Reblog: Eine Nacht im November

grynszpanChristian Böhme:
Am frühen Morgen des 7. November 1938 nimmt die Geschichte ihren schicksalsträchtigen Lauf. Herschel Grynszpan verlässt gegen 8 Uhr 30 das Pariser Hotel Suez und betritt wenig später das Waffengeschäft „Zur scharfen Klinge“. Dort kauft der 17-Jährige für 245 Francs einen Trommelrevolver der Marke Hammerless samt Patronen. Dann macht sich der junge Mann im hellen Trenchcoat auf den Weg in Richtung deutsche Botschaft. Er will ein Zeichen setzen, seiner Empörung über das Schicksal der Familie und vielen tausend anderen Juden spektakulären Ausdruck verleihen.

Um 9 Uhr 45 betritt Grynszpan einen kleinen Raum, in dem ein gewisser Ernst vom Rath sitzt, und zögert keinen Augenblick: Er zieht seine Waffe, ruft „Sie sind ein schmutziger Deutscher, hier ist das Dokument, im Namen von 12 000 verfolgten Juden“, zielt auf die Mitte des Körpers und gibt fünf Schüsse auf den Legationssekretär ab.

Zwei Kugeln treffen den Jungdiplomaten.

Lese weiter im Tagesspiegel Online vom 7.11.2013

Reblog: Księżniczki

Niestety ta wystawa już była, informacje o niej znalazłam za późno, żeby ją tu polecić w ramach porad kulturalnych. Ale była bardzo ciekawa, niestereotypowa, kontrowersyjna. Poczytajmy więc.

ksiezniczki

Agnieszka Żechowska

Wystawa pt. „Księżniczki” skupia prace video, video-instalacje, animacje komputerowe i fotografie artystek i artystów z USA, Finlandii, Singapuru, Japonii, Niemiec i Polski. Cel prezentacji to przedstawienie bohaterek – współczesnych niesfornych księżniczek. Kim są? Mają niezaspokojony  apetyt na życie. Skoro nie mogą go zaspokoić, biorą sprawy w swoje ręce. Spoglądają w lustro i w nim szukają odpowiedzi na pytanie o to, czy rzeczywiście są tą wyjątkową księżniczką z bajki. I z której bajki? Okazuje się, że z żadnej. Do żadnej nie pasują. Muszą więc same napisać swoją bajkę, napisać nowy scenariusz, wykreować swój niepowtarzalny wizerunek, dobrać rekwizyty, stworzyć scenografię. Nie potrzebują specjalistów od image’u. Są samowystarczalne. Same dobierają środki wyrazu, formy ekspresji. Eksperymentują. Prowokują, bawią się, przebierają i puszczają do widza oko. Oprócz niezaspokojonego apetytu mają świadomość własnej seksualności, a przy tym poczucie humoru i dystans do siebie i do tego, czego kultura popularna oczekuje od księżniczki: wychudzonej, aseksualnej sylwetki, lub przeciwnie  bycia „niewinnym” obiektem seksualnych pragnień, na ogół męskiej części społeczeństwa, albo też bycia uosobieniem skromności i naiwności.

Iiu Susiraja „Kocha nie Kocha”, kadr z wideo, 2013 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Iiu Susiraja „Kocha nie Kocha”, kadr z wideo, 2013 (źródło: materiały prasowe organizatora)

Bohaterki wystawy „Księżniczki” zmagają się i grają z tymi stereotypowymi wyobrażeniami o sobie. Negocjują swój wizerunek, korygują go, patrzą przez pryzmat własnych pragnień, których nikt inny nie może zaspokoić poza nimi samymi. Żaden książę. Równie nierealny jak księżniczka z bajki. Kuratorka wystawy Katarzyna Majak tworzy galerię autoportretów współczesnych niesfornych księżniczek. Są wśród nich niewinne uwodzicielki i marzycielki, prowokatorki, lolitki, upadłe królewny i żartownisie grające na nosie widzowi.

Księżniczka z wideo ”Fairy Tale“ Agaty Michowskiej niczym Penelopa szyje swój los – białą niekończącą się tkaninę-opowieść – na miarę własnych pragnień. Jest odwrócona plecami do widza, nie odzwierciedla jego oczekiwań. Patrzy przed siebie. Cecylia Malik w fotografiach z cyklu „365 drzew“ spogląda z wysokości koron drzew, na które się wspięła, by podziwiać niedostępny innym widok i by ją – księżniczkę – podziwiano.  Na innych fotografiach (cykl „6 rzek”) artystka samotnie przemierza rzeki w niewielkiej łódeczce wyglądającej jak zabawka na tle natury dominującej w kadrze.

W fotografiach z cyklu „What My Pussy Loves“ Liany Yang pojawiają się przedmioty, rozmaite gadżety w pastelowych barwach przeznaczone dla pupilki kotki. Symbolizują one infantylną (dziewczęcą) seksualność. Odzwierciedlają potrzebę zaspokajana głodu (miseczki z pokarmem mokrym, pokarm suchy), potrzebę ładnego wyglądu (arsenał przyborów do czesania, do obcinania pazurków, kosmetyki do pielęgnacji sierści, kolorowe obroże), potrzebę zabawy (puszyste myszki, rybki i inne). Obok fotografii-tablic z wyżej wyszczególnionymi przedmiotami znajduje się portret samej bohaterki – białej kotki na tle tkaniny w różowe kwiaty, w owalnej ramce.  Barwne i wzorzyste tkaniny w pracach (z cyklu „Confections”) innej artystki Amy Stevens stanowią tło dla kolorowych, lukrowanych ciast i tortów. Nienasycenie koegzystuje tutaj z przesytem i słodyczą formy. Z kolei Signe Pierce w wideo „Infinite Cake Dance“ zastępuje głód słodyczy tańcem erotycznym. Scena rozgniatania pupą ciasta ustawionego na telewizorze jest zwielokrotniona w ekranie. W innych pracach artystka manipuluje swoim wizerunkiem, zakłada maski, stroi miny i uwodzi,  wciela się w różne postaci, multiplikuje obraz  i przystawia lustra. Jeszcze w innych pracach portretuje przedmioty – fetysze (buty na obcasach).

Warsaw Photo Days Foto

Infantylne kostiumy i gadżety prezentują „lolitki” z japońskich club-goers sfotografowane przez Yoichi Nagatę (cykl „Star of the Stars“). Kobiety-dziewczynki wyłaniają się z czarnego tła, świecą fosforyzującymi barwami, są niczym zjawy z krainy erotycznych fantazji. Catrine Val w interaktywnej instalacji video „I am en Other“ przymierza wizerunki najpiękniejszych kobiet świata – Mis Rosji, Indii czy Boliwii jak suknie.  Saraph Maple w pracy „Lolipop, Lolipop“ portretuje siebie w sukience zdobionej motywem różowych ust. Uniesiona ręka odsłania zarost pod pachą. Artystka wpadła też na pomysł (Page Three Girl), aby podmienić trzecią stronę jednej z brytyjskich gazet („The Sun”), która tradycyjne zamieszcza na tej stronie zdjęcia kobiet w strojach topless. Na tej podmienionej widzimy zdjęcie uśmiechniętej artystki, która ma piersi przysłonięte silikonowym biustem.  Poczucie humoru, choć raczej czarnego, ma też Finka  Liu Susiraja. W serii zdjęć „Loves Me Loves Me Not“ przedstawia siebie w dialogu z pragnieniami stymulowanymi przez kulturę, by być atrakcyjną i spełnioną seksualnie. Wykorzystuje różnego rodzaju przedmioty, fetysze, które nadają jej pracom charakter groteskowy, absurdalny, ironiczny. „Upadłe księżniczki” („Fallen Princesses“) z fotografii Diny Goldstein są nie z tej bajki. Wycięte z disnejowskich kreskówek i inscenizacji, i wklejone w scenerię szarej rzeczywistości, zmieniają wyraz twarzy, wygląd i tracą blask.

