Spotkania z Księciem Ciemności 2

Ksawery Kopański

Jam jest Książę Ciemności! Miękko ale dostojnie, z dumnie uniesionym ogonem, sierściuch przekracza próg mieszkania, jakby wchodził do siebie. Czekał już pod drzwiami – nie śpi u nas, wszak to nie nasz kot – i teraz korzysta z momentu, gdy one się otwarły. Wciąż majestatyczny, powoli mija w przedpokoju Kropkę, która właśnie wychodzi ze mną na pierwszy poranny spacer… po czym komicznym truchcikiem pędzi do pokoju, wyzyskać tych kilka chwil, kiedy nas nie będzie. Wykorzystać je na to, by wskoczyć na łóżko i pomiziać się trochę z moją Żoną: przytulić, poocierać o żonine plecy, polizać ją w twarz albo w rękę. Tak sumiennie pracuje tym swoim jęzorkiem-tarką, że na skórze, w zgięciu łokcia, pozostawia ślad przypominający malinkę.

Wie, że Kropka by go do swojej ukochanej Pani tak łatwo nie dopuściła: istnieją w końcu jakieś granice gościnności! Jedzenie? Czemu nie: gdy wracamy ze spaceru i gdy napełnię miseczkę jadłem, Książę pierwszy z zapałem zaczyna jeść. A Kropka się temu nie sprzeciwia. Spokojnie, nawet z pewną tkliwą wyrozumiałością, stoi z boku i czeka na swoją kolej. Nie została zdominowana – co to, to nie! Jeśli chce (o czym jeszcze zapewne nie raz opowiem), potrafi użyć ząbków, aby przywołać Księciunia do porządku. Po prostu: to jej nie przeszkadza. No, ale jedzenie jedzeniem. Pani – to inna sprawa. Panią Kropka nie jest już tak skłonna się dzielić. Dlatego Czarniawy musi wykorzystać moment jej spaceru, jeśli chce zażyć pieszczoty: bo też Żona bardzo lubi te wspólne miziania i odwzajemnia je. To się nazywa, że kotek zapracowuje swoje śniadanie!

Najedzone zwierzątka zaczynają zabawę. Książę bezpazurzastymi (bo nie wysunął pazurków) łapkami trąca tu i ówdzie Kropkę, a ona bezzębną (bo nie angażuje uzębienia) mordką sprowadza go do parteru i zabawnie podgryza. Radochy przy tym co nie miara: nie tylko dla nich, ale i dla nas – dwójki starych dziwaków.

Po zabawie czas na odpoczynek. Oczywiście, fotel należy zagospodarować tak, żeby nikt się już na nim, broń boże, nie zmieścił.

Szczęśliwie, nie przeszkadza mi to, bo właśnie przygotowuję się na wyjście do pracy. A kiedy już jestem gotowy, Książę zazwyczaj wyczuwa moment i dumnie podchodzi do drzwi. Niekiedy jednak udaje, że jego sprawa nie dotyczy: leży jakby nigdy nic! Wzięty na ręce miauczy z wyraźnym niezadowoleniem, protestuje przeciw wygnaniu go na zimno i samotność. Trudno: tak czy inaczej, na własnych lub na moich nogach, musi opuścić lokal.

Fartowny poranek to fundament udanego dnia!

3 thoughts on “Spotkania z Księciem Ciemności 2”

  1. Bardzo kocham moje 2 kotki.
    A Pan z takim cieplem o tym kocim Ksieciu
    (ksiezniczka Lili jest u mnie) pisze, ze mi dobrze na sercu, wiec z przyjemnoscia czytam.
    Dziekuje.T.Ru.😍❤

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.