Marek w drodze

Tabor Regresywny

Podczas spotkania na wydziale intermediów Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, gdzie przedstawiłem założenia Taboru Regresywnego, Rom Dziatkiewicz zasugerował, abym szedł w stronę słońca.

Sugestie artystów są bardzo cenne, ale wymagają weryfikacji w praktyce. Analizując moje wędrówki, doszedłem do wniosku, że oznacza to, iż trzeba, bym szedł w tę samą stronę co słońce. W rytmie dziennym oznacza to wędrówkę ze wschodu na zachód, w rytmie rocznym, wiosną z południa na północ, a jesienią odwrotnie.

Ruszyłem brzegiem Wisły w kierunku Górnego Śląska. Po drodze wstąpiłem do Tyńca. Dawno temu, gdy spływałem Wisłą do Krakowa, byłem częstym gościem Benedyktynów w Tyńcu. W tamtych czasach byli niezwykle gościnni.

Wjechałem więc razem z wózkiem na dziedziniec klasztoru. Podszedł do mnie jeden z braci. Zapytałem, czy mogę przenocować na dziedzińcu. Wyjaśniłem, że wszystko mam i niczego mi nie trzeba, a tu będę czuł się bezpieczny. Odpowiedział, że musi zadzwonić do Opata. Idziemy więc do telefonu. Brat mówi coś, jednak przerywa w pół zdania. Myślę sobie, że nic z tego nie będzie, po czym słyszę słowa: “Opat widział Pana przez okno. Kazał podać kolację i przygotować łóżko”. Odpowiedziałem, że z zaproszenia na kolację chętnie skorzystam, ale dziś jest noc świętojańska i chciałem spędzić ją na dworze w moim wózku.

Rano dostałem śniadanie i zaproszenie na jutrznię. Tak, jak arytmetyka jest jedna, a systemy liczbowe różne, tak wiara jest jedna, a religie różne. Prawo gościnności nakazuje dostosować się do religii gospodarzy i nie ma w tym nic złego.

Do Górnego Śląska nie dotarłem, ponieważ pogoda się popsuła. Michał Fostowicz w wierszu pt. Sztuka napisał „Sztuką jest nie zostawiać śladów”. I znów przyszło mi weryfikować w drodze intuicje artysty. Pojechałem do Kołobrzegu, by iść w tę samą stronę, co słońce i aby fale zacierały moje ślady. Po wyjściu z pociągu trafiłem na orkiestrę wojskową Marynarki Wojennej, która grała Żółtą łódź podwodną Beatlesów i szła w stronę portu jachtowego. Udałem się z moim wózkiem za nimi. Zbierało się na deszcz, kapitan portu użyczył mi więc wiaty, pod którą dwóch rybaków piło wódkę i odgrażało się: – ja muszę na morze, jak nie popłynę, to komuś narąbię. Tylko ja byłem pod ręką. W końcu tak się rozpadało, że weszli do mojej wiaty.

Nie miałem innego wyjścia, musiałem z nimi wypić. Na drugi dzień rano, na kacu i z dużym opóźnieniem ruszyłem w kierunku Dziwnowa. Ledwo doszedłem do Grzybowa, gdy znów spadł deszcz. Szedłem do miasta i trafiłem do ośrodka wypoczynkowego, prowadzonego przez Redemptorystów. Wynająłem pokój, zamówiłem obiad, a wózek schowałem pod zadaszeniem. Przyszedł proboszcz, który wypytywał mnie raz po raz, wyraźnie mną zaintrygowany, bo co chwilę wracał.

Wieczorem poszedłem do siostry recepcjonistki i powiedziałem, że chcę wyjść o 3 nad ranem, dlatego chcę zapłacić od razu, na co ona: “Ale nie ma mowy”. Uparła się i koniec.

