Puppendienstag: Bine

Bine4.webIch habe Gertraud Pohl gebeten, mir das Material für zwei Dienstage zuzuschicken, da ich verreise. Die Antwort kam sofort. Und sehr überraschend.

Liebe Ewa,
wie könnte ich dir einen Wunsch abschlagen? weisst du, dass du astrologisch gesehen eine gradgenaue Übereinstimmung der Position deines Mondes mit meiner Sonne hast – was besagt, dass ich auf dich reagiere wie eine Mutter auf ihr geliebtes Kind? Wie gefällt dir das?

Hier also der erste Puppendienstag:

Es scheint, als könnte ich mir selber nicht “treu” bleiben – es gibt doch neue Fotos – und so werde ich der Jahreszeit entsprechend mit Bine beginnen. Wir waren am 14.11.2013 in Potsdam im Park von Sanssouci auf der Suche nach Motiven, die den grauen Herbst vergessen lassen.
Hier meine “Ausbeute”
mit sehr lieben Grüssen

Bine3-5

Bine2.webBine1.web

– bei den Türken im Baumhaus –

Tanja Levy und Joasia Silberstein berichten: 

Flug Berlin Antalya.turcja01Großer Schreck: wir werden den Urlaub mit dem deutschen Verwaltungsapparat verbringen. Es scheint, als ob sich die Mitarbeiter sämtlicher Job-Center und Finanzämter Brandenburgs und Sachsens in diesem Flugzeug versammelt haben.

Erster Gedanke:  Smolensk! Wenn dieses Flugzeug abstürzt, kann Deutschland zumachen…

Aber, oh Wunder, Glück und Zauber: Nach einer zweistündigen Reise mit Bus und Sammeltaxi von Antalya nach Olympos, hat sich der Verwaltungsapparat in Luft aufgelöst. Stattdessen: 90 % türkische Hippie-Touristen, 7 % laut kommunizierende Amis, 3 % intellektuelle Franzosen und wir.

Ach ja, und die Russinnen. Daran zu erkennen, dass sie in romantischen Lycra-Kleidchen, die Lippen zum Kussmund, Po und Busen reckend, in den alten lykischen  Ruinen posieren und sich gegenseitig fotografieren.

Olympos: Ein kleines Dorf, rechts und links von einem Bergmassiv gesäumt – eigentlich nur eine Straße.

Naturschutzgebiet und Ausgrabungsstätte zugleich.

turcja02

Folge: keine Drei Sterne vier Sterne fünf Sterne Hotels aus Plastik&Beton. Statt dessen: Baumhaus-Areale.

turcja03
Kein Häuschen hat mehr als ein Stockwerk. Überall weiche Podeste und Hängematten – Laden ein zum ausdösen und ausruhen – und Essen im Liegen wie die alten Römer.

Der Weg zum Strand führt durch ein Freiluftmuseum. Vorbei an 2000 Jahre alten Gräbern und Amphitheatern.

turcja04Wir wohnen im Baumhaus.
Zehn Stufen-Leiter, und im Baum ist dann das Haus, also ein Bretterverschlag.

turcja05Zwei Matratzen, eine Glühbirne, und eine Steckdose, das war’s. Aber wo anders kann man sich die Zähne putzen, im Garten, zwischen Feigenbäumen, Auberginen-Sträuchern und Granat-Äpfeln und dabei auf ein riesiges Bergmassiv gucken?

turcja06

Am zweiten Tag entdecken wir Fukushima Mitarbeiterinnen am Strand. Hmmm, eigentlich sehen die Moscheen auch aus wie Atomkraftwerke, oder zumindest wie Raketen-Stützpunkte. Mit den zwei Spitzen Türmchen die scharf in den Himmel ragen.

Bei genauerem Hinsehen stellen wir fest: die AKW-Mitarbeiterinnen sind Frauen muslimischen Glaubens, die Strandburkas tragen, also Ganzkörper-Anzüge mit Kapuze – eine perfekte Mischung aus Burka und Bikini, und tatsächlich, sie heißen sogar Burkinis.

Gözleme locken. Damen mit Piratentuch und Blümchen-Hose lächeln uns wie die Sirenen von ihren Öfen aus zu. Mehrmals überlegen wir, an welchem Tag wir unserer Vollpension fremdgehen und diese türkisch native Köstlichkeit essen. Schließlich ist es soweit – zur Einstimmung summen wir schon Vormittags Gözleme,Gözleme,Gözleme… Doch was so authentisch, urwüchsig aussieht, schmeckt fader als Aldi-Toast von gestern… nein, nein, das können unsere Mädels aus der Müllerstraße im Wedding wirklich besser…

Am vierten Tag besteigen wir den Yarnatas, auch Chimaira genannt, einen Feuer spuckenden Berg. Dort hat einst die Chimäre, das Mischwesen aus Löwe, Ziege und Schlange gewohnt. – Und tatsächlich: aus den Löchern im Felsen züngelt Feuer

turcja07– das ewige Feuer! Es brennt hier schon seit der Antike. Die Türken sind praktisch veranlagt: Sie rösten über den Flammen ihre Sucuk-Wurst.

