Zamiast kazania przedpaschalnego

Roman Brodowski już od lat zapewnia nam duchową strawę w pierwsze piątki miesiąca, tak sobie w te dni filozofując na temat ludzkiego życia, przy czym niekiedy bardziej zajmuje go sfera profanum, niekiedy sacrum, niekiedy polonicum, a czasem również politicum…

Roman Brodowski

Rozważania filozoficzno-religijne

Pascha – czyli najważniejsze święto chrześcijańskie. Święto Wielkanocne, w kościele katolickim rozpoczynające się Wielkim Piątkiem, a kończące, tradycyjnie, lanym poniedziałkiem, w dzieciństwie i wczesnej młodości było dla mnie świętem wyjątkowym, doniosłym i tajemniczym.

Wychowany w duchu teologii kościoła rzymsko-katolickiego, zarówno dzień Śmierci jak i Zmartwychwstania Pańskiego pojmowałem, zgodnie z tym czego mnie nauczono, jako dni mające przypominać mi o ofierze, jaką złożył za nas Jezus zwany Chrystusem i Synem Bożym. On, oddając swoje doskonałe życie – tak uczy nas katecheza – złożył okup za nas, uwolniając w ten sposób cały ludzki ród od grzechu pierworodnego i w ten sposób otworzył wrota nadziei na zmartwychwstanie w dniu ostatecznym. Innymi słowy – umożliwił otrzymanie życia wiecznego.

Jednak mój beztroski, naiwny okres dzieciństwa powoli przemijał, a ja w porywie rozwoju intelektualnego zacząłem odczuwać potrzebę poznania tej, tak zwanej, „wielkiej tajemnicy wiary”. Im głębiej zanurzałem mą „ciekawskość” w historii , filozofii i, wypełnionej wielobarwiem dogmatów, teologii chrześcijaństwa, tym bardziej zastanawiałem się nad wpływem religii na rozwój mej osobowość, zwłaszcza w sferze emocjonalnej.

Dzięki poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące mnie, a dotyczące wiary pytania, oraz potrzebie poznania i zrozumienia mojej pozamaterialnej przestrzeni, jaką była właśnie wiara, powoli ale systematycznie zacząłem odkrywać dla siebie tajemnice chrześcijaństwa. Niestety obraz rzeczywisty kościoła, jaki zaczął mi się wyłaniać, był, powiedzmy, daleki od moich dotychczasowych wyobrażeń.

Wcześniej, byłem przekonany, iż „wiara” i przynależność do wspólnoty religijnej do czegoś zobowiązują, że wskazują drogę do zbawienia i nakreślają ramy prawa etycznego i moralnego, a każdy, kto wierzy, w swoim doczesnym życiu go przestrzega.

Głodny poznania fundamentu, na którym opiera się cała teologia katolicka, czyli Biblii, postanowiłem samodzielnie odkryć i pojąć jej zawartość, zwłaszcza w kontekście myśli religijnej i etycznej. Niestety, konfrontując poznane tak wartości z naszą rzeczywistością, zacząłem dostrzegać w moim otoczeniu wszystko, co było i co jest zaprzeczeniem tego, co jako prawdziwi chrześcijanie powinniśmy reprezentować.

Dzisiaj niestety wiem, że to, czego uczą nas nasi duchowi przywódcy oraz nasza religia ma się nijak do wskazówek zawartych w pismach zarówno apostolskich jak też ewangelicznych. Zgodnie z Księgą chrześcijanie powinni przynajmniej starać się, by być naśladowcami Chrystusa i pielęgnować w sobie pierwiastek boskich przymiotów.

Ponoć „stworzeni zostaliśmy na obraz i podobieństwo Stwórcy” – na te słowa zawarte w biblijnej księdze rodzaju 1:26 powołują się „pasterze” w naszych świątyniach – a skoro tak, to dobrze było by co najmniej starać się rozwijać w sobie przymioty tego, który jest sensem wiary, czyli Boga, a zwłaszcza ten najważniejszy, o którym wielokrotnie podczas swojej misji mówił twórca chrześcijaństwa, Jezus z Nazaretu, czyli – M I Ł O Ś Ć.

Przecież nikt inny, jak właśnie ten Wielki Nauczyciel i prorok w jednej osobie w doskonały sposób pokazał nam istotę idealistycznego Boga poprzez nie tylko słowa ale i uczynki.

