Ta Głuchowska ostatnio to tylko o sztuce…

Były czasy, że Lidia Głuchowska miała czas i donosiła na przykład o wystawianiu kanap na trawniki, o ciastkach z Krzykiem Muncha lub o zupie z opieniek, ale ostatnio to już nic, tylko ta sztuka. Dziś grafika, ten gatunek sztuki, który wywołuje u mnie poczucie niespełnionej tęsknoty. Moja mama, Irena Kuran-Bogucka, była graficzką, wyrastałam więc w świecie pełnym takich słów jak “drzeworyt” i “linoryt”, rzadziej “zupa” i “drugie danie”, a nigdy “konfitura” czy “sernik”. Jako dziecko mogłam być z takiej sytuacji niezadowolona, jako dorosła kobieta, kiedy sama zrobię i zupę, i konfiturę, tęsknię za grafiką, za akwatintą, akwafortą, sztychem, suchą igłą...

plakat1

Lidia Głuchowska

Graficzna Retrospektywa w Zielonej Górze

Jeszcze do końca roku w Zielonej Górze zobaczyć można zorganizowaną w ramach programu towarzyszącego Międzynarodowemu Triennale Grafiki w Krakowie wystawę Retrospektywa Zakładu Grafiki Instytutu Sztuk Wizualnych Uniwersytetu Zielonogórskiego. Prezentuje ona dokonania 17 grafików dawniej i dziś związanych z tym ośrodkiem.

retrospektywaa (1)Plakat zapowiadający pokaz filmu dokumentacyjno-artystycznego Bunt – Re-wizja i widok na wnętrze ekspozycji Retrospektywa. Na pierwszym planie prace Andrzeja Bobrowskiego i Katarzyny Dziuby.

Ekspozycji towarzyszy pokaz filmu dokumentacyjno-arystycznego Bunt – Re-wizja Lidii Głuchowskiej i Anny Kraśko na temat międzynarodowego tournée wystawy donacyjnej Bunt – Ekspresjonizm – Transgraniczna awangarda. Prace z berlińskiej kolekcji prof. St. Karola Kubickiego w Poznaniu, Bydgoszczy, Dreźnie i Wrocławiu, także włączonego do Triennale Grafiki.

retrospektywaa (2)Galeria Biblioteki Uniwersyteckiej, Zielona Góra, wernisaż w dniu 23.10.2015

Wśród wystawionych prac, w aranżacji korespondującej z pejzażem i architekturą za oknem Galerii Biblioteki Uniwersyteckiej, znalazła się m.in. praca Studium PO. XIV (1980–1983, autooffset), którą pozostawił po sobie Wielki Nieobecny – nestor zielonogórskiego (choć nie tylko) środowiska grafików – Jan Berdyszak, artysta, który z równą maestrią wypowiadał się o rysunku, malarstwie, grafice, fotografii, rzeźbie i szeroko rozumianej instalacji czy scenografii.

Z jego holistycznym pojmowaniem grafiki korespondują twórczość i refleksja teoretyczna Andrzeja Bobrowskiego, który, zwłaszcza w ostatnich swych pracach, koncentruje się nie tylko na aplikowaniu na płaszczyznę symbolicznych form, lecz i w równym stopniu na zacieraniu, zakrywaniu ich, zdzieraniu warstw farby i papieru, redukcji materialnej warstwy dzieła, obnażaniu śladów uczuć. Proces ten ma, jak można sądzić, charakter puryfikacyjny, katarktyczny.

retrospektywaaJan Berdyszak, Studium PO. XIV, 1980-1983 (autooffset)

Andrzeja Bobrowskiego absorbuje tło postrzegane jako horror vacui. Odwracając relacje obwiązujące w sformalizowanym systemie dystrybucji grafiki, czyni on rozróżnienie między chronioną jak sacrum matrycą a odbitką, którą można w eksperymentalny sposób opracowywać, kształtując w sposób równie strukturalny jak wyjściową płytę, aż do okaleczenia powierzchi, przebicia się przez nią na zewnątrz, do rzeczywistości – poza płaszczyznę estetycznego artefaktu.

Także inni artyści omawianego kręgu w swych pracach koncentrują się na odkrywaniu konwencjonalności znaczeń. Pismo i graficzny zapis słów są przedmiotem studiów Radosława Czarkowskiego i Mirosława Gugały, którzy analizując i eksponując formę graficznego zapisu określonych pojęć, jednocześnie wskazują na nieoczekiwane sensy – ukryte za tym, co w komunikacie najbardziej oczywiste. Semantycznie istotna jest przy tym skala objektów. Dla Radosława Czarkowskiego jego aktualne prace, układające się w cykl, odnoszący się do do takich pojęć jak Jesus, Wiedzieć – Widzieć, Gastarbeiter, Learn, Love – Hope – Pain, są logiczną konsekwencją wcześniejszych realizacji w różnych mediach – rysunku czy malarstwie. Przyznaje jednak, że kreują one odmienną sytuację odbiorczą. Aktualnie tworzone murale wykluczają bowiem subtelność kameralnego przekazu, jak można uzyskać przy zastosowaniu tradycyjnych technik graficznych. Także Mirosław Gugała na wielu poziomach, nie tylko w liternictwie, lecz i w układach gwiazd, dostrzega graficzne konstelacje, skłaniające do interpretacji własnej roli w kosmosie i otaczającym systemie komunikacyjnym.

4 Andrzejewski Czarkowski Na pierwszym planie druki cyfrowe Pawła Andrzejewskiego i Radosława Czarkowskiego, na drugim – akwaforty Maryny Mazur i linoryt Witolda Michorzewskiego             

5 Abstro-Typo-Filia-I

Abstro – Typo – Filia – I, 2012 (litografia, serigrafia, perforacja)

Retrospektywa Zakładu Grafiki ukazuje obok siebie prace bardzo różnorodne. Są tu zarówno pełne humoru i celnej obserwacji prace w technikach eksperymentalnych Wojciecha Müllera, jak i twórczość plakatowa Witolda Michorzewskiego – nowoczesna i staroświecka zarazem, bo z jednej strony awangardowo kwestionująca kanon estetyczny, a z drugiej wprzęgnięta w służbę (pozytywistycznej) reformy rzeczywistości.

Trudno też szukać analogii między onirycznymi i emanującymi aurą groteski dziełami Tadeusza Jackowskiego a antropocentrycznym, tworzonym na zasadzie fragmentaryzacji wizerunkiem dłoni autorstwa Izabelli Gustowskiej, już poprzez sugestywnie czerwone tło ewokującym ciepło i sensualizm.

6 Gustowska Mueller

Prace graficzne Izabelli Gustowskiej i Wojciecha Müllera

Barwa jest siłą i głównym środkiem wyrazu realizowanego przez Katarzynę Dziubę od 2012 roku cyklu Processing, w którym konstytutywną rolę odgrywa jednak i światło, istotne już w jej wcześniejszych pracach, wykonanych w technikach litografii i algrafii. W tych wielkoformatowych drukach pigmentowych uporczywie powtarza się motyw przenikających się pulsarów, ich nieregularnego rytmu i kontynuacyjności – niedawno jeszcze utrzymanych w optymistycznych i harmonijnych, neonowych barwach, teraz atakujących dramatycznym kontrastem czerwieni, czerni i bieli. Jak Katarzyna Dziuba porzuciła swe dawniej preferowane techniki dla druku cyfrowego, tak i Grzegorz Nowicki „zdradził” dla niego i dla offsetu bardziej kameralną serigrafię. Nowicki zderza monochromatyczne rejestracje pejzażu i „górskie krajobrazy” przypadkowych struktur pomiętego papieru z geometrycznymi formami, znakami z innego całkiem supra-porządku.

