Z wolnej stopy 27

Zbigniew Milewicz

Generał Patton

Był kontrowersyjną postacią. Żołnierze kochali go jak ojca, przełożeni głęboko cenili, albo nienawidzili. Wśród przeciwników na polu bitwy budził postrach, bo operacje, którymi dowodził, prawie zawsze kończyły się sukcesem.

Urodził się na ranczu Lake Vineyard, niedaleko miasta San Gabriel w Kalifornii, w rodzinie o silnych tradycjach wojskowych. Jego przodkowie walczyli m.in. w rewolucji amerykańskiej, z Anglikami o niepodległość kraju i w wojnie secesyjnej, po stronie konfederatów. W dzieciństwie marzył, by zostać bohaterem wojennym i generałem, czytał książki i opracowania z dziedziny historii oraz wojskowości, ale cierpiał na dyslekcję i najpierw z nią przyszło mu się zmierzyć. Zamiast czterech lat, minęło pięć zanim ukończył akademię wojskową w West Point, później ożenił się z wielką miłością swojego życia – Beą Aeyer, której wielu mu zazdrościło. Była córką bogatego przemysłowca z branży włókienniczej, urodziwa i utalentowana, ale to już nie należy do tej historii.

Na Igrzyskach Olimpijskich w Sztokholmie w 1912 roku George Patton reprezentował USA w pięcioboju nowoczesnym, zajął w nim piąte miejsce, choć klasyfikacja ta budziła spory, bo w tarczy, do której strzelał nie znaleziono śladu po jednej z kul, więc nie trafił, albo przeszła innym, wcześniej zrobionym otworem. Później jego nazwisko pojawiło się na łamach gazet w związku z kawaleryjską szablą, wzór 1913, którą zaprojektował dla armii amerykańskiej, a kiedy USA postanowiło zdławić rewolucję meksykańską, mającą na celu obalenie reżimów Porfiria Diaza i Victoriana Huerty, zajął miejsce w szeregu, jako adiutant generała Johna Pershinga. Celem wyprawy było pojmanie przywódcy chłopskiej partyzantki, Francisco „Pancho“ Villi. Patton wsławił się zabiciem dowódcy gwardii przybocznej komendanta. Po przystąpieniu USA do I wojny światowej, w jej końcowej fazie, pojechał na front francuski, nadal jako adiutant gen. Pershinga, już w stopniu kapitana. Dostał rozkaz utworzenia pierwszego, amerykańskiego korpusu czołgów i okazało się, że ma duże zdolności organizacyjne, co doceniono kolejnymi awansami. W połowie września 1918 r., w szturmie na St. Mihiel, który był równocześnie chrztem bojowym Amerykanów w tej wojnie, poszedł jako dowódca korpusu na pierwszą linię frontu, gdzie otrzymał z niemieckiego karabinu maszynowego ciężki postrzał w udo, co sprawiło, że zawieszenie broni powitał w szpitalu.

Za zasługi wojenne odznaczono go dwoma ważnymi medalami i po powrocie do kraju znowu pisały o nim gazety. Zaprzyjaźnił się z Dwightem Eisenhowerem, co miało później ogromny wpływ na kariery ich obu, a zawodowo zajął badaniami nad udoskonaleniem możliwości broni pancernej oraz nad taktyką jej używania. Temat był nowatorski, a więc i wyzwanie niemałe, wymagające zmiany starej doktryny wojennej , bazującej na kawalerii i piechocie, a także funduszy, których Kongres nie chciał dać. Kiedy zaczął pisać na ten temat krytyczne artykuły w Infantry Journal i okazało się, że ma również zacięcie dziennikarskie, zagrożono mu sądem wojskowym. Zniechęcony niepowodzeniami wrócił do kawalerii i skupił się na dalszej edukacji; ukończył wyższą szkołę swojej formacji, później z wyróżnieniem kursy dowodzenia oraz sztabowe i tak wyszkolonego oficera wysłano na Hawaje, gdzie poznał gen. Omara N. Bradleya. Tam ponownie zajął się koncepcją rozwoju broni pancernej, Waszyngton po staremu jej nie akceptował i to go coraz bardziej frustrowało. W trakcie swojej służby napisał do Departamentu Stanu o zagrożeniu, jakie może stanowić Japonia, ostrzegając, że Pearl Harbor jest narażone na nagły atak bez wypowiedzenia wojny, który może być przeprowadzony przez samoloty startujące z lotniskowców. Niestety ostrzeżenie to również zignorowano, co później zemściło się na Ameryce.

