Odcinek 7

Mieczysław Bonisławski

ZNOWU NIEMAL MIESIĄC PRZERWY. PRZEŁOM LISTOPADA I GRUDNIA
Poniedziałek dla jednych tuż przed, dla drugich tuż po Andrzejkach.
Chwila po godz. 10:30 rano.

Uff, poniedziałek, początek tygodnia, tak zaraz po niedzieli. Do tego ten ostatni listopada. U was już po Andrzejkach, czy impreza będzie dopiero wieczorem…? Ja wiem, w taki dzień trudno się skupić. Ale mus, to mus. Opowieść toczy się dalej, ekipa kobiet zbliża się do ostatecznych ustaleń. One pracują, świątek, piątek…
No, dobrze, stańcie sobie tak, o tutaj, w rogu pokoju. Na boku nie będziecie się rzucać w oczy, nikt was nawet nie zauważy. I na początek posłuchajcie pewnej rozmowy. Zobaczycie później, że było warto!
One, są już wszystkie trzy. Prokurator wpada, nieco speszona, na ostatnią chwilę. Właściwie, to dwie pozostałe siedzą na swoich miejscach już od dobrych paru minut i czekają tylko na nią. Jakieś palto i służbowa kurtka na wieszaku zdążyły nawet obeschnąć z porannej mżawki, przemieszanej z mokrym śniegiem.
Psycholog jest w spodniach z gładkiego bistoru i w takiej niewyraźnej, mleczno – cytrynowej bluzce polo. Na nią ma zarzuconą dżinsową bluzę z długim rękawem.
Porucznik, tak jak zawsze, siedzi w tym swoim milicyjnym mundurze. Lubi go, nawet w pewien sposób szczyci się nim. Będąc w mundurze czuje się jakaś taka bardziej wszystkim potrzebna. Wie, że odnalazła swoje ważne miejsce w społeczeństwie. Pamięta przy tym, ile wyrzeczeń kosztowało ją zdobycie prawa do jego noszenia. Na jakie wybory musiała się decydować, z czego rezygnować, aby dojść do miejsca, w którym się teraz znajduje. Tylko poranny ziąb potrafi, nadal, jak przed laty, zakłócić jej ten porządek rzeczy. Dlatego na nogach, pod spódnicą, ma grube, nieprzezroczyste rajtuzy, a pod bluzką ciepłą podkoszulkę. Czuje jakby profanowała tym swój mundur, swój oficerski honor, ale przynajmniej nie marznie…
Na to, aby przyjrzeć się garderobie Prokurator, nie starczy już wam czasu. Bo ta wpada niczym burza, pospiesznie zrzuca z siebie płaszcz i niezwykle dynamicznie zaczyna, nadrabiając stracony czas:
O: – Dzień dobry. Spóźniłam się trochę. Służba nie uwalnia nas od bycia kobietą i matką, niestety.
Ś: [z nie udawanym zdziwieniem]
– Urząd prokuratorski i ogonki w sklepie?
O: – Ponosimy konsekwencje wychowywania syna poprzez poszerzanie mu horyzontów. Nasz początkujący modelarz zaczyna właśnie budować makietę kolejki elektrycznej. A dzisiaj do „Składnicy harcerskiej”, tej na Jedności, miały przyjść wagoniki, semafory…
B: [nie odrywając wzroku od rozłożonych przed nią papierów; bez głębszego zainteresowania, znudzonym tonem, tylko dla podtrzymania tematu]
– Na Mikołaja, czy już pod choinkę?
O: [wyrównawszy w końcu oddech i łapiąc aluzję Psycholog]
– Dobrze, dość o tym! Przepraszam Was. Nie wracajmy do tego. Pracujmy.
Ś: [energicznie, z zapałem]
– Właśnie, dotychczasowe metody nic nie dały! Chciałabym…
O: [przerywa bezceremonialnie; rzuca rutynowo znudzonym tonem]
– Nasza psychologia? Coś mamy na ten zarzut?
B: [zapalczywie, podnosząc wzrok na Porucznik i patrząc jej zapamiętale w oczy]
– Nie zgadzam się. Moje sesje doprowadziły mnie już prawie do przełamania oporów. Jestem bliska pełnego wejścia do wnętrza osoby i bardzo proszę, bez takich…
O: – Powiedzmy, że kontynuujemy tę metodę. Ile nam to jeszcze zajmie?
Ś: [ironicznie]
– Właśnie, tygodnie, czy miesiące?!