Am fünften Tag machen wir eine Bootstour.
turcja08

Ein Ausflug in eine Rolex-Werbung:
turcja09

wir cruizen an der türkischen Riviera entlang, planschen in einem Farbrausch aus Türkis,
turcja10

zählen die 2m-grossen Carette-Schildkröten, es ist einfach technicolor, bloß echt.

Die Fenster in unserem Baumhaus sind ins Holz gesägte Löcher – natürlich ohne Glasscheiben.turcja11

Zwischen den Brettern unseres Verschlags ist Platz genug für alle Insekten der Türkei. Und sie kommen auch gern. Am letzten Tag entdecken wir, dass eine Wespe,

turcja12

wir haben sie Schlamm-Wespe getauft, ein Haus auf Tanjas Jacke gebaut hat. Aus Ton. Perfektes Töpfer-Handwerk. Im Inneren zwei gelähmte Spinnen. Die sollten wohl den frisch geschlüpften Wespen als Willkommens-Dinner dienen. Schweren Herzens haben wir ihr Kunstwerk zerstört – Die Arbeit von einer Woche, auf Wespen-Zeit umgerechnet wahrscheinlich die Arbeit von einem Jahr…

Und während die Schlammwespe total desorientiert nach ihrem Haus suchte, fuhren wir ganz und gar farb-erfüllt nachhause.

turcja13

Poezja – Poesie – Poetry / Stanisław Kubicki

Tekst zreblogowany z zaprzyjaźnionego bloga W altanie przy kawie, gdzie został opublikowany w poniedziałek, 14 października 2013 roku. W altanie wiersze pojawiają się w poniedziałek, u nas w niedzielę, zostańmy jednak w tytule przy poniedziałku, bo tak to autor zadecydował (Uwaga z roku 2020: Od roku 2018 blog W altanie przy kawie przestał istnieć, podobnie zresztą jak wspomniane też w zakończeniu tego wpisu blogi Qra czyli kuchnia i kultura oraz Jak udusić kurę, czyli to, czego (dziwnym trafem) panny po 30 nie wiedzą, a wiedzieć powinny. Wszystkie te blogi zniknęły na wieki, gdy Gazeta Wyborcza jedną decyzją zlikwidowała portal blox.pl i miliony stworzonych na nim blogów.)

Reblog: Wiersz na poniedziałek – Stanisław Kubicki

Pharlap

Poezja tłumaczy się sama. Poniedziałkowe wpisy poetyckie to, jak dotąd, czysta poezja, bez wyjaśnień czy komentarzy. I tu właśnie jest pies pogrzebany czy też… da liegt der Hund begraben. Niech poniższe zdjęcie wyjaśni o co mi chodzi…

kubi

Spotkaliśmy się pewnie wszyscy z powiedzeniem – lost in translation – zgubione w tłumaczeniu. Jakże to prawdziwe w odniesieniu do poezji. Dlatego warto zwrócić uwagę na Stanisława Kubickiego – poetę, który “tłumaczył sam siebie”. Okres dwujęzyczności trwał tylko trzy lata. Przedtem i potem poeta pisał wiersze w obu językach, ale już ich nie tłumaczył.

Które wersje językowe zostały napisane pierwsze, a które są tłumaczeniem? To pozostanie tajemnicą.

O wschodzie słońca w dzień świąteczny

Dzisiaj jak kryształ jestem
w Twoim ręku —
kryształ zbudzony
słonecznym promieniem.
I łono pełne mam
blasków i tęczy,
załamań światła
i barwnych obręczy.

Promienny idę Twoją myślą, Panie,
którąś we mnie wzbudził,
jak prąd w obiegu
w sąsiednich pętlinach
prądy budzi
i drgnienia poddane.

Kiedyś przez szkiełka i krople świeczników
dziecko zdziwione —
świat widziało krasny —
i po pokojach chodziło i sieniach
całe jak we śnie
i rajskich promieniach.

I myślę:
dzisiaj Bóg przez mnie patrzy
na dzieło swoje
———-
i wzrok Boga jasny.
—

Sonnenaufgang an einem Festtage

Heut bin ich wie ein Stück Glas
in Deiner Hand —
licherweckt —
Innen voll
Regenbogen
Brechungen, Kreisen
brechenden Lichts.

Leuchtend wandle ich Deinen Gedanken
den Du erweckt in mir,
ein Strom umlaufend,
der Zuckungen erregt
in benachbaren Drähten.

Ernst sah ich das erstaunte Kind
in bunten Lupen die Welt
in den Prismen and Behang
entlag der Zimmer und Flure
ganz in Traume
strahlenbetäubt

Ich denke mir:
Heut sieht Gott durch mich
Sein eigen Werk
Leuchtenden Auges —

W prezentowanej powyżej książce znalazłem bardzo znamienną informację – otóż Stanisław Kubicki odczuwał dotkliwie brak modernistycznej tradycji w języku polskim i ograniczało to mocno jego twórczość w tym języku. Jakże to zbieżne z filozofią Ludwiga Wittgensteina. Chciałoby się powiedzieć – język określa świadomość.

