Myślałam, że korony noszą tylko królowie…

Od Adminki: 14 marca czyli wczoraj Ela pojechała do Polski i również wczoraj, ostatnim pociągiem, wróciła. Już poprzedniego dnia na Facebooku pojawiały się informacje, że Polska zaraz zamknie granice, długo jednak nie było wiadomo, kiedy i na jakich zasadach, a to sprawiło, że ci, którzy chcieli jechać do Polski, musieli się liczyć ze wszystkim, że ich nie wpuszczą, że ich nie wypuszczą, że ich odeślą z powrotem, że wylądują w miejscu odosobnienia, zwanym kwarantanną, choć zasadniczo kwarantanna to samo odosobnienie, a nie miejsce. No i zasadniczo, jak sama nazwa wskazuje – na 40 dni, choć na razie trwa ona “tylko” 14 dni, choć już słychać głosy, że powinna zostać wydłużona do trzech, a nawet czterech tygodni.

Ela Kargol

Bilety i plany zmieniałam kilkakrotnie. Najpierw miałam jechać w piątek 13 marca do Szczecina, by w sobotę uczestniczyć w wycieczce pt. “Bitwa o Szczecin” z Michałem Rembasem, który jako jedyny chyba nie odwołał wydarzenia. Jednak po namyśle wybrałam otwarcie wystawy Siegmara Jonasa w Cafe Berlin, też w Szczecinie. Ze Szczecina miałam zamiar udać się do Poznania do mamy i siostry, osób niepełnosprawnych, którymi się opiekuję, po części na odległość, a po części jeżdżąc do nich co dwa tygodnie z Berlina.


Wystawę Jonasa odwołano, a ja głupia, wierząc pisowskim wiadomościom, że granic nie zamkną, kupiłam bilet z Berlina do Poznania na sobotę wieczór. W piątek byłam już zdezorientowana, tym bardziej, że prawie wszystkie wiadomości były zaprzeczeniem tych poprzednich.
Jeszcze raz zawierzyłam pisowskiej jedynce. Trzy razy z rzędu wysluchalam “Aktualności dnia” i zrozumiałam, że w sobotę mogę wyjechać, ale w niedzielę mogę już nie wrócić, na pewno nie pociągiem.
Bilet powrotny miałam na niedzielę.
Kupiłam nowy bilet do Poznania, na 9:37 w sobotę, w sobotę też postanowiłam wracać.
Pełna niepewności, jakiegoś lęku, ale muszę się przyznać, też chęci przeżycia przygody, wyszłam z domu w Berlinie, czule pożegnana przez męża, wsiadłam do autobusu wejściem środkowym, bo przód, razem z kierowcą oddzielony był biało-czerwona taśmą.

W metrze ruch umiarkowany, niektórzy muszą do pracy. Kolejka świeci pustkami, oprócz mnie dwoje ludzi z walizkami. Dworzec Główny w Berlinie jak miasteczko w leniwą niedzielę. Ktoś przyjeżdża, ktoś wyjeżdża. A na środku, na poziomie chyba pierwszym, powstają zagony kolorowych kwiatów. Wiosna za kilka dni.

 

W pociągu jadącym do Warszawy Wars jeszcze był i pojawili się, jak to napisała autorka, kosmonauci mierzący temperaturę. Ona na szczęście miała temperaturę w normie: 36,9. W Warsie trzeba też było wypełnić formularz, ale jeszcze udało się zamówić żurek i smażonego camemberta. Autorka, jak wielu innych podróżujących, jest wielbicielką Warsu (zob. TU).

W pociągu wracającym do Berlina (ostatni taki pociąg, przynajmniej na jakiś czas) było…

… jak za dawnych czasów, radośnie i tłoczno! Bo wszystkie bilety były ważne. Cała Europa w tym pociągu, każdy dokądś chciał pojechać, ale musi wracać, albo inaczej kombinować.
Piwo w kubku do kawy, bo Wars się ewakuował.