B: [oschle]
– Może, jednak, nie tym tonem? Nie jestem przyzwyczajona do takiego traktowania! Zatem, póki co, nie siedzę jeszcze po drugiej stronie waszego stołu przesłuchań poruczniku, abym tu musiała… Prawda?
O: [znudzona; rutynowo]
– Rzeczywiście. Wnioski dochodzeniówki? Tylko dajemy konkrety. I przytaczamy argumenty, nie przytyki.
Ś: – Jestem za przesłuchaniami pod aplikacją środków psychoaktywnych.
B: [spokojnie, cedzi słowa]
– To jest po prostu oburzające, proszę…
Ś: [szyderczo]
– Jakie opory! A jakbym zaproponowała hipnozę czy innego czorta, to było etycznie?
O: [interweniuje w końcu, przywołując do porządku je obie]
– Poruczniku…! Psycholog, jak rokuje taka hipnoza?
B: – Programowanie neurolingwistyczne służy leczeniu, a nie ograbianiu człowieka z jego tajemnic, czy wspomnień. Jednak każda osoba ma prawo…
Ś: – Bez przesady. Hipnoza w kryminalistyce postawiła przed sądem tysiące przestępców.
B: [lekceważąco]
– Ale, proszę, w naszym przypadku nie ma potrzeby sięgania po takie dwuznaczne etycznie metody. Może ja jednak nawiązałam wystarczający kontakt… Zatem dajcie mi może tylko kontynuować to, co zaczęłam.
O: – Dochodzeniówka! Podajemy uargumentowane wnioski.
Ś: [pojednawczo; widząc swoją słabnącą pozycję, próbuje szukać kompromisu to patrząc w oczy Prokurator, to Psycholog, starając się przy tym udobruchać tę ostatnią]
– To chociaż na próbę. Sprawdzimy różnice. I ocenimy to co uzyskamy. Czy jest warte balansu na skraju etyki? Tego, co tak szokuje naszą „psychologię”.
B: [wzburzona]
– Spróbować? Proszę, i co jeszcze…?! Nie, nie mamy ani powodu, ani prawa do takiego eksperymentowania na człowieku.
O: [ucina dyskusję, tonem nie znoszącym sprzeciwu, paternalistyczne]
– Moja decyzja: jeden raz. Psycholog przerywa, gdy tylko uzna, że idziemy za daleko.
B: – …?
O: – Dochodzeniówka…
Ś: [służalczo, ale ze skrywanym zadowoleniem]
– Tak, słucham?
O: – Kiedy będziecie gotowi?
Ś: [zmobilizowana]
– Potrzebuję niewiele czasu…
O: [apodyktycznie; ze zniecierpliwieniem połączonym z nie udawanym zaciekawieniem]
– Wobec tego, zaczynajmy.

Poniedziałek, 29 listopada, nadal
Godz. 11:30
I sesja hipnotyczna z podejrzanym

– Zatem, znowu mieliśmy przerwę…
Kobieta zachęca intonacją głosu do głębszej reakcji, może nawet do zwierzeń. Takich bardziej ludzkich, życiowych, nie związanych z tematem, ze sprawą, która jest powodem ich rozmów, tego, że się w ogóle spotykają w tym mieście i w tym czasie. Mężczyzna nie podejmuje jednak tej konwencji, nie chce wchodzić w sferę prywatną. Dalej traktuje kobietę tylko służbowo, a dzisiaj polega to na braku odpowiedzi, na zachowaniu milczenia. Podnosi wzrok, spogląda na nią dając do zrozumienia, że słyszy, ale nie odwzajemnia jej potrzeby poszerzenia łączącej ich relacji.
Ona śmieje się i próbując kolejnej techniki zaczyna grzebać w torebce. Takiej typowej, kobiecej torebce, z której wyjmuje jakieś nic nie znaczące, osobiste przedmioty i przez chwilę nimi manewruje przed sobą i przed mężczyzną, na jego oczach.
– Dzisiaj znowu sami, tylko we dwoje. Wracamy do początku…
Nic. Żadnej reakcji, ani słowa komentarza, zrozumienia, sprzeciwu.
Kobieta wzdycha.
– No proszę, nie interesuje cię, co się stało z naszymi dwoma towarzyszkami? Dlaczego wycofały się…?
Milczenie tamtego zaczyna ją irytować, choć zdaje sobie sprawę z tego, jakie to jest nieprofesjonalne.