W 1934 roku, po dziewięciu latach służby na Hawajach, z inicjatywy nowego szefa sztabu amerykańskiej armii, George’a Marshalla, Pattona awansowano na podpułkownika i ponownie znalazł się w kawalerii. Latem 1938 roku awansował do stopnia pułkownika i został przeniesiony najpierw do Fortu Clark w Teksasie, a później do Fortu Myer, gdzie powierzono mu dowództwo pułku. Karta się odwróciła. Kiedy we wrześniu 1939 roku Niemcy napadły na Polskę, Patton przekonał Kongres o potrzebie stworzenia nowoczesnych oddziałów pancernych. Otrzymał promocję na generała i został dowódcą brygady zmechanizowanej, która wkrótce powiększyła się do rozmiarów dywizji; na jej czele uczestniczył wraz z Brytyjczykami w operacji „Torch“, mającej na celu wykurzenie Niemców, Włochów i ich francuskich kolaborantów z Afryki Północnej (był jednym z głównych planistów tego przedsięwzięcia ). W Afryce powierzono mu dowództwo II Korpusu, rozpuszczonego jak dziadowski bicz; był dobrym przełożonym – surowym, wymagającym, ale sprawiedliwym i tak wytrenował tych żołnierzy, że po krótkim czasie zmienili się nie do poznania.

Po zakończeniu zmagań w Afryce Północnej przyszedł czas na rozpoczęcie kampanii w Europie. Pierwszym celem ataku aliantów była Sycylia, a następnie Półwysep Apeniński. 10 lipca 1943 roku rozpoczęła się operacja “Husky” – lądowanie wojsk amerykańskich i brytyjskich na plażach koło Palermo. Pattonowi powierzono dowodzenie 7 Armią Amerykańską. Z jednostką tą poprowadził natarcie w kierunku Messyny, gdzie miał zamiar znaleźć się wcześniej, niż konkurujący z nim dowódca 8 Armii Brytyjskiej, gen. Bernard Law Montgomery. Patton wygrał swoisty wyścig, docierając do Cieśniny Messyńskiej przed zarozumiałym Brytyjczykiem. To było w jego zwyczaju – pokazać konkurentowi, że jest się lepszym. Podobnie traktował wroga, nieodmiennie z zaskoczenia, zawsze w innym czasie, albo miejscu, niż tamten się tego spodziewał. Dlatego Niemcy najbardziej z przeciwników cenili i obawiali się właśnie jego. Wojaczka była dla Pattona nie tylko obowiązkiem i rzemiosłem, które starał się wykonywać najlepiej, jak umiał, ale była też jego pasją i życiowym celem, pewnie więc dlatego miał w niej tak dobre osiągnięcia. Jak każdy człowiekowi miał również wady, bywał między innymi apodyktyczny i porywczy, zarówno w czynach, jak i słowach, w których nie przebierał. W swoich emocjonalnych i obrazowych przemówieniach do żołnierzy obiecywał im np. regularnie, że w boju będą po szyję unurzani we krwi i flakach, swoich i wroga i tylko od nich będzie zależało, czego wypłynie więcej. Stąd miał wśród podkomendnych pseudonim old blood and guts.

Kiedy więc pewnego dnia w Acate na Sycylii grupa amerykańskich żołnierzy zabiła około 70 niemieckich i włoskich jeńców, jeden ze sprawców powiedział, że zrobił to pod wpływem prania mózgu ze strony dowódcy. Krótko później na lotnisku w Comiso doszło do podobnego zdarzenia i wtedy generał wydał zakaz zabijania jeńców. Z politycznego punktu widzenia gorszy był incydent ze spoliczkowaniem, który zdarzył się później. Generał wizytował jeden z sycylijskich szpitali, w którym leżeli ranni amerykańscy żołnierze; kiedy zauważył pacjenta bez jakichkolwiek zewnętrznych obrażeń i zapytał go, co tutaj robi, tamten odparł, że cierpi na nerwicę okopową. Wtedy Patton się wściekł, wyzwał żołnierza od symulantów i wymierzył mu soczysty policzek. Parę dni później podobna sytuacja powtórzyła się w innym szpitalu, oburzeni lekarze poinformowali o tym prasę i zaczęła się publiczna nagonka na generała. Pod jej wpływem naczelnemu dowódcy alianckich ekspedycyjnych sił zbrojnych, którym był Eisenhower, prywatnie zaprzyjaźniony z Pattonem, nie pozostawało nic innego, jak odebrać mu dowództwo 7 Armii. Był jednak zbyt cennym dowódcą, aby odstawić go na boczny tor, zwłaszcza w przededniu planowanej inwazji na Normandię.