Ewa Maria rzuciła mi propozycję do odrzucenia – spróbuj przetłumaczyć to na angielski. Pierwsza reakcja była negatywna – nigdy nie tłumaczyłem żadnych utworów literackich, a co dopiero poezji. Do tego klimat powyższego utworu nie jest mi bliski. Uznałem jednak, że w moim wieku nie mam już wiele do stracenia i przetłumaczyłem. I tutaj zaskoczenie – we wszytkich krytycznych punktach bardzo pomocna była mi wersja niemiecka.

Wynik poniżej…

At sunrise on a Holy Day

Today, I’m like a crystal
in Your hand –
crystal awakened
by a ray of sun.
I am filled
with glitters and rainbow,
refraction of light
and colourful rims.

Radiant I follow Your thought, O Lord,
which You induced in me,
like current in the circuit
raises currents
and tremors
in neighbouring coils.

Once through glass and drops of candelabrum
wondering child –
saw a blooming world –
and wandered through rooms and hallways
all as in dream
and heavenly rays.

And I think:
today God looks through me
at his own work
———-
and his sight is bright.

Czytając wiersze często staram się znaleźć właściwą dla nich melodię. W tym przypadku nie miałem wątpliwości – Mache Dich, mein Herze rein – z Pasji wg św Mateusza…

PS. Prezentowaną na zdjęciu książkę Lidii Głuchowskiej wydało Towarzystwo Literackie WIR (MY) – założone i prowadzone w latach 1994-2014 przez Ewę Marię Slaską – Qrę Alfa, w której gnieździe wylągł się również nasz obecny blog. Często wracam do tego gniazda i jest ono dla mnie źródłem coraz to nowych odkryć. Zaglądam również do obecnego blogu Ewy Marii i właśnie tą drogą stałem się właścicielem powyższej książki. I to z autografem autorki!
Warto wracać.

Stare papiery 1 – Alfonsina i bibułka

Ewa Maria Slaska o Irenie Kuran-Boguckiej

papiery
Papiery są naprawdę stare, najstarsze z 50 albo 51 roku, są szare, bure i łaciate, po prostu papierowy świat. Kruszą się, blakną… Trafiłam do nich szukając informacji o tym, kiedy Mama tłumaczyła wiersze Alfonsiny Storni. I oczywiście szukając samych tych tłumaczeń. Nie wiem czy znajdę tłumaczenia, karton papierzysk jest ogromny, ale już znalazłam pewną propozycję wydawniczą, którą Mama złożyła w Wydawnictwie Morskim w sprawie wydania trzech tomików poetyckich.

Są to:

1. Federico Garcia Lorca – “Ballada o trzech rzekach”
2. Rafael Alberti – “Pełne morze”
3. Alfonsina Storni – “Swiat siedmiu studni”
/w opracowaniu. Przekłady nigdzie nie publikowane/.

Maszyna nie miała dużego ś. Oferta została napisana 15 listopada 1982 roku.
Do oferty zbiorczej Mama dołączyła trzy osobne karteczki z opisem poszczególnych tomików.

OFERTA
Proponuję wydanie w “Serii z portrecikiem” tomu poezji Alfonsiny Storni /1892-1938/. Twórczość tej wybitnej poetki argentyńskiej jest w Polsce całkowicie nieznana. Tom będzie zawierał 80 – 100 utworów poetyckich w moim wyborze oraz przekładzie z hiszpańskiego.
Ponadto przewiduję zamieszczenie krótkiej biografii poetki oraz – w razie potrzeby – objaśnienia i komentarze.
Tytuł roboczy: “Swiat siedmiu studni”.
Załączam notkę biograficzną oraz 7 wierszy w moim przekładzie.

Niestety, na razie nie znalazłam w papierach ani notki, ani oryginalnych tłumaczeń. Mogły to być te same, które potem, latem 1985 roku ukazały się w szczecińskim biuletynie “Między innymi”.

alfonsina0
Niepewnie się czuję, pisząc to wszystko, bo mieszkałam wtedy w tym samym domu (wyjechałam w styczniu 1985 roku), drzwi w drzwi z Mamą, widywałyśmy się kilka razy dziennie, rano – było to jednak jej rano, nie moje, ja miałam małe dziecko i wstawałam rano, zresztą w ogóle jestem rannym ptaszkiem, a Mama zawsze była człowiekiem nocy, o czym już kiedyś pisałam – piłyśmy herbatę, po południu jadłyśmy obiad – i znowu, nie mylmy sytuacji, które u nas były na odwrót niż u normalnych ludzi, bo to Mama do mnie przychodziła coś zjeść, a nie ja do niej. Byłyśmy razem, Lorca i Alberti byli tak dalece tematami codziennej rozmowy, że mój syn latami był przekonanany, że lorka to jakiś stopień związków rodzinnych: dziadek, ciocia, lorka. A tymczasem Mama nie mówiła nic o tym, że tłumaczy Alfonsinę, że ma w związku z nią plany czy pomysły wydawnicze.

alfonsina1Korespondencję z biuletynem “Między innymi” Mama nawiązała w roku 1984, kiedy to szczeciński pisarz Jerzy Pachlowski przekazał redakcji kilkanaście tłumaczeń Albertiego. Ukazały się latem następnego roku. Redakcja zaproponowała dalszą współpracę i Mama 24 września 1985 roku odpisała, że chciałaby, aby następną jej publikacją u nich były tłumaczenia Alfonsiny.