„Bóg jest miłością” – czytamy w pierwszym liście Jana 4:8.

A jaka powinna być Miłość, tego również dowiadujemy się z kanonu pism, ze stron tej najstarszej Księgi Judeo-Chrześcijańskiej.

„Miłość cierpliwa jest, łaskawa. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Miłość wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje”. 1 Kor:13

Polska Wielkanoc w duchu awangardy. Kartka przestawiająca motocyklistę na motorze z koszem została wysłana ze Lwowa w 1936 roku (Fot. Ze zbiorów Białostockiego Muzeum Wsi)

Nie jestem kaznodzieją, więc nie będę w tym artykule poruszał wątków teologicznych, a skupię się na wykładni religijno-filozoficznej, a właściwie na tym, w jaki sposób niektórzy tzw. „chrześcijanie” rozumieją dzisiaj słowa: miłość, nadzieja i wiara w stosunku do pojęcia „bliźni”. A czynię to prowokacyjnie właśnie dlatego, że zbliża się Święto Paschy, czas na rozważenie tego, jacy jesteśmy, ile w nas Boga, czym jest cierpienie, co po nas pozostanie…

Przykładem, jakim się do tego celu posłużę, niech będzie niedawna pielgrzymka „wspaniałej” Młodzieży Wszechpolskiej do Sanktuarium na Jasnej Górze.

Młodzież Wszechpolska, jak wiadomo, na codzień utożsamia się z tzw. polskim ruchem nacjonalistycznym i zgodnie z jego wykładnią nosi na sztandarach hasła typu: „Precz z czerwoną hołotą”, „śmierć Żydom, czarnym, homoseksualistom” itd. Ostatnio pojawiły się także hasła przeciwko islamowi i wszystkim wyznawcom religii niekatolickich, bo, i to też wiadomo, „Prawdziwy Polak to katolik”. Jak widać, hasła te są wyrazem aprobaty i miłości, tej, jak mniemam, mniejszości młodzieży naszego kraju, do Boga.

Mimo iż organizacja ta wyznaje wartości, moim zdaniem, nieetyczne, biskup jasnogórski w swym kazaniu do uczestników tej pielgrzymki nie wahał się użyć w stosunku do nich chrześcijańskich superlatyw, nazwał ich kwieciem naszego narodu i porównał do młodzieży walczącej podczas Powstania Warszawskiego w „Szarych szeregach”.

Czy przykład ten nie daje nam powodu, aby zastanowić się nad tym, jaki sens miała i ma dla nas Ofiara Jezusa? Zwłaszcza w przededniu zbiliżających się Świąt?

Czy nie daje nam powodu do tego, by zadać sobie pytanie, czy, jak to określił duchowny jasnogórski, ta awangarda młodzieży polskiej, rzeczywiście w jakimś stopniu nie jest, lub nie była, odzwierciedleniem mojego własnego duchowego, emocjonalnego i etycznego wnętrza? Ile jest we mnie samym naśladownictwa Boga? i czy potrafię współczuć, nie nienawidzić, żyć tak, by„inni przez ze mni nie płakali”?

Wracając do Święta Paschy, do istoty obchodów Świąt Wielkiej Nocy, to w wymiarze teologiczno-religijnym ja osobiście nie znajduję ich merytorycznego sensu. Widzę go natomiast w wymiarze etnograficznym i kulturowym, jako dziedzictwo tradycji naszych przodków.


Niecodzienne połączenie: polska Wielkanoc w duchu sentymentalnego sarmatyzmu (Współczesna kartka w stylu retro)

Jak więc była geneza Wielkanocnego Święta, jego początkowa forma, jego ciągła na przestrzeni wieków, ewolucyjna transformacja?

Według wielu źródeł historycznych już podczas soboru nicejskiego w 325 roku ustalono, że Wielkanoc będzie corocznie obchodzona w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca, albowiem z chronologii biblijnej wynika, że Jezus zmarł w dniu trzynastym miesiąca nisan, czyli trzynaście dni po wiosennej pełni księżyca.

Natomiast zgodnie z tradycją kościoła to najważniejsze ze wszystkich świąt chrześcijańskich, święto upamiętniające misterium paschalne Jezusa, jego mękę, śmierć i zmartwychwstanie obchodzono już wcześniej, jeszcze w czasie, gdy żyli apostołowie. To oni ponoć w okresie, kiedy Żydzi obchodzili Paschę, świętowali dzień śmierci swojego „Rabbi ”, gdyż cud zmartwychwstania dokonał się dzień po uroczystościach żydowskiej Paschy, upamiętniającej dzień wybawienia Żydów z niewoli egipskiej.