7 Jackowski NowickiWklęsłodruk Tadeusza Jackowskiego i druk cyfrowy Grzegorza Nowickiego

Znakowość świadomie destylowana z fotograficznych obrazów jest też cechą prac dwóch grafików odwołujących się do ikonosfery socrealizmu – Stefana Ficnera i Pawła Andrzejewskiego. Obaj traktują ją z nieukrywaną nostalgią, ukazując ją jednak z odmienną intencją.  W litograficznym cyklu Hołobutów (2015) Ficner podejmuje grę z kodem wizualnym stosowanym przez polityczną propagandę. Andrzejewski, sięgając po tę samą technikę i po druk cyfrowy, od lat tworzy hommage dla ikony PRLu – poczciwej syrenki, wydobywając z powierzchni papieru niemal haptyczny urok rdzy socrealizmu, w nowszych pracach kreując jednak uniwersalne symbole niemal na miarę pittura metafisica.

8 FINCNER 5

Stefan Ficner, Hołobutów V, 2015 (litografia, cynkografia)
(część tej pracy była jedną z ulotek, eksponowaną na prezentacji towarzyszącej wystawie „Bunt” – Ekspresjonizm – Transgraniczna awangarda w Poznaniu, Bydgoszczy, Dreźnie i Wrocławiu)

Podobna nostalgia, zaklęta w wyblakłych fotografiach, emanuje także z cyklu Garda Maryny Mazur (akwatinta 2015). Niepokojąca narracja i migotliwie poetycka aura tych druków uwodzą tak bardzo, że trudno uwierzyć, iż ich powstanie poprzedzał mozół pokonywania ograniczeń tworzywa.

9 Mazur Garda

Dwa wklęsłodruki Maryny Mazur z serii Garda, 2014 (akwatinta)

Do żmudnego manualnego procesu w swych rysunkach tuszem sięga także Piotr Czech. Zaangażowanie emocjonalne w kreowanie „osobnego świata” – uniwersum tajemniczych szufladek i labiryntu drobiazgowości, skoncentrowanego na niewielkiej powierzchni, to mniej znana strona jego dokonań, gdyż w swej codziennej praktyce twórczej czy dydaktycznej docenia i wykorzystuje raczej walory miksowania tradycyjnych technik z cyfrowymi, co służy profesjonalizacji grafiki projektowej, którą się zajmuje.

10 Czech tuszRysunki tuszem Piotra Czecha z lat 2010-2014     

Wizytówka stylu Tadeusza Piskorskiego to syntetyczne komunikaty wizualne zawarte w nagradzanych wielokrotnie w kraju i za granicą plakatach, takich jak prezentowany na wystawie zabawny Oktoberfest. Z kolei próbą kunsztu Jacka Papli są publikacje oficyny Wydawniczej Uniwersytetu Zielonogórskiego, wśród których klarowna i wyrazista okładka książki Jazz w kulturze polskiej poświadcza także współpracę muzyków i plastyków Wydziału Artystycznego.

11 Piskorski-pion12 Papla Jazz-pion

Projekt okładki – Jacek Papla i plakat Tadeusza Piskorskiego

 

O sile prac jednego z najbardziej wiernych swej technice i tematowi twórców – Piotra Szurka – stanowi misterna precyzja. Ograniczenie formalne i stałość inspiracji są dla niego wyzwaniem i drogą ku perfekcji. Tym, co zadziwia u twórcy od lat uporczywie studiującego własną fizjonomię, jest nagłe antyklasyczne rozdwojenie wizerunku i dysonans – płaski pas czerni ze śladami kropel (krwi? łez?) rozdzielający lustrzane odbicia niezliczone już razy uwiecznianej twarzy – tej samej, lecz nie takiej samej.
Aż się prosi, żeby zobaczyć w tej pracy metaforę środowiska artystycznego, które reprezentuje – widziane przed dekadą i dziś.

13szurek-autoportretPiotr Szurek, Autoportret, 2015 (akwatinta, sucha igła)

Graficzna retrospektywa roku 2015 w Zielonej Górze nie jest zamknięciem, lecz raczej znakiem (auto) refleksji jej twórców in statu nascendi. Trwały symbol ich dorobku to z pewnością Artoteka Biblioteki Sztuki, od 2001 roku, tworzona przede wszystkim przez doktor Janinę Wallis. Interesującym dokumentem są też katalogi wystaw zbiorowych Zakładu Grafiki, istotny znak dokonań artysty-edytora, Jacka Papli.

plakat2
***

Wystawa Retrospektywa Zakładu Grafiki Instytutu Sztuk Wizualnych Uniwersytetu Zielonogórskiego w ramach programu towarzyszącego Międzynarodowemu Triennale Grafiki w Krakowie. Galeria Biblioteki Uniwersytetu Zielonogórskiego

23.10.-31.12.2015

Kuratorzy: Janina Wallis, Andrzej Bobrowski
Współpraca kuratorska: Lidia Głuchowska, Małgorzata Skrzypczak
Katalog: Lidia Głuchowska, Janina Wallis; noty biograficzne: Małgorzata Skrzypczak

Zdjęcia pierwsze i ostatnie: Zaproszenie na wystawę Retrospektywa Zakładu Grafiki Instytutu Sztuk Wizualnych Uniwersytetu Zielonogórskiego, projekt: Jacek Papla, motyw tytułowy: Nina Stefaniak

Margarete Kubicka in der Hufeisensiedlung

Am Sonntag, den 15. November wird in der Berliner Hufeisensiedlung, erbaut 1926 vom avantgardistischen Architekten, Bruno Taut, eine Werkschau der Berliner Künstlerin, Margarete Kubicka eröffnet. Wenn sie auch häufig als Expressionistin bezeichnet wird, da sie der polnischen Gruppe Bunt (Revolte) angehörte, trägt ihr frühes grafisches Werk eher kubo-futuristische Züge. Ihre Stärke, neben dem Linolschnitt, waren die leuchtenden Aquarellen, die sie gerne in die Serien gesammelt hat und die of eine Art Geschichte erzählen.

Einige ihrer Werke gehören der Berlinischen Galerie, darunter die Folge, Drei Sprünge des Wan Lung zum gleichnamigen Roman von Alfred Döblin.

Begleitend zur Ausstellung finden Sonderveranstaltungen statt, darunter ein Interview mit dem Sohn der Künstlerin, Mitbegründer der Freien Universität, St. Karol Kubicki sowie zwei kunstgeschichtlichen Vorträge.

Im Namen der Organisatoren, denen wir zu diesen Initiative auch gratulieren, laden wir Sie herzlich ein.

Mehr über das Leben und Werk der Künstlerin in:

Lidia Głuchowska, Avantgarde und Liebe. Margarete und Stanislaw Kubicki 1910-1945, Berlin 2007.

Kubicka Hommage Agitator small 2

Margarete Kubicka, Hommage à Kubicki: Stanislaw Kubicki, der Agitator, 1924, Aquarell, Privatbesitz

Kubicka_Neukolln3 small

Margarete Kubicka, Neukölln: Bau der U-Bahn-Überführung 3, Linolschnitt, 1928, Privatbesitz

Für die Reproduktionsgenehmigung danken wir Herrn Prof. St. Karol Kubicki

Kubicka Hufeisen1 Kubicka Hufeisen 2

Finissage

Lidia Głuchowska

Bunt, internationaler Expressionismus und die avantgardistische „Neue Welt“ – Finissage und Buchpräsentation im Kraszewski-Museum, Dresden

Sonntag, 8. November um 15.00 Uhr

Nur noch wenige Tage ist im Kraszewski-Museum, Dresden die Ausstellung Bunt – Expressionismus – Grenzübergreifende Avantgarde. Werke aus der Berliner Sammlung von prof. St. Karol Kubicki zu sehen.

Ab dem 26. November wird sie noch in Wrocław gezeigt.

Anlässlich der Finissage findet im Kraszewski-Museum, Dresden Vortrag und Führung von Dr. Lidia Głuchowska sowie die Präsentation der Begleitpublikation zur Ausstellung

10 Gluchowska Poet in TransituAuch wenn Expressionismus zumeist als eine „deutsche“ Stilrichtung bezeichnet wird, war der Radius seiner Wirkung durchaus viel breiter. Im Grunde entfaltete er sich international mit jeweils spezifischen lokalen Ausprägungen, häufig folkloristisch gefärbt, und verlieh der Idee der „neuen Staaten“ Ausdruck, die nach dem Ersten Weltkrieg entstanden war.