OK, wtedy już mnie nie było, ale pisałyśmy do siebie, telefonowałyśmy, w grudniu 1985 roku Mama po raz pierwszy przyjechała do mnie z wizytą do Berlina. Mogła przywieźć w prezencie ten biuletyn, zwłaszcza, że z korespondencji z redakcją wynika, że nie tylko otrzymała dwa egzemplarze autorskie, ale, jak zwykle zresztą, zakupiła na własny koszt 15 dodatkowych egzemplarzy.

alfonsina2Mogła, ale nie przywiozła. Nie dała go też mojej siostrze Kasi, bo w końcu my obie nic o nim nie wiedziałyśmy. Gdy w 10 lat później założyłam Stowarzyszenie i zostałam redaktorką czaspisma literackiego WIR, Mama publikowała u nas tłumaczenia Lorki, Hartlebena, Martina Pohla, Maschy Kaléko, ale nigdy nawet się nie zająknęła, że mogłaby nam dać do druku Alfonsinę.

Będę szukać dalej, oczywiście. I donosić w soboty o tym, co znalazłam. Niekoniecznie zresztą o Mamie, bo z papierów wyłaniają się też sprawy wcale nie spodziewane. Jak np. bibułka i farba.

Znajduję na szaroburej przebitce notatkę bez daty:

bibulkaDo
Członków Sekcji Grafiki
Zarząd Sekcji wykupił z Desy bibułkę japońską, format arkusza 47 x 47 cm, cena 52 gr.

Koledzy chcący nabyć bibułkę proszeni są o składanie zgłoszeń /zapotrzebowań/ w biurze Okręgu w nieprzekraczalnym terminie do dnia 28 października br podając iloś- arkuszy.
Próbka do wglądu w biurze Okręgu.-

No tak, bibułka. Najciekawsze, że w starych papierach poniewiera się… kawałek bibułki.

Ale też farba. Pisemko na żółtej (pożółkłej) ćwiartce papieru. Kto jeszcze tak mówi – ćwiartka?

                                           18 styczeń 1966
Zjednoczenie Przemysłu Graficznego
Wydział Produkcji
Warszawa
ul. Jasna 26
Uprzejmie proszę o udzielenie mi zezwolenia na nabywanie farby drukarskiej czarnej i kolorowej w Gdańskiej Fabryce Farb Graficznych. Farba potrzebna mi jest do pracy artystycznej (odbitki drzeworytowe). Załączam zaświadczenie Związku Polskich Artystów Plastyków.

Drogi czytelniku (i czytelniczko!), koniecznie przeczytaj teraz wpis na tym blogu z 27 października o Alfonsinie Storni i Mamie. Wpisu o Mamie i Ludziach Nocy z blogu “Jak udusić kurę” z 10 października 2011 roku nie mogę Ci niestety polecić, wpis zniknęł, podobnie jak cały blog, a także (i przede wszystkim) blogowy portal blox.pl. Jeszcze długo miliony blogerów będą go opłakiwać, ale to już jest zupełnie inna historia.

Za tydzień, w sobotę – poszukuję Sławomira Bołdoka

Sandra i Kosandra

czyli Ewa Maria Slaska o rzeźbach Barbary Ur

barbara0Powiedzmy sobie, nie wdając się w zbytnie a zbędne dywagacje – te rzeźby są super!

Barbara Ur (Ur to skrót od drugiego imienia artystki – Urszula) jest polską malarką i rzeźbiarką. W sierpniu tego roku skończyła 80 lat. Mieszka w Berlinie z mężem, Andrzejem Piwarskim, malarzem, ale oboje jeżdżą też  bez przerwy, to do Gdańska, skąd kiedyś wyjechali do Niemiec, to do Tuchomia na Pomorzu, gdzie założyli Europejskie Laboratorium Sztuki.

barbara3Pisze wiersze. Jak sama mówi, proste. To jeden z najstarszych, napisany, gdy była kilkunastoletnią panną. Do dziś go pamięta i dyktuje mi z głowy.

barbara-pion3Ach jak cudownie, o Boże
Już tam na Wschodzie
świecą się zorze
Wszystko spowite
w srebrzystej mgle
Pociąg z szaloną szybkością mknie
Mknie on z szybkością szaloną
jak czarny złowroki ptak
bo ma on drogę zmierzoną
przez naszej ziemi szlak.

Po latach wiersze wyzbywają się panieńskich egzaltacji, stają się znacznie bardziej powściągliwe. Barbara twierdzi, że tę powściągliwość wzięła od Staffa.