Nie muszę opisywać świtu nad morzem w drodze i pustej plaży przez wiele kilometrów. Gdzieś około południa wszedłem do Rewala, by kupić coś do jedzenia. Szedłem środkiem ulicy. Zobaczyłem grupę mężczyzn pijących piwo i pokazujących na mnie palcami. Jeden wyskoczył na środek ulicy, złożył głęboki ukłon kapeluszem i zapytał: – Skąd przybywasz szlachetny wędrowcze? – Z Ciplandii – odpowiadam. – A co to jest Ciplandia?- pyta. – Kraina globalnego ocipienia – odpowiadam. – A dokąd zmierzasz? – Do Wałkonii – odpowiadam. – A co to Wałkonia? -Kraina wolna od śmieci, bo nikt ich nie produkuje. Wszyscy się wałkonią. Zapadła cisza, a ja idę dalej. Ktoś rzuca za mną: szczęśliwej drogi!

Wyprawę zakończyłem w Dziwnowie, gdzie w toalecie na polu namiotowym znalazłem 11 złotych, co mi częściowo pokryło koszty biwakowania.

Pojechałem, bez żadnych ekstrawagancji, do znajomych do Lublina. To była moja pierwsza wizyta w tym mieście. Przechodząc koło KUL-u, wstąpiłem, by trochę zwiedzić tę uczelnię. Chodziłem po korytarzach, a tu na drzwiach napis Katedra Filozofii Przyrody. Coś mnie skusiło, by nacisnąć klamkę. Drzwi się otworzyły, ale szybko się wycofałem. Siedzący w środku pan zaprosił mnie do środka. Wywiązała się rozmowa. Po chwili do pokoju zagląda ktoś inny, a mój rozmówca woła go. Opowiadałem oczywiście o moich wędrówkach i filozofii drogi. Po chwili weszła trzecia osoba. Pokazuję im „chustę Hellera”. Rozmowa staje się coraz ciekawsza. W końcu mówią: – Pan ma niebywałe szczęście, bo rzadko można nas spotkać razem, tylko na obronie doktoratu. Przedstawili mi się, jeden jest profesorem fizyki, drugi teologii, a trzeci biologii. Chcieli mi coś dać, jednak nie mieli nic do zaoferowania. Wtedy jeden z nich wpadł na pomysł: – Dajmy panu tytuł doktora filozofii! – Jakiej filozofii?- pyta drugi. – No jak to jakiej, filozofii życia. No tak, powiedział teolog, w końcu pan robi to, o czym wygłasza się wykłady i pisze artykuły, ale nikt nie wierzy, że tak naprawdę w dzisiejszych czasach jest to możliwe.

5 thoughts on “Marek w drodze”

  1. Mam drobną dygresję odnośnie punktu 8 – Planeta regeneruje się lepiej bez ingerencji człowieka.
    Uwaga niewątpliwie słuszna, ale nowe warunki życia wprawdzie zmniejszyły ingerencje człowieka w sprawy natury choćby przez zmniejszenie zużycia paliwa i spalin, ale równocześnie wydatnie pogorszyła w dziedzinie zużycia wody, zanieczyszczenia ścieków trującymi substancjami, zaśmiecenie plastikiem (jednorazowe opakowania, rękawiczki, maski, itp).

    1. Niestety, to prawda. Jesteśmy obrzydliwymi śmieciuchami. Tym niemniej woda w kanałach Wenecji i kozice na ulicach w Zakopanem napawają pewną nadzieją.
      Moje koleżanka, która poczytała w międzyczasie różne książki o minionych epidemiach, twierdzi, że podobno w XIV wieku w czasie ogromnej epidemii, która trwała 9 lat, odrodziły się europejskie lasy, które boom gospodarczy z początku wieku niemal całkowicie wytrzebił.

  2. Każdy z nas jest na swój sposób filozofem, zwłaszcza starsi .Fajnie,że Autorzy tego opowiadania doszli do wniosku, że prawie wszystkim nalezą się tytuły profesorskie. ha ha A tak poważnie, to kiedyś bardziej starszy był poważany i liczono się ze starszyzna Dzisiaj młodzi chcą być górą chociaż w rządach mamy starszych, których trza by było wymienić na nowsze modele .

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.