1a Gluchowska BuntKuratorin der Ausstellung und Autorin vor der Dokumentation der internationalen Vernetzung der Gruppe Bunt, Kraszewski-Museum, Dresden.

Foto: Mariola Nehrebecka

Das expressionistische Universum erstreckte sich von Skandinavien bis zum Balkan. Sein wichtigstes Zentrum in Polen wurde Poznań/Posen, wo die literarisch-künstlerische Gruppe Bunt (Revolte) und die Zeitschrift Zdrój (Quelle – 1917-1922) entstanden sind.

Der Sohn ihrer zweier Mitbegründer, eines deutsch-polnischen Künstlerpaares, Margarete und Stanisław Kubicki, hat sich entschieden, Werke der Posener Künstlervereinigung die nach ihren Berliner Ausstellungen in den Jahren 1918-1922 in der Sammlung seinen Eltern verblieben sind, den polnischen Museen zu vermachen. Dies war der Anlass, eine Wanderausstellung, auf der sie alle zu sehen sind, zu organisieren.

Die Gruppe Bunt, die Teil der transnationalen Kunstbewegung wurde, verkündete in ihren parallel auf Deutsch und Polnisch verfassten Manifesten die Utopie der avantgardistischen, grenzenlosen „Neuen Welt“. Die Fotodokumentation zur ihrer internationalen Zusammenarbeit der ist leider nur fragmentarisch erhalten. Aus ihrer Zeitschrift Zdrój und aus ihrem Briefwechsel ist jedoch bekannt, dass Kontakte mit Künstlerkreisen nicht nur in Deutschland gepflegt wurden, sondern auch in Frankreich, Belgien, Italien, Russland, Tschechien, Island und sogar Indien. Somit werden Initiativen der Künstlervereinigung von eindrucksvoller Reichweite bestätigt, die auch alle drei damaligen Teilungsgebiete Polens miteinbezogen. Diese wird ebenfalls durch die Publikationen in solchen expressionistischen Kunstzeitschriften wie Die Aktion, Der Sturm, Der Weg oder Die Bücherkiste bestätigt.

2 Skotarek BuntPlakate der ersten Ausstellung der Gruppe Bunt (Revolte) in Poznań/Posen 1918 sowie expressionistische Linolschnitte von Władysław Skotarek , darunter Schrei und Panik, inspiriert vom Schrei Edvard Munchs

Die Bunt-Mitglieder verewigten nicht einmal ihre erste Ausstellung, die als strategischer succès du scandale gilt und deren Aura den Veranstaltungen der Zürcher Dadaisten und Modernisten in Paris gleichen sollte. Das einzige Foto, welches das Zentrum ihrer Tätigkeit dokumentiert – den Gutshof des Verlegers der Zeitschrift Zdrój Jerzy Hulewicz in Kościanki – zeigt diesen nur in Begleitung ihrer ersten informellen Herausgebers, Stanisław Przybyszewski, der seinerzeit in Berlin als der „geniale Pole“ bezeichnet wurde. Dieser hat allerdings in Berlin 1894 die erste Monographie über den Urexpressionisten Edvard Munch und somit auch die erste Theorie des Expressionismus verfasst.

3 Przybyszewski HulewiczStanisław Przybyszewski und Jerzy Hulewicz vor dem Porträt Przybyszewskis aus der Hand von Jerzy Hulewicz. Kościanki, Wielkopolska [Großpolen].
Aus: Stanisław Przybyszewski, Listy, Hg. v. Stanisław Helsztyński, Bd. 2., Warszawa/Gdańsk 1938.

Ein groteskes Anti-Gruppenbildnis ist wiederum das Foto von den Separatisten des Kongresses Internationale Union fortschrittlicher Künstler in Düsseldorf im Jahr 1922, an dem Margarete und Stanisław Kubicki teilnahmen. Hier ist der spiritus rector des radikalen Flügels der Künstlervereinigung Bunt unter den wichtigsten Vertretern der internationalen Avantgarde zu sehen.

Dem Ex-Dadaisten Raoul Hausmann gelang es wiederum mithilfe von Licht-Schaffen-Effekten das expressionistische Linolschnittbildnis von Kubicki nachzuahmen.

4 Separatysci Hausmann

Links: Separatisten des Kongresses der Union Fortschrittlicher Internationaler Künstler, Düsseldorf, 1922 Stanisław Kubicki (sitzend), Franz W. Seiwert, Hannah Höch, El Lissitzky, Otto Freundlich, Ruggero Vasari, N.N., Nelly van Doesburg, Cornelis van Eesteren, Hans Richter, Theo van Doesburg, Raoul Hausmann, Werner Graeff.
Foto: Retina, aus: Central European Avant-Gardes: Exchange and Transformation, 1910-1930, Hg. Timothy O. Benson, Cambridge 2002, S. 35
Rechts: Raoul Hausmann, Korb mit Lampe, 1930, Fotografie, Privatsammlung von Prof. St. Karol Kubicki, Berlin. Foto: Mariola Nehrebecka

Ein im Privatarchiv Kubickis erhaltenes Foto der Gruppenmitglieder von Jung Jiddisch aus Łódź bestätigt die Einbindung von Bunt in das multikulturelle künstlerische Leben Polens nach dem ersten Weltkrieg. Suggestiv wirken auch die Porträts einiger Künstler beider Vereinigungen aus der Serie Menschen des 20. Jahrhunderts von August Sander, gestaltet in der Konvention der Neuen Sachlichkeit. Von Hausmann wurde Kubicki nicht nur porträtiert. Zusammen mit ihm realisierte er auch Fotoexperimente, deren Dokumente zwei in seinem Atelier entstandene und in seinem Nachlass erhaltene Aufnahmen, mit dynamisch und abstrakt wirkenden Formen bilden.

5Hausmann IdyszRechts: Marek Szwarc, Moses Broderson und Jankiel Adler präsentieren das zweite Heft ihrer Zeitschrift Jung Idysz (Jung Jiddisch) 1919, Nr. 2–3. / Links: Raoul Hausmann, Korb mit Lampe, 1930. Foto: Lidia Głuchowska

1926 in Berlin führte Kubicki in Berlin Gespräche mit dem polnischstämmigen Vertreter der russischen Avantgarde, Kasimir Malewich. Diese desillusionierten ihn endgültig zur Idee der „proletarischen Kunst“, was in seinen Beiträten in der Kölner Kunstzeitschrift a bis z zum Ausdruck kam. Diese wurde von der Gruppe progressiver Künstler herausgegeben, mit der die Kubickis zwischen 1923 und 1933 zusammen ihre Werke ausstellten. 1929 wurde Kubicki auf Empfehlung ihres Wortführers, Franz Wilhelm Seiwert, vom Hoffotografen der Progressiven, August Sander, in der Berliner Hufeisensiedlung auf einen für dessen Serie Menschen des 20. Jahrhunderts bestimmten Porträt verewigt.

6 Malevich Kubicki SanderLinks: Kasimir Malewitsch und Tadeusz Peiper in Berlin, Frühling 1927, Fotografie gesendet als Postkarte an Jalu Kurek in Krakau, aus: Andrzej Turowski, Malewicz w Warszawie, Kraków 2002, S. 212. /Rechts: August Sander, Der Maler (Stanislaw Kubicki), 1929, Privatsammlung von Prof. St. Karol Kubicki, Berlin. Foto: Mariola Nehrebecka

Wie ein Memento Mori an die nationalsozialistische Ära und an die Verbannung der sg. ‚entarteten Kunst’ aus dem offiziellen Kunstleben wirken Fotografien von Skulpturen Weiblicher Torso von Otto Krischer sowie Mutter und Kind von Pola Lindenfeld, welche von SA und SS während der Durchsuchungen im Berliner Haus der Kubickis zerstört wurden.