– Zatem, dobrze…
W tych dwóch słowach, w sposobie w jakim je wypowiada, w tonie głosu, zawiera całą gorycz swojej porażki, ostateczne pogodzenie się z tym, że to nie ona jednak ma rację, ale ta, tak nic czasami nierozumiejąca Śledcza, wielki porucznik milicji!
– Nasze ostanie, w ogóle, wszystkie nasze sesje, nie idą w dobrym kierunku. Prokuratura i prowadzący śledztwo z ramienia milicji, wyrażają głębokie zaniepokojenie. Może ja zresztą też… Odnoszę wrażenie, szczególnie teraz, przy końcu, że jednak przestajemy się rozumieć…
– A czy my mamy się rozumieć? Czy takie było polecenie?
– …może to zabrzmi mało profesjonalnie i nie powinnam tego mówić, ale…
– Czy spotykamy się po to, aby się rozumieć? Ja i obywatelka psycholog? I czy takie jest zadanie postawione przez obywatelkę prokurator…
– …ja sama zaczynam tracić rozeznanie w tym, co mówisz. To przestaje trzymać się kupy, gubi sens. Do tego nie da się stosować żadnej, opisanej techniki interpretacji.
– …czy tego chce władza: abyśmy się nawzajem rozumieli?
– Zatem, sam widzisz. Gadasz coś od rzeczy. Ja swoje, ty swoje…
Popatrują na siebie. Ich spojrzenia nawet spotykają się wprost, oko w oko. Ale zaraz po tym oboje zaciskają jeszcze bardziej usta i szybko uciekają wzrokiem od siebie.
Nie, nie tak ma wyglądać przełom, o którym myślą Prokurator i Śledcza. Nie tak to ma zakończyć Psycholog, która z kolei rozumuje zupełnie po swojemu. Jeszcze całkiem inaczej od swoich współpracowniczek.
– Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że nie ułatwiasz. Nie będziesz już teraz ze mną szczery? Szczery, tak jak dotąd?
Milczenie w odpowiedzi. Uporczywe, irytujące milczenie.
– Zatem dobrze, sam tego chcesz. Mam polecenie, ale inne niż myślisz. Polecono mi zmienić metodę. Mam cię teraz poddać transowi hipnotycznemu.
Kobieta mówi to bardzo prowokacyjnym tonem, ale i tym razem nie potrafi zmusić mężczyzny do jakiejkolwiek reakcji. Powtarza więc, mocno akcentując wagę wypowiadanych słów:
– Słyszysz? Mam cię poddać hipnozie!
Nic.
– Możesz się nie zgodzić. Masz prawo…
– Zgadzam się, drogi człowieku.
Mężczyzna uśmiecha się od ucha do ucha. Może to być zarówno szczery uśmiech, taki od serca, wywołany pozytywnym przeżyciem, jakby spadł mu jakiś kamień z serca. Może to być jednakże równie dobrze uśmiech nic nie rozumiejącego z tego co się wokół dzieje idioty.
– Wyrażasz zgodę?! No, proszę…
Psycholog waha się. Jeszcze chwilę czeka…
Bez skutku.
– Zatem, zatem musisz mi podpisać zgodę.
– Gdzie, drogi człowieku?
– O, tu – podtyka mu papiery i coś do pisania.
– O, pióro – cieszy się.
– Tak, pamiętam, żeby nie długopis…
Mężczyzna najpierw bardzo wnikliwie czyta całą wydrukowaną treść. Potem wpisuje słowa w puste, wykropkowane miejsca. I przez chwilę skrobie swój podpis. W końcu odsuwa papiery od siebie. Prostuje się, spogląda wyczekująco na kobietę.
Ta rzuca okiem na dokument i starannie, nieco sztucznie przedłużając te czynność, składa go i chowa do teczki z kartonu.
– Chodź, usiądziesz na tym fotelu… Wygodnie ci?
Sama wysuwa krzesło zza biurka i stawia je z boku, na wprost mężczyzny.
– Teraz będę liczyć. Od jednego do pięciu. Poczujesz… Jeden, dwa, trzy…
Oddycha głęboko. Wyjmuje notatki.
– Teraz czujesz… Zapytam cię o coś…
Włącza magnetofon. Jednocześnie, na boku, zaczyna sobie na bieżąco notować:
„Pytania związane z wykonywanym przez podejrzanego zawodem. Potem o satysfakcję z pracy, o jego osobistą sytuację w zakładzie.
