Spotkania z Księciem Ciemności 10

Ksawery Kopański

Jam jest Książę Ciemności! O ile w ogóle jestem. Bo często mnie nie ma.
Czegóż się dziwić? Marzec, dni coraz dłuższe, temperatury coraz wyższe. Wredny Sierściuch przepada na całe dnie. Od początku był chimerycznym łazęgą i taki już raczej zostanie. Nikt nie przerobi go na domowego pieszczocha. I bardzo dobrze! To właśnie mi się u niego podoba, to w nim cenię i tego mu chyba w skrytości ducha zazdroszczę: wolność i swoboda.
Lubimy Księciunia i jego wizyty, dlatego godzimy się na ich nieprzewidywalną nieregularność. Poniżej naszej godności byłyby jakieś umizgi, czy zabieganie o przychylność: co to, to nie! Jest – dobrze. Nie ma go – drugie dobrze. Skoro szanujemy jego wolność i naszą godność, to na serio.
Tym bardziej nie posunąłbym się do jakiejkolwiek przemocy czy gwałtu. Wydawało mi się, że to powinno być oczywiste. Tymczasem…
Wychodzę, by drwa narąbać do kominka (mogę oczywiście napisać po prostu, że idę przynieść drewno, ale drwa narąbać – jak to brzmi!) i słyszę jak, piętro wyżej, moja sąsiadka-rywalka o względy Czarnucha woła go głośno i wszem-wobec oświadcza, iż musi przyjść, bo jedzonko czeka. Po kilku minutach wracam z narąbanymi drwami i taką oto widzę scenę: przed moimi drzwiami kuli się przerażony Książę, przywiera do posadzki, chciałby uciec – zapewne do mojego mieszkania, bo właśnie otwieram drzwi; mile to łechce mą próżność – ale syn sąsiadów siłą go łapie i niesie do góry, ponaglany wołaniem matki, iż miska Bambusika już pełna!
Ja to znam! Ja to już gdzieś widziałem! Jak to leciało?… Oj Kaźmirz, kot w niewolę trafił! Na sznurku go pasą! Tak – jesteśmy w domu.
Nie wtrącam się, bo i po co. Wiadomo, że Księciunio, prędzej czy później, trafi do nas. Dobrowolnie.
I znajdzie spokojny kąt, by się wyspać, odstresować, podreperować zszargane nerwy.

My mu nie przeszkadzamy, a zacna Kropka czuwa nad jego snem.

Ileż ten nieszczęśnik musiał przejść! Gdy tak leży rozwalony na fotelu, na którym już oczywiście nie ma miejsca dla mnie, widać wyraźnie, że stracił (zgubił, zniszczył?) swą czerwoną obróżkę i sąsiedzi, który zdecydowanie wciąż uważają się za jego państwo i właścicieli, zawiązali mu wokół szyli jakąś szmatkę czy tasiemkę. Diabli wiedzą co to, ale na pewno szczęścia mu tym nie przysporzyli.

Moglibyśmy oczywiście zdjąć to paskudztwo. Więcej nawet – moglibyśmy kupić nową, porządną obróżkę. Tylko po co? Żeby eskalować konflikt? Żeby sąsiedzi robili ze mnie pieniacza, który ciska się i krzyczy: Nie będzie mi Kargul umowy łamał i siłą zmuszał kota do kolaboracji!
Nie warto. Jakoś przeżyjemy tę apaszkę. A Książę zapewne w końcu się jej pozbędzie, bo widać, że go uwiera.

Nic na siłę. Niech sam walczy o swoją niepodległość: przecież wie, że nasze skromne progi zawsze stoją przed nim otworem. Ale nic na siłę! Przyjdzie, gdy zechce. Nie będzie musu, nie będzie presji. Jest wolny i takim pozostanie. Jedyne, czego od niego oczekujemy, to żeby przychodził z własnej woli. I żeby był piękny. I jest.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.