7 Kirscher LindenfeldOtto Krischer, Weiblicher Torso, ca. 1919 (links) und Pola Lindenfeld, Mutter und Kind, Gips, ca. 1922 (rechts).
Fotografie der Plastiken aus der Privatsammlung Kubicki die von den Nazis im Rahmen der Aktion ‚entartete Kunst’ vernichtet wurden. Foto: Lidia Głuchowska

Das nur noch von einer alten Postkarte bekannte Denkmal Zum ewigen Andenken an Józef Piłsudski, das einzige klassizistische Werk im Œuvre von Kubicki, bezeugt nicht nur den Kult um den polnischen Staatsanführer angesichts der wachsenden Stärke des sowjetischen und nationalsozialistischen Totalitarismus, sondern erinnert auch die Affinität der Bunt-Künstler zur Idee der Vereinigung Polens im Geiste seiner Politik während des Ersten Weltkrieges. Es veranschaulicht auch die Ambivalenz ihrer Selbstidentifizierung, die zwischen romantischer Begeisterung für den 1918 entstandenen polnischen ‚neuen Staat’ einerseits und avantgardistischer Utopie der internationalen ‚Neuen Gemeinschaft’ andererseits schwankte.

9 Kubicki PilsudskiStanisław Kubicki, Denkmal Zum ewigen Andenken (1935–1939) an Józef Piłsudski und seine Legionäre aus der Gemeinde Kobylepole, die in den Jahren 1919–1920 gefallen sind. Park des Palastes vom Grafen Stanisław Mycielski in Kobylepole. Denkmal vernichtet in den 1940ern.

Kubicki war nicht nur ein bildender Künstler, dessen Werke eine besondere geometrische Stringenz aufweisen, sondern auch ein Kunsttheoretiker und Dichter. 1918-1921, am Ende des Ersten Weltkriegs und in den Folgejahren verfasste er seine expressionistischen, manifestartige Poemen zugleich auf deutsch und polnisch, womit er seinen Beitrag zum avantgardistischen Internationalismus geleistet hat. Mit dem Ausbruch des zweiten Weltkriegs schloss er sich der der polnischen Widerstandsbewegung an und wurde 1942 von der Gestapo ermordet, womit er die Wahrheit seiner eigenen Aussage „Nicht unsere Werke sind wichtig, sondern das Leben“ bestätigt hat.

11 Gluchowska Bunt EkspresjonizmWenn nicht anders beschrieben, stellen Fotos in diesem Beitrag Fragmente des Arrangements der Ausstellung Bunt – Expressionismus – Grenzübergreifende Avantgarde im Kraszewski-Museum, Dresden

Mehr zum Thema in: Lidia Głuchowska (Hg.): Bunt – Ekspresjonizm –Transgraniczna awangarda / Bunt – Expressionismus – Grenzübergreifende Avantgarde, Poznań: Muzeum Narodowe, 2015

Tu i tam. Hier und Dort.

Małgorzata Kowalska

Mam kuzynkę, która tak się nazywa. Ale to nie ona. Gdy szukam teraz tej innej Małgorzaty Kowalskiej w internecie, znajduję aktorkę. Dodaję więc słowo malarka  i znajduję… inną malarkę. Dodaję, że z Torunia i znajduję… inną Małgorzatę Kowalską. Przypominam sobie, że mieszka na wyspie, dopisuję więc nazwę wyspy i wujek google wyszukuje… reumatolożkę. Jest jeszcze pani profesor, znakomitość europejska. Przestaję szukać. Chyba trzeba by zaproponować artystce znany i szanowany pseudonim: Hermenegilda Kociubińska. Małgorzata Kowalska brzmi lepiej, ale Hermenegildy nikt nie pomyli. No i ma dwie torebki.

Lucyna Viale o Małgorzacie Kowalskiej

Urodziła się 41 lat temu w Toruniu. Studiowała malarstwo u Profesora Lecha Wolskiego na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika.

Od roku 2003 pracuje jako projektantka i dekoratorka wnętrz dla instytucji państwowych i firm prywatnych, w czym wykorzystuje elementy inspirowane malarstwem i grafiką. Jej prace znalazły miejsce w wielu pomieszczeniach przez nią zaprojektowanych.

Przed dwoma tygodniami przyszlo na świat jej pierwsze dziecko.

Wystawa w Berlinie w galerii art.endart  jest pierwszą wystawą indywidualną Małgorzaty Kowalskiej. Pomysł wystawy powstał przed dwoma latami, gdy artystka zaczęła żyć w dwóch miejscach. W Polsce mieszka w małej osadzie na wyspie Chrząszczewskiej kolo Kamienia Pomorskiego, w Niemczech – w Berlinie. Artystka przelała na płótno swoje przemyślenia, obawy i rozterki związane z  podjęciem decyzji, gdzie jest jej miejsce. Polska czy Niemcy? Wyspa, spokój, natura, wolno biegnący czas czy Berlin – wielkie miasto, hałas, tłok, pośpiech i dużo konfliktów międzyludzkich? Jeszcze tego nie wie na pewno.

Nic dziwnego, że jej najnowsza wystawa nazywa się TU I TAM,TAM I TU.

Zdjęcia – sieć, Tomasz Fetzki

Liebe Freunde,
sehr geehrte Damen und Herren,

wir laden ein zur Vernissage!

DORT UND HIER, HIER UND DORT
Malerei von Małgorzata Kowalska
Ausstellung von 30.10 bis 15.11.2015
Vernissage am 30.10.2015 um 19.00.Uhr
Projektraum „art.endart“
Drontheimer Str. 22
13359 Berlin

Dort und Hier

Die kleine große Welt (20)

Monika Wrzosek-Müller

Der Tarot Garten der Niki de Saint Phalle

Sie wollte eigentlich von dem Skulpturengarten in der Toskana berichten, von dem Weg dahin, von ihrer Enttäuschung – und dann nach einem Gespräch mit einer Freundin hielt sie inne, schaute tiefer und fand viele Gesichter des Gartens, die sie vorher nicht gesehen hatte.

Den Garten wollte sie natürlich sehen, er war schon eine Berühmtheit und in der westlichen Welt so etwas, wie ein Muss, wenn man in der Gegend war. Sie kurvten und wendeten, um den Weg zu finden, ziemlich lange; die bescheidenen Hinweisschilder waren rar. Sie kamen von der falschen Seite, nicht von dem wunderschönen Städtchen Capalbio, das oben auf einem Hügel thronte und es mit seinen mittelalterlichen Mauern mit Monterregioni aufnehmen konnte, oder vielleicht sogar noch reizvoller war, mit dem Blick aufs breite, weite Meer. Aber sie kamen an und hatten, stellte sich heraus, wenig Zeit; der Garten wurde schon um 18.00 Uhr geschlossen, es war September.

Immer wieder hatte sie sich nach ihrer Ankunft im Westen konfrontiert gesehen mit dem westlichen Feminismus, mit dem sie nicht viel anzufangen wusste und den sie am Anfang in der BRD mit einem ziemlich schlampigen Stil der Kleidung assoziiert hatte, mit Stricken in den Hörsälen der Universitäten und dem Fehlen von Frauen in den oberen Chefetagen, vielleicht auch mit der Zeitschrift „Emma“ und der Person Alice Schwarzer. Für ihre Generation aus Polen, die der Töchter von Müttern, die alles schmissen: den Job, die Versorgung des Haushalts, Klavierspielen und eine gewisse Intellektualität, wenn die Zeit dafür reichte, waren die Kämpfe der Frauen hier anfänglich irgendwie lächerlich und auf jeden Fall unverständlich. Allmählich ging ihr auf, dass in der Welt des Geldes die Sachen sich anders gestalteten, und irgendwann etwas später, auf einer Konferenz im südenglischen Harrogate, bei einem Panel über Frauen in der polnischen Opposition, verstand sie, dass ihre Mutter zwar alles bewältigt hatte sich aber ihres Werts keineswegs bewusst gewesen war, und eigentlich auch keine Feministin. Den „kleinen“ Unterschied zwischen den Feministinnen und den überlasteten, chronisch kranken und überarbeiteten Frauen in ihren vielfältigen Berufen in den sozialistischen Ländern lernte sie erst allmählich.