Bezpośrednio przed samą inwazją Pattona mianowano dowódcą fikcyjnej Pierwszej Grupy Armii stacjonującej w południowej części Wysp Brytyjskich. Była to część operacji “Fortitude”, mającej zmylić Niemców, co do rzekomego celu alianckiego ataku na Francję – regionu Pas de Calais. W tamtym czasie o generale ponownie rozpisały się gazety. Miał nieoficjalne wystąpienie w Knutsford, niewielkim mieście w hrabstwie Cheshire, w którym zapytano go, jak wyobraża sobie mapę polityczną świata po zakończeniu wojny. Odparł, że zapewne będzie on rządzony przez Amerykę, Anglię i Rosję. Z niezrozumiałych powodów relacje prasowe z tego wystąpienia pominęły Rosję, Stalin się ciężko obraził i wybuchła afera na skalę międzynarodową. Gdy alianci zaczęli lądowanie w Normandii, Pattona mianowano dowódcą 3 Armii Amerykańskiej, z którą ruszył w szybkim marszu, wyzwalając znaczną część północnej Francji. Z powodzeniem użył zmodyfikowanej przez siebie taktyki blitzkriegu, pokonując ponad 900 km w ciągu zaledwie dwóch tygodni, jednak tuż przed wejściem do Paryża został zatrzymany przez Eisenhowera, aby pozwolić na zajęcie miasta przez francuską 2 Dywizję Pancerną pod dowództwem generała Philippe’a Marie Leclerca. We wrześniu 1944 roku jego 3 Armia dotarła do Metzu w Lotaryngii i tu uwikłała się w ciężkie walki pozycyjne z Niemcami, straty po obydwu stronach były duże.

Pod koniec 1944 roku niemiecka armia przeprowadziła ostatnią wielką ofensywę na froncie zachodnim – operację Wacht am Rhein (Straż nad Renem), w której wzięło udział 29 niemieckich dywizji (łącznie ok. 250 tys. żołnierzy); jej celem było rozdzielenie wojsk aliantów oraz dotarcie do portów Holandii, aby odciąć zaopatrzenie dla przeciwnika w żywność, amunicję i paliwo. Patton jako jedyny z wyższych dowódców alianckich przewidział możliwość takiej ofensywy i dzięki temu jego armia była na to dobrze przygotowana. Niemcy wcześniej dwukrotnie przeprowadzali podobne operacje w tym rejonie: w czasie wojny prusko-francuskiej i I wojny światowej, zawsze udane. Tym razem ponieśli fiasko. W przeciągu zaledwie dwóch dni Patton zmienił oś ataku dwóch korpusów 3 Armii o 90 stopni i uderzył w lewe skrzydło armii niemieckiej, docierając do okrążonych w Bastogne oddziałów 101 Dywizji Powietrznodesantowej.

Pod koniec lutego 1945 roku wojska niemieckie przeszły do obrony i Patton przełamując „Linię Zygfryda”, wkroczył do Zagłębia Saary. W szybkim marszu opanował południowe Niemcy i oswobodził dużą część Czechosłowacji. Planował wyzwolenie Pragi i dotarł prawie na jej przedmieścia, jednak otrzymał od Eisenhowera kategoryczny zakaz dalszego pościgu za wojskami niemieckimi i polecenie cofnięcia się na wysokość Pilzna, gdyż do Pragi wchodziła już Armia Czerwona.