P. opowiada o sobie, o tym, że czuje się samotny. Uosobieniem ludzkiego zła, które skazuje go na tę samotność, są dla niego łobuzujący na torach kolejowych chłopcy. Ściga ich i aresztuje, jako strażnik kolejowy.
Traci tę pracę. Jako ratunek przed światem, który tak go traktuje, czyni sobie ucieczkę na odludne torowisko.
UWAGA – wchodzi w sferę fobii – szczęście kojarzy zapachowo, z wonią podkładów kolejowych.
KOLEJNA FOBIA (można luźno kojarzyć z autodepresyjnymi przebłyskami uświadamiania sobie własnej pedofilii) – swoją samotność utożsamia z oblepieniem błotem, pod którym nikt go nie rozpoznaje.
Jego fobia przybiera obraz tłumu ludzi, rozmazanego w ciemnościach, rozpraszanego jedynie daleką poświatą ulicy (CZYŻBY BLASK POSZUKIWANEJ PRZEZ P. NADZIEI?)
DALEJ – NIE WIEM O CO CHODZI / TRZEBA TO ROZWINĄĆ JESZCZE. ZATEM, JEDNAK W KOLEJNEJ HIPNOZIE?!!
Z głębi podświadomości wyciągam teraz od P. motyw zbrodni. On, jako odrzucony przez ludzi – uczestników zdarzeń obserwator jest / był świadkiem morderstwa lub musi mieć skądś informacje o morderstwie jakiejś nauczycielki. Chyba domyśla się motywu? Ten motyw to intymny stosunek nauczycielki i sekretarza. I na to pojawia się jeszcze mały chłopiec, który broni sekretarza.
CO TO JEST DO CHOLERY!!! Czyżbyśmy przeskoczyli etap uświadamiania (tej pieprzonej pedofilii) i przeszli już do procesu wyparcia? Połączonego z nieświadomym przerzuceniem winy na symboliczną osobę, uosabiającą samą winę? Ale tak szybko?! To niemożliwe!
KOŃCZĘ TO, BO NIE WIEM CO SIĘ DZIEJE!”
– Pięć, cztery, trzy…
Wzdycha ciężko. Jest spięta i zdenerwowana.
Mężczyzna, w przeciwieństwie do kobiety czuje się rozluźniony, sprawia wrażenie zrelaksowanego.
– I co, jak wyszło? Dobrze wypadłem?
– Proszę cię, jutro odpowiem – syczy Psycholog i w mig się reflektuje – No, jednak, może muszę to dopiero opracować…

Wtorek, 30 listopada
Godz. 13:30
II sesja hipnotyczna z podejrzanym

Dzisiaj mężczyzna jest mocno pobudzony, co przekłada się na wzmożoną aktywność.
Kobieta zachowuje się zdecydowanie bardziej wstrzemięźliwie. Wypowiada się jakby pod przymusem, długo się namyśla, nie jest do końca pewna swoich opinii. Możliwe, że to tylko jej gra wobec mężczyzny. Swoiście rozumiany rewanż za to, że wczoraj nie podjął on proponowanej przez kobietę konwencji, że zbywał jej wysiłki po prostu milczeniem?
– Czy udała się ta hipnoza…?
– Ciężko o jednoznaczny wynik tak po jednym razie.
– Czy to co wczoraj powiedziałem, wypadło lepiej? Czy zbuduje pani coś na tym…?
– Ledwo rozpoczęliśmy, nie zakończyliśmy nawet jednego wątku…
– Czy nic obywatelka psycholog nie będzie mogła konkretnie powiedzieć władzy i milicji?
– Ach, no proszę. To o nie ci chodzi…?
– Czy to nie władza i milicja była niezadowolona? Czy nie tak mówiła wczoraj obywatelka psycholog?
– Tak. Dokładnie tak powiedziałam.
– A zatem…
– Zatem muszę się zastanowić… Tak, metoda hipnozy, może i daje nam pewne efekty, posuwamy się trochę… Tak mi się przynajmniej wydaje…
– Czy będziemy wchodzić dzisiaj w następny sen?
– O nie, nie ma tak dobrze. To Prokurator zmusiła mnie do tego eksperymentu… To miał być tylko ten jeden raz… Jednak najpierw muszę im przekazać wnioski… Potem to omówimy… Ja jednak jestem generalnie przeciwna…
– Dlaczego? Ja z kolei mam wrażenie, że teraz bardziej się otwieram i że to mi będzie pasować lepiej, od tego co robiliśmy poprzednio.