Mimo zamknięcia granic, szkół, teatrów, wstrzymania lotów, przejazdów autobusowych i kolejowych wiosna przyjdzie na pewno, nie przyleci samolotem, ani pociągiem. Chociaż, gdy spojrzę przez okno, to muszę stwierdzić, że ona już jest. Udało jej się. Tak jak mnie, wrócić ostatnim pociągiem do Berlina.

Jest.

Tydzień temu powtarzałam z wnukiem wiersz: Jana Brzechwy o wiośnie:

A wiosna przyszła pieszo –
Już kwiaty z nią się śpieszą,
Już trawy przed nią rosną
I szumią: „Witaj wiosno!”


A ten wiersz powstał wczoraj, w pociągu z Berlina do Poznania, w dużej niepewności, w godzinach porannych.

Podróż w jedną stronę?

Jadę, żeby już nie wrócić.
Wracam, żeby nie wyjechać.
Dobrowolnie,
Z miłości,
Poczucia obowiązku,
I czegoś jeszcze,
Nie wiem czego?
Przekory?
Buntu?
Rewolucji?
Ze znakami zapytania.

Mama staruszka, niewidoma
Siostra schorowana
Co one zrobią beze mnie?
Co ja zrobię bez nich?
Znowu mury, znowu granice
I ta niepewność, która boli i straszy.
A na dworcu kwiaty, kolorowe, świeżo nasadzane, tylko dla mnie.

Myślałam, że korony noszą tylko królowie.


Po tygodniu Ela dopisała na FB taki tekst:

Czuję się tak, jak w latach 80, po przyjeździe do Berlina. Z tą różnicą, że wyjechałam wtedy z Polski dobrowolnie, licząc się z tym, że może nigdy już nie wrócę do domu, do rodziców, siostry.
Po dwóch latach kwarantanny w Berlinie wysłaliśmy w ramach „eksperymentu“ siedmioletnią wówczas córkę do Poznania do dziadków. Po wakacjach Marta wróciła do Berlina. Potem była kolej na mnie. Pojechałam i też wróciłam. Zaczęłam jeździć regularnie i regularnie wracałam. Raz miałam tylko nieprzyjemną rozmowę w biurze paszportowym. Zapytano mnie, co ja tam robię. Odpowiedziałam, że studiuję. „A co robią inni studenci?“ „Też studiują“. „To proszę się przypatrywać, co studiują.“
Czy była to próba zwerbowania mnie do współpracy tuż przed upadkiem muru? Jakiś czas nie jeździłam po tym zdarzeniu do Polski, nie pamiętam, jak długo. Wtedy dobrowolnie poddałam się kwarantannie.
Potem wszystko się zmieniło. Granice zniknęły, rodzice się zestarzeli. Potrzebowali mojej częstszej obecności.
Od trzech lat, po śmierci taty jeżdżę regularnie do schorowanej, starej, niewidomej matki i niepełnosprawnej siostry. Opłacam rachunki, robię zakupy, układam lekarstwa, umawiam lekarzy, sprzątam, ale przede wszystkim jestem, rozmawiam, kocham.
Tydzień temu stojąc na dworcu w Berlinie, przypomniałam sobie tamte czasy, tamte niepokoje. Tym bardziej, że konduktorzy niemieccy nie umieli powiedzieć, czy pociag dojedzie w ogóle do granicy. „Bleiben sie hier, sie kommen nicht zurück“. W pociągu każdy mówił coś innego. Najpierw, że do Poznania nie dojadę, a jak dojadę, to na pewno nie wrócę, bo ten ostatni pociąg już nie pojedzie. Dojechałam, czasu miałam dwie godziny na ułożenie lekarstw, wypicie kawy, przytulenie i zrobienie zdjęcia. Ostatnim pociągiem wróciłam do Berlina.

Tu opisuję dokładniej moją “podróż w jedną sronę?”

https://ewamaria.blog/2020/03/15/podroz-w-jedna-strone/

Od trzech lat stałym obrzędem pożegnania jest pstryknięcie zdjęcia mamie w oknie. Tych zdjęć są dziesiątki. Nigdy nie wiem, kiedy będzie następny “pstryk”.
Tydzień temu zrobiłam ostatnie zdjęcie i nie wiem, kiedy będę mogła zrobić następne i czy je zrobię.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.