An das alles dachte sie nicht, als sie durch den Garten an der Grenze zwischen Toskana und Latium ging; das kam erst später nach dem Gespräch mit Andrea. Danach hat sie sich über die Künstlerin, Niki de Saint Phalle informiert, über ihr Leben und den Fluch, der sie verfolgte, und den Segen der Kunst, der ihr erlaubt hatte, so zu leben, wie sie wollte, Kunst als Lebensprinzip zu kultivieren. Vor allem berührt hatte sie die Schönheit der Künstlerin, die aus den Fotos von ihr sprach: das feine filigrane Gesicht und die schlanke Figur, die Schönheit, die im Wiederspruch stand zu den von ihr dargestellten groben, fleischigen, rundlichen und manchmal fast vulgären Frauenfiguren. Ihre „Nanas“ waren für viele Frauen in der alten BRD ein Inbegriff des Feminismus; die bunten Gestalten sah sie einmal auf einer Reise nach Hannover, auch in Bonn, auch die riesige, viele Meter lange Figur von Hon vor dem Moderna Museet in Stockholm.

Doch da in der Toskana, an dem schönen Abend, erschienen ihr die Figuren zu grell, zu bunt, zu aggressiv und demonstrativ, ganz anders als die Umgebung; der Hinweis der Künstlerin auf die Verbindung und Inspiration bei Gaudi und Hundertwasser fand sie nicht gerecht, weil die beiden tief mit den Städten verbunden waren, für die oder wo sie ihre Werke schufen. Sowohl der Park Güell in Barcelona als auch das Elektrizitätswerk in Wien waren jeweils für den Standort errichtet, nicht austauschbar, verwurzelt und einmalig. Den Tarot Garten konnte sie sich dagegen in der Gegend um Berlin auch gut vorstellen; würden die Menschen nicht auch dahin strömten, um sich die wunderbar farbigen, bunten, fröhlichen Figuren anzuschauen? Das Argument, dass diese sich mit der männlichen Welt der italienischen Provinz auseinandersetzten, nahm sie nicht ab. Sie existierten für sich, im Kreis der 22 Figuren der Tarot Karten, das große Arkanum des Spiels, mit einigen Tiergestalten, Wohnensembles dazu. Zwar waren wie immer ihre Geschlechtsteile gut sichtbar und überdimensional, aber das war der Stil der Künstlerin.

Nun war sie aber drin und ging hinter Familien mit vielen Kindern her, die vor Freude und Erregung bei so viel Farbe, Spiegel und Spiegelung quietschten. Sie spielten mit den Tieren, ließen sich fotografieren, drauf, drunter und daneben. Überhaupt war der Garten für selfies wie geschaffen, animierte, die Posen der Figuren einzunehmen, sich zur Schau zu stellen. Sie bewunderte die unheimliche Arbeit, die feine und genaue Ausführung, die Fantasie der Künstlerin. Es war zugegeben schwerste Arbeit, die riesigen Figuren zu schaffen, zuerst aus einem Geflecht von Eisengittern, dann mit Beton zu bespritzen; erst danach kamen die Keramikfliesenarbeiten oder die Bemalung. Die oft verwendeten Spiegelscherben funkelten und spiegelten das Licht der untergehenden Sonne wunderbar, die Farben waren frisch und kräftig, lebendig, wie gerade aufgetragen. Je nach dem Licht der auf- und untergehenden Sonne konnte man unheimliche Fotografien machen, mit Farben, die aus einer ganz anderen Welt waren; wahrscheinlich, dachte sie, musste man sich da etwas länger aufhalten, um den Charme und die Seele des Gartens zu ergründen und ihm zu erliegen. Die Künstlerin selbst verstand den Garten als einen meditativen Ort und zum Tarot-Spiel sagte sie sehr klug einmal: „Das Leben ist wie ein Kartenspiel, wir werden geboren, ohne die Regeln zu kennen, aber jeder von uns muss mit dem Blatt spielen, das er bekommt.“

Zu Hause in Berlin stellte sie herrlich gelbe Sonnenblumen in eine prachtvolle Vase einer schweizerischen Künstlerin, der Mutter einer Freundin, die in Massa Marittima lebt und dort ihre wunderschönen Keramikarbeiten herstellt – eine einmalige Vase, die mit kleinen sich spiegelnden, gelblich-goldenen und burgunder-rostroten Mosaiksteinchen ausgekleidet ist.

Berlin for everybody

It is well known, that we are living in the city which is dirty and ugly, but, alas!, everybody wants to live here. And everybody important lives here or at least comes to visit us. We can do nothing, everything will be done for us. Look, just now, next week, comes my favorite German journalist, Meike Winnemuth, in November Ai Weiwei  (yes yes THAT! Ai Weiwei) and in one month Miranda July… He comes for one year, they just for one day…

Meike Winnemuth

dressmeikeShe is a very funny girl. She spend one year in one blue dress and wrote a book about it. So funny!

In a year 2010 she took part on TV Programmm Who becomes a millionaire?, got really half a million euro, took the money and spend one year living every month in another big city all over the world. And of course she wrote a book about living one year in the world. So funny!

I wrote about it HERE.

Now she does nothing! And she wrote a boook about it. So funny!

You will meet her:

Wed, 21. Oktober 2015 – 20:00

Babylon
Rosa-Luxemburg-Str. 30

10178 Berlin

Tickets (ach!) 12 €

Just go!

Ai Weiwei

12141735_993862160635176_394371024703387085_nI am not very fond of him though I know to appreciate his doings and deeds. He is a hero, it is interesting to meet a hero. One does not have many occasions like that in one’s life.

Sun, 1st of November 17:00

Konzertsaal der UdK
Hardenbergstraße 33
10623 Berlin-Charlottenburg

There are no tickets any more, so do not try to go! But there will be a live video stream at www.livestream.udk-berlin.de – in German, English and Chinese.

Miranda July

She comes tu Huxleys New World to present her new book:
“Der erste fiese Typ”.

Moderation: Thomas Böhm
German voice: Tatiana Nekrasov
Presented by Verlag Kiepenheuer & Witsch and BUCHBOX! bookstores
The event will be in German and English

Miranda July Fr, 13.11.2015  at 20:00
Huxleys Neue Welt, Hasenheide 107, 10967 Berlin

Tickets, ach, 17,5 €

Buy the tickets and go!

Die kleine große Welt (18)

Monika Wrzosek-Müller

Wittenberg
Cranach der Jüngere und die Cranachs

Seitdem sie den Umschlag des Katalogs der Cranach-Ausstellung gesehen hatte, war sie so in das feine Bild der Prinzessin Elisabeth von Sachsen verliebt, dass sie es sehen musste. Die Fahrt nach Wittenberg, in die weitere Umgebung von Berlin war gut für einen Sonntagsausflug. Sie wählten eine Route abseits der Autobahn, wie sich herausstellte auch zurecht, denn wie immer wurden in den Sommermonaten die Fahrbahnen repariert und ausgebessert und es staute sich direkt nach der Ausfahrt aus Berlin; Staus gab es auch schon in Berlin, wie immer im Sommer, wenn verstärkt an den Straßenschäden gearbeitet wurde, und sie standen da auch einige Minuten länger. Es war Sommer in voller Blüte und Trockenheit, doch das Grün überwog und manchmal blühten sogar noch Kornblumen, die Mohnblumen waren dagegen fast gänzlich verschwunden; an manchen Stellen war die Trockenheit nicht zu übersehen, der Mais stand nur halbhoch, die Maiskolben ganz ausgetrocknet und bräunlich, manche Felder schon abgeerntet. Doch der Weg führte durch kleine Ortschaften, in deren Mitte fast immer eine schöne alte Dorfkirche aufragte und an den Straßenrändern Menschen saßen und Pflaumen, Karotten, Blumen, alles was ihre Gärten hergaben,verkauften und dann wieder führte die Straße durch größere Waldstücke, Wälder, manchmal sogar leicht hügelig, also sehr reizvoll.