Zmęczony starzec marzył barbara-pion2
o zimowym śnie drzew
zasłuchanych w ciszę
Zasnął
Młodość wrócił mu sen
Nie zbudził się o świcie

Lub ten, też podyktowany z pamięci:

Było wielkie ognisko
gorące radosne
wszystko było
Dzisiaj w popiele
szukam
choć maleńkiej iskry
Pada deszcz  barbara-pion1

Oglądam te rzeźby i nie mogę się oderwać. Robią na mnie niezwykłe wrażenie – i ślub w białej ceramice, i egipska Madonna, której dziecko wspina się po plecach jak małpka, ale przede wszystkim te dwie czerwone boginie – Sandra i Kosandra – z włosami z łańcuchów.

I myślę sobie, że może jednak trzeba było chcieć się dorabiać i posiadać. Zawsze byłam zdania, że nie chcę, postępowałam w zgodzie z tą zasadą i rzadko kiedy żałowałam tej decyzji. Ale w pracowni Barbary rozmyślam o tym, jakby to było mieć dom w ogrodzie, za domem sad, a w sadzie te ceramiczne kobiety.
Przede wszystkim Sandrę i Kosandrę.

barbara5barbara6

Reblog: Münchener Kunstfund

reblog-muenchener-kunstfund

reblog-muenchener-kunstfund2Der Münchner Fund von 1400 Gemälden und Papierarbeiten in einer Schwabinger Wohnung, die zuletzt von dem 1933 geborenen Cornelius Gurlitt bewohnt wurde, beschäftigt nicht nur die Augsburger Staatsanwaltschaft, sondern auch die Kunstgeschichte. Während Ermittler der Staatsanwaltschaft, Zollfahnder und Polizisten Indizien und Beweise zusammentragen, müssen Kunsthistoriker Originale begutachten, in Datenbanken nachforschen und die Archive von Koblenz bis Washington auf den Kopf stellen. Der Münchner Fund ist ein einzigartiger Fall, wegen der Menge der Bilder: Alle stammen aus den Beständen des Kunsthändlers Hildebrand Gurlitt (1895 bis 1956), der vor allem im Nationalsozialismus Karriere machte.

reblog-muenchener-kunstfund3

Auch aus einem zweiten Grund ist der Münchner Fund einzigartig: eben weil juristische und kunsthistorische Recherche Hand in Hand gehen. Was die Ermittlungen anbetrifft, stehen zwei Personen im Zentrum: Der Leitende Oberstaatsanwalt Reinhard Nemetz und die Kunsthistorikerin Meike Hoffmann, die als Sachverständige an Bord geholt wurde und hauptberuflich Mitarbeitern und Projektkoordinatorin an der Forschungsstelle „Entartete Kunst“ der Berliner Freien Universität ist.

Wie passt das alles zusammen?

scanSchon jetzt hat diese Zusammenarbeit von Staatsanwaltschaft und Kunstgeschichte zum Zusammenbruch einer scheinbar unumstößlichen Großerzählung der bundesdeutschen Nachkriegszeit geführt. Der Eisberg, an dem diese Erzählung wie ein Dampfer im Meer zerschellt, ist die Person Hildebrand Gurlitts. Nichts scheint bei ihm zusammenzupassen: ein Kunsthändler mit einer jüdischen Großmutter, der wegen seiner Abstammung und seines Einsatzes für Avantgardekunst in Zwickau 1930 seinen Posten als Museumsdirektor verlor und in Hamburg 1933 den als Leiter des Kunstvereins – und der dann zu einem der erfolgreichsten Kunsthändler im Nationalsozialismus aufstieg. Der sogar in der Nachkriegszeit Kunstvereinsleiter in Düsseldorf wurde. Und seiner Familie nach dem Tod 1956 eine Kunstsammlung hinterließ, die jetzt in München aufgetaucht ist. Geht das alles auf einmal?

Es ist zu einer Floskel geworden, dass die hintergründigsten Geschichten immer noch das Leben selbst schreibt. Zu diesen Geschichten gehört eine bisher unveröffentlichte, die in das Amsterdam des Jahres 1943 zurückführt, zu dem Künstler Max Beckmann, der dort im Exil lebte. Von Beckmann befand sich in Hildebrand Gurlitts Sammlung die Gouache „Der Löwenbändiger“, die sein Sohn Cornelius im Dezember 2011 über das Auktionshaus Lempertz in Köln versteigern ließ. Was indessen nicht bekannt war ist, dass Gurlitt 1943 Beckmann in Amsterdam aufsuchte. Der Maler hatte 1937 Berlin verlassen, als in München die Propaganda-Ausstellung „Entartete Kunst“ eröffnete, in der auch zehn Gemälde und zwölf Graphiken von seiner Hand gezeigt und diffamiert wurden; aus Museumsbesitz wurden insgesamt 28 seiner Gemälde beschlagnahmt. Beckmann, darüber kann kein Zweifel bestehen, verletzten die Diffamierungen zutiefst. Bereits 1933 war er als Dozent an der Frankfurter Städelschule entlassen worden, in einem Hetzschreiben wurde er als „Judenknecht“ bezeichnet, der „Kunsthurerei“ betreibe.

