudnioną na swoje potrzeby osobę. Po południu wsiadamy do pociągu do Aguas Calliente. Po raz pierwszy od przyjazdu do Peru pogoda nam nie sprzyja. Deszcz miarowo stuka w okna panoramicznego pociągu. Podobno jedziemy piękną drogą przez góry.

Cdn.

1 thought on “Peru 6”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.