Punktem kulminacyjnym wystawy jest cykl fotografii „Rapture“ Franka Yamrusa. Ukazuje on subtelne portrety kobiet w różnym wieku w momencie seksualnej ekstazy.

Niedosyt i samozaspokojenie, pragnienie i samorealizacja to dwa bieguny wystawy. Na drodze od jednego do drugiego jest gra, zabawa, inscenizacja, improwizacja. Teatr barw (z dominacją różu) i świateł. Gadżety, zabawki, fetysze. Niesforne księżniczki nie czekają na księcia, który jest kulturowym fantazmatem. Mają swój świat.

—-
Tekst pochodzi z katalogu wystawy „Księżniczki” zorganizowanej w ramach pierwszej edycji festiwalu Warsaw Photo Days. Publikacja za zgodą kuratorki i dyrektorki programowej festiwalu WPD Kasi Majak.

5-27.10.2013, Nowe Miejsce, Warszawa
——-
Agnieszka Żechowska
Fundacja Supermarket Sztuki

Reblog: Timeless Advice on Writing from famous Authors

Maria Popova

http://www.brainpickings.org

Italo Calvino on Writing: Insights from 40+ Years of His Letters

“To write well about the elegant world you have to know it and experience it to the depths of your being… what matters is not whether you love it or hate it, but only to be quite clear about your position regarding it.”

Walter Benjamin: The Writer’s Technique in Thirteen Theses

“The more circumspectly you delay writing down an idea, the more maturely developed it will be on surrendering itself.”

Henry Miller: 11 Commandments of Writing

“Work on one thing at a time until finished.”

Anaïs Nin: Why Emotional Excess is Essential to Writing and Creativity

“Something is always born of excess: great art was born of great terrors, great loneliness, great inhibitions, instabilities, and it always balances them.”

David Ogilvy: 10 No-Bullshit Tips on Writing

 “Never write more than two pages on any subject.”

Isabel Allende: Writing Brings Order to the Chaos of Life

“Show up, show up, show up, and after a while the muse shows up, too.”

Stephen King: The Adverb Is Not Your Friend

“I believe the road to hell is paved with adverbs, and I will shout it from the rooftops.”

Susan Sontag on Writing

“There is a great deal that either has to be given up or be taken away from you if you are going to succeed in writing a body of work.”

F. Scott Fitzgerald: The Secret of Great Writing (1938)

“Nothing any good isn’t hard.”

Ernest Hemingway : Writing, Knowledge, and the Danger of Ego

“All bad writers are in love with the epic.”

Kurt Vonnegut: 8 Rules for a Great Story

“Write to please just one person. If you open a window and make love to the world, so to speak, your story will get pneumonia.”

Malcolm Cowley: The Four Stages of Writing

“The germ of a story is a new and simple element introduced into an existing situation or mood.”

Advice on Writing: Collected Wisdom from Modernity’s Greatest Writers

“Finish each day before you begin the next, and interpose a solid wall of sleep between the two. This you cannot do without temperance.”

John Steinbeck: 6 Tips on Writing, and a Disclaimer

“Abandon the idea that you are ever going to finish.”

Herbert Spencer: The Philosophy of Style, the Economy of Attention, and the Ideal Writer (1852)

“To have a specific style is to be poor in speech.”

Susan Orlean on Writing

“You have to simply love writing, and you have to remind yourself often that you love it.”

Zadie Smith: 10 Rules of Writing

“Tell the truth through whichever veil comes to hand — but tell it. Resign yourself to the lifelong sadness that comes from never ­being satisfied.”

E. B. White: Why Brevity Is Not the Gold Standard for Style

“Writing is not an exercise in excision, it’s a journey into sound.”

E. B. White: Egoism and the Art of the Essay

“Only a person who is congenially self-centered has the effrontery and the stamina to write essays”

Ray Bradbury: Creative Purpose in the Face of Rejection

“The blizzard doesn’t last forever; it just seems so.”

Mary Karr: The Magnetism and Madness of the Written Word

“Be willing to be a child and be the Lilliputian in the world of Gulliver.”

Kurt Vonnegut: How to Write With Style and the 8 Keys to the Power of the Written Word (1985)

“The most damning revelation you can make about yourself is that you do not know what is interesting and what is not.”

Ann Patchett: What Now?

“Coming back is the thing that enables you to see how all the dots in your life are connected.”

Mary Gordon: The Joy of Notebooks and Writing by Hand as a Creative Catalyst

“However thoroughly we lose ourselves in the vortex of our invention, we inhabit a corporeal world.”

H. P. Lovecraft: Advice to Aspiring Writers (1920)

“A page of Addison or of Irving will teach more of style than a whole manual of rules, whilst a story of Poe’s will impress upon the mind a more vivid notion of powerful and correct description and narration than will ten dry chapters of a bulky textbook.”

Joseph Conrad: Writing and the Role of the Artist (1897)

“Art is long and life is short, and success is very far off.”

Henry Miller: Reflections on Writing

“Understanding is not a piercing of the mystery, but an acceptance of it, a living blissfully with it, in it, through and by it.”

Margaret Atwood: 10 Rules of Writing

“­Do back exercises. Pain is distracting.”

David Foster Wallace: The Nature of the Fun and Why Writers Write

“Fiction becomes a weird way to countenance yourself and to tell the truth instead of being a way to escape yourself or present yourself in a way you figure you will be maximally likable.”

Joy Williams: Why Writers Write

“A writer loves the dark, loves it, but is always fumbling around in the light.”

Neil Gaiman: 8 Rules of Writing

“Perfection is like chasing the horizon. Keep moving.”

Joan Didion: Ego, Grammar, and the Impetus to Write

“Had I been blessed with even limited access to my own mind there would have been no reason to write.”

George Orwell: The Four Motives for Writing (1946)

“Sheer egoism… Writers share this characteristic with scientists, artists, politicians, lawyers, soldiers, successful businessmen — in short, with the whole top crust of humanity.”

Ezra Pound: A Few Don’ts for Those Beginning to Write Verse (1913)

“Consider the way of the scientists rather than the way of an advertising agent for a new soap.”

Ray Bradbury: Storytelling and Human Nature (1963)

“Man has always been half-monster, half-dreamer.”

Helen Dunmore: 9 Rules of Writing

“A problem with a piece of writing often clarifies itself if you go for a long walk.”