„Entartete Kunst“ verkaufte sich weiterhin

Umso erstaunlicher ist dieser Besuch: Am 19.Oktober 1943, einem Dienstag, kam Hildebrand Gurlitt in Begleitung von Erhard Göpel zu Beckmann, am nächsten Tag, dem 20. Oktober, ein zweites Mal. Dass Göpel Beckmann in Amsterdam besuchte, ist bekannt. Nicht bekannt ist, dass auch Gurlitt dabei war – und das aus gutem Grund. Denn nach Recherchen, deren Unterlagen dieser Zeitung vorliegen, kamen Göpel und Gurlitt, um Kunst zu kaufen. Genannt wird dort das Gemälde einer „Frau mit weißer Jacke“. 1944, bei einem weiteren Besuch, folgen Bilder einer „Franz. Bar“, eines „Fischs“ und einer „Südl. Landschaft“. Gurlitt, das darf man nicht vergessen, war zu diesem Zeitpunkt bereits zu einem der Chefeinkäufer für Adolf Hitlers pompöses Museumsprojekt in Linz aufgestiegen. Von 1938 an gehörte er außerdem zum Kreis der Kunsthändler, die als „entartet“ beschlagnahmte Kunst ins Ausland verkaufen sollten, um Devisen zu beschaffen.

In Sophia

Anina Takeff
Protests Sofia – 150th day
10.11.2013, 10 000 people on the streets

heute war der 150. tag der proteste und der forderungen für neuwahlen gegen die neue erst ende mai gegruendete bulgarische regierung aus sozialisten und türkenpartei. es wurde jeden tag gegen korruption und skrupellose machtausübung demonstriert sowohl tagsüber als auch abends. seit einigen wochen fordern nun auch studenten nach neuwahlen und haben die universität von sofia besetzt. vor genau 24 jahren als die ‘wende’ kam, hat man auf eine gute zukunft gehofft, leider aber regiert die mafia seither das land.

anina14
anina15
anina16
anina13

anina11

anina10

anina9

anina8
anina7

anina6

anina5

anina4

anina3

anina2

anina1As I prepared that post it was still friendly in Sophia. Only two days later it was already not peacefull anymore. On November 12, the 152nd consecutive day of anti-government demonstrations in Bulgaria, protesters surrounded the National Assembly, blocking MPs inside. The police cordoned off one of Sofia’s main boulevards, Tzar Osvoboditel, trying to provide free passage for MP vehicles. The following video captures police violence against protesters, who managed to break through the security lines.

Puppendienstag: Gruppenbild mit November

Sarah.erstes BildLiebe Ewa,

da ich kein Archiv angelegt habe, um die Beiträge zu deinem Blog zu speichern, hoffe ich sehr, daß ich mich nicht wiederhole und deine Leser langweile.

Rosarium2Hier also Sarah, von der ich weiß, daß sie nur einmal auf einem “Gruppenbild”  zu sehen war. Das erste Foto zeigt sie bei unserer ersten Begegnung auf dem Mauerpark-Flohmarkt. Sarah hat eine ganze Reihe von Aktivitäten begleitet – so war sie z.B. mit in Forst im dortigen Rosenpark.

Rosarium3Wenn es dir recht ist, werde ich in den nächsten Wochen über Sarah berichten – sie hat einiges erlebt in der Zeit mit mir.

Sehr liebe Grüsse

Gertraud Pohl

Rosarium1

Narodowe Święto Niepodległości

Krystyna Koziewicz

Dzień 11 listopada został ustanowiony świętem państwowym w 1937 roku. W latach 1939-44 podczas okupacji hitlerowskiej oraz w okresie od 1945 do 1989 roku, w czasie rządów komunistycznych, obchody święta były zakazane. Dopiero w roku 1989, ustawą Sejmu, przywrócono to święto i od tego roku Święto Niepodległości jest najważniejszym świętem państwowym.

Jak co roku świętujemy rocznicę odzyskania niepodległości także wśród Polaków za granicą. Dla wielu to być może to dzień mądrej refleksji nad patriotyzmem, narodem, państwowością, może to być dzień radości z bycia Polakiem. W Polsce obchody Niepodległości jeszcze nie doczekały się charakteru wesołego świętowania, jak to bywa w Niemczech czy Stanach Zjednoczonych.  Choć…. już zaczyna się coś zmieniać. Gdy Bronisław Komorowski został prezydentem, zapoczątkował akcję z biało czerwonymi kotylionami, które w tym dniu nosi coraz więcej ludzi. Idea zdaje się być trafiona w dziesiątkę. Z kolei w tym roku z inicjatywy kustosza Muzeum Józefa Piłsudskiego z Sulejówka zainicjowano akcję wysyłania kartek „Mamy Niepodległą”. Dobrze się stało, że to sympatyczny gest ma sprawić, że udzie zapamiętają nazwisko wielkiego wodza w walce o Niepodległość Polski.

pilsudski1Tu uwaga na marginesie – muzeum w Sulejówku znajduje się w stanie wymagającym natychmiastowego remontu. Doprawdy wierzyć się nie chce, że do tej pory nie znalazła się żadna opcja polityczna, która by godnie uhonorowała miejsce pamięci bohatera Polski Niepodległej. A tylu przecież mamy polityków, którzy deklarują się jako patrioci i następcy wielkiego wodza.

