Bóg luk

Tabor Regresywny

Nauka postawiła sobie za cel wyjaśnienie świata bez potrzeby odwoływania się do sił nadprzyrodzonych w szczególności do Boga.

Paradoksalnie przy tworzeniu śmiałych hipotez bardzo pomocny jest Bóg nazwany Bogiem Luk. Kepler formułując trzy prawa ruchu planet stwierdził, że Bóg nie był mu do niczego nie potrzebny. Na pytanie, co utrzymuje planety na tych eliptycznych orbitach, odpowiedział, że aniołowie.

Anioły wyeliminował Newton, wprowadzając na ich miejsce siłę przyciągania grawitacyjnego.

Gdy pojawiła się statystyczna interpretacja mechaniki kwantowej, Einstein wyraził obiekcję, że „Bóg nie gra w kości”. Widział lukę w kwantowym opisie świata i umieścił w niej Boga.

Einsteina i jego boga zignorowano w obliczu niebywałego sukcesu technologicznego odkryć w oparciu o nową fizykę.

Ciekaw jestem, jaką rolę Bóg Luk odegrał w tworzeniu hipotezy Wielkiego Wybuchu.

Kto wie, czy kryzys w fizyce, brak wystarczająco śmiałych hipotez, nie wynika z ignorowania Boga Luk.

Moim celem było zbudowanie matematycznego obrazu świata zgodnego z duchem Parmenidesa. Ta myśl mnie męczyła jakieś 30 lat. Rozwiązanie przyszło nieoczekiwanie, kiedy najmniej się tego spodziewałem. Bóg nie był mi do niczego potrzebny, nawet mi to do głowy nie przyszło. Licząc się z tym, że niczym barbarzyńca w ogrodzie, trafiłem na właściwy trop, chciałem sprawdzić skutki etyczne takiego podejścia, stąd mój pomysł doktoratu u Feliksa Przybylaka.

Bóg Luk pojawił się, gdy zacząłem dostrzegać konsekwencje. Przy czym był i jest to Bóg Luk silnie osadzony w tekstach mądrościowych. Mam na myśli Biblie, Koran, Wedy indyjskie i inne teksty, z którymi się zetknąłem. Ale ciągle to jest Bóg Luk.

Jak już wspominałem, postawiłem sobie ambitne zadanie, by opisać świat zgodnie z poglądami Parmenidesa. Zająłem się geometriami wielowymiarowymi oraz nieeuklidesowymi, by być w zgodzie z teorią względności. Zresztą sama teoria względności sugeruje takie podejście, o czym wspomina Michał Heller w Szczęściu w przestrzeniach Banacha.

Nic mi z tego nie wychodziło, widać było, że problem znacznie wykracza poza moje kompetencje. Gdy już zupełnie z tego zrezygnowałem, za sprawą pewnego żartu z synem, podjąłem próbę rozwiązania problemu tym razem w ramach teorii obliczeń, a szczególnie odwołując się do idei Maszyny Turinga.

I tak powstał Matrix, którego mała trójwymiarowa część została w Berlinie. (Z Matrixem braci Wachowskich łączy go tylko nazwa). Matrix mnie przeraził. Był bezduszny, zimny i kanciasty, ale miał cechy, które opisywała teoria względności. Nie mogłem tego zbagatelizować. Budziłem się w nocy z uczuciem, jakbym się dusił. Za sprawą pewnego monodramatu o Jimie Morrisonie uświadomiłem sobie, że fizyka oprócz skutków technologicznych, ma olbrzymie skutki społeczne, wpływa na wszystkie dziedziny naszego życia, często destrukcyjnie.

Stwierdziłem, że zanim zacznę się dalej zajmować Matrixem, powinienem spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie, a jakie to może mieć skutki społeczne. I wtedy trafiłem do prof. Feliksa Przybylaka. Połączyła nas myśl, że nic nie wydarzy się w kulturze, dopóki coś nie wydarzy się w fizyce. Po kilku spotkaniach zaproponował mi studia doktoranckie z teorii literatury. Miałem się zająć związkami miedzy fizyką a poetyką.

Opinię na studia doktoranckie z teorii literatury wystawił mi profesor matematyki, Jacek Cichoń. Może ją przytoczę. „Z M. Włodarczakiem spotkałem się kilkakrotnie przy okazji prowadzenia zajęć na filii Uniwersytetu Wrocławskiego w Kłodzku. Przeprowadziłem z nim kilka dyskusji na temat możliwości opisu mikroświata za pomocą automatów skończonych, automatów komórkowych i maszyn Turinga. M. Włodarczak próbuje zinterpretować w terminach współczesnej fizyki oraz matematyki poglądy filozoficzne Parmenidesa. W tym celu bada zachowanie się pewnej klasy automatów komórkowych. Warto zaznaczyć, że zagadnieniem modelowania właściwości mikroświata za pomocą automatów dyskretnych interesuje się wielu wybitnych współczesnych fizyków.”

Zostałem przyjęty. Jako słuchacz studium doktoranckiego z teorii literatury zgłosiłem się do Instytutu Fizyki Teoretycznej z propozycją przedstawienia mojego sposobu opisu świata. Zaproponowano mi wystąpienie na seminarium instytutowym i wyznaczono opiekuna z ramienia Instytutu Fizyki Teoretycznej, prof. Bernarda Jancewicza.

W zasadzie wystąpienie mi nie wyszło, tylko jakiś emerytowany profesor podszedł do mnie i powiedział, że był na spotkaniu, gdzie prezentowano idee teorii strun i że tam też były podobne struktury. Nie dość, że na studia z teorii literatury opinie wystawił mi matematyk, nie dość, że rozpocząłem je od wystąpienia na seminarium w Instytucie Fizyki Teoretycznej, to jeszcze pracę miałem pisać na wydziale germanistyki, nie znając ani słowa po niemiecku. Prof. Feliks Przybylak zaproponował mi tytuł pracy „Na płonącej granicy poetyki i nauki”. Do dziś nie jestem pewien, o co mu chodziło.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.