E. B. White: The Role and Responsibility of the Writer (1969)

“Writers do not merely reflect and interpret life, they inform and shape life.”

Jack Kerouac: 30 Beliefs and Techniques for Prose and Life

 “No fear or shame in the dignity of yr experience, language & knowledge.”

Raymond Chandler on Writing

“The test of a writer is whether you want to read him again years after he should by the rules be dated.”

Samuel Delany on Good Writing vs. Talented Writing

“Talented writing makes things happen in the reader’s mind — vividly, forcefully — that good writing, which stops with clarity and logic, doesn’t.”

28-Year-Old Susan Sontag on the Four People a Great Writer Must Be

The writer must be four people:

  1. The nut, the obsédé

  2. The moron

  3. The stylist

  4. The critic

1 supplies the material; 2 lets it come out; 3 is taste; 4 is intelligence*.

A great writer has all 4 — but you can still be a good writer with only 1 and 2; they’re most important.

Annie Dillard on Writing

“At its best, the sensation of writing is that of any unmerited grace. It is handed to you, but only if you look for it. You search, you break your heart, your back, your brain, and then — and only then — it is handed to you.”

10 Tips on Writing from Joyce Carol Oates

“Don’t try to anticipate an ideal reader — or any reader. He/she might exist — but is reading someone else.”

Elmore Leonard’s 10 Rules of Writing

“If it sounds like writing … rewrite it.”

Michael Lewis on Writing, Money, and the Necessary Self-Delusion of Creativity

“When you’re trying to create a career as a writer, a little delusional thinking goes a long way.”

Jorge Luis Borges on Writing: Wisdom from His Most Candid Interviews

“A writer’s work is the product of laziness.”

Neil Gaiman’s Advice to Aspiring Writers

“You have to finish things — that’s what you learn from, you learn by finishing things.”

Charles Bukowski on Writing and His Insane Daily Routine

“Writing is like going to bed with a beautiful woman and afterwards she gets up, goes to her purse and gives me a handful of money.”

Samuel Johnson on Writing and Creative Doggedness

“Composition is for the most part an effort of slow diligence and steady perseverance, to which the mind is dragged by necessity or resolution, and from which the attention is every moment starting to more delightful amusements.”

David Foster Wallace on Writing, Death, and Redemption

“You don’t have to think very hard to realize that our dread of both relationships and loneliness … has to do with angst about death, the recognition that I’m going to die, and die very much alone, and the rest of the world is going to go merrily on without me.”

Stephen King on Writing and the Art of “Creative Sleep”

“In both writing and sleeping, we learn to be physically still at the same time we are encouraging our minds to unlock from the humdrum rational thinking of our daytime lives.”

John Updike on Writing and Death

“Each day, we wake slightly altered, and the person we were yesterday is dead. So why, one could say, be afraid of death, when death comes all the time?”

Reblog: Found Objects & Books

I wrote already here about founded books and even book sides, some month ago I wrote about founded photographs, but I suppose, I did not write yet about special objects founded in books. Sometimes I found or buy books with dedications for or from somebody I knew. Curious feeling. Maybe painful, when you see those dedicated books given to the book charity. But Alyx which posted the following story in Sunnyside Tuxedo founded something totally different. See it yourself.

tuxedo

Found Objects & Books

tuxedo2
tuxedo3


But…
Comment written on 29th July 2020

But you will not find anything looking for that particular item of Alix’s blog Sunnyside Tuxedo. It vanished. Blogs vanished. Posts vanished. Links lost their linking. It happens.
I forget, what happend with that foto Alix found in her book. I can delete that post or I can try to find for you what was lost in blogging.

It was not so difficult at all. I found an answer just by 1st try.

In her book, probably found or bought at the bookinist, Alix found foto of Fred Cray, an Unique Photograph, who is hidding fotos all over New York since  more than 15 years.

HERE you can read the whole unique story about Fred :-): Fred Cray


Meanwhile Alix, which was previously living in NY, moved to Paris, and one year later came back to NY.  She also visited Berlin in May 2014:

berlinblogs

As I mentioned on Sunday, I’m heading to Berlin this weekend for a quick visit. I’ve never been to Berlin before, so I’ve been consulting my friends, speed-reading travel guides in bookstores, and of course browsing Berlin’s corner of the internet. During the course of my research, I’ve stumbled across some fantastic Berlin-based blogs that I wanted to share with all of you. Some of them are literally about the things to do, see, and eat in Berlin, but some are just lovely blogs that capture that Berlin je ne sais quoi. So whether you are planning a trip to Germany’s trendiest city or not, these links are worth a click. Bonus: they are all written in English.

Stil in Berlin is run primarily by Mary Sherpe, a contributing writer and photographer for Vogue Germany, and has a little bit of everything. Shopping, eating, and sightseeing guides (I found this blog while searching for Berlin coffee spots), art reviews, street fashion, and more. The photography and design is beautiful and it’s been the perfect starting point for my research. If you’re heading to Berlin, I recommend checking out the many guides on the website. Even if you aren’t, a quick browse through this blog (although it won’t be quick — I get sucked in and read page after page) will give you a lovely glimpse of the city.

I was immediately drawn to Berlin Reified‘s title — who wouldn’t be? It’s creator is Sylee Gore, who was born in Mumbai and grew up in the United States before moving to Berlin in 2000. The blog is a perfect mix of Berlin recommendations and beautiful lifestyle photos. Each post reads like a mini personal essay that includes a bit of Sylee’s life and an interesting Berlin spot or two. This blog makes for a wonderful read no matter where you are.

Überlin‘s creators, Zoë and James, packed up their London life several years ago and moved to Berlin (Randomly picking up and moving to another country? Sounds like something I’d do…), where they now maintain a gorgeous blog. Überlin also has a little bit of everything for all kinds of readers. Some posts are Berlin-specific, like their food and drink section or their recommendations for things to do around the city. Other posts will appeal to everyone, like “Music Mondays” and their thoughts on living an expat life. And with archives going back to 2010, it’s easy to spend an afternoon reading post after post.

I can feel a Best Wishes from Berlin addiction coming on. Jessica Jungbauer started Best Wishes in 2010 to document the lives of creative people living in Berlin. It’s now a magazine as well and there are Best Wishes from Amsterdam, Oslo, London, San Francisco, Melbourne, and Minneapolis. The short profiles on the website include recommendations for places to go and things to see in Berlin, but it’s also fascinating to learn about all these creative people and the projects on which they are currently working. Some of the subjects are expats living in Berlin and I love discovering which expat experiences we have in common and which are specific to Paris/Berlin.

Unlike Berlin City Guide is definitely oriented towards people living in or visiting Berlin, as it has comprehensive coverage of restaurants, bars, shops, art galleries, hotels, and other adventures (Unlike covers a host of other cities all over the world as well). It’s a bit overwhelming if you are like me and don’t know the city at all, but the great photographs and seemingly endless supply of information make it a great trip-planning resource. In fact, this website alone makes me wish I were going for much longer!

I hope this was interesting for you, even if Germany isn’t on your horizon. The first four of these websites have permanent spots in my RSS reader (Unlike Berlin is safely stowed in my “Berlin” Evernote folder in case I ever go back and need more tour guide-like information again). I’m even more excited for my Berlin getaway after scrolling through these blogs. Do you have any Berlin recommendations (online or in real life)?