Die Stadt Wittenberg kannte sie von früheren Ausflügen, doch sie änderte sich mit jedem Jahr und es war immer wieder interessant das nachzuverfolgen, was neu dazu gekommen war; die Wasserläufe mit den prächtigen Blumen-, eher Pflanzen Arrangements, die vielen Plakate zur Cranach-Ausstellung und große über ungenutzten Flächen aufgespannte Abbildungen der Werke der Cranachs stachen in die Augen und auch die vielen Menschen, die doch offensichtlich zu der Ausstellung gekommen waren. Es war diesmal nicht Luther selbst, sondern seine Maler – denn man musste den Sohn auch einbeziehen – denen die Aufmerksamkeit galt. Besonderes gedacht wurde diesmal Cranach d. J. anlässlich seines 500. Geburtstages, mit einer extra für ihn eingerichteten Ausstellung: Lucas Cranach der Jüngere – Entdeckung eines Meisters, damit der Sohn einmal aus dem Schatten seines Vaters heraustreten und seine Arbeit und Werke erstrahlen konnten.

Das Konzept der Ausstellung, sie in realen von der Familie Cranach bewohnten Plätzen einzurichten, gefiel ihr sehr. So war die Ausstellung auf drei Orte in Wittenberg verteilt, an jedem kam man dem Werk des Künstlers näher: Cranach-Haus, Augusteum und Stadtkirche. Für sie war die Einführung Cranachs Welt im Cranach-Haus am Markt sehr einleuchtend; man lernte die Familie kennen, ihr Umfeld und das Schaffen. Demnach gehörten die Cranachs zu den einflussreichsten Familien in der Stadt; sowohl der Senior als auch der Junior wussten sehr wohl, wie man die Güter der Familie vermehrte, sie in Immobilien, die Apotheke und einen florierenden Weinausschank investierte. Natürlich war die Hauptbeschäftigung mit der Malerwerkstatt verbunden; da entstanden die vielen Werke, die Ideen, wie man sie schneller produzieren konnte; verbreitet war die Kunst des Pausens, d.h. eine einmal gemalte Figur, ein Gesicht konnte mit einer Technik, die in der Ausstellung mit einem Video erklärt wurde, sehr einfach auf ein neues Bild übertragen werden. So entstanden die zahllosen Bilder von Luther mit verschiedenen Kopfbedeckungen.

Eine Malerwerkstatt funktionierte wie ein kleines Unternehmen, die der Cranachs mit ihrer enormen Produktivität glich fast einer Bildermanufaktur; es waren viele Leute beschäftigt, die einen produzierten Farben, die anderen bespannten die Leinwände, die Söhne versuchten sich im Zeichnen, wurden von dem Vater an das Handwerk herangeführt. Das alles kann man sehr anschaulich und authentisch in den Cranachwerkstätten nachempfinden. Sie musste während des Gangs durch die Ausstellung immer wieder an die Beschreibung in einem Roman über Leben und Tun von Tintoretto in Venedig denken, auch er führte seine Kinder an das Handwerk heran und verstand es sehr gut zu investieren und sich immer weiter zu entwickeln, auch er verstand sich eher als ein perfekter Handwerker denn als ein genialer Künstler. Sie dachte, wie anders hatte man die Künstler damals wahrgenommen; sie richteten ihr Tun ganz nach den Marktgesetzen, produzierten die Bilder für die ganze Region in unheimlichen Mengen, zogen alle Aufträge an sich, oft konnte man nicht eindeutig feststellen, wer letztendlich der richtige, ausführende Künstler war, denn es gab einfach zu viel zu tun. Diese Gedanken kamen ihr verstärkt in den Räumen der Ausstellungen über die Cranachs.

Und noch eins beschäftigte sie die ganze Zeit, aber den Zugang dazu fand sie nicht; es war doch die Entstehungsstunde der protestantischen Kirche, d.h. die Cranachs bildeten die Ikonografie dieser neuen Glaubensrichtung. Lag das an ihrem Unwissen oder hatte man diesem Aspekt zu wenig Platz eingeräumt, zwar gab es Bilder wie die fantastische Darstellung: Die Arbeit im Weinberg des Herren, wo explizite der Kampf zwischen den guten, fleißigen Protestanten und den faulen, prächtig angezogenen Katholiken wunderbar zum Ausdruck kam, doch sie fand wenig Erklärungen und Erläuterung zu diesem Themenkreis. Vielleicht, dachte sie, alle die sich die Ausstellungen anschauen, sind selber Protestanten und das meiste ist für sie einfach selbstverständlich.

Erschreckend fand sie die Abbildungen, Fotos vom Zustand des Cranach-Hauses vor der Wiedervereinigung; erstaunlich, dass in der DDR nicht einmal so renommierte Künstler Beachtung gefunden hatten, jedenfalls dass ihre Wohnstätte so vernachlässigt worden war; sie selbst hatte doch vor vielen Jahren im Kulturzentrum der DDR in Warschau einen großen, sehr gut dokumentierten Bildband über die beiden Cranachs gekauft, also war das Werk von ihnen bekannt und anerkannt.

Doch am meisten berührt, bewegt oder einfach auch gefallen haben ihr die 13 Zeichnungen von Cranach dem Jüngeren. Sie kamen aus dem Musée des Beaux-Arts de Reims und sind zum ersten Mal alle zusammen in Wittenberg zu sehen, in einer Art von Schatzkammer, mit gedämpften Licht. Die Zeichnungen auf dem vergilbten, alten Papier leuchten trotzdem durch ihre Schönheit, Präzision und Ausdruckskraft. Man steht verzaubert und erstaunt von der Lebendigkeit und Bildhaftigkeit der Porträts. Lucas Cranach d.J. verstand es meisterhaft, die feinen Linien, die Lichteinfälle, die Schattierungen wiederzugeben; seine Zeichenskizzen erinnerten sie wiederum an diejenigen von Leonardo da Vinci, aus dem Museum in Vinci. Gerade diese Zeichnungen bilden für sie den Mittelpunkt der Ausstellung, sind modern, leben weiter und inspirieren junge Künstler.

Wichtig und interessant fand sie auch die Herausarbeitung der Unterschiede in der Malweise, dem Malduktus zwischen dem Vater und dem Sohn; denn nach dem Weggang des Vaters nach Augsburg blieb die Werkstatt weiterhin sehr gut ausgelastet mit neuen Aufträgen, hauptsächlich bürgerlicher Porträts, Epitaphien und Altären.

Viele der Epitaphien und Altarbilder hat sie dann in der Stadtkirche gesehen, der Rundgang bildete auch das Ende der Besichtigungstour; die anderen Ausstellungsorte in Dessau und Wörlitz, sowie in den kleineren Kirchen der Umgebung von Wittenberg konnte man an diesem einen Tag niemandem zumuten.

***

Heute vor 500 Jahren, am 4. Oktober 1515, wurde Lucas Cranach der Jüngere als jüngster Sohn von Lucas Cranach dem Älteren und Barbara Brengebier in Wittenberg geboren. Das Land Sachsen widmete ihm und der ganzen Cranach-Familie mehrere Ausstellungen und Veranstaltungen – mehr…

‎

Bunt 3 Filme

Dr(.) Lidia Głuchowska

3 FILME aus der ,Bunt’-Ausstellung
im Kraszewski-Museum Dresden!!!

3 FILMY z wystawy Bunt
w Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego w Dreźnie!!!

Im ganz Dresden sind Plakate der Ausstellung der Expressionistengruppe Bunt (Revolte, 1918–1922) zu sehen. Sie findet noch bis zum 8. November im Kraszewski-Museum statt.

W całym Dreźnie zawisły plakaty wystawy ekspresjonistycznej grupy Bunt (1918–1922). Trwa ona jeszcze do 8 listopada w Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego.