– Ty, tobie, ja cię proszę… A od kiedy to pacjent ocenia takie rzeczy?
– Bo zdanie pacjenta się nie liczy…? Czy nie będzie pani w ogóle o tym ze mną rozmawiać?
– Przy doborze metody? No, niby można pacjentowi przedstawiać różne warianty pracy, brać pod uwagę jego odczucia, sugestie… Zatem, rozumiem, że ty chciałbyś może ciągnąć to dalej? Czyli, że jesteś gotów może już dzisiaj, tak…?
– Całkowicie, drogi człowieku!
– Dobrze, zatem, jeszcze raz… Ale tylko ten jeden raz… I to jednak tylko dlatego, że nurtuje mnie pewien wątek, którego wczoraj… Tak, nie ukrywam, chciałabym go dzisiaj… Liczę na to, że… Ale nie łudź się – decyzja była tylko na wczoraj. Zgodę na kolejne seanse musi wydać Prokurator, po konsultacji ze mną i ze Śledczą. A ja będę przeciwna, zarekomenduję przerwanie hipnozy, ograniczenie jej tylko do tego pierwszego razu. Nie licz zatem na wiele…
Siadaj tam gdzie wczoraj. Czekaj, przysunę się…
Jeden…
Czujesz…
Uruchamia szpulę z taśmą, naciskając palcem klawisz. Po czym rozkłada notatnik i zaczyna równoległe notować pojawiające na gorąco uwagi i spostrzeżenia:
„Pytania o nauczycielkę i sekretarza, powiązane właśnie z nimi. Czy ta para, to są rzeczywiste osoby? Czy ich coś naprawdę łączy ze sobą? Skąd się wzięli? Co to za chłopiec? I jak się znalazł między tą nauczycielką a sekretarzem?
BARDZO ZNAMIENNY POCZĄTEK – zaczyna jako ten chłopiec. Zupełna zamiana ról. Według teorii to oczywisty dowód na… Nie, może nie taki oczywisty, ale jednak…
BARDZO DZIWNE – chłopiec broni sekretarza.
P. wraca do czasów dzieciństwa. Opowiada o Matce i Ojcu (SWOIM? WYIDEALIZOWANYM czy PODDANYM TRANSFORMACJI? / CO MU TAK, AŻ TAK PRZESZKADZA W PRAWDZIWYM OJCU?)
Podsuwa (MNIE czy SOBIE) jako uosobienie zła tajemniczego „Ducha”.
NIE ROZUMIEM – „Duch” ma przejąć winę na siebie, ale za kogo? Sekretarza? Ojca?Samego chłopca?
Zmiana kontekstu. Wina jest nie wobec nauczycielki, ale wobec Ojca.
CHOLERA, CORAZ TO NOWE WĄTKI, WCHODZIMY W NOWE OBSZARY.
Tego się nie da tak łatwo zinterpretować, wyjaśnić.”
– Pięć… trzy…
„Jeden. Niestety, na ciebie już pora.”
– Tak? Jakoś dzisiaj nic nie pamiętam…
– Weszliśmy trochę głębiej. To normalne, nie masz się czym przejmować. Powinieneś czuć się dobrze, tak?
– Tak. Nic mi nie jest. Tylko czuję taką pustkę, jakby dziurę w czasie…
– Szkoda, że dzisiaj tak krótko…. Zaczyna być ciekawie, ale ten czas, proszę… Wiesz, jeżeli Prokurator jednak nakaże kolejne sesje, to musimy spotykać się wcześniej, zupełnie rano i te seanse muszą być dłuższe.
„Znacznie dłuższe.”

Środa, 01 grudnia
Godz. 8:30

Znowu macie przed sobą trzy nasze bohaterki. No, tym razem mniejsza z tym, jak są ubrane. Dość już tej rewii mody, w końcu nie o modzie jest ta historia. Przed trzema kobietami staje zasadniczy dylemat. Jak dalej postąpić z przesłuchiwanym mężczyzną?
Pewnie już zauważyliście, że każda z nich ma tu do odegrania całkowicie inną rolę? I to zarówno oficjalnie, niejako formalnie, ale też tak Psycholog, Porucznik jak i Prokurator kierują się również własnymi instynktami. Nie są wolne od słabości. Ba, wręcz im ulegają.