 

Puppendienstag: Cloé & Co

belledejour-dwierazemDie Puppen oben kamen ohne Kommentar. Erst später schrieb mir Gertraud Pohl eine Mail:

cloe-schwarz-weiss0Liebe Ewa,

vom Material her, das sich in den letzten vier Monaten angesammelt hat, könnte ich inzwischen ganze Bände mit Puppenfotos füllen.

Wie ich dir ja schon mitteilte, werde ich mich von den meisten Begleiterinnen dieser Exkursionen trennen – schließlich war ich einmal angetreten, als Astrosokratin tätig zu sein und nicht, mit Puppen meine Zeit zu verbringen.

Aber gerne sende ich dir weiterhin meinen Beitrag zum Puppendienstag – siehe oben: genug “Material” steht zur Verfügung.

Wie wäre es diesmal mit einer Harlekinpuppe, die ich sofort von ihrem albernen Kostüm befreit habe, um zu sehen, was so in ihr steckt.

Sie heißt nun Cloé

und liebt ganz offensichtlich die Extravaganz.

Sehr liebe Grüsse

cloe-schwarz-weisscloe-schwarz-weiss2

Reblog: Bokserzy i śmierć

bokserzy1Jarosław Drozd

Walki pięściarskie toczone przez więźniów za drutami nazistowskich obozów koncentracyjnych były zjawiskiem powszechnym. Wspominaliśmy o nich w maju br. przy okazji śmierci najbardziej znanego ich uczestnika, Salamo Aroucha, który był więźniem obozu oświęcimskiego, w którym stoczył aż 208 pojedynków. Od dzisiaj w kilku odcinkach chcielibyśmy przybliżyć sylwetki najbardziej znanych uczestników obozowych walk bokserskich, które w istocie często były walkami o przeżycie.

bokserzy2Najbardziej znanym polskim pięściarzem obozowym był Tadeusz Pietrzykowski. Ten rodowity warszawiak (rocznik 1917 r.) zaczął trenować boks dopiero w wieku 16 lat. Szybko jednak trafił do Legii pod opiekę samego Feliksa Stamma. Postawił na sport, porzucając naukę w gimnazjum im. Batorego. 5 lat później, w 1938 r. opiniotwórczy “Przegląd Sportowy” uznał Teddy’ego (bo taki przydomek sobie przybrał) – wicemistrza Polski – najlepszym pięściarzem Warszawy w wadze koguciej.

bokserzy3Po wybuchu II wojny światowej postanowił uciec do Francji, by walczyć tam z nazistami w tworzonej właśnie Armii Polskiej. W lutym 1940 roku pojechał do Zakopanego, by stamtąd – przez Bałkany – dostać się na Zachód. Niestety “wpadł” na granicy węgiersko-jugosłowiańskiej. Odtransportowano go do Polski, a tu – wyrokiem sądu – został osadzony w więzieniu w Nowym Sączu, skąd via Tarnów, 14 czerwca 1940 r. deportowano go do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Był jednym z pierwszych osadzonych, o czym świadczył chociażby niski numer obozowy 77.

Tadeusz “Teddy” Pietrzykowski w 1937 roku

****
Czytaj dalej: http://www.bokser.org/content/2009/07/02/000137/index.jsp
Inny artykuł o Pietrzykowskim na portalu bokser.org: http://www.bokser.org/content/2013/10/27/195949/index.jsp

Poetry – Poezja – Poesie / Lou Reed

Umarł właśnie – 27.10.2013

Berlin. Ta piosenka pochodzi z albumu Berlin, który Lou Reed nagrał w 1973 roku, kiedy był młody i dziki. Byłam na jego koncercie w Tempodromie w czerwcu 2007 roku, kiedy prezentował tę płytę w 34 lata po jej nagraniu.  Koncert był wypracowany do ostatniego szczegółu, nawet śmiesznego i żenującego zarazem, bo na końcu muzyk odtworzył jedną piosenkę ubrany w paczkę czyli tutu baletowej baleriny. Z koncertu najlepiej zapamiętałam chór dzieci w białych strojach. Zapamiętałam, bo sama myśl przyprawiała o ból. Przez dwie godziny dziewczynki i chłopcy stali zupełnie nieruchomo, niekiedy oblani jasnym światłem, niekiedy skryci w ciemności. Prawdziwe dzieci zamienione w nic nie czujące manekiny lub może raczej roboty, bo jednak od czasu do czasu śpiewały. Przypomniało mi to scenę z jakiegoś polskiego filmu o obozach koncentracyjnych. W nocy wygoniono kobiety na apel i kazano im stać. Nikt im nic nie zrobił, po prostu stały i była to straszna tortura.

Niech mi Lou Reed wybaczy, że zamiast odczuwać radość, że mogłam wziąć udział w koncercie na żywo, pamiętam o tych dzieciach…

To ponure wspomnienie, ale płyta też była ponura, mówiła o prostytucji, narkotykach, nieszczęściu, o dziewczynie, której urzędy odebrały dzieci… W latach 70 świat wciąż jeszcze tak widział Berlin. Reed nie był zresztą w Berlinie przed nagraniem tego albumu. Znał to miasto z opowieści Isherwooda, z obrazów Dixa, z Opery za trzy grosze. Berlin to nie była gombrowiczowska błyskotka (ostatnia) Zachodniej Europy, Berlin to było Jajo węża. Też znałam takie oblicze mojego miasta. Ostatni raz spotkałam dziewczynę, Murzynkę, której urzędy odebrały dziecko kilka lat temu. Skrzyczała synka na balkonie, sąsiedzi zadzwonili po służbę porządkową. Może zatem to tylko pozory, że Berlin się zmienia, że jest biedny, ale seksowny, bo chyba nie jest, albo już z powrotem nie jest, teraz jest miastem dla bogaczy, którym wolno z nami robić, co chcą, na przykład dać nam pracę za 1,5 euro na godzinę, odebrać nam dzieci lub ustawić nas na scenie, żebyśmy stali.

Nie znalazłam tłumaczenia piosenki Berlin na niemiecki ani polski, ale za to znalazłam wersję francuską. Polską przygotowałam sama. O niemiecką poprosiłam Dorotę Cygan.