pilsudskiWróćmy jednak do sprawy obchodów, bo jakoś mnie żywo ten problem obchodzi. Na Zachodzie z okazji świąt państwowych przedstawiciele rządu i parlamentu rytualnie składają wieńce pod pomnikami, oddając hołd bohaterom oraz poległym w wojnie żołnierzom i cywilom. Odbywają się uroczyste msze, koncerty muzyki klasycznej narodowych kompozytorów, ale po tej części oficjalnej organizuje się dla społeczeństwa – na koszt państwa! – festyny uliczne z muzyką i to wysokiej klasy. W tym roku w Berlinie pod Bramą Brandenburską odbywał się wielki festyn z okazji Pojednania Niemiec. Jego częścią był koncert dla miliona berlińczyków. Na scenie występował znany austriacki wokalista Udo Jürgens. W przerwach pomiędzy piosenkami opowiadał publiczności rewelacje o pani kanclerz Niemiec. I co się okazało? Pani kanclerz osobiście zadzwoniła do artysty z prośbą o udział w koncercie. Artysta myślał, że ktoś sobie żartuje, a telefon okazał się prawdziwy. Podana informacja wzbudziła wielkie zaskoczenie i radość, że na najwyższych szczeblach władzy myśli się o zwykłym człowieku.

My również mamy powody do radości, bo oto nasz obecny ambasador Jerzy Margański, a wcześniej jego poprzednicy także kroczą drogą pani Merkel i z okazji świąt narodowych organizują dla Polaków zamieszkałych za granicą koncerty, gdzie można posłuchać polskich kompozytorów w wykonaniu najlepszych muzyków. W tym roku, 15 listopada z okazji Święta Niepodległości w godzinach wieczornych Ambasada RP w Berlinie zaprasza Polonię na koncert muzyki klasycznej w wykonaniu Fair Play Quartet, który wykona utwory Bacha, Mozarta, Rachmaninowa, Bacewicz, Chopina, Lutosławskiego i Panufnika. Koncert odbędzie się historycznej auli radia RBB.

Natomiast w przeddzień święta Niepodległości w Deutsche Oper Berlin Ambasada Polska w Berlinie oraz Fundacja Fryderyka Chopina organizują uroczysty koncert chopinowski w wykonaniu pianistki Agnieszki Przemyk-Bryła i wiolonczelisty Tomasza Strahla.

Po koncercie, tradycyjnie odbędą się rauty, na których na pewno nie zabraknie zapalczywych dyskusji Polsce, Polakach, Polonii, Niemczech, rodzinie i wydarzeniach z ostatniego okresu. Ot, zwykłe Polaków rozmowy.

A tymczasem, a tymczasem w Polsce…

10 listopada w Warszawie PiS połączy comiesięczny marsz pamięci ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej z uczczeniem 95 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. W Krakowie z kolei po mszy odbędzie się przemarsz z Wawelu przed Krzyż Katyński. Gorzów: godz.12.20 – 13.00 formowanie kolumny i przemarsz uczestników Mszy z Katedry pod pomnik Józefa Piłsudskiego. W Bochni o godz. 15.30 nastąpi przemarsz pod Pomnik “Poległym za wolność 1914-1920″, gdzie zostanie odśpiewany hymn państwowy, zostaną wygłoszone okolicznościowe przemówienia, zostaną złożone kwiaty oraz odbędzie się Apel Poległych. Na koniec ok godz. 17.00 w paradnym przemarszu uczestnicy obchodów przejdą do Państwowej Szkoły Muzycznej w Bochni na Wspólne Bochnian Śpiewanie “Na patriotyczną nutę”. Co w Piszu nie ma co opowiadać, bo wystarczy zdjęcie…

img-1467-192780Oczywiście nie wszędzie w Polsce tak jest. W Poznaniu głównym tematem obchodów będzie święty Marcin i słynne marcińskie rogale. W Warszawie zostanie między innymi zorganizowana rockowa jazda harleyów, a w Gdańsku parada przebierańców. To prawda, jest coraz lepiej, bo różnorodnie, ale mimo to wciąż jeszcze królują w Polsce marsze, przemarsze, parady (te na poważnie) i defilady (również na poważnie). Tak jakby czas się zatrzymał, jakbyśmy nie weszli w wiek XXI, albo jakbyśmy przenieśli się na Wschód, bo to tam spotkać jeszcze można pochody i przemarsze. W Chinach, w Rosji, w Korei.

No i w Polsce.

Poetry – Poezja – Poesie / Aaron Zeitlin & Joan Baez

Dziś w nocy obchodzimy 75 rocznicę pogromu ludności żydowskiej zwanego Nocą Kryształową. Dlatego publikuję tu słynną piosenkę Donna Donna, o cielaczku, który nie mógł być jaskółką. Każdy z nas to znał i śpiewał na rajdach lub przy ognisku. Ale czy każdy wiedział – bo ja nie wiedziałam – że podobnie jak Dance me to the end of love, również i ta piosenka była lamentem na śmierć milionów ofiar Shoah? Cielaczek, który nie ma skrzydeł i nie może cieszyć się wolnością jak jaskółka, to symbol żydowskiego losu. Piosenka powstała w czasie wojny, śpiewana była w musicalu Esterka, jej autorem był Aaron Zeitlin, muzykę skomponował Shalom Secunda. Donna Donna to inwokacja do Boga.