Wszystkie trzy chcą sprawiać wrażenie odpornych na ludzkie emocje i towarzyszące im odruchy. I żadnej się to nie udaje. Odgrywają te swoje role i przynależne im służbowo przymioty charakteru przed przesłuchiwanym i przed samymi sobą, chociaż… Chociaż, szczególnie to drugie, jak się w końcu przekonacie, jest osobliwie niepotrzebne, śmieszne i pokraczne…
Powoli, powoli, z każdym kolejnym dniem postępowania te kobiety, zaplątane w naszą opowieść, odkrywają się przed wami i odsłaniają cele, które stają się dla nich coraz ważniejsze. Ważniejsze od pełnionych ról społecznych i poleceń przełożonych. Z każdym dniem, który przynosi kolejne emocje, rozczarowania i sukcesy są w coraz mniejszym stopniu maszynką do mielenia człowieczego losu w tej polityczno-urzędniczej ludzkiej pralni…
Zobaczcie sami, jak to i owo wymyka się im spod kontroli, jak zrzucają maski, ulegając samym sobie. Temu co jest w nich a co godzi się i buntuje na przemian.

B: [nie czeka na to, aż pozostałe ulokują się, gotowe do podjęcia rozmowy, chce jakby wziąć je z zaskoczenia]
– Chciałabym jak najszybciej zdać relację…
O: [spokojnie; prześlizguje się spojrzeniem wyzbytym wszelkiego podniecenia po obu pozostałych]
– Z naszej strony jesteśmy gotowi. Dochodzeniówka, wnioskujcie, co tam od was?
Ś: [zadowolona z siebie; kończy z wyczuwalną zadziornością, chce zaniepokoić Psycholog]
– Pion śledczy gotów. Pytania będę miała. Po zapoznaniu się z materiałami…
O: [energicznie]
– To niech nasza psychologia nie czeka. Zaczynajmy!
B: [tracąc spokój i dystans; skupiona wyłącznie na reakcji na sugestię Śledczej]
– …proszę, materiałów na razie to żadnych jeszcze nie ma. Teraz przekażę tylko konkluzje z eksperymentalnego seansu. I sugestie…
Ś: [z wyraźnie kontrolowanym (udawanym?) wzburzeniem]
– Miałybyśmy wnioskować bez zapoznania się z materiałem dowodowym?!
B: [daje się wciągnąć w grę Śledczej; tłumaczy się]
– Chodzi mi tylko o kwestie organizacyjne. Wybór dalszej metody, o zamknięcie eksperymentu… Zatem, może nie co do samych wyników śledztwa, tak?
O: [znużona]
– Prokuratura też tak to rozumie. Dochodzeniówka, nie komplikujcie, wszyscy widzimy, że to jest oczywiste. Psycholog, zaczynajmy w końcu!
B: [pewna siebie; rozkręca się]
– Zatem, zrobiłam dłuższy seans, z przerwą na wybudzenie. Pacjent wszedł na kilka poziomów, w tym również bardzo głęboki… Musiałam tak postąpić…
O: [tonem pełnym rutyny]
– Nie wchodzimy w takie szczegóły, nie macie przed sobą grona specjalistów psychiatrów, a to nie jest jakieś sympozjum!
B: [podekscytowana; pozytywnie zmobilizowana]
– Tak, zatem, podejrzany zapytany o kwestie…
…..
…co należy uznać za bardzo standardowe zachowanie w takiej sytuacji, w jakiej znajduje się podejrzany. Według literatury jest to w pełni symptomatyczne i wskazuje…
…..
…to jest wręcz objawowe…
…..
…jednak wobec moich poprzednich wyników, uważam, że coś tu jest nie w porządku!
Ś: [tym razem nie udaje wzburzenia]
– Co takiego? Teraz, kiedy wreszcie jest wynik…!
O: [z poczuciem pełnej kontroli i odpowiedzialności za przebieg całości; wpierw do jednej kobiety, potem do drugiej]
– Poruczniku, więcej powagi. Więcej powagi w obecności urzędu prokuratorskiego! Czego dotyczą te wasze wątpliwości?
B: [zapalczywie; z entuzjazmem odkrywcy]
– Zatem. Wyniki są zbyt wyraziste. Proszę, nie po pierwszym seansie! Mogą być takie, jednak po dłuższym procesie… Zatem, albo ta metoda okazała się zbyt inwazyjna, po prostu za agresywna, albo…
Ś: [ironicznie]
– Albo co…?