Berlin

In Berlin, by the wall
you were five foot ten inches tall
It was very nice
candlelight and Dubonnet on ice

We were in a small cafe
you could hear the guitars play
It was very nice
it was paradise

You’re right and I’m wrong
hey babe, I’m gonna miss you now that you’re gone
One sweet day

Oh, you’re right and I’m wrong
you know I’m gonna miss you now that you’re gone
One sweet day
One sweet day

In a small, small cafe
we could hear the guitars play
It was very nice
candlelight and Dubonnet on ice

Don’t forget, hire a vet
he hasn’t had that much fun yet
It was very nice
hey honey, it was paradise

You’re right and I’m wrong
oh babe, I’m gonna miss you now that you’re gone
One sweet day
You’re right, oh, and I’m wrong
you know I’m gonna miss you now that you’re gone
One sweet day
One sweet day

One sweet day, one sweet day
oh, one sweet day
One sweet day, baby-baby, one sweet day
one sweet day, one sweet day

***
Berlin

À Berlin, près du Mur
Tu faisais 5 pieds et 10 pouces de haut
C’était très bien
La lumière des chandelles et le Dubonnet avec des glaçons

Nous étions dans un petit café
On pouvait entendre les guitares jouer
C’était très bien
C’était le paradis

Tu as raison et j’ai tort
Hé chérie, tu vas me manquer maintenant que tu es partie
Un beau jour

Oh, tu as raison et j’ai tort
Tu sais que tu vas me manquer maintenant que tu es partie
Un beau jour
Un beau jour

Dans un petit, petit café
Nous pouvions entendre les guitares jouer
C’était très bien
La lumière des chandelle et le Dubonnet avec des glaçons

N’oublie pas, engage un vétéran
Il n’a pas vraiment eu de plaisir jusqu’à maintenant
C’était très bien
Hé, mon chou, c’était le paradis

Tu as raison et j’ai tort
Oh chérie, tu vas me manquer maintenant tu es partie
Un beau jour
Tu as raison, oh, et j’ai tort
Tu sais que tu vas me manquer maintenant que tu es partie
Un beau jour
Un beau jour

Un beau jour, un beau jour
Oh, un beau jour
Un beau jour, bébé-bébé, un beau jour
Un beau jour, un beau jour

***
Berlin

W Berlinie w cieniu muru
byłaś wysoka – metr siedemdziesiąt pięć
Tak było miło
światło świec i dubonnet na lodzie

Byliśmy w kawiarence
mogłaś posłuchać dźwięków gitary
jak w raju

Masz rację a ja jej nie mam
hej baby odeszłaś, a ja zaczynam tęsknić
słodki dzień

Masz rację a ja jej nie mam
hej baby odeszłaś a ja zaczynam tęsknić
słodki dzień
słodki dzień

W małej małej kawiarence
mogliśmy posłuchać dźwięków gitary
tak było miło
światło świec i dubonnet na lodzie

Wynajmij weterana
żeby mu było wesoło
tak było miło
ach kochanie, było jak w raju

Masz rację a ja jej nie mam
hej baby odeszłaś a ja zaczynam tęsknić
słodki dzień
Masz rację a ja jej nie mam
wiesz, zaczynam tęsknić gdy odeszłaś
słodki dzień
słodki dzień

Słodki dzień słodki dzień
och jaki słodki dzień
Słodki dzień, baby baby, słodki dzień
słodki dzień, słodki dzień

tłumaczyła Ewa Maria Slaska

***

Berlin

In Berlin, an der Mauer
Du warst eins fünfunsiebzig groß
Es war so nett
Kerzenschein und Dubonnet on ice

Im kleinen Cafe
Gitarrenklänge
es war so nett
ein Paradies

Du liegst richtig und ich falsch, hey babe
jetzt wo du weg bist, vermiss ich dich
so ein reizender Tag

Du liegst richtig und ich falsch, hey babe
jetzt wo du weg bist, vermisse ich dich
ein reizender Tag

Im kleinen Cafe
Gitarrenklänge
es war so nett
Kerzenschein und Dubonnet on ice

Vergiss nicht einen Veteran anzuheuern
der hatte noch nicht so viel Spaß
es war super nett
Hey Süße, es war ein Paradies

Du liegst richtig und ich falsch
Ein reizender Tag
Du hast recht, ich irre mich
Ein reizender Tag
Ein reizender Tag

Ein reizender Tag, ein reizender Tag
oh, ein reizender Tag
reizender Tag, baby baby, reizender Tag
reizender Tag, reizender Tag

übersetzt von Dorota Cygan

Zaduszki

zaduszki4 Roman Brodowski

Zaduszki

Szarojesienny, wilgotny wiatr
Tańczący w alejkach cmentarnej,
Zamkniętej ludzką historią,
Unoszonej zapachem niebytu, ciszy

Krzyże wpatrzone w płonące znicze
Biało-żółte kwiecie chryzantem,
Świeżo zerwane gałązki świerku
I ledwo słyszalny głos przemijania.

Melancholia stojąca przy grobach
Zmarznięte dłonie splecione pokorą
I modlitwa za spokojny sen bliźnich
Wysłana nadzieją zmartwychwstania.zaduszki1

I Oni, – przywołani mrokiem pamięci,
Powracający jesienną mgłą tęsknoty,
By odejść z nastaniem chłodnej nocy

– Jak dobrze mieć wspomnienia –

Berlin, 28.10.2012

Lekcja historii

Pośród zmurszałych drzew
W zapomnianej przestrzeni
Leżą otulone wiatrem historii
Świadkowie epoki – krzyże

Na pokrytym mchem granicie
Wyryty ledwo widoczny napis                  zaduszki2
I jakieś cyfry, tajemnicza data,
Na której rozłożyły się ślimaki.

I nikt by nie wiedział o śpiącej
Wiecznym snem przeszłości
Gdyby nie płonące znicze
Na zielonych gałązkach świerku.

Gdyby nie dzieci stojące obok.
Patrzące pokorą ciepłych serc
Na przytulone do chłodu ziemi
Tajemnice wiecznego przemijania.

Berlin, 29.10.2013

Mateńko

Drzwi do raju jeszcze daleko.zaduszki3
Moja historia nadal płynie,
A ja już czekam Mateńko
Kiedy obudzisz się ze snu.

Pamiętasz?

Przytulony do twojej piersi
Do twojej matczynej miłości
Karmiłem się mlekiem prawdy
Płynącym z twojego wnętrza

A gdy wyrosły mi skrzydła
Wyfrunąłem w bezkres świata
W celu poznania sensu bytu,
Poznania drogi przeznaczenia

Pamiętasz?

Dałaś mi palto na pożegnaniezaduszki5
Uszyte siłą twojej wiary,
Talizman na ciężkie chwile
By chronił moje zwątpienie.

Błądziłem po nieboskłonie
Szukając przystani na wieczność.
Pływałem po morzach bezsensu
Po dogmatycznych tajemnicach…

Pamiętasz?

Ja szukałem Boga pośród ludzi,
Szukałem w ludziach Jego światła,
A gdy nie znalazłem, odszedłem
Niespełniony jak syn marnotrawny…

Tyle już czasu minęło Mateńko
A ja nadal nie pojmuję nadziei,
Codziennie modlę się o wczoraj.
Codziennie szukam Cię wśród zniczy

Berlin, 30.10. 2011                                                                                                Fotos: Ania

Nigdy Was nie zapomnę

Ten tekst powinien się tak naprawdę ukazać w Wigilię, ale z ważnych względów autor uznał, że są to naprawdę wspominki z okazji Święta Zmarłych. Pomyślmy więc i o tej, o której pisze Roman Brodowski, która odeszła dwa lata temu, 9 listopada, i o innych naszych zmarłych, tych bliskich, tych dalekich i tych nieznanych. Pokój ich pamięci!

Roman Brodowski

Wigilia w Lidzie

Zimy na Białorusi zawsze są mroźne, śnieżne, a śnieg leżący na płaskich, sięgających bezkresu nizinnych polach jest tak biały i czysty, że oczy bolą, gdy się zbyt długo patrzy.

