Ewa Maria Slaska
Użycie w tytule słowa dziewczyna jest oczywiście niezgodne z podstawowym jego znaczeniem, bo chodzi tu o młodą mężatkę, ale wydaje mi się, że już od dawna wyraz ten oznacza po prostu młodą kobietę, a w szczególnych wypadkach po prostu kobietę (Golden Girls, Calendar Girls). A poza tym tak czy owak musi być dziewczyna, bo w poprzednich tygodniach Tomasz Fetzki i ja pisaliśmy o dziewczynach z cmentarzy.
Julia
Tu spoczywa
Julia z Zapletiałów de Bereźnicka
zmarła w wieku życia lat 24
w dniu 30. Maja 1856
Żona czuła, dobra matka
przyjaciółka szczera
Pamiątka iey zostanie każdemu
że ią znał droga y miła
Cmentarz Katedry św. Jadwigi Śląskiej w Berlinie na Liesenstraße
Nie jest to najstarszy grób polski w Berlinie, bo grafik Daniel Chodowiecki zmarł w roku 1801, a generał i pisarz Karl Andreas von Boguslawski w roku 1811, ale jest to najstarszy “grób prywatny”, jaki znalazłam podczas mych wieloletnich poszukiwań.
Muszę tu Czytelnikowi wyjaśnić, dlaczego były to, a i są nadal, poszukiwania wieloletnie. W Berlinie jest mianowicie 270 cmentarzy (z tego 240 wciąż jeszcze używanych, ale to nie ma nic do rzeczy, bo szukać trzeba i na cmentarzach powoli likwidowanych) i są w tej liczbie różne cmentarze specjalne, wojenne i wojskowe, francuskie, prawosławne, żydowskie, nawet dla samobójców, ale nie ma cmentarza polskiego. Nie ma również list osób pochowanych na cmentarzach. Tych kilku sławnych Polaków, którym zresztą często nie pisze się na grobach, że byli Polakami, znaleźć można z łatwością, no powiedzmy – w miarę łatwo, ale setki tysięcy tych, którzy pochodzili z Polski, tu mieszkali, żyli, pracowali i umarli, to nie znamienitości, lecz zwykli ludzie i nikt ich nigdzie nie wymienia. Ale to właśnie im czasem ktoś napisał coś po polsku, nie z obowiązku historycznego, lecz z potrzeby serca. Nie wiadomo zatem, gdzie są te groby, trzeba ich szukać, chodząc, chodząc, i jeszcze raz chodząc, a tego chodzenia na każdym cmentarzu jest dużo, bo są to przede wszystkim rozległe cmentarze o charakterze parkowym, a nawet leśnym, z niedużą ilością grobów na hektar.
Wróćmy jednak do Julii. Urodziła sie w roku 1832 czyli była dzieckiem po-powstaniowym. Pochodziła z rodziny Zaplietało i, co ciekawe, takiego nazwiska nie ma i nie było ani po polsku, ani po litewsku, rosyjsku czy białorusku! Nie ma też takiego słowa. W ogóle poza czeskim – nie ma takiego wyrazu. Po czesku słowo zaplietalo oznacza, że coś się zaplątało, i są ludzie, którzy się nazywają Zapletal. Jednak kochający mąż zapisał to nazwisko w wersji polskiej – z ł. Zresztą sam kochający mąż, de Bereźnicki, czyli człowiek, którego nazwisko dwukrotnie podkreśla pochodzenie szlacheckie, poprzez de oraz poprzez końcówkę -cki, też poniekąd nie istnieje. Sama rodzina oczywiście jest jak najbardziej, sama byłam niedawno w Sopocie na otwarciu wystawy słynnego spocianina – Kiejstuta Bereźnickiego, ale w genealogii rodziny Bereźnickich nie ma nikogo z Berlina, nikogo, kto by się pisał de Bereźnicki i nikogo, ktoby się ożenił z Julią – już mniejsza o nazwisko panny, z jakąkolwiek Julią!