B: [kontynuuje; nie zwraca uwagi na szyderstwa Śledczej]
– …albo podejrzany przejrzał prowadzącego i manipuluje całym procesem.
O: [zaskoczona]
– Żartujecie…?
Ś: [zdziwiona; bardzo autentycznie]
– To naprawdę jest możliwe? Takie cuda…?
B: [zupełnie spokojnie]
– Niestety. Jest możliwe. I pewne zachowania podejrzanego, przed, a szczególnie po seansie, nie wykluczają takiej alternatywy.
Ś: [znowu się nakręca]
– Nie wykluczają, to bardzo łagodne określenie… Jak znam naszego Psychologa, to należało by powiedzieć – jednoznacznie na to wskazują! Prawda?
O: [z pozycji osoby kierującej pozostałymi]
– Poruczniku! Co ten pedofil konkretnie powiedział albo zrobił po seansie?
B: [gwałtownie oponuje; całą sobą]
– To jeszcze nie jest pedofil! Na razie, to podejrzany.
Ś: [lekceważąco; dla wzmocnienia dodaje gest pogardliwie machnąwszy ręką]
– Jak zwał, tak zwał…
O: [zniecierpliwiona]
– Dajmy spokój. Dochodzeniówka! Psychologia! A konkretnie, ale – konkretnie to on, co…
B: [z powrotem opanowana; w pełni profesjonalnie, niczym na wykładzie; bez zająknięć; bez tych swoich naleciałości językowych]
– A zatem…
…..
…widzicie, i tak to jest.
Przy zastosowaniu mojej metody, kontrolowałam jego możliwości i ewentualne zapędy w tym zakresie. Przy hipnozie nie jest to już możliwe. Wynik może być zupełnie wypaczony.
Ś: [narasta w niej bunt; wyraźnie wybija się brak zgody na to, co przeczuwa, że za chwilę nastąpi]
– Sugerujesz, aby to przerwać? Chcesz wracać do twojego cackania się!
B: [spokojnie; z poczuciem obiektywnej przewagi profesjonalisty]
– Chcę tylko powiedzieć, że podejrzany jest w stanie nami manipulować. Nasze osądy przestaną być niezależne i nie będą odzwierciedlać obiektywnej prawdy.
O: [daje wyraz swojemu niepocieszeniu]
– Powiedzmy, że wracamy do punktu wyjścia! I według naszej psychologii nie ma innej drogi.
B: [nie zmienia tonu, ale już powoli wchodzi w emocje; słychać w jej głosie, że za chwilę będzie mówić o czymś, na czym jej osobiście może zależeć ]
– Hipnoza może być tą drogą, ale nie rozwiązuje naszego problemu z brakiem czasu, z tym pośpiechem.
O: [z wyraźnym niezadowoleniem]
– Czy w końcu zaczniemy się dogadywać z naszą psychologią w sposób prosty i zrozumiały?!
B: [wraca (zdziwiona) do mentorskiego tonu; bez niepokoju: ugodowo]
– Hipnoza byłaby dla nas wartościowa, gdybym miała czas na przygotowanie pacjenta, gdybym zdążyła go normalnie wprowadzić w proces, a potem ten proces w normalnym tempie zrealizowała…
O: [nadal zniechęcona]
– Dobrze, wystarczy. Wnioski. Dochodzeniówka.
Ś: [pełne energii; pobudzona koniecznością pozostawania w opozycji, podjęcia i kontynuowania walki o swoje (słuszne / zagrożone) racje]
– Nie muszę czekać na szczegółowe materiały. Ten pierwszy sen podejrzanego naprowadził nas od razu na to co on zrobił i na jego strach przed odpowiedzialnością. Kolejny sen da nam odpowiedzi co do motywów, a w jeszcze następnym – pacjent się przyzna.
O: [pobudzona]
– To prawda, Psycholog?
B: [tonem mentorskim; pozostaje w odpowiadającej jej najbardziej roli specjalisty, przeprowadzającego jakiś naukowy wywód (dowód założonej tezy)]
– Niezupełnie. Przyznać się nie musi, ale prawdopodobnie uzyskamy więcej możliwości do sprofilowania. Dotrzemy do szerszego materiału, na podstawie którego będę mogła powiedzieć dużo więcej o systemie motywacyjnym podejrzanego. Połączyć jego aktualnie dominujące cechy osobowości z ewentualnymi ich źródłami, tkwiącymi w przeszłości oraz – to już zupełnie hipotetycznie – z jego patologiczną seksualnością, czyli pedofilią i homoseksualizmem, o ile tylko mamy z nimi faktycznie do czynienia.