Jedziemy powoli po pokrytej lodem drodze do Lidy, miasta położonego ponad sto kilometrów od Grodna. Aż wstyd się przyznać, ale mało wiem o tym mieście, które z punktu widzenia historii miało wielkie znaczenie nie tylko dla Litwy, ale także dla mojej ojczyzny. To tu bowiem, w stolicy księstwa lidzkiego, najprawdopodobniej rodzili się wielcy Litwy i Polski, synowie księcia Olgierda, a wnukowie Gedymina, Jagiełło (późniejszy pan na Wawelu) i Witold. To w tym mieście znajduje się, wybudowany przez Gedymina w 1325 roku, zamek, będący twierdzą obronną, chroniącą mieszkańców przed naporem wojsk krzyżackich. Ten, spalony przez Szwedów w osiemnastym wieku, niemy świadek wielu dramatów tej ziemi, został odrestaurowany i pełni obecnie funkcję muzeum narodowego. To w tym stutysięcznym mieście istnieje jedna z największych enklaw polskiej kultury na terenie Białorusi, a blisko połowa jego mieszkańców przyznaje się do polskich korzeni.

Svetlahorsk_Berezina_river_BYZdjęcie z Wikipedia Commons.

I na koniec – to właśnie w Lidzie żyje i działa od  lat na rzecz Polaków krzewicielka języka polskiego, wielka polska patriotka, pochodząca z Krzemieńca, czyli z ziemi wołyńskiej, Izabela Tyrkin.

Pani Iza jest jedną z tych osób, które jeszcze przed upadkiem Związku Radzieckiego, nie zważając na sankcje, uczyła w swoim mieszkaniu dzieci mówić i pisać poprawnie w języku polskim.

Przekazywała im to, co sama wyniosła z domu rodzinnego, czyli polskie wartości narodowe. To ona była inicjatorką budowy tego przybytku kultury, w którym znajduje szkoła polska i ośrodek kultury, gdzie odbywają się zajęcia muzyczne, plastyczne, teatralne i  który jest miejscem spotkań społeczności polskiej.

Za swoją działalność udekorowana została przez władze naszego kraju Medalem Edukacji Narodowej, a następnie nagrodzona… zakazem odwiedzania swej ojczyzny – Polski.  Historia jej życia jest tak fascynująca i tragiczna jednocześnie, że grzechem z mojej strony byłoby podczas pobytu w Lidzie  nie porozmawiać z nią, nie uścisnąć dłoni, nie schylić czoła.

Po drodze mijaliśmy nieliczne drewniane, podobne tym opisywanym piórem Tołstoja, Gogola czy Dostojewskiego, wiejskie zabudowania, za którymi majaczyły w oddali ledwo widoczne srebrnoszare kontury drzew. Takie widoki zawsze pozytywnie oddziaływały na moją wyostrzoną wyobraźnię, wprowadzając w nastrój romantycznej melancholii.

Zbliżyliśmy się do kolejnego domu, a był nim okazały, i jak po wyglądzie sądzić można było, od lat już  niezamieszkały drewniany dworek na solidnej kamiennej podstawie.

Na moją prośbę mój przyjaciel, dzięki któremu mogę poznawać piękno dzisiejszej białoruskiej ziemi, oraz tradycję i kulturę naszych byłych kresów wschodnich, zatrzymał samochód nieopodal. Stojąc vis-a-vis dwukolumnowej zmurszałej werandy niemal poczułem zapach tamtej epoki, przeniosłem się wyobraźnią w czasy, kiedy to na tych terenach kwitło zaściankowe, drobnoszlacheckie życie. Zobaczyłem świat mickiewiczowskiej zadumy, refleksji i tęsknoty, jaki znamy z “Pana Tadeusza“. Dworek ożył. Słyszałem gwar służby krzątającej się po obejściu, dzieci bawiące na podwórzu oraz dziedzica wysiadającego z bryczki, rozmawiającego z dziedziczką w zrozumiałym dla mnie polskim, kresowym języku. Obok dworku rosły krzewy bzu i jaśminu, tak jak obok mojego rodzinnego domu w Pszczółkach, a za dworkiem rozciągały się pachnące chlebem, przerośnięte chabrem pszeniczne pola, gotowe do żniw. Wydawało mi się, że widziałem młodą, piękną dziewczynę o długich, lniano-słonecznych włosach, stojącą przy drewnianej studni, trzymającą gliniany dzbanek chłodnej wody.
Niestety  moją romantyczną wizję tamtej epoki przerwała brutalnie rzeczywistość dnia dzisiejszego.
– Musimy już jechać  – usłyszałem głos przyjaciela. – Do Lidy mamy jeszcze czterdzieści kilometrów, musimy się spieszyć, aby zdążyć na wigilijną wieczerzę.

Spotkanie opłatkowe, na które zostaliśmy zaproszeni, ma się rozpocząć w „Domu Polskim” o godzinie osiemnastej, a więc za niecałą godzinę.

GE DIGITAL CAMERADo Lidy dotarliśmy o czasie, to znaczy krótko przed rozpoczęciem wieczerzy. Przed „Domem Polskim“ stało kilkanaście osób, jakby w oczekiwaniu na zaproszonych gości. Okazały budynek przypomniał mi, nie wiem dlaczego, staropolski zajazd. Jasnokremowa do połowy i ciemnoczerwona od połowy ( z dachem włącznie)  fasada budynku przy pełnym jego oświetleniu symbolizuje barwy naszej flagi. Na łagodnie zaokrąglonych schodach, tuż pod łukiem wejścia, przywitała nas młoda, sympatyczna kobieta. Nad szklanymi drzwiami polski napis informuje, iż Dom ten należy do polskiej mniejszości narodowej zamieszkującej Lidę i okolice.

W środku panował iście świąteczny nastrój. Dziesiątki odświętnie ubranych osób, przybyłych na dzisiejszy wieczór, rozmawiających w języku swoich przodków oraz pastorałki dobiegające z sali głównej, w której za chwilę rozpocznie się tradycyjna kolacja wigilijna, przypomniają mi o moich chłopcach spędzających po raz pierwszy święta u mojej kochanej, wiernej przyjaciółki Małgosi – beze mnie.

Usiedliśmy przy stole suto zastawionym typowo wigilijnymi potrawami. Przypadły nam miejsca nieopodal sceny, na której stała przygotowana na dzisiejszą uroczystość szopka z małym Jezusem. Na środku postawiono wysoką choinkę, pod którą leżały dziesiątki zawiniętych w kolorowy papier paczek, dookoła której biegały rozradowane, czekające na prezenty dzieci.

GE DIGITAL CAMERAW pewnym momencie do sali weszła, opierając się na lasce, niewysoka starsza kobieta. Wszyscy uczestnicy spotkania wstali z miejsc i powitali ją gromkimi oklaskami. Kobieta powoli podeszła do nas i przedstawiła się, witając nas ciepłym, nieco ochrypłym głosem. Była to gospodyni dzisiejszej imprezy, dyrektor Domu Polskiego i prezes obwodu lidzkiego Związku Polaków na Białorusi, Izabela Tyrkin.