Sądzę zresztą, że państwo Bereźniccy nie mieszkali w Berlinie, bo nie ma ich w księgach adresowych ani z roku 1856 ani, co też sprawdziłam, z roku 1857 (na wypadek gdyby właśnie zamieszkali, co by znaczyło, że zostali zapisani dopiero w rok później). Czyli tylko przejeżdżali przez Berlin, podążając czy to do wód w południowych Niemczech, czy to do Francji, czy, jak np. Sienkiewicz w 20 lat później, do Ameryki. Jeżeli przejeżdżali, to i tak nie wiadomo skąd jechali. Z Warszawy jeszcze nie mogli, jak Sienkiewicz, dojechać wygodnie koleją, bo ta w w połowie XIX wieku jeszcze nie łączyła bezpośrednio Warszawy i Berlina. Jeździło się dyliżansem, kursowym, lub wynajętym na potrzeby grupy przyjacielskiej czy rodzinnej. Być może pani i pan Bereźniccy jechali karetą, oczywiście na resorach, może nawet tzw. landarą czyli najlepszą kareta w Europie, produkowaną w mieście Landau w niemieckim Palatynacie. Czyli nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, nie wiadomo dokąd, wiadomo jednak, że w maju 1856 roku byli w Berlinie.
W połowie XIX wieku w królewskim Berlinie mieszkało już wielu Polaków, ale ich masowy napływ do stolicy miał się zacząć dopiero po roku 1870, kiedy miasto zostało mianowane stolicą cesarstwa. Zanim się tak jednak stało, do Berlina przyjeżdżało się w trzech celach – po nauki, jak Chopin, który słuchał tu wykładów Hegla, do wojska, jak rodzina Bogusławskich, lub do pracy w administracji królewskiej, gdzie najwyższe stanowiska zastrzeżone były dla arystokracji. Po to przyjechali do Berlina Radziwiłłowie i Raczyński. Arystokracja nie umie wszak żyć bez dworu władcy i tylko król może dać jej zatrudnienie. Czy Bereźnicki też po to przyjechał. Nie był arystokratą, ale może był szlachcicem w służbie Radziwiłłów? Na tym samym cmentarzu, na którym pochował żonę, jest też grób Feliksa Hilarego Podlewskiego, nauczyciela książąt Radziwiłłów.
Tu spoczywa
śp. Feliks Hilary Podlewski
ur. d. 4 Stycznia 1801 roku
w Branicach pod Krakowem
zm. d. 24 listopada 1897
w Berlinie
Serdecznemu przyjacielowi
i nauczycielowi
Xiążeta Radziwiłłowie
R.I.P.
Podlewski i Julia zostali pochowani na Cmentarzu św. Jadwigi, katolickiej patronki miasta, należącym do Katedry św. Jadwigi. Był to najstarszy cmentarz katolicki w mieście, założony w roku 1834. Niemiecki impresjonista Franz Skarbina (1849-1910) namalował w roku 1896 obraz przedstawiający Dzień Zaduszny na tym cmentarzu:

Ale to wszystko później, i pogrzeb Podlewskiego, i obraz, i kolej, i napływ Polaków biorących udział w rozbudowie stolicy. Na razie miasto jest jeszcze wciąż dość prowincjonalne i daleko mu do europejskich stolic jak Paryż czy Rzym.
Niewiele mam czasu na uboczne zadania, moim głównym zajęciem są poszukiwania rodzinne, ale wykonuję kilka ruchów, które być może umożliwią mi znalezienie Julii i jej kochającego męża. Składam wniosek reszerszerski do administracji cmentarza (tak, mają księgę za rok 1856, jak zapłacę z góry 29 euro, dostanę dokumenty, oczywiście jeżeli coś się znajdzie – zapłaciłam, ale na razie, gdy to piszę minął ponad tydzień, nic nie dostałam) i idę do biblioteki, zobaczyć, co pisały gazety i czy Bereźnicki znajdował się w księdze adresowej Berlina. Z poszukiwań bibliotecznych nic nie wynika. Nie ma Bereźnickiego, nie ma Zaplietałów. Nie ma Julii. Jest tylko grób.
Interesujące, że przez ponad 160 lat go nie usunięto, przecież nikt o niego nie dbał.



















