Tak w dużym skrócie wyglądała kariera wojskowa człowieka, który kilka miesięcy później, 21 grudnia 1945 roku zmarł w dziwnych okolicznościach. Minęło 75 lat od tamtego czasu, więc jest okazja, żeby wrócić do sprawy. Po kapitulacji Niemiec Patton miał nadzieję, że otrzyma znowu skierowanie na Hawaje, pozostawiono go jednak w Europie, gdzie został gubernatorem wojskowym Bawarii. Jego zadaniem było odbudowanie tego regionu, jednak szybko popadł w konflikt politycznym z przełożonymi. Zdaniem Pattona oficjalna polityka denazyfikacji była błędem, uważał, że nie powinno się automatycznie wykluczać z życia publicznego wszystkich osób, które należały do partii nazistowskiej. Skoro gość był jakimś zwykłym pionkiem w NSDAP i znał się przede wszystkim dobrze na wodociągach, to powinien dalej w nich pracować, a nie iść w odstawkę – mawiał, dodając, że w Stanach Zjednoczonych obywatele czasami zostają członkami partii demokratycznej czy republikańskiej tylko po to, aby ułatwić sobie dalszą karierę zawodową, a nie ze względów ideologicznych. Media podchwyciły jego słowa i doniosły, że Patton porównuje demokratów i republikanów do nazistów. Kiedy oburzona opinia publiczna zażądała ukarania oszczercy, Eisenhower przeniósł Pattona do grupy wojskowych, zajmujących się pisaniem oficjalnej historii II wojny światowej, ale ten już do niej nie dotarł.

9 grudnia 1945 roku jego cadillac, którym jechał w Niemczech na pożegnalne polowanie, zderzył się z amerykańską ciężarówką wojskową i w wypadku ucierpiał mocno tylko on. Zmarł w szpitalu w Heidelbergu. O bliższych okolicznościach śmierci generała, jego innych poglądach politycznych i rozmaitych spekulacjach, łączących jedno z drugim, napiszę za tydzień, jeżeli oczywiście dożyję.

10 thoughts on “Z wolnej stopy 27”

  1. Zbychoo,
    sprobuj tylko sie wywinac jakims glupim
    “niedozywaniem” do dalszego ciagu Twych wpisow, to bylaby dezercja, ktorej by Ci przedewszystkim wyzej opisany General
    nie wybaczyl i spoliczkowal niewidzialna, zimna raczka z zaswiatow,(oooo “tfuj teufel”), czego Ci oczywiscie w Nowym Roku absolutnie nie zycze…
    Czyli odwrotnie,zycze Ci super “wslizgu” w Nowy Rok !
    Termin “wslizg” wymyslony absolutnie przeze mnie, wiec prawa autorskie zastrzezone😍😍😍😍
    Teresa

  2. Tereso, nie zamierzam nigdzie dezerterowac, glupio byloby przemilczec ciag dalszy tej historii, ale wole miec jakas polise na zycie😉Dziekuje Ci za Dobre Slowo, rozpocznij rowniez Ty prawa noga Nowy Roczek, a najlepiej dwoma prawymi, zycze serdecznie, Zbyszek.🤩🤩🤩

  3. ay, ay sir, kawaleria,
    urodzony w siodle ale przesiadl sie w odpowiednim momencie na czolg 🙂
    teraz istnieje nawet pare gier komputerowych dobrze ilustrujacych jego kariere i szlak bojowy;
    zdrowego, no i owocnego nowego roku zycze!

  4. Prosze, jak zgrabnie odcina sie kupony z legend bohaterow, ale lepsze to, niz o nich zapominac. Tiborze dziekuje za noworoczne zyczenia i serdecznie je odwzajemniam.

    1. mialem pare wypadkow i wiem, jak szybko to idzie, nagle znajdujesz sie w szponach smierci, a ona chichocze nad twoja bezsilnoscia; w wiekszosci przypadkow mialem wiecej szczescia, niz rozumu,ale pare razy musialem sie dobrze nagimnastykowac, aby znowu dorwac sie do klawiatury; ale wypadki i choroby( jesli nie skrecaja nam ostatecznie karku) maja tez swoje dobre strony – po prostu masz wiecej czasu dla samego siebie; patton, w 45, juz tej szansy nie otrzymal;