Dopiero teraz, kiedy usiadła obok, zauważyłem na jej zmęczonej twarzy cierpienie.

Po chwili usłyszeliśmy dobiegający ze sceny głos młodej kobiety, tej która witała nas przed progiem, ogłaszającej oficjalne rozpoczęcie wieczoru. Wygłosiła krótką przemowę, powitała zaproszonych gości, do których i ja miałem honor należeć, po czym zaintonowała „Bóg się rodzi“. Cała kilkusetosobowa wspólnota, siedząca dotychczas w milczeniu przy stołach, włączyła się do kolędowania, tworząc niepowtarzalny jednolity chór, a w wielu oczach pojawiły się, niby małe błyszczące brylanty, łzy.

Po zakończeniu pieśni poproszono na podium panią Izę.
– Drodzy moi przyjaciele, drodzy rodacy, – rozpoczęła kierując wzrok na zebranych, a następnie na leżące w kołysce niemowlę, symbol narodzonego Jezusa – jak co roku spotkaliśmy się…
Mówiła spokojnie, z nutą nostalgii, wspominając drogę, jaką wspólnie przebyli. Wydawało mi się, że jest to mowa pożegnalna, skierowana do grona najbliższych przyjaciół. Spośród wielu słów, myśli, jakie starała się nam przekazać, na zawsze utkwiło w mej pamięci to, co powiedziała na koniec swego wystąpienia: „Przestrzegam was kochani i proszę, abyście nigdy nie zapomnieli o ziemi waszych przodków, o gnieździe, z którego pochodzicie, o naszej polskiej mowie, która jest skarbem największym oraz tradycji wyniesionej i przekazywanej z pokolenia na pokolenia, tradycji wiary. Życzę wam i sobie jednocześnie, aby Ojczyzna, którą nosimy w sercach, jak matka chroniła nas, kochała i nigdy o nas nie zapomniała“.

Pani Iza poprosiła i mnie, abym powiedział kilka słów. Podszedłem do niej, aby wziąć mikrofon i – nie wiem dlaczego – ale spontanicznie przytuliłem ją do siebie jak kochający syn przytuliłby matkę. I tak, trzymając ją w ramionach, przeczytałem jeden z przygotowanych na tę okazję wierszy. Nie chciałem, aby inni widzieli łzy w jej i moich oczach.

GE DIGITAL CAMERA
Przełamaliśmy się tradycyjnym opłatkiem i rozpoczęła się prawdziwie wigilijna uczta, przygotowana z dwunastu potraw. Pani Iza długo opowiadała mi o swym bogatym życiu. Mówiła o trudnym, czasami bolesnym okresie jednoczenia się społeczności polskiej na ziemi lidzkiej w latach dziewięćdziesiątych, o powstawaniu pierwszych polskich zespołów kultywujących tradycyjne i patriotyczne wartości wśród mieszkających na tym terenie rodaków. Opowiadała też o budowie „Domu Polskiego“, który rychło stał się znaczącym ośrodkiem kulturalno-oświatowym, gdzie w czasach największego rozkwitu w lekcjach języka polskiego i polskiej historii uczestniczyło blisko trzysta dzieci.
GE DIGITAL CAMERAW jej wynurzeniach nie zabrakło też, niestety, przysłowiowego „dziegciu“. Usłyszałem, jak to w czasach, kiedy na całej Białorusi w nowo wybudowanych „Domach Polskich“ rozwijały się bez większych trudności regionalne stowarzyszenia Polaków, do środka tej, wydawałoby się, prężnie działającej społeczności lidzkiej, zawitała z Polski, pod postacią kilku młodych, przygotowanych politycznie osób, niewiadomego tym razem koloru, rewolucja.
Życie naszych rodaków, złączonych kulturowo, ideowo i społecznie, zostało rozdarte. Powstały dwa obozy: polsko-prorządowy tzw. „rewolucyjny” oraz zachowawczy, czyli „reżimowy“, opierający swą działalność na krzewieniu kultury i tradycji wśród Polaków, bez konfrontacji z oficjalnymi władzami białoruskimi.
– Sytuacja ta doprowadziła do tego – powiedziała pani Iza – że dzisiaj do naszej szkoły uczęszcza już mniej niż sześćdziesiąt osób. Rodzice boją się posyłać dzieci na zajęcia w obawie, że posądzeni zostaną o wspieranie białoruskiego reżimu, a co za tym idzie, ukarani wydanym w Polsce zakazem odwiedzania najbliższych mieszkających w Polsce. Wielu dawnych działaczy odeszło ze związku, a wielu którzy, tak jak ja, w nim pozostali, zostało ukaranych narodową banicją. To prawda, na Białorusi żyje się ciężko. Na każdym kroku widać niesprawiedliwość, zakłamanie i korupcję, ale to dotyczy wszystkich mieszkańców tego kraju, bez względu na narodowość. Władze Białorusi prowadzą taką samą politykę w stosunku do swojego narodu jak do wszystkich mniejszości narodowych, polskiej, rosyjskiej, litewskiej i innych. Każdy obywatel Białorusi ma prawo buntować się przeciwko decyzjom władz, przeciwko politykom, przeciwko systemowi. Tego nikt nie może zabronić. Także my, Polacy, jako obywatele państwa, w którym mieszkamy, mamy to prawo. Nie czyńmy jednak tego pod szyldem państwa polskiego, bo jest to wtedy już nie konflikt wewnętrzny, lecz międzynarodowy. Tym bardziej, że reżim nie uderza swoją polityką bezpośrednio w naszą mniejszość.
– Jak pan myśli, co zrobiłby rząd polski czy też niemiecki, gdyby na terytorium ich państw jakiekolwiek mniejszości narodowe prowadziły działalność opozycyjno-rewolucyjną przeciwko ich polityce? – zapytała. – Niech pan nie odpowiada – dodała…

GE DIGITAL CAMERAZe sceny usłyszeliśmy dźwięki polskiej muzyki ludowej: kujawiaka, mazurka, poloneza. Śpiewano tak miłe mojemu sercu piosenki jak, „Szła dzieweczka“, „W zielonym gaju“ czy „Jarzębina czerwona“, no i oczywiście polskie kolędy. Wigilijny wieczór powoli dobiegał końca. Pełen wrażeń, szczęśliwy ze spotkania, szykowałem się do powrotu. Jakże wielką radość poczułem i jak wielkiego wzruszenia doznałem, gdy wychodziłem do auta. Przed gmachem ustawił się szpaler moich nowych lidzkich przyjaciół, śpiewający mi na pożegnanie „Pieśń Legionów“.

Nigdy Was nie zapomnę – pomyślałem – ściskając szereg wyciągniętych dłoni.

Bialorus -dom6

Pani Izabela Tyrkin zmarła po długiej i ciężkiej chorobie dwa lata temu,
09 listopada 2011 roku. Pożegnana przez kilkusetosobową rzeszę przyjaciół, odeszła tak jak żyła, w spokoju i pokoju. Niestety, Polskę w Jej ostatniej drodze reprezentowała tylko jedna osoba – przedstawiciel Stowarzyszenia Pomocy „Rubież“ z Białegostoku. Nie było nikogo z oficjalnych przedstawicieli państwa polskiego czy też polskiej dyplomacji. To bardzo przykre.