Adonai Adonai! Donna Donna! Panie!

Donna Donna (דאָנאַ דאָנאַ „Dana Dana“, דאָס קעלבל „Dos Kelbl“ oder „Dona Dona“) ist ein in weiten Teilen der Erde bekanntes Lied. Es handelt von einem Kälbchen, das sich nicht dagegen wehren kann, zur Schlachtbank geführt zu werden. Es ist abhängig wie ein Arbeitnehmer oder Knecht. Die Schwalbe hingegen bestimmt ihr Schicksal selbst, symbolisiert Eigenständigkeit und Selbstverantwortung. Sie ist die  Freiheit. Das Lied ist entstanden in der Zeit des Dritten Reichs und reflektiert die Situation der Juden. Es wurde für das Musical Esterke (1940–1941) von den jüdischen Künstlern Aaron Zeitlin (Text) und Shalom Secunda (Musik) geschrieben.  “Donna Donna” – auf hebräisch Donaj, Donaj – bedeutet Adonai, Gott.

Ich publiziere es heute am 75. Jahrestag der Kristallnacht.

Yiddish (transcription)
Dos Kelbl

Oyfn furl ligt dos kelbl
Ligt gebundn mit a shtrik
Hoykh in himl flit dos shvelbl
Freydt zikh, dreyt zikh hin un krik.

Chorus
Lakht der vint in korn
Lakh un lakht un lakht
Lakht er op a tog a gantsn
mit a halber nakht.
Hey Dona, dona, dona…

Shrayt dos kelbl, zogt der poyer
“Ver zhe heyst dikh zayn a kalb?
Volst gekert tsu zayn a foygl
Volst gekert tsu zayn a shvalb?”

Chorus
Lakht der vint in korn…

Bidne kelber tut men bindn
Un men shlept zey un men shekht
ver s’hot fligl, flit aroyf tzu
iz bay keynem nit keyn knekht

Chorus
Lakht der vint in korn…

Hebrew (transcription)

Egel rakh kashour bekhevel
al ha’agala moutal
velamala bashamayim
efroni mamri el al.

Rou’akh stav tzokhek lo
tzokhek ou mit’holel
tzokhek ou tzokhek miboker or
ve’ad khatzi halel.
Dona, Dona, Dona, Dona,
Dona, Dona, Dona, Don.
Dona, Dona, Dona, Dona,
Dona, Dona, Dona, Don.

Lama ze tige’e?
omer ikar la egel hamoutal
lou tzamakhta shte knafayim
vehimreta gam ata.

Rou’akh stav tzokhek lo
tzokhek ou mit’holel
tzokhek ou tzokhek miboker or
ve’ad khatzi halel.
Dona, Dona, Dona, Dona,
Dona, Dona, Dona, Don.
Dona, Dona, Dona, Dona,
Dona, Dona, Dona, Don.

Agalim bli da’at lama
el atevakh holkhim tamid
ve’asher libam lakhofesh
mamrim ke’efroni.

Rou’akh stav tzokhek lo
tzokhek ou mit’holel
tzokhek ou tzokhek miboker or
ve’ad khatzi halel.
Dona, Dona, Dona, Dona,
Dona, Dona, Dona, Don.
Dona, Dona, Dona, Dona,
Dona, Dona, Dona, Don.

http://www.esther-ofarim.de

English

On a wagon bound and helpless
lies a calf who is doomed to die.
High above him, flies a swallow,
sawing gaily through the sky.

Wind laughs in the cornfield
laughs with all his might.
Laughs and laughs the whole day through
and half way through the night.
Dona, dona, …

Now the calf is softly crying:
“Tell me, wind, why do you laugh?
Why can’t I fly like the swallow
Why did I have to be a calf?”

Wind laughs in the cornfield,
laughs with all his might.
Laughs and laughs the whole day through
and half way through the night.
Dona, dona, …

Calves are born and soon are slaughtered,
with no hope of being saved
only those with wings like swallows
will not ever be enslaved

Wind laughs in the cornfield
laughs with all his might.
Laughs and laughs the whole day through
and half way through the night.
Dona, dona, …

Deutsch

Auf einem Wagen liegt ein Kälbchen ist gefesselt mit ´nem Strick.
Hoch am Himmel fliegt ein Vogel, fliegt nach rechts und fliegt nach links.

Lacht der Wind im Kornfeld, lacht und lacht und lacht,
lacht den ganzen Tag darüber und noch die halbe Nacht.
Donaj, Donaj, Donaj……. daj!

Schreit das Kälbchen, sagt der Bauer: Weshalb bist du auch ein Kalb?
Wenn du willst, dann sei ein Vogel, wie am Himmel diese Schwalb!

Lacht der Wind…

Arme Kälbchen kann man fesseln und zum Schlächter schleppen hin,
frei zu sein bedarf es Flügel, und du fliegst zum Himmel hin.

Lacht der Wind…