  5. Kochani Panowie,
    smętek się troszkę z naszych komentarzy tu sączy…
    A to molestowanie nas przez śmierć, jest bardzo paskudnym fenomenem w naszym zyciu, to świeta prawda!🤭
    A i czasem powinna ona już odsiadywać dożywocie np. za……pedofilstwo, bo przeciez nawet małych dzieci nie zostawia w spokoju!!! I tym nas niezle szokuje!
    Niestety! To sa te jej najsmutniejsze, barbarzyńsie wyczyny!
    Z góry przepraszam tych, którym nie spodoba się ten mój czarno-czerwony humor! Może być uznany za wielce niesmaczny…😪
    Nic na to nie poradze…ale… sorry, tak dzisiaj akurat juz mam!😴😴😴😴

    Ale poniewaz ciągle jeszcze jesteśmy,
    to musimy “włamać”się w ten nastepny
    akt naszego zycia z pelnym optymizmem!
    Jak bezgłośne rakiety, (żeby nie przestraszyć naszych i zadnych innych zwnierząt)!!!!…🤣🤣🤣!!!
    Tego Wam i Wszystkim innym zycze!!!
    Teresa
    😍😍😍😍

  6. Drogi Zbigniewie, dziekuje Ci w Nowym Roku za Twoje “dziekuje”…

    Czuje jednak dzisiaj, w tym “Nowym Zyciu roku 2021”, ze jestem winna przeproszenie Wszystkich, ktorych powyzszym, mym ostatnim komentarzem urazilam, lub zdenerwowalam.

    SERDECZNIE przepraszam szczegolnie Tibora, nigdy nie chcialabym Cie drogi moj tutejszy (blogowy) Przyjacielu urazic!!!😪
    To bylo tylko zaproproszenie do zdystansowania sie od tych najgorszych doswiadczen, skojarzen. Zebysmy w to “zielone jeszcze zagrali”…
    To nie byl brak empatii, naprawde, uwierz mi, mam ja, codziennie ocierajac sie o najtragiczniesze wydarzenia w zyciu ludzkim:
    wlasnym i cudzym (praca i codziennosc).
    Wiec mi nie brak ani rozstan, zaloby, czy tez lez.
    I buntu, no wlasnie tego BUNTU!

    A idea, by powiedziec, ze problem smierci nas “molestuje”, wpadla mi do glowy, kiedy otwierajac TV lub Radio slysze beznamietnie wypowiadane liczby tysieczne o Zmarlych na Covid w Austrii, w Polsce i ogolnie na swiecie….
    Powtarza sie to o kazdej godzinie, w kazdych wiadomosciach.
    A za liczbami sa przeciez konkretnie, bliskie mam osoby.
    Zmarla teraz OSOBA to juz jest tylko liczba, statystyka.
    Porwala mnie chec, abysmy mimo najintymniejszego stosunku do powyzszego tragicznego problemu, zwiali….w nadzieje.
    Nie chce, bysmy kiedykowiek stali sie dla swiata tylko liczbami…
    Nie chce i koniec, ani z powodu Covidu, ani np. z powodu innej niedoskonalosci naszego ciala.
    Mowie wiec do siebie, i do nas wszystkich jeszcze raz, “grajmy w zielone”, MIMO WSZYSTKO!.
    Tiborze, przepraszam…
    to nie chodzilo o Twoj komentarz,
    ile o TEN temat, ten z dosc krzywego zwierciadla. jesli Cie urazilsm, wybaczysz?
    Pozdrawiam, Teresa.

    .

  7. “kto ma trudniej kawalerzysta, czy motyl?”
    to ja przepraszam, kochana tereso, za to co bylo i za to co bedzie, za bledy i za sukcesy i zycze nam nawet, zebysmy jeszcze wieloktrotnie i nawet wspölnie zastanawiali (klotnie mile widziane) nad sensem zycia i tutaj i wszedzie;

  8. Drogi Tiborze,
    poprzepraszalismy sie,
    pokajali, mamy teraz znow czysta Karte na ten nowy rok….
    Tyle miejsca na nowe bledy, przepraszanie i w.ybaczanie, poki jeszcze mozemy, znaczy, ze jestesmy ludzmi z krwi i kosci.
    Czyz nie? Dziekuje. .
    Teresa 🦊🦝🐱🐺

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.