W niedalekiej przyszłości postaram się napisać więcej  o „niepoprawnej“ politycznie działalności Polaków na Białorusi i o ich problemach, a także o prawdziwych powodach, jakie doprowadziły do rozbicia mniejszości polskiej w tym kraju.

 

Sen do kwadratu

Łucja Fice

SEN DO KWADRATU

Taki sen jest bardzo niebezpieczny. A co dopiero sen do sześcianu. Śpisz sobie w najlepsze i śni ci się, że śnisz i jeszcze raz wchodzisz w sen, a to już sześcian. Oczywiście nie zdajesz sobie z tego sprawy, dopóki się nie obudzisz. Wtedy boisz się zasypiać, żeby czasem nie wpaść w letarg, bo wtedy mogą uznać cię za zmarłą i żywcem pochować.
– Głupia snów się boisz? – mówisz sama do siebie.
– Nieprawda!, nie snów, tylko podróży w przeszłość i zamiany w inną osobę.
Tylko powierzchownie, bo w środku jesteś ciągle tą samą Anną. Masz inny kolor skóry, inne oczy, włosy, figurę. Z tej figury to nawet byłaś zadowolona. No! – oczywiście, byłaś młoda.
W tym śnie do sześcianu byłaś piękną kobietą o imieniu ANAT, wojowniczką z toporem, tarczą i włócznią, modlącą się we własnej świątyni w Tanis w Egipcie. Nagle zauważyłaś, że otwiera się ciężka brama, a w niej wielkie psy. Były podobne do wyżłów, miały smukłe sylwetki, podłużne pyski, i spiczaste stojące uszy. Miały złe zamiary. Oglądałaś kiedyś te wyżły wyryte w jakiejś świątyni (w jej resztkach) z Doliny Królów w programie Discovery. Co w nich cię przestraszyło, to tylko to, że były nienaturalnych rozmiarów – dużo większe. Klęcząc wypinałaś na nie tyłek. To ty byłaś boginią, to ty potęgą, mając na obronę swego ojca RA. Choć warczały na ciebie i podchodziły coraz bliżej – nie bałaś się. Nieświadoma przewrócenia się na drugi bok – zmieniłaś sen na do kwadratu a tym samym uniknęłaś rozszarpania na kawałki. .
Budzisz się – ale oto jesteś w drugim śnie, gdzie OZYRYS powoli podchodzi do ciebie. Krzyczysz ze strachu, bo jest już za twoimi plecami, obwąchują twoje skulone ciało.
– Już nie żyjesz – pomyślałaś. Odwracasz się już po raz drugi i bezczelnie spoglądasz w jego długą psią mordę i bicz w dłoniach.
– Co? – zapytałaś, a usta ci drżały ze strachu.
– OZYRYSIE –
Nagle doznajesz olśnienia.
– Nie ma cię – umarłeś. Zostałeś wykasowany. Grasujesz tylko po ludzkich umysłach i biegasz po kartach ksiąg, które czytają miłośnicy mitologii. Inni bogowie teraz rządzą światem. Stworzyli cię ludzie i oni cię uśmiercili. Ja nie mam z tym nic wspólnego.
– Jestem u szczytu panowania – odpowiedział. Tak. Pamiętasz to dokładnie.
Przedstawiłaś się pokornie – trochę nafaszerowana strachem.
-Jestem Anna z nowoczesnej dynastii pod panowaniem Wspólnej Europy. Świątynią jest Bruksela – tam rozkwitają barwy mamony. Rządzą teraz politycy urobieni na garncarskim kole przez społeczeństwo a nie przez CHNUMA.
-Nie pokłonię się – jak to robili w twoich czasach, bo ciebie nie ma. Zresztą w moich czasach nikomu nie muszę się kłaniać – stwierdziłaś odważnie.
Odchyliłaś się, a jego oczy wciąż źle patrzyły.
– Jesteś podejrzanym typem zaistniałym w mojej świadomości, zboczeńcem a nie bogiem, kłodą przerzucaną na kartach historii. Nie pokłonię się tobie..
– Należę do siebie samej, takie mam prawo, wypinam się na ciebie z wielką dystynkcją.
Podniosłaś się wtedy z klęczek i uniosłaś dumnie głowę. Ozyrys znieruchomiał, ale wciąż próbował zahipnotyzować cię wzrokiem, zatrzymać. I nadal wypinałabyś się na niego w tym śnie, ale oto właśnie znalazłaś się w ciemnej grocie pełnej stalagmitów, w której przejmujące zimno i kapiąca woda uzmysłowiły ci, że jesteś w przedsionku chrześcijańskiego piekła.
Na środku groty – duży kocioł, a w nim gotuje się, paruje, bulgocze, w dwustu stopniach ciekły azot. W azocie zanurzone grzeszne dusze. Witaj w piekle – powiedziałaś do siebie. Tylko jakoś nie widziałaś diabła – europejskiego diabła, z rogami, ogonem, melonikiem, który ma w nim wyglądać jak schizofreniczny poeta.
Nie bałaś się wcale.
Tylko nie wiedziałaś, w jaką datę weszłaś. Diablisko, choć niewidoczne, zapraszało.
– No! Wskocz do tej wanienki moja droga pani. Wykąp się, a potem zaproszę cię na salony -słyszałaś tylko cieplutki głosik.
-Czekaj!, pokażę ci, co myślę i rozpoczęłaś długi monolog.
– Jesteś, jak piana. Robisz dużo zamieszania Nie masz odwagi, żeby stanąć ze mną do dialogu, ty przechero i głupolu, na złość robisz, nie wiesz komu. Grunt mam mocny,
silne są mej wiary fundamenty. Chociaż cała drżę w powałach, niechaj Bogu będzie chwała, że cię stworzył na pokusę, lecz obdarzył kiepskim duchem. Mój duch wiary jak eliksir
wciąż popijam za twe zdrowie. I nikt więcej się nie dowie, że na dialog ciebie wzywam, że nie boję się odkrywać złych stron twego charakteru. Bo jak widzisz, za mną stoi straż w niebiańskiej zbroi. No i cóż mój miły gadzie? Czy zeń wyjdziesz po naradzie?
Pienisz się i pienisz tylko. Czy chcesz złapać mnie w swe kleszcze? Więc umilknij, ukryj dreszcze, jam silniejsza jest od diabła, więc zasługa twoja spadła.
-Martwisz się?, że zwracam twarz ku Bogu? Nie podoba się to komu?
Wyłaź więc z tej białej piany i stań w końcu do dialogu.
Poczułam się czysta, pierwotna nieskalana, wytresowana przez współczesne mi czasy na katoliczkę. Nagle przebłysk świadomości. Mamy rok pański 2010 po Chrystusie. Obudziłaś się.
– Uff, ale ulga. To nagłe spostrzeżenie, które pojawiło się w twojej głowie wbrew wszelkiej oczywistości, która była pozorna, ucieszyłaś się, że nie dałaś się diabłu nabrać. Ten teatr, jaki mu odstawiłaś sprawił, że poczułaś się jak anioł, który diabła przegonił. Ten sen pojęłaś jako specjalny dar od Boga.