Ś: [pozytywnie zaskoczona; z nieukrywanym triumfem]
– To są argumenty za kontynuacją tej metody!
B: [powściągliwie; racjonalizuje sytuację; uspakaja emocje takim roztropnym tonem]
– Przyjęliśmy ją tylko na zasadzie jednorazowego eksperymentu.
Ś: [nie ulega tej roztropności; nie ma zamiaru schładzać gorączki działania]
– Przecież możemy teraz, tutaj, ustalić, że nie przerywamy go, ale kontynuujemy…
O: [utrzymuje (odświeża?) to swoje przywództwo; tonem głosu nakazuje powściągnięcie emocjonalnego rozgorączkowania i powrót do chłodnego rozsądku]
– Jeszcze raz. Psycholog, czy są na tę chwilę jakieś prerogatywy za takim rozwiązaniem?
B: [akcentując swoje niezdecydowanie; tonem głosu daje do zrozumienia, że nie warto tego robić; niewerbalnie przeczy rozumianej wprost wymowie przekazywanego komunikatu słownego]
– Muszę szczerze przyznać, że są, ale obarczone głębokimi obostrzeniami…
Ś: [pełna buntu i sprzeciwu]
– Uzyskaniem zgody badanego…?
B: [wyraźnie zmartwiona, ale szczerze]
– Nie, podejrzany podchodzi do hipnozy entuzjastycznie. Przecież mówiłam.
Ś: [triumfuje]
– Właśnie! Nad czym my się zastanawiamy?!
B: [wyjaśniająco; oczekuje poparcia]
– …mówiłam, jakie mam z tym związane podejrzenia…
O: [zamyślona]
– Tak. Wiemy. Jakie są warunki kontynuacji od strony psychologicznej?
B: [plącze się; kluczy; konkretna odpowiedź, uruchamiająca przedmiotowe działanie wyraźnie nie jest jej na rękę – ale nie powie tego wprost]
– Jeżeli już, ale to tak zupełnie w ostateczności, miała bym się poddać i kontynuować…
Ś: [z politowaniem]
– Przestań…
O: [chyba jednak nieco rozbawiona, a nie zagniewana]
– Zespół się uspokoi! Pamiętamy o należnym urzędowi prokuratorskiemu szacunku…
B: [wylicza; jest bardzo niepocieszona, że musi to zrobić, ale lojalna]
– To, po pierwsze – dłuższe sesje. Co najmniej muszę go mieć do dyspozycji na cztery – pięć godzin dziennie. Bez przerw.
O: [nonszalancko]
– Załatwimy, aby go dowozili z aresztu zaraz po dziewiątej i nie zabierali go z powrotem wcześniej niż po czternastej. Co jeszcze?
B: [pogodzona już z koniecznością negocjacji warunków, na których spełnienie nie ma żadnej ochoty; do końca zachowując profesjonalny sznyt i drobiazgowość]
– I po drugie, sesje nie mogą być częściej niż co 72 godziny, najlepiej jedna w tygodniu… Tak, rozumiem, mogę zgodzić się na dwie w tygodniu. I to jest ostateczne, dopuszczalne maksimum.
O: [rzeczowo]
– Dużo tych seansów jeszcze potrzebujecie?
B: [poddaje się temu rzeczowemu stylowi]
– Co najmniej z dziesięć…
Ś: [emocjonalnie; nastawiona negatywnie; z tajonym sprzeciwem]
– To zajmie ponad miesiąc! Mamy przerwę na święta…
O: [racjonalnie; rzeczowo; ale na koniec już nieco rozbawiona]
– Nie, Psycholog, dochodzeniówka ma rację. Nie możemy tego przedłużać do końca stycznia! Trzy spotkania w tygodniu i kończymy na tydzień przed Wigilią. Nie, nie, nasza psychologia nie protestuje. Tak, oczywiście, to prokuraturze i dochodzeniówce zależy na tych seansach. Tak, hipnoza to nie postulat biegłego, wy jesteście przeciw. Tak, wy w ogóle możecie jej nie prowadzić i tak by było najlepiej. I właśnie dlatego takie jest moje postanowienie, a decyzja prokuratury – to dla was rzecz święta. Wykonać! Odmaszerować…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.