W początkowej fazie chrześcijańskie święto paschalne miało charakter stricte religijny i rozpoczynało się Rezurekcją, czyli procesją połączoną z nabożeństwem. Trwało jeden dzień, a celem jego było przypomnienie wiernym i światu dnia zmartwychwstania pańskiego, oraz znaczenia tego faktu dla ludzkości.

Na przestrzeni wieków kolejni Biskupi Rzymu czyli Papieże wprowadzali do tego święta nowe wątki religijne, jak na przykład post, czy poszerzali liturgię o dalsze elementy posługi sakralnej.

Z czasem, w okresie ewangelizacji Europy, dla złagodzenia często wrogich Kościołowi nastrojów społeczeństw lokalnych, dopuszczono łączenie nowego porządku religijnego z tradycją i wierzeniami danego obszaru. Dlatego też na różnych terenach w obrębie wszystkich religii nicejskiego wyznania wiary, ba, niekiedy w obrębie tej samej społeczności wyznaniowej, na przykład katolickiej, spotykamy odmienne formy adoracji Jezusa podczas obchodów Świąt Wielkanocnych (zresztą, dodajmy, nie tylko w okresie Wielkiej Nocy).
Aby w ramy świętowania oprócz czystej formy chrześcijańskiej zmieścić inne wierzenia i tradycje, mamy dziś dwa, trzy, a nawet cztery dni „wielkanocnej zadumy”.

Na naszym, polskim podwórku z obchodami świąt wielkanocnych związanych jest wiele zwyczajów ludowych. Niektóre z nich wywodzą się ze starosłowiańskiego „święta Jarego” (był to słowiański obrządek religijny kończący zimę ku czci bóstwa Jaryły), jak na przykład śniadanie wielkanocne, pisanki, święcone, śmigus-dyngus czy też palma wielkanocna.
Dzisiaj niestety Święto Zmartwychwstania zawłaszczyła totalna komercja. Tradycja i wierzenia powoli odchodzą do lamusa, świąteczna atmosfera ginie na sklepowych regałach pod postacią wielkanocnych ciast, upominków, pisanek i dewocjonaliów, na kilka tygodni przed świętami. Stroikami wielkanocnymi przyozdabia się nie tylko witryny sklepowe, ale i biura czy urzędy, ale obfitość dekoracji tym bardziej odbiera temu niegdyś rzeczywiście religijnemu wydarzeniu wszelką wartość sacrum, zamieniając je w jeszcze jedną bezduszną, świecką tradycję.

Bez wzgędu na to, jak się do tego święta odnosimy, wiemy, że od wieków towarzyszyło ono naszej nie tylko katolickiej, ale i polskiej, historycznej rzeczywistości.

Zanim więc niebawem usiądziemy do rodzinnego, wielkanocnego stołu, zanim staniemy w naszych „stajenkach” po duchową strawę od naszych „pasterzy”, pomyślmy o tym, jakie znaczenie mają dla nas te Święta, co czynimy dla innych, by chrystusowa ofiara żyła w naszych sumieniach, by nie słowami a uczynkami dać sobie i naszym bliskim świadectwo prawdy jakim jest „Miłość” – bo bez niej nie ma wiary.

Szanujmy i tolerujmy się nawzajem, bez względu na kolor skóry, narodowość, płeć, wyznanie, orientację i przynależność. Żyjmy obok siebie, ze sobą i dla siebie, bo tego uczył Ten, w którego dzień zmartwychwstania wierzymy. On z pewnością nie bałby się tych, którzy stanęli by obok niego w potrzebie, w niebezpieczeństwie, w chorobie, i to bez względu na zagrożenie – bo to jest siła i ważna część „wielkiej tajemnicy wiary”.

Wasz

Roman Brodowski (nie teolog)


Newsweek 2014

2 thoughts on “Zamiast kazania przedpaschalnego”

    1. Każdy z nas pasuje do koszyczków wielkanocnych, jak pięść do nosa, a mimo to świat jest pełen naszych fotografii z koszyczkami. Dajemy tym wyraz uczuciom miłości świat ów cały ogarniającej, pana, panie Krzysztofie też. A ja się dołączam. Pokój i dobro, jak mawiają Franciszkanie…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.