1 BUNT Dresden Plakate 1aBUNTplakat

Die Pressekonferenz und die Vernissage (03./04.09.2015) waren gut besucht. Unter den Gästen befanden sich auch Vertreter des Dresdner Kulturamtes.
Auf dem Foto Richard Stratenschulte, Pressesprecher der Museen der Staat Dresden, vor den expressionistischen Linolschnitten von Stefan Szmaj.

Konferencję prasową i wernisaż odwiedziło wielu gości, wśród nich przedstawiciele drezdeńskiego urzędu ds. kultury.
Na zdjęciu Richard Stratenschulte, rzecznik prasowy Muzeów Miasta Drezna przed ekspresjonistycznymi linorytami Stefana Szmaja.

2 BUNT Dresden PressekonfAnwesend waren auch die Direktorin des Stadtmuseums Dresden, Frau Dr. Erika Eschebach und die Gegenwartskünstler Michał Tatarkiewicz und Radosław Włodarski, Mitwirkende an den Grafikpräsentationen Refleks / Reflex (2014/2015) und Ulotka / Flyer (2015), welche sich auf das Werk und Programm der Gruppe Bunt beziehen.

Im Hintergrund des Fotos ist die Vorführung ihres Films Reflex zu sehen, welcher die grafischen Werke aus dem in der Ausstellung präsentierten Kunstbuch desselben Titels sowie Kommentare dazu beinhaltet.
FILM Refleks / Refleks: Marek Glinkowski (Klang: Radosław Włodarski)

Obecni byli również pani dyrektor Muzeum Miasta Drezna, dr Erika Eschebach oraz artyści współcześni, Michał Tatarkiewicz i Radosław Włodarski, współtwórcy prezentacji graficznych Refleks (2014/2015) i Ulotka (2015), nawiązujących do twórczości i programu grupy Bunt.

W tle zdjęcia widoczny jest pokaz filmu Refleks, ukazującego prace graficzne zawarte w prezentowanej na wystawie książce artystycznej pod tym samym tytułem oraz stosownym komentarzem.
FILM Refleks: Marek Glinkowski (dźwięk: Radosław Włodarski)

3 BUNT Dresden ReflexAuf der Ausstellung ist auch ein anderer Film zu sehen: Bunt – Re-wizja / Bunt (Revolte) – Re-Vision, welcher von der Kuratorin sowie der jüngen Künstlerin Anna Kraśko realisiert wurde. Er dokumentiert die gesamte Ausstellungstour ,Bunt’ – Expressionismus – Grenzübergreifende Avantgarde. Werke aus der Berliner Sammlung von Prof. St. Karol Kubicki.

Auf dem Foto: Ausstellungskuratorin Dr. Lidia Głuchowska mit einem der Organisatoren, Bronisław Kowalewski, Direktor des Niederschlesischen Kunstfestivals (realisiert vom Kultur- und Kunstamt in Wrocław), auf der Vernissage im Kraszewski-Museum (04.10.2015).

Im Hintergrund: Szene aus dem Film Bunt – Re-wizja / Bunt – Re-Vision: Prof. St. Karol Kubicki mit seiner Frau Petra und der Ausstellungskuratorin nach der Übergabe expressionistischer Grafiken der Gruppe Bunt an das Nationalmuseum in Poznań. (Berlin, 16.03.2015).
FILM Bunt – Re-wizja / ,Bunt’ – Re-Vision
Konzeption und Realisierung: Lidia Głuchowska, Anna Kraśko
Technische Ausführung: Anna Kraśko

W ramach ekspozycji prezentowany jest też film Bunt – Re-wizja, zrealizowany przez kuratorkę wystawy oraz młodą artystkę, Annę Kraśko, dokumentujący tournée wystawy „Bunt” – Ekspresjonizm – Trangraniczna awangarda. Prace z berlińskiej kolekcji prof. St. Karola Kubickiego.

Na zdjęciu kuratorka wystawy, dr Lidia Głuchowska z jednym z organizatorów, Bronisławem Kowalewskim, dyrektorem Dolnośląskiego Festiwalu Artystycznego (realizowanego przez Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu), na wernisażu w Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego (4.09.2015).

W tle scena z filmu Bunt – Re-wizja: prof. St. Karol Kubicki z żoną Petrą i kuratorką po przekazaniu ekspresjonistycznych grafik grupy Bunt do Muzeum Narodowego w Poznaniu (Berlin, 16.03.2015).
FILM Bunt – Re-wizja
Koncepcja i realizacja: Lidia Głuchowska, Anna Kraśko
Realizacja techniczna: Anna Kraśko

4 BUNT Dresden Vernis2Die Besucher des Kraszewski-Museums können dank des Films Bunt – Re-wizja / Bunt – Re-Vision die Vernissage der ersten Edition von der Ausstellung ,Bunt’ – Expressionismus – Grenzübergreifende Avantgarde im Nationalmuseum in Poznań (16.04.2015) und die kuratorische Führung während der dortigen Nacht der Museen (19.05.2015) miterleben.

Auf dem Foto: Direktorin des Stadtmuseums Dresden Dr. Erika Eschebach, Direktor des Leon-Wyczółkowski-Bezirksmuseums in Bydgoszcz Prof. Michał F. Woźniak und Leiterin des Kraszewski-Museums Joanna Magacz auf der Vernissage am 04.09.2015 im Kraszewski-Museum. Im Hintergrund: Szene aus dem Film Bunt – Re-Vision von der kuratorischen Führung in Poznań (19.05.2015).

Odwiedzając Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego dzięki prezentacji filmu Bunt – Re-wizja można obejrzeć również dokumentację wernisażu premiery wystawy „Bunt“ – Ekspresjonizm – Transgraniczna awangarda w Muzeum Narodowym w Poznaniu (16.04.2015) oraz oprowadzania kuratorskiego w trakcie Nocy Muzeów (19.05.2015).

Na zdjęciu: dyrektor Muzeum Miasta Drezna, dr Erika Eschebach, dyrektor Muzeum Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, prof. Michał F. Woźniak i kierowniczka Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego w Dreźnie, Joanna Magacz na wernisażu w Muzeum Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego, 4.09.2015.

W tle: Scena z filmu Bunt – Re-wizja z oprowadzaniem kuratorskim w Poznaniu (19.05.2015).

5 Bunt Dresden Dir2Unsere Blog-LeserInnen können schon jetzt einen dritten Film über diese Ausstellung sehen, betitelt Bunt Revolte. Diese Produktion von dresdeneins.tv verleiht Einblick in die wichtigsten Schwerpunkte und die Spezifik der Bunt-Ausstellung im Kraszewski-Museum in Dresden.

Auf dem Foto: Ausstellungskuratorin Dr. Lidia Głuchowska und das Team von dresdeneins.tv während der Filmaufnahme, Kraszewski-Museum, 03.09.2015.

Czytelniczki i Czytelnicy naszego blogu mogą już teraz obejrzeć trzeci film o tej wystawie, pt. Bunt Revolte. Jest to produkcja dresdeneins.tv ukazująca najważniejsze aspekty i specyfikę ekspozycji w Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego.

Na zdjęciu: kuratorka wystawy, dr Lidia Głuchowska oraz ekipa dresdeneins.tv podczas realizacji nagrania filmu, Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego, 3.09.2015.

6 BUNT Dresden TV

 

 

VotiVtraum

Lila Karbowska & Lucyna Viale

karbowska_berlin

VotiVtraum

“VotiVtraum”, Rauminstallation, 2015
in Projektraum “art.endart”
Drontheimer Str. 23
13359 Berlin

Vernissage am 25 September 2015 um 19.00 Uhr,
Ausstellung von 25.09 bis 11.10.2015

Ilustracja na zaproszeniu to tylko inspiracja. VotiVtraum to instalacja efemeryczna – zamiast naszyjników z koralików Karbowska wykorzystała ususzone zioła i rośliny zebrane w Polsce i w Berlinie. Zwiedzających czeka intensywne doznanie wizualne i zapachowe.

lila-mimozy***

Lila Karbowska, polska artystka, od roku 1983 zamieszkała w Berlinie. Studiowała historię sztuki na Wolnym Uniwersytecie Berlińskim. Tworzy instalacje, wideo, fotografia, obiekty, rysunki.

Więcej / more: http://www.lilakarbowska.de

Lucyna Viale, organizatorka wystawy, należy do Stowarzyszenia Artystów “Kolonie Wedding” i co miesiąc – w ostatni piątek miesiąca – organizuje nową wystawę – prezetuje artystów z krajów Europy Wschodniej, przede wszystkim z Polski ale też z Ukrainy, Bialorusi, Czech, Litwy.

Więcej / mehr: www.koloniewedding.de/art.endart

Reblog: Hrabia i Madonna

Ten tekst ukazał się wiele lat temu w Kurierze Szczecińskim. Przez jakiś czas miałam tam taką małą rubrykę, która nazywała się Ulice Berlina i pisałam o wszystkim, co się zdarza i spotyka w tym mieście… Felieton o panu hrabim i Madonnie powstał dzięki Ojcu. Poszliśmy do Galerii Malarstwa (Gemälde Galerie) i staliśmy długo przed Madonną z liliami Botticellego. Opowiedziałam mu, co wiem o tym obrazie. Przypomniała mi się tamta wizyta w muzeum i tamta opowieść, bo jutro w Berlinie wernisaż wielkiej wystawy Botticellego, a wczoraj była rocznica śmierci Ojca. Wśród licznych obrazów sprowadzonych na wystawę z muzeów na całym świecie znajdzie się też jeden, którego sprowadzać nie trzeba, bo jest na miejscu, a znalazł się w Berlinie z przyczyn… polskich.

Ewa Maria Slaska

Hrabia i Madonna

mojemu Ojcu w rocznicę śmierci 

Był jednym z tych, którzy potrafią zrealizować swe młodzieńcze postanowienia. Jego cele były na miarę epoki i rodziny, w której się urodził i wychował: powiększyć majątek, dobrze się ożenić, utworzyć ordynację, wstąpić do dyplomacji, zdobyć tam czołową pozycję i założyć galerię obrazów.

Hrabia Atanazy Raczyński, urodzony w roku 1788 w Poznaniu, brat Edwarda, założyciela słynnej Biblioteki, żył 86 lat i spełnił wszystko, co sobie jako młody człowiek zamarzył. Zanim jednak do tego doszło, panicz Atanazy wstąpił do wojska i brał udział w kampanii napoleońskiej, gdzie służył przez trzy lata, co przyniosło mu Virtuti Militari, los jednak oszczędził mu klęski, poniewierki i niewoli. W roku 1810 wyszedł z wojska i wziął się za konsekwentną realizację planów prywatnych. Wstąpił na służbę do króla saskiego i w chwili, gdy niedobitki wojsk napoleońskich uciekają spod Moskwy, hrabia Atanazy rozpoczyna karierę dyplomatyczną jako radca poselstwa saskiego w Kopenhadze i w Paryżu. W roku 1816 wraca do kraju i żeni się, rzeczywiście bogato, z Annetką Radziwiłł. Wprawdzie o majątek żony musiał się z jej rodziną procesować przez trzy lata, ale wygrał, zbudował zamek w Zawadzie (sam go nawet zaprojektował, choć projekt fasady na zlecenie pana hrabiego wykonał znany berliński architekt – Karl Friedrich Schinkel) i w roku 1825 założył ordynację. Z Annetką – jak to dowcipnie opisuje Stanisław Szenic – stosunki małżeńskie tak się jednak w międzyczasie popsuły, że pan hrabia kazał umieścić nad pałacowym wejściem dwie tablice, które głosiły co następuje: “Anna z Radziwiłłów Raczyńska, właścicielka” oraz “Atanazy Raczyński, administrator”. Zamek został zniszczony podczas I wojny światowej, ale tablice ocalały.

hrabiaW roku 1826 z młodzieńczych planów pozostał jeszcze do zrealizowania zamysł stworzenia galerii. Miała ona powstać w Poznaniu, w pałacu, nieopodal zakładanej właśnie przez Edwarda Raczyńskiego biblioteki. Niestety jeden z posłów na sejm Księstwa Wielkopolskiego obraził pana hrabiego, wytykając mu niesławę dziadka, członka Targowicy i służalca carycy Katarzyny. Atanazy oburzył się na świat, w którym “wnuk nawet krwią własną winy dziada zmazać nie może” i… na zawsze opuścił Polskę. Radykalnie przeciął wszelkie łączące go z Polską związki i postanowił zostać lojalnym obywatelem pruskim.

Wyjechał do Berlina, wybudował, dziś już nieistniejący, pałac w pobliżu Bramy Brandenburskiej, założył tam galerię malarstwa, wstąpił do służby dyplomatycznej króla pruskiego, napisał trzytomową historię sztuki niemieckiej, liczne prace o historii sztuki hiszpańskiej i portugalskiej, dzieje rodziny Raczyńskich i dwanaście tomów pamiętników. Zebrał ogromną kolekcję malarstwa, na którą składały się zbiory współczesnej sztuki niemieckiej, wraz z obrazami tzw. szkoły nazareńskiej, nader wysoko przez pana hrabiego cenionej, a dziś niestety zupełnie spostponowanej jako tzw. “święte obrazki”, oraz dawne malarstwo europejskie, m.in. włoskie.

palac
Powyżej Pałac Raczyńskiego w Berlinie, poniżej – wybudowany na jego miejscu Reichstag czyli gmach parlamentu niemieckiego

reichstag
Zmarł w podeszłym wieku w roku 1874. Został pochowany na  katolickim cmentarzu świętej Jadwigi (tam gdzie Julia Bereźnicka) w grobowcu rodzinnym, który został zniszczony przez władze NRD w r. 1968 gdy poszerzono tzw. strefę śmierci Muru Berlińskiego. Dziś w tym miejscu leży zwykły kamień, a od kilku lat stoi też tablica wyjaśniająca, kim był hrabia Raczyński.

grobraczynski
Dziwną koleją rzeczy, gdy hrabia umarł, a jego zbiory przejęła Królewska Galeria Narodowa w Berlinie, część jego kolekcji przekazana została do nowo założonego Muzeum im. Cesarza Fryderyka w… Poznaniu. Galeria obrażonego hrabiego trafiła więc z powrotem do miasta, w którym pierwotnie miała powstać i wskutek zmian politycznych przeszła po roku 1945 na własność Polski. Mało tego, następnym zrządzeniem losu jest fakt, że większość obrazów wczesnorenesansowych, jakie w ogóle znajdują się w zbiorach polskich pochodzi właśnie z kolekcji Raczyńskiego. Inni arystokratyczni miłośnicy sztuki, Radziwiłłowie, Czartoryscy, nie interesowali się ani późnym gotykiem ani pierwocinami renesansu i kupowali przede wszystkim dzieła dojrzałego odrodzenia.

Nie ma grobu hrabiego, nie ma jego zbiorów, nikt nie uczy się dziś historii sztuki niemieckiej z jego książek, nie ma pałacu, na którego miejscu wzniesiono gmach parlamentu berlińskiego czyli tzw. Reichstag. Nawet ulicy mu poskąpiono. Można by pomyśleć, że historia tego miasta doszczętnie wyrzuciła Atanazego hr. Raczyńskiego z pamięci.

A przecież jest inaczej. W zbiorach galerii malarstwa, mieszczącej się obecnie na tzw. “Kulturforum”, naprzeciwko słynnego placu Poczdamskiego, ostał się jeden tylko obraz z kolekcji pana hrabiego – ale za to najcenniejszy – tzw. tondo czyli okrągły obraz przedstawiający Madonnę wśród lilii i aniołów Sandro Botticellego z roku 1478. Ten przepiękny zabytek włoskiej sztuki renesansowej, wykonany na zlecenie florenckiego kościoła S. Francesco al Monte, znajduje się w każdej popularnej książce z historii sztuki i w każdym języku nosi nazwę oddającą hołd panu hrabiemu: “Tondo Raczynski”.

madonna

O wystawie po niemiecku TU, po angielsku TU